Baba Segi to szanowany obywatel, dorobił się, ma dostatni dom, samochód i kierowcę. I ma trzy żony. Oraz siódemkę dzieci. Przyszedł więc czas na żonę numer cztery – młodą Bolanle, która skończyła studia! Nie jest to w smak poprzednim żonom, które nawet nie potrafią czytać. Okaże się jednak, że powodów do niechęci będzie więcej, a apogeum nastąpi, gdy okaże się, że najnowsza żona nie może zajść w ciążę.
Shoneyin czyni z Bolanle główną bohaterkę tej powieści, ale z czasem oddaje głos każdej z żon, mężowi, a nawet kierowcy. Nie będę się rozpisywać na temat zalet takiego zabiegu, bo są oczywiste, przyznam jednak, że Shoneyin robi to wybornie. Mimo że poznajemy historię życia każdej z kobiet, powieść nie jest przeładowana. Nigeryjka czyni to bowiem ze swadą i humorem, choć sama historia wesoła nie jest. Shoneyin porusza tu wiele problemów – wielożeństwo jest pierwszym z nich. To oczywiście sytuacja trudna dla kobiet, ale w o wiele głębszym wymiarze niż mi się początkowo wydawało. Konkurencja między nimi wcale nie musi być oczywista, co więcej mogą tworzyć wspólny front, wspierać się w wychowywaniu dzieci, prowadzeniu gospodarstwa i układaniu sobie życia dookoła męża. A okazuje się, że ten mąż wcale łatwy w obsłudze nie jest i żeby utrzymać jako taką równowagę, trzeba włożyć wiele wysiłku w utrzymywanie kłamstwa.
W tej powieści nie ma tu zdecydowanie pozytywnych lub negatywnych charakterów. Autorce udało się ukazać wieloaspektowość i kulturalne osadzenie decyzji podejmowanych przez wszystkie postaci, tak że czytelniczka może je zrozumieć, nawet jeśli są to decyzje karkołomne lub niebezpieczne.
Ta powieść przenosi do Nigerii i świetnie pokazuje tamtejszą mentalność, a sama historia jest ciekawa, dobrze napisana, w wielu miejscach dowcipna. Polecam!
Moja ocena: 5/6
Lola Shoneyin, The Secret Lives of Baba Segi's Wives, 280 str., Serpent's Tail 2020.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz