poniedziałek, 19 października 2026

"49 idzie pod młotek" Thomas Pynchon


Edypa, tak Edypa, Maas, pewnego dnia dostaje list. Niespodziewanie spada na nią karkołomne zadanie – m zarządzać masą spadkową byłego partnera, potentata finansowego na rynku nieruchomości. Chcąc, nie chcąc, podejmuje się zadania i wyrusza w podróż. Ta podróż zawiedzie ją w obszary całkowicie nieoczekiwane – będą znaczki, nazizm, obrazy, narkotyki, psychoza, teorie spiskowe i wiele, wiele więcej. Temu więcej jednak nie poświęciłam dostatecznej uwagi, co więcej zabrakło mi jej nawet na tematy pierwszoliniowe, bo okazało się, że słynny Pynchon, po którego dotąd nie sięgałam, to wyznawca postmodernizmu. 

Tymczasem, gdybym układała epoki literackie wedle mojego gustu, modernizm i postmodernizm znalazłyby się na szarym końcu. W tej powieści straciłam wątek dość szybko, moja próba podążania za narracją odniosłaby może sukces, gdybym się bardziej wysiliła, ale zwyczajnie nie miałam na to ochoty. Nawet liczne nawiązania i intertekstualność, które zawsze chętnie tropię, mnie nie zachęciły, do poświęcenia tej powieści większej uwagi. 

Thomas Pynchon wydaje się należeć do tych pisarzy, których albo się kocha, albo zupełnie nie rozumie. Ja niestety wpadam w tę drugą kategorię.

Moja ocena: 2/6

Thomas Pynchon, 49 idzie pod młotek, tł. Piotr Siemion, 192 str., Wydawnictwo ArtRage 2024.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz