Pewnie nie jest łatwo mieć matkę z (niewielkim) fiołem na punkcie zdrowej żywności. Bo jeśli matka kupuje warzywa czy owoce to tylko z regionu i najlepiej ekologiczne. Taka matka nie lubi kolorowych pyszności z półek ze słodyczami, a jeszcze bardziej drażnią ją produkty "specjalnie dla dzieci". Ciężki jest los prawie Siedmiolatki i prawie Trzylatka - czasem coś uda się w sklepie wynegocjować, ale przeważnie szukamy jedzenia od szczęśliwych zwierząt oraz z najbliższej okolicy, a dzieci bezbłędnie rozpoznają szczęśliwe krowy:) Wytrenowane dziecko starsze polubiło więc Marchewkę z groszkiem. Nie potrawę, bo tę już od dawna lubi lecz książkę Aleksandry Woldańskiej-Płocińskiej.
To książka, która wpierw ucieszyła oko matki, bo przekazuje w sposób przystępny i zabawny to, o czym matka truje od lat.
Najpierw mamy słowniczek - bardzo fajny. Okazało się, że moje dzieci nie rozpoznają wszystkich warzyw - no ale brukiew czy rzepa nie często goszczą na naszym stole, żeby nie powiedzieć - wcale.
Ale to nie wszystko, na kolejnych stronach poznajemy warzywa z zamorskich plantacji, takie jak Elpomidor, Kim Czos Neck czy Ogórras.
Te określenia na stałe weszły już do naszego słowniczka. A w wakacje zauwa żyłam, że nie tylko do naszego, bo u mojej bratanicy też:)
Autorka opisuje nagłe spotkanie warzyw miejscowych z zamorskimi. Okazało się, że ciężarówka transportująca warzywa ma wypadek i zamorscy przybysze wypadją w pobliżu zagonu, zamieszkałego przez lokalne ogórki i ziemniaki. Różnic między warzywami jest wiele, a porozumienie trudne. Lokalna marchewka dziwi się zwyczajom przybyszów, nie rozumie ich odrazy do świeżego powietrza i zamiłowania do pestycydów.
Nawet zając nie skusił się na schrupanie zamorskiego Mr Chevki! Po pełnej wrażeń nocy warzywa wracają do swojej ciężarówki.
Te określenia na stałe weszły już do naszego słowniczka. A w wakacje zauwa żyłam, że nie tylko do naszego, bo u mojej bratanicy też:)
Autorka opisuje nagłe spotkanie warzyw miejscowych z zamorskimi. Okazało się, że ciężarówka transportująca warzywa ma wypadek i zamorscy przybysze wypadją w pobliżu zagonu, zamieszkałego przez lokalne ogórki i ziemniaki. Różnic między warzywami jest wiele, a porozumienie trudne. Lokalna marchewka dziwi się zwyczajom przybyszów, nie rozumie ich odrazy do świeżego powietrza i zamiłowania do pestycydów.
Nawet zając nie skusił się na schrupanie zamorskiego Mr Chevki! Po pełnej wrażeń nocy warzywa wracają do swojej ciężarówki.
Aleksandra Woldańska-Płocińska bardzo przystępnie i dowcipnie opisuje zalety i wady warzyw - jej książka może być przyczynkiem do rozmów z dzieckiem na temat sposobu uprawy, używanie nawozów, wegetarianizmu, transportu i sprzedaży nie tylko warzyw. Bardzo lubię książki, które są źródłem i motywacją do długich dyskusji. Okazuje się bowiem, że opowieść i ilustracje dużo bardziej przemawiają do dziecięcej wyobraźni niż moje tłumaczenia - niby oczywiste, ale za każdym razem ten fakt odkrywam na nowo. Pisząc o ilustracjach, pragnę na nie zwrócić uwagę: dowcipne i nietuzinkowe czyli takie, jakie lubimy.
Polecamy:)
Aleksandra Woldańska-Płocińska, Marchewka z groszkiem, Wydawnictwo Czerwony Konik 2011.



























