czwartek, 28 sierpnia 2025

"Ich tat die Augen auf und sah das Helle" Mascha Kaléko

 


Mascha Kaléko urodziła się w Chrzanowie w 1907 roku, ale ta niemiecka poetka jest w Polsce zupełnie nieznana. Wprawdzie ukazał się w 2017 jej zbiór "Moje epitafium" w przekładzie Ryszarda Wojnakowskiego, ale nie odbił się większym echem. Także w Niemczech Kaléko długo pozostawała niedoceniona. Jej żydowskie pochodzenie zdeterminowało jej los zarówno prywatnie, jak i na płaszczyźnie artystycznej. Rodzina po opuszczeniu Chrzanowa, najpierw mieszkała w różnych miastach w Niemczech, a w latach 30. Mascha jako rozwódka, matka i ponowna mężatka wyjechała do Nowego Jorku. Po wojnie jej wiersze znalazły w Niemczech uznanie, więc zdecydowała się na powrót. Poetka została laureatką nagrody Fontanego w 1960 roku, gdy jednak dowiedziała się, że jeden z jurorów był członkiem SS, zrezygnowała z przyjęcia nagrody. To wywołało pewien skandal, bo prezes akademii fundującej nagrodę przynależność do SS określił jako grzech młodości, a Maschę wyprosił z kraju. Kaléko wyjechała więc z mężem do Jerozolimy, gdzie nigdy nie poczuła się u siebie, spędziła tamtejsze lata w izolacji i samotności, zmarła w 1975 roku w Zurychu, gdzie zatrzymała się podczas podróży powrotnej do domu.

Poezja Kaléko jest wyjątkowa, tak bardzo, że nawet taka dyletantka w tym temacie jak ja czyta ją z zachwytem. Ten zbiór to osobisty wybór znanenego też polskiej czytelniczce niemieckiego pisarza Daniela Kehlmanna, zawierający jednak nie tylko poezję, ale i eseje, które obrazują poszczególne etapy życia poetki. Czytając te teksty, zrozumiałam, że poezja Kaléko dlatego do mnie trafia, bo przypomina prozę. Jej wiersze to jakby króciutkie eseje, sceny, które są bardzo realistyczne, pozbawione wydumanych metafor, nie wymagające długich przemyśleń. Równocześnie tak dobrze oddają troski, zmartwienia, radości, obserwacje, że nie sposób przejść obok nich obojętnie.

Subiektywny wybór Kehlmanna ułożony jest chronologicznie, tworząc obraz życia Kaléko. Poznajemy kolejne etapy przez jej utwory i towarzyszymy w jej krętej drodze między krajami, językami, tożsamościami.

Pewnie długo bym nie sięgnęła po poezję Kaléko, ale przypomniała mi o niej Sarah Lorenz, która zasadziła swoją powieść na dialogu z autorką, prowadząc z nią swoisty dialog. Jej powieść czytałam zaledwie kilka tygodni temu i bardzo szybko chciałam przeczytać wiersze Maschy. 

Zachęcam do sięgnięcia po tomik tej poetki, zwłaszcza jeśli uważacie, że z poezją jesteście na bakier.

Moja ocena: 5/6

Mascha Kaléko, Ich tat die Augen auf und sah das Helle, 212 str., dtv 2024.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz