piątek, 10 lipca 2026

"Dewocje" Anna Ciarkowska

 


Bezimienna narratorka opowiada, a właściwie spowiada się ze swojego życia. Wraca pamięcią do lat dziecięcych i relacjonuje swoje dorastanie na wsi. To świat, któremu rytm nadaje pogoda i kościół. To proste zasady – wiadomo kiedy siać, kiedy zbierać plony, kiedy wychodzić za mąż, kiedy rodzić dzieci. Znane są reguły – dziewczynki długa spódnica, dziewictwo do ślubu, spowiedź regularnie itd. Jasne też jest, o czym się nie rozmawia: o ciele, miesiączce, popędzie. I oczywistym jest, co się czuje: wstyd, zażenowanie, pokorę, uległość. Świat niby przerysowany, ale jednak prawdziwy. Wiem, że każda z nas choć raz w życiu usłyszała któryś z padających w książce nakazów. Narratorka opowiada ten świat, z perspektywy dziecka, które się dziwi, pyta, nie dostaje odpowiedzi i się modli. Tak bardzo, że jej modlitwa nabiera nieoczekiwanych mocy. 

Ciarkowska podobnie jak w swojej debiutanckiej powieści "Pestki" fantastycznie wypunktowuje te wszystkie podszyte katolickością zasady, które ograniczają kobiety i narzucają jedyny słuszny światopogląd. Autorka jednak nikogo i niczego nie ocenia, przedstawia świat bez zbędnych komentarzy. Czyni to przepięknym językiem – bardzo literackim, barwnym, obrazowym, metaforycznym. 

Mimo to wszystkich niezaprzeczalnych zalet ta książka ujęła mnie dużo mniej niż "Pestki". Początkowo trudno mi było wejść w tę narrację, nie pomagała też lektorka, która czyta w sposób, powiedzmy, uduchowiony, a na pewno przesadzony. Dopiero gdy przyzwyczaiłam się do jej maniery, ale i zrozumiałam koncepcję autorki, zaczęłam doceniać tę powieść, a przede wszystkim jej język i celność obserwacji. 

Moja ocena: 4/6

Anna Ciarkowska, Dewocje, 186 str., Wydawnictwo W.A.B. 2021.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz