środa, 29 lutego 2012

Statystyka luty 2012


Przeczytane książki: 6

Ilość stron: 2236

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 0
Książki w ramach wyzwania reporterskiego: 0
Książki w ramach wyzwania nagrody literackie: 1
Książki w ramach wyzwania peryferyjnego: 

Najlepsza książka: "To coś na mojej szyi" Chimamanda Ngozi Adichie oraz "In Zeiten des abnehmenden Lichts" Eugen Ruge

Ilość książek w stosie: 140

W lutym utrzymałam dobry trend czytelniczy. Ponownie przeczytałam sześć książek, w tym kilka naprawdę dość grubych. Dwie książki przeczytałam na kindle i muszę stwierdzić, że dużo chętniej czytam na czytniku niż tradycyjną książkę. Wygoda i szybkość czytania są nieporównywalne!

Kilka dni temu rozpoczęło się nowe wyzwanie - litera zachęca nas do zapoznania się z literaturą Azji Południowo-Wschodniej. Ten region bardzo mnie interesuje więc z ogromną przyjemnością przyłączyłam się do wyzwania i zabrałam za poszukiwanie odpowiednich lektur. Zachęcam was serdecznie do dołączenia!

Przpominam, i ż w ramach Bookcrossing mam do przekazania książkę Ruth Benedict "Chryzantema i miecz. Wzory kultury japońskiej" - naprawdę nie ma chętnych?

Po krótkiej przerwie (związanej z tygodniowym wyjazdem do Turcji) będę na moim drugim blogu kontynuować publikację relacji z mojej ostatniej podróży do Azji. 

Nieoceniona Magda stworzyła dla mnie nowy wygląd bloga - mam nadzieję, że szybko się do niego przyzwyczaicie (i że wam się podoba), zwłaszcza, że w układzie niewiele zmieniłam. 

Życzę wam wspaniałych marcowych lektur i wiosennej pogody!

wtorek, 28 lutego 2012

"To coś na twojej szyi" Chimamanda Ngozi Adichie



Od momentu przeczytania Fioletowego hibiskusa, a potem Połówki żółtego słońca jestem wielką fanką Chimamandy Ngozi Adichie i na pewno nie przegapię żadnej jej książki. Ten zbiór opowiadań utwierdził mnie w moich odczuciach.

Każde z dwunastu opowiadań Nigeryjki to perełka, gotowy materiał na powieść. Autorka potrafi od pierwszego zdania wciągnąć w narrację, zainteresować czytelnika i zaskoczyć zakończeniem, najczęściej otwartym. Właśnie pointy jej opowiadań stanowią ich największą zaletę - zachętę do przemyśleń i dyskusji. Opowiadania Adichie należy bowiem czytać powoli, z rozmysłem. Od razu przyznam, że mnie się to nie udało - książkę pochłonęłam w dwa dni, nie mogąc się oprzeć świetnemu stylowi. Z przyjemnością jednak wrócę do lektury.

Każde z opowiadań ukazuje nam inne oblicze Nigerii - bohaterami są osoby z różnych sfer społecznych: od biednej Muzułmanki po emerytowanego profesora. Zaskakująco często tematem jest emigracja do Stanów Zjednoczonych i szczególnie interesujący mnie problem integracji. Począwszy od upokarzającej kolejki po wizę amerykańską, poprzez wypieranie swojego pochodzenia, zmianę imienia i porzucenie własnej kultury, by jak najprędzej zasymilować się ze społeczeństwem nowego kraju, po emigracyjną samotność - autorka ujmuje cały wachlarz problemów, na jakie trafiają emigranci. 

W tle historii ludzkich przedstawianych przez Adichie, przebłyskuje sytuacja polityczna Nigerii - zamieszki na ulicach, korupcja, głód, niepokój. Przede wszystkim jednak chwyta za serce ludzki los. Dziewczyna pracująca jako niania chłopca, łaknąca zainteresowania jego niezwykłej matki, wnuczka, która pragnie powrócić do nigeryjskich korzeni swojej babki, zagadkowa śmierć dziesięciolatka i powrót jego siostry po osiemnastu latach do miejsca wypadku, pobyt w więzieniu rozpieszczanego i uwielbianego przez wszystkich syna. Od pozostałych odbiega nieco opowiadanie, którego akcja toczy się w RPA - grupa afrykańskich pisarzy spotyka się na warsztatach, podczas których każdy z nich pisze jeden utwór. Adichie wyśmienicie przedstawia animozje i podobieństwa między literatami z poszczególnych krajów, równocześnie wplatając osobistą historię przedstawicielki Nigerii. 

Gorąco zachęcam was do zapoznania się z twórczością Chimamandy Ngozi Adichie - ten zbiór opowiadań idealnie nadaje się na pierwsze spotkanie z jej twórczością.

Moja ocena: 5,5/6

Chimamanda Ngozi Adichie, To coś na twojej szyi, tł. Katarzyna Petecka-Jurek, 295 str., Zysk i S-ka 2011

poniedziałek, 27 lutego 2012

Nowe wyzwanie literackie - Literatura w Azji, Azja w literaturze



Literatura w Azji, Azja w literaturze to wyzwanie idealnie pasujące do moich zainteresowań literackich:) Od kilku lat już przecież staram się poznawać literaturę z Azji Południowo-Wschodniej. 
Celem wyzwania jest odbycie wędrówki przez wszystkie kraje tego obszaru czyli przez Birmę, Tajlandię, Kambodżę, Wietnam, Laos, Malezję, Singapur, Indonezję, Timor Wschodni, Brunei i Filipiny oraz przez Chiny, Japonię i Koreę.

Nie jestem pewna czy uda mi się przeczytać książki ze wszystkich krajów, ale na pewno chciałabym odwiedzić Laos, Birmę, Wietnam i Kambodżę.

Zapraszam was bardzo serdecznie do dołączenia do wyzwania!

"Wybawienie" Jussi Adler-Olsen



Na krótkim urlopie w Turcji szybciutko połknęłam kolejny kryminał Adlera-Olsena. Po przeczytaniu trzech jego powieści mogę już z pewnością stwierdzić, że to nie rozwiązywanie zagadki jest najważniejszym punktem narracji, a obserwowanie sposobu prowadzenia śledztwa przez pracowników Departamentu Q.

Również tym razem właściwie od początku wiadomo, kto i jak dopuszcza się zbrodni, a siła kryminału leży w stopniowym odkrywaniu motywów przestępcy oraz poznawaniu jego przeszłości. Nie ukrywam, że największą przyjemność sprawiało mi jednak śledzenie losów Carla, Rose (i jej siostry Yrsy!) oraz Assada.

Na biurku Carla ląduje wyłowiona u wybrzeży Szkocji (rozbita niestety) butelka wraz z listem. Okazuje się, iż zawarty w niej list najprawdopodobniej został napisany przez chłopca, któremu grozi śmierć, a który wyrzucenie butelki do morza traktował jako ostatnią deskę ratunku. Niestety list znaleziono wiele lat później, butelka stała zapomniana kilka lat na posterunku w Szkocji, z którego to powodu list stał się w większości nieczytelny.
Zagadkowy list pochłonął bez reszty Rose, a potem jej siostrę Yrsę, która z dnia na dzień zastąpiła swoją chimeryczną bliźniaczkę. Yrsa jest nie mniej dziwaczna i kompletnie inna od Rose - jej irytujący styl bycia będzie doprowadzał steranego Carla do zwątpienia:)
Prowadząca śledztwo trójka nie spodziewa się, że w podobnej sytuacji, jak autor listu, znalazły się inne dzieci, i że kidnaper nieprzerwanie porywał dzieci przez wszystkie lata. Dlaczego policja nigdy nie dowiadywała się o porywanych dzieciach? Przeczytajcie sami;)

Tym razem Adler-Olsen porusza się w środowisku sekt - szczegółowo opisuje życie we wspólnocie, surowe zasady wychowania, głęboką wiarę i, jak można się domyślić, skutki takich działań na psychice dzieci.
Dla mnie jednak zagadka kryminalna jest dodatkiem do poznawania losów Carla i jego współpracowników. Mørck nadal zmaga się ze stanami lękowymi i niezwykle interesuje się urokliwą panią psycholog. Assad natomiast jest coraz bardziej zagadkowy - Carl próbuje dowiedzieć się więcej o jego prywatnym życiu i dokonuje niespodziewanych odkryć. Nie skłamię, gdy napiszę, że z ogromną ciekawością czekam na kolejny kryminał Duńczyka:)

Moja ocena: 4/6

Jussi Adler-Olsen, Erlösung, tł. Hannes Thiess, 592 str., dtv 2011.

środa, 22 lutego 2012

Stosikowe losowanie 3/12

Zapraszam do zgłaszania się do rundy marcowej. Pary rozlosuję 1 marca, a na przeczytanie książki mamy czas do końca miesiąca.



Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.
2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.
3. Wylosowaną książkę należe przeczytać do końca miesiąca.
4. Mile widziana recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.
5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach u góry strony.
6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną częścią cyklu, można zacząć czytanie od pierwszego tomu.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaną liczbą książek w stosie.

niedziela, 5 lutego 2012

"Przestępstwo" Ferdinand von Schirach




Zwykli ludzie, z różnych warstw społecznych, wiodący zwykłe życie, nie wyróżniają się niczym specjalnym. I ludzie, których życie wydaje się być przesądzone już tuż po narodzinach - porzuceni lub wychowani przez niewydolnych społecznie rodziców, emigranci, często nielegalni. Żadnego z nich na pierwszy rzut oka nie podejrzewałabym o jakiekolwiek przestępstwo. 

Berliński adwokat - Ferdinand von Schirach opowiada losy swoich klientów - spokojnie, rzeczowo, a równocześnie niezwykle sugestywnie. Nie szczędzi on żadnych szczegółów, nawet tych najbrutalniejszych, dba, by czytelnik poznał przeszłość bohaterów i zadumał się nad ich losem. Ale nie chodzi tylko o to, a o refleksję nad istotą przestępstwa.

Von Schirach próbuje skłonić do przemyśleń nad rolą winy, nad motywem podejrzanego, ale także nad rolą adwokata i dowodu. Rozdziały składają się z krótkich relacji, które niemal tak jak podczas śledztwa stanowią swoistą układankę, której złożenie odda pełny obraz działań podejrzanego.

Autor wybrał  historie zaskakujące, nieoczywiste losy, skłaniające do refleksji - jest stary, szanowany lekarz, który nagle poćwiartował swoją żonę i zgłosił się na policję, jest student, który tak kocha swoją dziewczynę, że mógłby ją zjeść, zdumiewa zachowanie anonimowego mężczyzny, który w ciągu sekund śmiertelnie znokautował chuliganów, którzy napastowali go na dworcu, wzrusza historia mężczyzny, który mając kryminalną przeszłość przypadkowo ląduje w Etiopii i tam rozpoczyna nowe życie. 

Świetna, wciągająca lektura, niestety zbyt bardzo, bo przy każdej historii powinnam się zatrzymać i zadumać, ale chęć poznania dalszych była zbyt silna.

Moja ocena: 5/6

Ferdinand von Schirach, Verbrechen, 206 str., Piper 2011.

piątek, 3 lutego 2012

"Sztuka wskrzeszania" Hernán Rivera Letelier



Moja znajomość literatury chilijskiej ogranicza się do Isabel Allende więc z ogromną chęcią sięgnęłam po książke Rivery Leteliera. Dodatkowo zaintrygowało mnie zdjęcie na okładce - krzyże, pustynny krajobraz, kobieta w łóżku i kura. Zdumiewająca kombinacja.

Głównym bohaterem "Sztuki wskrzeszania" jest Domingo Zárate Vega lepiej znany jako Chrystus z Elqui. Przemierza on pustynię Atakama, głosząc swoje nauki, błogosławiąc, zalecając ziołolecznicze recepty na każdą dolegliwość oraz dzieląc mieszkańców na gorących jego zwolenników oraz wyśmiewających go sceptyków. Postać Chrystusa jest, delikatnie mówiąc, odstręczająca - nosi zrobione z opon sandały, płaszcz z fioletowej tafty, czarne gatki, długą brodę i włosy, rzadko się myje i nie wydziela zbyt zachęcających zapachów. Oprócz tego, że przemierza pustynię i głosi swoje nauki, chętnie zaspakaja swoje inne potrzeby z napotykanymi dziewkami, najczęściej przy przydrożnym krzaku oraz korzysta z hojności swoich zwolenników posilając się u nich. Cały swój dobytek nosi w papierowej torebce.

Domingo chce na wszelkie sposoby udowodnić swoją świętość - próbą wskrzeszenia naraża się na śmieszność, podobnie jak próbami latania. 
Poza tym brakuje mu do szczęścia jeszcze jednej rzeczy - wiernej towarzyszki. Gdy więc dowiaduje się, że w miasteczku zwanym Syf mieszka święta prostytutka Magalena, czuje, że to właśnie ona będzie idealną kandydatką. Magalena jest niezwykle pobożna, w domu czci ogromną figurę Matki Boskiej Szkaplerznej, co nie przeszkadza jej przyjmować w tym samym pomieszczeniu klientów.

Trudno określić prozę Chilijczyka jednym słowem - groteska, surrealizm i ironia przeplatają się i tworzą wybuchową mieszankę. Świetnie zarysowane postaci (tu nie mogę nie wspomnieć o Don Anonimie niezmordowanie sprzątającym pustynię) oraz niezwykle sugestywnie oddana atmosfera pustyni i zagubionej w niej miasteczek, zamieszkałych przez górników, wydobywających saletrę, czynią lekturę "Sztuki wskrzeszania" niezwykle zadowalającą. 

Można się zastanawiać czy Domingo to wariat, czy wyrafinowany hochsztapler czy faktycznie kolejne wcielenie Chrystusa, można zadumać się nad nieszczęśliwym losem Magaleny, ale przede wszystkim podczas lektury należy się uśmiechać w duchu i zachwycać niezwykle bogatym językiem autora. Jego zaskakujące porównania za każdym razem mnie zdumiewały i wywoływały uśmiech. 

Oto mała próbka prozy Rivery Leteliera:

"Chrystus z Elqui podwinął zatem swą mnisią szatę i niespiesznym krokiem najedzonego przeżuwacza pokonał dziesięć prowadzących na górę stopni. Tam zzuł sandały, rozłożył pelerynę na niedokładnie oheblowanych deskach z oregońskiej sosny i używając papierowej torby w charakterze poduszki, z suchym trzaskiem stawów i kości - jako że jego szkielet odczuwał już skutki czterdziestoczteroletniego, ruchliwego żywota - wyciągnął się jak długi, pomny, oczywiści, by głowę mieć zwrócona ku północy, stopy zaś skierowane na południe."

"Sierra Gorda, tkwiąca w samym środku czyśćca, sprawiała wrażenie wymarłej. Przywodziła na myśl fatamorganę. Jej jedynym mieszkańcem wydawało się słońce, rozłożone leniwie niczym gruby, żółty kundel na tych kilku niebrukowanych uliczkach."

Tłumaczce należą się ogromne wyrazy uznania!

Moja ocena: 4,5/6

Hernán Rivera Letelier, Sztuka wskrzeszania, tł. Barbara Jaroszuk, 246 str., Muza 2011.

czwartek, 2 lutego 2012

Archipelag numer siedem już jest!



Dziś ukazał się siódmy już numer Archipelagu, którego głównym tematem jest Ciało. Oprócz znanych wam już rubryk znajdziecie artykuły o ciele boskim, uwięzionym, kobiecym czy grzesznym. Jeszcze ich nie czytałam, ale już cieszę się na lekturę, bo zapowiadają się niezwykle ciekawie.

W tym numerze czytelnicy Archipelagu mają okazję bliżej poznać niektóre z autorek, które opisały swoje literackie odkrycia ubiegłego roku. Zachęcam was do lektury, być może zainspiruje ona was do odkrycia polecanych przez nas książek.

Jak zawsze znajdziecie w Archipelagu wiele ilustracji, zdjęć, konkursów i naturalnie recenzji (w tym dwie moje, m.in. mojej książki roku 2011 czyli "Submarino").

Zapraszam was serdecznie do wspólnej lektury!!!

środa, 1 lutego 2012

Stosikowe losowanie 2/12 - pary

Paideia wybiera numer książki dla Izy (w stosie 184 książki) - 15
Iza wybiera numer książki dla Anny (w stosie 142 książki) - 17
Anna wybiera numer książki dla Z głową w książce (w stosie 31 książek) -  30
Z głową w książce wybiera numer książki dla Zacofanego w lekturze (w stosie 314 książek) -  200
Zacofany w lekturze wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 135 książek) - 97
Maniaczytania wybiera numer książki dla Brzydkiego (w stosie 5 książek) - 3
Brzydki wybiera numer książki dla Nenneke (w stosie 20 książek) - 10 
Nenneke wybiera numer książki dla Bujaczka (w stosie 100 książek) - 44
Bujaczek wybiera numer książki dla Kalio (w stosie 356 książek) - 10
Kalio wybiera numer książki dla Karto_flanej (w stosie 145 książek) - 40
Karto_flana wybiera numer książki dla Paidei (w stosie 46 książki) - 46


Proszę o podawanie w komentarzu wybranego numeru oraz tytułu wylosowanej książki a po przeczytaniu linka do recenzji. Efekty stosikowego czytania można znaleźć w zakładce u góry strony.

UWAGA: na przeczytanie wylosowanej książki mamy czas do 29 lutego.

wtorek, 31 stycznia 2012

Statystyka styczeń 2012

Przeczytane książki: 6

Ilość stron: 2371

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 0
Książki w ramach wyzwania reporterskiego: 1
Książki w ramach wyzwania japońskiego: 2
Książki w ramach wyzwania nagrody literackie: 0
Książki w ramach wyzwania peryferyjnego: 1 (Maroko)
Książki w ramach wyzwania Haruki Murakami: 1

Najlepsza książka: "To oślepiające, nieobecne światło" Tahar Ben Jelloun

Ilość książek w stosie: 141

Styczeń już tradycyjnie jest czytelniczo bardzo dobrym miesiącem, udało mi się przeczytać aż sześć książek, w tym kilka bardzo obszernych. Zakończyłam wyzwanie japońskie i wyzwanie Haruki Murakami. Nadal planuję czytać w ramach wyzwania reporterskiego oraz kontynuować moje prywatne plany peryferyjne oraz czytać noblistów oraz laureatów nagród literackich NIKE oraz Deutscher Buchpreis.

Jeśli już jestem przy wyzwaniach, pisałam zresztą o tym, zauważyłam, że w tej kwestii ucichło w blogosferze. Czy mielibyście ochotę na nowe wyzwanie bezterminowe? Mam pomysł aż na trzy wyzwania:)

Odkurzyłam moje półki i w trakcie przegrupowań niepostrzeżenie wzrósł mój stos. Spróbuję dotrzeć w najbliższym czasie do magicznych 130 książek - jakoś trzyma się mnie ta liczba.

W ramach Bookcrossing mam do przekazania książkę Ruth Benedict "Chryzantema i miecz. Wzory kultury japońskiej" - ktoś chętny?

I lust but not least, na moim drugim blogu znajdziecie relacje z mojej ostatniej podróży do Azji. Zapraszam!

"Autoportret reportera" Ryszard Kapuściński



Dziwnym trafem nie przeczytałam dotąd żadnej książki Kapuścińskiego, jedynie drukowane w GW "Lapidaria". Od dawna planowałam zapoznanie się z prozą tego wybitnego reportera, a pierwszą książką, która wpadła mi w ręce jest Autoportret reportera właśnie. Podejrzewam, że nie jest to najlepsza lektura na początek, ale dała mi dobry pogląd na postać Kapuścińskiego jako reportera i zachęciła do przyspieszenia moich planów zapoznania się z jego twórczością. Ponadto wiele z jego wypowiedzi zawartych w Autoportrecie wydaje się być wątpliwymi po ukazaniu się biografii Domosławskiego (której także nie czytałam) - warto je skonfrontować. Niemniej zaskoczyło mnie jak bliskie okazały się być moje poglądy wypowiedziom Kapuścińskiego. Potrafi on celnie ująć w słowa to, co kołacze się od dawna w mojej głowie i nie potrafi się zwerbalizować.

Sama książka jest dość szczupła i zawiera faktycznie tylko cytaty z wywiadów i książek Kapuścińskiego. Są one pogrupowane w pięć rozdziałów poświęconych różnym aspektom reporterskiej kariery - jest tu droga Kapuścińskiego do zawodu reportera oraz jego rozumienie swojej pracy, jego zdanie na temat roli mediów i dziennikarzy we współczesnym świecie czy opis sposobu pracy i procesu pisania.

Chciałam zaprezentować wam kilka wypowiedzi Kapuścińskiego, które szczególnie trafiły w mój gust:

"Gdy przyjeżdża się do jakiegoś kraju po dziesięciu czy po dwudziestu latach nieobecności - i widzi się, że już niemal wszystko jest nowe, to tym bardziej uzasadniona jest ta ustawiczna pokusa, ustawiczna próba, by pokazywać świat w ruchu, w jego własnej akcji, w trakcie jego ustawicznej wielkiej przemiany..."

Bardzo orzeźwiająca opinia, jakże różna od denerwującego mnie lamentu nad faktem, że nic już nie jest takie jak kiedyś. Nad faktem, że zmiany pogarszają obraz świata, że kiedyś dane miasto/państwo miało specyficzną atmosferę, a teraz wszędzie jest tak samo.

"Nie można już dzisiaj wyobrazić sobie życia społeczności światowej bez mediów. (...) Niebezpieczeństwo tkwi w tym, że media, które stały się potegą, przetsały się zajmować wyłącznie informacją. Wysunęły sobie ambitniejszy cel: zaczynają kształtować rzeczywistość. Coraz częściej odbieramy taki obraz świata, jaki prezentuje nam telewizja, a nie widzimy go takim, jaki jest naprawdę."

Dosadne ujęcie tego, co od dawna mnie denerwuje: ślepa wiara w przekaz telewizji, brak refleksji nad faktem, że prezentowane informacje to przefiltrowany wycinek świata, zgodny z gustem lub percpecją konkretnego dziennikarza. Fokus na jedną informację i kompletne ignorowanie wielkich połaci świata, zafiksowanie na Europę i USA to niektóre z od lat obserwowanych przeze mnie zjawisk.

"Przeciętny człowiek wie tyle, ile mu pokaże amerykańska telewizja. Wszystkie inne telewizje, z naszą włącznie, kupują materiały od telewizji amerykańskiej i wzorują sie na niej."
"W gazetach korespondencje z zagranicy zajmują coraz mniej miejsca, przeważają informacje lokalne i regionalne. Żyjemy w paradoksalnej sytuacji. Z jednej strony, stajemy się globalną wioską, dysponujemy nieograniczoną liczbą danych o świecie, z drugiej zaś strony, ludzi coraz mniej interesuje to, co się dzieje za granicami ich kraju."
Zaskakujące prawda? Dokładnie to samo obserwuję u siebie. Jedyna gazeta jaką jeszcze czytam to regionalne pismo dzielnicowe. Pozostałe informacje czerpię wyrywkowo z Internetu.

Moja ocena: 4/6

Ryszard Kapuściński, Autoportret reportera139 str., Wydawnictwo ZNAK 2003.

niedziela, 29 stycznia 2012

Podsumowanie wyzwań: japońskiego oraz Haruki Murakami




Wyzwanie Haruki Murakami skończyło się już w grudniu, ale ja jeszcze doczytałam w jego ramach trzeci tom "1Q84". W sumie przeczytałam cztery książki:


- "1Q84" 3 tomy,
- "Kafka nad morzem".


Planowałam wrócić do dawno już czytanych powieści Murakamiego, ale po rozczarowaniu lekturą "1Q84" zrezygnowałam. 




Wyzwanie japońskie zakładało przeczytanie po jednej książce z trzech okresów:
- literatura powstała do roku 1868,
- literatura z okresu 1868-1980,
- literatura powstała po roku 1980.


Przeczytałam w sumie osiem książek:


- "Haiku" Matsuo Bashō (przedział pierwszy).
- "Kobieta z wydm" Kōbō Abe (przedział drugi),
- "Kraina śniegu" Kawabata Yasunari (przedział drugi),
- "1Q84" 3 tomy Haruki Murakami (przedział trzeci),
- "Kafka nad morzem" Haruki Murakami (przedział trzeci),
- "Ostateczne wyjście" Natsuo Kirino (przedział trzeci)


oraz "Z pokora i uniżeniem" Amélie Nothomb, traktującą o Japonii. 
Wyzwanie kończy się 31.01. więc zdążyłam na czas.


Dziękuję serdecznie organizatorkom za opiekę nad wyzwaniami, a współuczestnikom za ciekawe recenzje.


Czy tylko mnie się wydaje, czy w tym roku jest dużo mniej wyzwań? Z nowych zarejestrowałam tylko "Z półki".

"1Q84" Tom 3 Haruki Murakami



Długo czytałam ostatni tom trylogii Murakamiego. Przez pierwsze sto stron usiłowałam sobie przypomnieć szczegóły wydarzeń z tomu poprzedniego, co bardzo wybijało mnie z rytmu. Nigdy nie przepadałam za rozbijaniem powieści na tomy, teraz już wiem, że tego nie znoszę i w przyszłości będę czekała do wydania ostatniego tomu i czytała hurtem. 

Koleje losów Aomame i Tengo nadal niespecjalnie mnie poruszały - choć na pewno bardziej niż nideorzeczne wydarzenia związane z Little People i ich alternatywnym światem. Jak widzicie nawet ostatni tom nie przekonał mnie do historii wymyślonej przez Murakamiego, co więcej nie udało mi się odnaleźć w niej głębszego sensu.

Dążenie do spotkania oraz uczucie, jaki połączyło Tengo i Aomame stanowią główną oś wydarzeń - ostatnie dwa-trzy rozdziały ocierają się wr ęcz o łzawą historię miłosną. Zdecydowanie najciekawsza jest postać Ushikawy, śledzącego na zlecenie sekty Aomame. Człowiek niezwykle szpetny, o nieforemnej głowie, wiedzie samotne, beznadziejne, można by rzec, życie. To jedyna postać, która wzbudzała we mnie jakieś uczucia. Nie będę ukrywać, że głównie współczucie.

Autor pozwala czytelnikowi jeszcze bardziej poznać świat roku 1Q84 - teraz także Ushikawa spostrzega dwa księżyce, Little People snują niecny plan odzyskania głosu, którym przemawiali do sekty, a Aomame ma być pośrednikiem w uzyskaniu nowej daughter. Zagmatwane? Jasne, i nawet po przeczytaniu powieści, takie pozostaje.

Zachwyciła mnie w powieści jedna rzecz - liczne odwołania literackie, muzyczne. Dodają narracji smaczku i subtelności.

Planowałam wrócić do starszych powieści Murakamiego, ale na razie odpuszczam, po trylogii mam na jakiś czas dość.

Moja ocena: 3/6

Haruki Murakami, 1Q84 Tom 3, tł. Anna Zielińska-Elliott, 508 str., Muza 2011.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Stosikowe losowanie 2/12


Zapraszam do zgłaszania się do rundy lutowej. Pary rozlosuję 1 lutego, a na przeczytanie książki mamy czas do końca miesiąca.


Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.
2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.
3. Wylosowaną książkę należe przeczytać do końca miesiąca.
4. Mile widziana recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.
5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach u góry strony.
6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną częścią cyklu, można zacząć czytanie od pierwszego tomu.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaną liczbą książek w stosie.

czwartek, 19 stycznia 2012

"Ostateczne wyjście" Natsuo Kirino



To książka niezwykła, pierwsza książka, która autentycznie mnie odpychała. Miałam wrażenie, że wcale nie chcę się dowiedzieć, co wydarzy się dalej, ale jednak autorka tak skonstruowała swoją powieść, że przewracałam stronę za stroną i dalej brnęłam w jej zimny świat.

Akcja "Ostatecznego wyjścia" obejmuje życie czterech kobiet. Masako Katori dotkliwie odczuwa samotność. Mieszka wprawdzie z mężem i synem, ale nic rodziny nie łączy. Mąż zaszył się w swoim świecie, syn przestał się odzywać. Yayoi Yamamoto wprawdzie rozmawia z mężem, ale głównie się z nim kłóci. Podczas gdy ona zajmuje się dwójką małych synów, mąż oddaje się  hazardowi i zakochuje w damie do towarzystwa w jednym z klubów dla mężczyzn. Yoshie Azuma opiekuje się niedołężną teściową i samotnie wychowuje nastoletnią córkę, ciągle cierpiąc z przemęczenia i braku pieniędzy. Kuniko Jonouchi po uszy siedzi w długach, pieniądze wydaje na eleganckie szmatki, drogi samochód, perfumy i biżuterię. Gdy mąż ją opuszcza, wyczyszczając uprzednio wspólne konto wpada w łapy komornika.
Wszystkie cztery kobiety pracują razem na nocnej zmianie w fabryce produkującej gotowe zestawy obiadowe i wszystkie cztery łączy jakaś więź - jeszcze nie przyjaźń, ale na pewno głębsze koleżeństwo. Razem pracują i wspomagają się w kłopotach finansowych. Gdy Yayoi w afekcie udusi męża, połączy je jeszcze jedna sprawa - kwestia usunięcia zwłok.

W akcji powieści niemałą rolę odegra jeszcze trzech mężczyzn. Prowadzący podejrzaną firmę lichwiarską (nękającą Kuniko) Akira Jumonji, Sataka - właściciel klubu do gry w bakarata oraz klubu dla mężczyzn (które odwiedzał mąż Yayoi) oraz pół-Brazyijczyk, pół-Japończyk Kazuo, który zakochuje się w Masako.

Natsuo Kirino prowadzi czytelnika w świat przeraźliwej samotności. Zdumiewającym jest odkrywanie mechanizmów, które posunęły zwyczajne kobiety do zbrodn, a następnie pomogły im wypierać własną winę. Przeraża w jaki sposób autorka wydobywa ze swoich bohaterek zdolność do czynienia zła, równocześnie wzbudzając w czytelniku współczucie. Bo właśnie kobietom będzie czytelnik kibicował, będzie pragnął, by policja nie odkryła ich zbrodni - zaskakujące, prawda?
Ten dysonans tak mnie drażnił, że z oporem przewracałam kolejne strony. Dosłownie bałam się tego, co może się jeszcze wydarzyć i równocześnie chciałam i nie chciałam się tego dowiedzieć

Zakończenie powieści, w moim odczuciu, nieco odstaje od groźnej, niepokojącej atmosfery, bardziej wpasuje się w konwencję thrillera z finałową rozgrywką. Mimo to "Ostateczne wyjście" to przede wszystkim niezwykle zaskakująca powieść psychologiczna.

