Kto czyta Louisa, ma poczucie, że zna jego pochodzenie i rodzinę. Jego proza zasadza się bowiem na opisywaniu kolejnych członków rodziny. Matka wprawdzie już była, dostaje jednak drugą książkę. Otóż matka, ta matka, która wyrwała się z prowincji, z dwóch przemocowych małżeństw, która rozpoczęła w Paryżu nowe życie, dzwoni do Édourda. Dzwoni, bo nowy partner ją maltretuje, wyzywa, poniża. Ale Édouard jest w Atenach, na rezydencji pisarskiej, nie może przylecieć do Paryża. Na odległość organizuje pomoc, zamawia taksówkę, lokuję matkę w swoim mieszkaniu, nalega na zabranie rzeczy z mieszkania partnera, prosi o pomoc przyjaciela.
Louis całkowicie poświęca się misji umieszczenia matki we własnym miejscu, gdzie znajdzie spokój i wytchnienie. W jej pierwszym własnym miejscu. Gdy pisze o kolejnych krokach, o szukaniu mieszkania w mieście na północy Francji, gdzie mieszka jego siostra, o organizowaniu transportu, o wyprawie do mieszkania partnera, by zabrać jej rzeczy, ciągle myśli o swojej motywacji, o pragnieniu zapewnienia matce nigdy nie zaznanego spokoju.
To wprawdzie opowieść o Monique, która przechodzi kolejną metamorfozę, która w wieku średnim po raz pierwszy czuje niezależność, ale i to, że jest dla kogoś ważna, ale to też opowieść o bezpieczeństwie finansowym i o synu. Tym synu, który musi zmierzyć się ze swoim dzieciństwem i przeszłością matki i uwolnić ją na zawsze z kręgu złych partnerów i przemocy.
W pisaniu Louisa jest coś takiego, co mnie przyciąga i nie puszcza. Kupuję jego szczerość, to, jak pokazuje ewolucję swoich przemyśleń i opisuje swoją rodzinę.
Moja ocena: 5/6
Édouard Louis, Monique ucieka, tł. Joanna Polachowska, 112 str., Wydawnictwo Pauza 2026.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz