wtorek, 21 lipca 2026
"Café Macondo. Reportaże z Kolumbii" Maciej Wesołowski
niedziela, 19 lipca 2026
"Obywatelka" Claudia Rankine
sobota, 18 lipca 2026
"Facing the Sun" Janice Lynn Mather
piątek, 17 lipca 2026
"Książka o przyjaźni" Maciej Marcisz
Wiele lat temu przyjaźń była dla mnie jedną z najważniejszych komponent mojego życia, z wiekiem ten obszar aktywności socjalnej zanika, wyparty przez życie codzienne, rodzinę, związki, dzieci i co tam jeszcze. Nie inaczej jest u bohaterów Marcisza, który w swojej książce skupia się na samej istocie przyjaźni, przedstawiając ją na przykładzie trójki osób. Michał, Kasia i Dorota poznają się w liceum, ich przyjaźń przechodzi różne etapy, a w momencie rozpoczęcia narracji jest na etapie upadku.
Marcisz relacjonuje naprzemiennie życie trójki bohaterów, portretując typowe bolączki i historie pokolenia milenialsów. Podobnie jak w swojej pierwszej książce uwodzi zmysłem obserwacji i zdolnością ujęcia w słowa typowych rozmów, zachowań, sytuacji. Trzy główne postaci pochodzą z różnych domów, mają różne doświadczenia i ambicje, ale łączy ich to, że stoją za sobą murem i są dla siebie wsparciem. Marcisz wplata tu wątki LGBT, ale i kwestię potrzeby pisania, możliwości przebicia się na rynku wydawniczym i całego świata artystycznego. Niestety wiele z opisanych scen, interakcji między bohaterami jest dziwna – żeby nie powiedzieć wywołująca u mnie poczucie żenady. Wiem, że w wieku nastoletnim i studenckim robiło się wiele rzeczy, które można by opisać jeszcze mniej przyjemnymi epitetami, ale tu nagromadzenie krindżowych scen wybija w kosmos.
Jako że ta książka nie jest o przyjaciołach, lecz o samej przyjaźni jako konstrukcie społecznym, historie trójki bohaterów gdzieś umykają. Nie pomaga tu też nagromadzenie owych wątpliwych scen. Michał, Kasia i Dorota są wprawdzie bohaterami, ale ich kreacje nie służą w zasadzie niczemu, ani nie zmierzają do żadnego punktu zwrotnego. Taka konstrukcja powieści ujmuje jej dynamiki i nie skłania do głębszych przemyśleń. Marcisz nie zachowuje żadnego aspektu w strefie domysłów, prezentuje wszystko wprost, a co za tym idzie z treści nie pozostało w mojej pamięci niemal nic. Ale okładka książki świetna.
Moja ocena: 2/6
Maciej Marcisz, Książka o przyjaźni, 304 str., Wydawnictwo W.A.B. 2021.
środa, 15 lipca 2026
"Mistrz gry" Joanna Lampka
Trzeci tom tej tetralogii przeczytałam cztery lata temu. Nie należy tak robić, bo oczywiście zbyt wiele ulatuje z pamięci, zacierają się szczegóły, ale też przepada przywiązanie do bohaterów. Początkowe rozdziały tej książki były więc dla mnie wchodzeniem w jej rytm i przypominaniem sobie intrygi. Lampka potrafi przykuć uwagę czytelniczki od pierwszych stron, więc ten problem okazał się być mniejszy, niż początkowo sądziłam.
Ów czwarty tom z założenia ma rozwiązać wszystkie wątki i dylemat głównej bohaterki, co autorka faktycznie czyni. Jako że nie jest to książka, po którą sięgnie ktoś, kto nie czytał poprzednich trzech części, nie widzę sensu pisania zbyt wiele o treści. Autorka spełnia tu swoje zadanie – Aline musi wybrać między mężczyznami, ale i światami. Musi znaleźć swoje miejsce w skomplikowanej polityce, musi dać synowi ojca i wreszcie skompletować wszystkie gwiazdy. Lampka tu nie zawiedzie, a i dołoży wiele aktualnych dla naszej planety wątków. Stworzony przez nią świat będzie musiał znaleźć sposób na katastrofę ekologiczną, będzie musiał odrodzić się po wojnach i wybuchu nuklearnym, a przede wszystkim mieć mądrych władców, którzy zrozumieją, że współpraca a nie wojna są kluczem do sukcesu. Lampka stawia swoich bohaterów w trudnych sytuacjach, muszą decydować o przyszłości ludzkości, wybierać mniejsze zło, rezygnować z własnego szczęścia. Te dylematy moralne nie są proste – niektóre trudne do zniesienia, a ich wyjaśnienie gorzkie.
Sama Aline pozostaje taka sama – waha się między dwoma mężczyznami, prowadzi grę na dwa fronty i faktycznie musi podjąć decyzję, bo nawet księżniczka nie może tak żyć. Lampka konsekwentnie prowadzi tę postać, zagmatwaną między trudnymi decyzjami, nieco naiwną, czasami infantylną, ale odważną i waleczną. Wszystkie dorosłe kreacje tego cyklu są zresztą udane i spójne. Najmniej przekonuje postać syna Aline, który w tej powieści jako dwulatek zachowuje się i posiada umiejętności przynajmniej pięciolatka. Nigdzie nie pada stwierdzenie, że jest cudownym dzieckiem, często natomiast wspominane jest jego rozbrykanie i wiek, więc przypisywanie mu tak zaawansowanych umiejętności motorycznych jak i językowych jest zdecydowanie nietrafione i u mnie nie trafiło na podatny grunt.
Doceniam bardzo wykreowany przez Lampkę świat i umiejętność rozplanowania intrygi i problemów na na cztery tomy. Widać tu przemyślane zabiegi, dalekosiężne rozłożenie akcji, ogromną fantazję autorki, ale i lekkie, potoczyste pióro. Gdyby redakcji udało się wyeliminować nieliczne językowe lapsusy byłoby niemal idealnie.
Moja ocena: 4,5/6
Joanna Lampka, Mistrz gry, 448 str., BookEdit 2023.
piątek, 10 lipca 2026
"Dewocje" Anna Ciarkowska
poniedziałek, 6 lipca 2026
"DJ Bambi" Auður Ava Ólafsdóttir
niedziela, 5 lipca 2026
"Nana" Émile Zola
Dziewiąty tom cyklu Rougon-Macquart jest oprócz "Germinalu" chyba najsłynniejszy. Tytułowa Nana to córka Gervaise Macquart, której życie poznać można w siódmym, jak dotąd moim ulubionym, tomie. W tej powieści Zola opisuje także narodziny Anny, zwanej Naną oraz pierwsza lata jej życia. W tomie dziewiątym to pewna swoich wdzięków nastolatka, która robi zawrotną karierę jako prostytutka i aktorka. Jej występy w variété, podczas których nie szczędzi swoich wdzięków, dodają jej popularności, a znudzeni swoimi żonami arystokraci zaczynają walczyć o wdzięki ponętnej dziewczyny z plebsu.
W tym tomie Zola ponownie wspaniale opisuje klasowość Paryża – aspiracje Nany i jej koleżanek do wyższego stanu oraz pogardliwe traktowanie kobiet przez arystokratów. Mężczyźni jednak chętnie korzystają z uch wdzięków, a kobiety próbują się z nimi układać. Niejeden z zakochanych delikwentów całkowicie traci głowę i fortunę, a nawet życie, by zaskarbić sobie wyłączną łaskę Nany. Ona znów bardzo dobrze potrafi manipulować tych mężczyznami, wyciągając od nich fortuny. Sama jednak przeżywa wcześniej rozczarowanie miłością, złe traktowanie, bicie i poniżanie przez wybranka powoduje u niej utratę ostatnich przejawów niewinności i szczerości. Wydaje się, że Nana nie robi sobie nic ani z bogactwa, ani z uczuć, rozkoszuje się miłością cielesną, podejmuje nierozważne decyzje, powoli, ale systematycznie pracując na swój upadek.
Zola odmalowuje wspaniały portret najgorszych ludzkich pokus, zawiści, zaślepienia, chciwości na tle ówczesnych wydarzeń politycznych i Paryża. Francuz pokazuje, jak pociąg fizyczny każe tracić mężczyznom głowę, rozsądek i bogactwo. Wskazuje na zgniliznę i marazm, nudę, która skłania arystokrację do nierozsądnych decyzji i eksperymentów.
Mimo że "Nana" to najsłynniejsza powieść tego cyklu moją ulubioną nie będzie, choć to faktycznie niezwykle udany portret i miasta, i ludzi. Mnie jednak początkowo myliły się liczne postaci mężczyzn, arystokratów i męczyły opisy plotek i zawiści. Dopiero druga część powieści wciągnęła mnie dużo bardziej, a Zola mistrzowsko powiązał losy Nany z losami cesarstwa.
Moja ocena: 4/6
Émile Zola Nana, tł. Armin Schwarz, 418 str., Die Gehörgäng 2026.
piątek, 3 lipca 2026
"Wady snu" Radka Denemarková
Sylvia Plath i Virginia Woolf wylądowały w jednym pokoju. W zaświatach. Sytuacja tak kuriozalna, że same pisarki nie wiedzą, jak sobie z nią poradzić. Spędzają więc dnie na spełnianiu swoich życiowych ról. Virginia jest paniusią, która daje się obsługiwać i ciągle rozprawia o roli pisarstwa, o świecie stworzonym w jej głowie, o literaturze. Sylvia tymczasem obsługuje koleżankę po piórze, gotuje, podstawia, czesze, podaje i ciągle się martwi, co przyszykować, co zrobić i kiedy znaleźć czas na pisanie. Dialogi tych dwóch pisarek skrzą się od ironii i błyskotliwości, ale i bardzo głęboko osadzone są w ich literaturze i życiach. Nie dziw zresztą, skoro przygotowywane potrawy bazują na kartkach z ich utworów. Kobiety mogą czytać tylko własne powieści i żywią się nimi duchowo i fizycznie. Tkwią w momentum przed śmiercią, jak w stop-klatce przeżywają ten moment na nowo i na nowo.
Gdy widać, że nie ma szans na nić porozumienia między nimi w pokoju zjawia się Ivana Trump, która ustawia obie pisarki, wskazując na rentowność pisania, biznesplan, tworzenie pod czytelnika i inne kapitalistyczne kwestie publikowania książek. Ivana zupełnie zmienia dynamikę w tym duecie, stając w opozycji do Sylvii i Virginii.
"Wady snu" to dramat, rozpisany oczywiście na te trzy bohaterki, z didaskaliami, podzielony na trzydzieści mrugnięć. Ta forma była dla mnie bardzo odświeżająca, bo jednak nie często sięgam po ten rodzaj literacki, ale jednak nie zachwycił mnie aż tak, jak się tego spodziewałam przed lekturą. Przede wszystkim nie znam twórczości Sylvii Plath, a po Virginię Woolf sięgałam dwa razy i oba były dla mnie mało satysfakcjonujące. Z tego też powodu nie wyłapałam wielu aluzji i odwołań. Nie jestem też zafascynowana tymi postaciami a ich życiorysy znam pobieżnie, więc i tu na pewno nie odczytałam wszystkich nawiązań. Dlatego też książkę przeczytałam wprawdzie szybko, ale bez większej satysfakcji.
Moja ocena: 4/6
Radka Denemarková, Wady snu, tł. Olga Czernikow, 246 str., Wydawnictwo Książkowe Klimaty 2020.
środa, 1 lipca 2026
Podsumowanie czerwca 2026
Przeczytane książki: 14
wtorek, 30 czerwca 2026
Stosikowe losowanie – lipiec 2026
"apokalipsa ludzi pracy" Valter Hugo Mãe
Bragança, czyli niby miasto, a jednak głęboka prowincja, gdzieś na północo-wschodnich rubieżach Portugalii. Niewiele się dzieje, życie jest ciężkie, klimat je jeszcze dodatkowo utrudnia. To tu Maria da Graça spędza dnie na sprzątaniu domu pana Ferreiry. To lokalny bogacz, którego dom w centrum miasta wymaga dużej atencji. Maria pierze, trzepie dywany, froteruje podłogę, ściera kurze, a pomiędzy tymi czynnościami zadowala pana Ferreirę także w inny sposób. Podczas rozmów ze swoją przyjaciółką Quitérią nie nazywa go inaczej niż oblech. Ów oblech pokazuje jej świat muzyki i sztuki, to biały, starszy mężczyzna, który tłumaczy świat kobiecie niższego stanu i niższego wykształcenia. I nawet jeśli to brzmi, jak brzmi, Maria przywiązuje się do niego i zaczyna rozważać istotę uczucia miłości. Jej osobisty mąż to kula u nogi, która znika na kilka miesięcy, by pracować na morzu. Co tam robi i z kim się w portach spotyka, Maria nie wie, bo para nie rozmawia.
Miłość zastanawia też Quitérię, która żyje samotnie, ale chętnie przyjmuje różnych mężczyzn, do momentu, gdy poznaje Andrija – młodego Ukraińca, którego rodzice (straumatyzowany ojciec i opiekuńcza matka) wysłali do Portugalii po lepsze życie.
Obie kobiety pojawiają się także na pogrzebach, by dorabiać sobie jako płaczki. Maria da Graça ma zresztą bardzo metafizyczne sny. Regularnie staje przed bramami nieba i prowadzi dialogi z świętym Piotrem – o miłości i sensie życia.
Valter Hugo Mãe podjął próbę zbliżenia się do najmniej uprzywilejowanego człowieka, czyli sprzątaczki. Nie czyni tego z góry, ani z takiej perspektywy jak chlebodawca Marii, stara się wejść w to środowisko i empatycznie oddać bolączki. Drugą nieuprzywilejowaną grupą są emigranci, którzy brną przez portugalskie społeczeństwo skazani na pomocną rękę i dobrą wolę – sami nie znają jeszcze języka i niosą własne traumy.
Portugalczyk formalnie próbuje dopasować się do treści – brak tu wielkich liter, brak dialogów. Mãe pisze ciągiem, tak jak ludzie mówią, wplata rozmowy w narrację, przeskakuje między osobami, między jawą, a snem. Na początku trudno się wgryźć w tę prozę, z czasem wpada się w jej hipnotyzujący rytm.
Mimo tych wszystkich niezaprzeczalnych zalet tej powieści, ja nie jestem zadowolona z lektury. Temu jak najbardziej słusznemu przesłaniu i kompleksowi tematycznemu nie towarzyszy dobra historia – tak jak w życiu bohaterek niewiele się dzieje, tak niewiele mamy na kartach tej powieści, a poboczne wątki, choćby dotyczące zmarłych, którym towarzyszą kobiety, nie są umiejscowione na tyle, bym rozumiała sens ich przytaczania. Nie do końca też kupuję obie bohaterki – nie potrafię sobie wyobrazić prostych Portugalek tak zafascynowanych miłością cielesną i prowadzących takie rozmowy. Widzę je jako projekcję mężczyzny, który tak sobie życie kobiet wyobraża.
Cieszę się, że wreszcie sięgnęłam po prozę Mãe, bo portugalskie księgarnie są pełne jego książek, ale niestety fanką na razie nie zostałam.
Moja ocena: 4/6
Valter Hugo Mãe, apokalipsa ludzi pracy, tł. Michał Lipszyc, 200 str., Wydawnictwo Ossolineum 2022.
niedziela, 28 czerwca 2026
"Wszystko dla N" Kanae Minato
sobota, 27 czerwca 2026
"Czwarty miecz. Historia Abimaela Guzmána i Świetlistego Szlaku" Santiago Roncagliolo
piątek, 26 czerwca 2026
"Wyznania" Kanae Minato
środa, 24 czerwca 2026
"Awanturnica" Lauren Groff
poniedziałek, 22 czerwca 2026
"Piercing" Ryū Murakami
niedziela, 21 czerwca 2026
"Imiona Felizy" Juan Gabriel Vásquez
piątek, 19 czerwca 2026
"Das Ungeheuer" Terézia Mora
Darius Knopp stoi na zgliszczach swojego życia. Stracił pracę i żonę, i dom, i cała egzystencję, wegetuje i sprzeciwia się wysiłkom kolegi, by wyrwać go z marazmu. Jego żona, Flora, była Węgierką z pochodzenia, cierpiała na depresję i odebrała sobie życie. W lesie, całkiem sama, znaleziono ją dopiero półtora dnia po tym fakcie. Mora w naprzemiennej narracji oddaje głos obu osobom. Darius wyrusza bowiem w podróż na Węgry, by poznać miejsce pochodzenia żony i by ją pochować. Ta podróż jednak nie ma granic, ani ram i zamienia się w roadtrip po Europie południowej. Darius spotyka różne osoby, podąża za przypadkowo poznaną dziewczyną, choruje, bije się, pije alkohol, daje łapówki, traci pieniądze, sens życia, wiarę.
Podczas tej podróży czyta zapiski żony. Flora, mimo że odżegnywała się od swojej ojczyny, zostawiła mnóstwo zapisków po węgiersku, które Darius dał do przetłumaczenia. Z tego pamiętnika wyłania się obraz depresji, na którą kobieta cierpiała właściwie od zawsze. Z tych fragmentów można wyłuskać nieliczne informacje na temat jej dorastania, ale także na temat małżeństwa z Dariusem, które wcale nie było tak bezproblemowe, jak mogłoby się wydawać. Ten pamiętnik zaskakuje różnorodnością – są tu relacje, wspomnienia, wiersze, powtórzenia, fragmenty zupełnie niezrozumiałe. Tak jak Darius odbywa podróż fizyczną, samochodem, Flora odbyła podróż wgłąb depresji, równie samotną i równie przegraną.
"Das Ungeheuer" to powieść wielkich rozmiarów, która nużyła mnie niemal od początku. Nieliczne fragmenty z jakąś szczątkową akcją na chwilę zatrzymywały moją uwagę. Skąpe informacje o przeszłości Flory spełniały tę samą funkcję. Poza tym brnęłam przez tę książkę, a pod koniec już przebiegałam wzrokiem niektóre strony. Całkowicie odbiłam się od stylu, ale i od treści tej powieści, która z zasady powinna mi podejść. Czytałam już inną książkę tej autorki i miałam pozytywne wrażenia, niestety tutaj tytułowy potwór mnie pokonał.
Moja ocena: 2/6
Terézia Mora, Das Ungeheuer, 688 str., Luchterhand 2013.



















