poniedziałek, 23 lutego 2026

"Wymieranie Ireny Rey" Jennifer Croft


Sześcioro tłumaczy przyjeżdża do domu słynnej polskiej pisarki w Białowieży. Irena Rey jest chimeryczna i lubi gwiazdorzyć, więc jej tłumaczki i tłumacze mają zakaz podejmowania się innych przekładów, a praca nad jej dziełami następuje grupowo pod jej okiem. Podczas pobytu uczestniczki i uczestnicy nazywani są od języka, na który tłumaczą, muszą dostosować się do szeregu reguł ustanowionych przez Irenę. Zadaniem grona tłumaczy jest przekład najnowszego dzieła pisarki, tylko że pisarka znika i zaczynają się mniej lub bardziej systematyczne, ale raczej mniej, poszukiwania. 

Narratorką powieści jest Emilia, tłumaczka na hiszpański, ale sama powieść jest tłumaczeniem i okraszona jest szeregiem przypisów, które są  w niej najlepsze. Pozostała treść skupia się wobec dziwnych zachowań tłumaczy, wycinki Puszczy Białowieskiej, działań rządu, okolicznych mieszkańców, ptaków, grzybów, legend itd. Do około 40% lektury ciągle czekałam na jakiś wątek przewodni i usystematyzowanie tego chaosu. Gdy zorientowałam się jednak, że chaos jest tym wątkiem przewodnim i że działania postaci nie mają żadnego sensu i rozsądku poddałam się. Owszem doczytałam tę książkę, bo liczyłam na katharsis, ale nie dość, że go nie znalazłam, to pozostałam tak samo zagubiona jak podczas lektury.

Nie jestem w stanie odnaleźć w tej książce żadnego sensu, myśli, punktu zaczepienia. Nie rozumiem, czemu ma służyć, co autorka chciała mi przekazać, a jeśli to tylko igraszka, zabawa konwencją i słowem, to niestety, ale zupełnie jej nie kupuję. 

Moja ocena: 2/6

Jennifer Croft, Wymieranie Ireny Rey, tł. Kaja Gucio, 464 str., Wydawnictwo Pauza 2026.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz