Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie japońskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie japońskie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 stycznia 2012

Podsumowanie wyzwań: japońskiego oraz Haruki Murakami




Wyzwanie Haruki Murakami skończyło się już w grudniu, ale ja jeszcze doczytałam w jego ramach trzeci tom "1Q84". W sumie przeczytałam cztery książki:


- "1Q84" 3 tomy,
- "Kafka nad morzem".


Planowałam wrócić do dawno już czytanych powieści Murakamiego, ale po rozczarowaniu lekturą "1Q84" zrezygnowałam. 




Wyzwanie japońskie zakładało przeczytanie po jednej książce z trzech okresów:
- literatura powstała do roku 1868,
- literatura z okresu 1868-1980,
- literatura powstała po roku 1980.


Przeczytałam w sumie osiem książek:


- "Haiku" Matsuo Bashō (przedział pierwszy).
- "Kobieta z wydm" Kōbō Abe (przedział drugi),
- "Kraina śniegu" Kawabata Yasunari (przedział drugi),
- "1Q84" 3 tomy Haruki Murakami (przedział trzeci),
- "Kafka nad morzem" Haruki Murakami (przedział trzeci),
- "Ostateczne wyjście" Natsuo Kirino (przedział trzeci)


oraz "Z pokora i uniżeniem" Amélie Nothomb, traktującą o Japonii. 
Wyzwanie kończy się 31.01. więc zdążyłam na czas.


Dziękuję serdecznie organizatorkom za opiekę nad wyzwaniami, a współuczestnikom za ciekawe recenzje.


Czy tylko mnie się wydaje, czy w tym roku jest dużo mniej wyzwań? Z nowych zarejestrowałam tylko "Z półki".

"1Q84" Tom 3 Haruki Murakami



Długo czytałam ostatni tom trylogii Murakamiego. Przez pierwsze sto stron usiłowałam sobie przypomnieć szczegóły wydarzeń z tomu poprzedniego, co bardzo wybijało mnie z rytmu. Nigdy nie przepadałam za rozbijaniem powieści na tomy, teraz już wiem, że tego nie znoszę i w przyszłości będę czekała do wydania ostatniego tomu i czytała hurtem. 

Koleje losów Aomame i Tengo nadal niespecjalnie mnie poruszały - choć na pewno bardziej niż nideorzeczne wydarzenia związane z Little People i ich alternatywnym światem. Jak widzicie nawet ostatni tom nie przekonał mnie do historii wymyślonej przez Murakamiego, co więcej nie udało mi się odnaleźć w niej głębszego sensu.

Dążenie do spotkania oraz uczucie, jaki połączyło Tengo i Aomame stanowią główną oś wydarzeń - ostatnie dwa-trzy rozdziały ocierają się wr ęcz o łzawą historię miłosną. Zdecydowanie najciekawsza jest postać Ushikawy, śledzącego na zlecenie sekty Aomame. Człowiek niezwykle szpetny, o nieforemnej głowie, wiedzie samotne, beznadziejne, można by rzec, życie. To jedyna postać, która wzbudzała we mnie jakieś uczucia. Nie będę ukrywać, że głównie współczucie.

Autor pozwala czytelnikowi jeszcze bardziej poznać świat roku 1Q84 - teraz także Ushikawa spostrzega dwa księżyce, Little People snują niecny plan odzyskania głosu, którym przemawiali do sekty, a Aomame ma być pośrednikiem w uzyskaniu nowej daughter. Zagmatwane? Jasne, i nawet po przeczytaniu powieści, takie pozostaje.

Zachwyciła mnie w powieści jedna rzecz - liczne odwołania literackie, muzyczne. Dodają narracji smaczku i subtelności.

Planowałam wrócić do starszych powieści Murakamiego, ale na razie odpuszczam, po trylogii mam na jakiś czas dość.

