sobota, 4 kwietnia 2026

"Das Ereignis" Annie Ernaux


Dwudziestotrzyletnia studentka Annie zachodzi w niechcianą ciążę. Dziewczyna pochodzi z biednego domu, wykształcenie oznacza dla niej awans społeczny i ekonomiczny, a dla rodziny ogromny wysiłek. Ciąża postawiłaby temu kres, ale i naznaczyła Annie nieślubnym dzieckiem, mamy bowiem 1963 rok. Tradycyjny model rodziny wciąż jest jednym słusznym, a przerywanie ciąży jest nielegalne. 

Annie próbuje znaleźć rozwiązanie, jej ginekolog jednak nie jest chętny do pomocy, a dziewczyna nie zna nikogo, kto by mógł ją wesprzeć w tej sytuacji, a ojciec dziecka, przelotna znajomość, umywa ręce. Rozpoczyna się szukanie i czekanie na pomoc, Annie zagaduje znajomych, rozpuszcza wici i wreszcie trafia na kobietę w Paryżu, która pomaga dziewczynom w kłopotach. Narratorka opisuje bardzo dokładnie swoje rozterki, przemyślenia, odczucia. Nie ma tu jednak rozterek dotyczących, czy ciążę usuwać, kobieta dobrze wie, że właśnie tego chce. Raczej opisuje proces zagubienia, poczucia bycia w matni, w sytuacji bez wyjścia, która dotyczy tylko jej. Podobnie Ernaux opisuje drobiazgowo całą procedurę usuwania ciąży – działania kobiety, odczucia Annie, krwotok, pobyt w szpitalu, zachowanie lekarzy i oczywiście klasowość. Jak zawsze klasowość, która przewija się w tylu książkach pisanych przez kobiety. 

Ta niewielka książka jest niesamowitym świadectwem sytuacji z lat 60. XX wieku, Ernaux przecież, jak we wszystkich swoich książkach, dba o tło społeczne i polityczne, ale, co przeraża, owa sytuacja wciąż jest całkowicie aktualna. Kolejne pokolenia kobiet przeżywają to samo, co książkowa Annie. Borykają się z podobnymi myślami, poddawane są takim samym osądom, doświadczają podobnego poniżania i odrzucenia, pozostawiane są same sobie. 

Świetna rzecz!

Moja ocena: 5/6

Annie Ernaux, Das Ereignis, tł. Sonja Finck, 104 str., Suhrkamp 2021.

piątek, 3 kwietnia 2026

"Puste domy" Brenda Navarro


Dwie matki, jedno dziecko. Pierwsza z nich ma niezłe życie, męża Hiszpana i niechcianą ciążę. Nagle też staje się matką dziewczynki, siostrzenicy męża. To on decyduje, że to właśnie oni będą najlepszą nową rodziną dla pół-sieroty. Ciąża jest trudna, bolesna, wymagająca, ale rodzi się piękne dziecko. Niestety nie bez problemów. Kobieta wchodzi w rolę matki, a gdy traci to dziecko, wpada w rozpacz. Druga kobieta pochodzi z nizin społecznych, jest zaradna, potrafi się utrzymać, na partnera wybiera jednak typowego macho, który nie chce dać jej córki. Wtedy bierze los w swoje ręce i staje się matką pięknego chłopca. Niestety nie bez problemów. 

Te stojące na dwóch różnych biegunach meksykańskiego społeczeństwa kobiety łączy wiele. Obie pogrążają się w rozpaczy – po stracie dziecka, obie mają nieudolnych partnerów. Na różny sposób, ale każdy z nich zostawia je samym sobie, oczekując zaangażowania, nie dając nic. Te bohaterki otoczone są całym szeregiem kobiet: matką, która nie kocha, babką, która traci córkę, dziewczynką, która traci matkę, matką, która traci syna. Dla żadnej z nich nie ma szczęśliwego wyjścia. Każda z nich zmaga się z poczuciem straty. 

Ważnym tematem jest też klasowość – dwie główne bohaterki pochodzą z bardzo odmiennych warstw społecznych, obie ocierają się o tę najbogatszą. Mężem pierwszej z nich jest Hiszpan, który w Meksyku jako emigrant ma znacznie wyższy status niż jego żona mogłaby kiedykolwiek uzyskać w jego ojczyźnie. Siostrzenica natomiast wprowadza do powieści element kataloński.  

Brenda Navarro w tej niewielkiej powieści poruszyła wiele tematów, równocześnie nie pozostawiając czytelniczki z poczuciem przeładowania. To rzadka sztuka i niezwykły kunszt literacki. Cała powieść jest bardzo spójna i autentyczna, zwraca także uwagę na bardzo aktualny w Meksyku problem uprowadzeń ludzi. 

Mnie zaskoczył także język Navarro – dosadny, dobitny, celny. Autorka świetnie na tej płaszczyźnie odmalowała różnice klasowe między bohaterkami, nomen omen, bezimiennymi. 

Świetna książka!

Moja ocena: 6/6

Brenda Navarro, Puste domy, tł. Agata Ostrowska, 160 str., ArtRage 2025.

środa, 1 kwietnia 2026

"A Ghost in the Throat" Doireann Ní Ghríofa


 

Matka dwójki dzieci, w ciąży z trzecim sprząta, porządkuje, opiekuje się, gotuje, spisuje listy zadań na kartkach i organizuje życie rodziny. A równocześnie powtarza w duchu wiersz irlandzkiej osiemnastowiecznej autorki, Eibhlín Dubh, a właściwie jej pieśń żałobną, i odkrywa w niej paralele do swojego życia. W przeplatających się rozdziałach autorka komponuje autofikcję i esej. We współczesnych fragmentach poznajemy codzienność matki zakotwiczoną między dziećmi, domem, a własnymi ambicjami literackimi. Nie jest to jednak bunt wobec roli matki, bo bohaterka lubi być w ciąży, decyduje się na kolejne, czwarte dziecko, przeżywa trudny poród, ale akceptuje wszystkie te wyzwania i niedogodności. Ratunkiem dla niej jest badanie życia wyżej wymienionej poetki.

Bohaterka prowadzi na własną rękę badania, stara się odtworzyć losy Dubh, przeszukuje archiwa, jedzie do miejsc, w których poetka żyła, przegląda akta, księgi cmentarne, teksty z epoki, by odnaleźć choć najmniejsze szczegóły. Przy tym jest w ciąży lub ma ze sobą niemowlę, karmi, przewija, zabawia, pociesza, a podczas tych czynności powtarza fragmenty wiersza lub myśli o życiu Dubh. To nie jest powieść protestu czy gniewu, to szczera historia życia kobiety, która chce i lubi być matką, ale która ma ambicje pisarskie. To nie jest obraz uwikłania w domowych obowiązkach, to obraz akceptacji i odnajdywania ścieżki. To, jak sama autorka wielokrotnie pisze, tekst na wskroś kobiecy. Bliski ciała, bliski cierpienia, bliski rozpaczy.

Bardzo podoba mi się pomysł Irlandki na tę powieść. Ujęła mnie jej szczerość w rozdziałach autofikcyjnych, a także rola badań nad poetką w jej życiu codziennym. Nie uniknęłam tu wysnuwania paraleli do własnego życia – wiem z autopsji, jak wielką rolę w życiu matki odgrywa własna nisza, coś, co można robić tylko dla siebie. Niezwykle ciekawy debiut!

Moja ocena: 5/6

Doireann Ní Ghríofa, Ein Geist in der Kehle, tł. Cornelius Reiber, Jens Friebe, 376 str., btb Verlag 2023.

wtorek, 31 marca 2026

"Studium przypadku" Graeme Macrae Burnet


Londyn w latach 60. żyje historią kontrowersyjnego terapeuty, Collina Braithwaite'a – mimo że nie ma wykształcenia psychiatrycznego cieszy się popularnością, a jego niekonwencjonalne metody przyciągają nowe pacjentki. Nie inaczej jest w przypadku głównej bohaterki, która jednak nie szuka terapii dla siebie, a raczej chce dociec, dlaczego jej siostra po wizycie w gabinecie doktora popełniła samobójstwo. Veronica była uzdolnioną naukowczynią, wprawdzie miała epizody depresyjne, ale nic nie wskazywało na to, że nagle skoczy z mostu pod koła pociągu. Jej siostra maskuje się pod imieniem Rebecca Smyth i udaje się do doktora. Ta mistyfikacja nie do końca jej się udaje, a Rebecca coraz bardziej przejmuje jej osobowość.

Należy dodać, że konstrukcja tej powieści zwodzi – autor rzekomo dostaje dzienniki kobiety, które opowiadają właśnie tę historię, a cała książka ma znamiona reportażu okraszonego przypisami, odwołującego się do realiów, przywołującego postaci historyczne itd. Ta forma jest ciekawa, ale dla mnie była myląca. Przed lekturą nie wiedziałam nic na temat tej powieści, więc gdy już ją zaczęłam, wiele razy zastanawiałam się, co właściwie czytam?

Burnet ciekawie przedstawił problem psychologii i psychiatrii, samozwańczych terapeutów, mody na niekonwencjonalne metody, zaufania do przypadkowych osób, które nie odczuwają odpowiedzialności za własne działania. Interesujący jest też portret popadania w pewnego rodzaju szaleństwo przez główną bohaterkę, autor kreśli tu jej dzieciństwo, sytuację rodzinną, śmierć matki – a wszystko to ma wpływ na jej ówczesne zachowanie. Nie inaczej jest w przypadku doktora – i tu poznajemy jego przeszłość, co w świetle całej treści skłania czytelniczkę do domorosłej psychoanalizy. 

Mimo niewątpliwych zalet tej powieści, a także wielu poutykanych smaczków, nie potrafiłam się zachwycić tą prozą. Wiele pasaży było dla mnie nudnych, cała historia nie poruszyła we mnie żadnej nuty, a zakończenie pozostawiło mnie obojętną.

Moja ocena: 3/6

Graeme Macrae Burnet, Studium przypadku, tł. Łukasz Witczak, 360 str., Wydawnictwo Czarne 2025.

poniedziałek, 30 marca 2026

Stosikowe losowanie – kwiecień 2026

 



Katarzyna wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 15 książek) – 13
Maniaczytania wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 100 książek) – 25
McDulka wybiera numer książki dla Marty (w stosie 58 książek) – 33
Marta wybiera numer książki dla Agnieszki Baby Jogi (w stosie 50 książek) – 50
Agnieszka Baba Joga wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 10 książek) – 8
Agnes wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 19 książek) – 12
Guciamal wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) – 157
ZwL wybiera numer książki dla Anny (w stosie 272 książki) – 119
Anna wybiera numer książki dla Katarzyny (w stosie 18 książek) – 15

"Psychiatrzy i masażyści" Arnon Grunberg


Znany z wydanej w Polsce "Tirzy" Arnon Grunberg pokazuje się w tej książce od zupełnie innej strony. To nie fikcja literacka, a coś na kształt reportaży, w których jednak autor jest bardzo obecny. Grunberg jako reporter uważa, że musi namacalnie przeżyć sytuacje opisywanych osób i przyjąć ich rolę, by zrozumieć opisywany fenomen. 

Rozstrzał tematyczny tego zbioru jest ogromny, w pamięci nie utkwiły mi wszystkie rozdziały, skupię się więc na tych, które były dla mnie najbardziej interesujące. W pierwszych tekstach Grunberg wyjeżdża na przykład do Afganistanu czy Iraku, by towarzyszyć żołnierzom, opisuje ich codzienność, rusza z nimi do okolicznych wniosek, obserwuje, a w podtekście podaje w wątpliwość wszystkie te działania. 
Kolejne teksty podejmują tematy bardziej socjologiczne. Grunberg wyjeżdża z grupą Amerykanów do Ukrainy, celem wyjazdu jest znalezienie żony. Tam rozmawia z kobietami, spróbuje zrozumieć mechanizmy stojące za potrzebą szukania miłości na odległość i na innym kontynencie, z barierą językową. W innym tekście udaje się do Rumunii, by w jednym z kurortów pracować jako masażysta. Autor wielokrotnie wyjeżdża też do USA – odwiedza sekty, guru i przeróżnych cudotwórców, poruszając tematy choćby aborcji. Czyni to ze swoją ex-partnerką. Kobieta wciąż go kocha, on jednak ma już nową miłość, ponadto okazuje się, że była dziewczyna jest w ciąży. To bardzo trudna sytuacja i autor pozwala nam tu wejść w swój związek i pokazuje samego siebie z bynajmniej nie pozytywnej strony.
Ciekawe są teksty, w których Grunberg odwiedza szpitale psychiatryczne i inne miejsca dla osób w kryzysie, a także zamieszkuje z kobietą, która zgłosiła się do programu dla osób poszukujących dodatkowego ojca. 

Takie podejście do przeróżnych kwestii, jakie prezentuje Grunberg, ma swój urok, pozwala spojrzeć na nie od środka, z perspektywy osób zaangażowanych lub pokrzywdzonych, ale moim zdaniem bywa też wątpliwe etycznie. Trudno określić te teksty reportażami, bo wiele one mówią o samym autorze, które wcale nie jest sympatyczny czy empatyczny, a czasami wręcz odwracają uwagę od samych poszkodowanych na rzecz Arnona Grunberga Z drugiej strony dzięki takiemu zatopieniu się w życie bohaterów tekstu, mamy możliwość lepszego ich poznania, ale ponownie, bardzo subiektywnego.

Podsumowując – książka zdecydowanie uwodzi poruszanymi tematami, ale jednak odrzuca postacią autora, którego na mój gust było za dużo, nawet biorąc pod uwagę przyjętą przez niego konwencję.

Moja ocena: 4/6

Arnon Grunberg, Psychiatrzy i masażyści, tł. Małgorzata Diederen-Woźniak, 560 str., Wydawnictwo Pauza 2024.

niedziela, 1 marca 2026

Podsumowanie lutego 2026

 


Podobnie jak styczeń luty był czytelniczo dobrym miesiącem. Musiałam się naczytać na zapas, bo w marcu nie będę miała na książki zbyt wiele czasu! Mam nadzieję natomiast, że spotkam was na jednym z moich spotkań autorskich (10 marca w Warszawie, 14 marca w Poznaniu, 19 marca w Żorach i 25 marca w Krakowie). ⁣⁣
Przeczytałam i wysłuchałam 14 książek, dodatkowo zaczęłam jeszcze jedną, ale niestety poległam i porzuciłam ją bez żalu po około 40%. To było jednak jedyne rozczarowanie czytelnicze, bo w lutym trafiłam na dwie książki, które trafiają u mnie do topki roku. Są to "Dżiny" i "Kukolka". W lutym, jak co roku wzięłam udział w wyzwaniu #czasnapauzę i przeczytałam 4 książki tego wydawnictwa. Zostały mi więc jeszcze tylko trzy, by być na bieżąco z planem wydawniczym. Na kluby czytelnicze przeczytałam trzy książki. ⁣⁣
Bardzo dużo słuchałam, ponieważ spadło na mnie sporo pracy fizycznej, a nic tak jej nie umila, jak audiobook! Z półki zaliczyłam aż sześć pozycji. ⁣⁣
Odwiedziłam osiem krajów, w tym Niemcy wielokrotnie. I taki to był luty. 

Przeczytane książki: 14 + 1

Liczba stron: 4624

Przeczytane tytuły

– "Puste szafy" Maria Judite de Carvalho
– "Märtyrer!" Kaveh Akbar
– "Dschinns" Fatma Aydemir
– "Góra prawdy" Therese Bohman
– "Stan raju" Laura van den Berg
– "Drei Kammeradinnen" Shida Bazyar
– "Kaputt. Das Ende des deutschen Wirtschaftswunders" Wolfgang Münchau
– "Ein Blatt Liebe" Émile Zola
– "Kukolka" Lana Lux
– "Wymieranie Ireny Rey" Jennifer Croft
– "Wo die Asche blüht" Nguyen Phan Que Mai
– "Rana" Oksana Wasiakina
– "Todesfrist" Andreas Gruber
– "Der Brand" Daniela Krien
– "Fatum i furia" Lauren Groff

sobota, 28 lutego 2026

"Fatum i furia" Lauren Groff


Lancelot i Mathilde to para idealna – oboje piękni, wysocy, świetliści, charyzmatyczni. Lancelot zwany Lotto przyciąga wszystkich swoją osobą, jest uwielbiany przez matkę, siostrę i przyjaciół. Sam kocha imprezy, dziewczyny i aktorstwo. Na jednej z szalonych imprez poznaje Mathilde – piękną, małomówną i tajemniczą. Wybucha miłość na śmierć i życia, a oni mimo młodego wieku biorą natychmiastowo ślub. Matka Lotta nie jest zadowolona z takiego przebiegu spraw i odcina napływ gotówki z rodzinnej fortuny. Ale zarówno to jak i wszystkie inne przeciwności losu nie zniszczą tej pary. 

Pierwsza część tej książki, czyli "Fatum" to opowieść z perspektywy Lancelota. Groff relacjonuje dzieciństwo, dorastanie, małżeństwo i karierę dramaturga. To jego perspektywa na świat, zauroczenia, szaleństwa i fenomenalny talent w zjednywaniu sobie ludzi. "Furia" to Mathilde, tajemnicza kobieta, którą bez zastanowienia poślubił Lotto. Autorka stopniowo odkrywa jej przeszłość oraz relacjonuje jej życie po Lancelocie. Te naprzemienne opowieści ujawniają wiele tajemnic, ale i nie dają łatwych odpowiedzi. Trudno tu określić jednoznacznie, kto jest czarnym charakterem, a kto białym. Amerykanka zachęca do własnej refleksji na temat motywacji działań, jej słuszności ale też tego, jak łatwo oceniamy ludzi. Tutaj nikt nie jest taki, jaki się wydaje na pierwszy rzut oka, a wyciąganie pochopnych wniosków nigdy nie jest dobrym pomysłem. 

Największą siłą tej powieści są liczne nawiązania mitologiczne i szekspirowskie – Groff szpikuje swoją opowieść cytatami, drobnymi smaczkami, ale i umieszcza ją w szerszej perspektywie literackiej już przez sam tytuł oraz tytuły poszczególnych sztuk Lancelota. Językowo jest to także znakomita rzecz – ironiczna, pełna erudycji, Groff pokazuje się tu jako prozatorka i dramatopisarka. Mimo tych wyraźnych zalet nie przekonała mnie jednak historia, której zabrakło wiarygodności. Oczywiście pamiętam, że życie pisze najbardziej niespodziewane scenariusze i nawet taka sytuacja, jak opisana w tej powieści, jest możliwe, ale jednak mnie nie przekonała, szczególnie postać Mathilde. Zakładam nawet, że Groff celowo tak stworzyła te postaci i że wiarygodność nie była tu nadrzędnym celem, a raczej próba pokazania tego, jak sami możemy wpływań na nasz los, a także, że to, co sami bierzemy za zrządzenia owego losu, mogą być wynikiem nieznanych nam działań innych. Doceniam tę strategię, ale jednak nie będzie to moja ulubiona powieść tej autorki.

Moja ocena: 4/6

Lauren Groff, Fatum i furia, tł. Jerzy Kozłowski, 528 str., Wydawnictwo Pauza 2023

Stosikowe losowanie – marzec 2026

 


Agnes wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 30 książek) – 19
Maniaczytania wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) – 555
ZwL wybiera numer książki dla Katarzyny (w stosie 19 książek) – 14
Katarzyna wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 300 książek) – 117
McDulka wybiera numer książki dla Anny (w stosie 255 książek) – 111
Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 25 książek) – 9
Guciamal wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 5 książek) – 2