czwartek, 3 września 2026

"Surinamie, to ja" Bea Vianen


 

Sita dorasta w samotności. Bez matki, która zmarła, gdy dziewczyna była mała. Bez wiedzy o swoim pochodzeniu. Bez uwagi i troski ojca. Bez szerokiej sieci rodzinnej. Zagubiona, wyalienowana, przeraźliwie samotna. Bea Vianen stworzyła powieść o dorastaniu, które alegorycznie przedstawia całe surinamskie społeczeństwo.

Są lata 50. XX wieku, Surinam zamieszkuje zlepek różnych narodowości – są potomkowie niewolników, są sprowadzeni z Indii robotnicy, są Holendrzy, choć o nich autorka nie wspomina. Z tą różnorodnością narodową wiąże się różnorodność religijna. Rodzina Sity pochodzi z Indii, ale kontakt z muzułmanami jest bliski, ludzie ze sobą sąsiadują, przyjaźnią się, żenią. 
Dziewczyna chciałaby wiedzieć więcej o swojej przeszłości, zrozumieć fatum ciążące nad rodziną, ale jest to misja niewykonalna. Milczący ojciec nie jest odpowiednim kompanem do rozmów, a raczej źródłem lęku dziewczyny, zapijaczona kobieta, która mogłaby coś wiedzieć, daje jej tylko kilka fotografii. 
Sita porzuca ten plan, uczy się, opiekuje młodszym bratem i marzy o studiach. Brakuje jej kobiecej ręki, bliskości, a gdy dom opuszcza zatrudniona przez ojca opiekunka, a potem wyjeżdża jedyna przyjaciółka, tę samotność wykorzystuje mężczyzna. 

Vianen wspaniale opisuje patriarchat i męską opresję. Niedoświadczona, bezwolna dziewczyna staje się marionetką w rękach mężczyzn. Jej marzenia o studiach odchodzą na dalszy plan, dziewczyna najpierw musi przejść przemianę wewnętrzną, znaleźć siłę, nabrać wiary w siebie i zdefiniować jasno swoje cele. I zacząć nazywać samą siebie pełnym imieniem, a nie tylko inicjałem. Zresztą właśnie ta zbieżność pierwszych liter imienia i nazwy kraju narzuca tę alegoryczną interpretację, o której wspominałam.

Autorka barwnie opisuje okoliczności dorastania Sity – przyrodę, domy, otoczenie, choć momentami, szczególnie w dialogach ten język wydawał się być infantylny. Niemniej nie przeszkadzało mi to w odbiorze książki, która świetnie pokazuje Surinam bardziej współczesny niż ten, który poznałam z powieści Cynthii McLeod. 

Świetne jest także posłowie Bożeny Czarneckiej, którą pamiętam z moich studiów na filologii niderlandzkiej.

Moja ocena: 4/6

Bea Vianen, Surinamie, to ja, tł. Alicja Oczko, 176 str., ArtRage 2026.

2 komentarze:

  1. Uwielbiam takie treści! Zwłaszcza o patriarchacie, który jest od tysiąca lat i nie da się go pozbyć. Takie lektury dają sporo do myślenia, ale też porządnie wkurzają. Przeczytam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I temat ciągle i ciągle się przewija.

      Usuń