piątek, 25 września 2026

"Alte Sorten" Ewald Arenz


Sally ma siedemnaście lat i ucieka. Przed rodziną, uporczywymi terapiami, niezrozumieniem, poczuciem bezsensu. Dziewczyna opuściła samowolnie jakiś rodzaj placówki terapeutycznej i bez konkretnego celu wędruje przez pola i łąki, gdy trafia na Liss. Liss nie mogłaby się bardziej różnić od Sally, to dojrzała kobieta, rolniczka, która sama opiekuje się gospodarstwem i rozległymi polami. Liss to także pierwsza osoba, która nie zadaje pytań, nie ocenia, nie dyskutuje, tylko daje Sally konkretne zadanie, prosząc ją o pomoc. Dziewczyna pomaga jej więc z traktorem i zostaje u Liss. 

To opowieść o niezwykłej przyjaźni dwóch bardzo różnych kobiet, które łączą jednak trudne przeżycia. Liss milczy, poświęca się całkowicie pracy, Sally walczy z napadami gniewu i znajduje ukojenie w naturze. Dużo tu opisów prac gospodarskich, winobrania, sadów, tytułowych starych, zapomnianych już, odmian owoców, prostego życia, którego rytmem kieruje natura. To życie jest ukojeniem dla obu kobiet, choć autor nie opisuje szczegółowo ich traum. Krok po kroku poznajemy przeszłość Liss, ale bez wielu detali, zaledwie w zarysie. Autor skupia się raczej na codzienności, na aktualnych odczuciach kobiet, na tym, jak radzą sobie z życiem z dnia na dzień. To książka o spokojnym rytmie, zmysłowa, pełna smaków, zapachów, dźwięków. Kreacje obu postaci są bardzo udane, zaskoczeniem dla mnie jest to, jak dobrze odmalował je mężczyzna, szczególnie że jedna z bohaterek to nastolatka. Przyznam, że zazwyczaj dość sceptycznie podchodzę do autorów opisujących życie wewnętrzne siedemnastolatek, ale Arenzowi nie mam nic do zarzucenia.

"Alte Sorten" to satysfakcjonująca lektura, która dobrze łączy rozważania psychologiczne z opisami natury i życia na wsi.

Moja ocena: 4,5/6

Ewald Arenz, Alte Sorten, 255 str., Dumont Verlag 2021.

środa, 23 września 2026

"Krąg kobiet pani Tan" Lisa See


Tan Yunxian żyła na przełomie XV i XVI wieku, a jako że praktykowała medycynę, zachowały się informacje o niej. Nie są to oczywiście wyczerpujące fakty, ba przetrwały zaledwie wyrywki z jej życia, ale to postać na tyle ciekawa, że Lisa See pokusiła się o rekonstrukcję jej życia, opierając się na licznych publikacjach dotyczących ówczesnych Chin, a szczególnie klasy wyższej. 

Lisa See to amerykańska pisarka chińskiego powodzenia, która słynie z powieści osadzonych w Azji oraz wyjątkowego talentu do realistycznego odmalowywania warunków życia kobiet. I tym razem potwierdziła tę opinię, tworząc powieść wspaniałą, napisaną z rozmachem, całkowicie pochłaniającą czytelniczkę. 

Tan Yunxian poznajemy w wieku ośmiu lat, gdy matka uczy ją zasad obowiązujących kobiety i przygotowuje do życia przewidzianego dla wysoko postawionej żony. Oprócz nauki pamięciowej dziewczynki znoszą krępowanie stóp, by spodobały się one przyszłemu mężowi. Ból, jaki znoszą, ma przygotować je na przyszłe niedogodności życia kobiety. Gdy matka umiera na zakażenie, którego źródłem są skrępowane stopy, dziewczynka opuszcza dom i przenosi się do dziadków. Oboje są lekarzami i pod ich skrzydłam Yunxian zaczyna się uczyć leczenia kobiet. To początkowo pamięciowe formułki i zasady, za którymi później przychodzi doświadczenie. Dzięki babci nawiązuje też przyjaźń z Meiling, córką położnej. To dziewczyna o niższym statusie, bez skrępowanych stóp, która jednak może dać Yunxian inną perspektywę i wgląd w bardziej przyziemne techniki pomagania kobietom. Yunxin jako lekarka nie możecie mieć kontaktu z krwią, więc będzie skazana na pomoc położnej. 
Gdy dziewczyna kończy piętnaście lat, wstępuje w stan małżeński i przeprowadza się do domu teściów. Jej zadaniem jest urodzenie syna i służenie teściom. Yunxian musi się jednak przede wszystkim zorientować w układach panujących w domu dziadków, zrozumieć stosunki między ciotkami, żonami i konkubinami oraz zawrzeć sprzyjające przymierza. 

See relacjonuje kolejne wydarzenia z życia głównej bohaterki, wspaniale przedstawiając życie w ówczesnych Chinach, nie tylko w warstwie wyższej. Kobieta leczy też biedne kobiety, ale i dociera na dwór cesarski. Autorka opisuje więc krajobrazy, wioski, Zakazane Miasto, eunuchów, stroje itd., a czyni to tak barwnie, że nie miałam żadnych trudności z wyobrażeniem sobie tego świata. Jej powieść skłoniła mnie zresztą do dalszych poszukiwań – o krępowaniach stóp wiedziałam, ale nie znałam aż takich szczegółów tego procederu, podobnie ma się kwestia z eunuchami czy medycyną chińską. Spędziłam więc wiele godzin w odmętach internetu, oglądając i czytając o tych kwestiach.

Lisa See ma ten wyjątkowy talent łączenia w swoich powieściach wartkiej akcji z ogromną dozą wiedzy historycznej, który bardzo cenię. 

Moja ocena: 5/6

Lisa See, Krąg kobiet pani Tan, tł. Ewa Ratajczyk, 464 str., Wydawnictwo Filia 2025.

piątek, 18 września 2026

"Doktórka od familoków" Magdalena Majcher


 
Historię lekarki Jolanty Wadowskiej-Król znałam już od kilku lat, a że śląskie tematy są mi bliskie, zobaczyłam też serial opartych na jej historii ratowania dzieci z ołowicą. Serial uznałam za bardzo przeciętny i niepotrzebnie podkolorowany dramatycznymi wątkami, ale doceniam nagłośnienie tego tematu. Po książce Magdaleny Majcher oczekiwałam rzetelnego reportażu, tymczasem to oparta na faktach powieść. Autorka wymyśliła rodzinkę Kościelniaków, bazując na rozmowach z mieszkańcami Szopienic oraz samą lekarką.

Narracja prowadzona jest dwutorowo – swoją wersję opowiada Jolanta Wadowska-Król oraz Helena Kościelniakowa. Majcher próbowała oddać warunki życia w Szopienicach, obok huty, podejście kobiet do wychowania, ich codzienne bolączki, a wreszcie kwestię leczenia dzieci. Gdy oddaje głos lekarce poznajemy trudności w prowadzeniu leczenia, fikołki formalne, by uniknąć konfliktu z władzą i ogromne zaangażowanie Wadowskiej-Król. Historia Majcher jest zupełnie inna od tej serialowej – dużo mniej spektakularna, bardziej przyziemna. Zakładam, że autorka pokazała tę wyjątkową historię jak najwierniej, ja na pewno dużo bardziej kupuję tę wersję niż serialową. 

Dla mnie jednak dużym rozczarowaniem jest fakt, że to jednak w sporej mierze fikcja. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, sięgając po tę pozycję, nie znam też autorki, choć podobno cieszy się popularnością. Sceptycznie podchodzę do tego typu książek – zakładam, że powstają, by ułatwić odbiór takich historii, by uczynić je atrakcyjniejszymi dla czytelników. Ja tego nie potrzebuję, wolę zwykły reportaż. 
Językowo ta książka nie jest majstersztykiem, a poutykane gdzieniegdzie trzy jedne i te same śląskie słowa nie nadają jej takiego kolorytu, jaki zapewne był zamiarem autorki. 

Moja ocena: 3/6

Magdalena Majcher, Doktórka od familoków, 304 str., W.A.B. 2023.

czwartek, 17 września 2026

"Album z opowieściami" Antonis Georgiou


 

Rodzinny, stary album pełen zdjęć z wesel, komunii, pogrzebów, z wydarzeń rodzinnych. Postaci stoją sztywno, patrzą prosto w obiektyw, rzadko się uśmiechają. Czasem w takim albumie poutykane są wycinki z gazet, notatki, przepisy, dokumenty, pamiątki. Za tym wszystkim kryją się historie. O emigracji, o śmierci, o utracie, o weselu, o wojnie, o odrzuceniu. Niestety niezapisane umykają, nikt o nich nie pamięta, gdy umierają ich uczestnicy.

Książka Antonisa Gergiou to właśnie taki patchwork wspomnień i opowieści. To historie osobiste, wycinki z czyjegoś życia, ale też losy głęboko osadzone w danym momencie historycznym. Dla Cypru taką przełomową chwilą był konflikt grecko-turecki w latach 70., w wyniku którego zginęło wiele osób, a rodziny zostały rozdzielone. Wgląd w życie Cypryjczyków pozwala poznać zwyczaje, przepisy, problemy rodzinne, mentalność. Georgiou uczynił z tych opowieści autentyczny album, uzupełniając tę książkę całym szeregiem wycinków, ulotek i oczywiście zdjęć, co w e-booku nie ma oczywiście takiego uroku jak w wersji papierowej. To taki rodzaj książki, który warto czytać powoli, z namysłem, dać sobie czas na analizę zapisków i artykułów prasowych, zadumać się nad zdjęciami.

Warto też wiedzieć, że to nie jest opowieść o jednej rodzinie, lecz zbiór przeróżnych historii. Nie znamy narratorek i narratorów, wchodzimy od razu w dany świat, jak gdybyśmy się przysłuchiwali ludziom w pociągu czy kawiarni. Ja tej wiedzy nie miałam i dobrą jedną trzecią książki byłam skonfundowana zmieniającymi się imionami. Usilnie próbowałam dopasować je do rodziny autora i poukładać sobie jej członków, co zakłóciło mi niestety lekturę.

To książka dla osób, które lubią (niewielkie) formalne eksperymenty, a przede wszystkim historie rodzinne, anegdoty i opowiastki. Historia Cypru jest tu świetnym bonusem.

Moja ocena: 4/6

Antonis Georgiou, Album z opowieściami, tł. Przemysław Kordos, 256 str., Wydawnictwo Książkowe Klimaty 2019.

środa, 16 września 2026

"Null" Szczepan Twardoch


 

Koń siedzi w jamie po złej stronie Dniepru i próbuje w wojnę. Koń właściwie nie jest Ukraińcem, bo urodził się w Polsce, wychował się w Polsce, języka nie znał, a ukraiński dziadek nie odgrywał jakieś wielkiej roli w jego życiu. Przynajmniej do pewnego momentu. Teraz jednak Koń jest uczestnikiem tej nierównej wojny, ze swoim sprzętem, ze swoim życiem, ze swoim bezsensem. Czytelniczka dostaje więc okopowe dialogi, wyliczanki dotyczące sprzętu lub jego braku, liczne przekleństwa, śmierć i retrospekcje. Bo że Koń wybrał udział w tej wojnie jest wynikiem czegoś. Czegoś z przeszłości, o czym nie wiemy. 

Null to miejsce najbliżej frontu, miejsce, w którym nikt nigdy nie chce się znaleźć, miejsce, gdzie wszystko traci sens. Twardoch tam umieścił akcję tej powieści napisanej w drugiej osobie liczby pojedynczej, co samo w sobie utrudnia lekturę, przynajmniej dla mnie nie jest to łatwa koncepcja prowadzenia narracji. Ma ona swoje uzasadnienie, ale zanim do niego dotarłam, zdążyłam się zmęczyć tą manierą. 

To książka przerażająca, pokazująca bezsens i okrucieństwa wojny. To wszystko z zasady dotyka czytelniczkę, szczególnie że ta wojna jest bardzo bliska. Ja to wszystko rozumiem, ale tylko na płaszczyźnie kognitywnej, bo emocjonalnie mnie ta proza nie dotknęła. Bardzo lubię śląskie książki Twardocha, może dlatego, że czuję je bliżej, namacalniej, lepiej rozumiem kontekst. W "Nullu" wprawdzie go rozumiem, ale nie znalazłam w nim emocji, ani Twardocha takiego, jakiego poznałam dotychczas. Być może pewną rolę odegrało tu uprzedzenie do autora, którego nie mogę się pozbyć od czasu jego wypowiedzi na temat innej wojny. Dlatego lektury nie planowałam, ale że mam bardzo poważne podejrzenia, że właśnie ta książka wygra Nagrodę Nike, zdecydowałam się jej dać szansę. 


Moja ocena: 4/6

Szczepan Twardoch, Null, 280 str., Wydawnictwo Marginesy 2025.

wtorek, 15 września 2026

"Beka Lamb" Zee Edgell


 

W latach 50. XX wieku Belize stało na cienkiej linii między kolonializmem, który oznaczał zależność od Wielkiej Brytanii a ruchami niepodległościowymi. Pretensje do przejęcia kraju zgłaszała też Gwatemala. Piętnastoletnia Beka dorasta w rozpolitykowanym domu. Jej babcia Ivy skrzętnie uczęszcza na wiece polityczne, podczas gdy jej pracujący jako biznesmen ojciec unika takich deklaracji. Matka Beki zajęta jest wychowywaniem trójki dzieci i nie zajmuje jasnej pozycji. Beka uczęszcza do szkoły prowadzonej przez katolickie zakonnice i właśnie nie zaliczyła roku. Jej dalsza edukacja stoi pod znakiem zapytania. Finansowanie tej szkoły stanowi dla rodziny spory wysiłek, więc dziewczyna musi udowodnić, że naprawdę chcę powtórzyć klasę i skończyć szkołę. Na razie jednak są ferie, Beka spędza je wraz z rodziną i przyjaciółką Toycie na jednej z pobliskich wysepek. To beztroskie dni, choć o kilka lat starsza Toycie raz po raz prosi Bekę o alibi, gdy znika na schadzki z chłopakiem. Toycie to bardzo dobra uczennica, która ma zacząć po wakacjach ostatnią klasę. 

"Beka Lamb" to pierwsza powieść z Belize, którą zyskała międzynarodową sławę i należy już do klasyków literatury tego kraju. To typowa opowieść o dorastaniu, które sprzężone jest z rodzącą się nową państwowością. Edgell pokazuje nastroje w ówczesnym Belize, współżycie wielu osób o różnym pochodzeniu, mieszanie się języków: angielskiego, hiszpańskiego i lokalnej kreolskiej odmiany, a także dodaje aspekt religijny. Edukacja w katolickiej szkole ma ogromny wpływ na kształtowanie świadomości dziewczynek i jest najsilniejszym elementem kolonialnej przeszłości. Nie brakuje w tej powieści też tematów trudnych dla kobiet – niechcianej ciąży, depresji, patriarchatu. 

"Beka Lamb" nie jest może powieścią odkrywczą czy nowatorską, ale dla czytelniczki nieobeznanej z kulturą i historią Belize stanowi świetne wprowadzenie do tego kraju. 

Moja ocena: 4/6

Zee Edgell, Beka Lamb, 171 str., Heinemann 1986.

poniedziałek, 14 września 2026

"Rodzeństwo" Moa Herngren


 

Trzecia książka z rodzinnego cyklu Moi Herngren skupia się na relacjach między rodzeństwem. Ulrike, Andrea i Rasmus nigdy nie byli ze sobą mocno związani, ale po śmierci ojca wychodzą na jak wszelkie animozje. 
Autorka najpierw oddaje głos Andrei – architektce, najbardziej poukładanej z rodzeństwa, która działa, organizuje, animuje i trzyma zawsze rękę na pulsie. Dlatego nie bardzo rozumie się z Ulriką, starszą siostrą, która ciągle zmienia mieszkania, ledwo wiąże koniec z końcem i samotnie wychowuje syna w zupełnie inny sposób niż ona swoją córkę. Rasmus – najmłodszy z rodzeństwa ma niewiele do powiedzenia, spełnia życzenia sióstr i stara się żyć w zgodzie z wszystkimi. 
W tę konstelację wchodzimy, gdy owdowiała matka obchodzi urodziny – a rodzeństwo ponownie musi się spotkać. Herngren prowadzi czytelniczkę przez kolejne okazje, które skupiają rodzinę, jak Boże Narodzenie, uwydatniając problemy z przeszłości, które zadecydowały o tym, że rodzeństwo nie żyje w zgodzie, a wszelkie próby koncyliacyjne skazane są na niepowodzenie. Niemałą rolę odgrywa tu też matka, która faworyzuje jedno z dzieci i boryka się z niewyjaśnionymi problemami z przeszłości. 

Herngren ponownie stawia na sprawdzoną koncepcję, oddając głos wszystkim postaciom. Gdy czytelniczka zaczyna rozumieć punkt widzenia Andrei i skłania się ku trzymaniu jej strony, Ulrike całkowicie odwraca sytuację, podobnie ma się kwestia z Rasmusem. Każda z tych postaci przytacza wspomnienia, świetnie pokazując, jak różnie pamiętamy te same wydarzenia z przeszłości. 

Tu nie ma postaci pozytywnych ani negatywnych, nie ma dobrych czy złych decyzji, jest zwykłe życie, rodzina ze swoimi tajemnicami i problemami. Herngren ponownie stworzyła sprawnie napisaną powieść, która daje do myślenia. Czasem mogłabym się przyczepić do zbyt drobiazgowych opisów czynności, które nic nie wnoszą do akcji, ale jednak czyta się tę książkę dobrze, choć nie skłoniła mnie ona do tak wielu przemyśleń jak "Teściowa" tej samej autorki.

Moja ocena: 4/6

Moa Herngren, Rodzeństwo, tł. Wojciech Łygaś, 508 str., Wydawnictwo Albatros 2025.