Rahel i Peter są małżeństwem z długim stażem. Ona zbliża się do pięćdziesiątki, on jest nieco starszy. Wychowali dwoje dzieci, które wyfrunęły już z gniazda rodzinnego. Para cieszy się na wspólny urlop. Jako że to okres pandemii, na wakacje wybrali domek w górach, na uboczu, oddalony od dużych miast. Niestety kilka dni przed wyjazdem dowiadują się, że miejsce spłonęło. Chwilę później do Rahel dzwoni bliska przyjaciółka, by ją zawiadomić, że jej mąż miał wylew. Po pobycie w szpitalu zostanie przeniesiony do sanatorium nad Bałtyk, a ona chce mu towarzyszyć. Rahel godzi się zaopiekować gospodarstwem przyjaciół. Peter początkowo nie jest zachwycony, ale z braku alternatywy wyjeżdża wraz z Rahel nad jezioro do domu Ruth i Victora.
Narratorką tej powieści jest Rahel i to z jej perspektywy poznajemy problemy, jakie wynikły w małżeństwie. Peter jest profesorem i po skandalu na uniwersytecie wycofał się w swój świat, odrzucając także żonę. Rahel przechodzi klimakterium, zmaga się z własnym ciałem, ale wciąż kocha męża, pożąda go i cierpi bardzo z powodu tego odrzucenia. Kobieta relacjonuje kolejne dni w gospodarstwie, wracając także do przeszłości. Jako psycholożka rozumie problemy, jakie zaszły w jej rodzinie, szczególnie w stosunku do dzieci. Córka Selma odwiedza bowiem rodziców w czasie urlopu, a Rahel opisuje bez ogródek swoje uczucia wobec niej.
Daniela Krien należy do grona moich ulubionych pisarek. Jej powieści nie są spektakularne, to spokojna, wyważona narracja, która skupia się na problemach postaci i ich psychologicznym aspekcie. Niemka opowiada zwykłe historie z życia, bez fajerwerków, czyni to jednak tak, że trudno się od nich oderwać. Czytając jej prozę, czuję się, jakbym podglądała życie sąsiadki. Powieści Krien osadzone są zawsze we wschodniej części Niemiec i bardzo podobają mi się nawiązania do dorastania w NRD – mam tu na myśli przede wszystkim nawiązania kulturowe i społeczne. Równocześnie sporo tu odwołań i komentarza do współczesnych trendów.
W języku polskim ukazały się trzy powieści Krien, ta w przekładzie Dariusza Guzika. Niestety mam wrażenie, że niefortunna okładka odstrasza od lektury. Dziwnym jest dla mnie także przetłumaczenie tego tytułu jako "Płomienie", oryginalny oznacza pożar i świetnie odnosi się do treści powieści.
Moja ocena: 5/6
Daniela Krien, Der Brand, 272 str., Diogenes 2021.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz