środa, 26 sierpnia 2026

"Godność, proszę. O transpłciowości, gniewie i nadziei" Maja Heban


 
Maja Heban to jedna z najbardziej znanych transpłciowych działaczek – choć ja nie śledzę mocno działalności tego środowiska i o autorce niewiele wiedziałam. A że "Godność, proszę" to reportaż ze sporym wymiarem osobistym, było to dla mnie zaletą. Dowiedziałam się bowiem tyle, ile sama autorka chciała mi pokazać. Na swoim przykładzie opowiada o sytuacji osób transpłciowych w Polsce i na świecie, poruszając chyba każdy możliwy aspekt tej kwestii. 

Heban bardzo konkretnie i w wyważony sposób porusza przeróżne problemy i bariery, na jakie trafiają osoby transpłciowe. Tytułowy gniew nie gra tu pierwszych skrzypiec, choć oczywiście jest obecny. Zwycięża go jednak rozsądek i chęć walki o zmiany, ale i wyjaśnienia problematycznych kwestii. Jak autorka zaznacza, osoby cispłciowe nie zrozumieją tego, co przechodzą osoby trans i ja to całkowicie przyjmuję. Z tego względu zresztą sięgnęłam po tę książkę, bo chcę zrozumieć na tyle, na ile mogę. I faktycznie Heban potrafi wyjaśnić wiele spraw, zdecydowanie ma talent edukacyjny, tak że w wielu momentach mogłam zmienić perspektywę i zadać sobie z autorką różne pytania, np. te dotyczące medykalizacji procesu tranzycji czy choćby tak przyziemnych kwestii jak toalety publiczne. Bardzo rozumiem postulat, że nie każda osoba trans musi mieć odpowiedź na pytania osób cis. 

Autorka idealnie łączy osobistą perspektywę z ogólnym dyskursem, dobrze argumentuje, świetnie wyprowadza wiele kwestii, otwiera oczy, edukuje, a jej wrażliwość i styl idealnie współgrają z moją percepcją, więc była to dla mnie świetna lektura. 

Moja ocena: 5/6

Maja Heban, Godność, proszę. O transpłciowości, gniewie i nadziei, 208 str., Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2023.

wtorek, 25 sierpnia 2026

"Płynąc w ciemnościach" Tomasz Jędrowski


 

Jędrowski urodził się w Niemczech, w polskiej rodzinie, a jego ścieżka życiowa uczyniła z niego prawdziwego kosmopolitę. Tę książkę od dawna miałam na radarze w wersji oryginalnej, czyli angielskiej, była rozważana nawet przez mój angielski klub książkowy. Sięgnęłam jednak po nią w wersji polskiego audiobooka, dzięki abonamentowi. 

To opowieść o Ludwiku, który kończy studia na początku lat 80. w Polsce. Podczas wakacyjnego obowiązkowego wyjazdu w ramach czynu pracy poznaje Janusza. Między mężczyznami stopniowo rodzi się uczucie. Ludwik, gdy relacjonuje tę historię, mieszka w Nowym Jorku i obserwuje doniesienia o stanie wojennym w Polsce. Jest to więc relacja dość świeżych wydarzeń – pierwszej, wielkiej miłości i rozstania, przeplatana opisami dorastania i poznawania swojej tożsamości. Ludwik rezygnuje z tego uczucia i opuszcza Polskę, bo nie potrafi żyć w socjalistycznej opresji. Nie dla niego doktorat, bo nie ma pleców i odpowiedniego wsparcia, nie dla niego lawirowanie i kombinowanie, które poznaje dzięki Januszowi właśnie. Ten nie ma oporów, by przyjąć pracę w cenzurze. To on poznaje Ludwika ze swoimi wysoko postawionymi znajomymi. To młodzież, której dzięki ojcu dygnitarzowi nie brak niczego – są zachodnie samochody i alkohole, kolorowe stroje, bogate wnętrza, luz i zbytek. Narrator nie potrafi żyć w zakłamaniu, korzysta jednak ze wsparcia, by dostać paszport i zamyka za sobą polskie drzwi.

"Płynąc w ciemnościach" to opowieść o dorastaniu i odkrywaniu swojej tożsamości, to gejowska miłość w PRL-u, z politycznymi kulisami. Jędrowski stawia na metaforyczny język, dba o zgrabne porównania, ma pretensje do poetyckości, która ma zapewne stać w kontraście do siermiężnej rzeczywistości. Problem w tym jednak, że opis ówczesnej Polski jest jak z podręcznika dla cudzoziemców. Autor ślizga się po stereotypach i odhacza kolejne kratki z peerelowskiego binga – cenzura, policja, ulotki, kolega z partii, czyn społeczny. Nie widzę tu niuansowania, ale rozumiem, że to książka pisana dla czytelniczki spoza Polski i taki obraz kraju jest wystarczający. Zapewne gdybym nie była Polką, kupiłabym go bez problemów i zakładam, że wiele razy tak się dzieje, gdy czytam książki z mniej znanych mi krajów, mające tło historyczne, nawet tylko to schematyczne. 

Moim drugim problemem z tą książką jest to, że nie wzbudziła we mnie żadnych emocji. Nie kibicowałam Ludwikowi, nie czułam go jako postaci, nie rozważałam wraz z nim sytuacji i nie zagłębiałam się w dylematach. "Płynąć w ciemnościach" trafia u mnie na półkę z lekturami, które niestety szybko ulecą z mojej pamięci.

Moja ocena: 3,5/6

Tomasz Jędrowski, Płynąć w ciemnościach, tł. Robert Sudół, 264 str., Wydawnictwo OsnoVa 2020.

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

"Teściowa" Moa Herngren


 

Po lekturze "Rozwodu" sięgnęłam po kolejny tom cyklu, czyli po "Teściową". To jednak wcale nie jest cykl w stricte tego słowa znaczeniu. Nie ma tu tych samych bohaterów, nawet najmniejszej styczności – dla mnie to określenie okazało się więc być mylące. Nie umniejszyło to jednak odbiorowi książki. Herngren ponownie postawiła na sprawdzony sposób – pokazuje rodzinę z wszystkimi relacjami międzyludzkimi, oddając głos różnym zaangażowanym osobom. 

Åsa samotnie wychowała Andreasa po tym, jak zostawił ją partner. Matka i syn tworzyli zgraną drużynę i mimo wielu trudności Åsa ma poczucie, że dobrze wychowała syna. Wszystko się jednak zmienia, gdy Andreas związuje się z Josephin, córkę przyjaciółki Åsy. Jospehin ma dość trudny charakter, trudno z nią nawiązać więź, a sytuacja się komplikuje, gdy para ze względu na zmianę mieszkania tymczasowo wprowadza się do Åsy. Ta próbuje bliżej poznać przyszłą synową, ale trafia na mur. Z jej perspektywy poznajemy całą sytuację, dalsze losy pary, szczególnie po narodzinach wnuka. Następnie swoją perspektywę przedstawia Andreas, Jospehin, ale i były partner Åsy.

Herngren ponownie tak prowadzi narrację, że czytając perspektywę każdej z osób, jesteśmy skłonni przyjąć jej stronę i rozumiemy jej punkt widzenia. Gdy jednak cały obraz rodziny układa się i wszystkie puzzle wskakują na swoje miejsce, perspektywa się zmienia. Już wiadomo, że nic nie jest czarno-białe, jak chcemy wierzyć, że nikt nie jest bez winy, ale i też, że nie warto podejmować ostateczne decyzje i zatrzaskiwać furtkę na zawsze. Warto powalczyć o kompromis i nie przypisywać innym tylko i wyłącznie złej woli. 

Szwedka ponownie pokazała, jak świetnie obrazuje zwykłe rodziny, rozmowy, a przede wszystkim, jak rodzą się konflikty. Umiejętnie wskazuje na błahostki, które mogą zadecydować o całej relacji, ale też na brak elastyczności w układaniu sobie życia z innymi. Zwykłe kwestie, które dotyczą wszystkich z nas, zwykłe błędy, którzy wszyscy popełniamy.

Moja ocena: 5/6

Moa Herngren, Teściowa, tł. Wojciech Łygaś, 384 str., Wydawnictwo Albatros 2024.

niedziela, 23 sierpnia 2026

"The Circle of Karma" Kunzang Choden


Tsomo rodzi się jako trzecie dziecko na bhutańskiej prowincji. Jej ojciec jest lamą, nauczycielem i praktykującym buddystą, matka zajmuje się domem. Przy porodzie dwunastego dziecka matka umiera, a Tsomo jako najstarsza córka zajmuje się domem i rodzeństwem. Jeśli wcześniej miała jakieś marzenie o nauce czytania i pisania, to w tym momencie rozsypuje się ono w proch. Dziewczynka ma mnóstwo obowiązków, na takie fanaberie nie ma czasu. Zresztą bhutańskie społeczeństwo zasadza się, cóż za niespodzianka, na władzy mężczyzn. Tsomo doświadczy tego boleśnie, gdy podczas wyprawy do świątyni, by zapalić lampkę dla zmarłej matki, poznaje mężczyznę. Teraz stanie się, chcąc nie chcąc, jego niemal własnością. Choden opisuje dalsze losy Tsomo, która opuszcza wioskę, wyrusza w daleką pielgrzymkę, dociera do Indii, związuje się z kolejnym mężczyzną, choruję i w końcu zostaje zakonnicą. Wciąż i wciąż skazana jest na wolę i łaskę mężczyzn, a wszystkie niepowodzenia przypisuje złej karmie. Tsomo jest głęboko wierzącą buddystką, wiara daje jej oparcie, a tłumaczenie przeciwności losu karmą, pociechę. 

To nie jest książka, której akcja dzieje się w zamierzchłych czasach. Choć autorka nie podaje czasu akcji, można się domyślić, że to XX wiek. Bhutan się rozbudowuje, powstają drogi, pojawiają się pierwsze auta, podróżuje się pociągami. Stare lokalne stroje są w cenie u zbieraczy z zagranicy, a w Indiach mieszka wiele Bhutańczyków, którzy trzymają się razem. Ta książka jest pierwszą napisaną po angielsku powieścią przez Bhutankę. I to widać. Na początku miałam wrażenie, że autorka za bardzo poszła w styl przewodnikowo-informacyjny. Opowiada wprawdzie o życiu Tsomo, ale przy okazji opisuje bhutańskie rytuały, stroje, zwyczaje, potrawy. Owszem, jest to bardzo cenne, po to zresztą po tę książkę sięgnęłam, ale miałam poczucie, że to powieść pisana dla cudzoziemki. Gdy doczytałam, że ta książka została napisana do angielsku, moje poczucia się potwierdziły. Nie sądzę bowiem, że Bhutanka tak dokładnie opisywałaby te kwestie lokalnym czytelniczkom. 

Dzięki temu podejściu miałam jednak możliwość naprawdę drobiazgowo poznać lokalny koloryt, ale i różnice z krajami ościennymi, nieco problematyki politycznej (Tybet), a w końcu kulturę i mentalność Bhutanek. Nie jest to jednak powieść tylko informacyjna, losy Tsomo mnie wciągnęły i poruszyły, a także skłoniły do smutnych wniosków na temat wszechobecności mizogini i patriarchatu. 

Moja ocena: 4/6

Kunzang Choden, The Circle of Karma, 316 str., Penguin Global 2005.

sobota, 22 sierpnia 2026

"Przegryw. Mężczyźni w pułapce gniewu i samotności" Patrycja Wieczorkiewicz, Aleksandra Herzyk


 

Patrycja Wieczorkiewicz i Aleksandra Herzyk zatopiły się w incelowski świat – czyli w uczęszczane przez nich fora dyskusyjne. Przez wiele miesięcy śledziły rozmowy, brały w nich udział, nawiązały kontakty z osobami z przeróżnych środowisk i podjęły próbę pokazania różnorodności tej niszy. Piszę nisza, ale to odrębny świat, ze swoim żargonem, grupami, hierarchią i regułami. 

Autorki przeprowadziły wiele rozmów, a niektóre z nich znalazły się w książce. Dzięki nim widać, że w tej bańce nie ma różnorodności – przedstawieni mężczyźni pochodzą z różnych środowisk, mają różne poglądy, są wśród nich osoby nieheteronormatywne, antynataliści, osoby o poglądach lewicowych, wiele z nich ma jakieś, często niezdiagnozowane do końca, zaburzenia. Można jednak także znaleźć punkty wspólne – wczesne wykluczenie, bieda, trudny dom, a w przypadku wszystkich przeraźliwa samotność.

Nie ma tu recepty na ten stan rzeczy, ale autorki cytują statystyki, poszerzają analizę, próbują znaleźć przyczyny tego stanu rzeczy w społeczeństwie, ale jednoznacznej odpowiedzi tu nie ma. Na pewno pisanie tej książki wiązało się dla nich z dużym samozaparciem, odpornością na wysłuchiwanie inwektyw, tolerancją na zmienność rozmówców. Wiele z rozmów ciężko się czyta, choć u mnie nad złością przeważało współczucie. Ta lektura pokazała mi, co z ludźmi robi samotność, brak wymiany z osobami spoza bański, spoza komputera, wykluczenie, beznadzieja i brak widoku na zmianę perspektyw. 

"Przegryw" dał mi dużo do myślenia, wzbudził we mnie wiele emocji. Mam poczucie, że warto mieć świadomość istnienia tej grupy społecznej, warto wiedzieć o niej coś więcej niż memy i niewybredne żarty. Po lekturze jednak nadal nie mam pomysłu, jak zaradzić temu stanowi rzeczy.

Moja ocena: 5/6

Patrycja Wieczorkiewicz, Aleksandra Herzyk, Przegryw. Mężczyźni w pułapce gniewu i samotności, 336 str., Wydawnictwo W.A.B. 2023.

piątek, 21 sierpnia 2026

"Kiedy żurawie odlatują na południe" Lisa Ridzén


Bo stoi na końcu swojego życia, mieszka sam, towarzyszy mu tylko pies, codziennie odwiedzają go także pracownicy opieki domowej oraz regularnie syn. Rutynę dni przerywają rozmowy telefoniczne z przyjacielem. Bo relacjonuje swoje dni, które spędza głównie na odpoczynku, drzemkach i krótkich wyjściach z psem. Jako że tych wydarzeń nie jest dużo, to sporo tu wspomnień, przemyśleń, ale i lęków oraz mniej lub bardziej świadomego przygotowywania się na śmierć. Staruszek wspomina swoje małżeństwo, życie, wychowanie swoje i syna, a jego wspomnienia nie są pozbawione autorefleksji.

Mężczyznę zajmują bardzo przyziemnie sprawy, do których w zasadzie sprowadza się życie – jedzenie, toaleta, podstawowe czynności codzienne. Najważniejszym odnośnikiem dla Bo jest jego pies – ale opieka nad zwierzęciem zaczyna go stopniowo przerastać, co jest dla niego bardzo trudne do zaakceptowania. 

Ridzén przeplata monolog Bo, krótkimi notatkami, jakie zostawiają opiekunki i opiekunowie oraz rozmowami z synem. Narracja to jednak przede wszystkim perspektywa starego człowieka, świadomego końca, czekającego na odejście. Szwedka wspaniale przenosi czytelniczkę do jego głowy, pozwalając zrozumieć punkt widzenia, odczucia, świadomość degradacji ciała i umysłu. Obserwujemy stopniową stagnację, zapadanie się w siebie, żegnanie ze światem oraz akceptację tego stanu rzeczy.

To z założenia smutna książka. Surowy, typowy dla Skandynawek, styl autorki podkreśla emocje, które bez wątpienia rodzą się w czytelniczce. Ridzén bez ogródek, epitetów i ozdobników opisuje codzienność Bo, pokazując starość szczerze, ale i bez sensacji. Ja jednak nie odbieram tej powieści do końca jako wyciskacza łez, bo odchodzenie Bo jest wprawdzie smutne, ale pogodzone z losem, w domu, z godnością, bez bólu i rozpaczy. Myślę, że to taki rodzaj śmierci, którego wiele z osób by sobie życzyło. 

Ta powieść nie bez przyczyny jest bestsellerem, naprawdę warto po nią sięgnąć.

Moja ocena: 5/6

Lisa Ridzén, Kiedy żurawie odlatują na południe, tł. Wojciech Łygaś, 368 str., Wydawnictwo Albatros 2025.

piątek, 14 sierpnia 2026

"Półmistrz" Mariusz Czubaj


Sierpień 1939 roku, na pokładzie transatlantyku do Buenos Aires wyrusza polska drużyna szachowa na olimpiadę w Buenos Aires. Oprócz nich na statku jest wiele innych ciekawych person, np. Witold Gombrowicz. Atmosfera jest nieco nerwowa, wydarzenia polityczne są jednym z ważnych tematów rozmów, szachiści trenują, goście zapoznają się ze sobą, a wszystkich obserwuje niejaki Edward Abramowski, który ma do spełnienia pewną misję. 

Gdy jeden z gości zostaje brutalnie zamordowany, sytuacja robi się napięta. Wszyscy są zaniepokojeni i czują, że nie są informowani o wszystkim, załoga ukrywa morderstwo, a Edward ma pewne podejrzenia, szczególnie gdy nawiązuje kontakt z jedną z pasażerek – Niną. Samo śledztwo nie jest jednak clou tej książki – nawet mnie szczególnie nie ciekawiło. Najważniejsza jest tu atmosfera – w Europie wybucha wojna, wiadomości na statek, który tworzy swoisty mikrokosmos, dochodzą z opóźnieniem. goście różnej proweniencji muszą ze sobą współżyć, a dyskusje bywają ogniste. Szachiści mają swoje zwyczaje, rośnie napięcie w oczekiwaniu rozgrywek, a Gombrowicz to postać wyjątkowo oryginalna, która chętnie i soczyście komentuje ludzi i wydarzenia, sypiąc cytatami z przyszłych książek. Równie pyszne są nawiązania do wydarzeń współczesnych, delikatnie utkane w różnych wypowiedziach. Tropienie takich smaczków to sama przyjemność.

Po "Półmistrza" sięgnęłam tylko ze względu na szachy, jako że mam w domu mistrza, i to całego, ale nie one tu grają pierwsze skrzypce, podobnie jak zagadka kryminalna. To raczej świetny portret epoki, uchwycenie atmosfery niepokoju tuż przed wybuchem II wojny światowej, podgrzanej zamkniętym miejscem, w którym znaleźli się pasażerowie. 

Moja ocena: 4/6

Mariusz Czubaj, Półmistrz, 320 str., Wydawnictwo Znak 2023.