piątek, 23 września 2016

"Leberkäsjunkie" Rita Falk


Z wielką przyjemnością wróciłam do Rity Falk, a przede wszystkim do Franza Eberhofera. Jako zagorzała fanka tej serii, jestem bezkrytyczna. Można Ritę Falk krytykować, bo faktycznie trudno utrzymać poziom przez tyle tomów. To, co jednym może się nie podobać, dla mnie jest zaletą. Autorka poyostaje w tej samej konwencji i nie rezygnuje z prześmiewczego stylu. Wiadomo przecież, że przypadki, którymi zajmuje się Franz są nieprawdopodobne, a właściwie ich nagromadzenie w Niederkaltenkirchen. Nie mówiąc już o sposobie pracy samego Franza.

Akcja tej książki kręci się, cóż za niespodzianka!, wokół jedzenia i prywatnych perypetii policjanta. Typowe bawarskie potrawy, których podstawą jest góra mięsa nie mają najlepszego wpływu na zdrowie Franza. Dieta warzywna natomiast nie ma najlepszego wpływu na siły witalne i humor Franza. A pracować trzeba - właśnie spłonął dom największej wioskowej plotkary. Ale na tym nie koniec, w domu znajduje się ciało młodej kobiety, która wynajmowała tam pokój. W Niederkaltenkirchen nadal mówi się o budowie hotelu, a zmarła lokatorka sondowała teren i nastroje we wiosce. Śledztwo należy więc prowadzić w wielu kierunkach, podejrzany jest niemal każdy. Głodny i zestresowany Franz prosi o pomoc Rudiego - najlepszego kumpla. Nie zapomnijmy jednak o Susi, która z małym synkiem odwiedza Franza co piątek. To święty termin, ale niestety dla ciężko pracującego policjanta trudny do zapamiętania.

Zapewne się powtórzę, ale podkreślę, że tej książki nie wolno czytać, jej trzeba słuchać w świetnym bawarskim wykonaniu Christiana Tramitza. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom i mam nadzieję, że autorka nie planuje zakończenia tej serii.

Moja ocena: 4/6

Rita Falk, Leberkäsjunkie, 320 str., czyt. Christian Tramitz, Der Audioverlag 2016.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza