piątek, 4 grudnia 2015

Statystyka listopad 2015

Przeczytane książki: 2

Ilość stron: 992

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści:1
Książki w ramach wyzwania południowoamerykańskiego: 0
Książki w ramach wyzwania Czytamy Zolę: 0
Książki w ramach wyzwania Czytamy książki nieoczywiste: 0


Najlepsza książka: 

Ilość książek w stosie: 93

"Zwetschgendatschikomplott" Rita Falk



Z niewymowną przyjemnością wróciłam do serii o komisarze Eberhoferze Rity Falk. Poprzednie tomy bardzo mnie ubawiły, a interpretacja Christiana Tramitza jest wręcz mistrzowska. Jestem pewna, że gdybym czytała te książki, przyjemność z lektury byłaby zaledwie połowiczna. Nie jestem fanką Bawarii, co więcej mam nawet delikatne uprzedzenia wobec tej części Niemiec, a od dialektu bawarskiego, wolę berliński ale dzięki Ricie Falk i Christianowi Tramitzowi nabrałam do tego bundeslandu sentymentu, a tamtejsza gwara nabrała w moich usza ciepła i swojskości.

A co nowego u Franza Eberhofera? Po tym, jak nie doszło do ślubu z Susi, cała wioska, a zwłaszcza ukochana babcia patrzy na niego spode łba. Susi unika wszelkich kontaktów, a skołowany Franz próbuje wyciągnąć informacje od niej w wiejskim szynku lub od miejscowej plotakry. Zawodowo też ma pełne ręce roboty. Jego przyjaciel Rudi dokonuje makabrycznego odkrycia - na jego balkonie ląduje kruk z ludzkiem palcem w dziobie. Szybko udaje się odnaleźć pasujące do niego ciało - to młoda, prześliczna Azjatka, ubrana w bawarską suknię. Jako że w Monachium trwa Oktoberfest, policjanci początkowo sądzą, że to jedna z turystek, która z tej okazji przyjechała do Bawarii. Sytuacja zaczyna się komplikować, gdy odnalezione zostają ciała jeszcze dwóch młodych Azjatek.

Falk ponownie niezwykle sympatycznie i dowcipnie opisuje wioskowe życie (a w Niederkaltenkirchen wiele się dzieje - ma tam bowiem powstać hotel i mieszkańcy powołują komitet, który bez pardonu walczy o nie naruszanie wsi), śledztwo (Franz jak zwykle podchodzi do wszystkiego na pełnym luzie i ma czas na życie prywatne) oraz perypetie miłosne policjanta.

Już się nie mogę doczekać na wysłuchanie kolejnego tomu, na szczęście Rita Falk nie próżnuje!!

Moja ocena: 5/6

Rita Falk, Zwetschgendatschikomplott, czyt. Christian Tramitz, 272 str., Der Audio Verlag 2015.

wtorek, 1 grudnia 2015

Stosikowe losowanie 12/15 - pary

Marianna wybiera numer książki dla Karto_flanej (w stosie 105 książek) - 100
Karto_flana wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 102 książki) - 13
Guciamal wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie książki od 41 do 50) - 44
Maniaczytania wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 898 książek) - 123
Zwl wybiera numer książki dla Anny (w stosie 259 książek) - 234
Anna wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 116 książek) - 16 

czwartek, 26 listopada 2015

Stosikowe losowanie 12/15

Zapraszam do zgłaszania się do rundy grudniowej! Pary rozlosuję 1 grudnia, czas na przeczytanie książek mamy każdorazowo do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

środa, 25 listopada 2015

9



W ten weekend minęło dziewięć lat, odkąd napisałam pierwszego - krótkiego i nieporadnego - posta. Od tego czasu blog rozrastał się, zmieniał, ja dojrzewałam czytelniczo i pisarsko. Mimo moich planów z dzieciństwa, moje dorosłe życie zawodowe z książkami nigdy nie było ściśle związane, więc to miejsce było i jest realizacją moich marzeń i ciągot. Ten blog  w jakiś sposób zaspakaja mnie intelektualnie, zmusza do dyscypliny i zachęca do poszukiwań czytelniczych. Od początku nie celowałam w szerokie grono czytelników, co więcej nawet nie sądziłam, że kiedykolwiek bym takie mogła mieć. Teraz wiem, że sa osoby, które tu zaglądają lub które śledzą moje wpisy na fejsbuku i sprawia mi to wielką przyjemność. Jeśli w życiu realnym z nikim o książkach porozmawiać nie mogę, to niech Internet będzie miejscem, gdzie mogę spełniać to marzenie. Czasami zazdrośnie spoglądam na blogi poczytne i znane, ale potem jednak dochodzę do wniosku, że wolę spokój i ciszę oraz kibicowanie sławnym blogowiczom. Jeśli jednak chcecie połechatć moje ego, nie obrażę się, jeśli będziecie do mnie pisać, komentować moje wpisy i polecać mojego bloga :)

Przez te dziwięć lat napisałam wiele postów, opisałam tutaj każdą przeczytaną przeze mnie książkę (zaledwie garstka z nich została zrecenzowana dla Archipelagu) i tylko raz miałam dłuższy przestój, spowodowany problemami osobistymi. Ale nawet wtedy udało mi się wszystkie wówczas przeczytane książki opisać, z czego jestem bardzo dumna. Teraz także borykam się z problemami czytelniczymi. Ostatni raz nie mogłam czytać, gdy byłam w pierwszej ciąży. Teraz przyczyn nie znam (przepracowanie? głowa zajęta innymi sprawami?), zaczęłam kilka książek i nic. Trduno, przeczekam i troszkę sobie pomogę. Od jutra będę wyznaczała sobie czas na czytanie, by oderwać się od natłoku obowiązków, Internetu i ogromu negatywnych wiadomości. Jestem przekonana, że gdy już wpadnę w ciąg, będzie tylko lepiej. 

Kochani dziękuję za to, że zaglądacie, komentujecie, radzicie, a przede wszystkim za życzliwość - bo w tym miejscu trafiam tylko na przyjazne mi osoby! Przez tyle lat blogowania chyba nie miałam ani jednej nieprzyjemnej sytuacji, ani jednego przykrego spotkania. Dziękuję tym, którzy czytają ze mną książki w wyzwaniach, nawet jeśli nie są one już na topie i trochę się przykurzyły, dziękuję tym, którzy co miesiąc angażują się w stosikowe losowanie - nie wiem, jak wy, ale ja dzięki niemu przeczytałam wreszcie mnóstwo książek, które od lat kurzyły się na półce. Dziękuję wreszcie tym, którzy po prostu czytają to, co piszę. Ta świadomość jest niezwykle budująca i napawa mnie dumą - serio, czuję się niezwykle dumna, gdy myślę o tym, że ludzie z całego świata tutaj zaglądają. 

Na końcu częstuję was wirtualnie tortem, szampanem i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną do dziesiątych urodzin, a może jeszcze dłużej?

Oba zdjęcia znalezione na Pinterest

środa, 18 listopada 2015

"W słusznej sprawie" John Katzenbach



Tego zaskakująco pasjonującego thrilleru słuchałam przez ostatnie tygodnie. Świetnie przeczytana książka trzymała mnie w napięciu podczas długich podróży samochodem i za każdym razem, gdy dojeżdżałam do celu, żałowałam, że muszę przerwać lekturę. Do współczesnych powieści amerykańskich podchodzę z wielką ostrożnością, Katzenbach jednak bardzo pozytywnie mnie zaskoczył.
Matthew Cowart to dziennikarz wpływowego Miami Journal. Samotny rozwodnik, który całkowicie poświęca się pracy. Pewnego dnia dostaje list z więzinia stanowego w Stark od niejakiego Roberta Earla Fergussona, który znajduje się w celi śmierci. Na pierwszy rzut oka list, jakich wiele. Kolejny skazany na śmierć, który zapewnia o swojej niewinności i chwyta się ostatniej deski ratunku. Coś jednak zwraca uwagę Cowarta - list napisany jest niezwykle poprawnie, zawiera fachowe słownictwo, sprawia wrażenie, że jego nadawca to człowiek, który w wyniku fatalnej omyłki znalazł się w złym miejscu. Dziennikarz udaje się na północ Florydy, odwiedza skazanego, a później miasteczko, w którym się wychował i gdzie brutalnie została zamordowana dwunastoletnia dziewczynka. Rozmowy z policjantami, z mieszkańcami miasteczka oraz obserwacje konserwatywnego społeczeństwa zasiewają w Cowarcie co raz więcej wątpliwości. Potwierdzają się zarzuty Fergussona o rasistowskim nastawieniu, a także o wymuszeniu jego zeznania. 
Cowart pisze wybitny reportaż o Fergusonie, podważa zasadność kary śmierci i doprowadza do ponownej rozprawy.
Wydaje się, że to już wystarczający materiał na obszerną powieść, Katzenbach pociągnie tę historię jeszcze dużo dalej. To co wydaje się być białe, zacznie nabierać szarości, a to co od początku jest czarne zaczyna bieleć. Nic tu nie jest jednoznaczne, nie ma dobrych ani złych odpowiedzi.