Moja ocena: 3/6

Haruki Murakami, 1Q84 Tom 3, tł. Anna Zielińska-Elliott, 508 str., Muza 2011.

czwartek, 19 stycznia 2012

"Ostateczne wyjście" Natsuo Kirino



To książka niezwykła, pierwsza książka, która autentycznie mnie odpychała. Miałam wrażenie, że wcale nie chcę się dowiedzieć, co wydarzy się dalej, ale jednak autorka tak skonstruowała swoją powieść, że przewracałam stronę za stroną i dalej brnęłam w jej zimny świat.

Akcja "Ostatecznego wyjścia" obejmuje życie czterech kobiet. Masako Katori dotkliwie odczuwa samotność. Mieszka wprawdzie z mężem i synem, ale nic rodziny nie łączy. Mąż zaszył się w swoim świecie, syn przestał się odzywać. Yayoi Yamamoto wprawdzie rozmawia z mężem, ale głównie się z nim kłóci. Podczas gdy ona zajmuje się dwójką małych synów, mąż oddaje się  hazardowi i zakochuje w damie do towarzystwa w jednym z klubów dla mężczyzn. Yoshie Azuma opiekuje się niedołężną teściową i samotnie wychowuje nastoletnią córkę, ciągle cierpiąc z przemęczenia i braku pieniędzy. Kuniko Jonouchi po uszy siedzi w długach, pieniądze wydaje na eleganckie szmatki, drogi samochód, perfumy i biżuterię. Gdy mąż ją opuszcza, wyczyszczając uprzednio wspólne konto wpada w łapy komornika.
Wszystkie cztery kobiety pracują razem na nocnej zmianie w fabryce produkującej gotowe zestawy obiadowe i wszystkie cztery łączy jakaś więź - jeszcze nie przyjaźń, ale na pewno głębsze koleżeństwo. Razem pracują i wspomagają się w kłopotach finansowych. Gdy Yayoi w afekcie udusi męża, połączy je jeszcze jedna sprawa - kwestia usunięcia zwłok.

W akcji powieści niemałą rolę odegra jeszcze trzech mężczyzn. Prowadzący podejrzaną firmę lichwiarską (nękającą Kuniko) Akira Jumonji, Sataka - właściciel klubu do gry w bakarata oraz klubu dla mężczyzn (które odwiedzał mąż Yayoi) oraz pół-Brazyijczyk, pół-Japończyk Kazuo, który zakochuje się w Masako.

Natsuo Kirino prowadzi czytelnika w świat przeraźliwej samotności. Zdumiewającym jest odkrywanie mechanizmów, które posunęły zwyczajne kobiety do zbrodn, a następnie pomogły im wypierać własną winę. Przeraża w jaki sposób autorka wydobywa ze swoich bohaterek zdolność do czynienia zła, równocześnie wzbudzając w czytelniku współczucie. Bo właśnie kobietom będzie czytelnik kibicował, będzie pragnął, by policja nie odkryła ich zbrodni - zaskakujące, prawda?
Ten dysonans tak mnie drażnił, że z oporem przewracałam kolejne strony. Dosłownie bałam się tego, co może się jeszcze wydarzyć i równocześnie chciałam i nie chciałam się tego dowiedzieć

Zakończenie powieści, w moim odczuciu, nieco odstaje od groźnej, niepokojącej atmosfery, bardziej wpasuje się w konwencję thrillera z finałową rozgrywką. Mimo to "Ostateczne wyjście" to przede wszystkim niezwykle zaskakująca powieść psychologiczna.

Moja ocena: 4/6

Natsuo Kirino, Ostateczne wyjście, tł. Marek Fedyszak, 584 str., Wydawnictwo Sonia Draga 2005.

czwartek, 10 listopada 2011

"Kafka nad morzem" Haruki Murakami



Zmęczyłam, ehem, przeczytałam tę opasłą książkę i zastanawiam się  jak ująć moje przemyślenia w słowa. Nadal (tak jak po przeczytaniu dwóch pierwszych tomów "1Q84") nie potrafię sobie przypomnieć co fascynowało mnie w prozie Murakamiego, gdy rozpoczęłam moją czytelniczą przygodę z jego książkami. Podejrzewam, że przeczytane wtedy powieści były bardziej realistyczne. W "Kafce nad morzem" realizm wprawdzie jest, ale do pewnego czasu - Murakami wplata wiele wątków fantastycznych, które mnie zupełnie nie przekonały. Najpewniej przyczyna tego stanu leży w mojej ogólnej niechęci do nadmiernych fantazji autorów (choć fantasy lubię) i w nieukrywanym zachwycie nie tylko nad realizmem, a nad naturalizmem. Mimo to książkę przeczytałam, bo nie czyta się jej źle. Gładkie, rzutkie zdania Murakamiego potrafią przykuć czytelnika, a wartka akcja dopełniła zadania.

Piętnastoletni Kafka Tamura ucieka z domu - chłopak prowadził w nim samotne życie, ojciec-artysta nie interesował się synem, matka opuściła chłopca, gdy miał cztery lata. Obarczony ojcowską klątwą chłopiec ucieka przed złymi genami i wyrusza na Shikoku. Tam rozpoczyna nowe, niezależne życie. Kafka trafia do eleganckiej prywatnej biblioteki, gdzie poznaje jej dyrektorkę Saeki-san oraz pracownika Oshimę. Ten ostatni stanie się dla chłopca kimś w rodzaju mentora czy wręcz ojca, a z Saeki połączą go nieoczekiwane więzi. 

Naprzemiennie z historią Kafki, Murakami opowiada losy Nakaty - który w dzieciństwie padł ofiarą niewytłumaczonego wypadku, w wyniku którego zapadł w śpiączkę. Po wybudzeniu stracił swoje wspomnienia i zdolność czytania i pisania. Nakata od tego czasu prowadzi skromne życie, mówi o sobie w trzeciej osobie i akceptuje swoje upośledzenie umysłowe. Jego zdolność rozmawiania z kotami zapewnia mu dodatkowy dochód, gdyż dzięki niej potrafi odnaleźć każdego zagubionego pupila. Pewnego dnia staje się jednak coś dziwnego - ogromny czarny pies prowadzi go do domu Johnny'ego Walkera, który kolekcjonuje kocie dusze. Po zamordowaniu Walkera Nakata po raz pierwszy opuszcza tokijską dzielnicę Nakano. Czuje, że musi wyruszyć na Shikoku, gdzie ma do spełnienia misję. Po drodze poznaje kierowcę ciężarówki - Hoshino - który pod wpływem Nakaty zmienia się, zaczyna rozważać swoje dotychczasowe życie, zakochuje się w muzyce klasycznej i przede wszystkim daje się wciągnąć w niezwykły świat, do którego wejście otwarł Nakata.

W trakcie lektury wciąż próbowałam odkryć znaczenie wprowadzonego do książki świata fantastycznego - bezskutecznie. Nie udało mi się odnaleźć mojej ścieżki do wyobraźni Murakamiego. I ile trafiły do mnie słowa i postać Oshimy - jego znajomość literatury klasycznej zwłaszcza - to nie potrafię odkryć sensu wykreowanego przez autora świata bez książek i wspomnień.

Moja ocena: 3/6

Haruki Murakami, Kafka am Strand, tł. Ursula Gräfe, 637 str., btb 2006.

środa, 12 października 2011

"Kraina śniegu" Kawabata Yasunari


Tytułowa kraina śniegu to uzdrowiskowa miejscowość zagubiona po śród japońskich gór, zimą często odcięta od świata. Turyści przyjeżdżają tu, by jeździć na nartach, wędrować po górach oraz korzystać z gorących źródeł. Również główny bohater powieści - Shimamura trafia w to miejsce, gdzie poznaje Komako - młodą gejszę. 

