piątek, 31 października 2008

Wyjeżdżam

Zawiadamiam, iż wyjeżdżam - biorę ze sobą kilka książek, ale mogę nie mieć zbyt dużo czasu na czytanie:)

"Straż nocna" Terry Pratchett

Pratchetta czytam namiętnie od wielu lat. Za co go cenię? Nie będę oryginalna: za pomysły, za dwocip językowy, za liczne odniesienia do literatury czy współczesności, za parafrazy i za to, że ma tak świetnego tłumacza:) "Straż nocna" jednak nie zachwyciła mnie. Odbieram tę pozycję jako jedną ze słabyszch w cyklu Świata Dysku. Sam Vimes goniąc groźnego przestępcę w okolicach Uniwersytetu Magicznego wpada w inny czas. Ląduję kilkadziesiąt lat wstecz w Ankh-Morpork, w którym zawodu policjanta uczy się młody Sam i w którym nastały rewolucyjne czasy. Przestępca ląduje tam wraz z nim. Spotykamy kilku znanych nam bohaterów, którzy jednak są sporo młodsi. Ta książka to oczywiście ilustracja działania duchów rewolucyjnych i przewrotów państwowych - jak to u Pratchetta bywa, bardzo prześmiewcza. Mnie jednak lektura nie wciągnęła tak, jak zawyczaj. Nie szkodzi, kolejne dwa tomy już czekają na półce:)

Terry Pratchett, Straż nocna, tł. Piotr W. Cholewa, 336 str., Prószyński i S-ka 2008

wtorek, 28 października 2008

Podsumowanie wyzwania

Kilka dni temu skończyłam czytać ostatnią wyzwaniową książkę. Czas na podsumowanie.
Zaplanowałam następujące lektury:

BERLIN Christopher Isherwood "Pan Norris się przesiada"

BOMBAJ Salman Rushdie "Ostatnie westchnienie Maura"

KABUL Khaled Hosseini "Chłopiec z latawcem"

LIZBONA: Antonio Molina Munoz "Zima w Lizbonie"

BERLIN Erica Fischer "Aimee i Jaguar"

MOSKWA Michaił Bułhakow "Mistrz i Małgorzata"

OSLO Per Petterson "In the wake"

Wszystkie powyższe przeczytałam, dodatkowo sięgając po 3 kolejne książki:

KABUL Khaled Hosseini "Thousand splendid suns"

WIEDEŃ Radek Knapp "Lekcje pana Kuki"

BERLIN Sven Regener "Pan Lehmann".

Mój bilans nie jest jednoznacznie pozytywny, gdyż sporo książek mnie rozczarowało. Przede wszystkim Rushdie, czego dotąd nie mogę przeboleć. Nie wykluczam, że kiedyś sięgnę po inną pozycję tego autora. Nie zachwycił mnie również Per Petterson ani Sven Regener. Nie porwała mnie także proza Moliny Munoza. Najbardziej podobała mi się chyba druga książka Hosseiniego oraz lekka powieść Knappa. Mimo to nie żałuję, że wzięłam udział w wyzwaniu - poznałam kilku nowych pisarzy, wiele nowych autorów, głównie dzięki recenzjom innych uczestników. Myślę, że wyzwanie będzie dla mnie stanowić inspirację czytelniczą jeszcze przed długi czas. Chciałabym odwiedzić jeszcze wiele, nieznanych mi miast. Dzięki wyzwaniu zaprzyjaźniłam się również z biblioteką:) Jest tylko jeden minus, opuściłam się w czytaniu książek z mojego stosu.
Padmo, dziękuję za organizację, współuczestniczkom dziękuję za recenzje i komentarze. Mam nadzieję, że na kolejne wyzwanie zostanie wybrana moja propozycja:)

