piątek, 31 lipca 2026

"Pedro Páramo" Juan Rulfo


 

Juan Preciado wyrusza do niewielkiego miasta Comala, gdzie się urodził, ale opuścił je wraz z matką jako mały chłopiec. Umierającej matce obiecał, że pojedzie tam i odnajdzie ojca Pedra Páramę, by odzyskać to, co mu się należy.
Gdy Juan dociera na miejsce, spotyka tylko duchy i opuszczone domy. Owe duchy szepczą mu historię miasta, gdy rządził nim Pedro Páramo – władca nieustępliwy, gwałtowny i brutalny. Sprytem i podstępem zdobywał bogactwo i cnotę wszystkich kobiet. Uczuciem darzył jednak tylko jedną, przyjaciółkę z dzieciństwa. Zraniona duma, zemsta i żal wydawały się być główną motywacją działań tego lokalnego kacyka. Juan odkrywa prawdę stopniowo, podobnie jak czytelniczka. A nie jest to łatwe odkrywanie.

Juan miota się między duchami, między jawą a snem, między wiarą i zwątpieniem. Czytelniczka natomiast miota się między postaciami, planami czasowymi i wydarzeniami. Zorientowanie się w narracji tej powieści to niełatwa sztuka. Początkowo podeszłam do niej z otwartą głową i śledziłam te różne płaszczyzny narracyjne, ale w pewnym momencie zgubiłam wątek i brnęłam do końca siłą rozpędu. Okolicznością zupełnie nie pomagającą w lekturze jest to, że nie lubię realizmu magicznego. 

Ostatecznie skończyłam lekturę bez poczucia satysfakcji i z zamętem w głowie. Na szczęście miałam możliwość zobaczyć film, który nie tylko nakręcono na motywach tego klasyka literatury meksykańskiej, ale fabularnie utrzymano bardzo blisko oryginału. Dopiero dzięki tej produkcji ułożyłam sobie w głowie całą fabułę i doceniłam powieść Rulfo.

"Pedro Páramo" to jednak kolejne potwierdzenie, że realizm magiczny w żaden sposób nie koresponduje z moją wrażliwością. Kupiłam nawet najnowsze wydanie wielu utworów prozatorskich Rulfo wydane PIW, ale gdy już przebrnęłam przez Pedra, zrezygnowałam z dalszej lektury.

Moja ocena: 3/6

Juan Rulfo, Pedro Páramo, tł. Kalina Wojciechowska, 152 str., Wydawnictwo Znak 2010.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz