wtorek, 21 lipca 2026

"Café Macondo. Reportaże z Kolumbii" Maciej Wesołowski


Moja wiedza o Kolumbii wykracza może nieco ponad przeciętną, ale na pewno nie miała głębokich fundamentów. Wesołowski w dwudziestu rozdziałach tłumaczy głównie najnowszą historię tego kraju, skupiając się na bojówkach i wieloletniej wojnie domowej i dokładając sporą cegiełkę do tego, co już wiedziałam. Jego teksty bazują na rozmowach z przedstawicielami i przedstawicielkami różnych stron – są członkowie FARC, byli członkowie, żołnierze armii, bliscy z obu stron, osoby zwerbowane jako dzieci, ofiary i wiele innych. Widać, że celem autora jest pokazanie wielu stron i poznanie przyczyn decyzji podjęcia walki po danej stronie. I jak to w przypadku każdego konfliktu bywa, tych przyczyn jest wiele i warto je zrozumieć. Wesołowskiemu faktycznie udaje się ukazanie tego zagmatwanego kalejdoskopu przyczyn i uwarunkowań kulturowych, edukacyjnych, społecznych i klasowych.

Równocześnie Wesołowski przekazuje wiele kolumbijskiego kolorytu, opisując Bogotę i Medellin, ale i inne mniejsze miasta. Zabiera na Karaiby i w góry, przemyca informacje o klimacie i rdzennych mieszkańcach, ale nie jest to opowieść o państwie, ale skupienie na tej najmniej chwalebnej części historii. Dla mnie była to niezmiernie ciekawa lektura, bo wiele z opisanych miejsc odwiedziłam, więc do opisywanych faktów automatycznie dodawałam obrazy. Autor operuje przystępnym językiem, jego styl jest potoczysty, więc dobrze się ten reportaż czyta, choć niekoniecznie tak dobrze słucha, lektor miał wyraźnie problemy z językiem hiszpańskim. 

Moja ocena: 5/6

Maciej Wesołowski, Café Macondo. Reportaże z Kolumbii, 352 str., Wydawnictwo Agora 2019.

niedziela, 19 lipca 2026

"Obywatelka" Claudia Rankine


O rasizmie przeczytałam wszystko, No dobrze, nie wszystko, ale bardzo dużo. W różnych utworach, z różnym podejściem, różnych autorów z różnych okresów. Trudno mi było sobie wyobrazić, że można pokazać tu coś nowego, innego, ale Claudia Rankine mi pokazała, że mało wiem.

To amerykańska pisarka i poetka urodzona na Jamajce, która pokazuje, że obywatelka może być drugiej, a nawet trzeciej kategorii. Rankine powołuje się tu na drobnostki dnia codziennego z własnego doświadczenia, ale i na niezauważalne dla białych oczu doświadczenia znanych osób takich jak Serena Williams czy Zinédine Zidane, oddaje głos ofiarom prześladowań ze względu na kolor skóry, tym żywym i zamordowanym. Jej książka to wcale nie barwny, a czarno-biały kalejdoskop mikroagresji, zdań wypowiedzianych mimochodem, bezrefleksyjnych reakcji, które są produktem wychowania, wszechobecnych schematów. I nawet jeśli te zachowania nie są podszyte rasizmem, to towarzyszy im myśl o poprawności, autorefleksja, krótkie zawahanie, by przypadkiem nie wpaść w rasistowski wzorzec.

Największą siłą i zaskoczeniem w tej książce jest jednak jej kompozycja. Rankine stworzyła patchwork wielu stylów i gatunków literackich. W krótkich akapitach balansuje między esejem, autofikcją, poezją, narracją powieściową, artykułem? I pewnie czymś jeszcze, bo "Obywatelkę" można czytać na wiele sposobów, na wyrywki, wracać do niej. Dla mnie to świetny wstęp do poezji, której nie umiem ani czytać, ani recenzować, w tej książce jednak odnalazłam się bez problemu. Świetna rzecz.

Moja ocena: 5/6

Claudia Rankine, Obywatelka, tł. Joanna Makowska, 176 str., Wydawnictwo Karakter 2025.

sobota, 18 lipca 2026

"Facing the Sun" Janice Lynn Mather


Cztery nastolatki mieszkają przy tej samej ulicy na jednej z wysp Bahamów. Ich plaża – miejsce spotkań i zabaw, integralna część życia tej małej społeczności – zostaje zamknięta. Okazuje się, że obszar przy plaży został sprzedany i nowy właściciel chce na nim postawić hotel. Dziewczyny są załamane – tracą przecież część swojej przestrzeni oraz centralne miejsce wspólnoty, czyli kościół. Ojciec Eve – jednej z nich – prowadzi aktywną parafię, a kościół stanowi ważne miejsce spotkań. Keekee mieszka tuż obok wraz z matką i bratem – dziewczyna pomaga w prowadzeniu domowej pralni oraz wraz z matką rozdaje kobietom w potrzebie podpaski własnej produkcji, ale i antykoncepcję. To jej brat zostanie porwany przez nieznanych sprawców po zamknięciu plaży. Wszyscy podejrzewają udział dewelopera, bo Toons głośno sprzeciwił się zakazowi wstępu nad morze. Faith jest tancerką, jak jej siostra i matka. I potajemnie podkochuje się w Toonsie. Jej matka cierpi na chorobę psychiczną, co bardzo obciąża dziewczynę, która czuję się za nią odpowiedzialna. I wreszcie Nia, sąsiadka Keekee, która boryka się z nadopiekuńczą matką. Dziewczyna marzy o wyjeździe na kreatywny osób dla dziewcząt. Niestety matka absolutnie nie chcę zgodzić, a i sama Nia nie wierzy, że ma jakikolwiek talent, który by mogła zaprezentować w liście motywacyjnym. 

Mather prowadzi narrację z perspektywy tych czterech nastolatek, przedstawiając wydarzenia z różnych punktów widzenia, ale też interakcje między nimi. W grę wchodzi tu zazdrość, niezrozumienie, smutek, dojrzewanie. Co ważne autorka naświetla też wszystkie aspekty budowy hotelu, opisując niezaprzeczalne wady tego projektu, ale i zalety, których dziewczyny na początku nie widzą. Autorka próbuje pokazać jak najpełniejszy obraz zmian, które dotkną społeczność: utratę kościoła, sklepiku, zacisznego miejsca, ale także możliwość uzyskania nowych miejsc pracy, rozwoju, dostępności. Choć jest to głównym kompleksem tematycznym tej powieści, to Mather poświęca też sporo miejsca dojrzewaniu, seksualności i jej konsekwencji, chorobom fizycznym i psychicznym, różnym metodom wychowawczym. Tłem tej historii są Bahamy – bardzo obecne w kuchni, języku, zwyczajach, miejscowościach, klimacie i krajobrazie. Gdy sięgam po powieści z krajów mi nieznanych, tego właśnie w nich szukam – lokalnego kolorytu. 

Facing the Sun bywa klasyfikowana jako YA, ale dobrze się czyta w każdym wieku i pozwala poznać Bahamy.

Moja ocena: 4,5/6

Janice Lynn Mather, Facing the Sun, 416 str., Simon Schuster Books 2020.

piątek, 17 lipca 2026

"Książka o przyjaźni" Maciej Marcisz


 

Wiele lat temu przyjaźń była dla mnie jedną z najważniejszych komponent mojego życia, z wiekiem ten obszar aktywności socjalnej zanika, wyparty przez życie codzienne, rodzinę, związki, dzieci i co tam jeszcze. Nie inaczej jest u bohaterów Marcisza, który w swojej książce skupia się na samej istocie przyjaźni, przedstawiając ją na przykładzie trójki osób. Michał, Kasia i Dorota poznają się w liceum, ich przyjaźń przechodzi różne etapy, a w momencie rozpoczęcia narracji jest na etapie upadku. 

Marcisz relacjonuje naprzemiennie życie trójki bohaterów, portretując typowe bolączki i historie pokolenia milenialsów. Podobnie jak w swojej pierwszej książce uwodzi zmysłem obserwacji i zdolnością ujęcia w słowa typowych rozmów, zachowań, sytuacji. Trzy główne postaci pochodzą z różnych domów, mają różne doświadczenia i ambicje, ale łączy ich to, że stoją za sobą murem i są dla siebie wsparciem. Marcisz wplata tu wątki LGBT, ale i kwestię potrzeby pisania, możliwości przebicia się na rynku wydawniczym i całego świata artystycznego. Niestety wiele z opisanych scen, interakcji między bohaterami jest dziwna – żeby nie powiedzieć wywołująca u mnie poczucie żenady. Wiem, że w wieku nastoletnim i studenckim robiło się wiele rzeczy, które można by opisać jeszcze mniej przyjemnymi epitetami, ale tu nagromadzenie krindżowych scen wybija w kosmos. 

Jako że ta książka nie jest o przyjaciołach, lecz o samej przyjaźni jako konstrukcie społecznym, historie trójki bohaterów gdzieś umykają. Nie pomaga tu też nagromadzenie owych wątpliwych scen. Michał, Kasia i Dorota są wprawdzie bohaterami, ale ich kreacje nie służą w zasadzie niczemu, ani nie zmierzają do żadnego punktu zwrotnego. Taka konstrukcja powieści ujmuje jej dynamiki i nie skłania do głębszych przemyśleń. Marcisz nie zachowuje żadnego aspektu w strefie domysłów, prezentuje wszystko wprost, a co za tym idzie z treści nie pozostało w mojej pamięci niemal nic. Ale okładka książki świetna.


Moja ocena: 2/6

Maciej Marcisz, Książka o przyjaźni, 304 str., Wydawnictwo W.A.B. 2021.

środa, 15 lipca 2026

"Mistrz gry" Joanna Lampka


 

Trzeci tom tej tetralogii przeczytałam cztery lata temu. Nie należy tak robić, bo oczywiście zbyt wiele ulatuje z pamięci, zacierają się szczegóły, ale też przepada przywiązanie do bohaterów. Początkowe rozdziały tej książki były więc dla mnie wchodzeniem w jej rytm i przypominaniem sobie intrygi. Lampka potrafi przykuć uwagę czytelniczki od pierwszych stron, więc ten problem okazał się być mniejszy, niż początkowo sądziłam.

Ów czwarty tom z założenia ma rozwiązać wszystkie wątki i dylemat głównej bohaterki, co autorka faktycznie czyni. Jako że nie jest to książka, po którą sięgnie ktoś, kto nie czytał poprzednich trzech części, nie widzę sensu pisania zbyt wiele o treści. Autorka spełnia tu swoje zadanie – Aline musi wybrać między mężczyznami, ale i światami. Musi znaleźć swoje miejsce w skomplikowanej polityce, musi dać synowi ojca i wreszcie skompletować wszystkie gwiazdy. Lampka tu nie zawiedzie, a i dołoży wiele aktualnych dla naszej planety wątków. Stworzony przez nią świat będzie musiał znaleźć sposób na katastrofę ekologiczną, będzie musiał odrodzić się po wojnach i wybuchu nuklearnym, a przede wszystkim mieć mądrych władców, którzy zrozumieją, że współpraca a nie wojna są kluczem do sukcesu. Lampka stawia swoich bohaterów w trudnych sytuacjach, muszą decydować o przyszłości ludzkości, wybierać mniejsze zło, rezygnować z własnego szczęścia. Te dylematy moralne nie są proste – niektóre trudne do zniesienia, a ich wyjaśnienie gorzkie.

Sama Aline pozostaje taka sama – waha się między dwoma mężczyznami, prowadzi grę na dwa fronty i faktycznie musi podjąć decyzję, bo nawet księżniczka nie może tak żyć. Lampka konsekwentnie prowadzi tę postać, zagmatwaną między trudnymi decyzjami, nieco naiwną, czasami infantylną, ale odważną i waleczną. Wszystkie dorosłe kreacje tego cyklu są zresztą udane i spójne. Najmniej przekonuje postać syna Aline, który w tej powieści jako dwulatek zachowuje się i posiada umiejętności przynajmniej pięciolatka. Nigdzie nie pada stwierdzenie, że jest cudownym dzieckiem, często natomiast wspominane jest jego rozbrykanie i wiek, więc przypisywanie mu tak zaawansowanych umiejętności motorycznych jak i językowych jest zdecydowanie nietrafione i u mnie nie trafiło na podatny grunt.

Doceniam bardzo wykreowany przez Lampkę świat i umiejętność rozplanowania intrygi i problemów na na cztery tomy. Widać tu przemyślane zabiegi, dalekosiężne rozłożenie akcji, ogromną fantazję autorki, ale i lekkie, potoczyste pióro. Gdyby redakcji udało się wyeliminować nieliczne językowe lapsusy byłoby niemal idealnie. 

Moja ocena: 4,5/6

Joanna Lampka, Mistrz gry, 448 str., BookEdit 2023.

piątek, 10 lipca 2026

"Dewocje" Anna Ciarkowska

 


Bezimienna narratorka opowiada, a właściwie spowiada się ze swojego życia. Wraca pamięcią do lat dziecięcych i relacjonuje swoje dorastanie na wsi. To świat, któremu rytm nadaje pogoda i kościół. To proste zasady – wiadomo kiedy siać, kiedy zbierać plony, kiedy wychodzić za mąż, kiedy rodzić dzieci. Znane są reguły – dziewczynki długa spódnica, dziewictwo do ślubu, spowiedź regularnie itd. Jasne też jest, o czym się nie rozmawia: o ciele, miesiączce, popędzie. I oczywistym jest, co się czuje: wstyd, zażenowanie, pokorę, uległość. Świat niby przerysowany, ale jednak prawdziwy. Wiem, że każda z nas choć raz w życiu usłyszała któryś z padających w książce nakazów. Narratorka opowiada ten świat, z perspektywy dziecka, które się dziwi, pyta, nie dostaje odpowiedzi i się modli. Tak bardzo, że jej modlitwa nabiera nieoczekiwanych mocy. 

Ciarkowska podobnie jak w swojej debiutanckiej powieści "Pestki" fantastycznie wypunktowuje te wszystkie podszyte katolickością zasady, które ograniczają kobiety i narzucają jedyny słuszny światopogląd. Autorka jednak nikogo i niczego nie ocenia, przedstawia świat bez zbędnych komentarzy. Czyni to przepięknym językiem – bardzo literackim, barwnym, obrazowym, metaforycznym. 

Mimo to wszystkich niezaprzeczalnych zalet ta książka ujęła mnie dużo mniej niż "Pestki". Początkowo trudno mi było wejść w tę narrację, nie pomagała też lektorka, która czyta w sposób, powiedzmy, uduchowiony, a na pewno przesadzony. Dopiero gdy przyzwyczaiłam się do jej maniery, ale i zrozumiałam koncepcję autorki, zaczęłam doceniać tę powieść, a przede wszystkim jej język i celność obserwacji. 

Moja ocena: 4/6

Anna Ciarkowska, Dewocje, 186 str., Wydawnictwo W.A.B. 2021.

poniedziałek, 6 lipca 2026

"DJ Bambi" Auður Ava Ólafsdóttir


 

Bambi, Logn, a może V? Sześćdziesięciojednoletnia bohaterka wie jedno, na pewno kobieta. Choć urodziła się jako chłopiec, i to bliźniak. Jej droga do odnalezienia siebie była bardzo długa, a teraz w dojrzałym wieku czeka na operację, od sześciu lat. Bo na Islandii wprawdzie imię i płeć może zmienić w urzędzie bez problemu, ale chirurg przyjeżdża tylko raz na rok i operuje dwie osoby. Logn mieszka sama i balansuje między nadzieją na poczucie się w swoim ciele jak we własnej skórze a myślami o zakończeniu swojego życia. 

Islandka pokazuje kobietę w wieku, gdy już nie wzbudza zainteresowania, do tego trans-kobietę, której doskwiera brak akceptacji w dalszej i bliższej rodzinie. Do tego dochodzą liczne rozterki – czy w tym wieku tranzycja ma sens? Czy mogła zrobić coś inaczej? Jak ułożyć sobie stosunki z byłą żoną i synem? I dlaczego akceptacja przychodzi z najmniej oczekiwanej strony?

Najważniejszym tematem jest tu jednak wolność – Logn pragnie poczuć się wolna we własnej skórze, w zgodzie ze sobą i swoim ja. Poczucie wolności daje jej niewielki balkon, na którym czuje wiatr i przestrzeń. Poczucie wolności to obserwacja przeszkadzającym innym mew, to spacery nad morzem, powietrze, horyzont. Poczucie wolności to wreszcie tymczasowe imię – Logn – które oznacza bezwietrzny moment spokoju, po burzy. 

Język Ólafsdóttir jest oszczędny, pozostawia wiele przestrzeni dla myśli i sięga poza horyzont. Brak tu metafor, egzaltacji i porównań, bo nie ma takiej potrzeby, to wszystko pozostaje po stronie czytelniczki, wywołane kilkoma celnymi słowami. Bardzo doceniam, że Islandka wybrała na bohaterkę swojej powieści kobietę trans, do tego po sześćdziesiątce i oddała jej głos. Już z tego powodu warto.

Moja ocena: 5/6

Auður Ava Ólafsdóttir, DJ Bambi, tł. Jacek Godek, 196 str., Wydawnictwo Poznańskie 2025.