Eugénie mieszka w bogatym, ale zimnym emocjonalnie domu. Dla surowego ojca jest tylko produktem, który trzeba dobrze wydać za mąż, w końcu w drugiej połowie XIX wieku jako młoda kobieta innych możliwości nie ma. Uchodzi jednak za niepokorną, bo wyraża swoje zdanie i chce towarzyszyć bratu w jego spotkaniach, brak jej oczekiwanej od kobiety potulności i posłuszeństwa. Eugénie ma jeszcze jeden problem – widzi zmarłych. Dziewczyna zdradza się z tą zdolnością przed ukochaną babcią, a ten nieprzemyślany akt kosztuje ją wolność.
Kobiety niepokorne, niesforne, prostytutki, dziewczyny niepotrzebne umieszczane są w szpitalu Salpêtrière – zakładzie psychiatrycznym. Ta gałąź medycyny przechodzi bowiem boom, a psychiatrzy z wielką chęcią przeprowadzają eksperymenty na pacjentkach. Pacjentki mieszkają razem, w wielkiej sali, a pochodzą z różnych grup społecznych i są w różnym wieku. Sierota Louise wylądowała w tym miejscu po tym, jak została zgwałcona przez wujka, a teraz jest szpitalną gwiazdą, ulubioną pacjentką ordynatora, który chętnie przeprowadza na niej publiczne hipnozy. Thérèse jest już w dość podeszłym wieku, po wielu latach pracy na ulicy wreszcie ma szansę odpocząć w szpitalnych murach. Dla wielu tych kobiet ten szpital nie jest tylko więzieniem, jest też miejscem odpoczynku, pewności bytu i ochroną przez groźbami świata zewnętrznego. Jest też Geneviève – córka prowincjonalnego lekarza, która mogła zostać tylko pielęgniarką. To ona trzyma w ryzach pacjentki, jest opoką i filarem oddziału. I to ona przejdzie w tej książce największą przemianę.
Mas skupia się na tych czterech postaciach, których losy są tak różne, choć w jednym punkcie spójne: wszystkie jako kobiety nie mają swobody wyboru. Szpital ma jednak dla nich różne znaczenie – dla niektórych jest więzieniem i końcem, dla innych miejscem, w którym mogą być wolne. Punktem kulminacyjnym powieści jest bal kostiumowy organizowany przez pacjentki na paryskiej socjety – bogaci i możni przychodzą popatrzyć na chore kobiety, mają nadzieję na słynny atak histerii, na dziwne zachowania, gnani są chorobliwą ciekawością.
Mas w swojej debiutanckiej powieści oparła się na faktach, tworząc powieść o zniewoleniu kobiet – sama ta myśl i przesłanie nie są nowe i Francuzce nie udało się tu niczego odkrywczego dodać. Niemniej historia szpitala psychiatrycznego i jej pacjentek jest ciekawa, napisana ze swadą i czyta się błyskawicznie. We współczesnej czytelniczce ta opowieść wzbudzi zapewne złość, wewnętrzny protest i smutek – opisywane wydarzenia rozegrały się przecież zaledwie niecałe sto pięćdziesiąt lat temu! Złość może też wzbudzić fakt, że wiele wątków nie zostało tu pociągniętych do końca, że duchy pozostały tylko rekwizytem i że sama historia Eugénie okazała się być banalna.
W Polsce powieść ukazała się w Wydawnictwie Mova, w przekładzie Bożeny Sęk.
Moja ocena: 4/6
Victoria Mas, Die Tanzenden, tł. Julia Schock, 240 str., Piper 2020.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz