czwartek, 22 października 2026

"Męczennik" Kaveh Akbar



Powróciłam do tej książki, bo jednak nie dawał mi spokoju fakt, że to jedyna nieukończona książka tego roku (poza tym psuł statystyki). Lekturę tym razem skończyłam, ze zdumieniem stwierdziłam, że bardzo mało pamiętałam z tych 40% przeczytanych osiem miesięcy temu. Ukończenie książki pozwoliło mi zrozumieć zamysł autora (choć nie ma tu wielkich fajerwerków) oraz poznać plot twist powieści (faktycznie, nie spodziewałam się ówcześnie, teraz dość szybko się zorientowałam). Jednak wciąż nie wynoszę z niej wiele – emigracja, integracja, bezsens śmierci, istota męczennictwa, a może jeszcze coś innego? 

Jak pisać o powieści, która na Goodreads ma wysokie oceny, podoba się większości znajomych, a mnie nie zachwyciła? Co ja mówię, nie zachwyciła! Nie podobała się do tego stopnia, że po 40% ją porzuciłam. Gdy dotrwam do tego etapu, zazwyczaj nie rezygnuję z dalszej lektury, bo jednak szkoda mi poświęconego jej czasu. Niestety w "Męczenniku" nie znalazłam niczego, co by mnie zainteresowało, choć początkowo spodziewałam się, że będzie to lektura idealna dla mnie. 

Cyrus Sharm – główny bohater pochodzi z Iranu, a w USA wylądował jako niemowlak po tym, jak jego matka zginęła w samolocie przypadkowo zestrzelonym przez siły amerykańskie. W Indianie ojciec pracuje w fabryce kurczaków, a Cyrus dorasta bardziej jako dziecko amerykańskie niż irańskie. Teraz, już dorosły, próbuje swoich sił jako poeta, a poza tym głównie pije i konsumuje różne substancje. Jego idée fixe jest śmierć męczeńska i ten temat postanawia eksplorować w swojej sztuce. W tym celu udaje się do Nowego Jorku, gdzie umierająca na raka artystka w ramach performansu w muzeum odpowiada na pytania odwiedzających. 

Historia Cyrusa przeplatana jest wspomnieniami z dzieciństwa i młodości matki oraz wujka, którego zamierzała odwiedzić w Emiratach, gdy siedziała w owym pechowym samolocie. Nie wiem oczywiście, jak dalej rozwija się ta powieść, ale, jak pisałam, nie znalazłam w tym, co przeczytałam, żadnego punktu zaczepienia. Co gorsza książki słuchałam, więc w zasadzie powinna być lżej strawna, ale nawet w takiej formie nie utrzymała mojej uwagi.

Jednak nie tylko sama historia jest tu męcząca, nomen omen, ale i sposób jej podania. Autor operuje tym rodzajem pióra, którego nie trawię. Jego opowieść to relacja, która opiera się na zdaniach: Cyrus poszedł, Cyrus powiedział, Cyrus usiadł itd. oraz opisie picia, ćpania i miałkich rozmów. Szkoda, ale odkładam bez żalu.

Kaveh Akbar, Märtyrer!, tł. Stefanie Jacobs, 400 str., Rowohlt 2025.
Kaveh Akbar, Męczennik!, tł. Jerzy Kozłowski, 368 str., Wydawnictwo Filia 2025.

środa, 21 października 2026

"Antyk" Hanna Johansson



Około trzydziestoletnia narratorka wybiera się na grecką wyspę. Spędzi tam lato w domu znajomej – słynnej artystki. Narratorka poznała ją podczas wywiadu i zadurzyła się w fascynującej kobiecie. Helena jest intrygująca, uzdolniona, elegancka i tajemnicza. Narratorka jest nią oczarowana, pragnie atencji, całkowitej uwagi, a spędzenie z nią czasu ma być spełnieniem pragnień i początkiem dalszego ciągu. Jest jednak szkopuł – na wyspie wraz z Heleną przebywa jej nastoletnia córka Olga. Humorzasta nastolatka, która kilka razy zmieniała szkoły, jest burkliwa i małomówna, nie ma ochoty na spędzanie czasu z matką, a w oczach narratorki jest intruzką. 

