poniedziałek, 19 sierpnia 2019

"Pierścienie Saturna" W.G. Sebald


Sięgając po tę książkę, nastawiałam się na arcydzieło, ale niestety Sebald nie trafił do mojej duszy. Z zachwytem czytałam jego prozę, wielokrotnie złożone zdania, wyrafinowane słownictwo, ale niestety treść książki mnie nie ujęła.

Pierścienie Saturna to powieść, wspomnienia, opis podróży, dygresje, opatrzone fotografiami w jednym. Narrator porusza się po wschodniej Anglii, odwiedzając ciekawe krajobrazowo miejsca, interesujące budynki czy zabytki, które skłaniają go do dygresji na temat osób, związanych z tymi okolicami. Wędrówka po Suffolk to tylko przyczynek do rozważań egzystencjalnych, narrator niby pielgrzym pokonując kolejne kilometry, przemierza bezmiar własnych myśli. 

Sebald opowiada o angielskim lekarzu Thomasie Browne, o Korzeniowskim, o katastrofach naturalnych, erozji, o kolonizacji Afryki, o historii Chin, o wojnach i bitwach - motywów i postaci jest na kartach powieści mnóstwo i pewnie błędem jest czytanie jej za jednym razem. Pierścienie Saturna należy raczej traktować jako eseje, które czyta się powoli, nad którymi się rozmyśla i do których się wraca. W przeciwnym razie mnogość wątków rozpływa się w nicość, pozostawiając blade wspomnienie. 

W moim odczuciu autor chciał rozprawić się ze zbyt wieloma problemami - wspomnianym kolonializmem, Holokaustem, katastrofą ekologiczną, wojnami... W zasadzie trudno powiedzieć, czego w powieści nie ma. Najważniejszy pozostaje więc język - jako jedyna stała wśród mnogości rozważań. Jak wspomniałam - język wykwintny, zaskakujący, język erudyty. 

Moja ocena: 3,5/6

W.G. Sebald, Die Ringe des Saturn, 349 str., S. Fischer 2002.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza