czwartek, 1 czerwca 2017

"Tak sobie myślę..." Jerzy Stuhr


To książka z założenia miała być pamiętnikiem, spisywanym podczas pobytów w szpitalu. I taka początkowo jest, dopiero gdy Wydawnictwo Literackie prosi autora o zachowanie notatek do publikacji, Stuhr rozpoczyna dialog z czytelnikiem.

Jerzy Stuhr walczy z rakiem, a zapisywanie przemyśleń jest jedną z form terapii, radzenia sobie z chorobą. Autor nie koncentruje się na terminologii, szczegółowych opisach swojej dolegliwości czy analizie diagnozy lecz na swoich przemyśleniach, refleksjach i spostrzeżeniach, dotyczących aktualnej sytuacji politycznej, swojej drogi zawodowej czy rodziny.

Jerzy Stuhr ujął mnie bezpośredniością, szczerością i w gruncie rzeczy otwartością. Gdyby nie czająca się w tle choroba, te zapiski przypominałby zwykłe felietony czy może nawet wpisy na blogu. Widmo przegrania walki z rakiem, pogłębia tę perspektywę i nadaje notatkom Stuhra wydźwięk rozrachunkowy. Kojarzący się przede wszystkim komediowo aktor, zaskoczy pewnie wielu czytelników powagą. Mnie zachwycił niezwykle celnymi komentarzami ówczesnej sytuacji.

Autor nie kryje także swojego zaskoczenia, gdy dowiaduje się jak bardzo Polacy zainteresowani są jego chorobą. Nie poczuwa się do bycia wzorem czy przykładem. Jego chęć życia, a także oczekiwanie na narodziny wnuczki są przecież tak zwyczajne, ludzkie, że potrafię sobie wyobrazić pociechę, jaką mogą dać zapiski aktora.

Warto sięgnąć po tę osobistą książkę i poznać Jerzego Stuhra z innej strony.

Moja ocena: 4,5/6

Jerzy Stuhr, Tak sobie myślę..., 272 str., Wydawnictwo Literackie 2012.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza