Fikcyjna niewielka wioska na zachodzie Niemiec, w której w latach 30. mieszkają zwykli ludzie. Ci zwykli ludzie wyznają jednak różne religie, co bardzo szybko staje się powodem do prześladowań, wywołanych przez wszystkim znaną partię. Nasza wioska jest tak zaangażowana, tak przykładna, że bardzo szybko staje się wzorcowa i czysta rasowo.
Do tej samej wioski w latach 90. przybywają uchodźcy z Iranu, którzy muszą opuścić kraj z powodu dyktatury. Jedni się integrują, uczą języka, biorą udział w szkolnych świętach, zaprzyjaźniają z mieszkańcami, kupują dom. Inni tkwią w zawieszeniu, między Iranem, a Niemcami, bez motywacji do integracji, bez celu, w wiecznej tęsknocie. Bazyar wprowadza w swoją powieść ogromną liczbę bohaterów, bo oprócz dwóch irańskich rodzin, jest cała plejada mieszkańców wioski. Początkowo skupiamy się na Lore i Johannie, która jest Żydówką. Dziewczynki łączy głęboka przyjaźń – Johanna jednak znika, a Lore staje się zagorzałą nazistką. Oprócz nich są jednak liczni mężczyźni, Therese, która pracuje w żydowskim domu towarowym, spotkania grup nazistowskich, a potem, już po wojnie, dzieci, ich partnerzy itd. Niestety autorka nie dba o porządek w swojej powieści. Wiele postaci pojawia się i nagle znika, bez pociągnięcia wątku czy wyjaśnienia zasadności umieszczenia ich w fabule. Ciągłe przeskoki między płaszczyznami czasowymi i kilkoma rodzinami nie ułatwiają lektury, w pewien sposób rozumiem ten zabieg, który zapewne miał ukazać tytułowe luki, które powstały w społeczeństwie, ale nie jestem przekonana co do jego zasadności.
Bazyar pokazuje, jak rodzi się nazizm w zwyczajnym życiu. Jak można zacząć nienawidzić sąsiada, przyjaciółkę, współpracownika. Opisuje dynamikę grupy, małe kroki, które czynią z ludzi zwolenników dyktatury. Pokazuje, jak wygląda pamięć – jak można pominąć żydowski talerz w domu i swój udział – przecież całkiem nieistotny, w małej wiosce, bez szerszego zasięgu, łatwy do wyparcia. W kontraście Bazyar stawia pierwszych uchodźców i ich przyjęcie w tym samym miejscu. W tle przewijają się ataki na domy azylantów gdzieś daleko w Rostocku, w naszej wiosce uchodźcy natomiast biorą udział w przedszkolnym święcie i są zapraszani do domu, wspierani w zakupach i integracji. Przez potomków tych ludzi, którzy rzucali kamieniami w żydowskie okna. Ci sami potomkowie zaczynają też stawiać bardziej natarczywe pytania – dziadkowi czy babci.
Sama tematyka i założenie tej powieści są ciekawie, choć dziwi mnie, że w Niemczech nadal jest przestrzeń na rozmowę o nazistowskich zbrodniach. Zakładam, że to dyskusja dla nowych pokoleń, szczególnie tych z tłem migracyjnym. Powraca ona też w obliczu rosnącej siły partii skrajnie prawicowej. Ciekawa jest paralela uchodźcza, także podejście do tematu nazistowskiej przeszłości z perspektywy z zewnątrz. Niestety sposób wykonania, czyli kompozycja tej powieści mnie w ogóle nie przekonała. Ta książka w większej części jest po prostu nudna i zagmatwana. Zagmatwanie samo w sobie może mieć umocowanie w fabule i skłaniać do przemyśleń, ale w przypadku tej powieści skłaniało mnie głównie do chęci porzucenia tej lektury.
Moja ocena: 3/6
Shida Bazyar, Die Lücken, 512 str., Kiepenheuer & Witsch 2026.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz