sobota, 17 stycznia 2026

"Cóż to za motorowerek z chromowaną kierownicą tam w głębi podwórza?" Georges Perec


Grupa młodych ludzi spotyka się regularnie w Paryżu, by dyskutować o życiu i świecie. Jeden z nich jest żołnierzem i codziennie zajeżdża swoim motorowerkiem do koszar. Pewnego dnia wraca z problemem –jego podwładny ma zostać zaciągnięty na wojnę do Algierii, na którą wcale, ale to wcale nie chce iść. Należy więc wymyślić sposób, by go przed tym ustrzec. Pomysłów jest wiele, od przejechania tytułowym motorowerkiem począwszy.

Ta skąpa treść nie jest jednak clou tej, niewielkiej zresztą, powieści. Owszem doszukiwałam się tu interpretacji oscylujących wokół bezsensu wojny, pacyfizmu, a także uniwersalności losu owego zaciągniętego żołnierza, ale miałam świadomość, że ta książka jest jeszcze czymś innym. Manifestem sztuki być może? O sztuce dla sztuki, która niczego nie potrafi zmienić? Skąd taki pomysł? Perec stworzył bowiem coś wyjątkowego na płaszczyźnie językowej – to rzecz pełna smaczków, figur stylistycznych, powtórzeń, coś, co czyta się jednym tchem, podziwiając inwencję autora. Powołany do armii żołnierz ma kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt nazwisk, rozpoczynających się od Kara-, każda wersja niesie inne znaczenie lub skojarzenie. Tych ostatnich jest w tej książce zresztą multum, większość zapewne jest dla mnie nie do rozszyfrowania, ale wcale mi to nie przeszkadzało podczas lektury. Potrafię sobie jednak wyobrazić, że ta książka to gratka dla osób znających dobrze literaturę francuską, czy środowisko autora. 

Jestem podatna na takie eksperymenty literackie, więc z podziwiem śledziłam ekwilibrystykę autora, a podczas lektury dobrze się bawiłam.

W Polsce ta książka ukazała się nakładem wydawnictwa Lokator, przekład René Koelblen i Stanisław Waszak.

Moja ocena: 5/6

Georges Perec, Was für ein kleines Moped mit verchromter Lenkstange steht dort im Hof?, tł. Eugen Helmlé, 80 str., Diaphanes Verlag 2014.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz