Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie koło barw. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie koło barw. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 lutego 2011

"Pchli pałac" Elif Şafak


Pełne zachwytu recenzje na wielu blogach oraz osobista rekomendacja zachęciły mnie do kupna powieści Şafak. Książkę wzięłam ze sobą do Turcji - wydała mi się być idealną lekturą na pobyt w tym kraju. Tymczasem czytałam "Pchli pałac" ponad tydzień, a przez niemal całą pierwszą połowę książki (250 stron!) rozważałam jej odłożenie.

Elif Safak stworzyła całkiem niezły materiał na dobrą lekturę. Akcja powieści rozgrywa się w Stambule, w Pałacu Cukiereczek, który został wybudowany w miejscu, w którym niegdyś były dwa cmentarze: muzułmański i ormiański. Dom powstał na zlecenie bogatego Rosjanina, który na stare lata próbuje się pojednać z byłą żoną i by przywrócić jej pamięć wraca z nią do Stambułu. Pałac jest bardzo fantazyjny, każde piętro zdobi inny balkon, ma jednak jedną wadę - w domu śmierdzi, zamieszkują go pasożyty, a pod murem podrzucane są worki ze śmieciami. Motyw śmieci i smrodu wydaje się być symbolem mieszanki kulturowej w Stambule - miasta zaśmieconego, pełnego, brudnego, tłocznego. Mieszkańcy tytułowego pałacu to odzwierciedlenie wielokulturowości miasta. Mieszkają tu dziwacy i postaci wręcz kuriozalne: dwóch fryzjerów bliźniaków, z których jeden wychował się w Turcji, a drugi w Australii, świeżo rozwiedziony nauczyciel akademicki, który przyjaźni się z nieprzyzwoicie bogatą, otyłą i brzydką przyjaciółką byłej żony, wychowany w Szwajcarii student i jego ogromny pies, kochanka handlarza oliwą, która uwielbia błękit, maniaczka sprzątania, która nawet w środku nocy potrafi zdezynfekować całe mieszkanie, rosyjska entomolog, która stała się tylko żoną, zdradzającego j ą męża, zabobonna Meryem, rodzina Ognistych, dziadek, który opowiada wnukom historie o dżinach i innych postaciach z tureckich legend oraz tajemnicza Madame Babcia. Mieszanka wybuchowa wręcz - autorka poświęca każdemu mieszkaniu długi rozdział opisując jego lokatorów. I mimo, że postaci są ciekawe, czasem wręcz groteskowe, to owe wprowadzające rozdziały zaczynają się dłużyć. Gdy losy mieszkańców zaczynają się splatać, rozdziały stają się krótsze, a powieść nabiera dynamiki, książka zaczyna ciekawić, ale na ten moment długo trzeba czekać.

Konstrukcja rozdziałów przywodziła mi niezmiennie na myśl "Nazywam się czerwień" Pamuka - każdy z nich przypominał mi, podobnie jak u noblisty, małą miniaturę.
Najbardziej nie podobała mi się jednak pierwsza część powieści - bardzo nie lubię gdy autor wprowadza, moim zdaniem niepotrzebne, grafiki. Jeśli Şafak pisze o linearnej strukturze opowiadania, to naprawdę nie musi podkreślać tego drukiem poziomej kreski, podobnie rzecz ma się z kreską pionową i okręgiem. Nie trafiło do mnie również podzielenie rozdziałów na "Przedtem" i "Jeszcze wcześniej". O ile cenię sobie nowatorstwo na płaszczyźnie języka, to takie zabiegi mnie drażnią i właśnie te pierwsze strony zniechęciły mnie do dalszej lektury.
Planowałam przeczytanie również "Bękarta ze Stambułu" ale po tej lekturze już się nie skuszę.

Pochwalić muszę jednak piekną okładkę powieści - bardzo podobały mi się orientalne ornamenty. Niestety w książce znalazłam bodajże trzy literówki.

Moja ocena: 3/6

Elif Şafak, Pchli pałac, tł. Anna Akbike Sulimowicz, 500 str., Wydawnictwo Literackie

piątek, 18 lutego 2011

"Kalteis" Andrea Maria Schenkel


Lata trzydzieste, Monachium i okolice - giną młode kobiety, wszystkie piękne, lekko korpulentne, ciemnowłose. Padają ofiarą niejakiego Josefa Kalteisa, który przemieszczając się na rowerze, napada swoje ofiary. Niemal wszystkie te fakty ujawnione zostają na pierwszych kartach książki. Mimo to powieść nie jest nudna.

Schenkel relacjonuje wydarzenia w suchym, beznamiętnym wręcz stylu - opisuje wyrywkowo życie ofiar i moment ich zaginięcia. Bliżej przedstawia tylko Kathie, która wyjeżdża z rodzinnej wioski do Monachium, by znale źć tam pracę i wieść ciekawsze, bardziej emocjonujące życie. Schenkel niezwykle sugestywnie przedstawia ówczesny koloryt miasta. Jej bohaterowie to przeważnie prości ludzie, robotnicy, mieszkańcy wsi - autorka podkreśla to pochodzenie ich językiem - dużo tu zwrotów gwarowych.
Wiele ofiar przedstawionych jej w postaci relacji ich bliskich, którzy zgłosili zaginięcie na policji. Opisują swoje żony czy córki, ich wspólne relacje i życie. Te zeznania przeplatane są przesłuchaniami Kalteisa, który początkowo zaprzecza wszystkim zarzutom.
Styl, w którym utrzymana jest powieść bardzo przypomina pierwszy kryminał ("Dom na pustkowiu") Schenkel - nadal jednak ciekawi i przyciąga choć brakowało mi już efektu zaskoczenia.

Moja ocena: 4,5/6

Andera Maria Schenkel, Kalteis, 154 str., Nautilus.

środa, 5 stycznia 2011

Nie uwierzycie - jeszcze jedno wyzwanie:)

Tym razem dołączyłam do wyzwania niemieckiej blogosfery książkowej, którego celem jest przeczytanie przez rok ośmiu książek w kolorach koła barw. Szczegóły wyzwania można znaleźć na tym blogu.


A oto mój barwny wybór książkowy:

Wybrałam następujące książki:

pomarańczowy: Connie Willis "Przewodnik stada"
zielony: H. Martinsson "Droga do Klockrike"
żółty: A. Marinina "Kolacja z zabójcą"
fioletowy: E. Griffin "Coś pożyczonego"
niebieski: Elif Safak "Pchli pałac"
turkusowy: Andera Maria Schenkel "Kalteis"
różowy: Michał Witkowski "Margot"
czerwony: Eric-Emmanuel Schmitt "Przypadek Adolfa H."