niedziela, 23 sierpnia 2026

"The Circle of Karma" Kunzang Choden


Tsomo rodzi się jako trzecie dziecko na bhutańskiej prowincji. Jej ojciec jest lamą, nauczycielem i praktykującym buddystą, matka zajmuje się domem. Przy porodzie dwunastego dziecka matka umiera, a Tsomo jako najstarsza córka zajmuje się domem i rodzeństwem. Jeśli wcześniej miała jakieś marzenie o nauce czytania i pisania, to w tym momencie rozsypuje się ono w proch. Dziewczynka ma mnóstwo obowiązków, na takie fanaberie nie ma czasu. Zresztą bhutańskie społeczeństwo zasadza się, cóż za niespodzianka, na władzy mężczyzn. Tsomo doświadczy tego boleśnie, gdy podczas wyprawy do świątyni, by zapalić lampkę dla zmarłej matki, poznaje mężczyznę. Teraz stanie się, chcąc nie chcąc, jego niemal własnością. Choden opisuje dalsze losy Tsomo, która opuszcza wioskę, wyrusza w daleką pielgrzymkę, dociera do Indii, związuje się z kolejnym mężczyzną, choruję i w końcu zostaje zakonnicą. Wciąż i wciąż skazana jest na wolę i łaskę mężczyzn, a wszystkie niepowodzenia przypisuje złej karmie. Tsomo jest głęboko wierzącą buddystką, wiara daje jej oparcie, a tłumaczenie przeciwności losu karmą, pociechę. 

To nie jest książka, której akcja dzieje się w zamierzchłych czasach. Choć autorka nie podaje czasu akcji, można się domyślić, że to XX wiek. Bhutan się rozbudowuje, powstają drogi, pojawiają się pierwsze auta, podróżuje się pociągami. Stare lokalne stroje są w cenie u zbieraczy z zagranicy, a w Indiach mieszka wiele Bhutańczyków, którzy trzymają się razem. Ta książka jest pierwszą napisaną po angielsku powieścią przez Bhutankę. I to widać. Na początku miałam wrażenie, że autorka za bardzo poszła w styl przewodnikowo-informacyjny. Opowiada wprawdzie o życiu Tsomo, ale przy okazji opisuje bhutańskie rytuały, stroje, zwyczaje, potrawy. Owszem, jest to bardzo cenne, po to zresztą po tę książkę sięgnęłam, ale miałam poczucie, że to powieść pisana dla cudzoziemki. Gdy doczytałam, że ta książka została napisana do angielsku, moje poczucia się potwierdziły. Nie sądzę bowiem, że Bhutanka tak dokładnie opisywałaby te kwestie lokalnym czytelniczkom. 

Dzięki temu podejściu miałam jednak możliwość naprawdę drobiazgowo poznać lokalny koloryt, ale i różnice z krajami ościennymi, nieco problematyki politycznej (Tybet), a w końcu kulturę i mentalność Bhutanek. Nie jest to jednak powieść tylko informacyjna, losy Tsomo mnie wciągnęły i poruszyły, a także skłoniły do smutnych wniosków na temat wszechobecności mizogini i patriarchatu. 

Moja ocena: 4/6

Kunzang Choden, The Circle of Karma, 316 str., Penguin Global 2005.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz