poniedziałek, 9 lutego 2026

"Dżiny" Fatma Aydemir


 

Hüseyin Yilmaz po latach harówki spełnia swoje marzenie – kupuje mieszkanie w Stambule, urządza je i zaprasza żonę oraz dzieci. Gdy wszystko jest gotowe, dzieje się to, o czym śpiewała Alanis Morissette w swojej piosence "Ironic", Hüseyin umiera na zawał. Wedle muzułmańskiej tradycji zmarłego należy pogrzebać jak najprędzej, więc rodzina rusza do Turcji z Niemiec. Yilmazowie to tureccy emigranci, z małej kurdyjskiej wioski, a autorka opowiada o ciernistej drodze integracji, w której zapewne każda imigrantka i imigrant odnajdzie jakiś wspólny komponent z własnym doświadczeniem. 

Fatma Aydemir przytacza w sześciu rozdziałach historię każdego z członków rodziny – czwórki dzieci: Sevdy, Hakana, Perihan i Ümita oraz rodziców: Emine i Hüseyina. Narracja w przypadku dzieci jest trzecioosobowa, a rodziców w drugiej osobie liczby pojedynczej. Tak jakby tytułowe dżiny oceniały ich życie, zwracając się bezpośrednio do nich. Każda opowieść odkrywa całe pokłady traum, żalu, niewypowiedzianych i realnych problemów społecznych. Najstarsza Sevda została w Turcji, gdy rodzice przeprowadzili się do Niemiec. Ani tam, ani później w Niemczech nie miała możliwości chodzić do szkoły, a rodzice szybko wydali ją za mąż. Hakan stoi w rozkroku między kulturami, imponuje mu rap, subkultura, przerywa naukę zawodu i ciągle czuje się tym innym, cudzoziemcem, ale tym gorszym cudzoziemcem. Równocześnie wie, że nigdy nie spełni oczekiwań ojca. Peri wyrywa się z domu, robi maturę, studiuje, a edukacja jest dla niej kluczem do otwartości, ale i oddala ją od rodziny. Najmłodszy Ümit czuje, że nie pasuje do rodziny, nie jest twardzielem, nie powiela tradycyjnych wartości, walczy ze swoimi demonami. 
Rodzice niosą natomiast cały szereg traum, o których się nie rozmawia, których się nie przepracowuje, które się dusi w sobie. 

Aydemir opisuje walkę o godne życie pierwszej fali emigracji – ludzi prostych, nie znających języka, nie mających możliwości, by się zintegrować, zamotanych we własne traumy i zajętych dorabianiem się. Ich dzieci stoją w tragicznym rozkroku między kulturami, a krok w obojętnie którą stronę będzie dla nich wyrokiem. Tu nie ma kompromisów – ty wybór rodziny lub nowego społeczeństwa. To, co rodzice łykali bez dyskusji, jest już dla nich nie do przeskoczenia. W tle Aydemir szkicuje obraz ówczesnych Niemiec, a szczególnie rasizm lub w najlepszym wypadku pobłażliwe traktowania cudzoziemców. Na pierwszym planie są zawsze uczucia bohaterów – wstyd, bunt, żal, złość, duma, honor i poczucie odarcia z godności. Nawet jeśli miałam świadomość niełatwej sytuacji tureckich emigrantów, szczególnie pierwszej fali, to ta osobista jednostkowa perspektywa pokazuje jeszcze inny jej wymiar.

"Dżiny" czyta się jednym tchem, co więcej podczas lektury kilkakrotnie miałam ciarki (naprawdę, odczuwałam bardzo silne emocje) i nawet dość mocne zakończenie (kumulacja nigdy nie jest najlepszym pomysłem) nie zepsuło mi odbioru tej książki. Co więcej, jestem skłonna stwierdzić, że pasuje ono do całości, w wymiarze metaforycznym przede wszystkim. Bardzo podoba mi się także tytuł, który wspaniale nawiązuje do tureckiej kultury, a zły dżin obecny jest zresztą w życiu każdego bohatera i każdej bohaterki. To wspaniała powieść, już wiem, że na pewno będzie w topce tego roku.

W Polsce książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Cyranka w przekładzie Zofii Sucharskiej.

Moja ocena: 6/6

Fatma Aydemir, Dschinns, 368 str., Fischer 2022.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz