sobota, 19 czerwca 2010

"Der Turm" Uwe Tellkamp


 

Blisko tysiącstronicowa, monumentalna i bardzo epicka powieść Tellkampa wymaga niesłychanej uwagi czytelnika. Warto jednak zdobyć się na ten wysiłek i sięgnąć po tę uhonorowaną w 2008 roku nagrodą Deutscher Buchpreis książkę.

Der Turm” wydaje się być pierwszą obszerną niemiecką powieścią ukazującą w tak dogłębny sposób schyłek NRD. Akcja rozpoczyna się w 1982 roku, tuż po śmierci Breżniewa, a kończy 9 listopada 1989 roku. Tellkamp umiejscawia ją w mieszczańskiej dzielnicy Drezna, zamieszkałej przez naukowców, lekarzy, literatów. Pod lupę bierze rodzinę Hoffmanów – ojciec Richard jest znanym chirurgiem, matka Anne pielęgniarką, synowie chodzą do szkoły. Starszy Christian – skryty, gorliwy i pilny uczeń stanie się jednym z głównym bohaterów powieści. Brat Anne – Meno to kolejna ważna postać. Pracuje jako lektor w jednym z drezdeńskich wydawnictw. Fragmenty jego dziennika, w których komentuje rzeczywistość i aktualne wydarzenia, przeplatają się z akcją powieści.

Tellkamp na pierwszych stronach powieści zapoznaje czytelnika ze wszystkimi postaciami – z okazji pięćdziesiątych urodzin Richarda cała rodzina oraz współpracownicy jubilata zbierają się na uroczystym przyjęciu. Christian przyjeżdża z internatu w Waldbrunn, gdzie uczęszcza do dobrego liceum. Oprócz rodziny Hoffmanów poznajemy kuzynostwo Christiana i Roberta oraz ich rodziców, jak również dziadków chłopców. Autor wyraźnie umieszcza akcję we wschodnioniemieckich realiach – trudno zdobyte specjały zachwycają gości, wyjątkowe prezenty zaskakują jubilata, a siermiężność otoczenia upiększa koncert muzyki klasycznej, jaki dają najmłodsi członkowie rodziny.

Gra na instrumentach, obcowanie z literaturą i malarstwem, wiara w humanizm – czyli sposób myślenia, który w NRD oficjalnie nie istniał - są jednym ze sposobów utrzymania dawnej kultury mieszczańskiej oraz protestem przeciwko socjalizmowi.

Każdy z członków rodziny w jakiś sposób dotknięty zostanie jednak przez panujący w NRD system polityczny. Richard boryka się z politycznymi zależnościami od szefa, z brakiem leków, z katastrofalnym stanem szpitala oraz brakiem możliwości rozwoju i dotrzymywania kroku kolegom z zachodu. Równocześnie poddawany jest presji przez Stasi, która chce zmusić go do współpracy, wykorzystując jego grzechy młodości oraz fakt zdrady żony i posiadania drugiej rodziny.

Christian stoi u progu dorosłości, tuż przed maturą podejmuje decyzję o wyborze studiów, z czym wiąże się absolutna polityczna poprawność w szkole oraz wymuszona chęć trzyletniej służby w wojsku.

Meno natomiast jako lektor próbuje odnaleźć możliwość zadowolenia zarówno autora powieści, jak i cenzora oraz doprowadzić do druku jak najmniej zmienionego dzieła. Dzięki swojej pracy często obcuje z ówczesną „czerwoną” elitą, ma okazję śledzić rozmowy i polityczne posunięcia z pierwszej ręki, co powoduje, iż coraz bardziej zamyka się w sobie i poświęca swoim zoologicznym zainteresowaniom.

Przedstawiając losy Hoffmanów, Tellkamp zapełnia karty powieści niezwykle wiernymi opisami życia w Dreźnie – przedstawia kolejki, walkę o żywność, ciasnotę w mieszkaniach, brak opału, wizyty w publicznych łaźniach, absurdalne traktowanie przez urzędników oraz piramidalną biurokrację, a przede wszystkim wszechobecną podejrzliwość i obawę przed szpiclami. Ale nie brak tu także niemal idyllicznych opisów dzielnic Drezna – zwłaszcza tych mieszczańskich, pełnych rozpadających się, a jednak urokliwych willi z dzikimi ogrodami, werandami i rzeźbami. Czytając te opisy czytelnik wyraźnie odczuwa nostalgię za czasami drezdeńskiej przedwojennej świetności. Tellkamp przedstawia także, przy okazji spotkań Meno z wysoko postawionymi urzędnikami, zamkniętą dzielnicę Drezna, zamieszkałą tylko przez partyjnych notablii.

Styl Tellkampa jest zachwycający. Długie, wielokrotnie złożone zdania pełne metafor wymagają od czytelnika skupienia i uwagi. Autor podjął próbę stworzenia powieści prawdziwie epickiej, w duchu jak najlepszych tradycji bildungsromanu – to nie jest książka na dwa wieczory, a raczej lektura na wiele tygodni. Trudno jednak wyzbyć się porównań z najznamietniejszymi reprezentantami tego gatunku literackiego – przede wszystkim z „Buddenbrookami” Thomasa Manna, powieścią J.W. Goethego „Lata nauki Wilhelma Meistra” oraz dziełem Gottfrieda Kellera „Zielony Henryk”. Autor odwołuje się także do własnych doświadczeń. Najbliższą mu postacią jest Christian, który podobnie jak on służy w brygadzie pancernej NVA (Narodowa Armia Ludowa) oraz pragnie studiować medycynę.

Drobiazgowe, patetyczne opisy pierwszych stron mogą odstraszyć od dalszej lektury. Wiele z nich wydaje się wręcz być zbytecznymi, szczególnie trudne w odbiorze są fragmenty dziennika pisanego przez Meno. Warto jednak dać szansę temu, powiedzieć by można, eposowi, bo spośród wyrafinowanych opisów zaczyna wyłaniać się fascynująca powieść. Tellkamp poprzez dialogi, różnorodność języka – od dialektu, poprzez mowę potoczną po język literacki - i różne miejsca akcji szkicuje niepowtarzalną panoramę wschodnioniemieckiego społeczeństwa.

Moja ocena: 5/6

Uwe Tellkamp, Der Turm, 976 str., Suhrkamp 2008.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz