Główny bohater jest aktorem, dorabia sobie małymi rolami i słabo wiąże koniec z końcem, więc zgłasza się do wszystkich możliwych castingów. Także do nauczyciela akademickiego, który szuka kogoś do odegrania roli tytułowego czarnego worka. Profesor jest psychologiem i chce, by podczas jego wykładów na ławach wśród studentów zasiadł ów worek.
Aktor tę rolę dostaję i rozpoczyna pracę. Stopniowo czarny worek staje się jego azylem, a on zaczyna prowadzić wyjątkowe rozmowy i poznawać ludzi, których by nigdy nie spotkał.
Poza tą główną myślą, niewiele się w tej powieści dzieje. Owszem Kennard sporo miejsca poświęca opisaniu aklimatyzacji z workiem i w worku, przyjaźni aktora z Claudiem, a także relacji, jaką nawiązuje z Justine, profesorką na tym samym uniwersytecie. Z czasem jednak akcja zwalnia i skupia się na przemyśleniach aktora oraz poszukiwaniu zaginionego przyjaciela.
Kennard upakował w tę powieść wiele problemów. Pierwszy to kryzys męskości powiązany też z problemami, z jakimi mierzą się artyści. Jako że to powieść, której akcja w większej części toczy się na kampusie, mamy tu cały blok tematyczny powiązany z jakością nauczania, stosunkami między studentami, ale także na linii profesor-student, a także kwestię polityki dotyczącej związków między tymi grupami. Główny bohater odwiedza rodziców, więc Kennard nakreśla też tematykę stosunków między nimi, a także rozpracowuje przyjaźń męską.
Autor operuje ciętym językiem, sporo tu celnych obserwacji i ironii, ale zabrakło mi napięcia, zapewne związane jest to z tym, że tematycznie ta książka nie leży w obszarze moich zainteresowań, a sięgnęłam po nią tylko dlatego, że wybrał ją mój lokalny klub książkowy.
Moja ocena: 3/6
Luke Kennard, Black Bag, 352 str., Zanado 2026.

.jpg)





