Czasy dyktatury Pinocheta były też czasami normalności dla wielu ludzi. Chodziło się do szkoły, spędzało wspólnie czas, wyjeżdżało, słuchało muzyki i grało w gry. A gdzieś tam aresztowani byli inni, gdzieś tam torturowano, mordowano, wrzucano do masowych grobów. Pewnego dnia do redakcji gazety przychodzi mężczyzna, który torturował ludzi, by złożyć świadectwo. Narratorka zasadza swoją opowieść właśnie na tych zeznaniach, które przewijają się do końca, a postać mężczyzny wcale nie jest tak jednoznaczna, jak wydaje się na początku.
To nie jest jednak linearna powieść z jednym bohaterem, a swoisty pamiętnik, przypominający reportaż, w którym owa narratorka wspomina swoje dzieciństwo podczas dyktatury. Ta forma pozwala jej na wiele odwołań i dygresji, szczególnie do popkultury, ówczesnych wydarzeń, gazet, wiadomości. Ta forma potęguję grozę dyktatury, która tu przeplata się ze zwykłym życiem i codziennością. Takie współistnienie tortur i cierpień z banalnością dnia codziennego ma ogromną siłę rażenia.
Fernandéz postawiła na karkołomną formę, która tu jednak całkowicie się sprawdziła. Monotonne powtórzenia, recytacje wręcz, nawiązania do klasyków literatury, wplatanie autentycznych tekstów z epoki czynią z tej niewielkiej objętościowo książki dzieło hipnotyzujące. Mimo że przeczytałam już wiele książek o dyktaturach i totalitaryzmach, to mam poczucie, że Chilijka stworzyła coś nowatorskiego i udało jej się pokazać tę tematykę z innej strony.
Moim jednym błędem było sięgnięcie po audiobooka, do tego po angielsku (nota bene w tym języku dotychczas tylko czytałam), bo mam poczucie, że wiele z tej wyrafinowanej formy straciłam. Mam w planach ponowną lekturę, tym razem tradycyjnie i po polsku.
Moja ocena: 5/6
Nona Fernandéz, The Twilight Zone, tł. Natasha Wimmer, 232 str., Graywolf Press 2021.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz