niedziela, 5 lipca 2009

"Frostnacht" Arnaldur Indriðason


Uff, na razie mam dość Arnaldura, choć ten kryminał był naprawdę wciągający. Tematyka świetna, do ostatnich stron trudno było się domyślić kto dokonał morderstwa. Tym razem akcja dzieje się mroźną zimą - jest tak jak Erlendur lubi - ciemno, zimno, szaleją śnieżyce a ludziom doskwiera przejmujący ziąb. Zamordowany zostaje dziesięciolatek, pół-Tajlandczyk. To morderstwo staje się przyczynkiem do rozważań na temat integracji i napływu obcokrajowców - od nauki języka, bo nastawienie społeczeństwa islandzkiego. Dla mnie to tematyka wielce interesująca i choć z wieloma opiniami w książce się nie zgadzałam, to szczególnie zwracałam uwagę na tę problematykę właśnie w tak małym społeczeństwie, jakie tworzą Islandzczycy. Ponadto znam te rozważania z bezpośrednich rozmów z Islandczykami, więc tematyka nie jest mi obca.
Dużo miejsca zajmują również osobiste problemy Erlendura - ciężka chorba byłego szefa Mariana Briema, nieustające wspomnienia, dotyczące zaginięcia jego brata, problemy z dziećmi itd. Poznajemy wreszcie też trochę przeszłości i problemów współpracowników Erlendura - Sigurðura Óliego i Elínborg.
Z ostatnio przeczytnych kryminałów Arnaldura, ten jest zdecydowanie najlepszy.
Teraz przerzucam się na zupełnie inny rodzaj literatury.

Arnaldur Indriðason, Frostnacht, tł. Coletta Bürling, 395 str., Lübbe.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza