piątek, 29 września 2023

Stosikowe losowanie - październik 2023

 


Maniaczytania wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) - 80
ZwL wybiera numer książki dla Anny (w stosie 288 książek) - 113
Anna wybiera numer książki dla Guci (w stosie 38 książek) - 3
Gucia wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 259 książek) - 111
McDulka wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 12 książek) - 5
Agnes wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 3 książki) - 1

"W lasach ludzkiego serca" Antje Rávik Strubel


 

Tę autorkę mam na oku, odkąd została laureatką Deutscher Buchpreis. Gdy ukazała się po polsku jej wcześniejsza powieść, poczułam się zmotywowana do sięgnięcia wreszcie po nią. W lasach ludzkiego serca to powieść epizodyczna, przypomina bardziej zbiór opowiadań, w których przewijają się te same osoby. To zawsze pary w różnych konstelacjach, choć często jednopłciowe lub z osobami po tranzycji. Spotykamy je zawsze w sytuacji wyjazdu - w szwedzkim lesie, w Nowym Jorku, na północy Skandynawii, nad Bałtykiem, na wyspie, na pustyni. To przeważnie miejsca oddalone od cywilizacji lub bardzo mocno związane z naturą, która odgrywa ogromną rolę. Jej pierwotna siła wydaje się wpływać na bohaterów i na ich zachowanie. Widzimy te pary w momencie konfliktu, kryzysu, niezrozumienia. Nie są to jednak sytuacje na tyle poruszające, by zapadły w pamięć. Podobnie jest z samymi bohaterkami i bohaterami - nie są to postaci wyraziste, wyróżniające się, autorka nie przedstawia ich przeszłości, więc trudno znaleźć z nimi emocjonalną więź. Po pewnym czasie zaczynają się zlewać. Początkowo starałam się wyszukiwać je w kolejnych rozdziałach, to zresztą fajna konstrukcja, gdy można zobaczyć, jak dana postać się rozwinęła, ale bardzo szybko straciłam rozeznanie i nie miałam nawet ochoty wkładać wysiłku, by zrozumieć co, kto i kiedy. Nie ułatwiają też tego imienia - niektóre zupełnie neutralne, inne unisex, co w lekturze w języku niemieckim bardzo długo jest czynnikiem mylącym, dokładającym kolejną cegiełkę do utrudnionej identyfikacji kolejnych postaci. 

Są w tej powieści świetne sceny, szczególnie te związane z naturą. Bardzo fajne jest tło niemieckie, zwłaszcza to wschodnioniemieckie - sporo tu smaczków jak nawiązania kulturowe, dialekt, typowy koloryt tego regionu, słownictwo. Niestety jako całość tej książki nie kupuję. Nie widzę tu zamysłu, nie widzę, do czego ta powieść prowadzi. Rozumiem, że nie każda fabuła musi mieć punkt kulminacyjny i konkretny cel, ale tu nawet konstrukcja nie ratuje całości. Niestety, rozczarowałam się prozą Strubel, ale wciąż planuję lekturę jej powieści, która otrzymała nagrodę. 

Moja ocena: 3/6

Antje Rávik Strubel, In den Wälder des menschlichen Herzens, 272 str., S. Fischer 2016.

poniedziałek, 18 września 2023

"Pigmalion" Bernard Shaw

 


Nie wiedzieć czemu, nigdy nie czytałam tej sztuki, choć oczywiście o niej słyszałam. Co więcej, treść zupełnie mnie zaskoczyła, nie miałam zupełnie świadomości, o czym ta komedia jest. Spodziewałam się klimatów antyczno-mitologicznych, tymczasem wylądowałam w Londynie.

Henry Higgins to profesor, specjalista od języka i fonetyki, który w lot rozpoznaje akcent współrozmówców. Gdy przypadkowo spotyka kwiaciarkę, Elizę Doolittle, jest zafascynowany jej językiem i zakłada się z innym pasjonatem tego tematu, pułkownikiem Pickeringiem, że nauczy dziewczynę poprawnej angielszczyzny, manier i konwenansów, by mogła wystąpić na salonach. Początkowo Eliza jest podejrzliwa, przyzwyczajona jest bowiem do samostanowienia i niezależności. Wie także, że za każdą propozycją może stać fortel lub chęć wykorzystania jej. 
Dziewczyna jednak w końcu przystaje na propozycję Higginsa, a plan się udaje. Eliza w lot łapie akcent i staje się prawdziwą damą. Problem zaczyna się po eksperymencie. Eliza jest pozornie wolna, może opuścić swojego chlebodawcę, ale jest świadoma, że nie przystaje już do swojego środowiska. 

W posłowiu autor rozwodzi się nad tematem miłości - Higgins rzekomo podświadomie zakochuje się w Elizie i rozumie to dopiero, gdy dziewczyna chce odejść. To obcesowy, impertynencki człowiek, mimo swojego pochodzenia. I to właśnie on uczy dziewczynę manier, aż ona sama zaczyna rozumieć, że dobre wychowanie i zachowanie nie jest zależne od miejsca urodzenia. A o uznaniu świadczy to jak dana osoba jest traktowana przez inne. Bardzo mi się podoba ten, wręcz feministyczny, aspekt - Eliza ceni sobie swoją niezależność i jest bardzo świadoma, że  po tym, jak zmienił się jej sposób mówienia i zachowania, nie ma już powrotu do poprzedniego życia ulicznej kwiaciarki. Wie też, że zamążpójście oznaczałoby wygodne życie, ale życie zależne od kogoś. Ta rezolutność, poczucie własnej wartości i samoświadomość są świetne i nawet jeśli mają być komediowe, ja odbieram je jako pozytywny aspekt tej sztuki. Wszystkie męskie postaci wypadają tu blado - brak im perspektyw, empatii, zrozumienia. Zarówno matka Higginsa, jego służąca jak i Eliza są o niebo bardziej wyraziste i pewne siebie. Cieszę się, że przeczytałam tę sztukę i mam nadzieję, że uda mi się ją kiedyś zobaczyć w teatrze.

Moja ocena: 5/6

Bernard Shaw, Pygmalion, tł. Harald Mueller, 127 str., Suhrkamp Verlag 1990.

niedziela, 17 września 2023

"Głusza" Anna Goc


 

Miałam głuchą koleżankę. Koleżankę nota bene wybitną, bo znała polski, angielski, esperanto i była tłumaczką. Przeprowadziłam z nią na gadu-gadu dziesiątki rozmów, kilka razy spotkałam się na żywo, ale nigdy nie wpadłam na pomysł, by dopytać o kwestie poruszane w tym reportażu. Przyznaję to ze wstydem, na pewno rozmawiałyśmy dużo o językach i wielu sprawach światopoglądowych i społecznych, w których się różniłyśmy, ale nie przypominam sobie rozmów na temat głuchości. Bardzo żałuję, że wykazałam się takim brakiem zainteresowania i ignorancją. Jak wielka była ta ignorancja, pokazała mi w swoim reportażu Anna Goc.

Goc opisuje chyba wszystkie aspekty życia osób głuchych, słyszących i niesłyszących dzieci głuchych i osób z nimi pracujących. Bardzo mnie usatysfakcjonowała ta wielowymiarowość i różnorodność aspektów poruszonych przez autorkę. Po lekturze mam poczucie, że dużo lepiej rozumiem trudności i problemy, z jakimi boryka się ta społeczność, choć oczywiście mam świadomość, że jako osoba słysząca nigdy nie zrozumiem ich do końca.

Goc opisuje szkoły dla głuchych oraz dzieci, które po raz pierwszy trafiały do środowiska, w którym spotykały głuchych rówieśników. Niestety odgórnie przyjęte założenie zakazywało im jedynego sposobu komunikacji, jaki mieli - migania. Stworzony sztuczny system językowy dla głuchych zamiast stanowić ułatwienie, na wiele lat wprowadził zamieszanie, bo znacznie różni się od języka migowego, z którego korzystają głusi w domach. Goc uświadamia, że głusi rodzą się i często dorastają bez znajomości jakiegokolwiek języka, bez żadnej możliwości komunikacji, zwłaszcza jeśli ich rodzicami są ludzie słyszący. To przerażająca wizja, która jednak pozwala zrozumieć, dlaczego język polski jest dla nich językiem obcym, który często znają bardzo słabo. 
Z tego wynika trudna rola słyszących dzieci głuchych rodziców, którzy od małego funkcjonują jako tłumacze - bardzo przypomina mi to sytuację dzieci emigrantów, które często są wykorzystywane przez rodziców w podobny sposób. 
Ważnym aspektem jest brak dostępu do wiadomości - tłumacze w telewizji często są albo upchnięci w malutki kwadracik albo niezrozumiali, bo ten zawód nie jest w zasadzie uregulowany. Głusi mają słabą dostępność do wiadomości, praktycznie zero możliwości zadzwonienia na pogotowie, do przychodni czy porozmawiania z nauczycielką dziecka. To grupa żyjąca na krawędzi społeczeństwa, na którą nie zwraca się uwagi i której nie uwzględnia się w administracji czy funkcjonowaniu państwa. Takich problemów jest więcej i autorka dzięki rozmowom i spotkaniom wspaniale je pokazuje. Goc zachowuje bezstronność, nie komentuje tych faktów, co odbieram bardzo na plus.

Oprócz tych wszystkich aspektów formalnych jest jeszcze czynnik ludzki - i to najbardziej przerażająca kwestia. Traktowanie głuchych jako dziwolągów, wyśmiewanie, wyzywanie, zakazywanie używania języka migowego, absolutny brak zrozumienia i empatii - koszmar. Niezrozumiały dla mnie koszmar. To z jaką oczywistością oczekujemy, by to głusi dostosowali się do nas, nauczyli naszego języka i czytali choćby z ust, jest przerażające. Głusza otwiera oczy i uszy.

Moja ocena: 6/6

Anna Goc, Głusza, 248 str., Wydawnictwo Dowody na Istnienie 2022.

sobota, 16 września 2023

"Poeci Nobliści"

 


Jest wśród noblistów wielu poetów i wiele poetek. Jeśli są to osoby, które nagrodę otrzymały stosunkowo niedawno, bez problemu można dostać tom ich wierszy. Jeśli jednak chcemy poznać poezję z początków czy połowy XX wieku robi się trudno. Wiersze można wyszukiwać w antologiach i zbiorach, ale nawet po niemiecku było mi dość trudno znaleźć odpowiednie publikacje. Dodatkowo poezji nie czytam i czytać nie umiem. To niestety zupełnie nie moja bajka, choćbym nie wiem, jak się starała, więcej niż kilku wierszy nie dam rady przeczytać. 

Ta antologia była więc dla mnie wyborem idealnym - przedstawia wielu laureatów i laureatki, także tych tworzących głównie prozę. Każda postać poprzedzona jest krótką notą biograficzną, a następnie umieszczono kilka wierszy. Autor wyboru, Andrzej K. Waśkiewicz, w obszernym wstępie dochodzi do podobnej konkluzji jak ja - bardzo trudno o przekłady całych tomów poezji poszczególnych laureatów. Ten wstęp, choć pisany na początku lat 90. w wiele kwestiach jest wciąż aktualny. Autor rozważa bowiem pytanie, które zadaje sobie z pewnością wielu, zasadności nagrody. Nie jest tajemnicą poliszynela, że wielu laureatów (celowo używam maskulatywu, bo na początku byli to głównie mężczyźni) na tak wielkie wyróżnienie niekoniecznie zasłużyło, a równocześnie wielu wspaniałych pisarzy i pisarek nigdy nie zostało uhonorowanych. Autor słusznie zwraca uwagę na dominację pisarzy europejskich, podkreślając pierwsze nagrody dla autorów z innych kontynentów. 

Same wiersze są tak różne jak ich autorzy i autorki. Niektóre bardziej, inne mniej przystępne. Żeby jednak nie popadać w banały, nie będę analizować poezji kilkunastu noblistów. Ja skupiłam się oczywiście na autorach, którzy tworzyli właściwie tylko lirykę i te wiersze czytałam z większą uwagę. Myślę tu o następujących autorach: Sully Proudhomme, Giousè Carducci, Erik Alex Karlfeldt, Juan Ramon Jiménez, Saint-John Perse, Giorgos Seferis, Pablo Neruda, Vicente Aleixandre czy Odysseas Elytis. Przyjrzałam się też bliżej Gabrieli Mistral (choć czytałam już jej wersje baśni dla dzieci) oraz Nelly Sachs, bo nie jestem pewna, czy znajdę inne utwory.

Poezja żadnego z tych laureatów nie zachwyciła mnie na tyle, by sięgać po dalsze utwory, ale, jak wspominałam wyżej, ja z zasady nie czytam poezji, więc niestety nie potrafię jej też docenić.

Polecam ten tomik wszystkim zainteresowanym Nagrodą Nobla, bardzo udana publikacja.

Moja ocena: 5/6

Poeci Nobliści 1901-1993 Antologia, red. Andrzej K. Waśkiewicz, 348 str., Wydawnictwo Anagram 1994.

piątek, 15 września 2023

"L'Arrabbiata", "Das Mädchen von Treppi" Paul Heyse


Nie wiedzieć czemu, ten niemiecki noblista całkowicie mnie ominął na studiach. Chyba że czytałam, ale nie pamiętam. Sięgnęłam więc po słynną żółtą książeczkę wydawnictwa Reclam z dwoma nowelami Heysego. Akcja obu rozgrywa się we Włoszech. W pierwszym tekście tytułowa L'Arrabbiata to młoda, piękna dziewczyna, która odrzuca konkury wszystkich zalotników. Podczas przeprawy na wyspę Capri zwierza się księdzu, że przyczyną tego jest przemocowy ojciec, który maltretował jej matkę. Tymczasem przewoźnik od dawna podkochuje się w dziewczynie. Jak się można domyślić, wszystko będzie zmierzać do happy endu, czyli przekonania niechętnej małżeństwu dziewczyny do tego kroku.

Akcja drugiej noweli natomiast umiejscowiona jest w Apeninach, w trudno dostępnej wiosce, w której skrywają się przemytnicy i rewolucjoniści. Tam mieszka energiczna, ognista kobieta, która uchodzi za kogoś w rodzaju czarownicy. Gdy w góry przybywa pewien prawnik, ona wyjawia mu, że pamięta go sprzed lat i od tamtego czasu kocha. Mężczyzna nie jest zainteresowany kobietą, ale ta pragnie postawić na swoim i wymyśla pewien fortel, by zatrzymać ukochanego przy sobie.

Heyse przedstawia tu dwie pozornie przeciwstawne kobiety - jedną przeciwną miłości, drugą pełną pasji. Obie piękne, tajemnicze, pełne emocji. Heyse stworzył tym pierwszym tekstem podwaliny noweli idealnej. Ten gatunek literacki interesował go od zawsze, parał się kolekcjonowaniem nowel, wydawał je i katalogował, próbując zarazem stworzyć wyraźne rozróżnienie między nowelą, a powieścią. W obu tekstach widać więc wyraźną linię narracyjną, charakterystyczną bohaterkę, dramatyczny punkt kulminacyjny i rozwiązanie, a nawet pointę. Oba teksty bardzo mocno osadzone są w konkretnych miejscach, natura koresponduje z wydarzeniami i ma na nie wielki wpływ - w pierwszym tekście jest to morze, w drugim urwiste góry. Heyse przypisuje naturze wielką rolę, opisując ją szczegółowo, począwszy od wyglądu danej okolicy, pogody, a na roślinach skończywszy. Bardzo wyraźne są tu romantyczne inspiracje i wpływy.

Dla współczesnej czytelniczki te teksty są nieco naiwne - sprowadzanie roli kobiety do namiętnej kochanki i przedstawianie małżeństwa jako jej nadrzędnego nie zadowoli krytycznego oka. Podobnie będzie z emocjonalnymi rozwiązaniami fabularnymi - nagły skok do wody, upadek ze skały itd. Doradcza rola podśmiechującego się w duchu księdza także może wyjść niejednym bokiem. Te teksty to świadkowie dawno minionych czasów, choć czyta się je zadziwiająco dobrze. 

Moja ocena: 3/6

Paul Heyse, L'Arrabbiata, Das Mädchen von Treppi, 103 str., Reclam Verlag 2002.

środa, 13 września 2023

"Pamiętniki i opowieści. Moje początki" Frédéric Mistral


 

Ta książka to wspomnienia noblisty z dzieciństwa i okresu szkolnego aż do zdania matury, które spędził w Prowansji. Mistral opisuje swoją rodzinę (ojca, matkę, dziadków, ich pochodzenie, zawody) i najwcześniejsze wspomnienia. To beztroskie dzieciństwo pośród natury, wypełnione zabawami i psotami. Autor opisuje wiele z nich dość szczegółowo, przy okazji odmalowując piękno natury - kwiatów, łąk, drzew, ale i zapachów i krajobrazów. Noblista przedstawiając swoje perypetie w domu, a potem w kolejnych miejscach, gdzie pobierał nauki, skupia się przede wszystkim na swojej małej ojczyźnie.

Te opowieści przetykane są mnóstwem legend, baśni, opowieści głęboko osadzonych w prowansalskiej kulturze. Mistral przytacza pieśni i powiedzonka, szczególnie podkreślając wagę języka prowansalskiego oraz jego historyczne znaczenie. Można tu znaleźć opisy obchodzenia Bożego Narodzenia czy innych świąt oraz typowych dla tego regionu zwyczajów.

To bardzo nostalgiczna relacja, pozwalająca wyobrazić sobie życie na południu Francji w XIX wieku, ale także przekazująca ogromną miłość do Prowansji. Językowo nie jest to trudna lektura, co w przypadku noblisty z początku XX wieku jest ważną rzeczą. Cieszę się, że wybrałam tę książkę, bo faktycznie dzięki niej poznałam bliżej mało mi znany region, a przede wszystkim jego folklor i kulturę.


Moja ocena: 4/6

Frédéric Mistral, Kindheit und Jugend in der Porvance, tł. Noa Kiepenhauer, 159 str., Anaconda 2014.

niedziela, 10 września 2023

"Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli" Radek Rak


 

Ta książka znalazła się na mojej liście do przeczytania ze względu na Nagrodę Nike. Spodziewałam się powieści utrzymanej w popularnej ostatnio konwencji chłopsko-wiejskiej, opowiadającej o życiu Jakuba Szeli, tymczasem otrzymałam powieść niemal fantasy, wzbogaconą o folklor chłopski, o wierzenia, o postaci i wydarzenia fantastyczne. Nie mogę powiedzieć, że nie jestem fanką fantasy, bo sięgam czasem po takie książki i zazwyczaj czytam je z przyjemnością i podziwiem dla wyobraźni autora, tutaj jednak Radek Rak nie trafił w mój gust. Owszem, podziwiam jego kunszt literacki, inwencję, wyobraźnię, pióro. To wspaniała, dobrze przemyślana powieść i wizja życia Szeli, ale i opis ówczesnej wsi, wierzeń, stosunków międzyludzkich. Autor fantastycznie opisuje ludzi, wydarzenia, okoliczności, a przede wszystkim kreuje niesamowity świat ludzko-zwierzęcy. Są tu węże, diabli, szeptuchy i wiedźmy, eremici i dziwacy, którzy zaskakują swoimi mocami. 
Niestety ta wizja nie rezonuje zupełnie z moją wrażliwością, nie potrafiłam zaangażować się w lekturę, jak to się potocznie mówi - nie wciągnęła mnie. Nie jest także dla mnie zrozumiała koncepcja tej powieści, jej przesłanie. Nie bardzo rozumiem celu zamiany miejsc Szeli z panem. 

Rak wziął na siebie rzecz trudną - opisać życie Szeli to ciężki orzech do zgryzienia. Postać niejednoznaczna, o której aż tak wiele przecież nie wiemy nie jest najłatwiejszym materiałem na powieść i to długą powieść. Potrzeba tu ogromnej fantazji i znajomości realiów. Te ostatnie zresztą najbardziej mi przypadły do gustu w Baśni o wężowym sercu. Te rozmowy, zachowania, brutalizm, warunki życia, jedzenie, pańszczyzna, zachowanie panów i poddanych - samo złoto. Bardzo żałuję, że nie zachwyciłam się tą książką, bo to naprawdę kawał dobrej literatury, ale jednak trudno mi polubić książkę, której przesłania, zasadności nie rozumiem. 

Moja ocena: 3/6

Radek Rak, Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli, czyt. Piotr Grabowski, 464 str., Wydawnictwo Powergraph 2019.


czwartek, 7 września 2023

"Dom z dwiema wieżami" Maciej Zaremba Bielawski


 
Sięgając po tę powieść, nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Nie czytam blurbów ani recenzji, wchodzę w nową powieść bez nastawienia i wyobrażeń, stąd moje zaskoczenie treścią. A to w pewnym sensie powieść terapeutyczna dla Bielawskiego. Na jej kartach szuka bowiem swojej przeszłości, rozpoczynając od wspomnień z dzieciństwa. Mały chłopiec, który dorasta w specyficznym domu. Oboje rodzice są psychiatrami, ojciec dużo starszy od matki. W domu panuje chłód, nie rozmawia się o przeszłości, poprzednia rodzina ojca nie jest ulubionym tematem, natomiast szlacheckie pochodzenie jest gloryfikowane. Autor opisuje wiele migawek, rozmów, wydarzeń, swoje dorastanie, a wreszcie eksodus Żydów w latach 60. Wtedy jeszcze nie spodziewa się, że jako siedemnastolatek usłyszy od matki, że jest Żydówką i że muszą opuścić Polskę.

Zaremba Bielawski podejmuje próbę rekonstrukcji przeszłości rodziców. Ojciec to polski szlachcic, którego los nie mógł być bardziej różny od matczynego. Ona to zasymilowana Żydówka, dla której to pochodzenie nie odgrywa żadnej roli. Jej ojciec był sędzią, ona pobiera dobre wykształcenie i czuje się inna od biednych, wierzących Żydów. W pewnym momencie to wszystko jednak przestaje odgrywać rolę, a dla niej rozpoczyna się gra zwana walką o przeżycie w czasie II wojny światowej. Śledzenie losów rodziców stanie się dla Bielawskiego lekcją historii, przypadkiem trafi w archiwach na informacje zaskakujące, otrzeźwiające, pokazujące mniej znane oblicze Polski. Antysemityzm, który objawiał się w najmniej oczekiwanych sytuacjach - dostęp do studiów, dostęp do konkretnych zajęć na tych studiach, szufladkowanie, podkreślanie inności. Z każdym nowym faktem, Bielawski lepiej rozumie swoją rodzinę, rozumie, dlaczego małżeństwo jego rodziców nie mogło przetrwać. Te poszukiwanie to jak odkrywanie dwóch różnych światów, które nie przystają do siebie, dwóch wież, które nigdy się nie połączą i nigdy się nie zrozumieją. Milczenie matki, ukrywanie przeżyć nie pomogło w zrozumieniu jej postawy, ale i nie ułatwiło dorastania synom. 

O ile odkrycia i opisy antysemityzmu w przedwojennej Polsce nie były dla mnie nowe, to przeżycia ojca w oflagu zupełnie mnie zaskoczyły. Sposób, w jaki przeżył wojnę, praktycznie bez większych szkód, jest wręcz kuriozalny. On nie mógł zrozumieć matki, a ona jego, szczególnie biorąc pod uwagę wojnę i biorąc pod uwagę, skąd się wywodzili i jakie dziedzictwo nieśli. Rozumiem, że dorastanie dla autora nie było łatwe, choć nie zdawał sobie jeszcze sprawy ze swojego pochodzenia, ale szok, jaki przeżył, wyjeżdżając z Polski i tracąc ojca musiał być ogromny. To poruszająca powieść, pozbawiona sentymentalizmu i egocentryzmu. 

Moja ocena: 5/6

Maciej Zaremba Bielawski, Dom z dwoma wieżami, tł. Mariusz Kalinowski, 320 str., Wydawnictwo Karakter 2018.

wtorek, 5 września 2023

"Zmagania i metamorfozy kobiety" Édouard Louis

 


Czwarta książka Louisa to czwarte oblicze jego samego i jego rodziny. Monique to matka, o której wspominał w innych książkach, ale dopiero w tej opisuje dokładniej jej życie i tytułową metamorfozę. Louis porusza się w tym samym kręgu tematów - różnicach klasowych, biedzie, trudnościach związanych z wyrwaniem się ze środowiska, ale w każdej swojej książce nakreśla je z innej strony. W tej książce dominującym tematem jest wstyd, ale i to, że można coś ze swoim życiem zrobić. Tak jak Monique, która w wieku czterdziestupięciu lat porzuca przemocowego (kolejnego) partnera i stawia na siebie. Syn jej kibicuje i wspiera, co nadaje tej książce niewyczuwalny dotąd ton czułości. 

Niech to jednak nie będzie odczuciem mylnym. Louis jest, jak zawsze, szczery do bólu i zawarł w Zmaganiach sceny trudne i chwytające za serce, jak ta gdy matka neguje i ignoruje jego chorobę, bo zwijanie się z bólu to zachowania przynależące do wyższej klasy. To znowu obrazy z dzieciństwa, które nie tak powinno wyglądać, naznaczonego biedą, niezrozumieniem i poczuciem niższości.

Monique udaje się wyrwać z prowincji, rozpocząć nowe, inne życie w Paryżu, które jednak nie oznacza awansu do wyższej klasy. Jest jednak dla niej wyzwoleniem, uwolnieniem od przemocy i biedy.

To bardzo krótka książka, ale niosąca wiele emocji, każde zdanie to czysta treść. Tu nie ma wypełniaczy, opisów, zbędnych słów. Największą siłą jest osobisty aspekt tej prozy i szczerość autora.


