piątek, 3 lipca 2026

"Wady snu" Radka Denemarková


 

Sylvia Plath i Virginia Woolf wylądowały w jednym pokoju. W zaświatach. Sytuacja tak kuriozalna, że same pisarki nie wiedzą, jak sobie z nią poradzić. Spędzają więc dnie na spełnianiu swoich życiowych ról. Virginia jest paniusią, która daje się obsługiwać i ciągle rozprawia o roli pisarstwa, o świecie stworzonym w jej głowie, o literaturze. Sylvia tymczasem obsługuje koleżankę po piórze, gotuje, podstawia, czesze, podaje i ciągle się martwi, co przyszykować, co zrobić i kiedy znaleźć czas na pisanie. Dialogi tych dwóch pisarek skrzą się od ironii i błyskotliwości, ale i bardzo głęboko osadzone są w ich literaturze i życiach. Nie dziw zresztą, skoro przygotowywane potrawy bazują na kartkach z ich utworów. Kobiety mogą czytać tylko własne powieści i żywią się nimi duchowo i fizycznie. Tkwią w momentum przed śmiercią, jak w stop-klatce przeżywają ten moment na nowo i na nowo. 

Gdy widać, że nie ma szans na nić porozumienia między nimi w pokoju zjawia się Ivana Trump, która ustawia obie pisarki, wskazując na rentowność pisania, biznesplan, tworzenie pod czytelnika i inne kapitalistyczne kwestie publikowania książek. Ivana zupełnie zmienia dynamikę w tym duecie, stając w opozycji do Sylvii i Virginii. 

"Wady snu" to dramat, rozpisany oczywiście na te trzy bohaterki, z didaskaliami, podzielony na trzydzieści mrugnięć. Ta forma była dla mnie bardzo odświeżająca, bo jednak nie często sięgam po ten rodzaj literacki, ale jednak nie zachwycił mnie aż tak, jak się tego spodziewałam przed lekturą. Przede wszystkim nie znam twórczości Sylvii Plath, a po Virginię Woolf sięgałam dwa razy i oba były dla mnie mało satysfakcjonujące. Z tego też powodu nie wyłapałam wielu aluzji i odwołań. Nie jestem też zafascynowana tymi postaciami a ich życiorysy znam pobieżnie, więc i tu na pewno nie odczytałam wszystkich nawiązań. Dlatego też książkę przeczytałam wprawdzie szybko, ale bez większej satysfakcji.

Moja ocena: 4/6

Radka Denemarková, Wady snu, tł. Olga Czernikow, 246 str., Wydawnictwo Książkowe Klimaty 2020.

środa, 1 lipca 2026

Podsumowanie czerwca 2026

 



Przeczytane książki: 14

Liczba stron: 4787

Przeczytane książki:

– "Nie wszyscy pójdziemy do raju" Olga Górska
– "To za dużo dla mnie" Darko Cvijetić
– "Die Erfindung Roter Armee Fraktion durch einen manisch-depressiven Teenager im Sommer 1969" Frank Witzel
– "Nie, po prostu nie" Nina Lykke
– "Die Habenichtse" Katharina Hacker
– "Siedem księżyców Maalego Almeidy" Shehan Karunatilaka
– "Das Ungeheuer" Terézia Mora
– "Imiona Felizy" Juan Gabriel Vasquéz
– "Piercing" Ryū Murakami
– "Awanturnica" Lauren Groff
– "Wyznania" Kanae Minato
– "Czwarty miecz" Santiago Roncagliolo
– "Wszystko dla N" Kanae Minato
– "apokalipsa ludzi pracy" Valter Hugo Mãe

W czerwcu przeczytałam niby "tylko" 14 książek, ale było wśród nich kilka dość grubych, a dwie nawet bardzo grube. ⁣⁣
Przede wszystkim zakończyłam moje wyzwanie przeczytania wszystkich książek laureatek Deutscher Buchpreis. Poza tym przeczytałam trzy książki na kluby książkowe. Cztery razy sięgałam po książki z półki, co mnie szczególnie cieszy. ⁣⁣
Odwiedziłam kilka krajów: Polskę, Portugalię, USA, Sri Lankę, Japonię, Niemcy, Bośnię i Hercegowinę, Peru oraz Norwegię.⁣⁣
A jaki był wasz czytelniczy czerwiec?⁣⁣

wtorek, 30 czerwca 2026

Stosikowe losowanie – lipiec 2026

 



Katarzyna wybiera numer książki dla Marty (w stosie 179 książek) – 49
Marta wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) – 1249
ZwL wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 250 książek) – 199
McDulka wybiera numer książki dla Maniiczytania  (w stosie 14 książek) – 7
Maniaczytania wybiera numer książki dla Anny (w stosie 272 książki) – 25
Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 23 książki) – 22
Guciamal wybiera numer książki dla Katarzyny (w stosie 15 książek) – 2
Anna wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 8 książek) – 2

"apokalipsa ludzi pracy" Valter Hugo Mãe



Bragança, czyli niby miasto, a jednak głęboka prowincja, gdzieś na północo-wschodnich rubieżach Portugalii. Niewiele się dzieje, życie jest ciężkie, klimat je jeszcze dodatkowo utrudnia. To tu Maria da Graça spędza dnie na sprzątaniu domu pana Ferreiry. To lokalny bogacz, którego dom w centrum miasta wymaga dużej atencji. Maria pierze, trzepie dywany, froteruje podłogę, ściera kurze, a pomiędzy tymi czynnościami zadowala pana Ferreirę także w inny sposób. Podczas rozmów ze swoją przyjaciółką Quitérią nie nazywa go inaczej niż oblech. Ów oblech pokazuje jej świat muzyki i sztuki, to biały, starszy mężczyzna, który tłumaczy świat kobiecie niższego stanu i niższego wykształcenia. I nawet jeśli to brzmi, jak brzmi, Maria przywiązuje się do niego i zaczyna rozważać istotę uczucia miłości. Jej osobisty mąż to kula u nogi, która znika na kilka miesięcy, by pracować na morzu. Co tam robi i z kim się w portach spotyka, Maria nie wie, bo para nie rozmawia. 

Miłość zastanawia też Quitérię, która żyje samotnie, ale chętnie przyjmuje różnych mężczyzn, do momentu, gdy poznaje Andrija – młodego Ukraińca, którego rodzice (straumatyzowany ojciec i opiekuńcza matka) wysłali do Portugalii po lepsze życie. 

Obie kobiety pojawiają się także na pogrzebach, by dorabiać sobie jako płaczki. Maria da Graça ma zresztą bardzo metafizyczne sny. Regularnie staje przed bramami nieba i prowadzi dialogi z świętym Piotrem – o miłości i sensie życia. 

Valter Hugo Mãe podjął próbę zbliżenia się do najmniej uprzywilejowanego człowieka, czyli sprzątaczki. Nie czyni tego z góry, ani z takiej perspektywy jak chlebodawca Marii, stara się wejść w to środowisko i empatycznie oddać bolączki. Drugą nieuprzywilejowaną grupą są emigranci, którzy brną przez portugalskie społeczeństwo skazani na pomocną rękę i dobrą wolę – sami nie znają jeszcze języka i niosą własne traumy.

Portugalczyk formalnie próbuje dopasować się do treści – brak tu wielkich liter, brak dialogów. Mãe pisze ciągiem, tak jak ludzie mówią, wplata rozmowy w narrację, przeskakuje między osobami, między jawą, a snem. Na początku trudno się wgryźć w tę prozę, z czasem wpada się w jej hipnotyzujący rytm.

Mimo tych wszystkich niezaprzeczalnych zalet tej powieści, ja nie jestem zadowolona z lektury. Temu jak najbardziej słusznemu przesłaniu i kompleksowi tematycznemu nie towarzyszy dobra historia – tak jak w życiu bohaterek niewiele się dzieje, tak niewiele mamy na kartach tej powieści, a poboczne wątki, choćby dotyczące zmarłych, którym towarzyszą kobiety, nie są umiejscowione na tyle, bym rozumiała sens ich przytaczania. Nie do końca też kupuję obie bohaterki – nie potrafię sobie wyobrazić prostych Portugalek tak zafascynowanych miłością cielesną i prowadzących takie rozmowy. Widzę je jako projekcję mężczyzny, który tak sobie życie kobiet wyobraża. 

Cieszę się, że wreszcie sięgnęłam po prozę Mãe, bo portugalskie księgarnie są pełne jego książek, ale niestety fanką na razie nie zostałam.

Moja ocena: 4/6

Valter Hugo Mãe, apokalipsa ludzi pracy, tł. Michał Lipszyc, 200 str., Wydawnictwo Ossolineum 2022.


niedziela, 28 czerwca 2026

"Wszystko dla N" Kanae Minato


 

Bogate małżeństwo ginie w swoim ekskluzywnym apartamencie na czterdziestym ósmym piętrze wieżowca. Kanae Minato prezentuje opowieści czwórki znajomych, którzy w pewien sposób związany byli z zamordowanymi. Scenariuszy jest wiele – w owym małżeństwie się nie układało, więc mogła to być zbrodnia w afekcie, ale z zeznań dowiadujemy się, że połączenia w tej grupie były bardziej skomplikowane, a motywem działań była rozumiana na przeróżne sposoby miłość.

Dzięki tej formie powieści poznajemy dogłębnie perspektywę poszczególnych osób, ich motywację, historię życia, ale i otrzymujemy dogłębne portrety psychologiczne. Kanae Minato zahacza tu o takie tematy jak nieszczęśliwe dzieciństwo, zazdrość, niespełniona miłość, przemoc domowa, rola kobiety w społeczeństwie. W centrum stoi jednak intryga kryminalna i jej rozwiązanie. To powieść nieco w stylu Agathy Christie – wszystko dzieje się na małej przestrzeni, a każdy najmniejszy ruch ma znaczenie. Czytelniczka odkrywa wszystkie szczegóły stopniowo, w trakcie konkretnych zeznać. Minto dodaje tu jednak coś więcej – ów głęboki psychologiczny rys skłania do głębszych przemyśleń i czyni z tej książki coś więcej niż tylko kryminał. Wartością dodaną dla mnie jest japoński anturaż, który pokazuje mechanizmy działające w tamtejszym społeczeństwie.

Japonka odwołuje się tu do konstrukcji, którą zaprezentowała już w "Wyznaniach" i w tamtej powieści bardziej mi się ona podobała. Tutaj nie miałam już tego efektu zaskoczenia oraz niestety miałam trudności z rozróżnieniem męskich bohaterów – moim problemem zdecydowanie było to, że słuchałam tej książki, a większość z postaci miała imię na N, co zapewne miało nadać tajemnicy i wskazać na wieloznaczność tytułu. Niestety nie władam japońskim i gdy nie widzę zapisu imion, mam trudności z dobrym ich zapamiętaniem. Drugim problemem, moim oczywiście, było to, że słuchałam tej książki dość krótko po poprzedniej, a niektóre z motywów się powtarzają (choćby przemoc domowa), co mnie jeszcze bardziej rozpraszało. Zachęcam jednak do tej lektury, myślę jednak, że tu lepszym wyborem będzie papier lub ebook oraz większy odstęp czasowy między obiema wydanymi w Polsce powieściami tej autorki.

Moja ocena: 4/6

Kanae Minato, Wszystko dla N, tł. Anna Wołcyrz, 208 str., Wydawnictwo Tajfuny 2025.

sobota, 27 czerwca 2026

"Czwarty miecz. Historia Abimaela Guzmána i Świetlistego Szlaku" Santiago Roncagliolo


 

Abimael Guzmán naznaczył współczesną historię Peru i zrobił to w sposób brutalny i krwawy. Co ciekawe przed aresztowaniem Guzmán był swoistym człowiekiem widmem, który żył w ukryciu i kontaktował się tylko z wąskim gronem osób. Podobnie było, gdy już został skazany – nie udzielał wywiadów, pozostał enigmatyczny. Roncagliolo podjął się zadania opisania życia Guzmána, a co za tym idzie, powstania organizacji Świetlisty Szlak, która tak krwawo zapisała się na kartach historii Peru. Dziesiątki tysięcy zabitych, liczne zamachy, indoktrynacja, szeroko zakrojone struktury oraz status niemal boski przywódcy – tak w skrócie można opisać jej działalność. Takie pobieżne informacje miałam już wcześniej i sięgałam po tę książkę z nadzieję dowiedzenia się więcej, usystematyzowania wiedzy oraz zrozumienia mechanizmu powstania i działania Guzmána.

Po lekturze mogę stwierdzić, że mniej więcej zorientowałam się w tym ostatnim – Roncagliolo nakreślił sytuację społeczną i polityczną Peru w okresie, gdy formowała się organizacja, tym samym wyjaśniając, dlaczego miała rację bytu. Niestety wciąż moja wiedza jest fragmentaryczna, bo autorowi nie udało się chronologicznie i systematycznie opisać działalności Świetlistego Szlaku. Zabrakło mi tu wyjaśnienia, jak zebrano tak wielką liczbę zwolenników, jak formowały się struktury i jak konkretnie wyglądała działalność. Roncagliolo nie oddał także sprawiedliwości ofiarom. Wprawdzie wspomina o blisko siedemdziesięciu tysiącu zamordowanych, ale o konkretnych przypadkach wspomina zaledwie kilka razy. I nie chodzi mi tu o drobiazgowe opisy brutalnych morderstw, ale o pokazanie skali tego procederu. 

Chaotyczność przekazu nie jest jednak moim jedynym zarzutem do tego reportażu. Roncgliolo jest także jego bohaterem i z tym nie miałabym problemu, gdyby w swojej koncepcji był spójny. Sporo tu o problemach w kontaktach z osobami bliskimi Guzmánowi, sporo o jego odczuciach w czasie wywiadów, autor kusi się nawet na opisy fizjonomii i strojów, ale gdy pisze o swoim dzieciństwie i młodości, gdy Świetlisty Szlak działał, o swoich uczuciach ledwie napomyka. Zadowoliłaby mnie większa konsekwencja, bo o ile mało mnie interesowały problemy dziennikarza w aranżowaniu wywiadów, dużo bardziej natomiast życie w kraju pogrążonym w chaosie. Rozumiem, że Limy działalność Świetlistego Szlaku aż tak nie dotyczyła, a Roncagliolo był nastolatkiem, ale jestem przekonana, że w tej kwestii można było wyciągnąć więcej. 

Nie wykluczam, że ten reportaż skierowany jest raczej do peruwiańskiej czytelniczki, która zapewne doszukałaby się w nim więcej smaczków, ciekawostek i więcej by z niego wyciągnęła, mnie pozostawił niestety z poczuciem chaosu, niedosytu, a i językowo nie była to wartka lektura.

Moja ocena: 3/5

Santiago Roncagliolo, Czwarty miecz. Historia Abimaela Guzmána i Świetlistego Szlaku, tł. Tomasz Pindel, 272 str., Wydawnictwo ArtRage 2025.

piątek, 26 czerwca 2026

"Wyznania" Kanae Minato


 

Yuko Moriguchi postanawia opuścić zawód nauczycielki, mimo że pracowała chętnie i lubiła przebywanie z dziećmi. Jej ostatnia przemowa do klasy jest swoistą spowiedzią, w której dogłębnie omawia motywy swojej decyzji. Otóż nieco wcześniej tragicznie zginęła jej czteroletnia córka, którą wychowywała sama. Dziewczynka utonęła w szkolnym basenie, a winę za tę śmierć Moriguchi przypisuje dwójce swoich uczniów. Wszyscy wiedzą, o kogo chodzi, ale nauczycielka nie zgłasza podejrzeń na policję, która odhaczyła śmierć dziecka jako tragiczny wypadek. Postanawia się zemścić na chłopcach w inny sposób.