Stopniowo jednak narratorka nawiązuje więź z dziewczyną i zaczyna spędzać z nią czas we dwoje. Obie wychodzą razem na miasto, na plażę, wylegują się w ogrodzie, a tym samym zmienia się obiekt fascynacji narratorki.

W tej książce jest upalnie, duszno, słychać cykady, czuć zapach i smak oliwek, fig i arbuzów, rozmawia się o antycznych ruinach i planuje wycieczkę archeologiczną. Jest atmosfera lata, stagnacji, leniwych godzin nad morzem. I jest niepokój, bo narratorka zamienia się z zakochanej kobiety w predatorkę. To powoduje w czytelniczce niewygodne uczucia i stawia pytania, jak różnie jesteśmy skłonne oceniać mężczyzn i kobiety w takiej sytuacji. W pierwszym odruchu zaakceptowałam opisany stan rzeczy, ale po namyśle nie znajduję żadnych argumentów na usprawiedliwienie narratorki i po przeczytaniu tej historii, czuję się zniesmaczona. 
Autorka tak prowadzi tę powieść, że ta postawa nie jest to od początku jasna. Będąc w głowie narratorki, wierzymy jej, ale i dajemy się wciągnąć w jej myśli, pokrętne tłumaczenia i pozwalamy się opleść jej wizjom. Dopiero z czasem wychodzi na jaw prawdziwy zamiar. 

To nie jest źle napisana książka, choć nie należy ona do takich, które trudno odłożyć. Akcja jest nieśpieszna, refleksyjna, miejscami nudna, a główna bohaterka nie była dla mnie postacią na tyle fascynującą, by czytać tę powieść z zainteresowaniem. Ostatecznie kierunek, w którym rozwinęła się ta narracja pozostawił mnie z niesmakiem.

Moja ocena: 3/6

Hanna Johansson, Antyk, tł. Diana Hasooni-Abood, 240 str., Wydawnictwo Pauza 2026.

poniedziałek, 19 października 2026

"49 idzie pod młotek" Thomas Pynchon


Edypa, tak Edypa, Maas, pewnego dnia dostaje list. Niespodziewanie spada na nią karkołomne zadanie – m zarządzać masą spadkową byłego partnera, potentata finansowego na rynku nieruchomości. Chcąc, nie chcąc, podejmuje się zadania i wyrusza w podróż. Ta podróż zawiedzie ją w obszary całkowicie nieoczekiwane – będą znaczki, nazizm, obrazy, narkotyki, psychoza, teorie spiskowe i wiele, wiele więcej. Temu więcej jednak nie poświęciłam dostatecznej uwagi, co więcej zabrakło mi jej nawet na tematy pierwszoliniowe, bo okazało się, że słynny Pynchon, po którego dotąd nie sięgałam, to wyznawca postmodernizmu. 

Tymczasem, gdybym układała epoki literackie wedle mojego gustu, modernizm i postmodernizm znalazłyby się na szarym końcu. W tej powieści straciłam wątek dość szybko, moja próba podążania za narracją odniosłaby może sukces, gdybym się bardziej wysiliła, ale zwyczajnie nie miałam na to ochoty. Nawet liczne nawiązania i intertekstualność, które zawsze chętnie tropię, mnie nie zachęciły, do poświęcenia tej powieści większej uwagi. 

Thomas Pynchon wydaje się należeć do tych pisarzy, których albo się kocha, albo zupełnie nie rozumie. Ja niestety wpadam w tę drugą kategorię.

