Sięgając po "Piercing" nie miałam żadnych wyobrażeń ani oczekiwań wobec tej książki. Unikam czytania blurbów, więc moje oczekiwania były takie: skoro wydały tę książkę Tajfuny, to musi być dobra. No i była. I to jak!
Niewielka powieść, nieco ponad stustronicowa, trzyma za gardło i nie puszcza do końca! Nie mogłam się od niej oderwać, bo Ryū Murakami nie tylko zaskakuje wydarzeniami, ale i zachwyca kreśleniem portretów psychologicznych.
Masayuki Kawashima ma wszystko – miłą, kochającą żonę, która do tego jest przedsiębiorcza i łączy pracę z opieką nad czteromiesięczną córeczką. Nie ma tu żadnych powodów do niezadowolenia i Kawashima jest szczęśliwy. Tylko że od zawsze ma kłopoty ze snem i pewnej nocy nad łóżeczkiem córki staje ze szpikulcem do lodu w ręku, zastanawiając się, czy byłby zdolny zabić własne dziecko. Jest całkowicie świadomy absurdu tej sytuacji, więc pragnie coś z tym uczuciem zrobić. To coś zaprowadzi go do hotelu i spotkania z call girl Chiaką Sanada. Te nieszczęsne postaci połączy jeden fakt – trudne dzieciństwo. Oboje doświadczyli przemocy ze strony bliskich i oboje zmagają się z jej skutkami. W różny sposób. Murakami zaskoczył mnie podczas tej opowieści nie raz, wspaniale pokazując, jak nasze skłonności do nadinterpretacji mogą nas zwieść na manowce, każde z bohaterów interpretuje wszak zachowania tej drugiej osoby, oczywiście błędnie.
Wpływ dziecięcej traumy na psychikę osoby dorosłej jest niezaprzeczalny i nie jest to epokowe odkrycie. Japończyk jednak potrafił przedstawić tę tematykę w sposób nowatorski, zaskakujący, porażający, nie tylko swoją dobitnością, ale zagłębieniem się w umysły przedstawionych osób. Autor pozwala nam w jakiś sposób zrozumieć procesy, jakie zachodzą w głowach osób straumatyzowanych oraz ich sposoby na radzenie sobie z tą sytuacją. Świetna rzecz, którą warto przeczytać za jednym razem.
Moja ocena: 5/6
Ryū Murakami, Piercing, tł. Dariusz Latoś, 136 str., Wydawnictwo Tajfuny 2021.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz