niedziela, 1 lutego 2026

"Pieśń prorocza" Paul Lynch


Eilish jest naukowczynią, matką czwórki dzieci i szczęśliwą żoną nauczyciela i związkowca. To właśnie działalność w związkach zawodowych stawia Larry'ego na celowniku władzy. A władza niepostrzeżenie się zradykalizowała i nie znosi sprzeciwu, co rusz znikają ludzie i nie sposób dowiedzieć się, gdzie przebywają. Nie inaczej stanie się z Larrym. Jego aresztowanie będzie jednak zaledwie czubkiem góry lodowej, krok po kroku władza pozwala sobie na coraz więcej, powodując opór w społeczeństwie, niszcząc rodziny i kraj. 

Gdy czytam te słowa, myślę, brzmią banalnie. Kolejna książka o wślizgującym się niepostrzeżenie totalitaryzmie – tak, kolejna, ale i nie kolejna, bo całkiem inna. To przede wszystkim powieść o matce, która próbuje chronić dzieci i niestety nie zawsze jej to wychodzi. Widać u niej pewien rodzaj ślepoty na działania zewnętrzne, o który nigdy nikogo bym nie oskarżyła. Bo czy wszyscy nie mamy tendencji do przymykania oczu? Nie jest tak źle... W innych krajach to dopiero! Mnie to nie dotyczy! No źle się dzieje, ale w sumie trzeba tym a tym utrzeć nosa.... I tak zamyka się oczy, z lenistwa, ze stagnacji, z zajęcia swoim życiem. Lynch świetnie opisuje ten proces, choć jego fokus leży przede wszystkim na Eilish – matce nastolatków i niemowlaka, naukowczyni bez pracy, kobiecie, która załatwia, martwi się, troszczy, wychowuje, ogarnia, walczy, wątpi, upada, ciągnie resztką sił. To powieść bardzo emocjonalna, napisana piękną frazą. Lynch pisze zdania poetyckie, potoczyste, które jednocześnie opisują przyrodę i wyrażają niewypowiadalne. Opisuje też życie wewnętrzne kobiety i robi to dobrze, choć patrzyłam na to z podejrzliwością. 

Ta powieść to nie dystopia, to nie obraz jakieś dalekiej, strasznej przyszłości. To, o czym pisze Lynch, dzieje się w wielu miejscach na świecie, dokładnie tak lub fragmentami. To może się wydarzyć w każdej chwili i tu, gdzie żyjemy. Autor wskazuje tylko mechanizmy, dobrze nam znane, wskazuje na marność jednostki wobec systemu, opisuje niemoc i rozpacz. I ponownie, to brzmi banalnie, ale powieść Lyncha bynajmniej taka nie jest. Jest poruszająca, mocna, brutalna i piękna. Bardzo polecam.

Moja ocena: 6/6

Paul Lynch, Pieść prorocza, tł. Kaja Gucio, 288 str., Marginesy 2024.

sobota, 31 stycznia 2026

"Dziewczyna z konbini" Sayaka Murata


Keiko ma trzydzieści sześć lat i wciąż pracuje w sklepie jako pomocnica. Konbini to sklep otwarty 24 godziny na dobę, w którym można kupić podstawowe artykuły i szybkie przekąski. To środowisko, w którym Keiko odnalazła się idealnie, mimo że skończyła studia i mogłaby starać się o lepszą pracę na etat. Problem w tym, że Keiko zawsze była dziwna, nieempatyczna, niedostosowana do społeczeństwa. Konbini daje jej ramy potrzebne do funkcjonowania – praca jest przewidywalna, monotonna, a kobieta bez problemu imituje swoje współpracowniczki, tworząc iluzję przynależenia do grupy. Co więcej, by znać odpowiedzi na ciągle zadawane pytania o pracę, męża i dziecko, radzi się młodszej siostry. Keiko urządziła się w takim prostym życiu, które daje jej zadowolenie i pewnie by tak zostało, gdyby nie nowy współpracownik. Mężczyzna nie potrafi dostosować się do reguł w konbini, ale też nie obawia się wytknąć absurdów tej pracy.

Nie trudno się domyślić, że Murata opisuje tu osobę autystyczną, a także aseksualną oraz jej sposoby na dostosowanie się do społeczeństwa i przyjmowanie konkretnych póz, nakładanie masek. Równocześnie wprowadzając postać mężczyzny, pokazuje, że takie nieprzystosowanie może mieć różne oblicza. To właśnie on zresztą demontuje ten rzekomo normalny świat, pokazując Keiko, że każdy gra, każdy przyjmuje pozy i stara się spełniać społeczne oczekiwania. Od Keiko oczekuje się męża i dziecka, od niego dobrej pracy, założenia rodziny i zapewnienia jej bytu. I tak jak Keiko gra rolę dobrej i empatycznej koleżanki i siostry tak znane jej kobiety odgrywają rolę na przykład szczęśliwych matek. Muarata zawarła w tej niewielkiej książce wiele impulsów do przemyśleń na temat społeczeństwa, indywidualizmu i integracji osób z autyzmem przede wszystkim.

Z zaskoczeniem przeczytałam, że ta książka bywa odbierana  jako dowcipna. W moim odczuciu jest przeraźliwie smutna, bezlitośnie ukazując, jak brutalne są społeczne oczekiwania.

Moja ocena: 5/6

Sayaka Murata, Die Ladenhüterin, tł. Ursula Gräfe, 145 str., Aufbau Verlag 2018.

piątek, 30 stycznia 2026

"Wdowi las" Margaret Atwood


 

Zbiór opowiadań Atwood podzielony jest na trzy części. Pierwsza z nich wprowadza nas w małżeństwo Nell i Tiga, ukazując bliską więź między nimi. To para, która rozumie się bez słów, co szczególnie widać w pierwszej historii o pierwszej pomocy. W tych trzech tekstach to Tig gra pierwsze skrzypce, a temat starości i odchodzenia przewija się gdzieś w tle. 

Druga część to opowiadania dłuższe, zupełnie niezwiązane z poprzednimi. To wywiad z Orwellem prowadzony przez medium, szkic dystopijny, filozoficzne rozważania o reinkarnacji ślimaka w człowieka, a także świetny tekst, znany mi już z innego zbioru, "Moja mama czarownica". 

W trzeciej części Atwood wraca do pary, tym razem w tytule jednak Nell stoi na pierwszym miejscu. Tig nie żyje, a kobieta układa sobie życie jako wdowa. Spotyka się z koleżankami, innymi wdowami, przegląda spuściznę po mężu, wspomina. To bardzo nostalgiczne teksty, choć nie brak w nich dystansu do siebie i humoru.

Początkowo sądziłam, że środkowa część jest najlepsza, po lekturze całego zbioru doceniam opowiadania z Nell i Tigiem w roli głównej. W przypadku tych ze środkowej części nie mogłam się pozbyć poczucia przypadkowości doboru i takie przeskoki tematyczne wybijały mnie z rytmu. 

Nawet jeśli uważam część pierwszą i trzecią za spójną, to całość mnie nie przekonała. Nie ujął mnie ani język, ani treść. Oczywiście doceniam ją, a szczególnie pomysły na opowiadania z części środkowej, ale niestety ogólnie ten zbiór mnie nie przekonał. Wiele z tekstów mnie nie porwało, a wręcz nudziło, co mnie zaskoczyło, bo powieści Atwood uważam za świetne.

Moja ocena: 3/6


Margaret Atwood, Wdowi las, tł. Olga Dziedzic, 288 str., Wielka Litera 2024.

czwartek, 29 stycznia 2026

"Ostatnie życzenie", "Miecz przeznaczenia" Andrzej Sapkowski


 

W świat Sapkowskiego wsiąknęłam na początku studiów, gdy w składnicy księgarskiej (kto pamięta?) trafiłam na pierwszy tom opowiadań. Dokładnie pamiętam tamto wydanie – niewielką książkę w niemal kieszonkowym formacie. Nie pamiętam natomiast, czemu po nią sięgnęłam? Na szczęście kupiłam i totalnie przepadłam. Potem czytałam wszystko i na lekturze pozostałam, nie znam filmów i gier. Do Wiedźmina nigdy nie wróciłam, z wielu przyczyn. Jedną z nich była obawa, jak te książki odbiorę po latach. Wtedy, a mówię tu o połowie lat 90., mój światopogląd był inny, miałam inną wrażliwość i ma pewno dużo mniejszą świadomość społeczno-polityczną. 

Teraz sięgnęłam wreszcie po oba tomy opowiadań, głównie dzięki wyborowi mojego klubu czytelniczego, ale nie bez wielkiej chęci. Tym razem jednak postawiłam na wychwalane słuchowisko, które faktycznie jest bardzo dobrze i starannie nagrane, ale jednak nie trafiło do mnie na 100%. By opisać mój problem, będę musiała użyć ostatnio nagminnie używanego słowa, ale faktycznie czułam się przebodźcowana. Niektóre głosy były dla mnie zbyt natarczywe, aktorskie, niektóre frazy, zwłaszcza opisy walk, czytane zbyt szybko, na jednym tchu. Niemniej jest to bardzo dobrze zrobiony audiobook i myślę, że do wielu osób trafi. 

Co jednak z treścią? Otóż, jest taki sam szał jak te trzydzieści lat temu! Podobało mi się wszystko! Najpierw język – wartki, potoczysty, ale i ironiczny, dowcipny, celny. Postaci – świetne, spójne, interesujące. Na wielki plus cała gama postaci kobiecych – różnorodnych, silnych, decyzyjnych. Do bohaterów ludzkich dochodzi nieprzebrana ilość postaci magicznych – wszystkie świetnie, plastycznie opisane. Co jednak mnie najbardziej ujęło i nadal zachwyca to komentarz społeczny i polityczny oraz fantastyczne wplecenie baśni i powiedzonek. Sapkowski wiele z nich zdemontował, nadał nowego znaczenia, dowcipnie spointował – nadal mnie to bawi. Po ponownej lekturze pozostaję fanką Sapkowskiego, chyba nie było wątpliwości (nie zapraszam do dyskusji), teraz nastawiam się na powtórzenie całego cyklu. 

Moja ocena: 6/6

Andrzej Sapkowski, Ostatnie życzenie, 288 str., SuperNova 2010.

Andrzej Sapkowski, Miecz przeznaczenia, 344, SuperNova 2011. 

środa, 28 stycznia 2026

"Historia czytania" Alberto Manguel


Tytuł tej książki wabił mnie od dawna, bo o czym jest przyjemniej czytać, jak nie o czytaniu innych? Uwielbiam wszystkie tematy okołoksiążkowe i szeroko powiązane z czytaniem, więc bardzo chciałam tę książkę poznać. Manguel stworzył wielkie kompendium wiedzy o książkach i historii czytania z wielu perspektyw. Linią przewodnią są tu własne doświadczenia, które na początku są na pierwszym planie – dowiadujemy się wiele o edukacji i pierwszych krokach autora w sztuce czytania – a później przewijają się gdzieś w tle, podczas gdy Manguel koncentruje się na innych kwestiach.

Trudno mi sobie wyobrazić, czy jest jakiś aspekt, którego Manguel nie poruszył! Opowiada o początkach czytania na głos, o druku, pisaniu, o słuchaniu, wyglądzie i formach książek, bibliotekach, tłumaczach, zakupach, kolekcjach, funkcjach lektury i o wielu, wielu innych aspektach. Erudycja pisarza jest niesamowita, widać także ogromną pracę, jaką wykonał, przygotowując poszczególne eseje. Manguel powołuje się na konkretne postaci, wydarzenia, powieści oraz ilustruje swoje eseje dziełami sztuki przedstawiającymi osoby czytające. 

Mimo że ta książka to ogromna skarbnica wiedzy, była dla mnie w pewnym momencie przeładowana, a styl pisarza okazał się być monotonny. Mój początkowy entuzjazm szybko opadł i od połowy książki brnęłam przez kolejne eseje. Od czasu do czasu trafiałam na fragmenty, które mnie bardziej zainteresowały, ale ogólne wrażenie było bliskie znużeniu. Myślę, że te eseje bronią się czytane pojedynczo, w czasopiśmie lub w formie książkowej, ale rozłożone na dłuższy okres czasu. To taka książka, do której zagląda się od czasu do czasu, by przypomnieć sobie jakiś fakt, dowiedzieć czegoś nowego lub poprzebywać w ulubionej tematyce. Pochłaniana na raz męczy.

Moja ocena: 4/6

Alberto Manguel, Historia czytania, tł. Hanna Jankowska, 450 str., PIW 2023.

wtorek, 27 stycznia 2026

Stosikowe losowanie – luty 2026

 


Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 34 książki) – 26
Guciamal wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 3 książki) – 2
Agnes wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 350 książek) – 155
McDulka wybiera numer książki dla Katarzyny (w stosie 19 książek) – 
Katarzyna wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) – 1205
ZwL wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 14 książek) – 9
Maniaczytania wybiera numer książki dla Anny (w stosie 253 książki) – 243

poniedziałek, 26 stycznia 2026

"Władca Pierścieni" J.R.R. Tolkien


Pamiętam, jak pierwszy raz sięgnęłam po "Władcę Pierścieni". Byłam na studiach i odkrywałam dla siebie świat literatury fantasy. Czytałam czarne niewielkie tomiki (które mam do dziś), wydane przez Czytelnik, w autobusie, na przystanku, w przerwach od zajęć. Z treści pozostało w mojej głowie poza głównym zarysem fabuły niewiele, zapamiętałam natomiast całkowite zagłębienie się w lekturze, zatopienie w innym świecie i oderwanie od rzeczywistości. Potem na wiele lat zapomniałam o Tolkienie, ale ukazały się filmy, których nie zobaczyłam. Bo chciałam najpierw powtórzyć lekturę, przypomnieć sobie odczucia, które towarzyszyły mi podczas lektury. Jakiś czas później kupiłam więc e-booka i zahibernowałam go na wiele lat na czytniku. A potem w 2025 roku właśnie ta trylogia została wybrana z mojego stosu w projekcie 25 na 2025. Nie wyrobiłam się z tak opasłą książką na czas. Dopiero niemal cały styczeń spędziłam w innym uniwersum. 

Po tym przydługim wstępie nie napiszę recenzji, bo myślę, że o "Władcy Pierścieni" napisano już wszystko, a ja nic lepszego już nie dodam. Przyznam za to, że z przyjemnością słuchałam tej książki, bo zdecydowałam się jednak na audiobook, ale ówczesny stan całkowitego przeniesienia w inny świat już u mnie nie nastąpił. Miałam za to inne refleksje – z zaskoczeniem odkrywałam, jak wiele tolkienowskich elementów i motywów jest w innych książkach. Całkowicie o nich zapomniałam i nie zwracałam uwagi na ich obecność, czytając przeróżne powieści fantasty czy choćby Harry'ego Pottera. Tymczasem aż narzuca się refleksja, że gdyby nie Tolkien, to nie wiem, z czego korzystaliby współcześni twórcy i twórczynie tego gatunku literackiego. 
Pod koniec słuchania byłam już nieco zmęczona lekturą – ostatnie wydarzenia w Shire po całej kulminacji z pierścieniem, już mnie tak nie zainteresowały. Ale nie żałuję ani minuty i wreszcie zaczęłam oglądać filmy! Lepiej późno niż wcale, prawda?

I taki pozostanie ten wpis, bez analizy i streszczenia, bez recenzji czy recki, garść refleksji i satysfkacja z lektury.

Moja ocena: 5/6

J.R.R. Tolkien, Władca Pierścieni, tł. Maria Skibniewska, 1280 str., Wydawnictwo Muza 2013.