Pierwszoplanowi bohaterowie - Fergusson i Cowart, usuwają się nieco w cień, by ukazać inne charaktery - psychopatycznego mordercy Sullivana, policjantów z Pechuli, którzy aresztowali Fergussona, a w końcu młodej policjantki Schefer z południa Florydy. Każda z tych postaci otrzymuje swoje życie, pełen szkic przeszłości oraz charakteru, które dobrze  umotywowują ich sposób myślenia oraz działania. Katzenbach jest dobrym rzemieślnikiem, w ten sposób dba o powiązanie powyższych osób i wiarygodność ich czynów. Każdy bohater ma swoje miejsce, bardzo istotne dla całej powieści. Równocześnie dość długie opisy przeszłości i prywatności tych osób wcale nie nudziły, a raczej dopełniały obrazu ówczesnej Florydy  oraz nadawały thirllerowi cechy powieści psychologicznej.

Bardzo jestem wyczulona na zbyt hollywoodzkie tricki i nierealne zwroty akcji. Katzenbachowi udało się jednak tego uniknąć, kilka razy już niemal myślałam, że nie pozostanie na akceptowalnym dla mnie etapie ale na szczęście nie było źle. Co więcej akcja faktycznie trzymała w napięciu do końca, a samo zakończenie nie było ani karkołomnym show down, ani cukierkowym happy endem. Powieść, która nie tylko jest dobrą rozrywką, ale zmusza do myślenia, do zrewidowania swojej opinii na temat kary śmierci, a także świetnie ukazuje zawiłości amerykańskiego systemu prawnego.

Moja ocena: 5/6

John Katzenbach, Der Sumpf, czyt. Uve Teschner, 720 str., argon Hörbuch 2013.

piątek, 6 listopada 2015

Statystyka październik 2015

Przeczytane książki: 4

Ilość stron: 1037

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści:1
Książki w ramach wyzwania południowoamerykańskiego: 0
Książki w ramach wyzwania Czytamy Zolę: 0
Książki w ramach wyzwania Czytamy książki nieoczywiste: 0

Ilość książek w stosie: 95

"Dom Augusty" Majgull Axelsson


Moje drugie spotkanie z prozą Axelsson potwierdziło, że jest to autorka godna szczególnej uwagi. Jej mocna, dosadna, przerażająco smutna proza dużo bardziej mnie przekonuje od powieści z happy endem. 

Dom Augusty to opowieść o kilku pokoleniach jednej rodziny, a właściwie tylko o kobietach. Jest ich wiele, autorka jednak szczególnie koncentruje się na nieżyjącej już seniorce rodu Auguście, jej wnuczce Alicji i praprawnuczce Andżelice.
W życiu każdej z kobiet powtarza się ten sam schemat naznaczony brakiem miłości, przemocą, samotnością i pryetrwaniem. Żadna z nich nie wie, jak kochać i jak okazywać uczucie. Każda z nich popełnia te same błędy i żyje pod ich brzemieniem. Poczucie niepotrzebności, zbyteczności, brak uznania w oczach matki naznacza ich życie do tego stopnia, że przekazują ten schemat dalej. Najmłodsza Andżelika rozpaczliwie poszukuje miłości i akceptacji i przełamuje wreszcie rodzinny zamknięty krąg ale bardzo wątpię czy w ten sposób otworzy oczy innych zwłaszcza, że jest ostatnią kobietą w rodzinie Augusty.

Historia rodziny przeplata się z historią Szwecji na przetrzeni całego XX wieku. Bieda naznacza życie Augusty, względny dobrobyt jednak nie naprawia relacji międzyludzkich. Odsunięci na drugi plan mężczyźni wciąż mocno wpływają na losy kobiet. O ile kiedyś była to jawna przemoc fizyczna lub seksualna, to teraz jest to bardziej wyrafinowana przemoc psychiczna.

Tytułowy Dom Augusty jest punktem łączącym kobiety, bo to one troszczą się o niego. Dom, który mówi, szepcze historie ale nie ma mocy uratowania życia.

Tak jak pokręcone są losy bohaterek, tak początkowo chaotyczna wydaje się być narracja. Powieść rozpoczyna się podwójną śmiercią - młoda dziewczyna jest anonimowa, druga zaś to Siri, babka Andżeliki, do której pogrzebu przygotowują się członkowie rodziny. Z każdą przeczytaną stroną coraz łatwiej odnaleźć porządek w narracji i przejrzeć zamysł autorki. Po kolei oddaje ona głos Auguście, Alicji i Andżelice, snując opowieść o przeszłości, a rónowcześnie przedstawiając wydarzenia aktualne. 

Mocna, przejmująca powieść, polecam!

Moja ocena: 5/6

Majgull Axelsson, Dom Augusty, tł. Katarzyna Tubylewicz, 447 str., Wydawnictwo Czarne 2006.

niedziela, 1 listopada 2015

Stosikowe losowanie 11/15 - pary

Karto_flana wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie książki od 31 do 40) - 37
Maniaczytania wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 118 książek) - 11
Marianna wybiera numer książki dla Anny (w stosie 256 książek) - 115
Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 94 książki) - 30
Guciamal wybiera numer książki dla Karto_flanej (w stosie 105 książek) - 17

"Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości" Swietłana Aleksijewicz


Gdy odkładałam lekturę Aleksijewicz na później, zdawałam sobie sprawę, że, tak jak w przypadku wielu książek z mojego stosu, to zbrodnia. Dobrze, że Aleksijewicz dostała Nobla, dzięki nagrodzie wreszcie sięgnęłam po jej książkę i pewna jestem, że postaram się przeczytać wszystko, co napisała.
Czarnobylska modlitwa to taki typ lektury, który mnie najbardziej pociąga - poruszający, pouczający (wiem, że to słowo brzmi głupio, a może śmiesznie, ale to jest właśnie to, czego w książkach szukam), a przede wszystkim nie przekombinowany. Bez zbędnych zdań, efektów, ozdobników.

Dopiero podczas lektury tej książki zdałam sobie sprawę, jak mało o katastrofie w Czarnobylu wiedziałam, żeby nie powiedzieć, że właściwie nie wiedziałam nic. Moje wspomnienia ograniczają się tylko do płynu Lugola podawanego w szkole, a przecież wcale nie byłam taka mała. Mam wrażenie, że to wydarzenie wcale nie było dyskutowane lecz przyjęte z kolejnym wzruszeniem ramion wobec sprawy, na którą i tak nic nie można zaradzić, ale być może się mylę?

Aleksijewicz słucha Białorusinów, którzy mieli bezpośredni kontakt z elektrownią i wybuchem. Białorusinów właśnie, bo ten niewielki naród najbardziej wskutek katastrofy ucierpiał. O swoich przeżyciach, a przede wszystkim życiu po katastrofie opowiadają kobiety, mężczyźni, dzieci, ludzie prości i naukowcy, lekarze, strażacy i rolnicy. Każdy inaczej wspomina swoje przeżycia ale wszyscy są w kilku punktach tego samego zdania - ich życie zmieniło się po katastrofie kompletnie, brak informacji i wiara w siłę radzieckiego człowieka uśpiły czujność, a teraz czują się naznaczeni i pozostawieni sobie, ich trauma jest większa niż po wojnie. Ów powracający niemal w każdej opowieści homo sovieticus, tutaj określany jako radziecki człowiek, najbardziej mnie zainteresował. Dopiero dzięki tej książce zrozumiałam ten fenomen i zachowanie znanych mi Rosjan. Aż trudno uwierzyć, że można było wychować społeczeństwo na tak dalece oddane państwu, tak gotowe do poświęcenia swojego życia i tak zastraszone przez władzę, którą mógł być zaledwie bezpośredni zwierzchnik. To, co działo się po katastrofie nie mieści się w głowie normalnego człowieka - wysyłanie setek, tysięcy osób na pewną, potworną śmierć, zatajanie i prowizorka w imię nie wiadomo właściwie czego...

Czarnobylską modlitwę czytałam ponad tydzień (dopiero teraz z zaskoczenem odkryłam, że ma tylko 288 stron!), nie byłam w stanie przyjąć więcej niż jedną rozmowę na raz. Słowa raniły, emocje wdzierały się we mnie, a wyobraźnia szalała. Ta książka sprawiała mi niemal fizyczny ból. Mimo to uważam, że należy ją przeczytać, by zrozumieć i wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Moja ocena: 6/6

Swietłana Aleksijewicz, Czarnobylska modlitwa, tł. Jerzy Czech, 288 str., Czarne 2012.

wtorek, 27 października 2015

Stosikowe losowanie 11/15

Zapraszam do zgłaszania się do rundy listopadowej! Pary rozlosuję 1 listopada, czas na przeczytanie książek mamy każdorazowo do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

sobota, 24 października 2015

"Wielki Gatsby" F. Scott Fitzgerald


Jak dotąd nie miałam styczności z tym klasykiem, ani w postaci książki, ani filmu. Wybór audiobooka okazał się bardziej niż słuszny, świetnie przeczytana powieść umiliła mi kilka dni. Z przyjemnością zatopiłam się w prozie w starym, dobrym stylu. W jakiś sposób powieść Fitzgeralda przypominała mi stylem Steinbecka. Za każdym razem, gdy sięgam po klasykę, popadam w nostaligczną tęsknotę za ówczesnym sposobem pisania. 

Tytułowy Gatsby to tajemniczy młody mężczyzna, właściciel imponującej rezydencji, organizator najbardziej eleganckich i wystrzałowych imprez, które najczęściej ciągną się do białego rana. Cała nowojorska śmietanka towarzyska spotyka się i bawi u Jaya Gatsby'ego. Jego fortuna jest przyczynkiem do wielu spekulacji - nikt tak naprawdę nie wie w jaki sposób dorobił się tak pokaźnego majątku oraz czym się zajmuje. Jego tajemniczość, dystans, skrytość przyciągają jak magnes. Narratorem powieści jest jednak Nick Carraway, młody makler, który po sąsiedzku wynajmuje mały domek. Po jakimś czasie poznaje Gatsby'ego, jego historię i w końcu tajemnicę. Zainteresowanie bogatego sąsiada nie jest bowiem bezinteresowne. Celem Jaya jest spotkanie z Daisy Buchanan, kuzynką Nicka.

Fitzgerald wspaniale oddaje lata dwudzieste oraz beztroskie życie elit - zabawa, taniec, muzyka, a przede wszystkim pieniądz stanowią epicentrum ich zainteresowań. Opisuje ówczesny Nowy Jork tak malowniczo i plastycznie, że podczas słuchania widziałam przed oczami całe sceny i obrazy. 

Wielki Gatsby to jednak przede wszystkim historia z morałem. Morałem oczywiście dość oczywistym choć zawsze aktualnym. Pieniądze szczęścia nie dają, przyjaciela poznaje się w biedzie, a wieczna i szczera miłość nie istnieje. To w gruncie rzeczy bardzo gorzka i smutna powieść, pełna niezbyt symaptycznych postaci. 

Do przeczytania tej książki wcale nie skusiła mnie jej ekranizacja, po lekturza skłonna jestem jednak powiedzieć, że ta powieść jest wręcz stworzona dla filmu. Naprawdę nabrałam ochoty na zobaczenie di Caprio w roli Gatsby'ego.

Moja ocena: 5/6

F. Scott Fitzgerald, Der große Gatsby, tł. Lutz-W. Wolff, czyt. Sky Dumont, 22 str., Heyne Hörbuch.

poniedziałek, 19 października 2015

"Bagno" Tomasz Piątek


Bagno Piątka mnie nie wciągnęło. Dawałam mu szansę przez ponad pięćdziesiąt stron ale od jakiegoś już czasu nie męczę się z książkami, które nie dają mi żadnej czytelniczej satysfkacji. 

Główny bohater, architekt wielkiej świątyni budowanej w pobliżu tytułowego bagna, odnajduje tam ciało młodego człowieka. Okazuje się, że to student, pracujący jako rozwoziciel pizzy, którego narrator pobieżnie zna. Dzięki kumplowi w policji, poznanemu podczas projektowania komisariatu, narrator ma bliższy wgląd w śledztwo. Najwięcej informacji dostarczy mu jednak koleżanka, pomysładowczyni wyjątkowego projektu PR, z którym śmierć chłopaka wydaje się mieć coś wspólnego. 

Takie zawiązanie akcji wcale nie jest złe i zapowiadało interesującą powieść, niestety nie byłam w stanie strawić stylu autora. Przydługie dywagacje, rozważania i wynurzenia narratora zwyczajnie mnie nudziły. Akcja rozmywała się na tym tle i spadała na drugi plan. Po tygodniu męczenia zaledwie pięćdziesięciu stron, porzuciłam lekturę.

Bez oceny.

Tomasz Piątek, Bagno, 187 str., Czarne 2004.

niedziela, 18 października 2015

Statystyka wrzesień 2015

Przeczytane książki: 5

Ilość stron: 2200

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 0
Książki w ramach wyzwania południowoamerykańskiego: 0
Książki w ramach wyzwania Czytamy Zolę: 0
Książki w ramach wyzwania Czytamy książki nieoczywiste: 0

Ilość książek w stosie: 96

sobota, 17 października 2015

"Ehrenwort" Ingrid Noll

Już dość dawno skończyłam słuchać tej książki, nota bene było to moje pierwsze spotkanie z Ingrid Noll. Od dawna zamierzałam poznać prozę tej Niemki, więc po raz kolejny Wrzesień z kryminałem stał się przyczynkiem do nadrobienia zaległości.
Ehrenwort jednak typowym kryminałem nie jest, to raczej powieść psychologiczna z makabrycznym nieco tłem. Akcja osnuta jest wokół przeciętnej niemieckiej rodziny - ojciec Harald jest pracownikiem wydziału budwolanego miejscowego urzędu, mama Petra prowadzi księgarnię, syn Max przerwał nudzącego go studia anglistyczne i wreszcie córka Marie mieszka aż w Berlinie ze swoją partnerką. No i dziadek. Ojciec Haralda, który tak niefortunnie upadł, że lekarze prognozują tylko kilka tygodni życia. Petra proponuje, by Willy zamieszkał na ten czas u nich. Harald nie chce się zgodzić, od młodości ma z ojcem na pieńku i życzy mu rychłej śmierci. W końcu jednak ulega żonie. Okazuje się jednak, że i ona ma nadzieję na prędkie pożegnanie się ze światem teścia. Tylko Max wydaje się troszczyć o dziadka, chętnie jednak korzystając z jego oszczędności, by płacić comiesięczny haracz. Willy ma w sobie więcej woli życia niż możnaby się spodziewać i wraca do sił. Max ku rozpaczy rodziców walnie przyczynia się do rekonwalescencji, karmiąc dziadka ulubionym budyniem oraz nawiązuje bliższe stosunki z jedną z opiekunek - Jenny. 

W tej książce nic nie jest takie, jakby mogło się wydawać. Pod płaszczykiem dobrego wychowania, honoru i miłości skrywają się tajemnice. Opieka nad Willym ma tylko pozór współczucia i emaptii, to droga do zapewnienia Haraldowi i Petrze spadku. Gdy ojciec nie umiera, każde z nich zaczyna snuć plany nieznacznej pomocy w pożegnaniu się z tym światem. To jednak nie wszystkie tajemnice - Petra skutecznie ukrywa kochanka, Max nie przyznaje się do życia pod presją i płacenia haraczu, a przeszłość Jenny także nie jest kolorowa.

Noll zaskoczyła mnie eleganckim, nieco staroświeckim i delikatnie ironicznym stylem. Ehrenwort to poniekąd komedia sytuacji ale ujęta w bardzo dystyngowane ramy. Akcja toczy się niespiesznie, ale nie nudzi. Większą przyjemność sprawiało mi obserwowanie zachowań i charakterów poszczególnych postaci niż śledzenie ich perypetii. Autorka świetnie wykpiwa małomiasteczkową mentalność, także na przykładzie mieszkającej w Berlinie Marie, a równocześnie pokazuje jak łatwo odkryć w sobie zapędy przestępcze. Mimo to wszystkie postaci są sympatyczne i z każdą stroną miałam dla nich cieplejsze uczucia.

Bardzo przyjemna lektura, która zachęciła mnie do poznania dalszych książek Noll.

Moja ocena: 5/6

Ingrid Noll, Ehrenwort, 336 str., czyt. Peter Fricke, Diogenes 2010.

wtorek, 13 października 2015

"Rörgast" Johan Theorin



Ostatni tom kwartetu olandzkiego za mną. Trochę mi szkoda, że to już koniec, mimo że zaczęłam dostrzegać słabości prozy Theorina. Przede wszystkim denerwowały mnie ciągle powtórzenia faktów, do tego faktów mało istotnych, związanych z codziennym życiem np. Gerlofa. Mimo to, książkę przeczytałam niemal jednym tchem. 

Wyjątkowo upalne lato na wyspie jest tłem rozrachunków z przeszłością. Rodzina Kloss to  największy potentat turystyczny na wyspie. Ich Ölandic Resort przyciąga letników, a rodzeństwo Kent i Veronica wydają się być w przeciwieństwie do ich zahukanego brata Niklasa, zarozumiali i wyrachowani. Na pierwszy plan wysuwa się jednak młodszy syn Niklasa - Jonas. Chłopak dość samotny, ponieważ starszy brat i kuzyni (synowie Veroniki) nie chcą się zadawać z maluchem. Jonas spędza więc całe dnie na odnawianiu tarasów w bungalowach wuja i ciotki, a wieczorami zachodzi na pobliską plażę. Podczas wycieczki dmuchaną łódką przypdkowo staje się uczestnikiem zatopienia statku oraz obserwuje brutalne sceny walki. Wystraszony chłopak ucieka wpław, aż wreszcie trafia do domu Gerlofa, który zaczyna się interesować nietypowymi wydarzeniami. 
Akcja powieści zabierze nas daleko wstecz - do czasów, gdy mieszkańcy Olandii masowo emigrowali do Ameryki, ale także do Rosji. Tragiczne wydarzenia w położonych na dalekiej północy łagrach oraz działalność służ bezpieczeństwa przeplatają się ze współczesnością z odrobiną olandzkiej historii. Aktualne wypadki prezentowane są z kilku perspektyw - Jonasa, Gerlofa, Lisy, pracującej w resorcie oraz przybysza. Dzięki temu czytelnik dokładnie pozanje chronologię wydarzeń i meisce pobytu wszystkich osób.

To powieść o straconych szansach, zawiści i żądzy zmesty. Bohaterem wydarzeń odległych jest młody Aron Fredh, który nieświadomie znalazł się w Rosji, gdzie rozkwita komunizm i terror. Zafascynowany tą idolgią ojczym zabiera tam chłopca, niestey niemal na pewną zgubę. Co jednak łączy Fredha z rodziną Klossów i z Gerlofem? Jak się okazuje wiele. Theorin odkrywa tajemnice z przeszłości bardzo powoli, stopniowo dowiadujemy się co wydarzyło się przed laty. Właśnie te informacje tworzą kanwę powieści, osoba współcześnie terroryzująca Ölandic Resort znana jest od początku. To chyba najbardziej krwawa powieść z kwartetu olandzkiego - morderstw tu wiele, jeszcze więcej ludzkiego cierpienia i zawiści. 

