niedziela, 10 czerwca 2018

"Pulpecja" Małgorzata Musierowicz



Staram się nie czytać dwóch tomów Jeżycjady w jednym miesiącu, ale pakując książki do szpitala, zdecydowałam się jednak na Musierowicz, sądząc że ta lektura będzie gwarancją lekkiej rozrywki. I miałam rację, po operacji nie miał sił na bardziej ambitne powieści, Pulpecja była idealna. Warto też czytać tom zaraz po poprzednim, bo zaczyna się dokładnie w tym momencie, gdzie Noelka się kończy. Musierowicz przenosi tylko swój fokus z Elki na Patrycję, a także zmienia chronologię. O ile Noelka toczyła się w ciągu kilku po sobie następujących dni, Pulpecja obejmuje pół roku, ale Musierowicz opowiada tylko wydarzenia z najważniejszych dni, takich jak Walentynki, Wielkanoc czy Dzień Dziecka.

Jak sam tytuł wskazuje główną bohaterką jest najmłodsza latorośl rodu Borejków, która dzieli los dzieci najmłodszych, wychowywanych przy okazji, których problemy toną w nawale innych wydarzeń. Bo przecież mamy ślub Idy, związane z tym powiększenie liczby mieszkańców Roosvelta 5, problemy Gabrysi i jej małe córki - gdzie tu czas na nastoletnie problemiki Patrycji. Tymczasem jest ona obiektem wzdychań wielu osobników płci męskiej, z których żaden jej nie interesuje, oprócz Baltony może. Ten ostatni znowu nie okazuje jej aż takich względów, pozostawiając w niepewności i rozterkach. Tak wielkich, że nie sposób się uczyć to zbliżającej się matury. Cała ta sytuacja jest nieco kuriozalna - nikt w rodzinie nie zauważa, że z zazwyczaj wesołą i pewną siebie Patrycją coś się dzieje. Nikt się tak naprawdę nie interesuje, jak przebiegają jej przygotowania do matury. Jak na tak bardzo kochającą się rodzinę, to bardzo dziwne.

A sama Patrycja? Jak to u Musierowicz bywa, cała książka poświęcona jest oczywiście pierwszemu i, jak prawie zawsze, ostatniemu zakochaniu głównej bohaterki. Patrycja w wieku osiemnastu lat przeżywa uniesienia serca na poziomie wczesnej nastolatki, a Baltona po krótkim epizodzie szaleństw zamienia się w statecznego przedsiębiorcę, tak by zadowolić przyszłego teścia zapewne.

Mogłabym tu wyliczyć jeszcze wiele negatywnych punktów, ale czytałam tę książkę na pooperacyjnym odlocie i skupiałam się tylko na idylli i happy endzie.

Moja ocena: 4/6

Małgorzata Musierowicz, Pulpecja, 188 str., Wydawnictwo Signum, Kraków 1993.

2 komentarze:

  1. Szybkiego powrotu do zdrowia zycze! Ja moja znajomosc z Jezycjada zakonczylam na "Opium w rosole". Potem autorka miala kilkuletnia przerwe, podczas której zmienily sie moje upodobnia literackie i do Borejków juz nie wrócilam. Spotkalam sie wielokrotnie z krytyka Jezycjady jako serii promujacej patriarchat i mysle, ze jest to bardzo trafna opinia. Polecam za to serie o Zosi z ulicy Kociej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie tam trochę zemdliło od nadmiaru słodyczy, pulchności i amorków.

    OdpowiedzUsuń