poniedziałek, 31 stycznia 2022

"Koniec świata, umyj okna" Agnieszka Jelonek

 


Ta niewielka objętościowo powieść nie potrzebuje setek stron, by dotknąć i uwrażliwić. Bardzo dobra językowo, podszyta czarnym humorem, dosadna i szczera - tak opisałabym tę książkę. No i przyciąga tytułem!

Jelonek opisuje historię Alicji - kobieta pracuje w mediach, żyje w (na pozór) udanym związku, uczy polskiego uchodźczynie i wydaje się mieć dość spełnione życie, gdyby nie te cholerne ataki paniki. A one mogą się zdarzyć w każdej chwili i zniszczyć misternie konstruowaną rzeczywistość. Alicja więc wyrusza na rajd po lekarzach - są mniej i bardziej udane wizyty u psychiatrek i terapeutek, są szpitale i rozmowy. Są wreszcie próby walki poprzez wyjazdy bliższe i dalsze. Jest joga, medytacja i wypoczynek. A napady leków dalej są i nie chcą zniknąć. 

Tak w skrócie można opisać treść tej książki, co jednak nie odda jej sprawiedliwości, bo dzięki formie pamiętnika jest aż gęsta od treści. Jelonek udało się przekonać mnie swoim podejściem - tą subtelną dozą czarnego humoru, która i mnie ratuje życie, gdy jest źle. Cenię tę książkę za szczerość, czasem brutalność, za to, że pozwala wejść w głowę głównej bohaterki, a może nawet pomaga zrozumieć, jak czuje się osoba dotknięta chorobą. 
Polecam!

Moja ocena: 5/6

Agnieszka Jelonek, Koniec świata, umyj okna, 104 str., Wydawnictwo Cyranka 2020.

sobota, 29 stycznia 2022

"Tregasteinn" Arnaldur Indriðason


To już trzeci tom z Konraðem w roli głównej - ten emerytowany policjant wciąż nie rozwiązał zagadki swojego życia, czyli nie dowiedział się, kto zamordował jego ojca. Z każdym tomem coraz więcej dowiadujemy się o wątpliwej karierze ojca, który dorabiał się na oszukiwaniu ludzi, sugerując, że wraz z kolegą, rzekomym medium, nawiązują kontakt ze zmarłymi z ich rodzin. 

Także w tym tomie działalność ojca odgrywa sporą rolę, bo Konrað będzie rozwiązywał zagadkę, która sięga czterdzieści lat wstecz. Pewnego dnia nawiązała z nim kontakt kobieta, która pragnie odszukać dziecko oddane tuż po porodzie do adopcji. Konrad nie decyduje się na przejęcie tej sprawy, a tuż później kobieta zostaje zamordowana. Wyrzuty sumienia nie dają mu spokoju i postanawia odszukać dziecko Walborg. Konrað podejrzewa, że Walborg została zgwałcona i nie była w stanie zatrzymać dziecka.

Poprzednie tomy z Konraðem w roli głównej mnie nie zachwyciły, ale ten już niestety zakończył moją przygodę z tą serią. Styl prowadzenia śledztwa opiera się tylko i wyłącznie na rozmowach - nieporadnych, nudnych, niekonsekwentnych. Konrad powtarza te same pytania, ale nie zadaje tych, które narzucają się od razu, czasem wpada w gniew, czasem reaguje nielogicznie. Zawsze w najważniejszej chwili dzwoni jego telefon. Swoimi odkryciami oczywiście nie dzieli się z prowadzącą oficjalne śledztwo Martą, utrudniając działania policji. Nie wiadomo dlaczego wpada na tropy, które z łatwością można było odkryć wiele lat wcześniej. 

Narracja jest tak nudna i tak przewidywalna, że dokończenie tej książki było dla mnie męczarnią. To już nie jest dawany Indriðason, choć widać tu wyraźnie jego ciągoty do wątków historycznych, ukazania dawnego Reykjaviku, ale sama intryga jest niestrawna. Jedynymi ciekawymi fragmentami były te dotyczące życia sprzed czterdziestu lat.


Moja ocena: 2/6


Arnaldur Indriðason, Tiefe Schluchten, tł. Kristof Magnusson, czyt. Walter Kreye, 400 str., Lübbe Audio 2021.

piątek, 28 stycznia 2022

"Archiwum zagubionych dzieci" Valeria Luiselli

 


Przed lekturą unikam czytania recenzji i blurbów, ale siłą rzeczy obiło mi się o uszy, że to książka o uchodźcach. Spodziewałam się więc reportażu skupiającego się na dzieciach przybywających do USA z krajów położonych na południe od tego państwa. Nic bardziej mylnego! Archiwum zagubionych dzieci to powieść - wielowarstwowa, napisana pięknym i różnorodnym językiem. Powieść, która uwodzi i zwodzi. Powieść pięknie przetłumaczona. I powieść, którą można odczytywać na wiele sposobów i na wielu płaszczyznach, o czym przekonałam się podczas ostatniego klubu książkowego Wydawnictwa Pauza. 

Powieść Luiselli ma wiele znamion reportażu, to jednak głęboko przemyślana powieść, która obejmuje także płaszczyznę graficzną i fotograficzną oraz zawiera w sobie dziesiątki odwołań do innych książek i tekstów. Autorka opowiada o szczególnej rodzinie. To rodzina patchworkowa, rodzice poznali się podczas wspólnej pracy przy nagrywaniu odgłosów Nowego Jorku. Teraz z dwójką dzieci wyruszają na południe - ojciec będzie pracował nad swoim projektem o Apaczach, mama na swoim o dzieciach przekraczających nielegalnie granicę, a przy okazji chce odszukać córki znajomej, które w ten sposób przybyły do USA i zaginęły. 
Road trip rodziny będzie trwał długo - wypełnią go rozmowy z dziećmi, wspólne słuchanie muzyki i audiobooków, czytanie książek i poznawanie nowych miejsc. Nie będzie podczas niego jednak bliskości między rodzicami. Ta podróż to obraz rozkładu tego związku. Luiselli bardzo delikatnie poddaje tropy, pokazując jak stopniowo partnerzy oddalają się od siebie. To także opowieść o tym, jak dzieci na swój sposób rozumieją wydarzenia, o których opowiadają rodzice, kanalizując swoje przemyślenia przez zabawę, a także jak bardzo odczuwają fakt, że w związku rodziców coś nie gra.
To wreszcie powieść o tytułowych zaginionych dzieciach - o tragedii tysięcy dzieci, które przekraczają same granice i giną na pustyni. Luiselli zbliżyła się do tego tematu z ogromnym wyczuciem i empatią.

To książka, która wymaga wielokrotnej lektury, by odkryć jej wieloznaczeniowość, doszukać się wszystkich nawiązań, smaczków i podtekstów. Przyznam, że ogromnie zaskoczyło mnie jej zakończenie, choć już sama lektura dostarczyła mi wielu zaskoczeń - przede wszystkim w warstwie formalnej. Widać, że autorka dogłębnie przemyślała każdy aspekt swojego utworu. Archiwum stymuluje, haczy, zmusza do rozważań, nie pozostawia obojętnym.

Moja ocena: 5/6

Valeria Luiselli, Archiwum zagubionych dzieci, tł. Jerzy Kozłowski, 528 str., Wydawnictwo Pauza 2021.

sobota, 22 stycznia 2022

"Niewidzialne kobiety. Jak dane tworzą świat skrojony pod mężczyzn" Caroline Criado-Perez

 


Jeśli napiszę, że to lektura obowiązkowa, nie odkryję Ameryki. Pewna jestem, że ci, którzy po tę książkę powinni sięgnąć przede wszystkim, czyli biali mężczyźni w średnim wieku, po nią nie sięgną. Te stwierdzenia dopełniają moje zdecydowanie smutne i otrzeźwiające refleksje po lekturze tej książki. 

Criado-Perez wykonała tytaniczną pracę, zbierając dane do tej publikacji. Setki przypisów, setki cytatów, setki odwołań, systematyczność, porządek, konsekwencja w przedstawianiu tych danych. Wszystkie te dane dotyczą kobiet i tego, jak od zawsze pomijane są w przestrzeni publicznej. W każdej przestrzeni. I w medycynie, w miejscu pracy i w języku.

Język jest mi tu najbliższy, bo przekonana jestem od zawsze, że kształtuje rzeczywistość. A największym dowodem na to była moja kilkuletnia córka oburzona nieistnieniem kobiet w języku książek dla dzieci. Obruszały jej zwroty w rodzaju męskim, męskie końcówki i systematyczne pomijanie dziewczynek - mówię tu o kilkulatce. I mówię o książkach starannie wybieranych, nie o przypadkowych publikacjach. Wtedy jeszcze skrupulatniej zaczęłam zwracać uwagę na używanie obu końcówek w zwrotach czy na feminatywy. Do dziś wzdragam się, gdy czytam, gdy kobiety mówią o sobie: jestem fotografem, jestem dyrektorem, jestem pracownikiem. Nie zgadzam się na to, że męska forma zawodu nadaje mu rzekomo większego prestiżu! Ale to taka moja osobista wycieczka przy okazji lektury. 