Pożegnanie z Gerlofem i letnią Olandią wypada całkiem nieźle, gdyby nie niedociągnięcia językowe, byłabym pewnie zachwycona. 

Moja ocena: 5/6

Johan Theorin, Inselgrab, tł. Susanne Dahmann i Kerstin Schöps, 480 str., Piper Verlag 2014.

czwartek, 1 października 2015

Stosikowe losowanie 10/15 - pary

ZwL wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 118 książek) -66
Marianna wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie książki od 21 do 30) - 22
Maniaczytania wybiera numer książki dla Karto_flanej (w stosie 105 książek) - 77
Karto_flana wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 106 książek) - 67
Guciamal wybiera numer książki dla Anny (w stosie 95 książek) - 44
Anna wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 892 książki) - 333

"Wisząca dziewczyna" Jussi Adler-Olsen


Na spotkanie z Assadem, Carlem i Rose cieszyłam się od dawna. Dopiero kilka miesięcy temu kupiłam tę książkę, Wrzesień z kryminałem po raz kolejny stał się impulsem do przeczytania od dawna planowanej lektury. Do serii o Departamencie Q podchodzę niemal bezkrytycznie, a po wątpliwej przyjemności czytania kryminału Läckberg, byłam w siódmym niebie. I jeśli nawet ten tom miał jakieś słabości, to nie miały wpływu na moje rozkoszowanie się lekturą. Gdybym tylko miała więcej czasu i mogła przeczytać ten kryminał jednym tchem!

Carl odbiera telefon od policjanta pracującego na wyspie Bornholm, który prosi go o pomoc w pewnym śledztwie. Carl, jak to Carl, zbywa nagabującego go Christiana Habersaat i oddaje się odpoczynkowi. Niestety tuż potem Habersaat popełnia samobójstwo. Rose jest wściekła i wini Carla. Członkom decernatu nie pozostaje nic innego, jak wybrać się na Bornholm. Tam okazuje się, że Christian prowadził śledztwo na własną rękę, w dochodzenie zatopił się do tego stopnia, że zapomniał o całym świecie. Jego rodzina się rozpadła, mieszkańcy wyspy i koledzy z pracy mieli dość jego natarczywego sposobu bycia. A co się właściwie stało? Blisko 20 lat temu Habersaat przypadkowo odkrył wiszące w dziwnej pozycji w koronie drzewa ciało pięknej, młodziutkiej Alberte. Nikt nie wie, w jaki sposób dziewczyna się tam znalazła, jak zginęła i jaki mógł być motyw ewentualnego zabójstwa. Policjant zgromadził w domu imponujące materiały, można powiedzieć, że całe mieszkanie zawalone jest teczkami i segregatorami. Wygląda na to, że na Carla, Assada, Rose i, last but not least, Gordona czeka ciężka robota.

Równocześnie Adler Olsen opisuje życie pewnej sekty na Olandii - wyznawcy charyzmatycznego Atu żyją w oderwaniu od świata, pod czujnym okiem niejakiej Pirjo. Nietrudno się domyślić, że oba wątki w końcu się splątą. Właściwie od początku wiadomo, co się musiało wydarzyć na Bornholmie, a i tak autor na koniec zatrzymał w rękawie niezłego asa. 

Prywatnie także co nieco dzieje się w życiu śledczych. Adler Olsen ujawnia kilka nowych informacji na temat Assada, a pewna sesja hipnozy spowoduje u całej trójki powrót kilku traumatycznych wspomnień.

Muszę przyznać, że krytycy, którzy twierdzą, że wątek kryminalny jest tylko sceną dla Assada, Carla i Rose, mają rację. Ale ja o tego stopnia polubiłam tę trójkę, że mi to zupełnie nie przeszkadza.
Duńczyk ma we mnie wierną czytelniczkę i nie mogę się doczekać kolejnego tomu!

Moja ocena: 5/6

Jussi Adler-Olsen, Verheissung. Der Grenzenlose, tł. Hannes Thiess, 608 str., dtv 2015.