Sally ma siedemnaście lat i ucieka. Przed rodziną, uporczywymi terapiami, niezrozumieniem, poczuciem bezsensu. Dziewczyna opuściła samowolnie jakiś rodzaj placówki terapeutycznej i bez konkretnego celu wędruje przez pola i łąki, gdy trafia na Liss. Liss nie mogłaby się bardziej różnić od Sally, to dojrzała kobieta, rolniczka, która sama opiekuje się gospodarstwem i rozległymi polami. Liss to także pierwsza osoba, która nie zadaje pytań, nie ocenia, nie dyskutuje, tylko daje Sally konkretne zadanie, prosząc ją o pomoc. Dziewczyna pomaga jej więc z traktorem i zostaje u Liss.
To opowieść o niezwykłej przyjaźni dwóch bardzo różnych kobiet, które łączą jednak trudne przeżycia. Liss milczy, poświęca się całkowicie pracy, Sally walczy z napadami gniewu i znajduje ukojenie w naturze. Dużo tu opisów prac gospodarskich, winobrania, sadów, tytułowych starych, zapomnianych już, odmian owoców, prostego życia, którego rytmem kieruje natura. To życie jest ukojeniem dla obu kobiet, choć autor nie opisuje szczegółowo ich traum. Krok po kroku poznajemy przeszłość Liss, ale bez wielu detali, zaledwie w zarysie. Autor skupia się raczej na codzienności, na aktualnych odczuciach kobiet, na tym, jak radzą sobie z życiem z dnia na dzień. To książka o spokojnym rytmie, zmysłowa, pełna smaków, zapachów, dźwięków. Kreacje obu postaci są bardzo udane, zaskoczeniem dla mnie jest to, jak dobrze odmalował je mężczyzna, szczególnie że jedna z bohaterek to nastolatka. Przyznam, że zazwyczaj dość sceptycznie podchodzę do autorów opisujących życie wewnętrzne siedemnastolatek, ale Arenzowi nie mam nic do zarzucenia.
"Alte Sorten" to satysfakcjonująca lektura, która dobrze łączy rozważania psychologiczne z opisami natury i życia na wsi.
Moja ocena: 4,5/6
Ewald Arenz, Alte Sorten, 255 str., Dumont Verlag 2021.