Criado-Perez analizuje sytuację kobiet na każdej płaszczyźnie życia. I często są to bardzo prozaiczne sprawy, jak toalety publiczne. Okazuje się, że nasza przestrzeń życiowa kreowana jest pod mężczyzn, a rolą kobiet jest dostosowanie się do niej. Jeszcze gorzej ma się sytuacja na rynku pracy - poczynając od procesu szukania pracy poprzez urlop macierzyński, a na wieku emerytalnym kończąc. Nie inaczej jest w kwestii czynności opiekuńczych, które wykonywane są prawie tylko przez kobiety i znacząco przyczyniają się to PKB, nie niosąc ze sobą żadnej gratyfikacji dla kobiet. Najgorzej sytuacja ma się jednak z opieką medyczną. Cała współczesna medycyna skierowana jest na procedury leczenia białego mężczyzny - chodzi tu o badania leków czy chorób, sposoby wdrażania leczenia czy priorytet w przeprowadzaniu operacji, ale także kształcenie lekarzy. Zatrważająca jest świadomość, że jako kobiety często stoimy na przegranej pozycji, bo nasze ciało działa zupełnie inaczej od męskiego. Tak jest też w przypadku wypadków samochodowych - bezpieczeństwo samochodów testowane jest głównie na męskich fantomach. 

Większość z przytaczanych przez autorkę nierówności była mi znana, choć oczywiście nie wszystkie lub nie w takim stopniu, jak są opisane. Tutaj przede wszystkim brakowało mi wiedzy w kwestii sytuacji w obozach dla uchodźców czy udzielaniu pomocy po katastrofach. 

Criado-Perez ma także pomysł na rozwiązanie tych problemów. Pomysł bardzo prosty - wystarczy zapytać kobiety. Dopuścić jej do organów decyzyjnych, uwzględnić ich zdanie. Tak proste i tak niewykonalne!

Nie jestem jednak zadowolona do końca z tej lektury. Czasami miałam wrażenie, że autorka dobiera badania pod tezę, choć nie jestem oczywiście tego w stanie udowodnić i jestem zdolna jej to wybaczyć. Bardziej poległam na stylu - wiele rozdziałów to przytaczane jedne po drugich dane. Takie statystyki naprawdę ciężko się czyta, zwłaszcza, że autorka bardzo często powtarza tę samą tezę, gdy te dane omawia. To nie jest reportaż, który dobrze się czyta, to raczej mozolna lektura i przedzieranie się przez dziesiątki cyfr i statystyk. Oczywiście warto, ale może lepiej czytać tę książkę na raty.

Moja ocena: 5/6

Caroline Criado-Perez, Unsichtbare Frauen: Wie eine von Männern gemachte Welt die Hälfte der Bevölkerung ignoriert, tł. Stephanie Singh, 494 str., BtB 2020. 

wtorek, 18 stycznia 2022

"Natrium chlorid" Jussi Adler Olsen

 


Naczekałam się na kolejny tom cyklu o Carlu Mørcku - czego bardzo nie lubię, bo zaczynając lekturę dziewiątej części, usilnie próbowałam sobie przypomnieć, jak skończyła się i o czym tratowała w ogóle poprzednia! Po jakimś czasie mi się to na szczęście udało, ale nie zmienia to faktu, że takie przerwy między kolejnymi tomami, mojemu zadowoleniu z czytania nie służą.

Akcja tego tomu rozgrywa się w grudniu 2020 roku - są więc maseczki, kwarantanny i chorzy na covid, co skutecznie utrudnia pracę na policji. I jest bardzo skomplikowany przypadek - pracownicy departamentu Q wysnuli paralele między kilkoma rzekomymi samobójstwami. Wszystkie te samobójstwa łączy kilka faktów - osoby te nie miały depresji ani obniżonego nastroju, wszystkie zajmowały się w życiu sprawami wątpliwymi etycznie i, co najbardziej kuriozalne, w miejscu ich śmierci technicy znajdowali sól kuchenną. Stopniowo zespół Carla odkrywa coraz więcej punktów wspólnych - jednym z nich jest data, w której osoby giną. Co więcej nagle pojawia się coraz więcej przypadków, które pasują do tego schematu. A wszystko zaczęło się od ataku na pewien warsztat samochodowy, w którym zginęli wszyscy pracownicy oraz przypadkowo mały chłopiec. W 1998 tę zagadkę próbował bezskutecznie rozwikłać Marcus Jacobsen. 

Sporo dzieje się także prywatnie u członków departamentu - przede wszystkim u Assada, który od nowa układa sobie życie ze straumatyzowaną rodziną. Carl także nie ma lekko - okazuje się, że prowadzone jest śledztwo w sprawie handlu narkotykami, w który Carl i Hardy mieli być zamieszani. Carl zupełnie się tym nie przejmuje i angażuje się całkowicie w aktualny przypadek - chodzi przecież o masowego zabójcę. 

Książkę czyta się świetnie - zresztą nie miałam żadnych wątpliwości, że tak nie będzie. Pandemiczna aktualność jest dla mnie wciąż smaczkiem pachnącym nowością, nadal mnie zaskakuje, że już to mamy w książkach. Jussi Adler Olsen bierze na tapet ciekawe tematy - samosąd, poczucie sprawiedliwości, chęć uporządkowania świata, ale także aktualne problemy społeczne i oczywiście pandemię. 

To z pewnością nie będzie ostatni tom cyklu, autor zostawił furtkę, i to szeroko otwartą furtkę, teraz trzeba tylko czekać, co wykombinuje.

Moja ocena: 4/6

Jussi Adler Olsen, Natrium Chlorid, tł. Hannes Thiess, czyt. Wolfram Koch, 528 str., Der Audio Verlag 2021.

niedziela, 16 stycznia 2022

"The Night Watchman" Louise Erdrich

 


Ta książka nie była moim świadomym wyborem, moje koleżanki z klubu książkowego się na nią zdecydowały, a ja podeszłam do niej sceptycznie. Bo nie był to mój pierwszy wybór. Bo znów musiałam czytać po angielsku, na co niespecjalnie miałam ochotę. I nie wiem, czy to nie moje nastawienie zaważyło na tym, jak mi się ta książka podobała. Bo niestety nie podobała mi się wcale. Bardzo długo męczyłam się z tą lekturą, gdyby nie klub, z pewnością bym ją porzuciła. 

Louise Erdrich oparła się w tej powieści na historii swojego dziadka, który walczył przeciwko odebraniu prawa własności rdzennym mieszkańcom Północnej Dakoty w latach 50. ubiegłego wieku. Rząd stanowy planuje zmianę umowy z należącymi do szczepu Chippewa mieszkańcami rezerwatu, która ma im nadać rzekomą niezależność. Będzie ona jednak oznaczała, że członkowie plemiona sami muszą finansować drogi, szkoły i ochronę zdrowia. Gdy wyznaczano jednak granice rezerwatu, przydzielono im ziemie najmniej urodzajne i odebrano dostęp do wody. Główny bohater Thomas, którego pierwowzorem jest dziadek autorki, pracuje jako stróż nocny w fabryce łożysk do zegarków i dla przemysłu wojennego, uprawia nieurodzajną ziemię i walczy o prawa Chippewa. 

Erdrich ukazuje życie w rezerwacie w okresie przełomu, gdy stare zabiera, a nowe przejmuje główną rolę. To co nowe wmuszane jest rdzennym mieszkańcom przez Amerykanów - to internat, do którego uczęszczają dzieci, to bieda i brak perspektyw, to zamieranie języka, to zmuszanie do prostytucji, to rasizm i alkoholizm. Z tej powieści wyłania się smutny obraz wymierającej kultury, kultury systematycznie duszonej przez wszechobecnych Amerykanów. Bardzo ciekawe są także rozważania o poczuciu przynależności do danego kraju, o tym, kim jest Amerykanin i czy rdzenni mieszkańcy w ogóle chcą być tak nazywani.

Autorka przedstawia tę szeroką gamę problemów na podstawie kilku mieszkanek i mieszkańców rezerwatu. Jest rezolutna Pixie, jej przywiązana do tradycji matka, brat i zaginiona w mieście siostra oraz ojciec pijak, jest Wood Mountain - bokser oraz jego trener, którego zamiary nie zawsze są szczere. Są koleżanki Pixie oraz oczywiście Thomas i Rose - jego żona. Są także duchy i zwierzęta, które potrafią mówić. 

Erdrich nie ułatwia lektury, przeplatając narrację między Pixie i Thomasem, wprowadzając jednak także inne głosy, a także cytaty i fragmenty listów czy aktów prawnych. Najciekawsze były dla mnie fragmenty o życiu w rodzinie Pixie, o jej matce, która mówiła w języku Chippewa, uprawiała zioła i wciąż tęskniła za życiem nomadki, o wizytach u lekarza i pierwszym wyjeździe do miasta. Wątek Thomasa trafił do mnie mniej, nie przypadły mi do gustu jego wizje, a fragmenty polityczne potrafiły być ciężko strawne. 

To nie jest oczywiście zła książka, obiektywnie patrząc, ale zupełnie nie trafiła w mój gust, a sama narracja mnie nie porwała. 

Moja ocena: 3/6

Louise Erdrich, The Night Watchman, 464 str., HarperCollins 2020.

wtorek, 11 stycznia 2022

"Pat z Srebrnego Gaju" Lucy Maud Montgomery

 


Jakże ciężko mi się czytało tę książkę! Nie poznałam Pat w dzieciństwie, a dorosłe podejście nie pozwoliło mi na bezkrytyczne czytanie tej powieści. Zmęczyłam się więc niekończącymi monologami Judysi oraz romantyczną wizją życia.

Pat poznajemy jako kilkulatkę i towarzyszymy jej aż do osiągnięcia dorosłości. To rezolutna dziewczynka, która wychowuje się wśród licznego rodzeństwa, a jej najważniejszą powiernicą jest Judysia - pomoc domowa. Judy pochodzi z Irlandii i jej liczne monologi utrzymane są w dialekcie i pełne są galickich wierzeń. To właśnie Judysia ma największy wpływ na wychowanie i kształtowanie światopoglądu Pat. Matka jest wieczną nieobecną. I chociaż w rodzinie wszyscy ją kochają i poważają, co uwydatnione jest pod koniec książki, to trudno w to uwierzyć, skoro przewija się tylko w tle. Nie w powieści praktycznie żadnych interakcji między Pat a mamą, dziewczynka z wszystkimi problemami zwraca się do Judy. 

Pat bezgranicznie za to kocha swój dom i ogród. Jej największym marzeniem jest, by rodzina nigdy się nie rozstała i wiecznie mieszkała w Srebrnym Gaju. Dziewczyna z niechęcią podejmuję naukę, by wyszkolić się na nauczycielkę, ponieważ nie ma żadnych ambicji naukowych czy zawodowych. W odróżnieniu do innych powieści Montgomery, Pat nie ma także zadatków na pisarkę, ale uwielbia czytać poezję i nadawać nazwy różnym miejscom. Niestrawne jest natomiast charakterystyczne dla ówczesnych czasów podejście do kobiet - ciągłe ocenianie wyglądu, stroje, rozmowa o zamążpójściu jako jedynym celu życia.

Życie Pat to nie tylko piękne wydarzenia - są tu oczywiście trudne chwile związane ze stratą i śmiercią. Wątek śmiertelnej choroby, z której główna bohaterka ledwo wychodzi, wydaje się być typowy dla twórczości Montgomery tak samo jak wielka niezauważona miłość. Przyznam, że męczyły mnie te sztampowe rozwiązania podobnie jak wyżej wspomniane monologi. Zresztą cała narracja zasadzona jest właśnie na rozmowach Pat z Judysią, co po jakimś czasie staje się monotonne. 

Najciekawsze są piękne opisy przyrody, wyspy, okolic i samego domu oraz ogrodu. Montgomery maluje piórem, tworząc bardzo sugestywne obrazy, ale to nie wystarczy, żeby ta powieść mogła zainteresować.

Moja ocena: 3/6

L.M. Montgomery, Pat of Silver Bush, 278 str., Seal Books 1988.

czwartek, 6 stycznia 2022

"Miroloi" Karen Köhler

 


Tą książką zakończyłam rok 2021 i było to zakończenie wielce udane. Karen Köhler stworzyła niezwykle ciekawy krajobraz dystopijny, ale zauroczyła mnie przede wszystkim językiem. Co więcej to ona właśnie jest lektorką audiobooka i przeczytała swoją książkę wspaniale!

Główną bohaterką jest bezimienna dziewczyna, która dorasta na małej wyspie, prawdopodobnie greckiej. Wyspa zamieszkana jest przez niewielką społeczność, która odrzuca wszelki postęp, rządzona jest według starych zasad opartych na księdze zwanej Korabel (zlepek słów Koran i Biblia). Główna bohaterka to podrzutek, znaleziono ją jako niemowlę na schodach domu modlitw, a przygarnął ją rządzący wioską Ojciec. On i Maria (jedna z kobiet we wiosce) pokochali dziewczynę i chronią ją przed nienawiścią reszty mieszkańców. Dziewczyna nie dostała imienia oraz nie ma prawa posiadania żadnych własnych przedmiotów, ponieważ nie jest znane jej pochodzenie. Jest ona równocześnie kozłem ofiarnym wioski - oskarżana o powodowanie wszystkich nieszczęść. Odpowiedzialna jest za śmierć wcześniaka i złe plony. Spragniona miłości i czułości zakochuje się w Jaelu - chłopaku, który został przeznaczony dla położonej poza wioską osady, gdzie mieszkają tylko modlący się mężczyźni. Jak się później okaże, mają oni także wpływ na zasady rządzące na wyspie. 

Życie na wsypie wydaje się być idyllą - bez prądu, bez telewizji, bez wynalazków, w zgodzie z naturą, w pokorze, spokoju i ciszy. Ta idylla dotyczy jednak tylko mężczyzn, bo to oni z niej korzystają. Kobiety natomiast pracują, obsługują i rodzą dzieci. Nie wolno im uczyć się czytać i pisać, żeby przypadkiem nie wpadły im do głowy rewolucyjne pomysły albo żeby nie zaczęły się bronić przed bijącymi mężami czy kwestionować odwieczne prawa. Jedynym powiewem nowości są wizyty sprzedawcy, który przypływa na wyspę z towarami, ale to rada decyduje, co można zatrzymać: jedzenie tak, tampony nie. 

Köhler stworzyła bardzo dopracowany świat, opierając się na wielu religiach i zasadach - nie ma w tej kreacji nowości, to wszystko już było i w wielu miejscach nadal jest. Niemka skondensowała jednak te wszystkie zasady w maleńką wyspę i ukazała na przykładzie czarnej owcy, jaką jest główna bohaterka. Köhler nie odkrywa Ameryki - wiadomo, jak najłatwiej manipulować ludźmi (zakaz nauki), jak stworzyć zależną od siebie społeczność (brak postępu), jak zapobiec ucieczkom (kary i strach). Trochę w tej powieści brakuje celu, myśli przewodniej, sensu całej tej kreacji - ta refleksja naszła mnie jednak dopiero kilka dni po lekturze. Podczas słuchania byłam absolutnie oczarowana tą prozą i światem, a przede wszystkim językiem. Powieść podzielona jest na krótkie rozdziały, niektóre jednozdaniowe - ich nastrój zależy od samopoczucia głównej bohaterki, ponieważ mamy tu narrację w pierwszej osobie. Köhler stosuje wiele powtórzeń, prosty język, grę z pojedynczymi słowami. Coś fantastycznego!

Miroloi mnie ujęło i zachwyciło, na pewno sięgnę ponownie po prozę Köhler.

Moja ocena: 5/6

Karen Köhler, Miroloi, 464 str., czyt. autorka, taheles!/Roof Music 2019.

środa, 5 stycznia 2022

"Pakistańskie wesele" Maja Klemp

 


Ta książka została wybrana na lekturę grudnia przez klub książkowy Polek na Obczyźnie. Skoro tak, to trzeba było przeczytać. Zresztą cenię bardzo felietony Mai i jej cięte pióro oraz sarkastyczne poczucie humoru. Przekonałam się jednak nie po raz pierwszy, że to co się sprawdza w krótkiej formie, w długiej jest zupełnie niestrawne. Już pierwszy rozdział tej książki był dla mnie ogromnym wyzwaniem, nie spodziewałam się, że jednak dopiero pod koniec książki cokolwiek mnie w niej zainteresuje. 

Maja opisuje dwutygodniowe wakacje w Pakistanie, których celem była obecność na ślubie i weselu w rodzinie jej męża. Zanim jednak autorka do Pakistanu doleci, dowiemy się, którymi liniami lepiej się lata i gdzie można zabrać więcej bagażu. Bo bagaż to bardzo ważna sprawa, ubrania, biżuteria i kosmetyki są sprawami najwyższej wagi i zajmują w opowieści dziesiątki stron. Dowiadujemy się więc niemal na każdej stronie, co kto ma na sobie, w jakiej kombinacji, w jakich kolorach, w jakim kroju, do tego jakie buty, szale, biżuteria i makijaż. Wszystkie stroje autorki opisane są w detalach, co gorsza to samo dotyczy dodatków i makijażu. Tu podane są nawet rodzaje szminki i innych cudów. To są sprawy, które interesują mnie tak mało, że przyznaję sobie medal za przebrnięcie przez te wszystkie opisy. Ale to nie wszystko - są jeszcze wizyty w sklepach, u krawca, w salonie piękności i znowu: materiały, stroje, kroje, kolory. Do wyrzygania. Może bym jeszcze te tekstylne fragmenty jakoś przełknęła, gdyby nie były one powiązane z ocenianiem. Narratorka bardzo chętnie ocenia bowiem wygląd innych. I nawet jeśli rozumiem, że przyjęła taką konwencję w swojej książce i że w efekcie większość z członków rodziny lubi albo polubi, to niestety nie potrafiłam dać na luz. Sarkazm to naprawdę wspaniałe narzędzie, którego sama zapewne nadużywam, ale sarkazm w każdym zdaniu zaczyna się niemiło odbijać. Tak samo jak ciągłe opisywanie wyglądu, zachowania, wyrazu twarzy w słowach dalekich od obiektywnych.

Autorka też chętnie i dużo pisze o sobie, kreując się zarazem na rozpieszczoną lalkę. Poznajemy ją więc jako osobę, której nic nie smakuje albo która niczego nie je, która marudzi, ma fochy i wysługuje się mężem. No i oczywiście uwielbia stroje, perfumy i makijaż. Rozumiem naturalnie, że z założenia miało to być autoironiczne - wyszło jednak bardzo mało sympatycznie.

A Pakistan? Gdzieś tam się przewija, bardziej jako powierzchowne tło niż kraj, który warto poznać. Dopiero pod koniec jest wycieczka do Islamabadu i w Hindukusz (jedyny w miarę ciekawy rozdział) i zwiedzanie Lahore. Są informacje o zabytkach i legendy, ale wiele z nich opatrzonych jest komentarzem, że autorka nie do końca wie co i jak, ale doczytała po powrocie. Budynkom dostaje się na równi jak ludziom - albo są okropnie brzydkie albo przypominają inne niezbyt ciekawe obiekty. Tych ładnych jest jak na lekarstwo. Po książce o takim tytule spodziewałabym się więcej niż wymienienie pakistańskich obyczajów - nastawiałam się na obiektywny opis sposobu świętowania zamążpójścia, zagłębienia w pakistańską kulturę, szerszego spojrzenia, a nie rzadkich opisów, które nie pozwalają na jakąkolwiek głębszą wizję. Nawet jeśli autorka spędziła w Pakistanie tylko dwa tygodnie, to jednak przebywała wśród Pakistańczyków i miała bezpośredni dostęp to kultury. Te rzadkie opisy czy anegdoty o Pakistanie czy jego mieszkańcach giną w natłoku wcześniej wymienionych informacji, a już zapowiadanej rozprawy ze stereotypami na próżno tu szukać. 

Językowo nie jest to najgorsza książka - choć zwroty potoczne, a nawet emotka drażnią, ale poza tym nie można jej na tej płaszczyźnie nic zarzucić, oczywiście jeśli taki styl jest dla czytelniczki czy czytelnika strawny. Dla mnie ta lektura była całkowitą stratą czasu i zupełnie nie rozumiem takiej samokreacji i tak bezrefleksyjnego podejścia do innej kultury, a przede wszystkim oceniającej postawy. 

Moja ocena: 2/6

Maja Klemp, Pakistańskie wesele, 328 str., Moc Media 2020.

niedziela, 2 stycznia 2022

Stosikowe losowanie 2021

 Styczeń


Momarta: "Jarmark sensacji" Egon Erwin Kisch
ZwL: "Sarenka" Magda Szabó
Maniaczytania: "Lawendowy pokój" Nina George
Guciamal: "Anna In w grobowcach świata" Olga Tokarczuk
McDulka: "Seks w wielkim lesie" Łukasz Łuczaj
Agnes: "Boski znak" Krzysztof Bochus

Luty

Maniaczytania: "Madame" A. Libera

Marzec

Mcdulka: "Meksyk od kuchni" Susana Osorio-Mrożek
ZwL: "Dziennik" Katherine Mansfield
Agnes: "Światło w ciemności" 
Natalia: "W Paryżu dzieci nie grymaszą" Pamela Druckerman
Maniaczytania: "Najczarniejszy strach" Harlan Coben

Kwiecień

Maniaczytania: "Pożegnalne spojrzenie" Ross MacDonald
Agnes: "Cała Orsinia" Le Guin
Zacofany w lekturze: "Telemach w dżinsach" Adam Bahdaj
McDulka: "Księga utraconych imion" Kristin Harmel

Maj

Guciamal: "Hebanowa wieża" Fowles
Maniaczytania: "Powrót na wyspę" Elin Hildebrand
Zacofany w lekturze: "Niemiecka jesień" Stig Dagerman
Agnes: "Kłopoty to moja specjalność" Chandler

Czerwiec

Maniaczytania: "Lessie wróć"
Agnes: "Lou"
Zacofany w lekturze: "Cienka czerwona linia"
McDulka: "Pieniądze albo życie" Vicki Robin, Joe Dominguez

Lipiec

McDulka: "Przyrodyjki" Marcin Kostrzyński
ZwL: "Kroniki portowe" Proulx
Agnes: "Demokracja" Robert Biedroń
Guciamal: "Cham" Eliza Orzeszkowa
Maniaczytania: "Wyznania gorszycielki" Irena Krzywicka

Sierpień

Maniaczytania: "Matki i córki" Ałbena Grabowska
ZwL: "Dziwne losy Jane Eyre"

Wrzesień

Agnes: "Terra incognita"
Maniaczytania: "Like Father, Like Daughter" Anne Baker
McDulka: "Dżentelmen włamywacz" Arsene Lupin

Październik

Anna: "Na pół" Jasmin Frelih
Agnes: "Kroniki dyplomatyczne"
Maniaczytania: "Seriale" Katarzyna Czajka-Kominiarczuk
McDulka: "Wszystkie okna dla oknówek. Ptasie historie z sąsiedztwa"

Listopad

Agnes: Aneta Jadowska
ZwL: Billie Holiday "Lady Day śpiewa"
Maniaczytania:
McDulka: 

Grudzień

McDulka: "Kobiety z obrazów" Małgorzata Czyńska
ZwL: "Poletko pana Boga" Erskin Caldwell
Maniaczytania: "Chorwacja. Przewodnik historyczny" Sławomir Koper
Anna: "Szarady" Knut Hamsun

sobota, 1 stycznia 2022

Podsumowanie roku 2021



2021 był dla mnie czytelniczy przełomowy! Przeczytałam aż 165 książek! Tak wiele, bo bardzo intensywnie słuchałam audiobooków. To był ponownie rok, w którym spędzałam wiele czasu w domu, który wymagał ode mnie wielkiej siły psychicznej, a audiobooki pozwalały nie myśleć o jednym i tym samym podczas nudnych czynności jak jazda samochodem, praca w ogrodzie, sprzątanie, prasowanie, gotowanie. To był także rok, w którym pracowałam nad realizacją moich celów czytelniczych, ale o tym później. Najpierw statystyki!


