sobota, 25 czerwca 2016

"Og hun takkede guderne" Jussi Adler-Olsen


Jussi Adler-Olsen pozostanie dla mnie przede wszystkim autorem cyklu o departamencie Q, jego pozostałe (wcześniejsze) książki są znacznie słabsze. 

Akcja tego kryminału rozgrywa się w latach 90-tych w Niderlandach, sporą rolę odgrywa tu także Indonezja oraz ówczesne wydarzenia w Iraku. Nicky - młoda absolwentka dobrego kierunku, wywodząca się z jednej z najpodlejszych dzielnic Amsterdamu stara się o prestiżowy staż w firmie Christie NV prowadzonej przez Petera de Boera. Christie NV specjalizuje się w rozbijaniu wielkich koncernów i przygotowaniu przejęcia ich przez jej zleceniodawców. 

Rodzina Nicky nie interesuje się jej planami, list z potwierdzeniem przyjęcia na staż ginie, ponieważ ojciec interesuje się tylko alkoholem i biciem matki, jedna z sióstr się prostytuuje, a druga jest uzależniona od narkotyków. Pochodząca z jednego ze starych indonezyjskich rodów matka przekazuje tuż przed śmiercią najstarszej córce wielką tajemnicę. 

Peter także związany jest z Indonezją - spędził tam pierwsze lata swojego życia. Teraz uwikłany w skomplikowaną historię rodzinną, poddany zostaje szantażowi i zmuszony do wymuszenia upadku wielkiego koncernu naftowego. Stoją za tym kurdyjskie i irackie zawirowania polityczne, których marionetkami w Holandii są walczący o uwolnienie brata z irackiej niewoli Marc de Vires oraz jego arabscy pomocnicy. Peter znajduje się w potrzasku, groźba ujawnienia tragedii rodzinnej zmusza go do współpracy z szantażystami. Do pomocy wybiera obiecującą i wyjątkowo ładną Nicky. Dziewczyna zrobi wszystko, by wyrwać się z domowego piekła i zdobyć dobrze płatną pracą, równocześnie zauroczył ją Peter, więc godzi się na współpracę, nie domyślając się nawet jakie niebezpieczeństwa na nią czekają. 

Adler-Olsen szkicuje szerokie tło polityczne - powiązania Husseina z politykami europejskimi, tajemniczą katastrofę samolotową, która została umiejętnie zatuszowana czy działalność CIA. Ten aspekt książki stoi w cieniu historii miłosnej, tak jakby autor nie mógł się zdecydować, czy pisze thriller polityczny czy powieść obyczajową. Nie przekonało mnie także prowadzenie akcji - wiele tu dłużyzn, nadmiar szczegółów niepotrzebnie gmatwa akcję, a rozwiązanie wątków mnie nie przekonało.

Moja ocena: 3/6

Jussi Adler-Olsen, Take over, tł. Hannes Thiess i Marieke Heimburger, 608 str., czyt. Wolfram Koch, Der Audio Verlag 2015.

piątek, 24 czerwca 2016

Stosikowe losowanie 7/16

Zapraszam do zgłaszania się do rundy czerwcowej! Pary lipcowe rozlosuję tradycyjnie 1 lipca, czas na przeczytanie książek mamy każdorazowo do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

wtorek, 21 czerwca 2016

"Klasa pani Czajki" Małgorzata Karolina Piekarska


Dawno nie czytałam stricte młodzieżowej książki (no może poza Jeżycjadą) i muszę przyznać, że była to bardzo przyjemna i relaksująca lektura. 
Pani Czajka to nauczycielka języka polskiego w gimnazjum. W nowym roku szkolnym pani Czajka zostaje wychowawczynią klasy Ia - jak się okazuje ciekawej grupy nastolatków. Główna bohaterka Małgosia to okularnica uwielbiająca książki, jej przyjaciółka Kamila to rozpieszczona i niezdecydowana dziewczyna, Kaśka natomiast interesuje się tylko chłopakami i traktuje wszystkich z góry, Kinga to typowa kujonka, Maciek jest klasowym dowcipnisiem, który uwielbia gry planszowe, Michał ciągle czyta komiksy, a mama Staśka jest dziwna. To bardzo zróżnicowana klasa, a autorka zadbała o ukazanie rozmaitych charakterów i problemów uczniów. Na początku nie jest łatwo okiełznać taką klasę, ale sposób nauczania i wychowania pani Czajki zdaje egzamin i klasa stopniowo zamienia się w całkiem zgraną grupę.

Piekarska prowadzi czytelnika przez cały okres gimnazjum. Towarzyszymy uczniom podczas ważnych wydarzeń w roku szkolnym, takich jak wycieczki, klasowe imprezy, egzaminy. Ważniejszy jest jednak rozwój nastolatków. Ich czas pozaszkolny to pierwsze miłości, spotkania, nieporozumienia, konflikty, problemy w domu, a także rozważania dotyczące przyszłości. Małgosia zakochuje się w Maćku, Kamila natomiast nie potrafi dojść do ładu z własnymi uczuciami. Piekarska wnikliwie opisuje rozterki dziewczyn i chłopców, ich odmienne spojrzenie na tę samą sprawę, wątpliwości i zmartwienia. 
Książka powstawała w latach 2000-2004 więc technologicznie odstaje od rzeczywistości, ale problemy bohaterów na pewno się nie zmieniły aczkolwiek wydaje mi się, że książkowi nastolatkowie są dość grzeczni i ułożeni. 

Piekarska starała się stworzyć książkę łatwą w odbiorze - rozdziały są krótkie i napisane wartkim językiem. Autorka bardzo często zmienia perspektywę i dopuszcza do głosu innych bohaterów. Małgosia pozostaje główną bohaterką, ale każdy z jej przyjaciół ma szansę opowiedzieć czytelnikowi o swoich rozterkach i ukazać swój punkt widzenia.

Moja córka utknęła jednak na tej książce - myślę, że przyczyną jest wiek. Ma 10,5 roku, a bohaterowie książki na początku już po 14 lat. Podejrzewam, że za jakiś czas przypadnie jej bardziej do gustu. 

Małgorzata Karolina Piekarska, Klasa pani Czajki, 351 str., Nasza Księgarnia 2016.

wtorek, 14 czerwca 2016

"Dziewczynko, roznieć ogieniek" Martin Šmaus


Po przeczytaniu Papuszy, planowałam jak najprędzej poznać tę książkę. Jestem z siebie dumna, że nie poprzestałam na planach, bo warto było sięgnąć po powieść Czecha.

Šmaus opisuje dzieje cygańskiego rodu Dunków, który od zawsze zamieszkiwał lasy nieopodal wioski Poljana we wschodniej Słowacji. Tam rodzi się mały Andrejko, który jako trzylatek tak zachwyca swoją zręcznością wujka Fero, że ten postanawia zabrać chłopca do rodziny w Pradze. Na nic protesty zakochanej w synku matki, na nic płacz malucha, Andrejko wyrusza w podróż i ostatni raz widzi mamę. Wraz z opuszczeniem Poljany kończy się beztroskie życie chłopca. Cyganie mieszkający w Pradze zasiedlają rozwalającą się kamienicę, którą sami systematycznie dewastują, żyją z żebrania, oszustw i wyłudzania kolejnych zapomóg, a dla dzieci nikt nie ma czasu, ani dobrego słowa. Andrejko musi sobie radzić sam, wśród niechętnych mu starszych kuzynów, brudu, głodu, chaosu i hałasu. To jednak dopiero początek długiej drogi chłopca, który całe życie stoi między Cyganami, a gadziami. 

Pierwsza część książki to nie tylko opowieść o losach Andreja ale przede wszystkim obraz mentalności Romów. Autor opisuje ją nie wartościując ani nie oceniając. To przede wszystkim próba wiernego przekazu sposobu pojmowania świata przez Cyganów. Tutaj to oni dziwią się gadziom, którzy co rano wstają i pędzą do pracy, ich wymuskanym dzieciom, które chodzą do szkoły. Cygan rodzi się każdego ranka na nowo, a każdego wieczoru umiera. Nie planuje, nie myśli o konsekwencjach, po prostu cieszy się życiem. Gdy jest jedzenie, gdy są pieniądze świętuje, gdy ich nie ma bieduje, albo idzie do urzędu po kolejną zapomogę. Gdy brakuje drewna na opał, niszczy balustradę schodów albo wyjmuje belki z dachu, nie myśląc o tym, że niszczy swój dom. To jednak przede wszystkim społeczność wydarta z jej naturalnego środowiska, gdzie jej zasady i sposób życia dobrze funkcjonowały i współgrały z naturą. 

Andrejko obserwuje i początkowo dopasowuje się do rodziny i życzeń wujostwa - sprytnie kradnie i oszukuje. To pozbawione miłości i czułości dziecko stale tęskni za dotykiem matki, szuka ciepłych uczuć wśród kuzynostwa, które jest mu bliskie jak rodzeństwo. Pewnego dnia jednak nie sposób dalej unikać szkoły i cygańskie dzieci rozpoczynają naukę i po raz pierwszy konfrontowane są z jawną dyskryminacją i nienawiścią. Nauczyciele pełni są uprzedzeń, mówiące po romsku dzieci mają problemy z czeszczyzną, co szybko prowadzi do zniechęcenia do nauki, porażki i przesunięcia do szkoły specjalnej. Andrejko jest jednak sprytny, ale tak, jak inni uzależniony od dobrej woli nauczycieli. Życie chłopaka to sinusoida - od sukcesu, po porażkę, od światełka w tunelu, po poprawczak. Niezależnie, gdzie ląduje Andrejko - czy jest to poprawczak, więzienie czy szpital - instynktownie szuka akceptacji i uznania wśród gadziów. 

Šmaus nie polaryzuje, nie kontrastuje złych Cyganów i dobrych gadziów, raczej stara się naszkicować całą gamę uczuć i lęków po obu stronach. Wśród gadziów są osoby, które zdobywają się na zaufanie i wyciągnięcie ręki, tak jak ci, którzy nigdy nie polubią Cygana. Akcja powieści rozgrywa się na tle przemian w Czechach i Słowacji - poczynając od drugiej wojny światowej, poprzez okres komunizmu, aż po rozpad Chechosłowacji, zmienia się nastawienie państwa do asymiliacji społeczności romskiej. 

To bardzo szeroko zakrojona, ważna powieść, w której nie udało się autorowi uniknąć lekko pedagogiczno-moralizatorskiego tonu. Muszę dodać, że nie jest to natrętne, a ja jestem szczególnie na to wyczulona, więc być może dla innych czytelników nie będzie on wcale widoczny. Zaskoczyły mnie za to opisy natury, ale także uczuć, przemyśleń - spisane z rozmachem i niezwykle poetycko. 

Martin Šmaus został za tę książkę dwukrotnie nagrodzony i słusznie, to ważna powieść, szczególnie dla Czechów i Słowaków, gdzie problem współżycia z Romami wydaje się być wciąż aktualny.

Moja ocena: 5/6

Martin Šmaus, Mach mal Feuer, Kleine, tł. Eva Profousová, 359 str., dtv premium 2011.

niedziela, 12 czerwca 2016

"Zaczarowana zagroda" Alina i Czesław Centkiewiczowie, Agnieszka Żelewska


Nie miałam pojęcia, że Zaczarowana zagroda jest lekturą, w dzieciństwie na pewno jej nie czytałam. Pamiętam za to z dzieciństwa inne książki Centkiewiczów, na przykład Odarpiego, syna Egigwy czy Człowieka, o którego upomniało się morze i pomyślałam, że moje okołobiegunowo zainteresowane dzieci polubią prozę Centkiewiczów. Poza tym, polskie dziecko musi ją znać i basta!

Bardzo byłam ciekawa jak zilustrowała tę klasyczną przecież już w Polsce opowieść Agnieszka Żelewska. Moje dzieci praktycznie wychowały się na książkach, opracowanych właśnie przez nią i z ciekawością obserwuję jej rozwój zawodowy.


Ilustracje zaiste są wspaniałe - bardzo przemawiają do nas przypominające kolaże strony. Żelewska  nienachalnie towarzyszy opowieści Centkiewczów, ułatwiając percepcję tekstu, równocześnie nie spychając go na drugi plan. Potrafię sobie wyobrazić, że takie ilustracje ułatwią odbiór książki drugoklasiście, który czyta ją sam. Do samodzielnej lektury zachęca też duża czcionka i rozsądny podział tekstu na strony. Dziecko, które zaczyna czytać dłuższe książki, nie zniechęci się nawałem tekstu. Dla nas jest ona idealna w ćwiczeniu szybszego czytania po polsku.


Naukowcy, mieszkający w bazie na Antarktydzie, zajmują się badaniem zwyczajów pingwinów. By móc śledzić ich los oraz wędrówki, postanawiają zaobrączkować ptaki. Muszą się jednak spieszyć, na ten pomysł wpadli tuż przed odpłynięciem pingwinów. Okazuje się, że wcale nie tak łatwo złapać te na pozór spokojne ptaki, najlepszym sposobem na zapanowanie nad stadem wydaje się być budowa zagrody z bloków lodu. Naukowcy nie doceniają jednak sprytu pingwinów, które z zagrody uciekają! A mo że to zagroda jest zaczarowna? Coś się tu nie zgadza, a co przeczytajcie sami!


Ta dość prosta historia uczy pokory wobec natury i respektu przed światem zwierząt. Centkiewiczowie pragną przekazać dzieciom jak inteligentne, nieprzewidywalne i sprytne s ą pingwiny oraz że zwierzęta kochają wolność.

Uwielbiam stare historie i cieszę się, że dzięki nowemu wydaniu mogłam przybliżyć moim dzieciom jedną z nich.

Alina i Czesław Centkiewiczowie, Agnieszka Żelewska, Zaczarowna zagroda, 32 str., Nasza Księgarnia 2016.

piątek, 10 czerwca 2016

"Ostatnia arystokratka" Evžen Boček


Bardzo sceptycznie podchodzę do książek, które wszem i wobec polecane są jako wyjątkowo śmieszne i dowcipne. Już kilka razy się nacięłam i okazało się, że książki, które podobają się nawet cenionym przeze mnie blogerom, nie trafiają w mój gust.

Rozpoczęłam lekturę w samolocie relacji Singapur - Manila, nie spodziewając się fajerwerków, nie mówiąc już o wybuchach śmiechu. Przez pierwsze dziesięć - dzwadzieścia stron powtarzałam sobie nawet w duchu, nie kryjąc satysfakcjonującej schadenfreude,  że jak zwykle miałam rację, że to kolejna przereklamowana książka itd. Gdy jednak doszłam do sceny odprawy na lotnisku dostałam takiego ataku śmiechu, że stałam się obiektem podejrzliwych spojrzeń połowy samolotu. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co sobie myśleli o mnie filipińscy pasażerowie, gdy dusiłam w sobie chichot, ocierając łzy i starając się kontrolować podskakujące ramiona. Nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz tak się zaśmiewałam, czytając książkę!

Z zasady nie jestem fanką wymyślonych historii, które są całkowicie nieprawdopodobne, a karkołomne zbiegi okoliczności i liczne wydarzenia mają na celu jedynie ubawienie czytelnika. I chyba niesłusznie, bo dobra rozrywka, nie jest zła ;)

Narratorka i główna bohaterka - hrabianka Maria Kostka - jest najmłodsza w arystokratycznym, czeskim rodzie. Szkopuł w tym, że mieszka w Stanach Zjednoczonych, a jej rodzice nie należą do najbogatszych. Czas jednak wrócić do właśnie odzyskanej rodzinnej posiadłości i uratować zamek przed całkowitym upadkiem. Wrócić jednak nie jest łatwo, gdy ma się nie mówiącą po czesku mamę oraz prochy licznych krewnych, których ostatnią wolą było pogrzebanie w ojczystej ziemi. 
Okazuje się, że niełatwe także jest bycie arystokratką, gdy brakuje pieniędzy, a zamkiem rządzi niereformowalny kasztelan Józef wraz z uzależnioną od, skądinąd wyśmienitej, orzechówki własnej produkcji kucharką Cichą i hipochondrycznym ogrodnikiem panem Spockiem. 
Ta wybuchowa mieszanka postaci zapewni wam kilka godzin niepohamowanego śmiechu. 

Nic więcej nie zdradzę, musicie sami się dowiedzieć jak ta kompania próbowała wyciągnąć rodowy zamek z długów.

Moja ocena: 6/6

Evžen Boček, Ostatnia arystokratka, tł. Mirosław Śmigielski, 254 str., Wydawnictwo Stara Szkoła. 

czwartek, 9 czerwca 2016

Statystyka maj 2016

Przeczytane książki: 5

Ilość stron: 1799

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 0
Książki w ramach wyzwania południowoamerykańskiego: 0
Książki w ramach wyzwania Czytamy Zolę: 0


Przeczytane tytuły: 

"Jabłko" Michel Faber


Po przeczytaniu Szkarłatnego płatka i białego zapragnęłam pozostać dłużej w wykreowanym przez Fabera wiktoriańskim świecie. Jak pewnie u wielu innych czytelników, otwarte zakończenie rozbudziło moją ciekawość. Odkryłam wtedy właśnie ten zbiór opowiadań ale nie wiedzieć czemu, odłożyłam go na półkę i zupełnie o nim zapomniałam. Dopiero 4 lata później stosikowe losowanie przypomniało mi o tej książce, i dobrze! 

We wstępie autor wspomina o setkach listów, jakie otrzymał od czytelników Płatka. Większość z nich błagała go o dopisanie zakończenia. Faber jednak definitywnie odżegnuje się od tego pomysłu. Ten zbiór nie ma pretensji bycia kontynuacją Płatka, to raczej wariacje na jego temat. Każde z siedmiu opowiadań przedstawia znane z powieści postaci w różnych momentach ich życia. Spotykamy więc młodziutką Sugar w Boże Narodzenie, prostytutkę Clarę, Williama u kresu życia, a także Sophie. Mimo że Faber wyraźnie zapowiada, że nie chce ujawnić dalszych losów Sugar, to jednak ten zbiorek, a zwłaszcza ostatnie opowiadanie, sugerują delikatnie, jak jej życie mogło się potoczyć. Dużo więcej natomiast dowiadujemy się o samej Sophie. 

Faber ma tę wyjątkową umiejętność przeniesienia czytelnika w inny świat już po przeczytaniu pierwszego zdania. Mimo, że ta książka ma niespełna dwieście stron, udało mi się powrócić do atmosfery Szkarłatnego płatka. Bardzo podoba mi się dosadny język Fabera - to zapewne moje zamiłowanie do naturalizmu.
Ten powrót do tego autora przypomniał mi, że jeszcze nie kupiłam jego najnowszej książki, obawiam się, że wysuwa się na pierwsze miejsce na liście. 

Moja ocena: 5/6

Michel Faber, Sugars Gabe. Geschichten rund um das karmesinrote Blütenblatt, tł. Eike Schönfeld, 184 str., claassen Verlag 2006.

sobota, 4 czerwca 2016

"Chuć, czyli normalne rozmowy o perwersyjnym seksie" Andrzej Depko, Ewa Wanat


Nigdy w życiu nie wpadłabym na tę książkę, gdyby nie artykuł w Wysokich Obcasach. Wywiad z duetem autorów tak mnie zaciekawił, że w końcu kupiłam tę książkę. 

Wanat i Depko, jak sam tytuł wskazują, omawiają wszelakie perwersje seksualne. Andrzej Depko opiera się podczas tych rozmów na swoim doświadczeniu lekarskim, Ewa Wanat towarzyszy mu dziennikarsko. To bardzo zgrany duet o podobnych poglądach, bardzo tolerancyjnych muszę dodać. Sięgając po tę książkę można by sądzić, że to poradnik czy przewodnik, oczywiście autorzy opowiadają o wielu niespotykanych i rzadkich perwersjach, w moim odczuciu, to jednak bardziej apel o tolerancyjność, akceptację różnorakich upodobań seksualnych. Celem autorów jest przede wszystkim edukacja na tym polu i uświadomienie faktu - jeśli człowiek nie wyrządza sobie i innym krzywdy, a partner zgadza się i akceptuje proponowany rodzaj seksu, to wolna droga!

Autorzy nawiązują do zahamowań i zachowań, bazujących na wychowaniu czy przywiązaniu do tradycji i próbują je przełamać. Najlepszą drogą według nich (z czym się oczywiście zgadzam) jest tłumaczenie i pokazywanie, że nie taki wilk straszny, jak go malują. Bardzo ciekawe są fragmenty, w których Andrzej Depko opowiada o przyczynach i sposobach powstawania perwersji. W ten sposób odczarowuje ten temat taboo. Dużą rolę odgrywają tu na pewno zamieszczone w książce wywiady z osobami, które otwarcie opowiadają o swoich upodobaniach seksualnych oraz sposobie ich zaspakajania. 
Co ważne, ta książka nie żyje sensacją lecz opiera się na rzeczowych argumentach, spokojnej rozmowie i fachowych informacjach. Dodatkowo przytaczane są pytania, które dotarły do autorów podczas prowadzenia audycji radiowej na ten temat. Moim zdaniem nie udało się jednak uniknąć dłużyzn, wiele wiadomości stale się powtarza, co oczywiście ma związek z podobieństwem poruszanych tematów. Na dłuższą metę zaczęło mnie to nużyć. 

Oprócz perwersji, powiedzmy niegroźnych, autorzy wspominają także o upodobaniach bardzo egzotycznych, zahaczających także o kryminalne. Ich celem jest przytoczenie całej palety przeróżnych -filii aż po te, które jednoznacznie można zaliczyć do groźnych zboczeń. Warto mieć świadomość tego, przed sięgnięciem po książkę. Zakładam, że mogą znaleźć się czytelnicy, których takie informacje mogą zniesmaczyć.

Na koniec chciałabym przytoczyć tu fragment książki, który szczególnie zapadł mi w pamięć i skłonił do przemyśleń:

"W Polsce, niestety, ciągle jest problem z innością. Inność wywołuje lęk. Jak zwykle wynika to z ignorancji, z niewiedzy. Ale myślę, że nie tylko z tego, to jest jakiś rodzaj polskiego kompleksu wobec ludzi, którzy mają odwagę być innymi, iść pod prąd, wbrew utartym i bezpiecznym schematom. Kompleks pewnie bierze się z tego, że jeśli ktoś dobrze się czuje, będąc kimś zupełnie innym niż większość i niż ja, to podważa moje poczucie bezpieczeństwa, moją pewność, że moja droga jest jedyną słuszną. W związku z tym nie mogę się na to zgodzić, nie akceptuję tego i nie będę tolerował, bo mi to zaburza samoocenę."

Moja ocena: 4/6

Andrzej Depko, Ewa Wanat, Chuć, czyli normalne rozmowy o perwersyjnym seksie, 464 str., Wydawnictwo Wielka Litera 2012.

czwartek, 2 czerwca 2016

"Cuentos violentos" Victor Montoya


Szukając literatury boliwijskiej trafiłam na tę niepozorną książkę. Już sam tytuł napawał mnie przerażeniem ale to, co znalazłam w środku mnie przeraziło. Opowiadania Montoyi są niezwykle krótkie, niektóre zaledwie dwustronicowe ale tak pełne treści, że nie sposób przejść koło nich obojętnie.

Pierwsze opowiadanie nawiązuje do spotkania Indian z konkwistadorami, a szczególnie z Francisco Pizarro. To pierwszy brutalny rys na boliwijskiej ziemi. Niehonorowe potraktowanie Indian, brutalność i wyrachowanie nakreślą dalszą historię tego andyjskiego kraju. Po opowieści Inkaskiego wodza, przeskakujemy wiele lat wprzód. Mały chłopiec rozpoczyna edukację szkolną, która okazuje się być traumatyczna. Surowa, nieempatyczna nauczycielka, która nie stroni od kar cielesnych jest postrachem dziecka. 

Wszystkie kolejne opowiadania dotyczą aresztowań, a właściwie porwań, brutalnego wpychania do więzienia, górników pracujących za głodowe stawki w Andach. Walczący o lepszy byt mężczyźni narażają się rządowi strajkami i pracą w podziemiu. Za to czekają ich brutalne tortury. Nie ma tu sądu, przesłuchań, humanitaryzmu - jest bestialstwo, zezwierzęcenie i nienawiść. Mimo że czytałam wiele książek o ludobójstwach, to ta mnie poraziła. Beznamiętne opisy wyszukanych tortur, katów i ofiar są niezwykle sugestywne. Nie mogę zrozumieć jak człowiek może zamienić się w kata, w imię czego? 

By zrozumieć dogłębnie tę niewielką książkę, warto poznać przynajmniej powierzchownie historię Boliwii. Zacięta walka dyktatury ze stale burzącymi się górnikami, którzy pracowali w nieludzkich warunkach za głodowe stawki są tłem opowiadań Montoyi. Autor urodził się i wychował w jednej z górniczych wiosek. Jako uczestnik ruchów robotniczych zostaje aresztowany i poddany torturom. Dopiero na skutek kampanii Amnesty International zostaje zwolniony z więzienia i emigruje w 1977 roku do Szwecji. 

Moja ocena: 5/6

Victor Montoya, Erzählungen der Grausamkeit, tł. Claudia Wente, Mackinger Verlag 2013.

środa, 1 czerwca 2016

"Warum hast Du geweint?" Dace Rukšāne


Tę książkę miałam od dawna na oku, szukając literatury łotewskiej trafiłam właśnie na ten tytuł. Zachęciły mnie zarówno recenzje jak i okładka. 


Katrīna mieszka w Rydze, wychowuje się w Związku Radzieckim, gdzie dba się o wszechstronny rozwój młodzieży, na przykład organizując wyjazdu w Kaukaz w celu zdobywania odznak alpinistycznych. W pozostałym czasie Katrīna chodzi do szkoły lub pomaga w kołchozie. W szkole nie jest lubiana, a właściwie należy do osób, z których wyśmiewa się cała klasa. W kołchozie jej praca polega na zatruwaniu wszy, które pokrywają ciała hodowanych tam świń. Jej życie dopełnia niezbyt udane małżeństwo rodziców i ukochana siostra. 


Wyprawa w Kaukaz oznacza więc oderwanie się od codziennej rutyny, określanie się na nowo. Łotewskie dziewczyny cieszą się tam powodzeniem - ze względu na urodę, ale także na bliskie morzu miejsce zamieszkania. Na obóz przyjeżdżają uczestnicy z całego Związku Radzieckiego i już pierwszego dnia nawiązują się pierwsze przyjaźnie, przede wszystkim damsko-męskie. Szesnastoletnia Katrīna zafascynowana jest rosyjskimi przewodnikami, których zadaniem jest przeprowadzenie grupy przez urwiste kaukaskie szczyty. Niebezpieczne pasaże, lodowce, noce w namiotach sprzyjają zacieśnianiu się więzi i rodzeniu się pierwszych miłości. To uczucie naiwne, szczere i głębokie, któremu nie brak erotyzmu. Te sceny są wyjątkowo udane - Rukšāne udało się trafnie, a zarazem delikatnie opisać inicjację erotyczną. 


Autorka opowiada historię górskiego obozu naprzemiennie ze wspomnieniami Katrīny, jak i z wydarzeniami po jej powrocie. Na tym tle ukazuje równocześnie specyfikę życia w Związku Radzieckim - jest katastrofa czarnobylska, są zatrute przemysłem miasta na Syberii, a przede wszystkim wszechobecne napięcie przed rozpadem kraju. 

Cieszę się, że udało mi się wreszcie przeczytać łotewską książkę - przyjaźniłam się bardzo z dwoma świetnymi Łotyszkami i zawsze chciałam poznać bliżej ich kraj.

Moja ocena: 4,5/6

Dace Rukšāne, Warum hast du geweint, tł. Matthias Knoll, 255 str., Ammann Verlag 2007.

Stosikowe losowanie 6/6 - pary

Valancy Stirling wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 600 książek) - 437
Marianna wybiera numer książki dla Niekoniecznie Papierowej (w stosie 80 książek) - 19
Niekoniecznie Papierowa wybiera numer książki dla Anny (w stosie 206 książek) - 40
Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 120 książek) - 1
Guciamal wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 7 książek) - 6
Maniaczytania wybiera numer książki dla Valancy Stirling (w stosie 26 książek) - 8

wtorek, 31 maja 2016

"Harry Potter i Kamień Filozoficzny" J. K. Rowling, Jim Kay



Tym razem nie zamierzam pisać o treści niedawno przeczytanej książki. Cóż zresztą pisać o tak kultowej książce. Rękę dam, że o małym chłopcu z blizną na czole napisano już wszystko, a jego historia została zinterpretowana na wszystkie sposoby. 

Zilustrować książkę wydaną i znaną na całym świecie? Książkę, którą znają wszyscy, a filmy nakręcone na jej podstawie stały się hitami. Jak stanąć twarzą w twarz z wizją autorki, reżysera, scenarzysty, kostiumografia, a przede wszystkim milionów czytelników? Dla mnie zadanie co najmniej karkołomne. Podziwiam Jima Kaya za podjęcie się tej pracy. Ale zapewne ciekawi jesteście jak udało mu się sprostać moim oczekiwaniom?


Jestem zachwycona całą książką - wydana jest tak starannie i pięknie, że chciałoby się ją oglądać i oglądać. Zanim otrzymałam polską wersję, udało nam się rzucić okiem do środka w portugalskim fnac-u i już wtedy zaparło córce i mnie dech w piersiach. Gdy rodzice przywieźli nam polskie wydanie, córka od razu porwała je i zniknęła na wiele godzin. 


Ilustracje Kaya, w większości akwarele, są magiczne. Stworzył on swój własny świat - baśniowy, niezwykle barwny i działający na wyobraźnię. Jestem oczarowana jego dbałością o szczegóły, rozmachem i wyobraźnią. Cudowne są karty przypominające leksykon, w których Kay ilustruje typy troli czy smocze jaja.


Książka wydana jest z niezwykłą dbałością. Nie spodziewałam się aż tylu ilustracji! Niemożliwym jest umieszczenie ilustracji na każdej stronie, ale doliczyłam się maksymalnie czterech stron z samym tylko tekstem, ale nawet one komponują się z całą wizją wydania. Znajdują się na nich rozpryski farby, kleksy, delikatne cienie, dzięki czemu czytelnik nie traci wrażenia trzymania w rękach albumu. Podkreśla to także delikatnie beżowy kolor stron. Książka ma barwną obwolutę, ale także właściwa okładka oraz jej wewnętrzne strony opatrzone są szkicami. Największe wrażenie robią jednak ilustracje obejmujące dwie strony. To cały świat pełen szczegółów, który można odkrywać i analizować godzinami.


To cudeńko jest oglądane i czytane u nas niemal non-stop. Starsza zainspirowana tym wydaniem czyta po raz enty całą serię, ja ponownie podczytuję, a sześciolatek na razie ogląda i czyta niektóre zdania. Mam wielką nadzieję, że współpraca z Jimem Kayem będzie kontynuowana. Na pewno skompletujemy serię o Harrym na nowo!

Moja ocena: 6/6

J.K. Rowling, Jim Kay, Harry Potter i Kamień Filozoficzny, tł. Andrzej Polkowski, 246 str., Wydawnictwo Media Rodzina. 

niedziela, 29 maja 2016

"Regulamin tłoczni win" John Irving


Nie należę do fanów Irvinga, przypominam sobie z trudem, że czytałam chyba tylko Świat według Garpa i to w zamierzchłej przeszłości. Do tej książki zachęcił mnie tytuł, niemiecki jest bardzo intrygujący (odwołuje się do słów Larcha, dotyczących jego pracy, mającej być diabelskim przyczynkiem do  boskiego dzieła, ciekawa jestem polskiego tłumaczenia!). Zdecydowałam się na audiobooka i nie zauważyłam jaką ma objętość, słuchałam go ponad dwa miesiące!

Historia doktora Wilbura Larcha, wielkiego altruisty, który prowadzi dom dla sierot, a także pomaga kobietom, które chcą pozbyć się niechcianych dzieci i ciąż. Te pierwsze pozostawiają noworodki w sierocińcu, a te drugie proszą o aborcję. Najważniejszą z sierot jest Homer Wells - dziecko, które przynależy do tego domu. Żadna z prób adopcji nie zakończyła się powodzeniem, aż wreszcie przybranymi rodzicami Homera stają się doktor Larch oraz siostry Angela i Edna. Homer niepostrze żenie staje się pomocnikiem Larcha i rozwija swój niezaprzeczalny talent medyczny. To bardzo pobieżny skrót fabuły, nie sposób opisać jej całej. Irving wprowadza tak wiele dokładnie scharakteryzowanych postaci oraz wątków pobocznych, że materiału mogłoby starczyć na kilka powieści. Akcja powieści jest dynamiczna i ciekawa, ale moim zdaniem nie ona jest tu najważniejsza. Ta wielowątkowa fabuła jest tylko przyczynkiem do rozważenia wielu pytań.

Pierwsze z nich to oczywiście kwestia aborcji. Autor nie skupia się na tylko jednej stronie tego zabiegu - nakreśla wszelkie jej aspekty, argumenty za i przeciwko, wplatając w akcję powieści postaci, które przed tym trudnym wyborem muszą stanąć. Pytanie czy lepiej usunąć ciążę czy urodzić kolejną sierotę pozostanie do końca otwarte, choć zdanie autora jest wyczuwalne. Akcja powieści rozgrywa się na początku dwudziestego wieku, a problem tak szeroko naświetlony przez Irvinga, nadal współcześnie nie został rozwiązany w wielu krajach. Ta smutna aktualność powieści uderzyła mnie od pierwszych rozdziałów.

Co jest ważniejsze w życiu - bycie użytecznym czy szczęśliwym? Na ile ważne jest własne szczęście, jak ważna jest rola przydzielona nam na ziemi? Zdanie doktora Larcha jest oczywiste - użyteczność jest najważniejsza, Homer podziela tę opinię, przez wiele lat boryka się jednak z tym pytaniem. Szukanie tożsamości, odkrywanie pragnień, uwalnianie się od piętna sierocińca decyduje o losie chłopaka. Jego życie splata się ściśle z dwójką młodych ludzi, którzy pewnego dnia odwiedzili sierociniec. Pokusa życia rodzinnego i magia pierwszego uczucia uwikłają Homera na lata. To spotkanie, a także jedno kłamstwo mają decydujący wpływ na życie całej trójki. W moim odczuciu wpływ przypadku na życie to kwestia najistotniejsza w tej książce, ważniejsza nawet od problematyki aborcyjnej. Irving ukazuje jak pozornie nic nieznaczące wydarzenia czy słowa zmieniają koleje losu. 

Irving to gawędziarz, który potrafi opowiadać bez końca, umiejętnie wplatać wątki poboczne, dygresje, retrospekcje i wspomnienia. Ta powieść mogłaby toczyć się dalej, trwać bez końca. O ile w przypadku fabuły miewałam uczucie przesytu oraz czasem drażniły mnie zbiegi okoliczności, to szkicami poszczególnych postaci byłam i jestem zachwycona. Irving to zdecydowanie mistrz kreowania barwnych, realnych charakterów. 

Moja ocena: 5/6

John Irving, Gottes Werk und Teufels Beitrag, tł. Thomas Lindquist, czyt. Rufus Beck, 848 str., Hörbuch Hamburg.

sobota, 28 maja 2016

"Papusza" Angelika Kuźniak


Najpierw całkiem przypadkowo trafiłam na film, o którego istnieniu nie miałam pojęcia. Z zaskoczeniem podczas lotu Singapur - Stambuł odkryłam dział kino świata wśród nieograniczonych możliwości systemu rozrywki pokładowej. Jednym z czterech polskich filmów była właśnie Papusza. Porzuciłam więc lekturę powieści Isabel Allende na rzecz seansu w środku nocy. Film bardzo mi się podobał, przyznam, że bardzo poruszył, choć muszę zaznaczyć wraz z wiekiem rośnie u mnie także sentymentalizm i empatia. Po obejrzeniu filmu postanowiłam, że jak najprędzej muszę przeczytać książkę. Tradycyjnie wegetowała na czytniku już od lat.

Temat Cyganów przewija się u nas w domu niemal non-stop. W Portugalii widujemy ich właściwie codziennie, zawsze z końmi, zawsze z wozem. Dla moich dzieci to nowość, w Niemczech chyba nigdy nie spotkaliśmy Romów. Omawialiśmy więc już kulturę, sposób życia, zwyczaje, przesądy, a przede wszystkim język. Przeczytanie Papuszy miałam więc w planach już od dawna, a zainteresowanie się bliżej tą tematyką jest logiczną konsekwencją jej aktualności w Portugalii. Jako ciekawostkę podam, że na ostatnim festiwalu Berlinale jedną z nagród zdobyła Leonor Teles - portugalska reżyserka pochodzenia romskiego. W swoim filmie krótkometrażowym rozprawia się z  przesądem o rzekomym lęku Cyganów przez żabami, który ma swoje źródło w starej romskiej legendzie. W Portugalii przed wieloma sklepami stoją figurki żab, które mają odstraszać Cyganów - Teles interpretuje ten fakt jako bezpodstawne uprzedzenie.

Wracając jednak do książki - poruszyła mnie tak, jak film. Historia Papuszy to dla mnie opowieść o utracie i szukaniu tożsamości. Papusza, która tak bardzo kocha cygański sposób życia, akceptuje surowe zasady i mentalność, równocześnie odczuwa niewiarygodny pęd ku nauce czytania. Ta żądza wiedzy zgubi ją w końcu. Ostracyzm i odrzucenie przez środowisko romskie złamią ją. Do końca życia będzie żałować, że nauczyła się czytać, że podążyła za realizacją swojego talentu. Ta umiejętność czyniła ją podejrzaną, inną i dlatego właśnie na niej skrupił się gniew Cyganów po publikacji monografii Ficowskiego. Nie tylko Papusza przecież spędzała z nim czas, jego wiedza była sumą doświadczeń zebranych podczas pobytu taborze.

Fascynuje mnie biografia Papuszy - innej niż wszyscy, odrzuconej, a równocześnie zdumiewająco pokornej. Jej skromność, umniejszanie własnego talentu są zdumiewające. Wielokrotnie opisuje się jako prostą Cygankę t ęskniącą za lasem i swobodą. Bo nie tylko odrzucenie i samotność doprowadziły ją do obłędu, lecz także utrata naturalnego środowiska, możliwości przemieszczania się. Papusza była niczym ptak w klatce, ptak przez nikogo nie rozumiany, samotny, z podciętymi skrzydłami.

Moje zainteresowanie postacią Papuszy idzie zapewne w parze z zaciekawieniem całą tematyką romską. Cieszę się, że mam na półce jeszcze jedną książkę powiązaną z Romami i planuję przeczytanie jej w najbliższym czasie.

Moja ocena: 6/6

Angelika Kuźniak, Papusza, 200 str., Wydawnictwo Czarne 2013.

środa, 25 maja 2016

Stosikowe losowanie 6/16

Zapraszam do zgłaszania się do rundy czerwcowej! Pary marcowe rozlosuję tradycyjnie 1 czerwca, czas na przeczytanie książek mamy każdorazowo do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

poniedziałek, 23 maja 2016

"Modlitwa o deszcz" Wojciech Jagielski


Czasami siegając po książkę, mam przeczucie, że może okazać się niewypałem, innym razem przekonana jestem, że mogę brać się za lekturę w ciemno, bo książka będzie rewelacyjna. Po książce Jagielskiego spodziewałam się wyśmienitego reportażu. Czytam właśnie powieść Malali Yousafzai i pomyślałam, że te książki świetnie się uzupełnią. Niestety po przebrnięciu, podkreślam przebrnięciu, przez 15 %, które zajęło mi blisko tydzień, zrezygnowałam.

Właściwie nie mogę tej książce nic zarzucić. Sprawia wrażenie porządnie napisanego, przemyślanego reportażu. Mnie pokonała chyba ilość faktów, nazwisk, wydarzeń. Przy czym zazwyczaj sobie radzę z książkami ambitniejszymi niż choćby Jeżycjada :P Obawiam się, ze trafiłam w zły moment. Gdy rozpoczynałam lekturę, znowu moje życie wzięło ostry, nieprzewidywalny zakręt i w głowie miałam wszystko, tylko nie zawirowania afgańskiej historii. Mimo to nie odczuwam ani chęci, ani potrzeby wrócenia do lektury w spokojniejszej chwili. 

Bez oceny.

Wojciech Jagielski, Modlitwa o deszcz, 368 str., Wydawnictwo Znak.

niedziela, 22 maja 2016

"Skuggasund" Arnaldur Indriðason


Nie zauważyłam nawet, że ukazała się kolejna powieść Indriðasona, a że u mnie z czasem na czytanie znowu kiepsko migiem wysłuchałam audiobooka, choć wiedziałam, że w przypadku Islandczyków to zawsze nieciekawy pomysł, bo niestety lektorzy potwornie kaleczą wymowę. 
Gdy jednak udało mi się przymknąć oko na tę niedogodność, z przyjemnością wróciłam do Reykjavíku.

Skuggasund to jeden z kryminałów Indriðasona, który powstał poza cyklem o Erlendurze. W tych książkach autor szczególnie koncentruje się na historii Islandii i chyba nawet te kryminały wolę.

W jednym z mieszkań w islandzkiej stolicy umiera starszy, samotny mężczyzna. Policję zawiadamia zaniepokojona sąsiadka. Przykra sytuacja, która jednak nie należy do rzadkości. Pozory jednak mylą, Stefán został uduszony. Policja nie ma żadnego punktu zaczepienia, z mieszkania nic nie zginęło, a staruszek prowadził spokojne życie. Podczas przeszukiwania mieszkania policjanci odkrywają wycinki ze starych gazet, dotyczące morderstwa z czasu drugiej wojny światowej. Islandia pozostawała pod okupacją brytyjską, a później amerykańską. Młodzi żołnierze rozbijali się po Reykjaviku jeepami, uwodzili młode Islandki i obiecywali im dostatnie życie za oceanem. Właśnie taka zakochana para przypadkiem podczas ukradkowej schadzki trafia na ciało młodej dziewczyny ukryte przy budowanym właśnie teatrze. Śledztwem zajmuje się policjant Flóvent oraz pracujący dla amerykańskiego wojska Thorson. Pierwsze podejrzenia skierowane są w kierunku stacjonujących na wyspie żołnierzy, stąd udział Thorsona. Bardzo szybko jednak śledztwo pobiegnie w innym kierunku, szczególnie uwzględniając wiarę wielu Islandczyków w elfy.

Z tego śledztwa nie zachowały się niemal żadne dokumenty, współcześni policjanci szukają przyczyn morderstwa na ślepo. Emerytowany policjant Konráð postanawia jednak pomóc zaangażowanej w śledztwo koleżance i bliżej bada powiązania między tymi dwoma morderstwami.

Akcja stale przeskakuje między wydarzeniami z lat czterdziestych, a współczesnymi. Czytelnik obserwuje mozolne poszukiwania Konráða, dzięki naprzemiennemu prowadzeniu fabuły ma nad nim przewagę. Mimo to akcja pozostaje dynamiczna, a prawdziwy sprawca do końca niejasny, choć można się było domyślać w jakim kierunku śledztwo się potoczy. Najsłabszą stroną kryminału jest ponownie język - prosty, infantylny wręcz. Autor wielokrotnie powtarza i rekapituluje wydarzenia, tak jakby się bał, że czytelnik może nie dać rady podążać za naprzemiennym prowadzeniem akcji. Akurat w przypadku audiobooków taki język ułatwia odbiór książki ale jednak wolałabym bardziej wyrafinowane zdania. 

Ponownie nie zawiodłam się na Indriðasonie - oczekiwałam rozrywki i ją otrzymałam, a dodatkowo poznałam kilka nowych faktów z islandzkiej historii.

Moja ocena: 4/6

Arnaldur Indriðason, Schattenwege, tł. Coletta Bürling, 427 str, Bastei Lübbe Verlag 2015.

czwartek, 19 maja 2016

"Cyrk na kółkach czyli język polski na wesoło" Monika Hałucha, Anita Graboś


Cyrk na kółkach to wymarzona książka dla moich dzieci. Jest zachwycająca, inspirująca i  ciągle w użyciu. Posłuchajcie dlaczego! 


Język polski nie jest u nas traktowany po macoszemu, to jeden z czterech języków, którego używamy codziennie i z dumą słucham, jak pięknie moje dzieci w nim mówią. Ich słownictwo to zbiór tego, co słyszą ode mnie, znają z książek i sporadycznie z filmów. Wciąż więc poszukuję źródeł wzbogacania zasobu słów, a zwłaszcza związków frazeologicznych czy przysłów. Bardzo staram się używać języka różnorodnego, synonimów, potocznych powiedzonek, ale nie jestem w stanie ogarnąć wszystkiego.  Cyrk na kółkach pasuje nam idealnie, bo nie dość, że to skarbnica frazeologizmów, to jeszcze bardzo ciekawa. Żaden tam leksykon czy słownik ale zadania (tak zastępujemy przydługie określenie zabawy edukacyjne)! Czyli to, co moje dzieci uwielbiają. 


Łamigłówki, szukanie różnić, kolorwanie, łączenie punktów, a przede wszystkim kreowanie własnych prac, które nawiązują do przedstawianych zwrotów.


Od czasu pracy z tą książką dużo rzadziej kupujemy kota w worku, czasem chowamy się do mysiej dziury i bardzo często mamy wilczy apetyt. W przypadku Cyrku na kółkach nie ma co szukać dziury w całym, tutaj wszystko gra, a autorki mogą być dumne jak paw. 

Książka wydana jest w formie bloku, poszczególne karty z zadaniami można wyrywać i dzieci mogą pracować równocześnie.
Różnorodność zadań i łamigłówek, dobór przysłów oraz ilustracje - podoba nam się wszystko. Polecam z całego serca!

Monika Hałucha, Anita Graboś, Cyrk na kółkach czyli język polski na wesoło, Nasza Księgarnia 2016.

wtorek, 17 maja 2016

"Człowiek nietoperz" Jo Nesbø


Kolejne gorzkie rozczarowanie skandynawskim kryminałem. Może nie było tak źle, jak w przypadku Läckberg, ale do zachwytu mi daleko. Człowiek nietoperz stał u mnie na półce od lat, ciągle zwlekałam za zabranie się za lekturę nowego cyklu, odstraszała mała czcionka i zapewne konieczność zatopienia się w nowy świat? Dopiero Zacofany w Lekturze losowo zmusił mnie do zawarcia znajomości z panem Nesbø.

Nie będę straszczać książki, zresztą moim zdaniem w przypadku kryminału to kontraproduktywne, a i łatwe do wyguglowania. Skupię się na kilku punktach, które mnie u Nesbø rozczarowały.

1. Główny bohater.

Nie czuję go. Harry Hole jest dla mnie nieprzewidywalny, w sensie negatywnym. Zachowuje się impulsywnie, bezsensownie, niekonsekwentnie. Autor bardzo oszczędnie przedstawia jego przeszłość, tak że trudno znaleźć podkładkę do takich, a nie innych zachowań. Wraz z biegiem akcji, wiele staje się jasne, mimo to nie czuję na razie mięty do Hole'a, a i napiętrzenie traumatycznych przeżyć wydaje mi się być mało realistyczne.
Dobre są za to naturalistyczne sceny, w których bardzo szczegółowo opisany jest nałóg alkoholowy policjanta - picie, rzyganie, beznamiętny seks z dziwką, a także psychiczne rozdarcie - to najlepsze momenty książki.

2. Akcja.

Rozwlekła, pełna nic nie wnoszących dygresji, zagmatwana i nudna. Ciągle zastanawiałam się czemu niektóre opisy służą oraz kiedy wreszcie zacznie się akcja. Sama zagadka kryminalna ani mnie poruszyła, ani zaskoczyła. Mam wrażenie, że autor tak bardzo chciał ukazać tło społeczno-historyczne Australii, że przesadził. Jest tu półświatek, handlarze narkotyków, alfons i jego dziwki oraz problemy Aborygenów. Mogło być ciekawie ale zagadka kryminalna nie wtapia się w to tło, wątki nie splatają się dostatecznie, i w oczekiwanu na przyspieszenie akcji, walczyłam wiele razy z chęcią przekartkowania tych opisów.

3. Zakończenie.

Niby otwarte, ale jednak nie. Ckliwe powiedziałabym. Nie zachęca mnie do kontynuacji znajomości z Holem. Znajome głosy jednak podpowiadają, że warto więc nie wykluczam, że się jednak dam skusić. 

Podsumowując męczyłam się z tą książka dobre dwa tygodnie i nie spodziewałam się, że będzie aż tak bezpłciowa. Mam wielką nadzieję, że to prawda, że z każdym kolejnym tomem, Nesbø zwiększa formę.

Moja ocena: 3/6

Jo Nesbø, Der Fledermausmann, tł. Günther Frauenlob, 414 str., Ullstein 2009.