Powieść rozpoczyna się w momencie, gdy Shimamura po raz drugi jedzie do krainy śniegu. Podczas podróży pociągiem wspomina wspólne chwile z Komako i obserwuje siedzącą nieopodal Yoko. Dziewczyna zachwyca go swą urodą, pięknym głosem oraz troską, jaką okazuje swojemu choremu towarzyszowi podróży. 
O Shimamurze wiemy niewiele - mieszka Tokio, interesuje się tańcem, ma żonę i dzieci oraz dość pieniędzy, by wydawać je na podróże. Komako natomiast podobno została gejszą, by zebrać pieniądze na leczenie syna nauczycielki, u której mieszka. Owym synem opiekowała się w podróży Yoko. 

Pomimo fascynacji Yoko, Shimamura niewiele robi w celu poznania jej, spędza czas z kapryśną i zakochaną w nim Komako, próbuje wprawdzie ją wypytywać ale niewiele się od niej dowiaduje.
Autor niespiesznie opisuje pokój, w którym mieszka Shimamura, zmieniającą się przyrodę, zwyczaje japońskie, stroje kobiet. Akcja toczy się niespiesznie, powyższe opisy przetykane są dialogami między kochankami. Przeważnie jednak są to przekomarzania, urywane zdania, moim zdaniem, trudne do zrozumienia dla europejskiego czytelnika. Większość z wypowiedzi Komako wydała mi się być naiwna, natarczywa, dziecinna wręcz. Rozumiem, że to jej gra, mamienie i odrzucanie, nęcenie i odpychanie kochanka, ale wydaje mi się, że dla czytelnika nie obeznanego ze zwyczajami japońskimi, a szczególnie ze zwyczajami gejsz, trudno jest ją przejrzeć.

Kawabata tak prowadzi narrację swojej powieści, iż czytelnik podąża za Shimamurą i posiada także jego stan wiedzy. Tak jak on, próbuje rozgryźć tajemnicze stosunki między Yoko, Komako, a synem nauczycielki. 
Tajemnicza aura powieści obejmuje także płaszczyznę językową - proza Kawabaty pełna jest liryzmu, sprawia wrażenie sennej, onirycznej, a zarazem uderza nagromadzeniem symboli, niestety dla mnie niezrozumiałych. Wyczuwam, iż wiele scen i detali ma spore znaczenie dla zrozumienia stosunków między kochankami, niestety nie jestem w stanie ich odczytać.
Mimo to lektura "Krainy śniegu" dała mi sporo satysfakcji oraz rozbudziła chęć, by bliżej poznać zwyczaje gejsz.

Moja ocena: 4/6

Kawabata Yasunari, Kraina śniegu, tł. Wiesław Kotański, 156 str., PIW 1969.

niedziela, 2 października 2011

"Hundert und elf Haiku" Matsuo Bashō


Bardzo chciałam skompletować epoki do wyzwania japońskiego. O ile zdobycie i przeczytanie książek z okresów współczesnych nie sprawiało kłopotów, to wybranie i zdobycie książki z okresu feudalnego sprawiło mi nieco trudności. Po długim namyśle wybrałam poezje Matsuo Bashō, na które długo czekałam w bibliotece.
Przypomnę, że za poezją nie przepadam, ale wydało mi się, że haiku może trafić w mój gust. A skoro chcę poznać haiku, to najlepiej sięgnąć po utwory jego twórcy. 

Nie pomyliłam się haiku odpowiada mi dzięki swojej krótkiej formie, a przede wszystkim zaskakującej treści. Uchwycenie chwili czy spostrzeżenia w kilkunastu słowach idealnie odpowiada czasowi, jaki jestem w stanie skoncentrować się na poezji. 

W zbiorku, który miałam okazję przeczytać, znalazłam sto jedenaście haiku, podzielonych tematycznie według pór roku. Sposób w jaki Matsuo Bashō ujął zmiany w przyrodzie mnie zachwycił. Jeszcze bardziej jednak podobało mi się posłowie - czyli jednak proza. Tłumacz opublikowanych haiku opisuje trudności w tłumaczeniu tej nietypowej poezji, na przykładzie jednego wiersza. Analiza kilku różnych tłumaczeń ukazuje jak trudno uchwycić istotę haiku, jak trudno zrozumieć, a potem ująć w słowa zamysł autora.

Chętnie przytoczyłabym kilka haiku, które szczególnie mnie ujęły, ale obawiam się, że ich niemiecka wersja dla większości będzie nieczytelna. 

Portret autora, źródło: Wikipedia

Moja ocena: 5/6

Matsuo Bashō, Hundert und elf Haiku, tł. Ralph-Rainer Wuthenow, 128 str., Ammann Verlag 1994.

piątek, 15 lipca 2011

"1Q84" Tom 2 Haruki Murakami


Kilka dni temu skończyłam czytać drugi tom "1Q84". Muszę przyznać, że sięgnęłam po niego z wahaniem, bo pierwsza część tej powieści mnie nie zachwyciła, a wręcz rozczarowała.
Drugi tom zainteresował mnie dużo bardziej, mogę nawet powiedzieć, że z ciekawością śledziłam losy Tengo i Aomame ale, no właśnie, mam kilka "ale".

Tengo i Aomame wreszcie przyznają przed sobą, że są samotni. Szukając celu w życiu oboje dochodzą do wniosku, że od szkolnego spotkania w wieku dziesięciu lat łączy ich więź. Czytelnik obserwuje jak nieuchronnie zmierzają do spotkania, a równocześnie są coraz bliżej rozwiązania tajemnicy, jaka otacza Little People. Dzięki skąpym informacjom, które Tengo otrzymuje od Fukaeri, próbuje zrozumieć mechanizm działania świata z dwoma księżycami oraz dotrzeć do istoty własnego istnienia.
Aomame natomiast otrzymuje nowe zlecenie od starszej pani - zamordowanie lidera sekty. Podczas masażu wywiązuje się z nim rozmowa, podczas której otrzymuje od niego wiele informacji na temat Little People, ktore pozwalają jej nie tylko zrozumieć lepiej działanie świata 1Q84, a przede wszystkich uporządkować własne życie i dążyć do spotkania z Tengo.

O ile kwestia rozwiązywania problemów egzystencjalnych, z jakimi borykają się Tengo i Aomame jest dla mnie całkowicie zrozumiała, to cały świat Little People plasuje się w moim odczuciu w obszarze dzikich fantazji Murakamiego. Nie widzę tu żadnych powiązań ani paralel ze współczesnością, ale nie zakładam też, że takie powinny istnieć. Jednak trudno mi odnaleźć w tworzeniu takiej fikcji głębszy sens. Nie wykluczam, że trzeci tom pozwoli mi przejrzeć na oczy, na razie wkładam wytwory wyobraźni Japończyka między bajki.

Pewnie się domyślacie, że na trzeci tom "1Q84" jednak się skuszę - ciekawa jestem jak Murakami rozwiąże zawiłości fabuły. Mam jednak nadzieję, że ostatni tom będzie bardziej dopracowany językowo. Nie tyle drażniły mnie literówki, co niezręcznie przetłumaczone wyrażenia.

Moja ocena: 3/6

Haruki Murakami, 1Q84 tom 2, tł. Anna Zielińska-Elliott, 413 str., Muza.

środa, 1 czerwca 2011

"1Q84" tom 1 Haruki Murakami


Około dziesięć lat temu zaczytywałam się w książkach Murakamiego. Wtedy szalenie mi się podobały więc niecierpliwie czekałam na kolejne spotkanie z tym pisarzem. Pierwszy tom najnowszej powieści "1Q84" wydawał się być ku temu najlepszą okazją. Niestety ani się nie zachwyciłam, ani nawet nie jestem w stanie powiedzieć, że książka mi się podobała. Przejrzałam sporo blogowych recenzji tego tomu i wydaje się, że w mojej opinii jestem odosobniona. I zastanawiam się co się stało? Czy dziesięć lat zmieniło mnie jako czytelnika, czy recepcja Murakamiego po niemiecku bardziej mi leżała czy też najnowszy utwór po prostu jest słabszy? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na żadne z tych pytań, mogę tylko snuć przypuszczenia.

Murakami opowiada naprzemiennie historię dwojga Tokijczyków. Najpierw poznajemy Aomame - trenerkę sztuk walk oraz morderczynię. Siedzi w nieco dziwacznej taksówce, która utknęła w korku, słucha muzyki poważnej i dyskutuje z taksówkarzem jak najszybciej wydostać się z pełnej samochodów autostrady. Gdy opuszcza ją przez strome schody awaryjne świat zaczyna się zmieniać. Najpierw spostrzega ubranego w nietypowy mundur policjanta, by w końcu zauważyć na niebie dwa księżyce. Aomame dochodzi do wniosku, że przenosi się w paralelny świat roboczo nazywając go 1Q84.

Tengo naucza matematyki i marzy o karierze pisarza. Na razie jednak zostaje namówiony przez swojego redaktora do poprawienia nadesłanej na konkurs debiutanckiej powieści siedemnastoletniej Fukaeri. "Powietrzna poczwarka" zachwyca niebanalną fabułą, ale napisana jest tak niezręcznym językiem, iż wymaga daleko idących poprawek. Tengo zmaga się z wątpliwościami natury moralnej, ale w końcu decyduje się podjąć to zlecenie. Treść "Powietrznej poczwarki" zawładnęła nim do tego stopnia, że nie potrafi odmówić.

Jest jeszcze Fukaeri - niezwykła dziewczyna, która wychowywana była do dziesiątego roku życia w tajemniczej sekcie. Tam najprawdopodbniej zetknęła się z Little People i tytułową poczwarką. O Little People czytelnik nie dowiaduje się zbyt wiele, Murakami daje jedynie do zrozumienia, że są oni odpowiednikiem orwellowskiego Big Brothera.

Nie spodziewałam się, że lektura "1Q84" będzie przebiegała tak wolno. Murakami nie potrafił mnie wciągnąć w swoją historię, wątki dotyczące paralelnego świata podobnie jak liczne powtórzenia mnie drażniły. Dopiero pod koniec powieści faktycznie zainteresowałam się historią Aomame i Tengo, których losy najprawdopodbniej niebawem się splotą. Nie podobał mi się również język ale tutaj mam poważne podejrzenia, że to wina tłumaczenia. - niektóre wyrażenia wydawały mi się być zbyt proste, dziecięce wręcz. Dodatkowo z czytelniczego rytmu wybijały mnie błędy, które zdecydowanie powinny były zostać wypałane przez korektę. Ostatnie sto stron jednak zachęciły mnie do przeczytania drugiego tomu i dania szansy Murakamiemu. I na pewno wrócę do tych jego powieści, które mi się podobały - już nawet wyciągnęłam je z biblioteczki i ułożyłam w stosie.

Moja ocena: 3/6

Haruki Murakami, 1Q84, tł. Anna Zielińska-Ellliott, 477 str., Muza.

środa, 30 marca 2011

"Z pokorą i uniżeniem" Amélie Nothomb


"Z pokorą i uniżeniem" to krótka powiastka, w której autorka przedstawia rok pracy w japońskiej firmie Yumimoto. Młoda Amélie-san, najwyraźniej alter ego autorki, rozpoczyna pracę jako tłumaczka, potem zostaje przeniesiona do księgowości i stopniowo co raz bardziej degradowana. Nothomb komentuje z dużą dozą ironii pracę w japońskim przedsiębiorstwie - szefów-tyranów, służalczość pracowników, tępienie indywidualności i absolutną zależność od przełożonych. Równocześnie nuda i brak konkretnego zajęcia skłania Amélie do refleksji na temat roli społecznej japońskiej kobiety czy też nad wyższością rasy japońskiej nad europejską.
Amélie przyjmuje wszelkie szykany z humorem i postanawia wytrwać wśród Japończyków, mimo ewidentnego poniżania jej przez piękną panią Mori - jej bezpośrednią szefową.

Z przerażeniem czytałam o sposobie działania japońskiej firmy, o absolutnym posłuszeństwie i służalczości. Wierzyć mi się nie chce, że tak jest w każdej japońskiej społeczności pracowników. Naturalnie zdaję sobie sprawę, że w Japonii obowiązują inne, według europejskiego pojęcia ostrzejsze, normy, ale że wyglądają one tak, jak opisuje Nothomb, nie sądziłam i, muszę przyznać, nie do końca jej dowierzam.

"Z pokorą i uniżeniem" to moje trzecie podejście do tej pisarki, zdecydowanie najlepsze ale nadal nie jestem w stanie wyrobić sobie zdania na jej temat.

Moja ocena: 4/6

Amélie Nothomb, Z pokorą i uniżeniem, tł. Barbara Grzegorzewska, 84 str., Muza.

sobota, 22 stycznia 2011

"Kobieta z wydm" Kōbō Abe


"Kobietę z wydm" pochłonęłam w jeden dzień. Zostałam zahipnotyzowana przez Abe. Nie mogłam i nie chciałam wyzwolić się ze stanu niepokoju i zagubienia, w jaki wprowadził mnie Japończyk. Piasek wdzierał się w moje myśli, czułam go na skórze, w nosie, w ustach, między palcami i we włosach. Myślałam na żółto.

Nauczyciel biologii Jumpei Niki, zapalony entomolog, wybiera się na krótką wycieczkę, podczas której zamierza odkryć nowego owada. Mężczyzna trafia na teren wydmowy, gdyż poszukiwane przez niego owady żyją w piasku. Pośród wydm natyka się na wioskę, gdzie prosi o nocleg. Prośba ta stanie się dla niego pułapką. Wieśniacy umieszczają go w jednej z chat, zbudowanej w piaskowej jamie. W chacie mieszka już kobieta, która co noc pracuje przy odgarnianiu nawiewanego znad morza piachu. Praca ta zapewnia byt całej wsi - gdy wieśniacy przestaną się mozolić, cała wieś zostanie zasypana. Nauczyciel początkowo nie rozumie, że wpadł w pułapkę bez wyjścia. Wszystkie jego wysiłki koncentrują się na odnalezieniu sposobu wydostania się z piaskowego dołu. Kobieta jest oszczędna w słowach, przyjmuje towarzysza losu wręcz obojętnie, próbując jednak przyzwyczaić go do rutyny życia wśród piasku. I mimo że mężczyzna do końca nie przestaje rozmyślać nad sposobem ucieczki, stopniowo, niezauważalnie wpada w rutynę życia pośród piasku.

Abe poświęca sporo miejsca na opis rozważań swojego bohatera - począwszy od istoty piasku, poprzez charakterystykę kobiet, po sens życia. Rozmaitość tych ustępów zachęca do powrotu do wybranych fragmentów. Najmocniejszą stroną książki jest jednak sugestywny język. Autorowi udaje się stworzyć niepowtarzalną atmosferę. Abe bardzo realistycznie opisuje wszechobecny piasek, jego wgryzanie się we wszystkie pory ciała, bezsensowną walkę człowieka z ciągłym nawiewaniem.
Powieść Japończyka pozostawia ogromne pole do interpretacji - piasek odbierać można jako głównego bohatera oraz na przykład parabolę życia. Równocześnie pokusiłabym się do odczytania utworu jako powieści o kobiecie (zresztą wskazuje na to także tytuł), która osacza mężczyznę.

Moja ocena: 6/6

Kōbo Abe, Kobieta z wydm, tł. Mikołaj Melanowicz, 213 str., Znak.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Literatura japońska

Właśnie rusza kolejne wyzwanie - czyż to nie ekscytujące ile nowych wyzwań powstaje? - poświęcone literaturze japońskiej. Gdy tylko autorka wyzwania wspomniała o nim na swoim blogu, postanowiłam się przyłączyć - planuję bowiem w najbliższym czasie przeczytać kilka książek z Japonii. Wyzwanie trwa do 31.01.2012 więc czasu na poznanie literatury z Kraju Kwitnącej Wiśni jest sporo - myślę, że warto. Jeśli was zachęciłam, zajrzyjcie tutaj.