piątek, 17 lipca 2026

"Książka o przyjaźni" Maciej Marcisz


 

Wiele lat temu przyjaźń była dla mnie jedną z najważniejszych komponent mojego życia, z wiekiem ten obszar aktywności socjalnej zanika, wyparty przez życie codzienne, rodzinę, związki, dzieci i co tam jeszcze. Nie inaczej jest u bohaterów Marcisza, który w swojej książce skupia się na samej istocie przyjaźni, przedstawiając ją na przykładzie trójki osób. Michał, Kasia i Dorota poznają się w liceum, ich przyjaźń przechodzi różne etapy, a w momencie rozpoczęcia narracji jest na etapie upadku. 

Marcisz relacjonuje naprzemiennie życie trójki bohaterów, portretując typowe bolączki i historie pokolenia milenialsów. Podobnie jak w swojej pierwszej książce uwodzi zmysłem obserwacji i zdolnością ujęcia w słowa typowych rozmów, zachowań, sytuacji. Trzy główne postaci pochodzą z różnych domów, mają różne doświadczenia i ambicje, ale łączy ich to, że stoją za sobą murem i są dla siebie wsparciem. Marcisz wplata tu wątki LGBT, ale i kwestię potrzeby pisania, możliwości przebicia się na rynku wydawniczym i całego świata artystycznego. Niestety wiele z opisanych scen, interakcji między bohaterami jest dziwna – żeby nie powiedzieć wywołująca u mnie poczucie żenady. Wiem, że w wieku nastoletnim i studenckim robiło się wiele rzeczy, które można by opisać jeszcze mniej przyjemnymi epitetami, ale tu nagromadzenie krindżowych scen wybija w kosmos. 

Jako że ta książka nie jest o przyjaciołach, lecz o samej przyjaźni jako konstrukcie społecznym, historie trójki bohaterów gdzieś umykają. Nie pomaga tu też nagromadzenie owych wątpliwych scen. Michał, Kasia i Dorota są wprawdzie bohaterami, ale ich kreacje nie służą w zasadzie niczemu, ani nie zmierzają do żadnego punktu zwrotnego. Taka konstrukcja powieści ujmuje jej dynamiki i nie skłania do głębszych przemyśleń. Marcisz nie zachowuje żadnego aspektu w strefie domysłów, prezentuje wszystko wprost, a co za tym idzie z treści nie pozostało w mojej pamięci niemal nic. Ale okładka książki świetna.


Moja ocena: 2/6

Maciej Marcisz, Książka o przyjaźni, 304 str., Wydawnictwo W.A.B. 2021.

środa, 15 lipca 2026

"Mistrz gry" Joanna Lampka


 

Trzeci tom tej tetralogii przeczytałam cztery lata temu. Nie należy tak robić, bo oczywiście zbyt wiele ulatuje z pamięci, zacierają się szczegóły, ale też przepada przywiązanie do bohaterów. Początkowe rozdziały tej książki były więc dla mnie wchodzeniem w jej rytm i przypominaniem sobie intrygi. Lampka potrafi przykuć uwagę czytelniczki od pierwszych stron, więc ten problem okazał się być mniejszy, niż początkowo sądziłam.

Ów czwarty tom z założenia ma rozwiązać wszystkie wątki i dylemat głównej bohaterki, co autorka faktycznie czyni. Jako że nie jest to książka, po którą sięgnie ktoś, kto nie czytał poprzednich trzech części, nie widzę sensu pisania zbyt wiele o treści. Autorka spełnia tu swoje zadanie – Aline musi wybrać między mężczyznami, ale i światami. Musi znaleźć swoje miejsce w skomplikowanej polityce, musi dać synowi ojca i wreszcie skompletować wszystkie gwiazdy. Lampka tu nie zawiedzie, a i dołoży wiele aktualnych dla naszej planety wątków. Stworzony przez nią świat będzie musiał znaleźć sposób na katastrofę ekologiczną, będzie musiał odrodzić się po wojnach i wybuchu nuklearnym, a przede wszystkim mieć mądrych władców, którzy zrozumieją, że współpraca a nie wojna są kluczem do sukcesu. Lampka stawia swoich bohaterów w trudnych sytuacjach, muszą decydować o przyszłości ludzkości, wybierać mniejsze zło, rezygnować z własnego szczęścia. Te dylematy moralne nie są proste – niektóre trudne do zniesienia, a ich wyjaśnienie gorzkie.

Sama Aline pozostaje taka sama – waha się między dwoma mężczyznami, prowadzi grę na dwa fronty i faktycznie musi podjąć decyzję, bo nawet księżniczka nie może tak żyć. Lampka konsekwentnie prowadzi tę postać, zagmatwaną między trudnymi decyzjami, nieco naiwną, czasami infantylną, ale odważną i waleczną. Wszystkie dorosłe kreacje tego cyklu są zresztą udane i spójne. Najmniej przekonuje postać syna Aline, który w tej powieści jako dwulatek zachowuje się i posiada umiejętności przynajmniej pięciolatka. Nigdzie nie pada stwierdzenie, że jest cudownym dzieckiem, często natomiast wspominane jest jego rozbrykanie i wiek, więc przypisywanie mu tak zaawansowanych umiejętności motorycznych jak i językowych jest zdecydowanie nietrafione i u mnie nie trafiło na podatny grunt.

Doceniam bardzo wykreowany przez Lampkę świat i umiejętność rozplanowania intrygi i problemów na na cztery tomy. Widać tu przemyślane zabiegi, dalekosiężne rozłożenie akcji, ogromną fantazję autorki, ale i lekkie, potoczyste pióro. Gdyby redakcji udało się wyeliminować nieliczne językowe lapsusy byłoby niemal idealnie. 

Moja ocena: 4,5/6

Joanna Lampka, Mistrz gry, 448 str., BookEdit 2023.

piątek, 10 lipca 2026

"Dewocje" Anna Ciarkowska

 


Bezimienna narratorka opowiada, a właściwie spowiada się ze swojego życia. Wraca pamięcią do lat dziecięcych i relacjonuje swoje dorastanie na wsi. To świat, któremu rytm nadaje pogoda i kościół. To proste zasady – wiadomo kiedy siać, kiedy zbierać plony, kiedy wychodzić za mąż, kiedy rodzić dzieci. Znane są reguły – dziewczynki długa spódnica, dziewictwo do ślubu, spowiedź regularnie itd. Jasne też jest, o czym się nie rozmawia: o ciele, miesiączce, popędzie. I oczywistym jest, co się czuje: wstyd, zażenowanie, pokorę, uległość. Świat niby przerysowany, ale jednak prawdziwy. Wiem, że każda z nas choć raz w życiu usłyszała któryś z padających w książce nakazów. Narratorka opowiada ten świat, z perspektywy dziecka, które się dziwi, pyta, nie dostaje odpowiedzi i się modli. Tak bardzo, że jej modlitwa nabiera nieoczekiwanych mocy. 

Ciarkowska podobnie jak w swojej debiutanckiej powieści "Pestki" fantastycznie wypunktowuje te wszystkie podszyte katolickością zasady, które ograniczają kobiety i narzucają jedyny słuszny światopogląd. Autorka jednak nikogo i niczego nie ocenia, przedstawia świat bez zbędnych komentarzy. Czyni to przepięknym językiem – bardzo literackim, barwnym, obrazowym, metaforycznym. 

Mimo to wszystkich niezaprzeczalnych zalet ta książka ujęła mnie dużo mniej niż "Pestki". Początkowo trudno mi było wejść w tę narrację, nie pomagała też lektorka, która czyta w sposób, powiedzmy, uduchowiony, a na pewno przesadzony. Dopiero gdy przyzwyczaiłam się do jej maniery, ale i zrozumiałam koncepcję autorki, zaczęłam doceniać tę powieść, a przede wszystkim jej język i celność obserwacji. 

Moja ocena: 4/6

Anna Ciarkowska, Dewocje, 186 str., Wydawnictwo W.A.B. 2021.

poniedziałek, 6 lipca 2026

"DJ Bambi" Auður Ava Ólafsdóttir


 

Bambi, Logn, a może V? Sześćdziesięciojednoletnia bohaterka wie jedno, na pewno kobieta. Choć urodziła się jako chłopiec, i to bliźniak. Jej droga do odnalezienia siebie była bardzo długa, a teraz w dojrzałym wieku czeka na operację, od sześciu lat. Bo na Islandii wprawdzie imię i płeć może zmienić w urzędzie bez problemu, ale chirurg przyjeżdża tylko raz na rok i operuje dwie osoby. Logn mieszka sama i balansuje między nadzieją na poczucie się w swoim ciele jak we własnej skórze a myślami o zakończeniu swojego życia. 

Islandka pokazuje kobietę w wieku, gdy już nie wzbudza zainteresowania, do tego trans-kobietę, której doskwiera brak akceptacji w dalszej i bliższej rodzinie. Do tego dochodzą liczne rozterki – czy w tym wieku tranzycja ma sens? Czy mogła zrobić coś inaczej? Jak ułożyć sobie stosunki z byłą żoną i synem? I dlaczego akceptacja przychodzi z najmniej oczekiwanej strony?

Najważniejszym tematem jest tu jednak wolność – Logn pragnie poczuć się wolna we własnej skórze, w zgodzie ze sobą i swoim ja. Poczucie wolności daje jej niewielki balkon, na którym czuje wiatr i przestrzeń. Poczucie wolności to obserwacja przeszkadzającym innym mew, to spacery nad morzem, powietrze, horyzont. Poczucie wolności to wreszcie tymczasowe imię – Logn – które oznacza bezwietrzny moment spokoju, po burzy. 

Język Ólafsdóttir jest oszczędny, pozostawia wiele przestrzeni dla myśli i sięga poza horyzont. Brak tu metafor, egzaltacji i porównań, bo nie ma takiej potrzeby, to wszystko pozostaje po stronie czytelniczki, wywołane kilkoma celnymi słowami. Bardzo doceniam, że Islandka wybrała na bohaterkę swojej powieści kobietę trans, do tego po sześćdziesiątce i oddała jej głos. Już z tego powodu warto.

Moja ocena: 5/6

Auður Ava Ólafsdóttir, DJ Bambi, tł. Jacek Godek, 196 str., Wydawnictwo Poznańskie 2025.

niedziela, 5 lipca 2026

"Nana" Émile Zola


 

Dziewiąty tom cyklu Rougon-Macquart jest oprócz "Germinalu" chyba najsłynniejszy. Tytułowa Nana to córka Gervaise Macquart, której życie poznać można w siódmym, jak dotąd moim ulubionym, tomie.  W tej powieści Zola opisuje także narodziny Anny, zwanej Naną oraz pierwsza lata jej życia. W tomie dziewiątym to pewna swoich wdzięków nastolatka, która robi zawrotną karierę jako prostytutka i aktorka. Jej występy w variété, podczas których nie szczędzi swoich wdzięków, dodają jej popularności, a znudzeni swoimi żonami arystokraci zaczynają walczyć o wdzięki ponętnej dziewczyny z plebsu. 

W tym tomie Zola ponownie wspaniale opisuje klasowość Paryża – aspiracje Nany i jej koleżanek do wyższego stanu oraz pogardliwe traktowanie kobiet przez arystokratów. Mężczyźni jednak chętnie korzystają z uch wdzięków, a kobiety próbują się z nimi układać. Niejeden z zakochanych delikwentów całkowicie traci głowę i fortunę, a nawet życie, by zaskarbić sobie wyłączną łaskę Nany. Ona znów bardzo dobrze potrafi manipulować tych mężczyznami, wyciągając od nich fortuny. Sama jednak przeżywa wcześniej rozczarowanie miłością, złe traktowanie, bicie i poniżanie przez wybranka powoduje u niej utratę ostatnich przejawów niewinności i szczerości. Wydaje się, że Nana nie robi sobie nic ani z bogactwa, ani z uczuć, rozkoszuje się miłością cielesną, podejmuje nierozważne decyzje, powoli, ale systematycznie pracując na swój upadek.

Zola odmalowuje wspaniały portret najgorszych ludzkich pokus, zawiści, zaślepienia, chciwości na tle ówczesnych wydarzeń politycznych i Paryża. Francuz pokazuje, jak pociąg fizyczny każe tracić mężczyznom głowę, rozsądek i bogactwo. Wskazuje na zgniliznę i marazm, nudę, która skłania arystokrację do nierozsądnych decyzji i eksperymentów.

Mimo że "Nana" to najsłynniejsza powieść tego cyklu moją ulubioną nie będzie, choć to faktycznie niezwykle udany portret i miasta, i ludzi. Mnie jednak początkowo myliły się liczne postaci mężczyzn, arystokratów i męczyły opisy plotek i zawiści. Dopiero druga część powieści wciągnęła mnie dużo bardziej, a Zola mistrzowsko powiązał losy Nany z losami cesarstwa.

Moja ocena: 4/6

Émile Zola Nana, tł. Armin Schwarz, 418 str., Die Gehörgäng 2026.

piątek, 3 lipca 2026

"Wady snu" Radka Denemarková


 

Sylvia Plath i Virginia Woolf wylądowały w jednym pokoju. W zaświatach. Sytuacja tak kuriozalna, że same pisarki nie wiedzą, jak sobie z nią poradzić. Spędzają więc dnie na spełnianiu swoich życiowych ról. Virginia jest paniusią, która daje się obsługiwać i ciągle rozprawia o roli pisarstwa, o świecie stworzonym w jej głowie, o literaturze. Sylvia tymczasem obsługuje koleżankę po piórze, gotuje, podstawia, czesze, podaje i ciągle się martwi, co przyszykować, co zrobić i kiedy znaleźć czas na pisanie. Dialogi tych dwóch pisarek skrzą się od ironii i błyskotliwości, ale i bardzo głęboko osadzone są w ich literaturze i życiach. Nie dziw zresztą, skoro przygotowywane potrawy bazują na kartkach z ich utworów. Kobiety mogą czytać tylko własne powieści i żywią się nimi duchowo i fizycznie. Tkwią w momentum przed śmiercią, jak w stop-klatce przeżywają ten moment na nowo i na nowo. 

Gdy widać, że nie ma szans na nić porozumienia między nimi w pokoju zjawia się Ivana Trump, która ustawia obie pisarki, wskazując na rentowność pisania, biznesplan, tworzenie pod czytelnika i inne kapitalistyczne kwestie publikowania książek. Ivana zupełnie zmienia dynamikę w tym duecie, stając w opozycji do Sylvii i Virginii. 

"Wady snu" to dramat, rozpisany oczywiście na te trzy bohaterki, z didaskaliami, podzielony na trzydzieści mrugnięć. Ta forma była dla mnie bardzo odświeżająca, bo jednak nie często sięgam po ten rodzaj literacki, ale jednak nie zachwycił mnie aż tak, jak się tego spodziewałam przed lekturą. Przede wszystkim nie znam twórczości Sylvii Plath, a po Virginię Woolf sięgałam dwa razy i oba były dla mnie mało satysfakcjonujące. Z tego też powodu nie wyłapałam wielu aluzji i odwołań. Nie jestem też zafascynowana tymi postaciami a ich życiorysy znam pobieżnie, więc i tu na pewno nie odczytałam wszystkich nawiązań. Dlatego też książkę przeczytałam wprawdzie szybko, ale bez większej satysfakcji.

Moja ocena: 4/6

Radka Denemarková, Wady snu, tł. Olga Czernikow, 246 str., Wydawnictwo Książkowe Klimaty 2020.

środa, 1 lipca 2026

Podsumowanie czerwca 2026

 



Przeczytane książki: 14

Liczba stron: 4787

Przeczytane książki:

– "Nie wszyscy pójdziemy do raju" Olga Górska
– "To za dużo dla mnie" Darko Cvijetić
– "Die Erfindung Roter Armee Fraktion durch einen manisch-depressiven Teenager im Sommer 1969" Frank Witzel
– "Nie, po prostu nie" Nina Lykke
– "Die Habenichtse" Katharina Hacker
– "Siedem księżyców Maalego Almeidy" Shehan Karunatilaka
– "Das Ungeheuer" Terézia Mora
– "Imiona Felizy" Juan Gabriel Vasquéz
– "Piercing" Ryū Murakami
– "Awanturnica" Lauren Groff
– "Wyznania" Kanae Minato
– "Czwarty miecz" Santiago Roncagliolo
– "Wszystko dla N" Kanae Minato
– "apokalipsa ludzi pracy" Valter Hugo Mãe

W czerwcu przeczytałam niby "tylko" 14 książek, ale było wśród nich kilka dość grubych, a dwie nawet bardzo grube. ⁣⁣
Przede wszystkim zakończyłam moje wyzwanie przeczytania wszystkich książek laureatek Deutscher Buchpreis. Poza tym przeczytałam trzy książki na kluby książkowe. Cztery razy sięgałam po książki z półki, co mnie szczególnie cieszy. ⁣⁣
Odwiedziłam kilka krajów: Polskę, Portugalię, USA, Sri Lankę, Japonię, Niemcy, Bośnię i Hercegowinę, Peru oraz Norwegię.⁣⁣
A jaki był wasz czytelniczy czerwiec?⁣⁣