sobota, 4 lutego 2023

"O perspektywach rozwoju małych miasteczek" Małgorzata Boryczka


Cóż za zwodniczy tytuł i jaka świetna okładka! Boryczka, wbrew pozorom, nie stworzyła reportażu, a zbiór opowiadań, których akcja, czego nie trudno się domyślić, umiejscowiona jest w małym, prowincjonalnym miasteczku i jego okolicach. Każdy tekst to inny narrator lub narratorka i inna perspektywa, a co za tym idzie, inny język, postrzeganie świata i sposób wypowiadania się. Boryczka kreuje cały wachlarz typowych mieszkańców wsi czy małego miasta, czyniąc ten zbiór uniwersalnym. 

Same teksty są mimo swojej skąpej objętości bardzo różnorodne. Boryczka sprawnie operuje ironią i dowcipem, ale jest przede wszystkim baczną i dobrą obserwatorką ludzkich zachowań. W jej opowiadaniach nie brak więc tematów trudnych (gwałt, zdrada, choroba psychiczna), ale i postaci typowych dla takiej społeczności: miejscowy głupek, plotkary, wścibscy sąsiedzi, ksiądz, nauczyciel itd. 

Boryczka wskazuje w swoich tekstach na tytułową perspektywę - bo i zmienia się wygląd miasteczek. A to drzewa wytną, a to kostkę położą, a to coś wyremontują, tylko czy mieszkańcy też podlegają tym zmianom? Czy w ogóle jest jakaś różnica między wsią, a sąsiadującym miasteczkiem? Czy są szanse wyrwania się z tego środowiska? Czy w ogóle jest taka potrzeba? 

Narracja w pierwszej osobie liczby pojedynczej pozwala zatopić się w poszczególne postaci, zrozumieć ich motywacje, sposób myślenia i przywiązania lub nie do miejsca zamieszkania. Boryczka uchwytuje krótkie momenty z ich życia: spotkanie z babcią, zgubienie kota, rozwiązywanie krzyżówki i rozmowę, śmierć Karela Gotta i narodziny plotki, budowę kominka, rozstanie z kochankiem itd., świetnie odmalowując ich atmosferę, czasem pełną humoru, a czasem przerażającą. 

To bardzo przyjemna lektura, mnie usatysfakcjonowała przede wszystkim językowo. Chętnie przeczytałabym jednak powieść Boryczki, bo opowiadania nie należą do moich ulubionych form literackich.

Moja ocena: 4,5/6

Małgorzata Boryczka, O perspektywach rozwoju małych miasteczek, czyt. Marta Dylewska, Kamil Banasiak, 150 str., Wydawnictwo Nisza 2021.

piątek, 3 lutego 2023

"Jełgawa "94" Jānis Jonevs

 


Łotewska wersja historii dorastania w prowincjonalnym mieście w latach 90. - tak by można streścić tę książkę w kilku słowach. I to faktycznie jest kolejna powieść o bólach szukania własnego ja, ale co czyni ją wyjątkową, to łotewski anturaż i ogromna rola muzyki.

Główny bohater, Jānis, wchodzi w okres dojrzewania i bolesny proces pozycjonowania się w grupie i szukania własnej niszy. Śmierć Kurta Cobaina jest tym wydarzeniem, które kieruje zainteresowanie młodzieży na rock, a później na hard rock i metal. Jānis to niepozorny okularnik, dobry uczeń i syn, niespecjalnie pasuje w te klimaty, ale usilnie stara się dostosować do grupy. Słucha dudniącej muzyki, jeździ do Rygi na legendarną giełdę, godzinami dyskutuje z kumplami o muzyce oczywiście, różnicach między różnymi podtypami rocka, dba o swój image (włosy, strój) i czasem coś tam próbuje kołować z dziewczynami. Nie zapomnijmy o alkoholu i innych używkach. Niby Łotwa, a jednak treść pasuje do wielu krajów - kto z nas nie przynależał albo nie obserwował takiej tworzącej się subkultury? 

Jako że sama z metalowcami nie miałam nic wspólnego, to nie czuję do końca tej książki. Jonevs przytacza dziesiątki nazw zespołów (znam może połowę), opisuje muzykę i dyskusje chłopaków, które siłą rzeczy nie mogły mnie zainteresować. 

Odbieram tę książkę jako interesujące spotkanie z literaturą łotewską, liźnięcie tamtejszego klimatu lat 90., ale niestety nic więcej. 

Moja ocena: 3,5/6

Jānis Jonevs, Jełgawa '94, tł. Daniel Łubiński, czyt. Cezary Kołacz, 344 str., Marpress 2022.

środa, 1 lutego 2023

"Chochma" Svens Kuzmins


Chochma to fikcyjne miasteczko gdzieś w Łotwie - uroczo prowincjonalne, nieco zacofane, pełne postkomunistycznych artefaktów i równie kuriozalnych mieszkańców. Marks - to główny bohater tej książki, ale główny tylko poniekąd, bo Chochma to niby-powieść, a jednak zbiór opowiadań. Gdzieś tam pojawiają się te same postaci, ale równie prędko znikają. Są postaci, którym poświęcone jest tylko jedno opowiadanie i które nie pojawią się już nigdy lub przemkną jako postać drugoplanowa w innym. Są też wydarzenia i zwyczaje niezrozumiałe w jednym tekście, a objaśnione w zupełnie innym. Ta wyrafinowana konstrukcja ciekawi, ale niezbyt dobrze się słucha. Myślę, że lepiej tę książkę czytać, i to w wersji papierowej, by mieć możliwość przekartkowania kilku stron wstecz. 

Kuzmins szkicuje historie niewiarygodne i całkowicie realistyczne, przeplatając je i szpikując postkomunistycznymi detalami - sosy Uncle Ben's czy pomnik Lenina są genialne. Nie brak mu przy tym humoru, a właściwie ironii. Czytając kolejne rozdziały, poznamy krajobraz Chochmy, ale także życie Marksa - niechronologicznie, fragmentarycznie, ale jednak. W swoich często fantastycznych wizjach, Kuzmins przemyca problemy posowieckiej Łotwy, jak choćby brak pracy czy różnice społeczne lub emigracja. Jest tu wiele świetnych tekstów, jak choćby ten o Łotyszu, który zakłada w Irlandii mini-państwo na wzór tradycyjnej Chochmy lub opowieść o nowym trendzie, w którym ludzie zamieniają się miejscami w życiu (genialny tekst!). Ciekawe jest także opowiadanie o małej Ursuli, która spędza wakacje u dziadka i odkrywa nowy sposób komunikacji z matką, oczywiście nietuzinkowy. Na pewno zapamiętam też opowieść o nowym leku o nazwie alkostop, który zmienia świadomość i czyni życie łatwiejszym, a którego reklamą ma zając się agencja, w której pracuje Marks. 

Autor przeplata te opowieści wiadomościami i artykułami z "Kuriera Chochmy", jak na przykład listy do psycholożki i jej odpowiedzi. Te fragmenty dopełniają obrazu miasta, tworząc jego swoisty koloryt i dopełniając przemyślaną konstrukcję powieści. 

Mimo że nie każdy tekst trafił do mnie tak samo i czasami poziom absurdu mnie pokonywał, to doceniam bardzo powieść Kuzminsa. To moje drugie spotkanie z literaturą łotewską, które pozwoliło mi się bardziej zatopić w tamtejszy klimat. Ciekawa rzecz!

Moja ocena: 4/6

Svens Kuzmins, Chochma, tł. Agnieszka Smarzewska, czyt. Jan Kardasiński, 280 str., Wydawnictwo Marpress 2022.

Stosikowe losowanie luty 2023

 


Hopeforbooks wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) - 1234
ZwL wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 59 książek) - 47
Maniaczytania wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 6 książek) - 2
Agnes wybiera numer książki dla Anny (w stosie 307 książek) - 287
Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 55 książek) - 51
Guciamal wybiera numer książki dla Hopeforbooks (w stosie 168 książek) - 29


poniedziałek, 30 stycznia 2023

"Życie Sus" Jonas T. Bengtsson

 


Bengtsson należy do grona pisarzy, na których zwracam szczególną uwagę, a to od świetnego Submarino. Choć jego Baśń nie zachwyciła mnie aż tak bardzo, to jednak jego charakterystyczny styl bardzo mi pasował i planowałam przeczytać jego kolejne książki. Jedna czeka od dawna na czytniku, ale najpierw sięgnęłam po Życie Sus. Duńczyk ulokował akcję powieści w znanych z jego prozy terenach. To blokowisko na przedmieściu, zamieszkane przez dilerów i margines społeczny, gdzie prym wiedzie beznadzieja i brak perspektyw. 

To tu mieszka dwudziestoletnia Sus, sama. Ojciec siedzi w więzieniu po tym, jak dopuścił do śmierci matki-narkomanki, brat leży na OIOM-ie z odłamkiem w ciele, którego dorobił się na wojnie. Sus jest drobna, dziecięca wręcz, ćwiczy więc ciało i ducha, by być gotową na wyjście znienawidzonego ojca z więzienia. Resztę czasu spędza na paleniu haszu, kołowaniu jakiegoś jedzenia i wymyślaniu sobie wyzwań. To one mają sprawdzać stan jej ciała i jego gotowość. Na co? Na zemstę, na życie, na przetrwanie.

Bengtsson operuje krótkimi, dosadnymi zdaniami, jego narracja jest rwana, podzielona na krótkie rozdziały, które są poszczególnymi scenami z życia Sus.

Oprócz Sus, Duńczyk szkicuje kilka innych portretów - studenta znudzonego uniwersytetem, dilera na wózku, pozornie dobrego policjanta, którego pogrążyły realia. To smutna powieść o beznadziei, szukaniu sensu w życiu, ale też o tym, jak miejsce urodzenia determinuje nasze życie. Niby nic odkrywczego, a jednak poruszające.

Moja ocena: 5/6

Jonas T. Bengtsson, Życie Sus, tł. Iwona Zimnicka, 216 str. Wydawnictwo Poznańskie 2020.

piątek, 27 stycznia 2023

"Lód" Ulla-Lena Lundberg


Pastor Petter Kummel wraz z żoną Moną i niespełna dwuletnią córeczką Sanną przybywa na Wyspy Alandzkie, a właściwie na ich zachodni kraniec, gdzie przejmuje parafię. Młode pastorostwo jest pełne energii, werwy, chęci, by pracować dla parafian i zbudować na wyspie wspólne życie. Akcja rozgrywa się tuż po wojnie, Finlandia wciąż nie otrząsnęła się z trudnych wydarzeń, biedy i głodu. Ludzie jednak są pełni nadziei na lepsze życie i pokój. Wojna najbardziej dotknęła Irinę, lekarkę szwedzkiego pochodzenia, która urodziła się w Rosji. Kobieta musiała zostawić w Rosji dziecko, niepewna swojego losu mieszka teraz na wyspach i uczy się do egzaminu lekarskiego - jej rosyjskie wykształcenie nie zostało uznane. 

Idylliczne wyspy i surowa natura odgrywają ogromną rolę w tej powieści - pogoda dyktuje rytm życia gospodarskiego, odcina od świata, pozwala na zbiór plonów. Surowe wyspy pozwalają na uprawę ogródka, hodowlę bydła, połowy. W ten świat zatapiają się Petter i Mona, którzy od pierwszego wejrzenia pokochali ten nieprzyjazny krajobraz. Mona to prawdziwa gospodyni, która dba o inwentarz, gospodarstwo, dom, posiłki, dzieci, męża. Jej dom jest zawsze otwarty dla licznych gości pastora, gospodyni uwija się jak w ukropie, nie pozwala sobie pomóc. Mona to także dość surowa, konsekwentna matka, która dba, by nie rozpuścić dzieci. Petter natomiast ma tendencje do bujania w obłokach, nie potrafi odmówić, bardzo serio bierze swoją pracę duszpasterską, która nie ogranicza się tylko do odprawiania nabożeństw i głoszenia kazań. Bierze udział w spotkaniach parafialnych i gminnych, dba o to, by skłócone ze sobą wioski wschodnie i zachodnie odnalazły kompromis, walczy o wybudowanie ośrodka zdrowia, mostu między wyspami i zawsze ma otwarte ucho dla swoich parafian. To także kochający ojciec, który ma chęć rozpuszczać córeczki, uwielbia się z nimi bawić i rozmawiać, choć wciąż żałuje, że nie ma na to dość czasu.

Ulla-Lena Lundberg opisuje społeczność wysp z wielką precyzją - szkicuje charaktery, napięcia oraz to jak tak izolowane miejsce życia wpływa na mieszkańców. Udało jej się fantastycznie naszkicować wszystkie postaci - kantora, kościelnego, sklepikarki, lekarki, pastorowej, pastora, a nawet ich dzieci. To autentyczne osoby o spójnym charakterze. Sposób prowadzenia narracji Finki jest interesujący - bardzo opisowy, czasem ma się wrażenie, że to relacja osoby postronnej, obserwującej wyspę, ale do mnie ta wyważona, spokojna narracja trafiła. Całkowicie zatopiłam się w wyspowym świecie, a pod koniec niemal uroniłam kilka łez. Lundberg fantastycznie opisała ostatnie wydarzenia - spokój jej języka nagle znika, ustępuje rozpaczy i smutkowi. 

