Bezdroża na Florydzie, wszędzie daleko, gorąco, wilgotno, samotnie – w taki świat wrzuca Laura van den Berg. W tym miejscu mieszka główna bohaterka książki i jej mąż. Tymczasowo. U matki. Pandemia pokrzyżowała jednak ich plany i utknęli na Florydzie na dłużej. Kobieta jest ghostwriterką i pracuje dla autora poczytnych kryminałów. Nigdy jednak go nie poznała, a zlecenia dostaje mailowo od grupy jego asystentów. Poza tym prowadzi mało spektakularne życie – rozmawia z siostrą i matką, spędza czas z mężem i psem, ale też niepokoi się stanem świata. Wraca on po pandemii do równowagi, ale pozornie. Na Florydzie następują po sobie przedziwne zjawiska atmosferyczne – przypominające potop ulewy, ale bez huraganowego wiatru, giną ludzie, a plakaty z ich podobiznami wiszą niemal wszędzie, wiele osób spędza czas z okiem umysłu. To urządzenie, które pewna firma rozdawała w czasie pandemii. Pomaga ono przenieść się w inne wymiary, ale i powoduje znikanie osób. Te obserwacje narratorki przeplatane są jej fragmentarycznymi wspomnieniami z młodości – przede wszystkim z pobytu w szpitalu psychiatrycznym.
Powieść Amerykanki żyje atmosferą – zaduchem, upałem, ulewą, niepokojem. To nie piękna Floryda z palmami, oceanem i plażami. To przysłowiowe zadupie, gdzie nic się nie dzieje, wszędzie jest daleko i niczego nie ma. Pozornie niewiele jest w tej powieści akcji, ale retrospekcje i ów wątek poniekąd science-fiction powiązany z okiem umysły wprowadzają atmosferę niepokoju, grozy, poczucia nadchodzącego niebezpieczeństwa. I ja ten vibe kupiłam, namacalnie poczułam, ale niestety już sama historia mnie nie poruszyła. Owszem, czyta się tę powieść dobrze, ale na płaszczyźnie emocjonalnej nie zarejestrowałam u siebie żadnych wahań.
Moja ocena: 3/6
Laura van den Berg, Stan raju, tł. Dobromiła Jankowska, 208 str., Wydawnictwo Pauza 2025.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz