niedziela, 18 sierpnia 2019

"Mersi filmol" Lambert Król


Cóż za dziwaczny tytuł, zastanowi się czytelnik. Zwłaszcza czytelnik, który nie zna szwajcarskiego dialektu. Przyznam, że mimo znajomości niemieckiego, nie wpadłam, o co chodzi. Zmyliła mnie polska pisownia - tymczasem to przecież zwykłe danke vielmals - czyli wielkie dzięki na przykład. Jak wskazuje podtytuł książki Król obraca się w środowisku szwajcarskim, obserwuje je jednak z perspektywy imigranta - własnej, ale nie tylko. W mikroopowiadaniach przekazuje spojrzenie  typowego Sławka i typowej Weroniki, którzy natrafili na mur polsko-szwajcarskiego porozumienia.

O czym pisze więc Król? O przedszkolu i szwajcarskim sposobie na wychowanie maluchów, o wizycie u lekarza, o zdawaniu wynajmowanego mieszkania, o kontrolach na granicy, o tańszych zakupach w niemieckim Kauflandzie, o szwajcarskich kiełbasach, o spontaniczności, oszczędzaniu, zasadach, normach, konwenansach, dialektach. O wszystkich, z czym skonfrontowany zostanie Polak w Helwecji. Wśród tych dość realistycznych opowiadań przewijają się teksty trącące science-fiction i dystopią. Król snuje wizje z przyszłości - o śwince-skarbonce, która zmusza do oszczędzania czy o nowym programie zdobywania obywatelstwa wiążącym się z kasowaniem kulturowych wspomnień z kraju pochodzenia.

Te fantastyczne, oniryczne teksty mogą wydać się dziwne, ale to one są najmocniejszą stroną książki. Zachwycają ironią, sarkazmem, przewrotnością. Znakomite jest opowiadanie, w którym Grażyna zaprowadza na śląskim osiedlu szwajcarskie porządki - nagle życie staje się przyjemne, uregulowane, bloki czyste i zadbane, ale w pewnym momencie szwajcarski ład wymyka się spod kontroli... 

Król sięga także do szwajcarskich legend i wierzeń, ciekawie wplatając je w swoje teksty. Jest kukła, która uwodzi mężczyzn, górska zjawa, która morduje turystów czy krowa, której mleko daje dar mówienia wszystkimi dialektami. To bardzo udane teksty, zaskakująco dobrze łączące temat imigracji i integracji. Świadczą one o dojrzałości autora, który rozprawia się ze swoją emigracją, głęboko przemyślał swój stosunek do integracji i adaptacji do społeczeństwa kraju, w którym się osiedlił. O ile wiele z tych tekstów jest w pewien sposób uniwersalnych dla wszystkich emigrantów, to jednak w większości widać głębokie osadzenie w realiach helweckich, grę z konwencją i ironiczny stosunek do własnych doświadczeń. Król powraca w tekstach do tych samych osób, wspomnianych wyżej archetypów emigranta, puszczając do czytelnika oczko i sprawdzając, czy pamięta, czym dani bohaterowie się zajmują na meigracji. Uważny czytelnik wyłuska teksty bezpośrednio odnoszące się do samego autora i jego rodziny, zorientuje się, że orbita ich działań obejmuje Zurych i okolice, a tym samym koncentruje się na Szwajcarii niemieckojęzycznej. 

Mikroopowiadania to przemyślane formy, mimo swojej szczupłej objętości dojrzałe, dosadne, zaskakujące głębią treści. Przy wielu świetnie się bawiłam, wiele skłoniło mnie do zadumy, a także do konfrontacji z moimi informacjami na temat Szwajcarii. Nie spodziewałam się tak udanej lektury, ciekawa jestem, czy autor pokusi się o formy dłuższe, bo w wielu z mikroopowiadań tkwi zalążek powieści.

Moja ocena: 5/6

Lambert Król, Mersi filmol. Mikroopowiadania ze Szwajcarii, 164 str., Swiss Tales 2019.

sobota, 17 sierpnia 2019

"Śmiech za drewnianą przegrodą" Jani Virk



Pavel nie ma szczęśliwego dzieciństwa. Jego ojciec zdezerterował do Austrii i słuch po nim zaginął, a matka zmarła przy porodzie. Wychowuje go pochodząca z Austrii babka, przezywana Szwabką oraz dziwny dziadek. Pavel niedosłyszy, co czyni go pośmiewiskiem dzieci i nauczycielki. 

Smutne i samotne dzieciństwo chłopca przebiega w cieniu komunizmu. Jego rodzina zaliczana jest do wrogów klasowych, wiara w Boga niepożądana, jego ociężałość w szkole wyśmiewana. Po śmierci dziadków trafia do krewnych, których nigdy nie widział, dom rodzinny zostaje zagarnięty przez partyjnych dygnitarzy.

Powieść Virka pełna jest mrocznych obrazów, opisów ulic Ljubljany, nietypowych postaci i kobiet. Pavel bacznie obserwuje te ostatnie, żeby nie powiedzieć podgląda, przeżywając coś na kształt inicjacji seksualnej.

Niestety zupełnie nie trafiła do mnie proza Virka - z trudem przebrnęłam przez tę szczupłą przecież objętościowo książkę. Na dobrą sprawę nie potrafię nawet wyjaśnić dlaczego, bo zamysł autora jest ciekawy, jego opisy komunistycznej rzeczywistości przypominają Polskę, jednak zwyczajnie nie zachwycił mnie ani styl, ani język pisarza.

Moja ocena: 2/6

Jani Virk, Śmiech za drewnianą przegrodą, tł. Joanna Pomorska, 212 str., Wydawnictwo Czarne 2007.

piątek, 16 sierpnia 2019

"Koncert" Muharem Bazdulj



Ta książka świetnie wpisała się w czytaną niedawno przeze mnie autobiografię zespołu U2. Bazdulj opisuje bowiem z innej perspektywy słynny koncert tej grupy w Sarajewie. U2 spontanicznie zdecydowało się na danie koncertu tuż po wojnie, co wiązało się z ogromnym nakładem organizacyjnym, jako że miasto nadal nie było określane jako bezpieczne. Bono angażował się jednak bardzo w walkę o pokój na Bałkanach i zależało mu na tym szczególnym koncercie. 

Koncert jest wielkim wydarzeniem - wybierają się na niego Bośniacy z daleka i bliska. Jest wśród nich zagorzały fan U2, dziewczyna, która na wojnie straciła brata, dwie nastolatki z prowincji, kibol i zwolennik drugiej drużyny z Sarajewa itd. Każda z tych osób ma inne motywy, jest w innym punkcie swojego życia, łączy z koncertem inne marzenia.

Fan, jak nietrudno się domyślić, zna każdy tekst zespołu i marzy o zobaczeniu U2 na żywo. Dziewczyny z prowincji zrezygnowały ze szkolnej wycieczki zagranicę - chcą uczestniczyć w tym epokowym wydarzeniu, a jedna z nich marzy, że zostanie właśnie tą, która zatańczy z Bono na scenie. Młoda kobieta kupiła dwa bilety - dla siebie i dla brata, który przypadkowo zginął na wojnie - koncert będzie dla niej sposobem na symboliczne pożegnanie z bratem. Kibol natomiast marzy, by zobaczyć jak zostanie zniszczona murawa stadionu znienawidzonej drużyny. Postaci w tej książce jest więcej - wszystkie połączy koncert i każdej z nich da inną odpowiedź lub wpłynie w jakiś sposób na życie.

Te wszystkie postaci układają sobie życie na nowo po wojnie, każdą z nich autor uchwycił w krótkim momencie, tworząc z nich niby impresje. Nie wiemy skąd przyszli, nie wiemy dokąd dążą. Poznajemy ich zmartwienia i marzenia dzięki koncertowi U2.

Ciekawy sposób na ukazanie Sarajewa i Bośniaków oraz gratka dla fanów U2. Cieszę się, że odnalazłam tę książkę.

Moja ocena: 5/6

Muharem Bazdulj, Koncert, tł. Dorota Jovanka Ćirlić, 116 str., Wydawnictwo Czarne 2007.

środa, 14 sierpnia 2019

"Człowiek w przystępnej cenie" Urszula Jabłońska


Jabłońska ukazuje Tajlandię mroczną, niesprawiedliwą, pełną konfliktów. Taką, jakiej nie pozna przypadkowy turysta. Ja też nie znam Tajlandii aż tak odpychającej - mimo wielu wizyt, mimo przyjaciół i licznych rozmów. Ciekawa jestem, ile czasu autorka potrzebowała, by zebrać te informacje i dotrzeć do chętnych do rozmowy Tajek i Tajów. Nasze przyjaciółki są w tej kwestii bardzo powściągliwe i mimo wielu lat znajomości, nie udało mi się z nich wyciągnąć niewygodnych dla Tajów informacji.

Reporterka pisze więc o ladyboys i ich wcale nie tak różowym życiu, o szkole gotowania w slumsach, o pracy prostytutek, które sponsorują całe pozostawione na prowincji rodziny, o duchach, o pełnej prostytutek Pattayi, o mniszkach, które oficjalnie wcale mniszkami nie są, o zawodniczkach muay thai, o mnichach, którzy wcale jak mnisi się nie zachowują, o rybakach, którzy giną w pracy i nikt nie wie, co się z nimi dzieje i wreszcie o fali uchodźców z Mjanmy. Nie ma tu ani jednego pozytywnego tematu, nie ma słowa o kraju uśmiechu, o pięknych krajobrazach, o pysznym jedzeniu, rozwoju gospodarczym, ale także nic o tsunami. To Tajlandia obdarta z pozłotki i dumy. Tajlandia smutna, pełna problemów, związana konwenansami, i bezsensownymi tradycjami. Tajlandia przedstawiona na wyrywki, w postaci krótkich migawek i impresji. Chętnie przeczytałabym więcej, poznała szczegóły, sposób zdobywania informacji. Jednym słowem po lekturze czuję lekki niedosyt.

Jabłońska zarysowała wiele tematów, o których można by pisać więcej. Z jednej strony można uznać, że taka krótka forma wystarczy, że problemy można przegadać i zagadać na śmierć. Nie oczekuję wcale jednak wałkowania tego samego tematu, myślę raczej o szerszej perspektywie. O Tajlandii mogę czytać i czytać - zresztą od lat chętnie sięgam po książki z Azji Południowo-Wschodniej, mam więc nadzieję, że autorka pokusi się o kolejną książkę.

Moja ocena: 4/6

Urszula Jabłońska, Człowiek w przystępnej cenie, 232 str., Dowody na istnienie 2017.


wtorek, 13 sierpnia 2019

"Niewidzialni" Roy Jacobsen


Spokojna, niespieszna narracja, brak szybkiej akcji, cisza, spokój, siły natury - brzmi mało zachęcająco, prawda? Tymczasem Niewidzialni bardzo mi się podobali. To powieść genialna w swojej prostocie, zarówno narracyjnej, jak i konstrukcyjnej i językowej. 

Maleńka wyspa Barrøy, na której mieszka rodzina nosząca takie samo nazwisko. Mama, tata, dziadek, ciocia i Ingrid. Życie na wyspie naznaczone jest przez naturę i ciężką pracę. Ale to właśnie natura i jej kaprysy decydują o życiu - kiedy siać, kiedy zbierać, gdzie paść owce, a gdzie krowy, kiedy łowić, kiedy solić i kiedy suszyć ryby, kiedy zbierać puch edredonów. W rodzinie mówi się mało, decyzje podejmuje się w samotności, zawiadamia o nich, gdy się dokonają. Do szkoły wyjeżdża się na dwa tygodnie, tam poznaje inne życie

Inne życie przynosi też zawijający czasem pastor albo wycieczka do miasta. Ojciec, który na zimę wyjeżdża na Lofoty przywozi pieniądze i podmuch innego świata. A potem ktoś umiera, ktoś się rodzi, ktoś wariuje. I życie się zmienia, a jednak pozostaje takie samo. Trzeba tylko zdecydować, czy warto dopuścić na wyspę postęp czy jednak jest dobrze, jak jest. 

Jacobsen opowiada o zwykłym, czasem wręcz nudnym życiu w taki sposób, że nie sposób odłożyć tę książkę. Opowiada zarazem prosto, jak i wyrafinowanie. Zwykłe, nieskomplikowane zdania przeplatają się z zaskakującymi metaforami. Czytelnik obserwuje, domyśla się, zastanawia, bo autor nie wszystko podaje wprost, pozwala na własną interpretację.

Powieść Niewidzialni pozwala także uszczknąć trochę ze zwyczajów Norwegów, zahacza o rolę kobiet, którym nie przysługuje nawet własne krzesło przy stole. Na Barrøy to się jednak zmienia, bo Ingrid jest córką i jedyną dziedziczką. 

Zaskakująco dobra powieść, mam wielką ochotę na kontynuację.

Roy Jacobsen, Niewidzialni, tł. Iwona Zimnicka, 280 str., Wydawnictwo Poznańskie 2018.

niedziela, 11 sierpnia 2019

"Lost in Fuseta. Spur der Schatten" Gil Ribeiro


Kolejny tom z Leandrem Lostem w roli głównej dostarczył mi równie dobrej rozrywki, co pierwszy. A może nawet większej, bo spora część akcji rozgrywa się w Lagos, mieście, które znam jak własną kieszeń.

Lost jest już prawie pół roku w Portugalii, zżył się z kolegami, a szczególnie z Gracianą i Carlosem, a oni nauczyli się obchodzić się z jego specyficznym stylem bycia. W tym tomie autor dużo szerzej opisuje objawy Zespołu Aspergera oraz sposoby Losta na radzenie sobie z tą przypadłością. Jego niesamowita, fotograficzna pamięć może być bowiem zarówno zaletą jak i wadą. Natomiast problemy z rozszyfrowywaniem emocji innych ludzi zdecydowanie utrudniają mu życie, szczególnie prywatne. Szczególnie odczuwa to siostra Graciany - Soraya, która nadal odczuwa wielką sympatię do Niemca, a on tego zupełnie nie zauważa. Ta książka to jednak przede wszystkim kryminał - a w tym tomie mamy dość ciekawą zagadkę. Akcja rozpoczyna się zaginięciem policjantki z Moncarapacho - wioski położonej niedaleko Fusety. Teresę wszyscy znali i jej niewyjaśnione zniknięcie jest bardzo niepokojące, szczególnie, że funkcjonariuszka nie zabrała ze sobą telefonu, z którym normalnie się nie rozstaje. Dość szybko okazuje się, że Teresa pojechała do Lagos, by w księgarni odebrać zamówioną książkę i tam też została zamordowana. Zagadkowa śmierć - kobieta nie miała wrogów, prowadziła spokojne życie, a jej wyjazd do Lagos wydaje się być zupełnie niewytłumaczalny. 

Niezachwiana logika Losta oraz świetna praca Isadory, wszechstronnej technik kryminalnej, rzucają inne światło na śmierć koleżanki po fachu. Okazuje się, że za morderstwem Teresy kryje się grubsza sprawa, wiążąca się z Angolą i uprowadzeniem żony i córki pewnego kucharza. 

I w tym tomie śledztwo jest bardzo portugalskie - Carlos chętnie delikatnie nagina prawo, korzysta z wszechstronnych kontaktów wśród mieszkańców Algarve oraz ich zamiłowania do plotkowania. Poszukiwaniom mordercy Teresy towarzyszy portugalskie słońce, portugalskie potrawy, słodkości i zwyczaje. Ribeiro ponownie przeplata akcję sporą dozą typowych dla Algarve informacji i ciekawostek.

Bardzo przyjemna i w wielu aspektach pouczająca lektura, której nie brakuje dowcipu i świetnych charakterów.

Moja ocena: 5/6

Gil Ribeiro, Lost in Fuseta. Spur der Schatten, 400 str., czyt. Andreas Pietschmann, Kiepneheuer & Witsch 2018.