Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bośnia i Hercegowina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bośnia i Hercegowina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 czerwca 2026

"To za dużo dla mnie" Darko Cvijetić


Filip Latinović – zbrodniarz wojenny – odsiedział w więzieniu dwadzieścia pięć lat za zbrodnie przeciw ludzkości. Skazany przez Trybunał Europejski, osadzony w Norwegii wraca na Bałkany, gdzie zmieniło się wszystko i nic. Spotykać będzie tam swoje ofiary i ich rodziny, ale i osoby, które go gloryfikują. Latinović to jednak już inny człowiek. Wie, co zrobił, wie, że się od tego nie uwolni i wie, że zostanie to z nim i z jego rodziną na zawsze. Jego syn jest synem zbrodniarza, jego wnuk jest wnukiem zbrodniarza. Każdy z nich mógł odziedziczyć takie skłonności.

Cvijetić stworzył powieść poza konwencjami. W krótkich rozdziałach bada temat banalności ludobójstwa, a czyni to na różnorakie sposoby. Są tu spotkania Latinovicia z innymi, jego rozmowy, przemyślenia. Są listy. Spotkania z samym autorem, czyli Darkiem Cvijeticiem. Są wreszcie wspomnienia. To opowieści o najgorszych torturach, gwałtach, mordach. Autor balansuje tu między poetyckim językiem, relacjami i oszczędnymi opisami, co ma porażające wpływ na czytelniczkę i skłania ją do rozważań nad karą i jej rolą, nad poczuciem winy, nad zadośćuczynieniem i nad wspominaną już banalnością zbrodni.

Cvijetić świetnie nawiązuje tu do klasyki literary, szczególnie do Hanny Arendt i "Zbrodni i kary", snując paralele, ale nie oceniając, pozostawiając wszystko do osądu czytelniczki. Ta książka ma ogromną siłę rażenia, ale jednak w pewien sposób odbiłam się od formy, choć z zasady taki sposób pisania mi odpowiada. Miałam tu jednak problemy z umiejscowieniem poszczególnych rozdziałów w czasoprzestrzeni. Nie jest to bezpośredni zarzut wobec książki, bo to rzecz zdecydowanie wyjątkowo, raczej wobec mnie samej, że nie potrafiłam podążyć za autorem, a może to było za dużo dla mnie?

Dziękuję bardzo wydawnictwu za przekazanie książki.

Moja ocena: 4/6

Darko Cvijetić, To za dużo dla mnie, tł. Dorota Jovanka Ćirlić, 174 str., Wydawnictwo Noir Sur Blanc 2026.

piątek, 16 sierpnia 2019

"Koncert" Muharem Bazdulj



Ta książka świetnie wpisała się w czytaną niedawno przeze mnie autobiografię zespołu U2. Bazdulj opisuje bowiem z innej perspektywy słynny koncert tej grupy w Sarajewie. U2 spontanicznie zdecydowało się na danie koncertu tuż po wojnie, co wiązało się z ogromnym nakładem organizacyjnym, jako że miasto nadal nie było określane jako bezpieczne. Bono angażował się jednak bardzo w walkę o pokój na Bałkanach i zależało mu na tym szczególnym koncercie. 

Koncert jest wielkim wydarzeniem - wybierają się na niego Bośniacy z daleka i bliska. Jest wśród nich zagorzały fan U2, dziewczyna, która na wojnie straciła brata, dwie nastolatki z prowincji, kibol i zwolennik drugiej drużyny z Sarajewa itd. Każda z tych osób ma inne motywy, jest w innym punkcie swojego życia, łączy z koncertem inne marzenia.

Fan, jak nietrudno się domyślić, zna każdy tekst zespołu i marzy o zobaczeniu U2 na żywo. Dziewczyny z prowincji zrezygnowały ze szkolnej wycieczki zagranicę - chcą uczestniczyć w tym epokowym wydarzeniu, a jedna z nich marzy, że zostanie właśnie tą, która zatańczy z Bono na scenie. Młoda kobieta kupiła dwa bilety - dla siebie i dla brata, który przypadkowo zginął na wojnie - koncert będzie dla niej sposobem na symboliczne pożegnanie z bratem. Kibol natomiast marzy, by zobaczyć jak zostanie zniszczona murawa stadionu znienawidzonej drużyny. Postaci w tej książce jest więcej - wszystkie połączy koncert i każdej z nich da inną odpowiedź lub wpłynie w jakiś sposób na życie.

Te wszystkie postaci układają sobie życie na nowo po wojnie, każdą z nich autor uchwycił w krótkim momencie, tworząc z nich niby impresje. Nie wiemy skąd przyszli, nie wiemy dokąd dążą. Poznajemy ich zmartwienia i marzenia dzięki koncertowi U2.

Ciekawy sposób na ukazanie Sarajewa i Bośniaków oraz gratka dla fanów U2. Cieszę się, że odnalazłam tę książkę.

Moja ocena: 5/6

Muharem Bazdulj, Koncert, tł. Dorota Jovanka Ćirlić, 116 str., Wydawnictwo Czarne 2007.

sobota, 5 maja 2018

"Wilimowski" Miljenko Jergović



Kupując Wilimowskiego, kierowałam się tylko pochodzeniem autora, nie zdając sobie sprawy o wyjątkowości tej książki. Polskie wydanie jest bowiem pierwszą publikacją tego opowiadania. Do czasu przekładu przez Magdalenę Petryńską, powieść ta leżała w szufladzie pisarza.
Książka ta jest szczególna ze względu na postaci w niej występujące. Otóż emerytowany profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego przybywa na Bałkany. W długą podróż pociągiem zabrał chorego na gruźlicę kości synka, opiekunkę, nauczyciela i mnóstwo bagaży. Celem jest mieszczący się w górach Dalmacji hotel, prowadzony przez Niemkę i Chorwata. To miejsce ma mieć wyjątkowo klimat, działający pozytywnie na gruźlików, przynajmniej takie informacje usłyszał od człowieka, któremu pomagał, gdy był biednym studentem w Krakowie. Profesor Mieroszewski ma jednak konkretne wyobrażenie swojego pobytu w Niemieckim Domu, jak hotel nazywany jest przez mieszkańców okolicznych wiosek. Chce tam wysłuchać z synem relacji z meczu Polska-Brazylia, który rozpocznie Mundial w 1938 roku. To spotkanie ma być legendarne, Polska ma zwyciężyć, a jego gwiazdą będzie śląski piłkarz Wilimowski.

Profesor jednak nie spodziewa się, że jego syn będzie dla wioski odmieńcem, wcieleniem diabła, budzącym lęk potworem. Nie spodziewa się, jak piękna będzie właścicielka hotelu. Nie spodziewa się jak zmienna pogoda. A przede wszystkim nie spodziewa się, jak trudno będzie Polsce pokonać Brazylię.

To opowiadanie otula swoją atmosferą - duszną i niejasną. Pełną niedomówień. Przypomina mi szalenie Śmierć w Wenecji, mimo że w tekście przywoływana jest Czarodziejska góra. Przypomina mi prozę Manna tylko ową atmosferą, konstrukcją może, nieuchwytnym w słowa czymś. Jako że wielbicielką Manna nie jestem (poza Buddenbrookami może), nie zostałam także wielbicielką Jergovicia. Nie polubiłam się z jego prozą, skomplikowanym, przewrotnym językiem. Jego zdania często zwodziły mnie na manowce, odszukiwałam ich sens podczas ponownego czytania.

Wracając jednak do samej treści, mikrokosmos profesora i jego syna przecina się nie tylko z dalmatyńską wioską, ale i z rodzącym się w Europie nazizmem. Czuć jego grozę, oddech wojny na plecach. Koniec porządku jest tak bliski i przewidywalny, jak policzone są dni syna Dawida. Profesor nie potrafi jednak w żadnej z tych kwestii wykorzystać danego mu czasu. Syn pragnie jego miłości, ale ojciec nie jest w stanie mu jej okazać. Nie chce, a może nie umie wykorzystać spokoju i oddalenia w Dalmacji, by zawrzeć pokój ze swoją duszą i towarzyszyć dziecku w drodze do śmierci.

Ta niewielka opowieść zawiera w sobie wiele wątków. Jest przecież jeszcze Wilimowski - rozerwany między Polską, a Niemcami, zmuszony po wojnie do opuszczenia Śląska. Temat może najmniej pogłębiony, ale w pewien sposób wpisujący się w rozważania o narodowości. We wiosce profesor i jego syn nie zostają rozpoznani początkowo jako Polacy - zresztą ta narodowość niewiele mieszkańcom mówi. Jest tak dziwna, jak związek Niemki i Chorwata.

Ciekawa książka, która, mimo że nie przypadła mi całkowicie do gustu, zdecydowanie jest warta polecenia.

Moja ocena: 4/6

Miljenko Jergović, Wilimowski, tł. Magdalena Petryńska, 180 str., Wydawnictwo Książkowe Klimaty 2016.

czwartek, 23 lutego 2017

"Love and Obstacles" Aleksandar Hemon


Do sięgnięcia po tę książkę skusił mnie kraj pochodzenia autora. Hemon jest Bośniakiem, który opuścił swoją ojczyznę jeszcze przed wojną. Jako stypendysta zamieszkał w Chicago i tam już pozostał. 

Love and Obstacles to zbiór ośmiu opowiadań. W pierwszym z nich Hemon wspomina Conrada - emigranta, który pisał po angielsku. To odwołanie ściśle związane jest z autorem, także on tworzy w tym języku - na pozór zasymilowany z amerykańskim społeczeństwem, w swoich opowiadaniach ciągle wraca do Bośni. Każde z nich wydaje się być zabarwione autobiograficznie, bohaterem jest młody chłopak, kochający książki i marzący o karierze pisarza. Alter ego Hemona poznajemy na początku lat osiemdziesiątych w Kongu. Jako szesnastolatek odwiedza wraz z rodziną ojca, jugosłowiańskiego dyplomatę. W kolejnym opowiadaniu wysłany zostaję na granicę słoweńską, w celu zakupienia koniecznej dla rodziny zamrażarki. I te dwa pierwsze opowiadania najbardziej mi się podobały. Wraz z kolejnym tekstem Hemon przenosi się do Stanów Zjednoczonych, a Bośnia obecna jest tylko w reminiscencjach oraz pod postacią nie umiejących się przystosować do kanadyjskiej rzeczywistości rodziców. 
Bohater opowiadań wraca wprawdzie do powojennej Bośni, ale nie jest to już takie samo spotkanie. Poczucie bezpaństwowości, ulotności i stałego poszukiwania jest w byłej ojczyźnie jeszcze bardziej dotkliwe.
Hemon to utor, który żyje na pograniczu - pozornie zintegrowany, zafascynowany demokracją i językiem angielskim, jednak wciąż powiązany z ojczyzną.

Styl Hemona zaskoczył mnie wyrafinowaniem. Nie spodziewałam się aż tak kunsztownych zdań i skrupulatnie dobranego słownictwa. Językowo opowiadania są bardzo wyrównane, jednak do mnie trafiły właściwie tylko trzy, może cztery. Jak wspomniałam, najciekawsze są dwa pierwsze, mocno osadzone w bośniackich czy też rodzinnych realiach (akcja pierwszego rozgrywa się przecież w Kongu). Trzecie, które mi się podobało, także bardzo mocno odwołuje się do przeszłości - to spis wspomnień ojca, który zajmował się hodowlą pszczół. I także w kolejnym wyróżnionym przeze mnie, autor opowiada o swoim dzieciństwie, zabawach z kolegami, w których kreował się na amerykańskiego żołnierza.

Hemon nie zachwycił mnie, myślę, że lepiej jednak sięgnąć po którąś z jego powieści i zagłębić na dłużej w jednej fabule.

Moja ocena: 4/6

Aleksandar Hemon, Liebe und Hindernisse, tł. Rudolf Hermstein, Knaus 2010.