Otóż po raz pierwszy Polska nie zdominowała moich wyborów czytelniczych! Zobaczcie sami: 

Niemcy - 38

Polska - 37

USA - 12

Islandia - 11

Austria - 7

Francja - 7

Norwegia - 7

Wielka Brytania - 5

Irlandia - 4

Czechy - 3

Dania - 3

Włochy - 3

Finlandia - 3

Kanada - 2

Niderlandy - 2

Portugalia - 2

Słowacja - 2

Szwecja - 2

Tajwan - 2

Algieria - 1

Argentyna - 1

Australia - 1

Belgia - 1

Czarnogóra - 1

Gwatemala - 1

Japonia - 1

Korea Płd. - 1

Litwa - 1

Malta - 1

Nigeria - 1

Nowa Zelandia - 1

Pakistan - 1

Z tych krajów po raz pierwszy byłam na Malcie, Litwie i Tajwanie. 

W 2021 czytałam w czterech językach - 79 książek po polsku, 79 po niemiecku, 3 po angielsku i 4 po śląsku. Standardowo już dominowały autorki. 79 książki zostały napisane przez kobiety, 76 przez mężczyzn, pozostałe miały autorów zbiorowych w różnych kombinacjach, a jedną napisała osoba niebinarna.

Przeczytałam tylko 21 książek papierowych, za to 74 ebooki i wysłuchałam 70 audiobooków. To jest absolutny rekord słuchania!

Mój profil na instagramie - który założyłam nieco ponad rok temu fajnie się rozwija, ma już sporo ponad 600 obserwatorów, więc zapraszam!

Co do moich celów czytelniczych, to udało mi się poznać (tylko) trzy nowe kraje, siedmiu nowych noblistów, przeczytałam 22 reportaże, sięgnęłam po jeden tom z poezją (co oznacza u mnie wyjście poza strefę komfortu), po jeden dramat, siedem razy czytałam klasykę. Pozostałe książki to beletrystyka, kryminały, poradniki (aż trzy!) i jedna książka dla dzieci. Wreszcie też czytałam więcej literatury z niemieckiego obszaru językowego i poznałam dwie nowe wspaniałe autorki: Danielę Krien i Karin Kalisę.


Czas na najtrudniejsze, czyli wybór najlepszych książek roku.


W nowym roku chcę dalej czytać noblistów, przynajmniej tych, których książki mam zgromadzone na półce. Nadal chcę czytać laureatów NIKE  oraz Deutscher Buchpreis, choć w 2021 szło mi tu słabo, bo nie przeczytałam ani jednej książki. Mam nadzieję poznać kolejne kraje, w tym celu sporządziłam nawet listę z konkretnymi tytułami. Nie skończyłam jeszcze czytać cyklu o Panu Samochodziku (w 2021 podobno miałam na pewno go skończyć), nadal jestem w grupie poświęconej twórczości L.M. Montgomery i na pewno w tym roku wrócę wraz z członkiniami i członkami do czytania cyklu o Anne. Wielkim atutem jest tu ukazujące się niebawem nowe tłumaczenie, w którego powstawaniu miałam swój mały skromny udział.
Ten rok był dla mnie także rokiem klubów czytelniczych. Nadal chodzę na spotkania mojego angielskiego klubu czytelniczego - choć angielski właściwie nie jest. Członkiniami są dwie Belgijki, jedna Angielka i ja, ale rozmawiamy po angielsku, stąd ta robocza nazwa. W tym roku odkryłam kluby czytelnicze online - przede wszystkim ten Wydawnictwa Pauza. Byłam niemal na wszystkich spotkaniach. Uczestniczyłam także w kilku spotkaniach Nowego Klubu Czytelniczego, a latem założyłam klub czytelniczy Polek na Obczyźnie, który jak na razie prężnie działa. Przy wszystkich zaletach tych klubów mają one jedną wadę - odciągają mnie od moich założeń czytelniczych i mój stos nie zmniejsza się w takim tempie, w jakim bym chciała.
Nigdy nie ograniczałam się w kupowaniu książek, ale jednak w tym roku chciałabym trochę przystopować w tej kwestii i zacząć czytać swoje, bo tonę w ich ilości. Mój stos spuchł i rozrósł się do niemożliwych rozmiarów. 

I to tyle chyba. Ciekawa jestem, czy macie jakieś uwagi do mojego wyboru? Co czytaliście? Co polecacie? Jakie książki was poruszyły? Dziękuję wam, że jesteście ze mną tutaj, na Facebooku i na Instagramie. Czytajmy i dyskutujmy nadal!

Stosikowe losowanie styczeń 2022

 


Maniaczytania wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 6 książek) - 3
Agnes wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1200 książek) - 876
ZwL wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 70 książek) - 49
Guciamal wybiera numer książki dla Anny (w stosie 312 książek) - 110
Anna wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 11 książki) - 11
Anna wybiera numer książki dla Hopeforbooks (w stosie 164 książki) - 79
Anna wybiera numer książki dla ChatkiBabyJogi (w stosie 8 książki) - 6
Anna wybiera numer książki dla RedRose (w stosie 29 książki) - 21