środa, 20 maja 2026

"Wyspa Krach" Ina Wyłczanowa


Dwie kobiety – niby znajome, a jednak nie. Wprawdzie pracują w tej samej firmie i przelotnie się poznały, ale jedna z nich, Asja, już o tym nie pamięta. Radost natomiast zafiksowała się na tym, co obie łączy, a według niej jest tego wiele. 

Asja wyjeżdża na chorwacką wyspę Krk, gdzie planuje spędzić kilka tygodni w domu byłego partnera. Pierwszy okres urlopu spędza z nim i jego żoną, potem ma zostać sama. Samotność to właśnie to, czego potrzebuje, by przemyśleć swoje życie i aktualny związek. By dotrzeć do siebie samej i własnych pragnień i oczekiwań.
Radost jest uwięziona w zbudowanych przez siebie murach. Każdy dzień jest szczegółowo zaplanowany, łącznie z posiłkami, higieną i pracą. Radost odcina się od dzieciństwa i przeszłości, a życie planuje według gwiazd. To one wskazują jej astralne siostrzeństwo z Asją, które podszyte jest zazdrością. 
Podczas gdy Asja szuka swojej tożsamości i pragnień, Radost odkrywa w horoskopie, że grozi jej niebezpieczeństwo, więc próbuje nawiązać kontakt z mężem Asji.

I taka ta powieść jest – mało spektakularna, ale bardzo obrazowa, sensualna, namacalna. Wyłczanowa opisuje upalną Sofię i chłodną Chorwację, odmalowuje niebiańskie zatoczki i morskie kolory. Temu towarzyszą rozterki kobiet – nie te z kategorii, gdy chodzi o życie i śmierć, ale te, w których chodzi tylko, a może aż o życie. To zwykłe, które powinno dawać codzienną satysfakcję. Wyłczanowa eksploruje także temat naszych wyobrażeń na temat innych, przeznaczenia i możliwości jego zmiany. 
To nie jest spektakularna proza, a spokojna powieść z podskórnymi tajemnicami z bułgarsko-chorwackim anturażem, a ten podsuwa takie kwestie, jak rola i sytuacja kobiet w tych społeczeństwach. Przyjemna lektura z drugim dnem.

Moja ocena: 4/6

Ina Wyłczanowa, Wyspa Krach, tł. Hanna Karpińska, 252 str., Wydawnictwo Wyszukane 2019.

wtorek, 19 maja 2026

"Mock. Ludzkie zoo" Marek Krajewski


Po latach wróciłam do przedwojennego Wrocławia i serii o Eberhardzie Mocku. Ten kryminał zapowiadał się pysznie, bo nie dość, że cofamy się do młodości policjanta, to jeszcze do 1914 roku, gdy Niemcy były państwem kolonialnym. A to oznacza, że z kolonii czerpały korzyści, wykorzystywały ludność, zasoby i to często w niezwykle okrutny sposób. 

Młody Mock adoruje Marię, z zamiarami bardzo poważnymi. Kobieta jednak ma pewien problem, z mieszkania mieszczącego się blisko starego dworca słyszy dziwne odgłosy, każące jej podejrzewać obecność sił nadprzyrodzonych. Mock oczywiście nie wierzy w tę ewentualność i poniekąd z chęci zaimponowania wybrance rusza na poszukiwania. I trafia w piekło. To bowiem tajny burdel z afrykańskimi kobietami oraz szalone laboratorium, w którym pierwsze skrzypce grają gorylice. A cały ten proceder ściśle wiąże się ze zorganizowanym we wrocławskim ogrodzie zoologicznym tytułowym ludzkim zoo. Pod przykrywką poznawania innych, ehem, kultur, można było sobie pooglądać przez płot sprowadzonych z Afryki ludzi przy codziennych zajęciach. Można było nawet w nich rzucić kamieniem. Podebatować nad wyglądem. Tak samo jak przy klatce z małpami. To bardzo ciekawy, choć nie nieznany wątek. Ucieszyłam się, że Krajewski go podjął i ciekawie rozwinął. 

Niestety po wrocławskich wydarzeniach narracja się rozjeżdża, a Mock ląduje w Kamerunie. Początkowo zrzucałam moje niezadowolenie z konstrukcji tego kryminału mojemu ewentualnemu rozkojarzeniu podczas lektury, bo w tej afrykańskiej części przestały mi się sklejać wątki i zupełnie zgubiłam przesłanie. Pobieżny przegląd recenzji potwierdza jednak, że nie jestem w tych odczuciach osamotniona. A szkoda, bo uważam, że podjęcie tematu kolonializmu było świetnym posunięciem, językowo jest to także świetna robota. Niestety nie mam na tyle samozaparcia, by wracać i próbować zrozumieć wszystkie powiązania.

Moja ocena: 3,5/6

Marek Krajewski, Mock. Ludzkie zło, 400 str., Wydawnictwo Znak 2017. 

piątek, 15 maja 2026

"Przekleństwa niewinności" Jeffrey Eugenides


 

Powieść Eugenidesa należy już niemal do klasyki, do mnie trafiła w starszym z trzech polskich tłumaczeń dzięki aukcji charytatywnej. Pozwoliłam się więc przenieść do amerykańskiego miasteczka lat 70., o którym opowiada nam grupa chłopców. A właściwie mężczyzn, którzy wspominają swoje lata nastoletnie i fascynację siostrami Lisbon. To pięć nastolatek, które otacza aura tajemnicy. Ani nie są wyjątkowo piękne, ani mądre, nie wyróżnia ich żaden talent, mimo to ten kwintet przyciąga uwagę chłopców. Siostry zawsze pokazują się razem i wydają się tworzyć zamkniętą, tajemniczą grupę. Gdy najmłodsza z nich podejmuje pierwszą próbę samobójczą, fascynacja rośnie, a chłopcy po raz pierwszy odwiedzają dom Lisbonek. Ta zaaranżowana prywatka kończy się jak najgorzej, śmiercią najmłodszej z nich. 

Niemal od początku wiemy, że z własnej ręki zginą wszystkie siostry, Eugenides pokazuje czytelniczce, jak do tego dojdzie. Opisuje stopniową degradację domu, życia rodzinnego, po tym, jak decyzją matki pozostałe siostry przestają opuszczać cztery ściany. To obraz społeczności, w której wszyscy wiedzą i nikt nic nie robi. To także obraz rodziny, w której ultrakonserwatywna, religijna matka narzuca swój porządek, nie akceptuje dojrzewania córek, a słaby ojciec ulega tym działaniom. Cztery pozostałe siostry tworzą swoistą symbiozę, poddają się rygorowi, nie podejmując żadnej konkretnej próby wyrwania się z domu.

Eugenides napisał tę powieść w latach 90., stylistycznie umieściłabym ją jednak dużo wcześniej. To dość monotonna narracja, która stawia na budowanie dusznej atmosfery niepokoju niż na wartką akcję. Autor nie daje tu żadnych odpowiedzi na temat przyczyn samobójstw sióstr, choć z perspektywy czytelniczki, przynajmniej na pierwszy rzut oka wydają się one oczywiste. Nie żałuję lektury, ale nie stałam się jej fanką. Doceniam kreację społeczności i nastroju, ale reszta mnie nie zachwyciła.

Moja ocena: 4/6

Jeffrey Eugenides, Samobójczynie, tł. Tomasz Bieroń, 192 str., Wydawnictwo Zysk i s-ka 2001. 


poniedziałek, 11 maja 2026

"Ostatni stoik" John Galsworthy


 

"Ostatni stoik" to niezbyt długa powieść, a może nieco dłuższa nowela noblisty Johna Galsworthy'ego, której głównym bohaterem jest osiemdziesięcioletni Sylvanus Heythorp. Ten przedsiębiorca popadł w długi i tarapaty finansowe, wciąż jednak jest prezesem Towarzystwa Żeglugi, a z jego zdaniem liczy się wiele osób. Sylvanus przed śmiercią chce zabezpieczyć finansowo wnuki. Dodać trzeba, że są one z nieprawego łoża, ponieważ ich ojcem jest pierworodny syn starca – owoc miłosnej afery. Jednak właśnie tego syna Sylvanus najbardziej cenił, dwójka zrodzonych z małżeństwa dzieci według niego nie posiada jego cech zarówno fizycznych jak i umysłowych.

Sylvanus bowiem to mężczyzna wielkiej postury, zdecydowany, bezwzględny i traktowany z dużym szacunkiem. W tej powieści poznajemy jego pomysł na finansowe zabezpieczenie rodziny poprzez zachowanie procentów z pewnej transakcji na rzecz Towarzystwa. Nie jest to całkiem czysty ruch, a ten szemrany interes podpada jednemu z udziałowców. Sylvanus jest pewny swego, potrafi manipulować, a najważniejszym dla niego jest zachowanie do końca niezależności i godności. Starzec wymaga pomocy przy poruszaniu się, widać jego wiek, ale wciąż ma bystry umysł.

Wbrew radom innych i lekarza nadal cieszy się jadłem i napitkiem i uważa, że należy korzystać z życia. To człowiek samotny, ale pogodzony ze sobą. Jedyną pociechą dla niego jest wnuczka Phyllis – osoba czysta, nieskalana złem, która wypowiada najistotniejsze chyba dla tej powieści słowa o pieniądzach, pieniądzach, które rządzą światem, a których ona się brzydzi.

"Ostatni stoik" to powieść o żądzy pieniądza, potrzebie niezależności i poczuciu godności. Galsworthy napisał ją w 1916 roku, a wciąż pozostaje niezwykle aktualna.

Moja ocena: 5/6

John Galsworthy, Ostatni stoik, tł. Izabela Czermakowa, 144 str., Wydawnictwo Książka i Wiedza 1976.

niedziela, 10 maja 2026

"Babetta" Nina Wähä


"Babetta" to opowieść o przyjaźni dwóch kobiet. Katja i Lou poznały się piętnaście lat wczeniej, w szkole, a obie połączyła pasja do filmu. Marzyły o karierze aktorskiej, graniu w teatrze, a może i w filmie, razem ćwiczyły, spędzały czas, zwierzały się sobie. Były tak bliskie, że nieznane im osoby często brały je za siostry. Podczas gdy ponad trzydziestoletnia Katja wciąż oddaje się marzeniem o aktorstwie i co roku próbuje się dostać do szkoły teatralnej Lou robi karierę. Kobieta miała więcej szczęścia, bo dzięki roli w filmie "Babetta" zyskała międzynarodową sławę.

Lou mieszka w ogromnej posiadłości na południu Francji wraz ze swoim o wiele starszym partnerem. Przyjaźń przetrwała rozłąkę i zmiany w pozycji zawodowej, ale to Lou dyktuje jej warunki. Robiła tak praktycznie od zawsze, lecz Katja z chęcią dostosowywała się do piękniejszej i bardziej elokwentnej przyjaciółki. Tego roku Lou zaprasza Katję do siebie na wakacje, a ta jak zawsze rzuca wszystko, by podążyć za wezwaniem przyjaciółki. Gdy przylatuje na południe Francji ,okazuje się jednak, że życie Lou odbiega od jej wyobrażeń.

Katja stopniowo poznaje sekrety życia z bogatym filmowcem, a także problemy z jakimi boryka się Lou. Musi zastanowić się, jak pokierować swoją karierą, jaki scenariusz przyjąć, który odrzucić, a całe jej dnie dnie wypełnione są dbaniem o formę, wygląd, trzymaniem diety.

Powtórzę, "Babetta" to powieść o przyjaźni, ale o przyjaźni destrukcyjnej, jednostronnej, takiej, w której główne skrzypce gra jedna osoba. To także studium zazdrości i obraz mechanizmów rządzących światem kinematografii, włączając ruch meetoo. Wähä gra także z tematem aktorstwa, który zlewa się z życiem, uniemożliwiając rozpoznawanie prawdziwych emocji.

Szwedka Swietnie przedstawia charaktery obu kobiet, a także zależności między nimi, choć poznajemy tę relację tylko z jednej perspektywy. Mimo letniego anturażu to wciągająca i duszna powieść psychologiczna, której zakończenie zaskakuje. Nie jest to jednak książka klasy "Testamentu" tej autorki.

Moja ocena: 4,5/6

Nina Wähä, Babetta, tł. Justyna Kwiatkowska, 336 str., Wydawnictwo Poznańskie 2023.

sobota, 9 maja 2026

"Gdzie są dorośli?" Nina Lykke


 

Ida, kobieta po sześćdziesiątce, jest psycholożką która niedawno straciła matkę. To jednak nie jedyna strata w jej życiu. Kobieta jest po rozwodzie i rozstaniu z kolejnym partnerem, a przede wszystkim cierpi po utracie kontaktu z synem, który go urwał nie pozostawiając żadnego wyjaśnienia. Ida gubi się w domysłach i podejmuje wiele prób, by dowiedzieć się, dlaczego syn zdecydował się na tak radykalny krok. Wciąż doszukuje się winy w sobie, w wychowaniu, w rozwodzie, we własnym zachowaniu. Zresztą syn wciąż obwinia matkę, która według niego go do tak radykalnego rozwiązania zmusiła.

Ida wciąż pracuje jako terapeutka i ma wobec siebie wysokie oczekiwania w kwestii rozwiązywania rodzinnych konfliktów. Teoretycznie zna przecież wszystkie techniki psychologiczne oraz bezbłędnie rozpoznaje mechanizmy za wieloma zachowaniami.
Czytelniczka ma dostęp do jej gabinetu i poznaje problemy pacjentów, które są przyczynkiem do obserwacji społecznych.

Lykke celnie wytyka kwestie wychowawcze – na przykładzie wnuków Idy. Podobnie ma się kwestia z samozwańczymi coachami czy terapeutkami, którzy po kilku kursach oferują terapię niezgodną z żadnymi naukami psychologicznymi.
To także książka o samotności, o relacjach i smutku. O trudnościach w wychowaniu, o tym, że dobre chęci nie dają gwarancji sukcesu na tym polu, o umiejętnym stawianiu granic.
Spod pióra Lykke wyszła kolejna prześmiewcza powieść, w której bardzo celnie oraz z lekkością i dowcipem opisuje współczesne problemy społeczne. I w tej książce sprawdza się pomysł Norweżki na ulokowanie głównej bohaterki w centrum opisywanych kwestii i wykorzystanie jej jako przykładu. Powieść czyta się lekko, narracja skłania nawet do uśmiechu, co nie wyklucza jednak refleksji.

Moja ocena: 5/6

Nina Lykke, Gdzie są dorośli?, tł. Karolina Drozdowska, 240 str., Wydawnictwo Pauza 2026.

piątek, 8 maja 2026

"Wściekłe suki" Dahlia de la Cerda



Dzięki mojemu klubowi książkowemu wreszcie sięgnęłam po ten zbiór opowiadań meksykańskiej autorki Dahli de la Cerdy i żałuję, że zrobiłam to tak późno! Jestem zachwycona tymi opowiadaniami, stylem, a przede wszystkim poruszanymi tematami. Autorka w dwunastu 12 opowieściach przedstawiła przeróżne kobiety. Są takie, które są nieprzyzwoicie bogate i bardzo biedne, ciemiężone i takie, które same są ciemiężycielkami, są kobiety bite, gwałcone, samotne, zaginione. Są kobiety mściwe i głęboko zranione.

Większość z tych tekstów napisana jest w formie opowieści, czyli bohaterki relacjonują swoje życie hipotetycznemu słuchaczowi lub słuchaczce, a czytelniczka ma wrażenie, że wraz z nimi przysłuchuje się tej opowieści. Autorka przywiązuje tu dużą wagę do dopasowania stylu do statusy społecznego i wykształcenia każdej z bohaterek.
Meksykanka sięga w swoim zbiorze po tematy bardzo aktualne dla Meksyku. Jest to aborcja, przemoc, narkobiznes, zaginięcia kobiet, morderstwa i gwałt. Co ciekawe, wiele z tych opowiadań łączy się ze sobą, pokazując perspektywę różnych osób na to samo wydarzenie, np. ofiary, jej przyjaciółki czy ochroniarki.

De la Cerde operuje dość potocznym językiem, ale bardzo celnym, świetnie wprowadzając czytelniczkę w narrację. Nie potrzebuje wielu stron, by opowiedzieć to, co ważne i by naszkicować dany problem. Te opowiadania są wprawdzie głęboko osadzone w meksykańskim społeczeństwie i tamtejszych realiach, ale mimo to nie brak im uniwersalizmu. To, co przydarza się ich bohaterkom może w większości zdarzyć się gdziekolwiek.
Interesujące jest to, że autorka nie skupia się tylko na najbiedniejszych kobietach, oddaje także głos tym uprzywilejowanym, córkom baronów narkotykowych, których życie także jest naznaczone przemocą.

Ostatnie opowiadanie pokazuje, jak wielka jest skala przemocy w Meksyku. Autorka pomiędzy wierszami wylicza i cytuje statystyki dotyczące zaginięć, morderstw, gwałtów. Wszystkiego tego, co dotyka Meksykanki.

To dość krótki zbiór, mimo to wywiera ogromne wrażenie. Niezwykle udany debiut!

Moja ocena: 6/6

Dahlia de la Cerda, Wściekłe suki, tł. Katarzyna Okrasko, 184 str., Wydawnictwo Filtry 2024.