sobota, 25 października 2008

"Poisson d'or" J.M.G. Le Clézio

Gdy zobaczyłam w księgarni przecenioną ksążkę Le Clézio, od razu ja kupiłam - koniecznie chciałam poznać tego zupełnie mi nieznanego Noblistę. Zaczęłam czytać wczoraj późnym wieczorem i nie mogłam się oderwać. Powieść kompletnie mnie wciągnęła.
Autor opowiada historię afrykańskiej dziewczynki, która w wieku około sześciu lat zostaje ukradziona. Wrzucona do worka i wywieziona z rodzinnych stron. Dziewczynka nie pamięta domu, rodziców ani własnego imienia. Gdy zostaje kupiona przez Lallę Asamę, starszą panią, otrzymuje imię Laila. Jej opiekunka staje się dla niej babcią, Laila kocha ją i nie opuszcza jej ani na krok. Pewnego dnia jednak Lalla Asama umiera i dziewczynka wpada w ręce nieprzyjaźnie do niej nastawionej synowej. Laila ucieka z domu synowej i tuła się od jednego miejsca do drugiego: nie znając świata ani norm w nim panujących naiwnie ufa życzliwym jej osobom. Wiele miesięcy spędza wśród prostytutek, które traktują ją jak maskotkę, później mieszka z dwoma z nich w małej chatce na drugim brzeu rzeki, aż w końcu nielegalnie wyjeżdża do Francji. W Paryżu poznaje wielu nielegalnych imigrantów z różnych zakątków świata. Laila nie potrafi sama sterować swoim życiem, przechodzi z rąk do rąk, zaczepia się tam, gdzie spotka życzliwą jej osobę. Często jest wykorzystywana psychicznie, a także seksualnie. Sama czuje się uwięziona w sieci, jak ryba. Pragnie się z niej uwolnić, ale wciąż zależna jest od innych osób - legalnie przebywających we Francji, dających jej pracę, jedzenie, umożliwiających jej naukę. Brak korzeni, brak znajomości rodziców, miejsca, gdzie się urodziła wciąż daje jej poczucie zawieszenia, braku przynależności, samotności, dezorientacji. Ukojenie znajduje tylko w muzyce, która pozwala jej zapomnieć o otaczającym ją świecie i umożliwia spojrzenie wgłąb siebie, zatopienie się we własnym jestestwie.
Autor opisuje również emigrantów z Antyli, Cyganów, którzy przybli z Rumunii, indiańskich i meksykańskich emigrantów w USA. Potrafi wskazać różnice między nimi, podkreślając jednak podobieństwo ich losów.
Tematyka poruszana przez Le Clézio bardzo mnie interesuje i skłania do przemyśleń nad tożsamością, losami emigrantów, sposobem ich integracji w nowej ojczyźnie. Czytając tę powieść dopiero uświadomiłam sobie jak istotna jest świadomość własnych korzeni. Zachwycona jestem stylem autora. Na pozór niezbyt spektakularne zdania wciągają, poruszają, pozwalają bardzo plastycznie wyobrazić sobie ulice Rabatu czy Paryża. Le Clézio nie skąpi opisów, nie pozostawiając równocześnie u czytelnika poczucia dłużyzn. Z ogromną fascynacją pochłaniałam kolejną linijkę książki, pędząc ku końcowi tej w sumie dość krótkiej powieści. Jestem zachwycona tą książką i w poniedziałek popędzę do księgarni sprawdzić czy druga przeceniona pozycja tego autora jeszcze tam jest:)

Jean-Marie Gustave Le Clézio, Fisch aus Gold, tł. Uli Wittmann, 254 str., Kiepenheuer & Witsch Köln 2003

piątek, 24 października 2008

"Englar alheimsins" Einar Már Guðmundsson

Wróciłam do literatury islandzkiej i sięgnęłam po powieść Einara Mára. To moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Muszę przyznać, iż bardzo poetyckie. To powieść z wątkami autobiograficznymi, poświęcona bratowi pisarza, który był psychicznie chory. Główny bohater książki, Páll opowiada historię swojego życia. Dzieciństwo spędza w jednej z dzielnic Reykjavíku, gdzie jego rodzina miszka w suterenie. W zabawach Pálla i jego kolegów sporą rolę odgrywa zakład dla osób psychicznie chorych Kleppur. Chłopiec nie podejrzewa, że kiedyś się w nim znajdzie. Jego ścieżka do choroby rozpoczyna się w liceum wraz z uporczymi bólami głowy. Páll rozpoczyna studia w akademii sztuk pięknych i nieuchronnie zbliża się do Kleppur, identyfikując się z Gauguinem i Van Goghiem. Chory opowiada o swoich uczuciach, opisuje innych pacjentów oraz próby podjęcia nowego życia, wśród zdrowych osób. Guðmundsson przelata fragmenty bardzo poetyckie z krótkimi zdaniami, opisującymi życie bohatera. Autor stawia wiele pytań, szuka granicy między normalnością i szaleństwem, próbuje pokazać czytelnikowi jak jest cienka. Równocześnie opisuje stolicę Islandii, jej ulice i dzielnice oraz ich mieszkańców. To ciekawa lektura skłaniająca czytelnika do dalszych rozważań.

Einar Már Guðmundsson, Engel des Universums, tł. Angelika Gundlach, 222 str., btb Berlin 2000

czwartek, 23 października 2008

"Upiory spacerują nad Wartą" Ryszard Ćwirlej


Pochorowałam się - leżę w łóżku i na zmianę śpię i czytam. Dziś połknęłam powyższą pozycję.
To polski kryminał, którego akcja dzieje się w Poznaniu w połowie lat osiemdziesiątych. Poznański pener przypadkiem odnajduje nad Wartą ciało kobiety z odrąbaną głową. Równocześnie szyper jednej z barek znajduje w wodzie głowę kobiety, która jednak nie pasuje do wcześniej znalezionego ciała. Dochodzenie prowadzą milicjanci z komendy wojewódzkiej.
Ale to nie tylko kryminał. To ilustracja polskiego świata lat osiemdziesiątych z kartkami, cinkciarzami, z etykietami zastępczymi na oranżadzie, pustymi sklepami, peweksami i załatwianiem wszystkiego na lewo. Ćwirlej bardzo wiernie opisuje ówczesne realia, nie skąpiąc detali, często wyjaśniając niektóre fakty czytelnikowi. Ten zabieg odbierałam jak zamierzony ukłon w kierunku młodych czytelników, nie pamiętających tamtych czasów, mnie raczej irytujący, bo przebrzmiewający tonem jak z podręcznika historii.

"Milicjant podał mu zapalniczkę, reklamówkę Marlboro, zachodnią jednorazówkę z dorobionym zaworkiem do ponownego napełniania. Takie zapalniczki w NRF-ie rozdawano za darmo. U nas były dobrem szczególnie pożądanym. Na bazarach kupowało się je za kilkadziesiąt złotych, w zależności od atrtakcyjności nadruku."

Użycie czasu przeszłego i zaimka "nas" najbardziej mnie w tych fragmentach denerwowało. Odnosiłam wrażenie jakby autor dystansował się od swojej książki. Chętnie jednak przymknęłam na to oko wspominając audycje radiowe, muzykę, wygląd mieszkań i stroje tamtych czasów. Ćwirlej zadbał o każdy szczegół, co wprowadziło mnie w niemal melancholijny nastrój i przypomniało mi niebieskie zeszyty z kryminałami oraz książki Joe Alexa. Czy ktoś je jeszcze pamięta? Przypomniały mi się młynki do kawy, syfony, prohibicja do 13:00.... A propos prohibicji, bohaterowie powieści ciągle piją - piwo, wino, a przede wszystkim wódkę. Przera żające ilości alkoholu płyną na stronach powieści. Zastanawiam się czy tak naprawdę było? Ja tego nie pamiętam, ale też nie miałam kontaktów ze środowiskami milicyjnymi.
A samo śledztwo? Też ciekawe, czasem bardziej przewidywalne, ale mnie akurat trzymało w napięciu. Gdy w końcu dowiedziałam się, kto jest mordercą, zauważyłam wiele zabiegów Ćwirleja, które wcześniej nie rzuciły mi się w oczy. Moge sobie wyobrazić, że wytrawni czytelnicy kryminałów wcześniej niż ja odkryją zabójcę.
Warto jeszcze wspomnieć Poznań - Ćwirlej szczegółowo opisuje budynki i ulice używając poznańskiej gwary. Myślę, że dla osób znających Poznań to dodatkowy atut książki.
Ciekawa jestem jak rozwine się pisarstwo Ćwirleja.

Ryszard Ćwirlej, Upiory spacerują nad Wartą, 281 str., Replika, Zakrzewo 2007

"Mistrz i Małgorzata" Michaił Bułhakow

To moja ostatnia wyznaniowa lektura. Tę książkę czytałam już w liceum, wiele lat temu i postanowiłam odświeżyć lekturę. Poza mglistym wspomnieniem szatana i kota nie pamiętałam z lektury nic. Zupełnie nic. Sądziłam, że podczas czytania nadejdzie olśnienie, ale nie. Nadal pustka. Wiedziałam tylko, iż wtedy powieść bardzo mi się podobała.
Bułhakow splata w swojej książce kilka wątków. Do Moskwy lat trzydziestych ubiegłego wieku zawitał szatan wraz ze swoją świtą. Jako Voland, mistrz czarnej magii, sieje zamęt w całym mieście, a głównie w jego literackim i kulturalnym światku. Kulminacją jego działań jest występ w moskiewskim Variete. Równocześnie wplata Bułhakow swoją wersję ostatniego dnia Jezusa, napisaną z perspektywy Piłata. Powieść taką napisał tytułowy Mistrz, ukochany Małgorzaty. Szatan zawitał w Moskwie by wydać tradycyjny bal, odbywający się zawsze w noc pełni, 14 nisan. Królową balu zostaje zawsze kobieta o imieniu Małgorzata, która w zamian może prosić szatana o spełnienie jej życzenia. Małgorzata prosi o odnalezienie jej ukochanego Mistrza.
Bardzo dobrze czytało mi się tą powieść - piękny język, błyskotliwe opisy, bogactwo charakterów i nietypowa tematyka z pewnością wciągają. Jednak znów mam pewien niedosyt. Zabrakło mi zachwytu absolutnego, słabo przemawia do mnie symbolika powieści, z pewnością bogata. Nie brak tu satyry ówczesnego społeczeństwa sowieckiego, nie brak mistyki, wielu odniesień literackich a nawet wątku kryminalnego - to praktycznie kopalnia znaczeń, symboli i smaczków. Ja jakoś nie odczuwałam ochoty na odkyrwanie ich wszystkich, ale z miłą chęcią przeczytałabym dobrą interpretację powieści Bułhakowa. Przekonana jestem, że nie odkryłam nawet połowy z nich. Mimo to zadowolona jestem, że jeszcze raz (co mi się rzadko zdarza) sięgnęłam po tę książkę.
P.S. Trafiłam na ciekawą stronkę o tej powieści.

Michail Bulgakow, Der Meister und Margarita, tł. Thomas Reschke, 503 str., Deutscher Taschenbuch Verlag 2001.

"Die Juden" Gotthold Ephraim Lessing

Bardzo lubię dramaty Lessinga, jednak nie czytałam jeszcze wszystkich. "Die Juden" wybrałam, jak to zazwyczaj u mnie z dramtami bywa, ze względu na planowane wyjście do teatru. To króciutki dramat opisujący napaść zbójecką na barona. Baron zostaje uratowany z rąk zbójców przez przypadkowo przejeżdżającego podróżnego. Ocalony baron jest tak wdzięczny swemu wybawcy, że zaprasza go do spędzenia kilku dni w jego domu. Podróżny spotyka tam wójta, który będąc jednym ze zbójów, wypytuje gościa o okoliczności uratowania barona, sugerując, iż sprawcami napadu byli Żydzi. Wszyscy bohaterowie dramatu są pełni uprzedzeń i wręcz nienawiści wobec Żydów właśnie. Nie trudno się domyśleć, że nieznany podróżny właśnie jest Żydem. Lessing pozwala podróżnemu rozwiązać zagadkę napadu i zdemaskować wójta i jego kompana, a w końcu ujawnić swoje pochodzenie, ku zdumieniu i zawstydzeniu pozostałych. Ta krótka sztuka nie dosięga kunsztu innych, późniejszych dramatów i komedii Lessinga, ale jej tematyka wciąż jest bardzo aktualna. Zdumiewającym wręcz jest, że przez tyle wieków nie zmieniły się poglądy wielu ludzi. Dziś zobaczyłam inscenizację tej sztuki w Berliner Ensamble, którą niebawem opiszę tu.

Gotthold Ephraim Lessing, Dramen, tu: Die Juden, 38 str., insel taschenbuch 1984.

sobota, 18 października 2008

Zwyczaje czytelnicze - podaję pałeczkę

Myślę, że fajnie byłoby przenieść na polskie blogi miły zwyczaj, który panuje na niemieckich blogach literackich. Pierwsza osoba zadaje kilka pytań lub wymyśla zadanie, odpowiada na nie i przekazuje pałeczkę wybranym blogowiczom.

1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
Czytam praktycznie ciągle i zawsze. Zaczynam od razu przy śniadaniu kilkoma stronniczkami. W ciągu dnia czasu nie mam, ale czasem uda się mi przeczytać choć kilka stron. Niestety odkąd pracuję czas na czytanie przesunął się na wieczór. Niestety nie korzystam z komunikacji miejskiej, która dla mnie jest idelanym miejscem do czytania. Czasem uda mi się trochę poczytać, gdy bawię się z córką. Książka strategicznie ułożona obok, otwarta na odpowiedniej stronie:) Gdyby nie istniały komputery, czytałabym pewnie całe wieczory, a tak zostaje mi tylko chwila przed zaśnięciem. Zdecydowanie najbardziej owocne są wizyty u lekarza - wtedy mogę czytać bez wyrzutów sumienia:)

2. Gdzie czytasz?
Najczęściej w łóżku, czasem w wannie, na podłodze - praktycznie mogę czytać wszędzie.

3. Jeśli czytasz (na leżąco) w łóżku, to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?
Najczęsciej czytam na półleżąco, podparta poduchami, ale też bywa na brzuchu. Zdarzało mi się już czytać leżąc na brzuchu, gdy książka leżała na podłodze.

4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?
Beletrystykę, klasykę, sprawozdania z podróży, kryminały, fantasy, powieści historyczne - niemal wszystko.

5. Jaką książkę ostatni kupiłaś/-eś?
Kupiłam dwie - "Pana Lehmann" Svena Regenera oraz "Das Buch der Toten" Jonathana Kellermana.

6. Co czytałaś/-eś ostatnio?
"Tausend strahlende Sonnen" Khaleda Hosseini

7. Co czytasz aktualnie?
"Mistrza i Małgorzatę" Bułhakowa.

8. Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?
Zakładek, li tylko. Ostatnio sporo dostałam, używam też zakładek dodawanych do książek.

9. Co sądzisz o książkach do słuchania?
Niewiele. Nigdy z nich nie korzystałam ale mocno podejrzewam, że by mnie nie zachwyciły. Na pewno byłyby ciekawą alternatywą do samochodu, bo mam już alergię na reklamy w radio.

10. Co sądzisz o ebookach?
Również niewiele. Nie wyobraźam sobie porzucenia książek na ich rzecz. Warto by przemyśleć tę opcję w ramach wyjazdu, gdy nie ma miejsca na zabranie wielu książek. Nie sądzę jednak, że sprawiałoby mi przyjemność czytanie książek na ekranie.

Pałeczkę przekazuję Zosikowi oraz prowincjonalnej nauczycielce, przejmiecie?:)

poniedziałek, 13 października 2008

Uwe Tellkamp otrzymał Deutscher Buchpreis

Niemiecką nagrodę Deutscher Buchpreis otrzymał Uwe Tellkamp za swoją powieść "Der Turm", opowiadającą o mieszkańcach Drezna i ich mniejszym lub większym dopasowaniu do systemu późnego NRD. Informacje o finalistach po angielsku można znaleźć tu.

czwartek, 9 października 2008

"Tysiąc wspaniałych słońc" Khaled Hosseini

Khaled Hosseini dostał u mnie, po rozczarowaniu "Chłopcem z latawcem" kolejną szansę. Głównie z tego powodu, iż akurat koleżanka miała tę książkę i mi ją pożyczyła. I za to jestem jej wdzięczna, bo ta pozycja podobała mi się znacznie bardziej. To właściwie lekka, mimo poważnej tematyki, lektura - książkę przeczytałam we dwa wieczory, głównie usypiając córkę. Tym razem chyba powinnam być jej wdzięczna, bo mogłam bez wyrzutów sumienia czytać i czytać.
Hosseini znów zabiera nas do Afganistanu, opowiadając życie dwóch kobiet. Pierwsza z nich, Mariam, jest dzieckiem z nieprawego łoża, co praktycznie piętnuje ją na całe życie. Jej matka jest pełna goryczy, której jednak nie udaje się jej przelać na córkę, kochającą bezwarunkowo swojego ojca. Nie chcę jednak zdradzić zbyt wiele z fabuły powieści. Gdy Mariam jest już mężatką od lat mieszkającą w Kabulu, "poznaje" w bardzo nietypowych okolicznościach Lailę, z którą ostrożnie się zaprzyjaźnia.
Hosseini bardzo barwnie, wartko i z dbałością o szczegół opisuje losy kobiet, ich codzienne życie, przemyślenia i obserwacje. Nie są to łatwe losy, pełno w nich przemocy, sponiewierania i pokory. Wiele miejsca autor poświęca szkicowaniu sytuacji politycznej w Afganistanie. Począwszy od monarchii, poprzez wkroczenie Rosjan, a skończywszy na wojnie domowej i panowaniu Talibów. Hosseini skrupulatnie opisuje poszczególne narody, żyjące w Afganistanie, przemiany polityczne oraz stosunek Afgańczyków do aktualnego rządu. Dla mnie to jeden z ciekawszych aspektów powieści, gdyż mimo ciągłej bytności tego kraju w mediach, brak mi podstaw afgańskiej historii. Sporo tej w powieści opisów Kabulu - miasta pełnego zapachów i ludzi, miasta pulsującego życiem, które powoli zamieniane jest w ruinę.
Trudno mi nazwać tę książkę literaturą wysokich losów - Hosseini jest dobrym rzemieślnikiem, wie jak napisać chwytliwą książkę, ale nie oceniam tego faktu negatywnie. Przeczytałam lub próbowałam ostatnio przeczytać książki z innej półki i wcale nie sprawiło mi to przyjemności, a Salman Rushdie wręcz mnie sfrustrował. Miałam ogromną ochotę na książkę, którą lekko się czyta i taką dostałam. W pierwszej powieści Hosseiniego nie podobały mi się "hollywoodzkie" triki oraz nagromadzenie nieszczęśliwych wydarzeń. Tutaj fabuła skontruowana jest tak, że przypadki, mające wpływ na losy bohaterów, nie rażą, są bardziej wiarygodne. Kilka razy natknęłam się znów na zdania w stylu: Złożyła podpis. Kolejny miała złożyć za 27 lat. Bardzo nie lubię takiego sugerowania czytelnikowi losów - odbieram je jako sztuczne budowanie napięcia. To właśnie raziło mnie w "Chłopcu z latawcem". Tutaj tych sformułowań było wyraźnie mniej. Zastanawiałam się czy Hosseini dojrzał pisarsko, czy może tematyka powieści jest dla mnie ciekawsza, czy może zadecydowały mniejsze oczekiwania z mojej strony? Tak, czy inaczej, książkę polecam, choćby tylko ze względów poznawczych.

Khaled Hosseini, Tausend strahlende Sonnen, tł. Michael Windgassen, 382 str., Bloomsbury Berlin 2007, ISBN 978-3-8270-0671-4

Jean-Marie Gustave Le Clézio otrzymał literacką Nagrodę Nobla

Muszę przyznać po raz pierwszy słyszę to nazwisko. Również ze zdumieniem przeczytałam, że to dopiero trzeci literacki Nobel dla Francji. Poprzednie otrzymali Gao Xingjian w 2000 r. oraz Claude Simon w 1985 roku. Na język polski zostały dotychczas przetłumaczone trzy książki świeżego Noblisty: "Protokół", "Pustynia" oraz "Onitsza". Postaram się w najbliższym czasie zapoznać z twórczościa Le Clézio.
Dziękuję Anonimowi za słuszną uwagę, iż noblistów francuskich było więcej - oczywiście! Niepotrzebnie dałam się zwieść angielskiej Wikipedii. Uzupełniam więc jeszcze o te nazwiska: Frédéric Mistral (1904), Romain Rolland (1915), Anatole France (1921), Henri Bergson (1927), Roger Martin du Gard (1927), André Gide (1947), François Mauriac (1952), Albert Camus (1957), Saint-John Perse (1960), Jean-Paul Sartre (1964), Claude Simon (1985), Gao Xingjian (2000).

niedziela, 5 października 2008

"Zima w Lizbonie" Antonio Munoz Molina

Narrator powieści spotyka w Mardycie w jednej z knajpek dawnego znajomego - Santiago Biralbo - pianistę jazzowego. Boralbo gra w podrzędnym lokalu poz zmienionym nazwiskiem. W ciągu wielu, zakraianych bourbonem nocy, Biralbo opowiada swoją historię. Te morczne zwierzenia obracają sie wokół jego miłości do Lucrecii. Miłości praktycznie bez wyjścia, gdyż Lucrecia była mężatką. Jej mąż to podejrzany typ interesujący się sztuką i chorobliwie zazdrosny. Podczas wielu nocy narrator dowiaduje się dlaczego Biralbo zmienił nazwisko, czemu się ukrywa, czemu stale ma przy sobie broń i podejrzliwie spogląda przez okno. Opowieść pianisty przesiąknięta jest mroczną atmosferą, czytelnik wręcz słyszy muzykę. Oczywiście jest to jazz, a zwłascza kawałki napisane przez Biralbo "Lisboa" i "Burma". Wiele stron zajmują opisy atmosfery, nastrojów, muzyki, uczuć - akcja wtedy toczy się niespiesznie, ustępując miejsca melancholii. Skąd jednak w tytule Lizobna, skoro akcja toczy się głównie w San Sebastian i Madrycie? Lizoba to miasto marzeń Lucercii, to miejsce, które wręcz symbolizuje miłość jej i Biralbo. Do samej Lizobny dotrzemy jednak dopiero na 166 stronie książki. To zimowe, melancholijne miasto. Fizycznie nie odgrywa wielkiej roli, ważniejszy jest wyżej wspomniany utwór Biralbo właśnie tak zatytułowany. Narrator słucha go wiele, wiele razy. Książkę przeczytałam dość szybko, ale nie mogę powiedzieć, żeby mnie zachwyciła. To z pewnością wyśmienita powieść, bardzo poetycka, z własnym, niepowtarzalnym klimatem. Mnie jedak do końca nie ujęła.

Antonio Munoz Molina, Der Winter in Lissabon, tł. Heidrun Adler, rowohlt, 280 str., ISBN 3-498-04330-7

poniedziałek, 29 września 2008

"Wieczór Trzech Króli" William Shakespeare

Shakespeare napisał tą sztukę - komedię pomyłek. ok. 1600 roku. Jej akcja toczy się w krainie zwanej Illyrią. Na początku rozbija się statek, rodzeństwo: Viola i Sebastian ratują się, jednak traca ze sobą kontakt i oboje sądzą, że zginęli w morskich toniach. Viola przebiera się za mężczyznę i rozpoczyna służbę na dworze księcia Orsino. Książę kocha damę Olivię, Olivia zakochuje się w Cesario - chłopcu, za którego podaje się Viola. Viola zaś zakochuje się w księciu. Gdy do bohaterów dołącza Sebastian, chaos jest murowany.
Trudno czytało mi się tę sztukę - Shakespeare gra słowami, zwodzi czytelnika, nie stroni od dygresji. Czytałam wydanie dwujęzyczne i ciągle byłam pełna podziwu dla tłumacza. Podsumowując muszę przyznać, że nie zachwyciła mnie ta sztuka, ale wogóle nie jestem fanką dramatu szekspirowskiego. Bardzo jestem ciekawa, co zrobił z nią Michael Thalheimer. Do teatru wybieram się 27 października.

William Shakespeare, Was ihr wollt, dtv klassik, 197 str., ISBN 3-423-02369-4

niedziela, 28 września 2008

"Czarownice z Salem" Arthur Miller

W 1953 roku Arthur Miller opisał wydarzenia z Salem, które miały miejsce w końcu XVII wieku. Grupa dziewcząt wraz z niewolnicą z Barbados, Titubą, tańczy nago w lesie, na czym złapał ich pastor Samuel Parris. Po tych wydarzeniach dwie z nich są chore. Ich choroby nie da się wyjaśnić w sposób naturalny, co sugeruje działanie sił nadprzyrodzonych czyli diabła. Do miasteczka zostaje wezwany egzorcysta pastor Hale. Dziewczęta ogarnięte paniką oskarżają o kontakty z diabłem mieszkańców miasteczka. Dochodzi do rozprawy na sali sądowej, gdzie zostaje oskarżona większość szanowanych obywatelek miasta. Ogromną rolę odgrywa chęć zachowanie autorytetu przez pastora Parrisa oraz sędziego Danfortha. Obaj z nich w pewnym momencie rozpoznają, że wierząc dziewczętom popełniają błąd. Obu z nim jednak osobiste przyczyny nie pozwalają się do tego przyznać. Pastor Parris nie chce stracić ciężko wypracowanego w miasteczku autorytetu, a sędzia dalej brnie w oskarżeniach niewinnych mieszkańców, by nie uznać wcześniej popełnionych przez siebie błędów.
Dramat Millera faktycznie mi się podobał, treść, kontrukcja postaci, język. Czytałam z zapartym tchem, bez poczucia czytania lektury szkolnej. Czytać skończyłam w piątek i w ten sam dzień byłam w teatrze, wrażenie ze sztuki zaraz opiszę tu.

Arthur Miller, Hexenjagd; 120 str., Fischer Taschenbuch Verlag, ISBN 3-596-27108-8

środa, 24 września 2008

"Pozwól, że Ci opowiem" Jorge Bucay

Jorge Bucay to argentyński psychiatra i psychoterapeuta, pracujący techniką Gestalt. Terapia Gestalt ma na celu pomoc pacjentowi w ponownym odkryciu mechanizmów, których używał do kontroli swojej świadomości, a poprzez to osiągnięcie stopnia integracji, który ułatwi własny rozwój. Doświadczenia zebrane podczas swojej pracy Bucay zebrał w kilku pozycjach.

"Pozwól, że Ci opowiem... bajki, kóre nauczyły mnie jak żyć" to powieść opisująca spotkania terapuety z Demiánem. To młody mężczyzna, mający problemy z własną osobowością, który przeszedł już kilka terapii i w końcu trafia na Jorge. Jorge jest terapeutą nietypowym i Demián często zakłopotany jest jego zachowaniem. Sposób prowadzenia przez niego terapii jednak najwyraźniej mu pomaga, więc w każdym rozdziale poznajemy nowe rozterki pacjenta. Na czym polega terapia Jorge? Nie prowadzi on długich rozmów, lecz opowiada bajki. Bajki krótkie, ale mądre, dające do myślenia. Niektóre z nich przypominały mi spirytualne bajki Anthony de Mello. Każda z tych opowiastek może być przyczynkiem do własnych rozważań. Najlepiej byłoby czytać tę książkę powoli, by dać sobie czas na rozmyślania. Ja nie byłam tak cierpliwa i połknęłam ją w dwa wieczory, pewna jednak jestem, że do bajek Jorge wrócę.

Jorge Bucay, Pozwól, że Ci opowiem... bajki, które nauczyły mnie jak żyć; 227 str., Wydawnictwo Replika, ISBN 83-917361-9-9

niedziela, 21 września 2008

"Ostatnie westchnienie Maura" Salman Rushdie

Bardzo się cieszyłam na spotkanie z Salmanem Rushdie. Podskórnie czułam, że to będzie to, że to autor na jakiego od dawna czekałam. Pozytywne recenzje tej książki dodatkowo mnie zachęciły. Nastawiłam się na długa przygodę z tym autorem. Czytam "Ostatnie westchnienie Maura" od 12 dni i jestem na stronie 130. Dwa dni temu pierwszy raz pojawiła się myśl o porzuceniu lektury. Postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę, bo sądziłam, że zbyt mało czasu poświęcam lekturze, że nastrój nie ten, że zbyt często przerywam lekturę itd. Ale nie mogę się do niej zabrać, odrzuca mnie wręcz. Czytam czasopisma, przeglądam inne książki, ale Rushdiego w ręce wziąć nie mogę. Czuję wręcz ulgę, że podjęłam taką deczyję. Co mnie odrzuca? Sama nie wiem. Rushdie opisuje historię osiadłej w Indiach rodziny da Gama. Historia pełna niespotykanych wydarzeń, barwnych charakterów i ciekawostek. Styl Rushdiego jest nietypowy, kwiecisty wrecz, pełen historyjek, dygresji, spostrzeżeń. Czyli wszystko gra. Do tego jestem zupełnie świadoma, że to naprawdę świetna literatura. Aż wstyd się przyznać, że dla mnie nie do przejścia. Co gorsze nie potrafię uzasadnić dlaczego. To już moja siódma wyznaniowa książka i jak dotąd nie trafiłam na powieść, która by mnie zachwyciła. Pecha mam:(

środa, 17 września 2008

Ogłoszono nominacje do Deutscher Buchpreis 2008

Quelle: deutscher-buchpreis.de

Dziś ogłoszono nominacje do najbardziej prestiżowej niemieckiej nagrody, Deutscher Buchpreis. Finalistów jest sześciu, zwycięzca zostanie ogłoszony 13 października na otwarciu Targów Książki we Frankfurcie. Oto finaliści:


Dietmar Dath "Die Abschaffung der Arten"
W miejscu, gdzie kiedyś była Europa istnieją tylko trzy miasta, w postaci labiryntu. Świat należy do zwierząt. Lew Cyrus, kieruje światem, istnieją teologowie i dyplomaci. Gdy cywilizacji grozi nieznany przeciwnik, lew wysyła dyplomatę wilka w miejsce, gdzie niegdyś była Ameryka Północna. W drodze snuje on rozważania o polityce, wojnie, zagładzie.


Sherko Fatah "Das dunkle Schiff"
Młody Irakijczyk, który uwikłany został wśród religijnych wojowników, ucieka do Niemiec, gdzie pragnie zmienić swoje życie. Powieść o ekstremizmie i jego postaciach w róznych społeczeństwach.


Iris Hanika "Treffen sich zwei"
Powieść o miłości, która spada na ludzi nagle. To powieść o Kreuzbergu, o namiętności i strachu, o seksie i pracy. Autorka wplata teksty piosenek oraz porady, używając lekkiego, dowcipnego języka.


Rolf Lappert "Nach Hause schwimmen"
Wilbur ma 1,50 wzrostu i niezbyt łatwe życie - jego irlandzka matka zmarła przy porodzie, szwedzki ojciec uciekł, a jego pierwszy dom to inkubator. Dopiero gdy dziadkowie zabierają go ze Szwajcarii do Irlandii poznaje co to dom. Wilbur wciąż jednak nie ma szczęscia. To pełna komizmu powieść o dorastaniu chłopca, wątpiącego w świat.


Ingo Schulze "Adam und Evelyn"
Kobiety kochają Adama, który szyje im piękne stroje. Adam kocha piękne koniety i Evelyn. Latem 1989 Evelyn przyłapała Adama in flagranti i zamiast z nim, wyjeżdża z koleżanką nad Balaton. Adam jedzie za nimi, swoim wartburgiem. Gdy okazuje się, że Węgry planują otwarcie granic na zachód, ucieczka i marzenia stają się możliwe, trzeba podjąć dezcyję. Tragikomedia, oparta na toposie Adama i Ewy.


Uwe Tellkamp "Der Turm".
Drezno, powieść o dopasowaniu się do systemu i o marzeniach, o planach wyjazdu. Panorama trzech generacji i ich pozycji w systemie upadającej NRD.


Na pewno nie uda mi się przeczytać żadnej z nich do targów. Największe zainteresowanie wzbudza we mnie powieść Iris Haniki, ze względu na miejsce akcji oraz książki Ingo Schulze i Uwe Tellkampa. Wciąż ciekawi mnie życie w NRD we wszystkich jego aspektach, a szczególnie dylematy prostych ludzi. Powieść Rolfa Lepparta również wydaje się być ciekawa. Najmniej pociąga mnie książka Dietmara Datha.

poniedziałek, 15 września 2008

"Mirandolina" Carlo Goldoni


Claudio Goldoni to osiemnastowieczny włoski komediopisarz, piszący szczególnie komedie charakter ów. Nigdy o nim nie słyszałam i pewnie dalej żyłabym w niewiedzy, gdyby nie "Mirandolina", którą planowałam obejrzeć w teatrze. Popędziłam więc do biblioteki i szybciutko przeczytałam tą króciutką sztukę. Treść jest bardzo prosta. Mirandolina prowadzi gospodę, w której zatrzymało się dwóch śmiertelnie zakochanych w niej szlachciców. Trzeci gość, należący również do wyższych sfer, nienawidzi kobiet i jest odporny na ich uroki. Mirandolina stawia sobie za punkt honoru uwiedzenie owego gościa. Oczywiście udaje się jej to, a na końcu i tak decyduje się na ślub z wybranym dla niej przez ojca służącym. Szalenie byłam ciekawa co zrobi z tą sztuką Deutsches Theater:) I zrobił coś naprawdę świetnego, o czym niebawem zamierzam napiać na innym blogu.

sobota, 13 września 2008

Aktulany stosik

Przedstawiam aktualny stosik, który rośnie i rośnie. Niewiele ubyło od poprzedniego razu, bo książki głównie biblioteczne czytałam. Kiedy ja się z nim uporam? Na zdjęciu nie ma ogromnego stosu czasopism, które niedawno dotarły z Polski. Stale mam konfliktów interesów, co czytać, czasopisma czy książki?