Moja ocena: 5/6

Édouard Louis, Zmagania i metamorfozy kobiety, tł. Joanna Polachowska, 80 str., Wydawnictwo Pauza 2022.

poniedziałek, 4 września 2023

"Fotograf utraconych wspomnień" Sanaka Hiiragi

 



Wizja tego, co dzieje się z człowiekiem po śmierci, fascynuje od wieków. Sanaka Hiiragi wzięła na tapet właśnie ten temat, tworząc dość oryginalny obraz i bazując na w zasadzie dość oklepanym motywie życia przelatującego w postaci klatek filmowych na moment przed śmiercią. Tu życie to stos fotografii, a przybywający do punktu przejściowego zmarli muszą wybrać po jednej na każdy rok życia. Pomaga w tym pan Hirasaka, któremu przypadła rola fotografa. Autorka przedstawia trzy osoby, które przybywają do jego mikrokosmosu i którym pomaga wybrać to jedno najbardziej znaczące zdjęcie i wrócić do tego momentu w ich życiu.

To zupełnie różne osoby, mają odmienne historie, tło, żyły w różnych czasach, Hiiragi jednak wspaniale i subtelnie łączy losy niektórych z nich. Te powiązania nie są bardzo ważne dla narracji, ale dodają książce smaku. Mimo że bohaterami dwóch pierwszych spotkań są osoby dorosłe, to jednak dzieci wysuwają się na pierwszy plan. Chodzi o ich dobro, los, zapewnienie przeszłości, co ma kulminację w ostatniej, najbardziej zaskakującej historii, która nie tylko potrafi emocjonalnie wzburzyć, ale pozwoli Hirasace zrozumieć swoją przeszłość. 
Pierwsza postać, była przedszkolanka przenosi czytelniczkę do powojennej Japonii, gdy formowano pierwsze przedszkole - to czasy ciężkiej pracy, braku czasu dla dzieci, biedy. Ta historia bazuje na faktach i jest niezwykle ujmująca. Druga postać to członek Yakuzy, człowiek brutalny, ale nie pozbawiony ludzkich odruchów. Nie trafimy jednak w świat porachunków, a do zakładu, w którym autystyczny chłopiec realizuje swoją pasję, co ciekawe głęboko powiązaną z życiem i śmiercią. Trzecia postać to dziecko, którego los nie był szczęśliwy - nie napiszę jednak więcej, by nie zepsuć lektury.

Hiiragi uwodzi melancholijnym, ujmującym stylem, pięknie kreuje obrazy i zachęca do własnych przemyśleń. To krótka lektura, która może szybko ulecieć, ale w moim przypadku dzięki intensywnej dyskusji na klubie książkowym pozostanie na dłużej w pamięci.

Moja ocena: 4/6

Sanaka Hiiragi, Fotograf utraconych wspomnień, tł. Barbara Słomka, 176 str., Wydawnictwo Relacja 2023.

niedziela, 3 września 2023

"Syrena z zatoki Czarnej Conchy" Monique Roffey

 


Mała wyspa Black Conch w latach siedemdziesiątych jest celem wypraw wędkarskich Amerykanów. Podczas jednej z nich, polowaniu na merlina, dwóch Amerykanów na wędkę łapię syrenę. Syrenę wcześniej już zwabioną w te okolice przez głos i muzykę Davida. Gdy usłyszała dźwięk motoru łódki Davida jej czujność została uśpiona i dała się złapać łowiącym z innej jednostki przybyszom. Amerykanie chcą spieniężyć cenny i rzadki łup, sprzedać stworzenie do muzeum, zyskać sławę i rozgłos. Zawieszoną w porcie syrenę ratuje jednak David, który ukrywa ją w swoim domu. Zanim jednak zdąży ją oddać oceanowi, syrena zmieni się w kobietę. 

Roffey stworzyła powieść głęboko osadzoną w karaibskich wierzeniach. Syrena to kobieta przeklęta, która musiała zamieszkać w morzu, bo była zbyt piękna. To kobieta z przeszłości, która pamięta wyspy sprzed kolonizacji, gdy zamieszkane były przez pierwotny lud. Pamięta zwyczaje i język. Teraz, w latach siedemdziesiątych, nie uda się jej uciec od przeznaczenia - zawiść kobiet będzie ją prześladować, chciwość mężczyzn podobnie. David jest tu wyjątkiem, spotkanie z syreną zmienia go, pozwala odkryć inną stronę swojej natury, zrozumieć, że dla kobiety można zmienić siebie i swoje życie. Kontakt z syreną będzie miał także wpływ na inne osoby. Mieszkająca w rezydencji na wzgórzu Arcadia Rain to posiadaczka połowy wyspy, potomkini właścicieli niewolników i matka samotnie wychowująca niemego syna. Arcadia byłaby jak inni mieszkańcy wyspy, bo włada tym samym językiem, zna zwyczaje i przynależy do tego regionu od pokoleń, gdyby nie była biała i nie miała takiego dziedzictwa, jakie ma. Jej syn nawiązuje świetny kontakt z syreną, a dzięki temu Arcadia zbliża się do Davida, swojego kuzyna. 

Roffey opowiada w swojej powieści o niewolnictwie, o zwyczajach, o dziedzictwie, o porozumieniu, o żądzy i tradycji, o rodzącej się turystyce, a także o życiu w zależności od natury. Wprowadzając motyw zazdrosnej sąsiadki, która zadba o nieszczęście Aycayi (syreny), autorka nie oprze się jednak stereotypom. To Priscilla i jej kompanion, policjant, są tak stereotypowi i przerysowani, że wyłamują się z nieoczywistego obrazu Black Conch i czynią tę powieść przewidywalną. Pomijając jednak tę narracyjną słabość, z przyjemnością przeczytałam tę powieść. Dzięki niej poznałam bliżej kulturowe tło Trynidadu i Tobago, co jest dla mnie zawsze największą wartością lektury.

Moja ocena: 4/6

Monique Roffey, Die Meerjungfrau von Black Conch, tł. Gesine Schröder, 240 str., Tropen Verlag 2022.

piątek, 1 września 2023

"Elmet" Fiona Mozley

 


Gdzieś w północnej Anglii ojciec buduje nielegalny dom dla siebie i dwójki nastoletnich dzieci. Cathy i Daniel nie chodzą do szkoły, spędzają dni na włóczeniu się po lesie, pomaganiu ojcu, paleniu skrętów i piciu cydru. To według ich idylliczne i wolne życie nie może jednak trwać wiecznie, bo cała okolica zależy od lokalnego posiadacza ziemskiego, który daje pracę, domy, ale i wymaga posłuszeństwa i poddaństwa. Ojciec dzieci to potężny człowiek, bokser, który dorabia nielegalnymi walkami, tej siły i krzepy oczywiście potrzebuje pan Price, który jest właścicielem ziemi należącej niegdyś do matki dzieci.

Co się z matką stało, do końca nie wiemy. Wspominana jest zaledwie kilka razy, nie wiemy też, jak dokładnie potoczyły się losy rodziny i dlaczego ojciec wybrał taki styl życia. Po pewnym czasie dzieci zaczynają pobierać lekcje u sąsiadki, która jednak nie jest nauczycielką i zajęcia z nią z pewnością nie są ekwiwalentem szkolnej edukacji. 

Mozley kreuje świat niedopowiedziany, tajemniczy, podszyty lękiem i niepokojem. Jeśli spoglądając na okładkę tej książki, sądziliście, że to pozytywna, ciepła powieść, to muszę was rozczarować. Enigmatyczna historia rodziny pozostawia wiele pola do popisu, ale myśli czytelniczki nie będą biegły w kierunku pozytywnym, a raczej przemocowym, traumatycznym, nawet jeśli autorka nie mówi niczego wprost. Między wierszami można zobaczyć obraz dzieci opuszczonych, zaniedbanych emocjonalnie, zagubionych. Cathy kanalizuje swoje braki przez brutalność, siłę, odrzucanie kobiecości, Daniel wręcz odwrotnie jest delikatny, dziewczęcy. 

Mozley tytułem powieści nawiązuje do średniowiecznego królestwa celtyckiego, które rządziło się swoimi prawami. Wydaje się, że w rodzinie Cathy i Daniela Elmet nadal trwa, a feudalne stosunki i siłowe rozwiązywanie problemów jest na porządku dziennym. To powieść o przemocy i o tym, że nie sposób się z tego zamkniętego kręgu wyrwać, bardzo wyczerpująca emocjonalnie, ale napisana pięknym, czasem wręcz poetyckim językiem.

Moja ocena: 4,5/6

Fiona Mozley, Elmet, tł. Łukasz Witczak, 256 str., Wydawnictwo Pauza 2023.

Stosikowe losowanie wrzesień 2023

 


Anna wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) - 16
ZwL wybiera numer książki dla Guci (w stosie 44 książki) - 16
Gucia wybiera numer książki dla Oli (w stosie 85 książek) - 33
Ola wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 20 książek) - 13
Maniaczytania wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 15 książek) - 6
Agnes wybiera numer książki dla Anny (w stosie 293 książki) - 158