czwartek, 31 października 2024

Stosikowe losowanie – listopad 2024

 


Agnes wybiera numer książki dla Anny (w stosie 229 książek) - 117
Anna wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 36 książek) - 16
Maniaczytania wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) - 333
ZwL wybiera numer książki dla Katarzyny (w stosie 58 książek) - 44
Katarzyna wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 250 książek) - 133
McDulka wybiera numer książki dla Guci (w stosie 44 książki) - 33
Gucia wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 8 książek) - 1

"Łowcy skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu" Tomasz Patora


Pamiętam dobrze czasy, gdy odkryto aferę łowców skór w łódzkim pogotowiu. Jak cała Polska śledziłam doniesienia z niedowierzaniem i grozą. Dziś po lekturze tej książki wiem o tej aferze niemal wszystko. Patora był jednym z trzech dziennikarzy, którzy nieprawidłowości odkryli i poświęcili się odkryciu całej patologii, która stała za początkowym handlem skór. Autor odtworzył tę sprawę od samego początku, to znaczy od pierwszy doniesień o układach z zakładami pogrzebowymi, które płaciły za informację o zgonie. Następnie stopniowo odkrywa, jak daleko ów handel zaszedł. Każdy zgon oznaczał pieniądze, a stąd krótka droga do preferowania wyjazdów karetkom do pacjentów potencjalnie zagrożonych zgonem lub w stanie agonalnym. Takie wyjazdy oznaczały szybkie i łatwe pieniądze. Następnym krokiem było przyspieszanie, a wreszcie prowokowanie śmierci pacjentów, by sprzedać ich ciało, czy, jak to się mówiło w pogotowiu, skórę. Aż trudno uwierzyć, że znaleźli się sanitariusze i lekarze, którzy zaangażowali się w taki proceder. Groza, brak słów, rozpacz, niedowierzanie – można to nazwać na wiele sposobów.

Patora stworzył reportaż, można powiedzieć, kompletny. To nie tylko historia tego konkretnego przestępstwa, ale także opowieść o tym, jak trójka reporterów pracowała nad rozwikłaniem tej sprawy i doprowadzeniem jej aż do sądu. W tym reportażu jest sporo Tomasza Pakory, ale ma to pełne uzasadnienie. Autor opisuje bowiem trudności w trakcie śledztwa, problemy w zbieraniu informacji, sposób działania dziennikarzy, a potem już służb. Reportaż zakończył także obszernym podsumowaniem na temat kar i skali działalności katów z pogotowia. W przypadku tej książki to wartościowa i ważna perspektywa! 

Łowcy skór to wstrząsający reportaż, który może zachwiać wiarą w ludzi, jeśli ktoś ją w ogóle jeszcze ma. Wypowiedzi świadków, przestępców i osób zaangażowanych w śledztwo są przerażające. Co ciekawe, autor pokusił się na analizę przyczyn, które doprowadziły do tak karygodnego działania w pogotowiu. Kwestia niełatwa i zawikłana, cieszę się jednak, że się tego podjął. Polecam!

Moja ocena: 5/6

Tomasz Patora, Łowcy skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu, 368 str., Wydawnictwo Otwarte 2023.

niedziela, 27 października 2024

"I cóż, że o Szwecji" Natalia Kołaczek


O Szwecji wie się powszechnie dość sporo, przynajmniej takie mam wrażenie, Natalia Kołaczek dorzuciła jednak do tego sporą cegiełkę wiedzy. Ta publikacja to zbiór wielu ciekawostek z różnych dziedzin. Kołaczek nie skupia się na jednym temacie, a raczej gawędzi o różnych szwedzkich kuriozach i zwyczajach, zahaczając o wiele dziedzin życia i korzystając ze swojej wiedzy zdobytej podczas studiów filologicznych oraz podczas licznych pobytów w tym kraju. Dzięki swojej pracy i praktykom miała okazję poznać wiele Szwedek i Szwedów, a co za czym idzie, pogłębić swoją wiedzę na temat szeroko pojętej szwedzkości. 

Kołaczek porusza więc szeroką gamę tematów – zachowania codzienne, szwedzkie wynalazki i innowację, językowe ciekawostki, święta, muzykę, obala popularne mity i stereotypy, a także wchodzi w tematy bardziej delikatne, jak rodzina królewska czy napływ emigrantów.

Tej książki bardzo przyjemnie się słucha, odnosiłam wrażenie, że sporo się dowiedziałam, ale jednak po lekturze sporo wiadomości mi uleciało – zapewne dlatego, że było ich tak wiele. Zaskoczona byłam także, jak często wysnuwałam paralele do Niemiec. 

To przyjemna, informacyjna lektura, napisana ze swadą, rzutko, która pozwala pogłębić swoją wiedzę szwedofilkom i szwedofilom. Nie jest to przewodnik czy typowa opowieść o własnych doświadczeniach, lecz bardziej osobisty leksykon, zbiór ciekawostek i anegdot. 

Moja ocena: 4/6

Natalia Kołaczek, I cóż, że o Szwecji, 248 str., Wydawnictwo Poznańskie 2017. 

piątek, 25 października 2024

"Wszystko mam bardziej. Życie w spektrum autyzmu" Jacek Hołub


Hołub po raz kolejny bierze na tapet osoby w pewien sposób wykluczone. Wszystko mam bardziej poświęcił tym, które są w spektrum autyzmu. I ponownie zasadza swój reportaż na rozmowach, pozostając empatycznym, wyrozumiałym słuchaczem. Oddając głos tym osobom, najlepiej przedstawia, czym jest życie w spektrum. I że każda osoba ma inaczej. Mimo sporej liczby cech wspólnych, każda z postaci jest bardzo różna i ma swój zestaw objawów, które jej najbardziej przeszkadzają lub utrudniają życie w świecie osób neurotypowych.

Hołub rozpoczyna jednak od wyjaśnienia pojęcia spektrum autyzmu, zespołu Aspergera oraz całej związanej z tym nomenklatury. I już na tym etapie przekonał mnie swoją empatią, dbałością o odczucia osób ze spektrum, a także o to, by mówić o nich tak, jak sobie tego życzą. Następnie poznajemy szereg ludzi w spektrum albo tych, którzy się nimi zajmują czy są rodzicami. Większość z rozmówczyń i rozmówców Hołuba to osoby potocznie nazywane wysokofunkcjonującymi (tego określenia już się nie używa), bo właściwie tylko one są w stanie odpisać, w jaki sposób odczuwają swoją inność czy trudności. To często osoby, zwłaszcza kobiety, zdiagnozowane w wieku dorosłym, które nauczyły się maskować swoje niedostosowanie, a ich historie są smutne, pełne cierpienia i niezrozumienia. Jest też ojciec, który założył ośrodek dzienny dla dorosłych w spektrum, którzy mogą tam spędzić wartościowo czas, bez przymuszania do terapii i prób nauczenia czegoś wbrew ich samym. Jest matka wyczerpana zajmowaniem się synem i w tej opowieści najbardziej widać całkowite zaniedbanie takich osób przez państwo. 

Hołuba można by czytać i czytać, aż chciałoby się, by przytoczył tych historii więcej, bo mógłby zahaczyć o rodziców dzieci, z którymi nie ma kontaktu, o to, jak wygląda takie życie na prowincji, gdzie nie ma ośrodków i żadnej pomocy. Myślę jednak, że głównym celem tego reportażu było pokazanie, jak odczuwają świat osoby w spektrum, co ich boli, drażni, przeszkadza. Dzięki tej książce udało mi się wejść w buty tych ludzi, faktycznie zrozumieć, co jest problemem, jak doświadczają stworzone przez neurotypowych otoczenie. Polecam!

Moja ocena: 5/6

Jacek Hołub, Wszystko mam bardziej. Życie w spektrum autyzmu, 248 str., Wydawnictwo Czarne 2024.

czwartek, 24 października 2024

"Tudo é rio" Carla Madeira


 

W niewielkim brazylijskim miasteczku życie toczy się swoim rytmem. Dewotki latają do kościoła, dziwki pracują tuż obok, a pozostali szukają szczęścia i miłości w codzienności. Dalva i Venâncio są zwykłą parą, wyróżniającą się zaledwie wielką miłością. Tak wielką, że tchu brak. Jest tylko jeden problem – zazdrość. Venâncio sobie z nią nie radzi i popełnia wielki błąd, z powodu którego będzie cierpiał przez lata. 
Zupełnie inny żywot wiedzie Lucy, która jest prostytutką z zamiłowania. Uwodzi, manipuluje, uwielbia swoją pracę, co jest solą w oku dla wielu dewotek i nie tylko. 

Madeira podjęła w swojej powieści tematy niezwykle trudne – przemoc domową, zdradę, pedofilię – pokazując, jak mogą się rozwijać i istnieć we właściwie zdrowym środowisku. Autorka szkicuje historię poszczególnych bohaterów, by ukazać, dlaczego są i reagują w ten, a nie inny sposób. Nie usprawiedliwia, nie wskazuje palcem przyczyn, pozostawia czytelniczce decyzję i interpretację. Spotkałam się z wieloma negatywnymi opiniami, zarzucającymi jej gloryfikację przemocy czy właśnie pedofilii, ale ja czytam tę książkę zupełnie inaczej. Widzę tu obraz ludzi, którzy borykają się ze swoim losem, z tym, co zrobili źle i którzy próbują ułożyć sobie życie po tym i z tym, co się wydarzyło. Podobnie ma się rzecz z Lucy – najszczęśliwszą prostytutką świata, która w zasadzie jest niezwykle samotna, a swoje poczucie wartości buduje na zdobywaniu mężczyzn. 

Autorka w tej niewielkiej powieści ujęła bardzo szeroką gamę tematów, historii ludzkich, nie pomijając refleksji na temat życia i przedstawienia emocji najważniejszych bohaterów. Widać tu wewnętrzną walkę Dalvy i Venância, ból i cierpienie obojga. I choć nie zadawala mnie do końca zakończenie, to jest ono na tyle otwarte, że mogę z nim żyć.

Co w tej powieści najbardziej zachwyca, to język Madeiry. Operuje krótkimi, wręcz urywanymi zdaniami, które zarazem potrafią być bardzo poetyckie. Jej metafory, porównania są często zaskakujące, zwłaszcza że przeplatane są językiem bardzo potocznym, zwłaszcza gdy autorka opisuje zachowania Lucy w pracy. 

Madeira jest jedną z najpoczytniejszych autorek w Brazylii, a jej debiut odniósł ogromny sukces w tym kraju. Ja na pewno sięgnę po jej kolejne powieści.

Moja ocena: 4,5/6

Carla Madeira, Tudo é rio, 210 str, Record 2021.

środa, 23 października 2024

"Mieszko. Wyjście z cienia" Daniel Komorowski


O pierwszym władcy Polski niewiele wiadomo – ówcześni Piastowie byli niepiśmienni, nie pozostawili po sobie murowanych budowli ani innych artefaktów. Możemy opierać się na przypuszczeniach oraz informacjach zawartych w aktach innych państw czy ludów. Wiele tego nie jest. Planując więc pisanie powieści o Mieszku, trzeba mieć wiele fantazji, inwencji twórczej i dobry pomysł na fabułę.
Daniel Komorowski swój pomysł zasadził aż na kilka tomów, opisując w tym życie Mieszka na długo przed objęciem tronu. Według jego pomysłu (bazującego na niektórych źródłach) Mieszko został wygnany przez ojca, zmienił imię i został konungiem, który bratał się z Wikingami i królem Danii. Całkiem dobrze sobie ułożył życie, parając się grabieżami i napadami oraz ciesząc się poważaniem wśród wojów. Pogodził się z tym, że nie dla niego scheda po ojcu i tron kniaźowski, który miał przypaść jego bratu Czciborowi. Wszystko jednak ułożyło się inaczej. 

Komorowski opisuje naprzemiennie poczynania Mieszka i jego braci, wplatając krótkie retrospektywy z dzieciństwa tego pierwszego i momentu wygnania. Samej tej historii jednak nie ma wiele, bo Komorowski bardzo szczegółowo opisuje przeróżne potyczki. Rozdziały dotyczące życia, podejmowania decyzji, przemyśleń są bardzo krótkie, natomiast te opisujące rąbanie, rżnięcie i mordowanie są kilkakrotnie dłuższe. Komorowski wydaje się lubować w relacjonowaniu rzutów toporkami, ropłatywania czerepów, odcinania rąk i innych makabr. Oczywiście rozumiem, że takie były ówczesne realia walki, ale nie widzę konieczności opisywania ich kilkanaście razy. Podobnie jak drugiego ulubionego tematu autora – stosunków płciowych zwanych tu najczęściej chędożeniem. Opisywani tu mężczyźni mają kilka składowych swojego życia: picie i żarcie (tak żarcie, bo ciągle są na obfitych ucztach), chędożenie, ciukanie toporkiem i robienie rubasznych żartów. Jakichś strategicznych przemyśleń, wątpliwości, obiekcji dłuższych niż dwa zdania kompletnie brak. Samo chędożenie nie byłoby problemem, gdyby Komorowski nagminnie nie przedstawiał kobiet jako kukły, których krzyki mieszają się z zapachem mięsiwa, a ich gwałcenie po ograbieniu wioski jest najważniejszą częścią bitwy i szczytem marzeń woja. Mamy więc rozliczne opisy rozkładnia nóg, brania od tyłu, chędożeniu do nieprzytomności, krzyków młódek i wytrzymywania lub nie wielokrotnych gwałtów. Jedyna kobieta, która wyraża swoje zdanie i kreowana jest na hardą, co przypada do gustu Mieszkowi, również dość szybko zapomina o tym, jak spalono jej miasto, zamordowano ojca i wszystkich rodaków i rodaczki, by oddać się namiętnym pocałunkom i cielesnym rozkoszom jakby świat się miał lada chwila skończyć.

To wszystko opisywane jest bardzo prostym językiem. Komorowski posługuje się zdaniami bez wyrafinowanej konstrukcji, głównie pojedynczymi lub współrzędnie złożonymi, przypominającymi szkolne wypracowanie, wielokrotnie powtarza te same informacje, usilnie stara się unikać powtórzeń, wymyślając 2137 synonimów dla Mieszka oraz zaskakuje nieporadnymi opisami. Najbardziej wbiła mi się w pamięć kilkakrotnie powtórzona purpurowa krew – aż poszłam do znanej wyszukiwarki sprawdzić, jak naprawdę wygląda purpura, bo zwątpiłam w swoją wiedzę. 

Podsumowując, jeśli macie ochotę na fikcję historyczną, to zostańcie przy Sapkowskim czy Cherezińskiej. Mieszka czytać nie warto, wystarczy, że zrobiłam to za was. 

Moja ocena: 2/6

Daniel Komorowski, Mieszko. Wyjście z cienia, 336 str., Wydawnictwo Skarpa Warszawska 2024.

wtorek, 22 października 2024

"Baron drzewołaz" Italo Calvino


 

W okolicach Genui, na wybrzeżu liguryjskim w XVIII wieku mieszkała niezwykła rodzina barona Piovasco di Rondò. Dwóch braci musiało się zmagać z szalonymi pomysłami siostry, której pasja do gotowania kazała przyrządzać szczurze wątroby i ptasie móżdżki zaprawione ślimakami. Matka natomiast wychowana przez niemieckiego generała na polu bitwy przejęła jego zwyczaje i komenderowała dziećmi po niemiecku, haftując na poduszkach plany bitw. Ośmioletni Biagio i dwunastoletni Cosimo uciekali przed tym dziwacznym domem w naturę, do psot i zabaw. Pewnego dnia podczas wspólnego obiadu, sztywnego jak zwykle, nieapetycznego jak zwykle (ślimaki!), Cosimo ucieka na drzewo. I już z niego nie schodzi. 

Cała powieść to opis życia Cosima na drzewach. Początkowo Calvino opisuje praktyczne aspekty tego życia, jak spanie, załatwianie potrzeb, jedzenie, polowania, poruszanie się. Stopniowo Cosimo jednak zaczyna prowadzić z drzew różnoraką działalność – chroni lasy przed pożarami, ludność przed wilkami czy piratami, prowadzi dysputy, zakochuje się, wybiera na wyprawę do innych ludzi, którzy zamieszkali na drzewach, aczkolwiek nie z własnej woli. Cosimo pochłania ogromne ilości książek, na które zarabia sprzedając skóry upolowanych zwierząt. Dzięki intensywnej lekturze rozpoczyna korespondencję z najbardziej światłymi swoich czasów, stając się filozofem i uczonym. 

Barona drzewołaza należy oczywiście czytać jako alegorię, przypowieść o rebelii, ale i o miłości, o potrzebie izolacji i wreszcie o istocie zdobywania mądrości. Na płaszczyźnie fabularnej to w pewnym sensie powieść łotrzykowska, pełna przygód i niezbyt realnych wydarzeń, a to rodzaj prozy, który zupełnie mi nie podchodzi. Niestety płaszczyzna metaforyczna mnie także nie przekonała, a przesłanie Barona nie jest dla mnie ani oczywiste, ani przekonujące. Gdyby nie piękny język i opisy przyrody śródziemnomorskiej miałabym problem z doczytaniem tej książki. 

Moja ocena: 2/6

Italo Calvino, Baron drzewołaz, tł. Barbara Sieroszewska, 375 str., Wydawnictwo Cyklady 2004.

piątek, 18 października 2024

"Na północ. Jak pokochałem Arktykę" Adam Wajrak


Wajraka lubię czytać od zawsze. Po pierwsze, bo fajnie, gawędziarsko pisze, a po drugie, bo mi pokazuje świat zwierząt. I roślin. Dzięki tej książce wyguglowałam sobie szereg gatunków dotąd mi nieznanych, a wydrzyka to zapamiętam na całe życie. 

Wajrak opisuje więc swoje początki dziennikarskie oraz początkową fascynację fokami w Bałtyku. To dzięki niej wybrał się do Estonii, by spotkać te zwierzęta. Po tej wyprawie jego fascynacja północą wzrosła i niewiele później wylądował jako polarnik w jeszcze wyższych szerokościach geograficznych, a wreszcie w niewielkiej chatce w okolicach Spitsbergenu. 

Tam zamieszkał na kilka tygodni sam, dzieląc czas między wędrówki po okolicy i obserwacje zwierząt, głównie ptaków. Wajrak opisuje swój dzień, polarny należy dodać, ale przede wszystkim zachowanie poszczególnych gatunków. To opisy pełne entuzjazmu i respektu dla zwierząt. Autor ma pełną świadomość, w jak kruchym ekosystemie się znajduje, wie, że nie wolno mu zakłócać naturalnych zachowań i stara się tego trzymać. Z tych opisów można też sporo wyczytać o trudach takiego życia – słabym jedzeniu, chłodzie, problemach z załatwianiem potrzeb fizjologicznych, a nawet o myciu się albo niemyciu. 

Wajrak potrafi zarazić swoim entuzjazmem, ale i pokazać, jak traktować przyrodę z szacunkiem. Nie brak u niego także smutnych refleksji o niknących lodowcach czy zwierzętach umierających w skutek zatrucia chemikaliami. 

Nie miałam niestety okazji zobaczyć zdjęć, bo tej książki słuchałam, ale zapewne wspaniale dopełniają tę lekturę i na pewno warto zaopatrzyć się w jej papierową wersję.

Moja ocena: 5/6

Adam Wajrak, Na północ. Jak pokochałem Arktykę, 400 str., Wydawnictwo Agora 2022.


czwartek, 17 października 2024

"Wszystko za Everest" Jon Krakauer


Jako czytelniczka książek o górach, nie mogłam nie poznać tej pozycji. Krakauer opisał słynny tragiczny rok 1996 w okolicach Mount Everestu. To właśnie wtedy trzy różne wyprawy komercyjne zostały złapane u wierzchołka szczytu przez nagłe załamanie pogody. Jon Krakauer uczestniczył w jednej z nich jako dziennikarz. Jego celem było napisanie reportażu o komercjalizacji wypraw i o rosnącym zaśmieceniu góry. Jako że jest jedną z osób, które przeżyły i szczęśliwie wróciły do domu, postanowił opisać drobiazgowo całą historię. 

Krakauer faktycznie ujął wszystkie aspekty tych wypraw. Czytelniczka ma okazję poznać uczestników oraz ich motywację jak i kondycję i przygotowanie do wspinaczki. Krakauer opisuje ich zachowanie, charaktery, sposób radzenia sobie z sytuacjami ekstremalnymi. Podobnie ma się rzecz z organizatorami i licznymi szerpami, których autor wymienia imiennie, dodając wiele szczegółów na temat ich pracy i życia. Dowiadujemy się także, jakim wyposażeniem dysponowały wyprawy, co jedli, ile mieli butli tlenu, jakie namioty i stroje. Trudno znaleźć detal, o którym nie pomyślałby dziennikarz. Ta podstawowa wiedza służy jednak dokładnemu przeanalizowaniu całej sytuacji i próbie zrozumienia, co doprowadziło do tragedii. Autor relacjonuje więc niemal krok po kroku każdy dzień, aż po atak szczytowy. Tutaj dba o zmianę perspektywy i opis każdej z wypraw, opierając się na rozmowach z innymi uczestnikami. Nie brak tu także autorefleksji, krytycznego spojrzenia na własne działania, samopoczucie, a wreszcie samokrytyki. 

Krakauer miał wprawdzie doświadczenie wspinaczkowe, ale relacjonuje tę wyprawę z punktu widzenia laika, który próbuje zrozumieć, jak mogło dojść do takiej tragedii. Dużo tu krytycznego spojrzenia na własny stan zdrowia, samopoczucie, reakcje organizmu na wysokość, temperaturę, stres. To niezwykle ciekawe informacje, które pozwalają lepiej zrozumieć, jak zwykły organizm reaguje na taką wyprawę i skłania do refleksji nad sensem wypraw komercyjnych. Temat zaśmiecania góry, aktualny już w 1996 roku, odgrywa także sporą rolę. 

Książka Krakauera to niezwykle drobiazgowa relacja z punktu widzenia praktycznie laika, która pozwala czytelniczce spojrzeć na himalaizm z innej strony. O ile relacje himalaistów mnie przekonują i fascynują, to parcie zwykłych, często słabo przygotowanych ludzi na wchodzenia na najwyższą górę świata za ogromne sumy pieniędzy oceniam już dużo bardziej kontrowersyjnie, właśnie głównie dzięki tej książce.

Moja ocena: 4/6

Jon Krakauer, Wszystko za Everest, tł. Krystyna Palmowska, 424 str., Wydawnictwo Czarne 2015. 

czwartek, 10 października 2024

"Nie przywitam się z państwem na ulicy" Maria Reimann

 


Szkic o doświadczeniu niepełnosprawności – ten tytuł idealnie oddaje istotę tej książki. Reimann zajmowała się naukowo badaniem problemów dziewczyn i kobiet dotkniętym zespołem Turnera. Reimann przeprowadziła wiele wywiadów, wzięła udział w spotkaniach i koloniach tych kobiet, napisała o nich prace. Te wszystkie działania ukazały jej, w jak różny sposób poszczególne kobiety postrzegają swoją niepełnosprawność i od jak wielu czynników owo postrzeganie zależy. Ta refleksja natomiast skłoniła ją do autorefleksji na temat własnej niepełnosprawności - Reimann była osobą niedowidzącą.

Autorka wychodzi więc przede wszystkim z rozważenia istoty niepełnosprawności, odróżnienia od choroby i od poczucia dobrostanu zdrowotnego. Tu ogromną rolę odgrywa postawa rodziców i ich sposób traktowania niepełnosprawności dziecka. Najczęściej wtedy właśnie formowane jest poczucie dziecka i sposób radzenia sobie z chorobą czy niepełnosprawnością. Reimann kolejne naświetla poszczególne aspekty życia takich osób, skupiając się na interakcjach. Autorka dobitnie wskazuje, w jaki sposób należy z nią rozmawiać na ten temat oraz jakiego traktowania sobie życzy. Równocześnie swoimi opisami konkretnych sytuacji pozwala się wczuć w to, jak osoba z niepełnosprawnością sobie radzi i w jej przypadku widzi. 

Fragmenty osobiste, relacjonujące konkretne sytuacje z życia autorki są zresztą najciekawsze. Reimann bardzo sugestywnie opisuje własne rozterki, ale i decyzje, które podjęła, zwyczajne życie i jak sobie z nim radzi. Ta możliwość spojrzenia jej oczyma na świat bardzo zmienia perspektywę i pozwala zrozumieć, ale i wejść w buty rodziców, którzy musieli mieć spójny i konsekwentny plan wychowania takiej córki.

Ciekawe są także wypowiedzi kobiet z zespołem Turnera o tym, jak wygląd determinuje ich życie, jak bardzo otoczenie zmienia sposób traktowania w zależności od choćby wzrostu osoby. I o ile wypowiedzi rozmówczyń Reimann były bardzo ważne, to dosłowne ich przytaczanie nie było dobrym pomysłem. Są one wprawdzie wplecione w narrację, ale nie zredagowane epatują bardzo potocznym językiem, powtórzeniami, wypełniaczami nie niosącymi treści – całkowicie wybijały mnie z rytmu i ciągle się zastanawiałam, czemu ten zabieg miał służyć.

Esej Reimann to bardzo cenna perspektywa, polecam tę lekturę. Po tragicznej śmierci autorki nabrała zresztą dużo szerszego wymiaru i pozostawiła we mnie dużo smutku.

Moja ocena: 4/6

Maria Reimann, Nie przywitam się z państwem na ulicy, 168 str., Wydawnictwo Czarne 2019.

środa, 9 października 2024

"Krótka historia siedmiu zabójstw" Marlon James


W 1976 dokonano nieudanego zamachu na Boba Marleya i to wydarzenie stało się przyczynkiem do napisania tej powieści-giganta. Ponad siedemset stron i mnogość postaci wymagają niezwykłego talentu pisarskiego i niezwykłej uwagi od czytelniczki. Co więcej, James nadał każdej z postaci swój własny język. Jako że znam ten kraj, dokładnie słyszałam dźwięk patois i widziałam postawę poszczególnych bohaterów, mimo że czytałam tę powieść po polsku. Jestem pełna podziwu dla tych kreacji, dla języka, jak szeroko zakrojona jest ta narracja (obejmuje 30 lat i dwa państwa), jak obszerne jest tło wydarzeń. I bardzo, bardzo chciałam, żeby to była moja powieść, powieść, która mnie porwie i nie odpuści.
Tymczasem. Tymczasem ją wymęczyłam i nie rzuciłam tylko dlatego, że patrz wyżej. 

Ta wielogłosowa opowieść naświetla sytuację polityczno-społeczną Jamajki w latach 70. W kraju mają niebawem odbyć się wybory, a o wpływy walczy parta związana z kubańskimi komunistami. To się nie podoba Amerykanom, którzy głęboko zaangażowani są w uchronienie kraju przed tymi wpływami. James nakreśla tę sytuację, oddając głos osobom z przeróżnych grup społecznych: to będzie pracownik CIA, amerykański dziennikarz muzyczny, szefowie gangów i podrzędni członkowie owych gangów, kobiety, zwykłe mieszkanki Kingston itd. Na początku książki mamy obszernych spis postaci z podziałem na miejsca i czas, do którego często wracałam, bo zapamiętanie każdej z nich nie jest proste. Początkowo też bardzo uważnie śledziłam każdy głos, próbowałam poskładać tę poszatkowaną narracje, ale w pewnym momencie zrozumiałam, że ona właściwie do niczego nie zmierza. James pokazuje po prostu, jak wyglądało życie na wyspie, co może dla niektórych czytelniczek być zaskakujące, bo odbiega ono od pocztówkowych wyobrażeń. Dla mnie tego elementu nie było, bo jakieś tam rozeznanie w historii i życiu na Jamajce mam. 

Męskie głosy stały się dla mnie z czasem nużące, za ten kobiece dużo ciekawsze i zarazem łatwiejsze do zrozumienia, bardziej życiowe. Częściowo na zasadzie: podczas gdy faceci się tłuką o politykę, narkotyki i kasę, my załatwiamy sobie lepsze życie. James zadbał także o ukazanie amerykańskich stereotypów na temat Jamajki – co było ciekawym wątkiem, bo pewna jestem, że one nadal istnieją i mają się dobrze.

Podsumowując, nie polecam, chyba że macie dużo samozaparcia i polecam, jeśli kochacie językowe mistrzostwo. Tu wielkie brawa dla tłumacza, który miał niezły orzech do zgryzienia i nawet jeśli nie wszystkie rozwiązania były idealne, to konsekwencja w przekładzie poszczególnych głosów jest majstersztykiem. 

Moja ocena: 3/6

Marlon James, Krótka historia siedmiu zabójstw, tł. Robert Sudół, 752 str., Wydawnictwo Literackie 2016.

sobota, 5 października 2024

"Złotka klatka. O kobietach w Szwajcarii" Agnieszka Kamińska


To nie jest książka o Szwajcarii, lecz o Szwajcarka, li i tylko. Kamińska pokusiła się o szeroki rys historyczny drogi szwajcarskich kobiet do pełni praw obywatelskich. To rzetelna praca badawcza, która pozwoliła autorce opisać, jak do tego doszło, że wszystkie Szwajcarki otrzymały prawo wyborcze dopiero w 1990 roku. Tak, wtedy, kiedy udział w wyborach dla mnie jako Polki był oczywisty. O ile ten fakt był mi znany, to bardzo byłam ciekawa, jak do tego doszło i Kamińska faktycznie mi to wyjaśniła. I nie tylko to. Dowiedziałam się, jak rozwijał się ruch feministyczny, w jaki sposób kobiety walczyły z patriarchatem i w końcu, jak wygląda sytuacja dziś. 

Autorka zasadza swoją książką na porównaniu z sytuacją w Polsce, nie wyraża tego wprost, ale gdzieś podświadomie to tkwi, tak samo jak zaskoczenie – ale że w Szwajcarii jednak nie jest tak różowo? I ponownie, w jakimś stopniu o tym wiedziałam, Kamińska zaś mą wiedzę usystematyzowała i wzbogaciła  doświadczenia poszczególnych jednostek. Te głosy Szwajcarek, ale i Polek oraz innych emigrantek są chyba najciekawsze – pozwalają się przejrzeć Szwajcarii w innych oczach.

Złota klatka ma na celu obalenie mitu kraju idealnego, ukazania nierówności i codziennych problemów, z jakimi borykają się Szwajcarki, szczególnie te, które zdecydowały się na dziecko i próbują macierzyństwo połączyć z pracą. Można by sądzić, że Kamińska broni tezy, ale fakty mówią same za siebie – i mogą być zaskakujące dla osób mających wyidealizowany obraz tego kraju. Tak samo jak inne kraje, tak i Szwajcaria nie ma dobrego rozwiązania na reintegrację kobiet w pracy po urodzeniu dziecka czy zapewnienie opieki dla maluchów.

Kamińska zaskoczyła mnie rzetelnym researchem, dużym zapleczem historycznym i wielością rozmówczyń z różnych grup społecznych i wiekowych. Dzięki nim reportaż staje się bardziej wiarygodny, ale i ciekawy. Przyznam, że o ile cenię tło historyczne, to ono najmniej mnie porwało i autorce nie udało się uchwycić mojej uwagi, w przeciwieństwie do rozdziałów traktujących o współczesności.

Moja ocena: 4,5/6

Agnieszka Kamińska, Złota klatka. O kobietach w Szwajcarii, 269 str., Wydawnictwo Poznańskie 2024.

czwartek, 3 października 2024

"Macedonia Północna. W rytmie oro" Justyna Mleczak


Macedonia Północna to kolejny kraj, który miałam okazję poznać z osobistej i subiektywnej perspektywy dzięki serii podróżniczej Wydawnictwa Poznańskiego. Przyznam, że o Macedonii przed lekturą wiedziałam niewiele: stolica, problemy z nazwą, Aleksander Macedoński i chyba tyle. Justyna Mleczak jako pasjonatka tego kraju pozwoliła mi poznać Macedonię bliżej, zrozumieć jej historię i polityczne tło konfliktu dotyczącego nazwy. Następnym razem, gdy córka planując kolejną podróż, mnie spyta: Ryga czy Skopje, pewnie zasugeruję to drugie miasto. Teraz już wiem, że stolica Macedonii Północnej kryje w sobie wiele ciekawych miejsc i uwodzi chrześcijańską i muzułmańską atmosferą. 

Mleczak studiowała język macedoński nie tylko w Polsce, ale i u jego źródeł, od lat pracuje jako przewodniczka, więc ciekawostkami może sypać jak z rękawa. Opisuje więc kuchnię, zwyczaje, krajobrazy, ludzi i ich mentalność, a to wszystko przez filtr własnych doświadczeń, co jest dla mnie w tego typu książkach najciekawsze. Zawsze z ciekawością podglądam jak inne emigrantki oswajały swój nowy kraj i radziły sobie z różnicami kulutrowymi.

Świetnym uzupełnieniem tej opowieści są postaci Macedonek i Macedończyków opisane przez autorkę. Wybrała ona nietuzinkowe osoby, które w jakiś sposób wyróżniają się, np. przez działalność społeczną czy nietuzinkowe rękodzieło. Ta perspektywa jest bezcenna i niemożliwa do osiągnięcia podczas samodzielnej podróży. 

O ile bardzo cenię historyczne tło i polityczny kontekst, to zauważyłam podczas tej lektury, że z czasem stał się dla mnie nużący (na zasadzie: i tak nie zapamiętam szczegółów), a dużo chętniej czytałam fragmenty bardziej osobiste. 

Nigdy nie byłam w Macedonii, nawet nie planuję tam podróży, traktuje książki w stylu tej jako źródło wiedzy dodatkowej i zachętę, by dany kraj na jakąś tam listę do zobaczenia wrzucić. Co i wam z przymrużeniem oka zalecam.

Moja ocena: 4,5/6

Justyna Mleczak, Macedonia Północna. W rytmie oro, 320 str., Wydawnictwo Poznańskie 2022.

środa, 2 października 2024

"Czas much" Claudia Piñeiro

 



Inés odsiedziała piętnaście lat za zabójstwo kochanki męża. Gdy wychodzi z więzienia, zastany świat ją zaskakuje. Ona w zasadzie się zatrzymała, a na zewnątrz zaszły głębokie zmiany społeczne, technologiczne i kulturowe. Inés ma jednak pomysł na siebie, zakłada wraz z poznaną w więzieniu Rączką firmę. Ona oferuje usługi dezynsekcyjne, a koleżanka detektywistyczne. Uzupełniają się idealnie i wszystko by szło idealnie, gdyby nie pewna zaskakująca propozycja. Jedna z klientek prosi Inés o kupienie dla niej trutki. Kobieta się waha, mając w pamięci swój pobyt w więzieniu. Ta sprawa przywróci duchy przeszłości i postawi Inés przed poważnymi decyzjami i zmusi do przewartościowania swoich uczuć. Trudno więcej napisać, nie zdradzając zbyt wiele z treści, bo Czas much opiera się na pewnym elemencie zaskoczenia, a nawet wątku detektywistycznym. I to czyta się dobrze, Piñeiro potrafi zaciekawić, a nawet zaskoczyć, przy okazji wychodząc trochę dalej niż zwykła obyczajówka.

W Czasie much znajdziemy bowiem wiele wątków socjologiczno-społecznych. Na pierwszą linię wysuwa się tu LGBTQ+, nie jest to jednak powieść stricte o tym, po prostu bohaterowie są tu różni, dla niektórych ich orientacja seksualna i poczucie tożsamości płciowej jest jedną z części życia, a dla niektórych decyduje o być lub nie być. Innym ważnym tematem jest feminizm, który dla Inés jest dość nową koncepcją, ale pozwala jej dostrzec, że w momencie wyjścia z więzienia jej wyrok nie byłby już tak surowy. Pozwala jej także prowadzić z sukcesem własną firmę i być niezależną. Ważnym elementem tej powieści jest też stosunek matka - córka, tu rozważany na kilku płaszczyznach.

Te nowe dla Inés zjawiska komentowane są w międzyrozdziałach przypominających chór z greckich tragedii. To bardzo ciekawy zabieg literacki, który początkowo mnie zaskoczył, ale potem go doceniłam. W ten sposób autorce udało się ująć różne głosy, także te słyszane przez kobiety oraz pokazać różnorodność głosów feministycznych.

Co ważne. Piñeiro uniknęła ckliwego zakończenia, mimo to dając nadzieję na dobre życie bohaterek. Podoba mi się, że Czas much to powieść o kobietach, trudno tu szukać męskich, ważnych bohaterów. Argentynce udało się w stosunkowo lekkiej powieści ująć wiele tematów z różnych perspektyw, a także wpleść ciekawe zabiegi stylistyczne. Myślę tu także o tytule – muchy to jedna z fascynacji Inés, która odkrywa, że czas dla nich płynie o wiele wolniej niż dla człowieka. Ten fakt można interpretować w kontekście tej powieści na wiele sposobów, ale ten najprostszy, czyli zwolnijmy, zdecydowanie mnie przekonuje.

Moja ocena: 5/6

Claudia Piñeiro, Czas much, tł. Tomasz Pindel, 432 str., Wydawnictwo Sonia Draga 2023.

wtorek, 1 października 2024

"Wybrani" Patricia Nieto


 

Kolumbijska pisarka Patricia Nieto w swoim reportażu nie ucieka od tematów powszechnie kojarzących się z Kolumbią, interpretuje je jednak w sposób niespotykany, nowatorski, zaskakujący. Punktem wyjścia jest potężna rzeka Magdalena, która wija się wartkim nurtem w środkowej Kolumbii, zapewniając ludziom mieszkającym u jej brzegów byt – jej wody kryją w sobie wiele gatunków ryb, dają możliwość szybkiego transportu, zapewniają wodę. Tak jest i w Puerto Berrio. Rybacy nie wyławiają jednak tylko pokaźnych okazów ryb, a również ciała. Nie raz kilka dziennie. W wyniku konfliktów między przeróżnymi bojówkami giną masowo ludzie, a ciał trzeba się pozbyć. Rzeka jest najlepszym miejscem, by ciało zniknęło i w najlepszym wypadku nigdy nie wypłynęło lub pojawiło się zniekształcone. W Puerto Berrio grzebie się wiem masowo N.N. – na cmentarzu pojawiają się nowe i nowe groby, a mieszkańcy zaczynają adoptować dusze. To transakcja wiązana, osoba żyjąca opiekuje się grobem, przyozdabia go, nadaje zmarłemu imię, wznosi codziennie modły, a dusza za to otacza opieką, przynosi szczęście, pomaga w znalezieniu pracy, ratuje od śmierci. Ale biada, jeśli żyjący o duszy zapomni, wtedy może się srogo zemścić.

Nieto opowiada wiele historii powiązanych z tym procederem – opisuje duszarzy, ale i matki szukające zmarłych, lekarki składające kości, rybaków i życie w rzece. To mikrokosmos życia w Puerto, życia przy rzece i z rzeką. To sposób na racjonalizowanie brutalnej rzeczywistości, szukanie pociechy i ratunku, gdzie często go nie ma. Ta forma religijności może się wydać bardzo egzotyczna, ale ja tu widzę wiele paraleli do polskiego katolicyzmu, w którym zmarła babcia pomaga zdać trudny egzamin. I choć sama w to nie wierzę, wraz z Patricią Nieto mam wiele zrozumienia dla tych ludzi. To właśnie zasługa autorki, która nie szuka sensacji, nie stawia na egzotykę i ocenę postępowania, która stara się przedstawić rzeczywistość tych ludzi ze zrozumieniem, akceptacją i uczuciem. Widać to choćby w pięknym, plastycznym języku, który dostrzega najmniejsze żyjątko, pozwala sobie na metaforę, opisując rzeczy najstraszniejsze, ale i nie stroni od humoru. 

Bardzo doceniam możliwość, że mogę przeczytać po polsku reportaż z kraju dla nas dość egzotycznego, spojrzeć na Kolumbię z perspektywy Kolumbijki. Zobaczyć, jak się pisze reportaże w tym kraju, zadziwić odwołaniami do dzieł literackich, odkryć uniwersalność ludzkich przeżyć. Zachęcam was do tego samego!

Moja ocena: 5/6

Patricia Nieto, Wybrani, tł. Aleksandra Wiktorowska, 110 str., ArtRage 2024.

poniedziałek, 30 września 2024

Stosikowe losowanie – październik 2024


Katarzyna wybiera numer książki dla Guci (w stosie 37 książek) - 33
Gucia wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) - 1111
ZwL wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 252 książki) - 199
McDulka wybiera numer książki dla Anny (w stosie 239 książek) - 112
Anna wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 58 książek) - 47
Maniaczytania wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 8 książek) - 2
Agnes wybiera numer książki dla Katarzyny (w stosie 32 książki) - 31

niedziela, 15 września 2024

"Jestem fanką" Sheena Patel


 

Jestem fanką to opowieść o kobiecie, która mimo stabilnego związku zakochuje się w mężczyźnie, który traktuje ją jak zabawkę i maniakalnie śledzi w mediach społecznościowych jego inną kochankę. Patel postawiła na bardzo krótkie rozdziały, które pokazują działania i przemyślenia głównej bohaterki i w których ukryła wiele problemów społecznych. Żadnego z nich nie rozpracowuje, one pojawiają się mimochodem, przy okazji, ale pozwalają zdiagnozować brytyjskie społeczeństwo. To bowiem przede wszystkim rzecz o tym, co robią z nami media socjalne, jak nas przywiązują do kompulsywnego sprawdzania, jak czynią z nas stalkerki, jak wpływają na nasze zachowania. Tak, nic odkrywczego. Patel dodaje do tego jednak rasizm, bo jej bohaterka ma ciemny odcień skóry oraz oczekiwania społeczeństwa, a przede wszystkim rodziny wobec niej. I tu, nie dowiedziałam się niczego nowego.

Owszem można prawdy już znane ograć na inny, ciekawy sposób, naświetlić inny punkt widzenia lub kupić czytelniczkę formą. Tu niestety forma była dla mnie niestrawna. Za krótka, zbyt wyrywkowa i w zasadzie tak samo powtarzalna jak treść. 

Nie widzę w tej powieści odkrywczego i najlepszego debiutu, nie kupuję formy, nie kupuję treści. Kupuję za to audiobook – bardzo lubię głos Marty Markowicz.

Moja ocena: 3/6

Sheena Patel, Jestem fanką, tł. Anna Dobrzańska, 256 str., Wydawnictwo Albatros 2024.

piątek, 13 września 2024

"Tańczymy już tylko w Zaduszki" Maria Hawranek, Szymon Opryszek


Hawranek i Opryszek przekonali mnie lata temu swoją książką o Urugwaju. Satysfakcja z tej lektury skłoniła mnie do sięgnięcia po ich zbiór reportaży z Ameryki Łacińskiej. Autorzy zabierają czytelniczkę do Kolumbii (cztery razy), Peru (również cztery razy), Meksyku, Ekwadoru (dwa razy), Boliwii, Wenezueli, Brazylii i Paragwaju, wybierając tematy chwytliwe, kontrowersyjne, dla osoby nie znające tego regionu być może zaskakujące lub nieznane. 

Piszą więc o peruwiańskich nielegalnych kopalniach, młodocianych prostytutkach, o przesądach i wróżbach, o protestach na wenezuelskich ulicach, o mieście Gabriela Garcii Marqueza, o regionie dotkniętym demencją, o sekcie, która stawia na ayahuaskę, o odległych wioskach w górach, o zbieraczach lodu w Andach, o niemieckiej kolonii w Paragwaju itd., itp. Wiele tu ciekawostek i zaskakujących faktów – mimo że interesuję się tym regionem, nie o wszystkim wiedziałam. Autorzy potrafią pisać, ich reportaże są potoczyste, czyta się je błyskawicznie. Dbają o detale, wplatają mimochodem opisy ludzi czy otoczenia, żonglują między własnymi spostrzeżeniami, a wypowiedziami mieszkańców danego regionu czy miasta. W moim odczuciu ta książka spełniła swój cel, pokazała mi światy, których nie znam. Mam jednak pewne zastrzeżenia. Przede wszystkim językowe – nie podoba mi się częste używanie określeń Indianin i Indianka i to w kontekście, gdy nie są potrzebne, a wręcz oceniające. Wyłapałam też kilka błędów językowych. 

Można temu zbiorowi zarzucić niewielki kontekst, zawężone spojrzenie, tendencyjny wybór tematów, ja jednak nie do końca się z tym zgadzam. Koncepcja tej książki – wybór z wielu krajów –nie pozwala na pogłębienie tematów i naświetlenie wszystkich perspektyw. Ja ją widzę jako opis jednostkowego doświadczenia Marii Hawranek i Szymona Opryszka, którzy dane miejsce odwiedzili, porozmawiali z ludźmi, sami spróbowali swoich sił przy pracy czy innym eksperymencie. To perspektywa polska i subiektywna, która zapewne z założenia wyklucza pogłębione badania całkowitej sytuacji politycznej i społecznej danego kraju. Widzę tę książkę jako przyczynek do dalszych, własnych poszukiwań i badań, jako ciekawą lekturę, która może być wstępem do pasji, podróży, choćby książkowej.

Moja ocena: 5/6

Maria Hawranek, Szymon Opryszek, Tańczymy już tylko w Zaduszki, 287 str., Wydawnictwo Znak 2016.

czwartek, 12 września 2024

"Columbine. Masakra w amerykańskim liceum" Dave Cullen


Dave Cullen poświęcił dziesięć lat swojego życia na jak najgłębsze przeanalizowanie tragedii z liceum w Columbine. Dziennikarz starał się stworzyć jak najpełniejszą książkę o tym, co doprowadziło do tragedii, o jej przebiegu i jej skutkach na miasteczko jak i całe Stany Zjednoczone. Cullen drobiazgowo opisuje więc przebieg tego dnia, 20 kwietnia 1999, z wszystkich perspektyw, jakie udało mu się odnaleźć, czyli filmów, nagrań, wypowiedzi, relacji, zeznań, rozmów, ale to jest dla niego jedynie punkt wyjścia, by przeanalizować dlaczego i zastanowić się nad przyszłością. 
Ta reporterska podróż zaprowadzi więc go do życia dwóch zamachowców – Erica Harrsia i Dylana Klebolda. Cullen opisze ich życie, rodziny, przeanalizuje pamiętniki, nagrania, porozmawia z najbliższymi znajomymi i nauczycielami. Te liczne rozmowy i spotkania ukażą mu zarazem obraz tego małego miasta, położonego na przedmieściach Denver, przed, a przede wszystkim po tragedii. Autor poświęci mnóstwo miejsca na opisanie chaosu dnia masakry oraz sposobów, w jakie poszczególne grupy sobie z nią radziły. Jego opisy sięgają wielu lat po tragedii i kolejnych rocznic. 

Cullen punktuje wszystkie błędy, jakie popełnili policjanci, służby specjalne, ale także to, jak wiele grup korzystało z tej tragedii do własnych celów – tu szczególnie wspólnoty kościelne i dziennikarze, którzy swoim sposobem relacji nakręcali i nakręcają ego zamachowców. Autor jako dziennikarz wskazuje ten sposób narracji jako jeden z najważniejszych powodów powstawania naśladowców. Jego analizy rozciągają się jednak na więcej aspektów – jest to życie rodzin ofiar po tragedii, ale także osób postrzelonych, nie wykluczając często pomijanej żony zabitego nauczyciela. Cullen nie stroni także od rodzin morderców – relacjonuje ich zachowanie oraz nieliczne chwile, gdy zdecydowali się na spotkanie czy publiczne wystąpienie. Gama odczuć wszystkich osób, które ucierpiały w skutek zamachu dwóch nastolatków jest ogromna i Cullen faktycznie stara się nie zaniedbać żadnej z nich.

Clou tego reportażu jest oczywiście próba odnalezienia odpowiedzi na główne pytanie: dlaczego Eric i Dylan zdecydowali się na tak potworny czyn. Cullen twierdzi, że osobowość Erica była psychopatyczna, a Dylan cierpiał na depresję, co wraz z nieprzystosowaniem do grupy i drobnymi niepowodzeniami zakończyło się tragedią. Bardzo ciekawe są zawarte w książce informacje psychologiczne i psychiatryczne, aczkolwiek trzeba mieć na uwadze, że Cullen przedstawia je tak, by potwierdzić swoją teorię. Spotkałam się z krytyką tego stanowiska, choć dla mnie brzmi ono przekonująco. 

Nie przekonała mnie jednak struktura książki, którą odebrałam jako chaotyczną. Cullen nie trzyma się chronologii, wraca do tych samych wydarzeń, pisząc o przeszłości, nagle przeskakuje do rehabilitacji jednego z postrzelonych (ten wątek wydaje się wręcz dominować). Brakowało mi także uwagi dla wszystkich ofiar – nie doliczyłam się, by autor wymienił całą trzynastkę. 
Co ciekawe, autor nie unika pisania o sobie, dzieli się swoimi emocjami, trudnościami w radzeniu sobie z traumatycznymi przeżyciami i rozmowami, sięga do prywatnych rozmów, które były dla niego ważne. Choć wolę, gdy reporter jest niewidzialny, to jednak tutaj ten osobisty komponent był bardzo na miejscu.

Dzięki tej książce dowiedziałam się o Columbine bardzo dużo, zwłaszcza że wcześniej nie zgłębiałam tematu. 

Moja ocena: 4/6

Dave Cullen, Columbine. Masakra w amerykańskim liceum, tł. Adrian Stachowski, 636 str., Wydawnictwo Poznańskie 2022.

piątek, 6 września 2024

"Spis paru strat" Judith Schalansky

 


Przeczytawszy "Atlas wysp odległych" Judith Schalansky, zapragnęłam przeczytać wszystko, co wyszło spod jej pióra. Zachwycił mnie wtedy jej pomysł i pióro, a także sposób wydania książki. Tym razem sprawa ma się podobnie. Wydanie, które czytałam (wersja niemiecka) to przepiękna książka, każdy rozdział oddzielony jest czarną kartką z delikatnym szkicem nawiązującym do treści, cała publikacja jest przepięknie przygotowana i opracowana – od czcionki po papier.

Podobnie się ma z językiem Schlansky – jestem zachwycona jej erudycją, doborem słów, konstrukcją zdań. To bardzo trudna w przekładzie proza, kryjąca w sobie wiele znaczeń. Zresztą sam pomysł na książkę, to klejnot. Schalansky stworzyła dwanaście opowieści czy nawet esejów o rzeczach, które zniknęły. To przeróżne "rzeczy", bo autorka ma szeroki wachlarz zainteresowań. Jest wyspa, która zniknęła z powierzchni ziemi, a właściwie oceanu, tygrys kaspijski, poezje Safony, pałace i budynki, jednorożec czy nawet enerdowski Pałac Republiki. Każdy z rozdziałów to oddzielna opowieść, inna w stylu, treści i sposobie podejścia do tematu. Schalansky sięga czasem do swoich wspomnień i dzieciństwa, potrafi zasadzić historię na przeżyciach osoby związanej z danym artefaktem lub wymyślić całkiem nową opowieść. Niektóre z tych tekstów wciągnęły mnie od razu, były jednak wśród nich rozdziały nudne, przy których trudno mi było nie odbiegać myślami. 

Schalansky to pisarka wyjątkowa, która zaskakuje pomysłami, wykonaniem, ale i dbałością o aspekt graficzny (studiowała historię sztuki i zajmuje się typografią). Mimo że ta książka nie porwała mnie tak bardzo jak "Atlas", to sięgnę po jej kolejną, którą zresztą mam na półce.

Moja ocena: 4/6

Judith Schalansky, Verzeichnis einiger Verluste, 252 str., Suhrkamp Verlag 2018.

czwartek, 5 września 2024

"Welewetka. Jak znikają Kaszuby" Stasia Budzisz


Stasia Budzisz pochodzi z Kaszubów, ale swoją kaszubskość przez lata wypierała. Zindoktrynowana przez szkołę uwierzyła w swoją polskość i zaczęła się wstydzić pochodzenia, języka i zwyczajów. Gdy po latach zaczyna odkrywać ten komponent, Kaszuby wydają się być w zaniku, z wielu przyczyn. Budzisz rusza więc w reporterską podróż przez ten rejon, by odkryć jego historię, zwyczaje, język, a przede wszystkim mieszkańców i ich losy. Narrację zasadza na swojej rodzinie, a szczególnie dziadków, przechodząc z tej wąskiej osobistej soczewki w obiektyw dużo bardziej szeroki. Budzisz przeprowadziła wiele rozmów ze zwykłymi osobami, ale i kaszubskimi działaczami, osobami zaangażowanymi kulturowo, aktywistami, księżmi, rodziną. I to właśnie one są najciekawszym komponentem tego reportażu – to bliskie spojrzenie na ludzi i ich pojmowanie swojego pochodzenia jest arcyciekawe.

Budzisz stara się pokazać wszelkie aspekty tego regionu – te pozytywne i te negatywne. Podoba mi się, że powstrzymuje się od komentarza, choć potrafi wymownie milczeć, jak podczas wizyty w muzeum Kaszubów. Prywatne spostrzeżenia dotyczą raczej rodziny niż innych. 

Czytałam tę książkę z perspektywy Ślązaczki, szukając paralel w sytuacji tych dwóch regionów i języków. Nie zdawałam sobie zupełnie sprawy z odmienności problemów kaszubskich i śląskich, dla mnie Welewetka to, mówiąc językiem stricte szkolnym, bardzo pouczająca książka, do tego napisana ze swadą, potoczyście, ciekawa.

Moja ocena: 5/6

Stasia Budzisz, Welewetka. Jak znikają Kaszuby, 304 str., Wydawnictwo Poznańskie 2023.

poniedziałek, 2 września 2024

"Zmierzch" Osamu Dazai


W powojennej Japonii panował chaos, społeczeństwo przechodziło wielkie zmiany, brakowało jedzenia, stabilizacji i spokoju. Dotychczasowa arystokracja z dnia na dzień utraciła swój status. Tak stało się z rodziną Kazuko. Kobieta odeszła od męża i mieszka z matką. Od śmierci ojca brakuje środków na życie, czekające na powrót syna i brata kobiety sprzedają więc dom w Tokio i przenoszą się na wieś. Tam spędzają dni na rozmowach, robótkach ręcznych i pracach ogrodowych. Naoji wraca szczęśliwie z wojny, ale jako człowiek uzależniony od narkotyków, a potem i od alkoholu. Biedniejące kobiety zmuszone są do finansowania nałogu mężczyzny, co czynią, wyprzedając dobytek. Równocześnie na zdrowiu podupada matka. Kazuko odbiera to jak kolejny ogromny cios i stopniowo zaczyna się jej wewnętrzna rewolta.
Wraz z upadkiem kraju i dotychczasowych zasad społecznych zmienia się jej nastawienie wewnętrzne i rodzi się chęć rebelii. Rebelii na miarę tamtych czasów i jej pozycji społecznej, ale kobieta decyduje się na samotny wyjazd i spełnienie własnych marzeń i potrzeb.

Osamu w melancholijny i wzruszający sposób opisuje zmierzch epoki, znikanie świata, który już nie wróci. Tu z tym nastrojem koresponduje wszystko – natura i lektury, pogoda i krajobraz. Narracja przeplatana jest listami i cytatami, co pozwala wejść w bohaterów, choć może być nużące. Ogromną wartością dodaną jest wstęp Karoliny Bednarz, w którym nakreśla ówczesną sytuację Japonii. Bez tej przedmowy na pewno nie zrozumiałabym przesłania książki. 

Zmierzch nie będzie moją ulubioną powieścią z Tajfunów, ale po raz kolejny dostałam wspaniale wydaną i przełożoną książkę, którą czyta się z przyjemnością.

Moja ocena: 4/6

Osamu Dazai, Zmierzch, tł. Mikołaj Melanowicz, 152 str., Tajfuny 2019.

niedziela, 1 września 2024

"Aborcja jest" Katarzyna Wężyk

 


Katarzyna Wężyk podjęła się tytanicznej pracy i stworzyła książkę niemal kompletną. To wnikliwy zarys historii aborcji, z naciskiem na Polskę i USA (i to mój jedyny punkt krytyczny, choć rozumiem, że bardzo trudno było by objąć w tej już przecież dość opasłej publikacji inne kraje). Autorka krok po kroku opisuje, jak kobiety radziły sobie z niechcianymi ciążami od zarania dziejów – poczynając od ziół, wywarów, nasiadówek, poprzez metody mechaniczne po coraz bardziej rozwijające się metody chemiczne. To "radzenie sobie" Wężyk opisuje na tle przemian politycznych i społecznych, pokazując, jak ogromny wpływ na ciało i decyzje kobiet miały działania osób postronnych, głównie mężczyzn. Autorka osadza problem aborcji w tym kontekście, bardzo dokładnie analizując, co miało wpływ na postrzeganie usuwania ciąży i towarzyszącą mu retorykę. Udawadnia tu, jak ważne były i są tu względy ekonomiczne, polityczne, a przede wszystkim niezaprzeczalny patriarchalizm. Są tu bardzo ciekawa rozważania o roli języka w dyskursie na ten temat, szczególnie w Polsce. Mimo że współczesna historia ustawy aborcyjnej w Polsce jest mi dobrze znana, to jednak Wężyk świetnie ją streszcza i podsumowuje. 

To jednak nie jest tylko książka historyczna, największą wartością dodaną są opowieści kobiet, które miały aborcję. To są przeróżne opowieści, przeróżne motywacje i najróżniejsze drogi do usunięcia ciąży. To najważniejsze głosy, które pokazują faktyczne życia, uczucia, rozterki, emocje, a przede wszystkim pokazują, jak te kobiety czuły się po. 

Aborcja jest nie jest książką, w której autorka stara się zachować obiektywizm, choć dopuszcza do głosu obie strony, ale pokazać faktycznie, jak taki zabieg wygląda, oddemonizować wiodącą w Polsce narrację, udowodnić, że niezależnie od zakazów ten proceder był, jest i będzie istniał. Równocześnie Ważyk pisze bardzo wyważonym językiem, bez egzaltacji, sensacyjnej retoryki, stawia na konkrety i fakty oraz relacje osób zaangażowanych.

Bardzo polecam tę książkę każdemu, pozwala usystematyzować wiedzę, otwiera oczy i daje głos osobom, które faktycznie aborcji doświadczyły. Ostrzegam jednak, że to bardzo smutna książka, zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie, że została wydana w 2021 roku, a jak sytuacja aborcji wygląda w Polsce teraz, wszyscy wiemy.

Moja ocena: 6/6

Katarzyna Wężyk, Aborcja jest, 464 str., Wydawnictwo Agora 2021.