Bezimienna narratorka opowiada o swoim życiu mężatki. To czterdziestoletnia kobieta, matka dwójki dzieci, niezmiennie do szaleństwa zakochana w mężu. Początkowo nakreśla partnera i swój związek w samych superlatywach, ale jej monolog wewnętrzny z czasem zaczyna być niepokojący. Z każdą stroną coraz bardziej zagłębiamy się w mózg kobiety i zaczynamy podejrzewać, że jej miłość ma znamiona obsesji, a nie szczerego uczucia. Jako że narratorka relacjonuje kolejne dni, nie dowiadujemy się zbyt wiele o jej przeszłości, gdzieś tam przemykają informacje o skromnym pochodzeniu, o dwóch poprzednich partnerach, ale kobieta skupia się na codzienności. Na tym, by perfekcyjnie wyglądać, by być wciąż atrakcyjną i ponętną dla męża, a przede wszystkim na ciągłej kontroli. Jej nadrzędnym celem jest utrzymywanie ciągłego stanu świeżego zakochania, dlatego też skrupulatnie i obsesyjnie tropi wszelkie potencjalne objawy spadku zainteresowania nią u męża. Ventura chowa w tej książce sporo niespodzianek, więc nie zdradzę nic więcej z fabuły.
Ta powieść to portret psychologiczny osoby zaburzonej, która konstruuje świat według własnych wyobrażeń. Portret dobry, aczkolwiek nie jestem w stanie stwierdzić na ile możliwy. Początkowo czyta się to świetnie, ale w pewnym momencie odczułam znużenie. Ma na to zapewne wpływ owa forma monologu wewnętrznego, zwłaszcza że bohaterka kręci się wciąż wokół tych samych tematów.
Ventura zmusza nas do zastanowienia się nad istotą kontroli, nad złudnością naszych przekonań i tym, do czego może doprowadzić obsesja i skłonności do overthinkiningu. Doceniam pomysł na tę książkę i zaskakujące zakończenie, ale nie czuję do końca satysfakcji z lektury. Mam wrażenie, że po czasie będę pamiętać tę książkę jako tę o szalonej babie i z przewrotnym zakończeniem. Prawdopodobnie przypomnę sobie o niej także przy każdej jedzonej klementynce.
Moja ocena: 4/6
Maud Ventura, Mój mąż, tł. Ewa Merel, 288 str., Wydawnictwo W.A.B. 2026.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz