sobota, 28 lutego 2026

"Fatum i furia" Lauren Groff


Lancelot i Mathilde to para idealna – oboje piękni, wysocy, świetliści, charyzmatyczni. Lancelot zwany Lotto przyciąga wszystkich swoją osobą, jest uwielbiany przez matkę, siostrę i przyjaciół. Sam kocha imprezy, dziewczyny i aktorstwo. Na jednej z szalonych imprez poznaje Mathilde – piękną, małomówną i tajemniczą. Wybucha miłość na śmierć i życia, a oni mimo młodego wieku biorą natychmiastowo ślub. Matka Lotta nie jest zadowolona z takiego przebiegu spraw i odcina napływ gotówki z rodzinnej fortuny. Ale zarówno to jak i wszystkie inne przeciwności losu nie zniszczą tej pary. 

Pierwsza część tej książki, czyli "Fatum" to opowieść z perspektywy Lancelota. Groff relacjonuje dzieciństwo, dorastanie, małżeństwo i karierę dramaturga. To jego perspektywa na świat, zauroczenia, szaleństwa i fenomenalny talent w zjednywaniu sobie ludzi. "Furia" to Mathilde, tajemnicza kobieta, którą bez zastanowienia poślubił Lotto. Autorka stopniowo odkrywa jej przeszłość oraz relacjonuje jej życie po Lancelocie. Te naprzemienne opowieści ujawniają wiele tajemnic, ale i nie dają łatwych odpowiedzi. Trudno tu określić jednoznacznie, kto jest czarnym charakterem, a kto białym. Amerykanka zachęca do własnej refleksji na temat motywacji działań, jej słuszności ale też tego, jak łatwo oceniamy ludzi. Tutaj nikt nie jest taki, jaki się wydaje na pierwszy rzut oka, a wyciąganie pochopnych wniosków nigdy nie jest dobrym pomysłem. 

Największą siłą tej powieści są liczne nawiązania mitologiczne i szekspirowskie – Groff szpikuje swoją opowieść cytatami, drobnymi smaczkami, ale i umieszcza ją w szerszej perspektywie literackiej już przez sam tytuł oraz tytuły poszczególnych sztuk Lancelota. Językowo jest to także znakomita rzecz – ironiczna, pełna erudycji, Groff pokazuje się tu jako prozatorka i dramatopisarka. Mimo tych wyraźnych zalet nie przekonała mnie jednak historia, której zabrakło wiarygodności. Oczywiście pamiętam, że życie pisze najbardziej niespodziewane scenariusze i nawet taka sytuacja, jak opisana w tej powieści, jest możliwe, ale jednak mnie nie przekonała, szczególnie postać Mathilde. Zakładam nawet, że Groff celowo tak stworzyła te postaci i że wiarygodność nie była tu nadrzędnym celem, a raczej próba pokazania tego, jak sami możemy wpływań na nasz los, a także, że to, co sami bierzemy za zrządzenia owego losu, mogą być wynikiem nieznanych nam działań innych. Doceniam tę strategię, ale jednak nie będzie to moja ulubiona powieść tej autorki.

Moja ocena: 4/6

Lauren Groff, Fatum i furia, tł. Jerzy Kozłowski, 528 str., Wydawnictwo Pauza 2023

Stosikowe losowanie – marzec 2026

 


Agnes wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 30 książek) – 19
Maniaczytania wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) – 
ZwL wybiera numer książki dla Katarzyny (w stosie 19 książek) –
Katarzyna wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 300 książek) – 117
McDulka wybiera numer książki dla Anny (w stosie 255 książek) – 
Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 25 książek) – 9
Guciamal wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 5 książek) – 2

piątek, 27 lutego 2026

"Płomienie" Daniela Krien


Rahel i Peter są małżeństwem z długim stażem. Ona zbliża się do pięćdziesiątki, on jest nieco starszy. Wychowali dwoje dzieci, które wyfrunęły już z gniazda rodzinnego. Para cieszy się na wspólny urlop. Jako że to okres pandemii, na wakacje wybrali domek w górach, na uboczu, oddalony od dużych miast. Niestety kilka dni przed wyjazdem dowiadują się, że miejsce spłonęło. Chwilę później do Rahel dzwoni bliska przyjaciółka, by ją zawiadomić, że jej mąż miał wylew. Po pobycie w szpitalu zostanie przeniesiony do sanatorium nad Bałtyk, a ona chce mu towarzyszyć. Rahel godzi się zaopiekować gospodarstwem przyjaciół. Peter początkowo nie jest zachwycony, ale z braku alternatywy wyjeżdża wraz z Rahel nad jezioro do domu Ruth i Victora. 

Narratorką tej powieści jest Rahel i to z jej perspektywy poznajemy problemy, jakie wynikły w małżeństwie. Peter jest profesorem i po skandalu na uniwersytecie wycofał się w swój świat, odrzucając także żonę. Rahel przechodzi klimakterium, zmaga się z własnym ciałem, ale wciąż kocha męża, pożąda go i cierpi bardzo z powodu tego odrzucenia. Kobieta relacjonuje kolejne dni w gospodarstwie, wracając także do przeszłości. Jako psycholożka rozumie problemy, jakie zaszły w jej rodzinie, szczególnie w stosunku do dzieci. Córka Selma odwiedza bowiem rodziców w czasie urlopu, a Rahel opisuje bez ogródek swoje uczucia wobec niej. 

Daniela Krien należy do grona moich ulubionych pisarek. Jej powieści nie są spektakularne, to spokojna, wyważona narracja, która skupia się na problemach postaci i ich psychologicznym aspekcie. Niemka opowiada zwykłe historie z życia, bez fajerwerków, czyni to jednak tak, że trudno się od nich oderwać. Czytając jej prozę, czuję się, jakbym podglądała życie sąsiadki. Powieści Krien osadzone są zawsze we wschodniej części Niemiec i bardzo podobają mi się nawiązania do dorastania w NRD – mam tu na myśli przede wszystkim nawiązania kulturowe i społeczne. Równocześnie sporo tu odwołań i komentarza do współczesnych trendów.
 

W języku polskim ukazały się trzy powieści Krien, ta w przekładzie Dariusza Guzika. Niestety mam wrażenie, że niefortunna okładka odstrasza od lektury. Dziwnym jest dla mnie także przetłumaczenie tego tytułu jako "Płomienie", oryginalny oznacza pożar i świetnie odnosi się do treści powieści. 

Moja ocena: 5/6

Daniela Krien, Der Brand, 272 str., Diogenes 2021.

czwartek, 26 lutego 2026

"Todesfrist" Andreas Gruber


W Dreźnie, Kolonii, Monachium, Lipsku, Wiedniu nieznany sprawca uprowadza kobiety i poddaje je wymyślnym torturom – bliskie im osoby dostają natomiast ultimatum. W ciągu 48 godzin muszą odkryć, dlaczego dana kobieta została porwana. Akcja rozpoczyna się w Monachium w momencie odnalezienia w katedrze ofiary tajemniczego mordercy. To matka policjantki kryminalnej Sabine Nemetz. To morderstwo jest szokiem dla całej rodziny – nikt nie rozumie, kto chciałby uprowadzić matkę i do tego pozbawić ją życia w tak wyrafinowany sposób, Hannah Nemetz miała w ustach wąż, który do jej płuc wprowadził atrament. Kryminalni jeszcze nie wiedzą, że Hannah jest jedną z wielu ofiar, a na komendzie panuje nerwówka, bo niebawem w katedrze mszę ma odprawić papież. Wtedy do akcji wkracza pracownik Federalnego Urzędu Kryminalnego z Wiesbaden – Maarten S. Sneijder. 

Snijder jest Holendrem, mieszka jednak od wielu lat w Niemczech, mimo to nie pozbył się swojego akcentu. To postać niezwykle specyficzna i zarazem genialna. Wyróżnia go niezwykłe, psychologiczne spojrzenie, ale i obcesowość, arogancja i cynizm. Sneijder nie prosi, on żąda, nie dyskutuje, tylko wydaje rozkazy, nie pyta o samopoczucie, tylko epatuje swoim. Chcąc, nie chcąc, Sabine znosi jego fanaberie, bo wie że tylko w ten sposób może odnaleźć mordercę matki, a poza tym praca w urzędzie federalnym jest jej marzeniem. Stopniowo okazuje się, że policjantka ma dobre pomysły i pomaga Snijderowi wpaść na omodus operandi mordercy, więc Holender wciąga ją do swojej drużyny.

Andreas Gruber prowadzi akcję tego kryminału dwutorowo. Podczas gdy Sneijder i Nemetz działają w Monachium, w Wiedniu śledzimy życie psycholożki Helene oraz jej koleżanki po fachu. Pierwsza pracowała dla policji, lecz po nieudanym śledztwie stała się kozłem ofiarnym i zarzuciła tę pracę. Druga prowadzi terapię mężczyzny, któremu zalecił ją sąd. To trudny pacjent, skrzywdzony w dzieciństwie, niezwykle inteligentny, którego terapię zarzuciło już kilkoro psychologów. Krok po kroku zaczynamy rozumieć wszystkie powiązania, a Gruber umiejętnie łączy wątki. 

"Todesfrist" to początek serii wokół Martena S. Sneijdera i już teraz widać, że autorowi udała się dobra i oryginalna kreacja śledczego. Jeśli Sabine pozostanie jego partnerką, będzie stanowić ciekawą przeciwwagę do aroganckiego Holendra. Sama zagadka zasadzona na popularnej książce dla dzieci też zaskoczyła mnie swoją oryginalnością. Zdecydowanie pociągnę ten cykl.

Moja ocena: 5/6

Andreas Gruber, Todesfrist, 410 str., Goldmann 2013.

środa, 25 lutego 2026

"Rana" Oksana Wasiakina


 

Bezimienna narratorka tej powieści to alter ego autorki – a jej opowieść zasadza się na śmierci matki. Ten tragiczny dla autorki/narratorki akt jest przyczynkiem do napisania książki. A jej treść obraca się wokół całego szeregu tematów. Na pierwszej linii jest więc śmierć matki, która umiera na raka, a Oksana towarzyszy jej w ostatnich dniach. Na kilka dni przed śmiercią umieszcza matkę w hospicjum, zanim to jednak uczyni śpi z nią na małej kanapie w niewielkim mieszkaniu. Wasiakina opisuje proces umierania, ale stopniowo poznajemy też dotychczasowe życie z matką, jej licznych partnerów, przeprowadzki w ramach Syberii, historię choroby. Autorka jednak wraca wciąż i wciąż do aktu umierania. Powtarza te same sceny, podobne zdania jak mantrę, wprowadzając wręcz medytacyjny klimat. Narratorka oswaja tę nową sytuację, brak matki, wchodzi w proces odpępowiania się. A w przebiegu tych mentalnych przemian zahacza o wiele tematów, szczególnie o swoją tożsamość. 

Wasiakina jest lesbijką, jej powieść, część tryptyku, jest w Rosji aktualnie niedostępna, czego dowiedziałam się z bardzo ciekawego posłowia tłumaczki. Swoją tożsamość rozkłada tu więc na czynniki pierwsze – opisuje swoje pierwsze fascynacje, nieudane próby zbliżania się do koleżanek, odkrywanie seksualności, porażki i upadki. Dużo tu szczerości, zagubienia, sensualności. 

Innym kompleksem tematycznym jest tu pamięć – pamięć wydarzeń z dzieciństwa, które autorka rekonstruuje, przytaczając pojedyncze sceny, zresztą w całej książce brak jest chronologii.

"Rana" jest książką trudną w lekturze, Wasiakina nie ułatwia czytelniczce odbioru i ma tego świadomość, co nawet wyraża wprost, bo autorka jest w tej powieści bardzo obecna. Rosjanka miesza style, wplata wiersze, eseje, poemat, zupełnie nie trzyma się chronologii, nie tłumaczy takich wyborów, skupia się na rozdrapywaniu rany, a my możemy jej tylko towarzyszyć w nieskoordynowanych myślach, w trudnej drodze pożegnania z matką i odnajdywania swojej tożsamości. 

Nie mogę powiedzieć, że lektura "Rany" mnie usatysfakcjonowała. Było w tej książce wiele wspaniałych fragmentów, ale jej kompozycja była dla mnie męcząca, a czasem wręcz uciążliwa. 

Moja ocena: 4/6

Oksana Wasiakina, Rana, tł. Agnieszka Sowińska, 280 str., Wydawnictwo Marpress 2025.

wtorek, 24 lutego 2026

"Wo die Asche blüht" Nguyễn Phan Quế Mai


 

Planowałam lekturę innej książki tej autorki, która ukazała się po polsku pod tytułem "Góry śpiewają", ale okazało się, że dostęp mam tylko do "Dust Child" w przekładzie niemieckim. 
To opowieść głęboko osadzona w południowym Wietnamie i osnuta wokół wydarzeń wojennych. Autorka zasadza ją na trzech wątkach. 
Dan, były żołnierz amerykański wybiera się do Wietnamu w 2016 roku. To jego pierwsza podróż do tego kraju od czasu wojny. Żona Linda obiecuje sobie, że ta wyprawa pomoże mu zaleczyć wojenne rany psychiczne, a on ma nadzieję odnaleźć dawną kochankę i dziecko, o których żona oczywiście nie wie.
W tym samym czasie mężczyzna, który jest dzieckiem wojennym, stara się o wizę do USA. Jest on synem Amerykanina o czarnej skórze i Wietnamki. Ma ciemniejsza skórę i kręcone włosy, dorastał w sierocińcu i całe życie skazany był na prześladowanie, dręczenie, wyśmiewanie. Jego największym pragnieniem jest odnalezienie ojca i rozpoczęcie życia bez dyskryminacji w USA. Amerasians mieli szansę na uzyskanie takiej wizy tylko ze względu na swój wygląd, ale z powodu oszustwa bohaterowi powieści się to nie udało.
Trzeci wątek to historia dwóch sióstr, które w czasie wojny opuszczają rodzinną wioskę, by pomóc rodzicom. Uwikłani w długi rodzice nie mają szans na ich spłacenie, nawet pracując wraz z córkami przez całe dnie. Zatrudnienie w Sajgonie daje tę szansę, dziewczyny nie wiedzą jeszcze, że obiecane picie herbaty z amerykańskimi żołnierzami to coś więcej.

Wietnamka bardzo umiejętnie splata te trzy historie, a to co wydaje się być wielkim zbiegiem okoliczności bazuje na prawdziwych historiach, bo życie pisze najbardziej nieoczekiwane scenariusze. Autorce udało się oddać tło historyczne, codzienne zmagania bohaterów, ale i stworzyć wiarygodne charaktery, z których żaden nie jest jednoznacznie czarny lub biały. Opisywana przez nią historia wciąga, porusza i nie pozwala oderwać się od lektury. Miałam wprawdzie poczucie, że powieść skonstruowana jest pod konkretną tezę, ale wybaczam to autorce, bo faktycznie sporo się dowiedziałam o powojennym Wietnamie i reperkusjach, z którymi do dziś zmagają się obywatelki i obywatele tego kraju, a to jest dla mnie zawsze największą zaletą lektury.

Moja ocena: 4,5/6

Nguyễn Phan Quế Mai, Wo die Asche blüht, tł. Claudia Feldmann, 443 str., Insel Verlag 2025.

poniedziałek, 23 lutego 2026

"Wymieranie Ireny Rey" Jennifer Croft


Sześcioro tłumaczy przyjeżdża do domu słynnej polskiej pisarki w Białowieży. Irena Rey jest chimeryczna i lubi gwiazdorzyć, więc jej tłumaczki i tłumacze mają zakaz podejmowania się innych przekładów, a praca nad jej dziełami następuje grupowo pod jej okiem. Podczas pobytu uczestniczki i uczestnicy nazywani są od języka, na który tłumaczą, muszą dostosować się do szeregu reguł ustanowionych przez Irenę. Zadaniem grona tłumaczy jest przekład najnowszego dzieła pisarki, tylko że pisarka znika i zaczynają się mniej lub bardziej systematyczne, ale raczej mniej, poszukiwania. 

Narratorką powieści jest Emilia, tłumaczka na hiszpański, ale sama powieść jest tłumaczeniem i okraszona jest szeregiem przypisów, które są  w niej najlepsze. Pozostała treść skupia się wobec dziwnych zachowań tłumaczy, wycinki Puszczy Białowieskiej, działań rządu, okolicznych mieszkańców, ptaków, grzybów, legend itd. Do około 40% lektury ciągle czekałam na jakiś wątek przewodni i usystematyzowanie tego chaosu. Gdy zorientowałam się jednak, że chaos jest tym wątkiem przewodnim i że działania postaci nie mają żadnego sensu i rozsądku poddałam się. Owszem doczytałam tę książkę, bo liczyłam na katharsis, ale nie dość, że go nie znalazłam, to pozostałam tak samo zagubiona jak podczas lektury.

Nie jestem w stanie odnaleźć w tej książce żadnego sensu, myśli, punktu zaczepienia. Nie rozumiem, czemu ma służyć, co autorka chciała mi przekazać, a jeśli to tylko igraszka, zabawa konwencją i słowem, to niestety, ale zupełnie jej nie kupuję. 

Moja ocena: 2/6

Jennifer Croft, Wymieranie Ireny Rey, tł. Kaja Gucio, 464 str., Wydawnictwo Pauza 2026.

piątek, 20 lutego 2026

"Kukolka" Lana Lux


Samira pamięta swoje dzieciństwo od mniej więcej piątego roku życia. Mieszkała wtedy w domu dziecka w Dniepropietrowsku. I mimo że jakoś się zaaranżowała z tą sytuacją, wcale jej nie było dobrze. Mimo że Ukraina jest już niezależnym państwem, w sierocińcu panują warunki iście sowieckie, a Samira ma najgorzej, bo przypomina z wyglądu dziecko romskie. Na drabinie społecznej to najniższy szczebel i opiekunki nie omieszkują tego faktu wykorzystywać. Dziewczynka ma nadzieję na zmianę losu, gdy do domu przyjeżdża niemiecka para, by wybrać dziecko. Pada na jej najbliższą koleżankę Marinę – piękną blondyneczkę. Samira tęskni i buduje nadzieję na obietnicach Mariny, potwierdzonych w liście, że jej nowi rodzice zaadoptują także ją. Gdy opiekunka po odczytaniu listu zabiera go Samirze, dziewczynka jest zrozpaczona i wykrada ten skarb. Kradzież oznacza wielkie konsekwencje, więc Samira postanawia działać na własną rękę i nocą ucieka z sierocińca. 

Dziewczynka zupełnie nie zna życia ani świata poza murami domu dziecka. Myśli, że w ten sposób dotrze do Niemiec i zupełnie nie jest świadoma niebezpieczeństw. Głodne i wystraszone dziecko szybko pada ofiarą Rocky'ego, Gruzina, który zawiaduje grupą żebrzących dla niego dzieci. Niewesołe dotąd życie Samiry zamienia się w koszmar. Dziewczynka jest tak ładna, że Rocky nadaje jej przydomek Kukolka - laleczka i pokłada w niej wielkie nadzieje zarobkowe. Samira rozpoczyna życie w brudzie, głodzie, w spartańskich warunkach, na ulicy, żebrząc, kradnąc i próbując przetrwać. I co gorsza nie ma perspektyw na zmianę losu. A nawet jeśli jakiekolwiek by się w jej głowie mogły urodzić, to Rocky poddaje swoich podopiecznych praniu mózgu. Samirę zresztą łatwo zwieść – wystarczy okazać jej choć odrobinę zainteresowania czy uczucia. Dalsze losy dziewczyny wcale nie będą lepsze, bo etap u Rocky'ego po kilku latach się zakończy. 

Lana Lux opowiada tę historię z perspektywy dziecka – dziecka naiwnego, niekochanego, zahukanego. Jej opowieść nie pomija żadnych szczegółów. To dziecko przytacza swoje losy, z wszystkimi okropnościami, detalami i niesprawiedliwościami, przy tym tłumacząc swoich oprawców. 
Powieść Niemki ukraińskiego pochodzenia przeraża i poraża brutalnością, wypełnia niemal wszystkie możliwe trigger warnings, ale nie jest z gatunku misery porn. Ta historia jest spójna i ma wszystkie elementy autentyczności, bo niestety takie rzeczy się działy i nadal dzieją. Kreacja Kukolki też jest bardzo udana i prawdziwa – bardzo jej kibicowałam. Bardzo rzadko książki wzbudzają we mnie głębokie emocje – ale przy tej i płakałam, i miałam dosłownie dreszcze. Jestem pewna, że nigdy nie zapomnę tej powieści. Trafia do mojej topki najlepszych ever.

W Polsce powieść ukazała się nakładem wydawnictwa MOVA, w przekładzie Anny Kierejweskiej. 

Moja ocena: 6/6

Lana Lux, Kukolka, 375 str., Aufbau Verlag 2017.