Dawno, dawno temu zaczytywałam się w Mitach greckich Graves'a i już od dawna planowałam lekturę zarówno Klaudiusza, jak i jego kontynuacji. Jak to ostatnio często bywa, dzięki stosikowemu losowaniu, sięgnęłam po tę powieść szybciej, niż się spodziewałam. Nastawiałam się na historyczną ucztę napisaną ze swadą i polotem. Niestety bardzo się rozczarowałam.
Książka bazuje na wspomnieniach Klaudiusza i utrzymana jest w formie jego autobiografii. Graves niezwykle drobiazgowo relacjonuje całe życie przyszłego cesarza. Nieudany syn, kulawy, jąkający się, uważany przez wszystkich za półgłówka kryje w sobie wyjątkowy talent pisarski. Odrzucony przez matkę, wyśmiewany przez babkę - cesarzową Livię oraz ignorowany przez dziadka - cesarza Augusta - chłopiec, oddaje się nauce. Nikomu nie wadzący Klaudiusz żyje w odosobnieniu, tworząc kolejne dzieła historyczne i starając się nikomu nie wchodzić w paradę.
Graves szkicuje historię Rzymu od śmierci Juliusza Cezara, poprzez panowanie Augusta, Tyberiusza i po śmierć Kaliguli. To sprawozdanie aspiruje do bycia kompletnym - są opisy wojen, podbojów, narodzin i śmierci. To jednak przede wszystkim skomplikowane przetasowania rodzinne - małżeństwa, rozwody, adopcje dzieci, zmiany imion, morderstwa, które tak komplikują drzewo genealogiczne rodziny cesarskiej, że nawet jego graficzna wersja nie pomogła mi w pełnej orientacji.
Ja, Klaudiusz to jednak nie tylko powieść stricte historyczna, to przede wszystkim ponadczasowy traktat o mechanizmie władzy - o gierkach, podstępach, nieczystych zagraniach. Niemal wszyscy bohaterowie uciekają się do jak najniższych pobudek w dążeniu do swoich celów. Przyznam, że ta hegemonia zła zaczęła mnie męczyć. Nie chciałam już czytać o podłych chwytach, o mordowaniu własnych dzieci, o dzikich wyczynach Kaliguli i służalczości jego najbliższych współpracowników. Jego metody rządzenia napawały mnie wstrętem i z niecierpliwością czekałam na ostatnią stronę książki.
Zapamiętałam styl Graves'a jako niezwykle barwny, stąd moje rozczarowanie. Ukończenie tej książki kosztowało mnie bowiem wiele samozaparcia - nie odnalazłam tutaj lekkości pióra, a raczej nudnawy traktat historyczny. Przyznaję, że ciekawią mnie dalsze losy Klaudiusza, już jako cesarza, ale nie jestem w stanie się przemóc, by sięgnąć po kontynuację.
P.S. Czytałam stare wydanie z serii KIK-u z o wiele bardziej przyjemniejszą okładką.
Moja ocena: 3/6
Robert Graves, Ja, Klaudiusz, tł. Stefan Essmanowski, 438 str., PIW 1982.