piątek, 9 października 2026

"African Titanics" Abu Bakr Kahal


 

Migracja, wędrówki ludów, przemieszczanie się od zawsze definiują życie ludzi, również na kontynencie afrykańskim. Abu Bakr Kahal czyni z tego kanwę swojej powieści. Główny bohater wyrusza z Erytrei, organizuje podróż, przemierza libijską pustynię, trafia do szemranego hostelu wraz z innymi emigrantami, ucieka do Algierii, czeka na łódkę. W trakcie tej wyprawy zadzierzgają się przyjaźnie, słucha się opowieści, wspólnie muzykuje, opowiada legendy, marzy o przyszłości. To oczywiście ciężka przeprawa, pełna niebezpieczeństw, śmierci i zawsze z niepewnym wynikiem. Bohaterzy tej powieści mają tę świadomość, walczą o życie, próbują przetrwać i zmagają się z niepewnością jutra, ale autor nie tłumaczy tu przyczyn wyjazdu, nie przedstawia traumatycznych historii z przeszłości, lecz stawia na tu i teraz.

To nie jest lekka powieść, mimo pierwszoosbowej narracji sporo tu dygresji, a narrator wydaje się być wszystkowiedzący. Są tu też bardzo trudne fragmenty, choćby te o przeprawie przez pustynię, są też ustępy liryczne. Mimo że autor jest Erytrejczykiem to jest to powieść panafrykańska, a jej bohaterowie pochodzą z wielu różnych krajów. Pointa autora nie napawa optymizmem – migracja to nieodłączna część życia, tak samo jak wynikająca z niej śmierć oraz konieczność zapominania traumatycznych wydarzeń z przeszłości.

Szukając powieści z Erytrei, trafiałam głównie na autorów i autorki, którzy ten kraj opuścili. Abu Bakr Kahal też mieszkał zagranicą, np. w Libii, ale wydał mi się być ze swoją ojczyzną najbardziej związany i nie tworzy po angielsku. Mimo tego ta powieść opowiada o wspólnym afrykańskim doświadczeniu, a Erytrea pozostaje na marginesie.

Moja ocena: 4/6

Abu Bakr Khaal, African Titanics, tł. Charis Bredin, 105 str., Darf Publishers 2014.



czwartek, 8 października 2026

"Ulica dzieciństwa" Tove Ditlevsen


 
Nastoletnia Ester dorasta w latach 30. w biednej dzielnicy Kopenhagi. Tutaj nikt nie kończy studiów i nie jada drogich czy wykwintnych potraw, tu raczej chadza się po resztki i okruchy, przerabia wiele razy te same ubrania, a nawet podkrada słodycze. Dzieciaki spędzają wolny czas na ulicy, tam też dorastają i zbierają pierwsze dorosłe szlify. Ester nie jest złą uczennicą, ale liczne psoty nie zaskarbiają jej sympatii nauczycieli, kłamstwa zazwyczaj mają krótkie nogi, a świat poza jej dzielnicą wydaje się być obcy i przerażający.

To piękna powieść o dorastaniu i dojrzewaniu, o emocjach i przeżyciach dziewczyny. Narracja prowadzona jest z perspektywy Ester, więc czytelniczka całkowicie zatapia się w jej głowie, w jej myślach, przekonaniach i może śledzić krok po kroku jej rozwój emocjonalny i intelektualny. Równocześnie to wspaniały obraz duńskiego społeczeństwa, które w latach 30. XX wieku zmagało się ze sporym rozwarstwieniem, biedą i brakiem perspektyw. Ester podświadomie to wszystko czuje, ale nie ma siły czy też narzędzi, by przełamać ten porządek. Ditlevsen pokazuje, jakie miejsce w społeczeństwie zajmowała kobieta, szkicuje zasięg (niewielki) jej możliwości, ale perspektywa Ester pokazuje automatyczną akceptację takiego stanu rzeczy. 

Język Dunki jest oszczędny, często beznamiętny, ale potrafi także być delikatny i paradoksalnie poetycki. Mimo całego mojego zainteresowania historią Ester, to nie wzbudziła ona we mnie aż tyle emocji, by pozostać na długo w mojej pamięci. Doceniam tę powieść, szczególnie jej rolę w duńskiej literaturze, wysłuchałam jej z dużym zainteresowaniem, lecz obawiam się, że niebawem jej treści uleci z mojej pamięci.

Moja ocena: 4/6

Tove Ditlevsen, Ulica dzieciństwa, tł. Agata Lubowicka, 292 str., Wydawnictwo Marpress 2021.

poniedziałek, 5 października 2026

Podsumowanie września 2026

 


Przeczytane książki: 15

Liczba stron: 5394

Przeczytane książki:

– "Black Bag" Luke Kennard
– "Ewig Sommer" Franziska Gäsler
– "Lalka" Bolesław Prus
– "Rodzeństwo" Moa Herngren
– "Beka Lamb" Zee Edgall
– "Null" Szczepan Twardoch
– "Album z opowieściami" Antonis Georgiou
– "Doktórka od familoków" Magdalena Majcher
– "Krąg kobiet pani Tan" Lisa See
– "Alte Sorten" Ewald Arenz
– "Hańba" J.M. Coetzee
– "Sydonia. Słowo się rzekło" Elżbieta Cherezińska
– "Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami" Philip Gourevitch
– "Świat bez kobiet" Agnieszka Graff
– "Told By Starlight in Chad" Joseph Brahim Seid

sobota, 3 października 2026

"Told by Starlight in Chad" Joseph Brahim Seid


 
Nie było mi łatwo znaleźć książkę z Czadu, więc zmuszona byłam przeczytać to, co udało mi się zdobyć i niestety nie jest to literatura współczesna.
"Told by Starlight in Chad" to zbiór baśni, ludowych przypowieści, typowych opowieści z tradycji oralnej. To kilkanaście historii o dawnych królach i sułtanach, o pięknych księżniczkach, złych urokach, wygnaniu, niesprawiedliwości i szczęściu, które ostatecznie wygrywa. To bajki, które tłumaczą zwyczaje i zjawiska przyrodnicze, takie, które opowiada się dzieciom, by im wyjaśnić różne zachowania. 

Wszystkie te historie świadczą o tym, że niezależnie od kultury czy kontynentu opowiada się o tych samych kwestiach. O biedzie i bogactwie, o nieszczęśliwej miłości, o dobru, które powraca, w historiach z Czadu inny jest tylko anturaż. Te baśnie zaludniają gazele i lwy, gwiazdy świecą nad sawanną i jeziorem Czad, a ludzie wzywają pomocy Allaha.

Ta dość krótka książka nieszczególnie przybliżyła mi Czad, zarysowała zaledwie krajobraz, wymieniła kilka postaci, nieliczne fakty, ale zdecydowanie pokazała, że niezeleżenie od pochodzenia ludzi poruszają podobne archetypy i motywy, w każdym kraju chodzi o miłość, sprawiedliwość i życie w pokoju.

Moja ocena: 3,5/6

Jospeh Brahim Seid, Told by Starlight in Chad, 82 str., Africa World Press 2007.

piątek, 2 października 2026

"Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym" Agnieszka Graff


 

Zupełnie nie wiem, czemu mnie ominęła ta książka na początku lat dwutysięcznych, i żałuję, że tak się stało, bo myślę, że trafiłaby do mnie i wpłynęła na moją percepcję świata. Wnioski, do których Agnieszka Graff doszła wtedy, u mnie długo czekały na swoją kolej. Teraz są one dla mnie oczywiste, wtedy byłyby w dużej mierze odkrywcze. Teraz czytam je, kiwając głową, wtedy być może wpłynęłyby na mój rozwój osobisty i wybory. 

Mimo że eseje Graff mają swoje lata, to wciąż można je czytać. Przede wszystkim sama autorka opatrzyła je wstępem, a niektóre dodatkowym komentarzem. Po drugie, niestety, wiele wciąż jest aktualnych. Graff porusza takie tematy jak parytety, język, aborcja, rola kobiet w polityce, narracja o kobietach w mediach, kościół, kobiety w kulturze popularnej (tu na podstawie serialu o Ally McBeal) itd. Wiele z tych kwestii poszło do przodu, niektóre, jak na przykład kwestia feminatywów, zmieniły się, ale wciąż budzą kontrowersje, a inne znowu są w tym samym lub podobnym miejscu (aborcja). To także przekrojowa historia kształtowania się polskiego feminizmu.

Graff ma cięty język, czasem ironiczny, czasem dowcipny, świetnie analizuje polską rzeczywistość, potrafi wyciągać proste wnioski oraz pokazywać daną sytuacje na tle historycznym czy międzynarodowym. Cenna jest też perspektywa dwudziestoletnia, która porównuje pierwsze wydanie z tym aktualnym, pokazuje bowiem, jak aktualna wciąż jest kwestia feminizmu. Może nie tak, jak wtedy, doszło więcej niuansów, sprawy się skomplikowały, świat się zmienił, ale kobiety wciąż dotkają nierówności i wciąż muszą dopominać się o swoje prawa. Bardzo doceniam autorefleksję autorki, która przyznaje wprost, że jej poglądy ewaluowały, że w niektórych kwestiach się myliła lub pominęła ważne aspekty. 

Moja ocena: 5/6

Agnieszka Graff, Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym, 420 str., Wydawnictwo Marginesy 2021.

czwartek, 1 października 2026

"Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami" Philip Gourevitch


 

Philip Gourevitch jest amerykańskim dziennikarzem pracującym dla New York Times'a, który odwiedził wielokrotnie Rwandę tuż po ludobójstwie, począwszy od roku 1995. Ta książka powstała na podstawie licznych wizyt w kolejnych latach, rozmów, spotkań i podróży także do obozów w Kongu, ówcześnie Zairze, a także lektur. 

Gourevitch napisał książkę przekrojową, starając się wyjaśnić genezę rwandyjskiego ludobójstwa. W tym celu sięga w swojej opowieści daleko wstecz, do czasów kolonializmu, nakreślając sytuację w tej części Afryki ze szczególnym naciskiem na Tutsi i Hutu. Im bliżej kwietnia 1994, tym dokładniejszy jego wywód. Gourevitch nie kończy jednak na samym ludobójstwie, ale pisze o sytuacji w Rwandzie, Burundi i Kongu tuż po – opisuje obozy, w których schronili się uciekający Hutu, porażkę systemu pomocowego, zagmatwaną sytuację na granicy i w samej Rwandzie. Autor robi to bez wątpienia rzetelnie, starając się jak najbardziej obiektywnie pokazać tę kompleksową sytuację i odejść od najprostszej wersji wyjaśnienia, w której dwa plemiona rozwiązują swój wewnętrzny konflikt w bliski im kulturowo sposób, a która w pewnym momencie dominowała w świecie zachodnim za sprawą propagandy Hutu Power i międzynarodowych organizacji, które w obliczu tego ludobójstwa umywały ręce.

To chronologiczne przedstawienie całej sytuacji uzupełniają liczne rozmowy, spotkania z osobami z najwyższego szczebla, z pracownikami humanitarnymi, ale i ofiarami oraz oprawcami, przedstawicielami kleru, lekarzami, Tutsi, którym udało się ujść z życiem. Te jednostkowe historie są tragiczne, ale dzięki tej autentyczności najbardziej ciekawe. Bardzo doceniam to przekrojowe podejście i rzetelność autora, ale forma nie jest moim zdaniem udana. Początkowo zabrakło mi uporządkowania, ponieważ autor zaczyna tę książkę chaotycznie, od rozmowy z jedną z Tutsi, nie tłumacząc, gdzie i w jakim okresie czasu jesteśmy. Dopiero któryś z kolejnych rozdziałów zaczyna chronologiczny zapis ludobójstwa. Mimo że czytałam już na temat Rwandy, to moja wiedza nie była na tyle dokładna, by w lot łapać wszystkie skrótowce czy nazwiska, którymi Gourevitch chętnie operuje. By dobrze zrozumieć jego wywód, potrzebowałabym mapy i spisu najważniejszych postaci i nazw. Początkowo starałam się dokładnie śledzić działania obu stron konfliktu, ale z czasem zwyczajnie straciłam zapał, gdy kolejny raz nie wiedziałam, o którą z armii chodzi. Językowo nie jest to też wybitna książka. Owszem, nie jest to język skomplikowany, ale też nie grzeszy polotem. Oczywiście nie oczekuję od reportażu fikołków słownych, ale tu było dla mnie jednak zbyt sucho i "gazetowo".

Dowiedziałam się z tej książki bardzo dużo na płaszczyźnie ogólnej, przekrojowej, ale jednak skończenie jej było dla mnie wyzwaniem, także w kwestii emocjonalnej.

Moja ocena: 4/6

Philip Gourevitch, Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami, tł. Adrian Stachowski, 432 str., Wydawnictwo Filia 2026.

środa, 30 września 2026

Stosikowe losowanie – październik 2026


 

Katarzyna wybiera numer książki dla Marty (w stosie 202 książki) – 72
Marta wybiera numer książki dla Guci (w stosie 21 książek) – 5
Gucia wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) – 1111
ZwL wybiera numer książki dla Anny  (w stosie 264 książki) – 188
Anna wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 250 książek) – 77
McDulka wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 10 książek) – 6
Maniaczytania wybiera numer książki dla Katarzyny (w stosie 12 książek) – 9