Moja ocena: 2/6

Thomas Pynchon, 49 idzie pod młotek, tł. Piotr Siemion, 192 str., Wydawnictwo ArtRage 2024.

niedziela, 18 października 2026

"Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny" Anna Brzezińska


Powszechne skojarzenia ze Średniowieczem mamy nieciekawe i głównie skupione na bitwach, przetasowaniach dynastycznych, ciemnym ludzie. Jeśli kojarzymy jakieś jednostki, to są to głównie mężczyźni. Kobiety są żonami, matkami i zakonnicami. Brzezińska odczarowuje ten obraz, opisując pięćdziesiąt zwykłych, a równocześnie niezwykłych kobiet. Może o nich napisać, bo pozostał po nich ślad w tekstach źródłowych – kronikach, aktach sądowych, zapiskach. Musiły się więc te kobiety czymś wyróżnić, a można było się wyróżniać na wiele sposobów.

Brzezińska wytropiła kobiety waleczne, które same podróżowały, nawet do Jerozolimy. Kobiety zadziorne, które walczyły o swoje, np. alimenty, rodzinę, dziecko, męża, swój biznes. Tak, biznes, bo autorka opisała sporo kobiet, które same zarabiały na swoje utrzymanie i to nie bez sukcesu: pisaniem, tkaniem, kopiowaniem, a nawet rządzeniem całą wioską. Są tu kochanki i niewiasty, które w ogóle nie chciały mieć męża, są takie, które pragnęły się uczyć i pisać. 

Autorka opisując swoje bohaterki, czyni z nich pretekst, by pociągnąć tę opowieść dalej i wyjaśnić przeróżne aspekty średniowiecznego życia i mentalności, a to wszystko nie ogranicza się do Polski, bo zaglądamy na tereny współczesnej Hiszpanii, Belgii czy Wielkiej Brytanii. Brzezińska wyjaśnia więc zasady rządzące w tych krajach, a dotyczące konkubinatu, handlu, alimentów, przerywanie ciąży, przebiegu rozpraw sądowych, kar, podróży itd. Dzięki temu to bardzo różnorodny i w wielu aspektach dokładny obraz tej epoki. 

Niestety nie miałam w rękach wydania papierowego, a czytam, że jest piękne. To książka do wielokrotnego zaglądania i podczytywania, więc ta wiadomość cieszy. Ja słuchałam audiobooka, więc nawet jeśli nie zapamiętam poszczególnych jednostkowych historii, to wiem, że w Średniowieczu żyło wiele silnych i nietuzinkowych kobiet.

Moja ocena: 5/6

Anna Brzezińska, Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny. Przewodnik po średniowieczu zwykłych kobiet, 528 str., Marginesy 2026.

piątek, 16 października 2026

"Die Lücken" Shida Bazyar


Fikcyjna niewielka wioska na zachodzie Niemiec, w której w latach 30. mieszkają zwykli ludzie. Ci zwykli ludzie wyznają jednak różne religie, co bardzo szybko staje się powodem do prześladowań, wywołanych przez wszystkim znaną partię. Nasza wioska jest tak zaangażowana, tak przykładna, że bardzo szybko staje się wzorcowa i czysta rasowo. 
Do tej samej wioski w latach 90. przybywają uchodźcy z Iranu, którzy muszą opuścić kraj z powodu dyktatury. Jedni się integrują, uczą języka, biorą udział w szkolnych świętach, zaprzyjaźniają z mieszkańcami, kupują dom. Inni tkwią w zawieszeniu, między Iranem, a Niemcami, bez motywacji do integracji, bez celu, w wiecznej tęsknocie. Bazyar wprowadza w swoją powieść ogromną liczbę bohaterów, bo oprócz dwóch irańskich rodzin, jest cała plejada mieszkańców wioski. Początkowo skupiamy się na Lore i Johannie, która jest Żydówką. Dziewczynki łączy głęboka przyjaźń – Johanna jednak znika, a Lore staje się zagorzałą nazistką. Oprócz nich są jednak liczni mężczyźni, Therese, która pracuje w żydowskim domu towarowym, spotkania grup nazistowskich, a potem, już po wojnie, dzieci, ich partnerzy itd. Niestety autorka nie dba o porządek w swojej powieści. Wiele postaci pojawia się i nagle znika, bez pociągnięcia wątku czy wyjaśnienia zasadności umieszczenia ich w fabule. Ciągłe przeskoki między płaszczyznami czasowymi i kilkoma rodzinami nie ułatwiają lektury, w pewien sposób rozumiem ten zabieg, który zapewne miał ukazać tytułowe luki, które powstały w społeczeństwie, ale nie jestem przekonana co do jego zasadności. 

