Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyspy Zielonego Przylądka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyspy Zielonego Przylądka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 sierpnia 2018

"Histórias de bolso" Gonçalo Duarte


W ramach poznawania kolejnych pisarzy i krajów luzofońskich oraz szlifowania języka sięgnęłam po tę pozycję. Ta książka zawiera dwadzieścia jeden opowiadań, opracowanych dla czytelników, którzy języka się uczą. Na marginesach są tłumaczenia trudniejszych słów lub zwrotów oraz słów typowych dla innych wersji języka portugalskiego. Opowiadaniom towarzyszą także ćwiczenia, kontrolujące rozumienie treści, krótki szkic trudniejszych zagadnień językowych czy gramatycznych oraz dopasowane zadania. Autor podrzuca też kilka impulsów do dyskusji na temat poruszanych w opowiadaniach problemów.

I o ile te ćwiczenia są świetne, to mnie jednak bardziej interesowały same teksty i możliwość poznania dzięki nim wszystkich krajów portugalskojęzycznych. Tematyka opowiadań jest różnorodna, często jednak bardzo mocno związana kulturowo z danym krajem, tak jest w przypadku opowiadania pochodzącej z Wyspy św. Tomasza i Książęcej Olindy Beja, która opisuje świętowanie Dnia Portugalii 10 czerwca oraz sposób w jaki tłumacz przełożył na lokalny język przemowę kapitana. Bardzo podobało mi się opowiadanie Jorge Listopada, pisarza czeskiego pochodzenia, w którym narrator relacjonuje spotkanie z kolegą ze studiów, słynnym poetą. Zachwycający jest także tekst Berenice, w którym Ivana Arruda Leite pisze o długo planowanym weselu tytułowej Berenice, która w drodze do kościoła ląduje w brazylijskiej faweli. 

Z przyjemnością spotkałam znanych mi już pisarzy, takich jak pochodzący z Angoli José Eduarda Agualusa oraz Pepetela czy Timorczyk Luís Cardoso. 

Duarte prezentuje szeroki przekrój opowiadań i choć są to przeważnie bardzo krótkie teksty, to wystarczą, by odnaleźć wśród pisarzy swoich faworytów. Dla mnie to przede wszystkim impuls do sięgnięcia po dłuższe formy literackie pisarzy, którzy najbardziej trafili w mój gust, ale także możliwość poznania krajów, których literatura jest dla mnie trudniej dostępna, jak np. z Gwinei-Bissau. 

Nie będę ukrywać, że niektóre z tekstów były bardzo wymagające językowo, a ich głębszy sens zrozumiałam dopiero dzięki ćwiczeniom, które zmusiły mnie do powrotu do niektórych fragmentów i głębszego zastanowienia się nad sensem wypowiedzi. 

Polecam tę książkę wszystkim osobom, które uczą się portugalskiego i znudzeni są podręcznikami. To świetny sposób na pierwszy kontakt z literaturą w oryginale.

Moja ocena: 5/6

Gonçalo Duarte, Histórias de bolso, 176 str., Lidel 2016.

piątek, 5 lutego 2016

"O testamento do Sr. Napumoceno da Silva Araújo" Germano Almeida


W ramach poznawania literatury wszystkich krajów portugalskojęzycznych, sięgnęłam po powieść Germano Almeidy, autora pochodzącego z Wysp Zielonego Przylądka. Było to bardzo satysfakcjonujące spotkanie. Almeida zaspokoił niemal wszystkie oczekiwania, z jakimi sięgam po bardziej egzotyczne powieści - dał mi wyobrażenie o życiu na wyspach, nie skąpił szczegółów, dotyczących mentalności wyspiarzy, a także zainteresował treścią i zaskoczył stylem.

Idea powieści opiera się na odczytaniu testamentu tytułowego pana Napumoceno. Ów szanowany na wyspie przedsiębiorca pozostawił po sobie testament liczący, bagatela, 387 stron, w którym opisał wiele zaskakujących aspektów swojego życia. Otwarciu testamentu nie towarzyszy zbyt wiele emocji, dla wszystkich jasnym jest, że jedynym spadkobiercą będzie bratanek Carlos. Okazuje się jednak, że zmarły pozostawił zaskakujący szkic swojego życia, swoisty testament moralny, historię kabowerdeńskiego self-made man, Carlos zaś pozostanie z pustymi rękami. Spadek przypada bowiem nieślubnej córce Marii da Graça. 

Pan Napumoceno dorobił się wszystkiego własnymi siłami, przybył na główną wyspę São Vicente jako biedny, bosy chłopak. Spryt i spora doza szczęścia pomogły mu dorobić się sporego majątku i dobrze prosperującej firmy. Niestety nie ułożył sobie życia prywatnego, sam mieszkał w wielkim domu, marząc o rodzinie. Nie oznacza to, że nie miał w swoim życiu partnerek. Okazuje się, iż ten przedsiębiorczy człowiek, nie potrafił uwieńczyć sukcesem swoich prywatnych spraw. Niezdecydowany, zapatrzony w otoczenie, potomek pani Dulskiej, można by powiedzieć, sknocił każdy związek. Ten poważany, cieszący się estymą człowiek, skrzętnie ukrywał romanse i rozliczne dziwactwa.

Almeida stawia przed czytelnikiem spore wyzwanie - ta ironiczna i humorystyczna powieść nie zawiera ani jednego dialogu. Rozmowy wplecione są w postaci mowy zależnej w piramidalnie długie zdania. Nie można czytać tej książki bez należytej uwagi - wspomnienia i wydarzenia współczesne przeplatają się tak niepostrzeżenie, że łatwo stracić wątek. Ale nie myślcie, że powieść Kabowerdeńczyka nuży! Łatwo dostosować się do rytmu jego prozy i docenić jego poczucie humoru. Almeida z przymru żeniem oka opisuje mieszkańców wysp oraz głównego bohatera, niejednokrotnie wywołując uśmiech na twarzy czytelnika.

Moja ocena: 5/6

Germano Almeida, Das Testament des Herrn Napumoceno, tł. Maralde Meyer-Minnemann, 174 str., Fischer Verlag 1997.