Kolejne rozdziały to opowieści, a może podobnie jak w przypadku nauczycielki, spowiedzi obu sprawców oraz przewodniczącej klasy. Te rozdziały pokazują zupełnie inną stronę wydarzeń, ale też są fantastycznymi portretami psychologicznymi tych postaci. Japonce udało się stworzyć wiarygodne charakterologicznie postaci, ale i poruszyć cały szereg problemów, z jakimi boryka się japońskie społeczeństwo. Przede wszystkim skupia się na roli szkoły w wychowaniu dzieci, na przemocy domowej, na matkach, mobbingu, ale i przekazywaniu wartości młodemu pokoleniu. Minato szkicuje różne postawy matek – jest matka samotna, która musi łączyć pracę z wychowaniem dziecka, co nie jest dobrze widziane w Japonii, szczególnie jeśli jej praca polega na wychowywaniu innych dzieci. Jest matka nadopiekuńcza, gloryfikująca swoje dziecko i jest matka, która tkwi w pułapce i musi wybierać między dzieckiem, a karierą naukową. 

Mimo że autorka skupia się na warstwie psychologicznej i społecznej, to ta książka także zaskakuje. Wiele to zwrotów akcji, Minato sprytnie zwodzi czytelniczkę, w każdym rozdziele dodając do opisywanych wydarzeń nowe aspekty i trzyma w napięciu do ostatniej strony i zapewne dlatego klasyfikowana jest często jako thriller. To określenie jednak moim zdaniem spłyca jej przekaz, bo zawiera w sobie o wiele więcej. 

Moja ocena: 5/6

Kanae Minato, Wyznania, tł. Patryk Skorupa, 200 str., Tajfuny 2024.

środa, 24 czerwca 2026

"Awanturnica" Lauren Groff


Że Lauren Groff dobrze pisze, wiem. Tak samo jak to, że potrafi uchwycić moment graniczny w życiu. Tę chwilę, która decyduje o być lub nie być, która wpływa na naszą przyszłość, o której już zawsze będziemy myśleć. W "Awanturnicy" oczywiście nie jest inaczej. Dziewięć tekstów to dziewięć różnych światów. Trudnych, poruszających, nieoczywistych.

Pierwsze opowiadania uderza od razu w środek brzucha, pięścią. Przemoc domowa tak oczywista, że nie potrzeba dokładnych słów. Drugie zaczyna się mniej spektakularnie, Groff opisuje kochające się małżeństwo. Ona przechodzi na emeryturę i zapada się w sobie. Do czasu. Koniec tego opowiadania mnie poruszył, a autorka mimochodem pokazała ludzkie okrucieństwo.
Sunland jest słoneczny tylko z nazwy, bo to dom dla ludzi niechcianych, a bohaterka tego opowiadania musi podjąć trudną decyzję, być może najcięższą w życiu. Tytułowa awanturnica to tylko pozornie łebska dziewczyna, bo w domu musi być dorosła, bardzo dorosła. Czyż nie każda z nas ma wspomnienie wykluczenia? Zghostowania – jak teraz to określamy? Groff też i wie, jak to ująć w słowa. A jak to jest przynależeć do klasy uprzywilejowanej? Do bogatych, którzy wszystko mają i którym wszystko wolno? Jak w takiej sytuacji odnaleźć swoją drogę? A co z tym pierwotnym lekiem, że nadejdzie wielka fala i nas zmiecie? Która matka nie obawia się, że wychowa dziecko-demona? Pozornie słodkie i niewinne, a tak naprawdę knujące coś strasznego? Jak żyć, gdy trzeba szukać nowego domu, nowej rodziny? Akceptacji? 

To nie wszystkie tematy, które można wyłuskać z tego zbioru. A czy muszę dodawać, że literacko jest to wysmakowane, obrazowe, oddziałujące na zmysły? Naprawdę warto wejść do świata Lauren Groff.

Moja ocena: 5/6

Lauren Groff, Awanturnica, tł. Dobromiła Jankowska, 240 str., Wydawnictwo Pauza 2026.