Przeczytane książki: 12
Przeczytane książki: 12
W okolicach Genui, na wybrzeżu liguryjskim w XVIII wieku mieszkała niezwykła rodzina barona Piovasco di Rondò. Dwóch braci musiało się zmagać z szalonymi pomysłami siostry, której pasja do gotowania kazała przyrządzać szczurze wątroby i ptasie móżdżki zaprawione ślimakami. Matka natomiast wychowana przez niemieckiego generała na polu bitwy przejęła jego zwyczaje i komenderowała dziećmi po niemiecku, haftując na poduszkach plany bitw. Ośmioletni Biagio i dwunastoletni Cosimo uciekali przed tym dziwacznym domem w naturę, do psot i zabaw. Pewnego dnia podczas wspólnego obiadu, sztywnego jak zwykle, nieapetycznego jak zwykle (ślimaki!), Cosimo ucieka na drzewo. I już z niego nie schodzi.
Cała powieść to opis życia Cosima na drzewach. Początkowo Calvino opisuje praktyczne aspekty tego życia, jak spanie, załatwianie potrzeb, jedzenie, polowania, poruszanie się. Stopniowo Cosimo jednak zaczyna prowadzić z drzew różnoraką działalność – chroni lasy przed pożarami, ludność przed wilkami czy piratami, prowadzi dysputy, zakochuje się, wybiera na wyprawę do innych ludzi, którzy zamieszkali na drzewach, aczkolwiek nie z własnej woli. Cosimo pochłania ogromne ilości książek, na które zarabia sprzedając skóry upolowanych zwierząt. Dzięki intensywnej lekturze rozpoczyna korespondencję z najbardziej światłymi swoich czasów, stając się filozofem i uczonym.
Barona drzewołaza należy oczywiście czytać jako alegorię, przypowieść o rebelii, ale i o miłości, o potrzebie izolacji i wreszcie o istocie zdobywania mądrości. Na płaszczyźnie fabularnej to w pewnym sensie powieść łotrzykowska, pełna przygód i niezbyt realnych wydarzeń, a to rodzaj prozy, który zupełnie mi nie podchodzi. Niestety płaszczyzna metaforyczna mnie także nie przekonała, a przesłanie Barona nie jest dla mnie ani oczywiste, ani przekonujące. Gdyby nie piękny język i opisy przyrody śródziemnomorskiej miałabym problem z doczytaniem tej książki.
Moja ocena: 2/6
Italo Calvino, Baron drzewołaz, tł. Barbara Sieroszewska, 375 str., Wydawnictwo Cyklady 2004.
Przeczytane książki: 8
Przeczytawszy "Atlas wysp odległych" Judith Schalansky, zapragnęłam przeczytać wszystko, co wyszło spod jej pióra. Zachwycił mnie wtedy jej pomysł i pióro, a także sposób wydania książki. Tym razem sprawa ma się podobnie. Wydanie, które czytałam (wersja niemiecka) to przepiękna książka, każdy rozdział oddzielony jest czarną kartką z delikatnym szkicem nawiązującym do treści, cała publikacja jest przepięknie przygotowana i opracowana – od czcionki po papier.
Podobnie się ma z językiem Schlansky – jestem zachwycona jej erudycją, doborem słów, konstrukcją zdań. To bardzo trudna w przekładzie proza, kryjąca w sobie wiele znaczeń. Zresztą sam pomysł na książkę, to klejnot. Schalansky stworzyła dwanaście opowieści czy nawet esejów o rzeczach, które zniknęły. To przeróżne "rzeczy", bo autorka ma szeroki wachlarz zainteresowań. Jest wyspa, która zniknęła z powierzchni ziemi, a właściwie oceanu, tygrys kaspijski, poezje Safony, pałace i budynki, jednorożec czy nawet enerdowski Pałac Republiki. Każdy z rozdziałów to oddzielna opowieść, inna w stylu, treści i sposobie podejścia do tematu. Schalansky sięga czasem do swoich wspomnień i dzieciństwa, potrafi zasadzić historię na przeżyciach osoby związanej z danym artefaktem lub wymyślić całkiem nową opowieść. Niektóre z tych tekstów wciągnęły mnie od razu, były jednak wśród nich rozdziały nudne, przy których trudno mi było nie odbiegać myślami.
Schalansky to pisarka wyjątkowa, która zaskakuje pomysłami, wykonaniem, ale i dbałością o aspekt graficzny (studiowała historię sztuki i zajmuje się typografią). Mimo że ta książka nie porwała mnie tak bardzo jak "Atlas", to sięgnę po jej kolejną, którą zresztą mam na półce.
Moja ocena: 4/6
Judith Schalansky, Verzeichnis einiger Verluste, 252 str., Suhrkamp Verlag 2018.
Przeczytane książki: 10
Katarzyna Wężyk podjęła się tytanicznej pracy i stworzyła książkę niemal kompletną. To wnikliwy zarys historii aborcji, z naciskiem na Polskę i USA (i to mój jedyny punkt krytyczny, choć rozumiem, że bardzo trudno było by objąć w tej już przecież dość opasłej publikacji inne kraje). Autorka krok po kroku opisuje, jak kobiety radziły sobie z niechcianymi ciążami od zarania dziejów – poczynając od ziół, wywarów, nasiadówek, poprzez metody mechaniczne po coraz bardziej rozwijające się metody chemiczne. To "radzenie sobie" Wężyk opisuje na tle przemian politycznych i społecznych, pokazując, jak ogromny wpływ na ciało i decyzje kobiet miały działania osób postronnych, głównie mężczyzn. Autorka osadza problem aborcji w tym kontekście, bardzo dokładnie analizując, co miało wpływ na postrzeganie usuwania ciąży i towarzyszącą mu retorykę. Udawadnia tu, jak ważne były i są tu względy ekonomiczne, polityczne, a przede wszystkim niezaprzeczalny patriarchalizm. Są tu bardzo ciekawa rozważania o roli języka w dyskursie na ten temat, szczególnie w Polsce. Mimo że współczesna historia ustawy aborcyjnej w Polsce jest mi dobrze znana, to jednak Wężyk świetnie ją streszcza i podsumowuje.
To jednak nie jest tylko książka historyczna, największą wartością dodaną są opowieści kobiet, które miały aborcję. To są przeróżne opowieści, przeróżne motywacje i najróżniejsze drogi do usunięcia ciąży. To najważniejsze głosy, które pokazują faktyczne życia, uczucia, rozterki, emocje, a przede wszystkim pokazują, jak te kobiety czuły się po.
Aborcja jest nie jest książką, w której autorka stara się zachować obiektywizm, choć dopuszcza do głosu obie strony, ale pokazać faktycznie, jak taki zabieg wygląda, oddemonizować wiodącą w Polsce narrację, udowodnić, że niezależnie od zakazów ten proceder był, jest i będzie istniał. Równocześnie Ważyk pisze bardzo wyważonym językiem, bez egzaltacji, sensacyjnej retoryki, stawia na konkrety i fakty oraz relacje osób zaangażowanych.
Bardzo polecam tę książkę każdemu, pozwala usystematyzować wiedzę, otwiera oczy i daje głos osobom, które faktycznie aborcji doświadczyły. Ostrzegam jednak, że to bardzo smutna książka, zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie, że została wydana w 2021 roku, a jak sytuacja aborcji wygląda w Polsce teraz, wszyscy wiemy.
Moja ocena: 6/6
Katarzyna Wężyk, Aborcja jest, 464 str., Wydawnictwo Agora 2021.