Powróciłam do tej książki, bo jednak nie dawał mi spokoju fakt, że to jedyna nieukończona książka tego roku (poza tym psuł statystyki). Lekturę tym razem skończyłam, ze zdumieniem stwierdziłam, że bardzo mało pamiętałam z tych 40% przeczytanych osiem miesięcy temu. Ukończenie książki pozwoliło mi zrozumieć zamysł autora (choć nie ma tu wielkich fajerwerków) oraz poznać plot twist powieści (faktycznie, nie spodziewałam się ówcześnie, teraz dość szybko się zorientowałam). Jednak wciąż nie wynoszę z niej wiele – emigracja, integracja, bezsens śmierci, istota męczennictwa, a może jeszcze coś innego?
Jak pisać o powieści, która na Goodreads ma wysokie oceny, podoba się większości znajomych, a mnie nie zachwyciła? Co ja mówię, nie zachwyciła! Nie podobała się do tego stopnia, że po 40% ją porzuciłam. Gdy dotrwam do tego etapu, zazwyczaj nie rezygnuję z dalszej lektury, bo jednak szkoda mi poświęconego jej czasu. Niestety w "Męczenniku" nie znalazłam niczego, co by mnie zainteresowało, choć początkowo spodziewałam się, że będzie to lektura idealna dla mnie.
Cyrus Sharm – główny bohater pochodzi z Iranu, a w USA wylądował jako niemowlak po tym, jak jego matka zginęła w samolocie przypadkowo zestrzelonym przez siły amerykańskie. W Indianie ojciec pracuje w fabryce kurczaków, a Cyrus dorasta bardziej jako dziecko amerykańskie niż irańskie. Teraz, już dorosły, próbuje swoich sił jako poeta, a poza tym głównie pije i konsumuje różne substancje. Jego idée fixe jest śmierć męczeńska i ten temat postanawia eksplorować w swojej sztuce. W tym celu udaje się do Nowego Jorku, gdzie umierająca na raka artystka w ramach performansu w muzeum odpowiada na pytania odwiedzających.
Historia Cyrusa przeplatana jest wspomnieniami z dzieciństwa i młodości matki oraz wujka, którego zamierzała odwiedzić w Emiratach, gdy siedziała w owym pechowym samolocie. Nie wiem oczywiście, jak dalej rozwija się ta powieść, ale, jak pisałam, nie znalazłam w tym, co przeczytałam, żadnego punktu zaczepienia. Co gorsza książki słuchałam, więc w zasadzie powinna być lżej strawna, ale nawet w takiej formie nie utrzymała mojej uwagi.
Jednak nie tylko sama historia jest tu męcząca, nomen omen, ale i sposób jej podania. Autor operuje tym rodzajem pióra, którego nie trawię. Jego opowieść to relacja, która opiera się na zdaniach: Cyrus poszedł, Cyrus powiedział, Cyrus usiadł itd. oraz opisie picia, ćpania i miałkich rozmów. Szkoda, ale odkładam bez żalu.
Kaveh Akbar, Märtyrer!, tł. Stefanie Jacobs, 400 str., Rowohlt 2025.
Kaveh Akbar, Męczennik!, tł. Jerzy Kozłowski, 368 str., Wydawnictwo Filia 2025.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz