poniedziałek, 17 czerwca 2019

"Guguły" Wioletta Grzegorzewska


Guguły przeczytałam dwa miesiące temu i wrażenie, któremu nie mogłam się oprzeć podczas lektury pozostało do dziś - spore podobieństwo do Po trochu Weroniki Gogoli, choć oczywiście są to książki różne. Łączy je jednak temat przewodni dorastania na polskiej wsi, a także w pewnym sensie konstrukcja - czyli zbiór opowiadań, które tworzą dość krótką całość.

Guguły to niedojrzałe owoce i o swojej dziecięcej niedojrzałości pisze Grzegorzewska, która dorasta we wiosce Hektary na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Jej szczupła objętościowo książka to zbiór impresji z dorastania - wśród znanych kątów, obyczajów, ludzi, z religią i inicjacją seksualną w tle. Te chwilowe obrazy składają się na dzieciństwo typowe, powiedziałabym uniwersalne dla rówieśników Grzegorzewskiej, a zarazem dla małej Wioli niepowtarzalne. Utkane są owe impresje bardzo zmysłowo - pełne zapachów, dźwięków. Jest wyprawa na targ z babcią, obserwowanie ojca, który preparuje zwierzęta, zbieranie zapałczanych etykiet, wizyta papieża w Polsce. Autorka dzięki poetyckiemu językowi kreuje świat magiczny - już zaginiony, wetknięty między ludową religijność i katolicyzm, mocno osadzony w latach 80.

Więcej o Gugułach nie napiszę - to krótka książka, więc w jeden wieczór można się przekonać, czy proza Grzegorzewskiej współgra z waszą duszą.

Moja ocena: 3,5/6

Wioletta Grzegorzewska, Guguły, 120 str., Wydawnictwo Czarne 2014.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza