poniedziałek, 1 czerwca 2009

"Tajemnica" Jurij Andruchowycz


Nie bardzo wiem, jak zrecenzować tę książkę. Nie żałuję, że przeczytałam - w końcu to moje pierwsze spotkanie z literaturą ukraińską. Nie żałuję również ze względu na sporą obecność Berlina. Jurij Andruchowycz tworzy właściwie autobiografię ale czyni to w pomysłowy sposób, w formie wywiadu-rzeki, prowadzonego przez wymyśloną przez niego postać. Osoba ta zna więc Jurija jak nikt inny i stawia pytania, których ktoś obcy z pewnością by nie postawił. Poznajemy więc życie w ZSRR, studia, czas wojska i wreszcie podróży. Opowieści Jurija przeplatane są dygresjami o życiu, o twórczości, co tu pisać o wszystkim niemal. Czasem ciężko jest podążać za chronolgią wydarzeń, wśród niedokończoncyh wątków szukać trzeba kontynuacji ale przekonana jestem, że owa ciągłość wcale nie była zamierzona. Nie jest to wszakże typowa bopgrafia, z której dowiadujemy się, kiedy i co robił autor, a raczej rozważania o szukaniu miejsca na ziemi, o fascynacji Europą Środkowo-Wschodnnią czy o istocie tworzenia. Musze przyznać, że pod koniec książka utraciła rozpęd a zagubiła się w niejsanych dygresjach i wątkach, które trudno mi było zrozumieć, które nawet nie zawasze chciałam zrozumieć. Wyraźnym plusem jest język - czasem dosadny, wręcz soczysty, gawędziarski, dzięki któremu udało mi się ukończyć czytanie.

Jurij Andruchowycz, Tajmenica, tł. Michał Petryk, 339 str., Czarne.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza