czwartek, 9 kwietnia 2026

"Oto słońce" Gunnhild Øyehaug


Pierwsza powieść Norweżki, czyli "Czekaj, mrugaj", zupełnie mnie nie przekonała, ale postanowiłam autorce dać drugą szansę. Planując przeczytanie wszystkich książek Wydawnictwa Pauza, nie miałam zresztą wyboru. 
Gdy rozpoczęłam lekturę "Oto słońce", miałam wrażenie, że niesłusznie odżegnałam się od prozy Øyehaug. Bohaterką tej powieści jest czterdziestodziewięcioletnia Helga, samotna pisarka, która przechodzi lekki kryzys twórczy. Gdy podczas śniadania dostrzega, że do sąsiedniego domu wprowadzają się nowi lokatorzy, cieszy się na zmiany. Okazuje się jednak, że to para znanych pisarzy i trochę nie w smak jest jej mieszkać obok osób tej samej profesji. Helga początkowo nie wie, jak się zachować, ale prędzej czy później musi dojść do spotkania. Autorka od razu nawiązuje więź porozumienia z NIM, podczas gdy żona pisarza jest wręcz opryskliwa. To nagłe zauroczenie pogłębia pisarskie rozterki Helgi i skłania ją do uciekania z domu, by nie poświęcać dni na obserwację pisarza. Ta część książki faktycznie mnie zainteresowała i byłam ciekawa, jak autorka poprowadzi wątek zauroczenia Helgi.

W tym momencie jednak Øyehaug całkowicie zmienia narrację i przenosi nas w świat wyobrażony – Helga znajduje się na polu kempingowym, pełnym kur?, gdzie nawiązuje nić porozumienia z pracowniczką. W tym momencie fabuły utraciłam jej sens – owszem dokończyłam słuchania audiobooka, ale do końca nie zrozumiałam sensu tego zabiegu ani przesłania tej powieści.

Niestety proza Norweżki do mnie nie trafia, największym problemem był dla mnie ten fantastyczny odlot, które, moim zdaniem, niczemu poza konsternacją nie służy.

Moja ocena: 2/6

Gunnhild Øyehaug, Oto słońce, tł. Karolina Drozdowska, 176 str., Wydawnictwo Pauza 2026.

środa, 8 kwietnia 2026

"Wejście" Stefan Hertmans


Stefan Hertmans staje się właścicielem domu w Gandawie. To właściwie ruina, zaniedbana, opuszczona, rzeczka, przy której się mieści, została zasypana. Autora jednak coś do domu przyciąga. Intuicja? Przeczucia? A może zwykły zbieg okoliczności? Po latach Hertmans odkrywa, że właśnie w tym domu dorastał Adriaan Verhulst – jego wykładowca na studiach historycznych, profesor, u którego oblał egzamin. Autor stopniowo zaczyna badać historię domu i jej mieszkańców, ojcem nauczyciela był bowiem Willem Verhulst – skazany po wojnie SS-mann. Dzięki dziennikom jego trzeciej żony oraz córek i kochanki, bazując na rozmowach z dziećmi i krewnymi, Hertmans odtwarza życiorys Willema, który okazuje się być bardziej skomplikowany, niż początkowo można sądzić. Autor sięga do wczesnego dzieciństwa chłopca i kładzie nacisk na znalezienie przyczyn jego radykalizacji, powołując się często na belgijską historię i silny ruch niepodległościowy Flamandów. 
Willem nie jest tu jednak jedynym bohaterem, równie ważna jest jego trzecia żona Mientje, która absolutnie nie popiera działalności i przekonań męża, co stawia ją w bardzo trudnej roli. Nie tylko próbuje chronić dzieci, ale także nie uwikłać się w mężowskie działania, zachować neutralność i pod koniec wojny dystansować się od sytuacji Willema, który ciągle balansuje między nią a kochanką.

To powieść historyczna, więc Hertmans oczywiście dopisuje okoliczności, dialogi, bazuje na dokumentach, dziennikach, ale i podróżuje do opisywanych miejsc, by jak najlepiej odtworzyć opisywany świat. Mimo to chce się wierzyć, że to reportaż, dokument, autor bowiem pojawia się w tle – podczas kupowania domu, w rozmowach z notariuszem, w trudzie badawczym – czyni to jednak nienachalnie, bardzo elegancko. Jednym słowem – czyta się to świetnie. 

Hertmans nie tylko przedstawił mi życie postaci zupełnie nieznanej, ale fantastycznie nakreślił historię Belgii – spięcia narodowościowe między Flamandami i Walonami, rolę tych pierwszych podczas II wojny światowej, a także sposób, w jaki kraj się rozprawił, a właściwie nie rozprawił, z kolaboracją z nazistami. 

Świetna książka, dająca apetyt na kolejne powieści autora.
W Polsce tę powieść wyszła nakładem Wydawnictwa ArtRage, pod tytułem "Wejście", w przekładzie Alicji Oczko.

Moja ocena: 5/6

Stefan Hertmans, Der Aufgang, tł. Ira Wilhelm, 480 str., Diogenes Verlag 2022.

wtorek, 7 kwietnia 2026

"Gdzie indziej" Yan Ge


Pisanie o opowiadaniach jest zawsze trudne, a o tych jest mi wyjątkowo trudno napisać coś mądrego. To zbiór bardzo różnorodny i są tu teksty, które zupełnie do mnie nie trafiły i takie, które uważam za dobre. Zacznę od tych dla mnie mniej interesujących, a są to opowiadania bardziej osadzone w Chinach, z historycznym kontekstem. Czytałam je poniekąd jako przypowieści z morałem. Bardzo podobał mi się zabieg uwspółcześnienia języka, wplecenia współczesnych przekleństw, który był dla tych tekstów bardzo odświeżający, ale sama treść nie była dla mnie interesująca. 

Za o wiele ciekawsze uważam opowiadania osadzone w Europie i tematyzujące różnice kulturowe czy problemy tożsamościowe. Ponownie przeczytałam z przyjemnością publikowany jest w zbiorze "Niepoprawna mnogość" tekst o dziewczynie, która nawiązuje znajomość na imprezie, by kilka godzin później dowiedzieć się, że poznany mężczyzna popełnił samobójstwo. Yan Ge świetnie analizuje poczucie własnej tożsamości osób chińskiego pochodzenia, problemy, z jakimi się borykają, a przede wszystkim przesądy, uprzedzenia, które ich dotyczą. Mimo że osadza tę tematykę w diasporze chińskiej, to jest ona na tyle uniwersalna, że dobrze się w niej odnalazłam. Kilka z opowiadań podejmuje też kwestię macierzyństwa, co było dla mnie równie interesujące. Podsumowując, wolę Yan Ge w jej chińskim wydaniu, "Kroniki dziwnych bestii" podobały mi się dużo bardziej.

Moja ocena: 3,5/6

Yan Ge, Gdzie indziej, tł. Agnieszka Walulik, 352 str., Wydawnictwo Pauza 2025.

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Podsumowanie marca 2026

 


Otóż w marcu prawie nie czytałam. A nie czytałam, bo napisałam książkę i ją wam przedstawiałam. Pobyt w Polsce czytaniu wcale nie sprzyjał, sprzyjał natomiast spotkaniom, rozmowom i zachwytom. Kończę więc ten miesiąc z siedmioma pozycjami, z których większość przeczytałam w ostatnich dniach miesiąca, po powrocie. Na kluby czytelnicze przeczytałam dwie książki. ⁣⁣

Wysłuchałam trzech książek, w tym mojej własnej! Nie żeby się utwierdzać w czymkolwiek, leczy by sprawdzić, jak lektorka zinterpretowała mój tekst i jestem bardzo zadowolona, a co za tym idzie wdzięczna za pracę. Z półki przeczytałam jedną książkę, jednocześnie była to pozycja wylosowana mi w ramach stosikowego losowania.⁣

Odwiedziłam sześć krajów i czytałam dobrze lub bardzo dobrze. Nie było wśród marcowych książek żadnego niewypału, dwie z nich uważam za średniaki ("Psychiatrzy i masażyści" oraz "Studium przypadku"), pozostałe za bardzo dobre. 

Przeczytane książki: 7

Liczba stron: 2020

Przeczytane książki:

– "Psychiatrzy i masażyści" Arnon Grunberg
– "Studium przypadku" Graeme Macrae Burnet
– "Ein Geist in der Kehle" Doireann Ni Ghriofa
– "Puste domy" Brenda Navarro
– "Das Ereignis" Annie Ernaux
– "Portugalia. W objęciach oceanu" Anna Bittner
– "Oto ciało moje" Aleksandra Pakieła



niedziela, 5 kwietnia 2026

"Oto ciało moje" Aleksandra Pakieła


Natalia ma za sobą lata walki z bulimią. Teraz, gdy wreszcie jest lepiej, odnajduje dom – ten prawdziwy, składający się z czterech ścian i dachu, ale i ten w swoim ciele. Przytulny i gościnny. Zanim do tego doszło, były lata wymiotów, kompulsywnego jedzenia, nienawiści do samej siebie, zmuszania do jedzenia przy rodzinnych obiadkach, braku zrozumienia i wsparcia. 

Ta niewielka objętościowo powieść jest wielka treścią. To szczery obraz zmagań z chorobą – Pakieła nie szczędzi opisów jedzenia i wymiotowania, tłumaczy przeróżne triki bulimiczek w kwestii kolejności jedzenia, ale i jego tekstury, koloru, łatwości zwracania. Autorka nie stawia jednak psychologicznych diagnoz, nie doszukuje się przyczyn choroby, choć oczywiście zostawia wiele tropów, opisując choćby zachowanie dziadka, szkicując swoje dorastanie, cytując rozmowy z rodzicami czy siostrą. Można doszukiwać się własnych diagnoz, można szukać paralel z własnym życzeń, ale można też w ogóle pominąć ten aspekt. 

Jak pisałam wyżej, to krótka powieść, podzielona na niewielkie rozdziały, między którymi mieszczą się rozmowy czy plan dnia podporządkowany jedzeniu i próbie wyjścia z uzależnienia od wymiotów. Ta konstrukcja wydaje się odzwierciedlać życie Natalii – porwane, przerywane atakami bulimii, naznaczone nawrotami. 

"Oto ciało moje" to bardzo dobre świadectwo, zakładam, że autofikcyjne, ukazujące prawdziwe oblicze tej strasznej choroby. Dla mnie niezwykle poruszające, uderzające i dające do myślenia. Bez zbędny słów, prosto w twarz. Polecam.

Moja ocena: 5/6

Aleksandra Pakieła, Oto ciało moje, 140 str., Wydawnictwo ArtRage 2022.

sobota, 4 kwietnia 2026

"Zdarzenie" Annie Ernaux


Dwudziestotrzyletnia studentka Annie zachodzi w niechcianą ciążę. Dziewczyna pochodzi z biednego domu, wykształcenie oznacza dla niej awans społeczny i ekonomiczny, a dla rodziny ogromny wysiłek. Ciąża postawiłaby temu kres, ale i naznaczyła Annie nieślubnym dzieckiem, mamy bowiem 1963 rok. Tradycyjny model rodziny wciąż jest jednym słusznym, a przerywanie ciąży jest nielegalne. 

Annie próbuje znaleźć rozwiązanie, jej ginekolog jednak nie jest chętny do pomocy, a dziewczyna nie zna nikogo, kto by mógł ją wesprzeć w tej sytuacji, a ojciec dziecka, przelotna znajomość, umywa ręce. Rozpoczyna się szukanie i czekanie na pomoc, Annie zagaduje znajomych, rozpuszcza wici i wreszcie trafia na kobietę w Paryżu, która pomaga dziewczynom w kłopotach. Narratorka opisuje bardzo dokładnie swoje rozterki, przemyślenia, odczucia. Nie ma tu jednak rozterek dotyczących, czy ciążę usuwać, kobieta dobrze wie, że właśnie tego chce. Raczej opisuje proces zagubienia, poczucia bycia w matni, w sytuacji bez wyjścia, która dotyczy tylko jej. Podobnie Ernaux opisuje drobiazgowo całą procedurę usuwania ciąży – działania kobiety, odczucia Annie, krwotok, pobyt w szpitalu, zachowanie lekarzy i oczywiście klasowość. Jak zawsze klasowość, która przewija się w tylu książkach pisanych przez kobiety. 

Ta niewielka książka jest niesamowitym świadectwem sytuacji z lat 60. XX wieku, Ernaux przecież, jak we wszystkich swoich książkach, dba o tło społeczne i polityczne, ale, co przeraża, owa sytuacja wciąż jest całkowicie aktualna. Kolejne pokolenia kobiet przeżywają to samo, co książkowa Annie. Borykają się z podobnymi myślami, poddawane są takim samym osądom, doświadczają podobnego poniżania i odrzucenia, pozostawiane są same sobie. 

Świetna rzecz!

W Polsce ta opowieść ukazała się w zbiorze "Ciała".

Moja ocena: 5/6

Annie Ernaux, Das Ereignis, tł. Sonja Finck, 104 str., Suhrkamp 2021.

piątek, 3 kwietnia 2026

"Puste domy" Brenda Navarro


Dwie matki, jedno dziecko. Pierwsza z nich ma niezłe życie, męża Hiszpana i niechcianą ciążę. Nagle też staje się matką dziewczynki, siostrzenicy męża. To on decyduje, że to właśnie oni będą najlepszą nową rodziną dla pół-sieroty. Ciąża jest trudna, bolesna, wymagająca, ale rodzi się piękne dziecko. Niestety nie bez problemów. Kobieta wchodzi w rolę matki, a gdy traci to dziecko, wpada w rozpacz. Druga kobieta pochodzi z nizin społecznych, jest zaradna, potrafi się utrzymać, na partnera wybiera jednak typowego macho, który nie chce dać jej córki. Wtedy bierze los w swoje ręce i staje się matką pięknego chłopca. Niestety nie bez problemów. 

Te stojące na dwóch różnych biegunach meksykańskiego społeczeństwa kobiety łączy wiele. Obie pogrążają się w rozpaczy – po stracie dziecka, obie mają nieudolnych partnerów. Na różny sposób, ale każdy z nich zostawia je samym sobie, oczekując zaangażowania, nie dając nic. Te bohaterki otoczone są całym szeregiem kobiet: matką, która nie kocha, babką, która traci córkę, dziewczynką, która traci matkę, matką, która traci syna. Dla żadnej z nich nie ma szczęśliwego wyjścia. Każda z nich zmaga się z poczuciem straty. 

Ważnym tematem jest też klasowość – dwie główne bohaterki pochodzą z bardzo odmiennych warstw społecznych, obie ocierają się o tę najbogatszą. Mężem pierwszej z nich jest Hiszpan, który w Meksyku jako emigrant ma znacznie wyższy status niż jego żona mogłaby kiedykolwiek uzyskać w jego ojczyźnie. Siostrzenica natomiast wprowadza do powieści element kataloński.  

Brenda Navarro w tej niewielkiej powieści poruszyła wiele tematów, równocześnie nie pozostawiając czytelniczki z poczuciem przeładowania. To rzadka sztuka i niezwykły kunszt literacki. Cała powieść jest bardzo spójna i autentyczna, zwraca także uwagę na bardzo aktualny w Meksyku problem uprowadzeń ludzi. 

Mnie zaskoczył także język Navarro – dosadny, dobitny, celny. Autorka świetnie na tej płaszczyźnie odmalowała różnice klasowe między bohaterkami, nomen omen, bezimiennymi. 

Świetna książka!

Moja ocena: 6/6

Brenda Navarro, Puste domy, tł. Agata Ostrowska, 160 str., ArtRage 2025.