To bardzo dobra powieść, ale na tyle specyficzna, że wyobrażam sobie, że nie do wszystkich może trafić pióro Lundberg.

Moja ocena: 5/6

Ulla-Lena Lundberg, Lód, tł. Justyna Czechowska, czyt. Hanna Chojnacka, 416 str., Marpress 2022.

środa, 25 stycznia 2023

"Głód" Roxane Gay

 


Moje pierwsze spotkanie z prozą Gay było wielce satysfakcjonujące. Zachwyciły mnie kobiece portrety, które naszkicowała w swoich opowiadaniach. Niestety, jak to zwykle bywa, dość długo zwlekałam z lekturą Głodu - oczywiście niepotrzebnie. Głód to również portret kobiety - portret samej autorki, która ze szczerością i bez ogródek opisuje swoje życie i swoje ciało. Roxane Gay została jako dwunastolatka brutalnie zgwałcona  i nikomu o tym nie opowiedziała. To wydarzenie zaważyło na jej dalszym życiu - na poczuciu własnej wartości, drodze, jaką obrała i na tym, jak zmieniło się jej ciało. Mała Roxane zaczęła bowiem jeść, by ukryć swoje ciało i swoją kobiecość. Jej życie po, to jej życie z ogromną tuszą i jeszcze większą traumą. 

Gay rozdział po rozdziale obnaża siebie i swoje ja. Opisuje swoje najskrytsze odczucia, swoją skomplikowaną drogę do dorosłości i do zostania pisarką. I oczywiście opisuje swoje ciało i wszystkie aspekty życia z tak wielką nadwagą. Poczynając od spraw praktycznych jak meble, wyposażenie domu, podróże, poruszanie się, stroje, a kończąc na zdrowiu i wizytach u lekarza. Amerykanka opisuje jak jej wygląd determinuje jej kontakty międzyludzkie - to nie tylko pierwsze wrażenie, ale także niemożność towarzyszenia podczas wspólnych wyjść, spacerów czy wędrówek. Gay jest pod każdym względem osobą dużą - ma aż 190 cm wzrostu, ale całe życie próbuje się ukrywać, wtapiać w tło, stać się niewidzialną. Opowieść Gay mimo wyżej wspomnianej brutalnej szczerości nie odsłania wszystkiego, wiele tematów tylko delikatnie zaznacza, sugeruje. Autorka świetnie panuje nad tym, co chce przekazać i nawet jeśli można mieć wrażenie, że czasem się powtarza, to gdy przyjrzeć się dokładniej, widać, że ukazuje różne aspekty tej samej kwestii.

Głód to książka pełna gniewu, wściekłości, rozczarowania. Gay nie sili się, by przedstawić samą siebie jako osobę pozytywną czy sympatyczną. Pokazuje swoje uczucia, słabości, rozterki. Pozycjonuje siebie w ruchu ciałopozytywności, będąc świadomą swojej trudnej roli. Mimo że walczy o akceptację ciała i nieocenianie przez ten pryzmat, to równocześnie pragnie zrzucić kilogramy - opisuje diety, katowanie się ćwiczeniami. Podobnie dwuznaczna jest rola jej rodziny - kochającej, zawsze gotowej do pomocy, ale ciągle zaznaczającej jej problem i sugerującej sposoby na walkę z nim. 

Mimo że staram się o większość świadomość w kwestii ciała, akceptacji i pozytywnego przekazu, to Roxane Gay przekazała mi wiele nowych aspektów tego problemu. Nie znam ich z autopsji i faktycznie nie przyszły mi na myśl - mówię tu na przykład o kwestii wyjść do restauracji czy na spotkanie z czytelnikami i lęku przed tym, jak dane miejsce jest umeblowane. 

To poruszająca, ważna książka. Lektura obowiązkowa.

Moja ocena: 6/6

Roxane Gay, Głód, tł. Anna Dzierzgowska, 320 str., Wydawnictwo Cyranka 2021.