piątek, 2 października 2026

"Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym" Agnieszka Graff


 

Zupełnie nie wiem, czemu mnie ominęła ta książka na początku lat dwutysięcznych, i żałuję, że tak się stało, bo myślę, że trafiłaby do mnie i wpłynęła na moją percepcję świata. Wnioski, do których Agnieszka Graff doszła wtedy, u mnie długo czekały na swoją kolej. Teraz są one dla mnie oczywiste, wtedy byłyby w dużej mierze odkrywcze. Teraz czytam je, kiwając głową, wtedy być może wpłynęłyby na mój rozwój osobisty i wybory. 

Mimo że eseje Graff mają swoje lata, to wciąż można je czytać. Przede wszystkim sama autorka opatrzyła je wstępem, a niektóre dodatkowym komentarzem. Po drugie, niestety, wiele wciąż jest aktualnych. Graff porusza takie tematy jak parytety, język, aborcja, rola kobiet w polityce, narracja o kobietach w mediach, kościół, kobiety w kulturze popularnej (tu na podstawie serialu o Ally McBeal) itd. Wiele z tych kwestii poszło do przodu, niektóre, jak na przykład kwestia feminatywów, zmieniły się, ale wciąż budzą kontrowersje, a inne znowu są w tym samym lub podobnym miejscu (aborcja). To także przekrojowa historia kształtowania się polskiego feminizmu.

Graff ma cięty język, czasem ironiczny, czasem dowcipny, świetnie analizuje polską rzeczywistość, potrafi wyciągać proste wnioski oraz pokazywać daną sytuacje na tle historycznym czy międzynarodowym. Cenna jest też perspektywa dwudziestoletnia, która porównuje pierwsze wydanie z tym aktualnym, pokazuje bowiem, jak aktualna wciąż jest kwestia feminizmu. Może nie tak, jak wtedy, doszło więcej niuansów, sprawy się skomplikowały, świat się zmienił, ale kobiety wciąż dotkają nierówności i wciąż muszą dopominać się o swoje prawa. Bardzo doceniam autorefleksję autorki, która przyznaje wprost, że jej poglądy ewaluowały, że w niektórych kwestiach się myliła lub pominęła ważne aspekty. 

Moja ocena: 5/6

Agnieszka Graff, Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym, 420 str., Wydawnictwo Marginesy 2021.

czwartek, 1 października 2026

"Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami" Philip Gourevitch


 

Philip Gourevitch jest amerykańskim dziennikarzem pracującym dla New York Times'a, który odwiedził wielokrotnie Rwandę tuż po ludobójstwie, począwszy od roku 1995. Ta książka powstała na podstawie licznych wizyt w kolejnych latach, rozmów, spotkań i podróży także do obozów w Kongu, ówcześnie Zairze, a także lektur. 

Gourevitch napisał książkę przekrojową, starając się wyjaśnić genezę rwandyjskiego ludobójstwa. W tym celu sięga w swojej opowieści daleko wstecz, do czasów kolonializmu, nakreślając sytuację w tej części Afryki ze szczególnym naciskiem na Tutsi i Hutu. Im bliżej kwietnia 1994, tym dokładniejszy jego wywód. Gourevitch nie kończy jednak na samym ludobójstwie, ale pisze o sytuacji w Rwandzie, Burundi i Kongu tuż po – opisuje obozy, w których schronili się uciekający Hutu, porażkę systemu pomocowego, zagmatwaną sytuację na granicy i w samej Rwandzie. Autor robi to bez wątpienia rzetelnie, starając się jak najbardziej obiektywnie pokazać tę kompleksową sytuację i odejść od najprostszej wersji wyjaśnienia, w której dwa plemiona rozwiązują swój wewnętrzny konflikt w bliski im kulturowo sposób, a która w pewnym momencie dominowała w świecie zachodnim za sprawą propagandy Hutu Power i międzynarodowych organizacji, które w obliczu tego ludobójstwa umywały ręce.

To chronologiczne przedstawienie całej sytuacji uzupełniają liczne rozmowy, spotkania z osobami z najwyższego szczebla, z pracownikami humanitarnymi, ale i ofiarami oraz oprawcami, przedstawicielami kleru, lekarzami, Tutsi, którym udało się ujść z życiem. Te jednostkowe historie są tragiczne, ale dzięki tej autentyczności najbardziej ciekawe. Bardzo doceniam to przekrojowe podejście i rzetelność autora, ale forma nie jest moim zdaniem udana. Początkowo zabrakło mi uporządkowania, ponieważ autor zaczyna tę książkę chaotycznie, od rozmowy z jedną z Tutsi, nie tłumacząc, gdzie i w jakim okresie czasu jesteśmy. Dopiero któryś z kolejnych rozdziałów zaczyna chronologiczny zapis ludobójstwa. Mimo że czytałam już na temat Rwandy, to moja wiedza nie była na tyle dokładna, by w lot łapać wszystkie skrótowce czy nazwiska, którymi Gourevitch chętnie operuje. By dobrze zrozumieć jego wywód, potrzebowałabym mapy i spisu najważniejszych postaci i nazw. Początkowo starałam się dokładnie śledzić działania obu stron konfliktu, ale z czasem zwyczajnie straciłam zapał, gdy kolejny raz nie wiedziałam, o którą z armii chodzi. Językowo nie jest to też wybitna książka. Owszem, nie jest to język skomplikowany, ale też nie grzeszy polotem. Oczywiście nie oczekuję od reportażu fikołków słownych, ale tu było dla mnie jednak zbyt sucho i "gazetowo".

Dowiedziałam się z tej książki bardzo dużo na płaszczyźnie ogólnej, przekrojowej, ale jednak skończenie jej było dla mnie wyzwaniem, także w kwestii emocjonalnej.

Moja ocena: 4/6

Philip Gourevitch, Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami, tł. Adrian Stachowski, 432 str., Wydawnictwo Filia 2026.

środa, 30 września 2026

Stosikowe losowanie – październik 2026


 

Katarzyna wybiera numer książki dla Marty (w stosie 202 książki) – 
Marta wybiera numer książki dla Guci (w stosie 21 książek) – 
Gucia wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) – 
ZwL wybiera numer książki dla Anny  (w stosie 264 książki) – 
Anna wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 250 książek) – 77
McDulka wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 10 książek) – 6
Maniaczytania wybiera numer książki dla Katarzyny (w stosie 12 książek) – 


poniedziałek, 28 września 2026

"Sydonia. Słowo się rzekło" Elżbieta Cherezińska


 

Sydonia von Borck – szlachcianka ze starego pomorskiego rodu, niby uprzywilejowana, a jednak skazana na tułaczkę. Jako młoda dziewczyna zostaje wysłana na dwór książąt pomorskich, gdzie oczarowuje swoją urodą książęcego syna. Jako że ród Borcków zubożał i nie odgrywa już takiej roli jak niegdyś, takie małżeństwo byłoby mezaliansem. Sydonia więc paradoksalnie cieszy się, gdy musi wrócić na rodzinny zamek w Strzmielach. Przyczyną jest jednak śmierć matki, a Sydonia wraz z siostrą Dorotą zostaje na łasce brata. Ten nie ma jednak zamiaru łożyć na siostry, fundować im posagu i utrzymywać darmozjadki, więc rozpoczyna się ich tułaczka po krewnych. Kobiety przenoszą się z domu do domu, a Sydonia rozpoczyna walkę o spadek. W XVI wieku nie każda kobieta potrafi pisać i nie każda ma odwagę walczyć o swoje. W zasadzie mało która ją ma, więc pozwy Sydonii stają się słynne. Ona nie ustaje w staraniach, by zabezpieczyć swój byt, aż jako stara kobieta zostaje oskarżona o czary.

Sydonia to postać autentyczna, co ciekawe zachowały się akta z jej pozwami przeciwko bratu, a także z procesu o czarownictwo. Elżbieta Cherezińska stworzyła na ich postawie powieść fascynującą i wspaniałą. To oczywiście żadne zaskoczenie, bo jej talent cenię od dawna. Mało kto potrafi stworzyć tak pasjonujące powieści historyczne jak ona. Podziwiam jej fantazję i wyobraźnię, dzięki którym wypełnia luki w aktach i przekazach historycznych. Jej Sydonia to postać z charakterem, spójna i autentyczna, podobnie ma się z licznymi, bardzo licznymi!, postaciami pobocznymi. Ta powieść przenosi w przeszłość i odmalowuje szesnastowieczny i siedemnastowieczny świat, bo to nie tylko życie Sydonii, ale problemy dynastyczne, wojny, miasta, codzienność, stroje, potrawy, przekonania! 

To oczywiście także powieść o silnej i mądrej kobiecie, której inteligencja i brak niewieścich cnot, choćby skromności, są solą w oku mężczyzn. Opis procesu i traktowania potencjalnych czarownic wzbudził we mnie tyle emocji, że odczuwałam je wręcz fizycznie. Nie jest to jednak wypadek jednostkowy, Cherezińska pisze tak, że zawsze dotyka we mnie emocjonalnej strony, a odmalowane przez nią sceny pozostają we mnie na długo.

Cherezińska postawiła tu narrację pierwszoosobową, Sydonia relacjonuje więc swoje życie i czytelniczka jej wierzy. Pod koniec jednak ujawnia wiele szczegółów, które wcześniej zataiła. Początkowo ta koncepcja mi się nie podobała, ale z czasem ją doceniłam. Dzięki niej autorce udało się utrzymać napięcie, a i wprowadzić element zaskoczenia i niepewności co do prawdziwej natury Sydonii.

Moja ocena: 5/6

Elżbieta Cherezińska, Sydonia. Słowo się rzekło, 584 str., Wydawnictwo Zysk i s-ka 2023.

niedziela, 27 września 2026

"Hańba" John Maxwell Coetzee


 

"Hańbę" czytałam już ponad dwadzieścia lat temu, ale, mimo że książka mi się wówczas podobała, niczego z niej nie zapamiętałam. Ponowna lektura była więc dla mnie równie ciekawa, choć w jej trakcie okazało się, że jednak z moją pamięcią nie jest tak źle. 

Główny bohater powieści, David, jest profesorem w Kapsztadzie. To ponad pięćdziesięcioletni rozwodnik, który chętnie nawiązuje romanse, również ze studentkami. Gdy jego wybór pada na młodziutką Melanie, David nawet nie spodziewa się, jak cała afera się skończy. A skończy się nieciekawie, bo chłopak dziewczyny będzie szukał zemsty, a David w końcu wyleci z uniwersytetu i zamieszka na jakiś czas na farmie córki. To miejsce odległe od Kapsztadu, ale i od miasteczka, dość ustronne, co naraża Lucy na wiele niebezpieczeństw. 

Na pierwszej płaszczyźnie śledzimy więc akcję, kolejne wydarzenia, najpierw w Kapsztadzie, potem na farmie oraz w klinice weterynaryjnej znajomej Lucy. To realia południowoafrykańskie, życie w cieniu różnych zagrożeń, cień kolonizacji i apartheidu, problem niechcianych zwierząt, różnice między Kapsztadem a prowincją. Ale nie to jest tu najważniejsze, Coetzee kreuje bowiem postaci, których decyzje i zachowania nie są na pierwszy rzut oka zrozumiałe. Na drug często też nie. Każde z bohaterów podejmuje swoje decyzje wbrew radom i oczekiwaniom innych. David wciąż miał szansę uratowania posady, Lucy może opuścić farmę, ale oboje mają swoje powody, by podjąć tę konkretną decyzję. 
I wreszcie tytułowa hańba, którą autor eksploruje na wielu płaszczyznach, zastanawiając się nad jej znaczeniem oraz w jaki sposób motywuje ona decyzje bohaterów. Coetzee pokazuje wiele wymiarów tego odczucia – u osoby zhańbionej, ale i hańbiącej, a także jak wpływa ona na dalsze zachowanie po obu stronach. Rzucę tylko takie kwestie jak próba ukaranie siebie samego, usilne podtrzymywanie poczucia własnej godności, zadośćuczynienie, przyjmowanie swojego losu z pokorą, ale i pociągnięcie hańby na cały naród czy rasę. 
Kolejnego wymiaru tej powieści nadaje praca zawodowa Davida, który zajmuje się życiem Byrona i jego romansem. 

"Hańba" to nie jest przyjemna książka. Nazwałabym tę powieść nawet odstręczającą, denerwującą, odrzucającą, ale równocześnie niezwykle wciągającą i skłaniającą do wielu przemyśleń. To powieść zadra. 

Moja ocena: 5/6

John Maxwell Coetzee, Hańba, tł. Michał Kłobukowski, 268 str., Wydawnictwo Znak 2002.

piątek, 25 września 2026

"Alte Sorten" Ewald Arenz


Sally ma siedemnaście lat i ucieka. Przed rodziną, uporczywymi terapiami, niezrozumieniem, poczuciem bezsensu. Dziewczyna opuściła samowolnie jakiś rodzaj placówki terapeutycznej i bez konkretnego celu wędruje przez pola i łąki, gdy trafia na Liss. Liss nie mogłaby się bardziej różnić od Sally, to dojrzała kobieta, rolniczka, która sama opiekuje się gospodarstwem i rozległymi polami. Liss to także pierwsza osoba, która nie zadaje pytań, nie ocenia, nie dyskutuje, tylko daje Sally konkretne zadanie, prosząc ją o pomoc. Dziewczyna pomaga jej więc z traktorem i zostaje u Liss. 

To opowieść o niezwykłej przyjaźni dwóch bardzo różnych kobiet, które łączą jednak trudne przeżycia. Liss milczy, poświęca się całkowicie pracy, Sally walczy z napadami gniewu i znajduje ukojenie w naturze. Dużo tu opisów prac gospodarskich, winobrania, sadów, tytułowych starych, zapomnianych już, odmian owoców, prostego życia, którego rytmem kieruje natura. To życie jest ukojeniem dla obu kobiet, choć autor nie opisuje szczegółowo ich traum. Krok po kroku poznajemy przeszłość Liss, ale bez wielu detali, zaledwie w zarysie. Autor skupia się raczej na codzienności, na aktualnych odczuciach kobiet, na tym, jak radzą sobie z życiem z dnia na dzień. To książka o spokojnym rytmie, zmysłowa, pełna smaków, zapachów, dźwięków. Kreacje obu postaci są bardzo udane, zaskoczeniem dla mnie jest to, jak dobrze odmalował je mężczyzna, szczególnie że jedna z bohaterek to nastolatka. Przyznam, że zazwyczaj dość sceptycznie podchodzę do autorów opisujących życie wewnętrzne siedemnastolatek, ale Arenzowi nie mam nic do zarzucenia.

"Alte Sorten" to satysfakcjonująca lektura, która dobrze łączy rozważania psychologiczne z opisami natury i życia na wsi.

Moja ocena: 4,5/6

Ewald Arenz, Alte Sorten, 255 str., Dumont Verlag 2021.

środa, 23 września 2026

"Krąg kobiet pani Tan" Lisa See


Tan Yunxian żyła na przełomie XV i XVI wieku, a jako że praktykowała medycynę, zachowały się informacje o niej. Nie są to oczywiście wyczerpujące fakty, ba przetrwały zaledwie wyrywki z jej życia, ale to postać na tyle ciekawa, że Lisa See pokusiła się o rekonstrukcję jej życia, opierając się na licznych publikacjach dotyczących ówczesnych Chin, a szczególnie klasy wyższej. 

Lisa See to amerykańska pisarka chińskiego powodzenia, która słynie z powieści osadzonych w Azji oraz wyjątkowego talentu do realistycznego odmalowywania warunków życia kobiet. I tym razem potwierdziła tę opinię, tworząc powieść wspaniałą, napisaną z rozmachem, całkowicie pochłaniającą czytelniczkę. 

Tan Yunxian poznajemy w wieku ośmiu lat, gdy matka uczy ją zasad obowiązujących kobiety i przygotowuje do życia przewidzianego dla wysoko postawionej żony. Oprócz nauki pamięciowej dziewczynki znoszą krępowanie stóp, by spodobały się one przyszłemu mężowi. Ból, jaki znoszą, ma przygotować je na przyszłe niedogodności życia kobiety. Gdy matka umiera na zakażenie, którego źródłem są skrępowane stopy, dziewczynka opuszcza dom i przenosi się do dziadków. Oboje są lekarzami i pod ich skrzydłam Yunxian zaczyna się uczyć leczenia kobiet. To początkowo pamięciowe formułki i zasady, za którymi później przychodzi doświadczenie. Dzięki babci nawiązuje też przyjaźń z Meiling, córką położnej. To dziewczyna o niższym statusie, bez skrępowanych stóp, która jednak może dać Yunxian inną perspektywę i wgląd w bardziej przyziemne techniki pomagania kobietom. Yunxin jako lekarka nie możecie mieć kontaktu z krwią, więc będzie skazana na pomoc położnej. 
Gdy dziewczyna kończy piętnaście lat, wstępuje w stan małżeński i przeprowadza się do domu teściów. Jej zadaniem jest urodzenie syna i służenie teściom. Yunxian musi się jednak przede wszystkim zorientować w układach panujących w domu dziadków, zrozumieć stosunki między ciotkami, żonami i konkubinami oraz zawrzeć sprzyjające przymierza. 

See relacjonuje kolejne wydarzenia z życia głównej bohaterki, wspaniale przedstawiając życie w ówczesnych Chinach, nie tylko w warstwie wyższej. Kobieta leczy też biedne kobiety, ale i dociera na dwór cesarski. Autorka opisuje więc krajobrazy, wioski, Zakazane Miasto, eunuchów, stroje itd., a czyni to tak barwnie, że nie miałam żadnych trudności z wyobrażeniem sobie tego świata. Jej powieść skłoniła mnie zresztą do dalszych poszukiwań – o krępowaniach stóp wiedziałam, ale nie znałam aż takich szczegółów tego procederu, podobnie ma się kwestia z eunuchami czy medycyną chińską. Spędziłam więc wiele godzin w odmętach internetu, oglądając i czytając o tych kwestiach.

Lisa See ma ten wyjątkowy talent łączenia w swoich powieściach wartkiej akcji z ogromną dozą wiedzy historycznej, który bardzo cenię. 

Moja ocena: 5/6

Lisa See, Krąg kobiet pani Tan, tł. Ewa Ratajczyk, 464 str., Wydawnictwo Filia 2025.