Bazyar pokazuje, jak rodzi się nazizm w zwyczajnym życiu. Jak można zacząć nienawidzić sąsiada, przyjaciółkę, współpracownika. Opisuje dynamikę grupy, małe kroki, które czynią z ludzi zwolenników dyktatury. Pokazuje, jak wygląda pamięć – jak można pominąć żydowski talerz w domu i swój udział – przecież całkiem nieistotny, w małej wiosce, bez szerszego zasięgu, łatwy do wyparcia. W kontraście Bazyar stawia pierwszych uchodźców i ich przyjęcie w tym samym miejscu. W tle przewijają się ataki na domy azylantów gdzieś daleko w Rostocku, w naszej wiosce uchodźcy natomiast biorą udział w przedszkolnym święcie i są zapraszani do domu, wspierani w zakupach i integracji. Przez potomków tych ludzi, którzy rzucali kamieniami w żydowskie okna. Ci sami potomkowie zaczynają też stawiać bardziej natarczywe pytania – dziadkowi czy babci. 

Sama tematyka i założenie tej powieści są ciekawie, choć dziwi mnie, że w Niemczech nadal jest przestrzeń na rozmowę o nazistowskich zbrodniach. Zakładam, że to dyskusja dla nowych pokoleń, szczególnie tych z tłem migracyjnym. Powraca ona też w obliczu rosnącej siły partii skrajnie prawicowej. Ciekawa jest paralela uchodźcza, także podejście do tematu nazistowskiej przeszłości z perspektywy z zewnątrz. Niestety sposób wykonania, czyli kompozycja tej powieści mnie w ogóle nie przekonała. Ta książka w większej części jest po prostu nudna i zagmatwana. Zagmatwanie samo w sobie może mieć umocowanie w fabule i skłaniać do przemyśleń, ale w przypadku tej powieści skłaniało mnie głównie do chęci porzucenia tej lektury. 

Moja ocena: 3/6

Shida Bazyar, Die Lücken, 512 str., Kiepenheuer & Witsch 2026.

czwartek, 15 października 2026

"Kronika mojej ziemskiej wędrówki" Daniel Mason


 

Dziewięć opowiadań, dziewięć zupełnie odmiennych światów. Te teksty różni wszystko – bohaterowie, miejsce akcji, czas, styl. Daniel Mason posiadł talent kameleona, który zmienia swój styl w zależności od fabuły – jego opowiadania czyta się tak, jakby wychodziły spod pióra różnych autorów. Skaczemy tu między Egiptem, Stanami Zjednoczonymi, Brazylią, między współczesnością, a starożytnością, wiekiem XIX czy XX. W centrum każdego opowiadania stoi człowiek, który poszukuje, pragnie, dąży gdzieś dalej. 

To może być kobieta latająca balonem, która sięga absolutu. Albo faraon, który dopuszcza się koszmarnych czynów, próbując zrozumieć działanie człowieka. Jest też zagubiony i przez nikogo niezrozumiany młodzieniec, który ląduje w przytułku dla psychicznie chorych, ale i lekarz, który nagle cierpi na zaniki pamięci. Mamy wywodzącego się z robotniczej rodziny boksera, który na przekór wszystkiemu walczy z siłaczem i samotnika, który samotnie strzeże stacji telegraficznej w środku brazylijskiej dżungli. Jest też emigrant, który nigdy do końca się nie zadomowi w Stanach Zjednoczonych, ale stanie się fascynatem rekonstrukcji bitw historycznych oraz matka, która walczy o zdrowie cierpiącego na niewyjaśnioną chorobę dziecka. 

Daniel Mason jest psychiatrą i jego profesja ma wpływ na treść opowiadań, na kreację postaci, które często zmagają się z własnym umysłem, są niezrozumiane przez innych czy świadomie wybierają samotność. Jednak to kreacja tak dalekich od siebie światów najbardziej mnie ujęła w tych tekstach. Zachwyciła mnie inwencja i fantazja autora. Towarzyszy jej świetne pióro – niektóre opowiadania napisane są wręcz eksperymentalnym językiem, inne uwodzą zdaniami wielokrotnie złożonymi, za którymi wcale nie jest łatwo podążać, a w języku polskim brzmią wręcz karkołomnie. 

To zbiór, w którym nie ma słabych tekstów. Może nie każdy jest tak samo poruszający, ale doceniam je wszystkie.

Moja ocena: 4,5/6

Daniel Mason, Kroniki mojej ziemskiej wędrówki, tł. Elżbieta Janota, 288 str., Wydawnictwo Poznańskie 2026.

środa, 14 października 2026

"Operacja Masakra" Rodolfo Walsh


Przenieśmy się do Argentyny w 1956 roku, gdzie rządzi junta wojskowa, która rok wcześniej obaliła rządy Juana Peróna. Zwolennicy byłego prezydenta przygotowują pucz, który rozpoczynają tuż po północy 10 czerwca. Junta o planach wie, spodziewa się ataku, więc już późnym wieczorem 9 czerwca aresztuje podejrzanych, w tym grupę niewinnych mężczyzn, którzy natychmiastowo zostają skazani na rozstrzelanie. Policja wywozi ich na wysypisko śmieci, wyrzuca z samochodu i dokonuje egzekucji. Bez sądu, bez wyroku, bez dowodów. Kilku z tych mężczyzn przeżyło, co pozwala Rodolfowi Walshowi na rekonstrukcję wydarzeń. 

Walsh poświęcił tej operacji niemal całe swoje życie, dążąc do jak najwierniejszego ukazania wydarzeń. Jego reportaż doczekał się wielu poprawek opatrzonych posłowiami i wstępami, bo z czasem odkrywał nowe szczegóły, a i sama sprawa miała ciąg dalszy, niestety w jego wyniku odpowiedzialni za masakrę nie zostali skazani. Przyświecała mu także idea jak najwierniejszego oddania sytuacji, ukrócenia wszelkich ozdobników i spekulacji.

Walsh rozpoczyna swoją książkę, opisując kolejne ofiary aresztowania, a następnie ich spotkanie przy radiu, by wysłuchać relacji z walki bokserskiej. To językowo bardzo piękne fragmenty, w których autor wspaniale odmalowuje atmosferę tego momentu. Później jednak Walsh stopniowo przechodzi do niemal minutowego opisu wydarzeń, a następnie do kwestii walki o sprawiedliwość dla tych ludzi. Tu już lektura staje się trudniejsza, bo wymaga od czytelniczki orientacji w ówczesnej sytuacji politycznej w Argentynie, ale i dobrej pamięci do licznych nazwisk ofiar i sprawców. 

"Operacja Masakra" okazała się być dla mnie wymagającą książką, szczególnie kolejne przedmowy do różnych wydań. Bardzo się cieszę, że dodano jednak posłowie tłumaczki, które pomogło mi zrozumieć kontekst, a także samą postać autora. Jego los zresztą skłonił mnie do niewesołych przemyśleń. To zdecydowanie lektura z gatunku tych, które uczą, ale nie jest to łatwy proces.

Moja ocena: 4/6

Rodolfo Walsh, Operacja Masakra, tł. Barbara Jaroszuk, 280 str., Wydawnictwo ArtRage 2026.