Moja ocena: 4/6

Natsuo Kirino, Ostateczne wyjście, tł. Marek Fedyszak, 584 str., Wydawnictwo Sonia Draga 2005.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

"Zabójcy bażantów" Jussi Adler-Olsen



Po (wirtualnym) przewróceniu ostatniej strony "Kobiety w klatce", od razu zabrałam się za czytanie "Zabójców bażantów". Wsiadając do samolotu linii Bangkok-Berlin, miałam na lekturę mnóstwo czasu. I mimo towarzystwa dwójki dzieci udało mi się połknąć 80% powieści. Dosłownie nie mogłam się oderwać od kindla;)

Carl Mørck po sukcesie śledztwa i odnalezeniu Merete Lynggard, pragnie spocząć na laurach, trochę podrzemać w fotelu, pobimbać sobie, posurfować. Tymczasem jego Departament zwiększył się o nową wpółpracowniczkę - nieco ekscentryczną Rose Knudsen, a do tego ktoś nieustannie podrzuca mu dokumenty dawno już zamkniętego dochodzenia w sprawie brutalnego zabójstwa dwójki nastolatków. Carl (niezbyt chętnie) i Assad (z ogromnym entuzjazmem) rozpoczynają śledztwo i już na samym jego początku zostają wyhamowani przez szefostwo. A jeśli ktoś Morckowi czegoś zabrania, to on na pewno nie odpuści. W ten sposób mało ciekawe śledztwo, zamienia się w dochodzenie arcyinteresujące.

Rzekomy zabójca rodzeństwa już od prawie osiemnastu lat siedzi za kratkami, a dochodzenie zostało odłożone ad acta, wszak zwieńczone zostało sukcesem. Okazuje się jednak, że w kręgu podejrzanych znajdowała się grupa bogatych uczniów prywatnej szkoły z internatem. Dopiero kilka lat po zabójstwie na komendę zgłosił się najbiedniejszy z paczki. Wszystkie te fakty wzbudzają podejrzenia Carla i Assada. Byli uczniowie należą teraz do elity duńskiego społeczeństwa - Ditlev jest właścicielem sieci prywatnych klinik chirurgi plastycznej, Torsten jest znanym projektantem mody, a Ulrik analitykiem giełdowym. Wszyscy są nieprzyzwoicie bogaci. Do ich paczki należał jeszcze jeden mężczyzna, który zginął podczas polowania w niejasnych okolicznościach oraz Kimmie. Tajemnicza Kimmie. Od piętnastu lat żyje na ulicy jako bezdomna, ogarnięta przemożną chęcią zemsty na byłych kompanach. 

Stopniowo poznajemy przeszłość Kimmie - tragiczną, pełną goryczy i nienawiści. Ta część powieści jest najbardziej poruszająca, Adler-Olsen dotyka Zła w swojej istocie. Zła, którego doświadczyła Kimmie i zła, które wraz z kolegami czyniła innym. Czytelnika może zaszokować bezkarność Ditleva, Ulrika i Torstena, ich pycha, brak jakichkolwiek uczuć, zimna krew, a nawet rozkosz z jaką maltretują ludzi i zwierzęta.

Prywatne perypetie Carla są niemniej interesujące, podobnie jak jego współpraca z Assadem i Rose - po przeczytaniu dwóch powieści czuję się wśród nich, jak wśród dobrych znajomych:)

"Zabójcy bażantów" to powieść lepsza niż "Kobieta w klatce" i jeśli Adler-Olsen utrzyma trend, to już się cieszę na kolejną część, która cierpliwie czeka na mnie na kindlu:)

Moja ocena: 5,5/6

Jussi Adler-Olsen, Schändung, tł. Hannes Thiess, 464 str., dtv 2011.

"Kobieta w klatce" Jussi Adler-Olsen



Gdy wybierałam powieści do wgrania na mojego nowego kindle, w oko wpadły mi trzy thrillery Duńczyka. Nie zastanawiałam się długo, pamiętając bardzo pozytywne opinie zarówno z polskich, jak i niemieckich blogów.

I faktycznie "Kobieta w klatce" to bardzo porządny kryminał, spełniający wszystkie moje oczekiwania wobec literatury tego typu - wartko napisany, trzymający w napięciu, nieco przerażający i z ciekawą sylwetką policjanta.

Carl Mørck właśnie wraca do pracy po dłuższym urlopie zdrowotnym. W pamięci wciąż ma wydarzenia z ostatniego śledztwa, podczas którego został zaskoczony przez przestępców i postrzelony, jeden z jego współpracowników zginął, a drugi leży sparaliżowany w szpitalu. Carl nie jest zbyt lubiany wśród kolegów i jego szefowie kombinują jak się go pozbyć. Gdy powstaje nowy departament Q, którego pracownicy mają zająć się nierozwiązanymi śledztwami, wydaje im się, że znaleźli świetny sposób na pozbycie się Mørcka. Biuro Carla zostaje na szybko urządzone w piwnicy, a on korzystając z odosobnienia, spędza dni na drzemce w fotelu i surfowaniu. Ale do czasu. Nowy współpracownik wywraca jego świat do góry nogami. Syryjczyk Assad jest świetny - komiczny i tajemniczy. Zderzenie duńskiego, uporządkowanego świata Carla i pełnego fantazji, pachnącego orientem świata Assada jest rewelacyjne. Właśnie Assad zabiera się za przeglądanie ogromnego stosu akt, z którego wybiera przypadek zaginionej przed pięcioma laty Merete Lynggard.

Merete - piękna i inteligentna - zrobiła błyskawiczną karierę w świecie polityki. Młoda parlamentarzystka całe dnie spędza w pracy, a wieczory poświęca bratu Uffe. Stopniowo dowiadujemy się o brzemiennym w skutki wypadku samochodowym, w którym zginęli rodzicie Merete. Uffe od tragedii przestał mówić i jest lekko upośledzony. Siostra żyje z ciągłym poczuciem winy i całkowicie poświęca się ukochanemu bratu, rezygnując z życia prywatnego.

Akcja "Kobiety w klatce" przebiega dwutorowo. Jeden z wątków rozpoczyna się w 2002 roku nagłym zniknięciem Merete. Nagle została ona porwana na promie z Niemiec do Danii i zamknięta w betonowym pomieszczeniu, bez jakiejkolwiek możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym. Śledzimy jej zmagania, próby przetrwania, a równocześnie dowiadujemy się coraz więcej o jej prześladowcach. Ta część "Kobiety w klatce" to studium rosnącej nienawiści i zazdrości.

W 2007 roku Carl Morck rozpoczyna śledztwo - ten wątek wydaje się być ciekawszy, a postać Morcka wyrazistsza. Wprawdzie wpisuje się on w trend gburowatych policjantów o nieudanym życiu osobistym, ale ma w sobie coś, co mnie ujęło. Z ciekawością śledziłam nie tylko postępy śledztwa, ale jego perypetie rodzinne, zawodowe oraz współpracę z Assadem.

Adler-Olsen ma sprawny warsztat pisarski, krótkie rozdziały i dynamiczne pióro spowodowały, że przeczytałam książkę w mgnieniu oka:) I jak pewnie się domyślacie, nie zwlekałam z sięgnięciem po kolejny tom.

Moja ocena: 5/6

Jussi Adler-Olsen, Erbarmen, tł. Hannes Thiess, 420 str., dtv 2011.

piątek, 13 stycznia 2012

Podsumowanie wyzwania rodzinnego



Gdy planowałam udział w tym wyzwaniu, chciałam przeczytać następujące pozycje:

1. Charlotte Link "Dom sióstr"
2. Jung Chang "Dzikie łabędzie: Trzy córy Chin"
3. John Steinbeck "Na wschód od Edenu"
4. Majgull Axelsson "Kwietniowa czarownica"

Jednak nie sięgnęłam po żadną z nich. Przeczytałam za to te książki:

"Oczyszczenie" Sofi Oksanen (relacje sisotrzane)
"Piaskowa góra" Joanna Bator (relacja matka-córka)
"Piłat" Magda Szabó (relcja córka-rodzice)
"Zagubiona przeszłość" Judi Picoult (relacja ojciec-córka)
"Matka odchodzi" Tadeusz Różewicz (relacja matka-syn)

Nie udało mi się przeczytać żadnej książki z relacjami braterskimi. 
Dziękuję organizatorce za pomysł i jego realizację, a uczestnikom za udział!

Podsumowanie wyzwania reporterskiego



Gdy przyłączyłam się do wyzwania planowałam przeczytać te pozycje:

1. Mariusz Szczygieł "Gottland"
2. Ryszard Kapuściński "Autoportret reportera"
3. Beata Pawlikowska "Blondynka śpiewa w Ukajali"
4. Andrzej Stasiuk "Jadąc do Babadag"
5. Małgorzata Szejnert "Wyspa klucz"

Przeczytałam natomiast:

"Gottland" Mariusz Szczygieł
"Kaprysik" Mariusz Szczygieł
"Der entfesselte Globus" Ilja Trojanow
"Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę" Wolfgang Büscher

czyli tylko 4 książki i tylko jedną z planowanych.
W kolejnym roku trwania wyzwania planuję więc przeczytanie pozostałych czterech książek z powyższej listy i dodatkowo

"Czarny ogród" Małgorzaty Szejnert
"Zrób sobie raj" Mariusz Szczygieł

Dziękuję organizatorce za opiekę nad wyzwaniem, a wszystkim uczestnikom za ciekawe recenzje! 
Jeśli są chętni do dołączenia do wyzwania, wystarczy kliknąć na powyższy baner.

czwartek, 12 stycznia 2012

"To oślepiające, nieobecne światło" Tahar Ben Jelloun



Słowa Tazmamart długo nie zapomnę. Nie zapomnę jego straszliwej aury, porażającego znaczenia, towarzyszącej mu dusznej atmosfery. Tazmamart to marokańskie więzienie. Nie, nie więzienie. Twierdza, dziura, ciemnica, grób. 
W nim umieszczono Salima i jego towarzyszy. Dożywotni pobyt w tym miejscu jest karą za pucz w pałacu króla Hassana II. Pucz niezaplanowany przez nich, do pałacu jechali nieświadomi zamiarów dowódców. Po dwuletnim pobycie w więzieniu, zostają przewiezieni do Tazmamart, gdzie wegetują bez światła, godnego pożywienia, bez kontaktu z bliskimi, wśród robactwa i skorpionów, bliscy obłędu.

Powieść Tahara Ben Jelloun opiera się na autentycznej relacji jednego z więźniów, który przeżył osiemnaście lat w Tazmamart. Salim opisuje szczegółowo życie w celi - organizację dnia, role, jakie przejęli poszczególni więźniowie, np. liczenie upływu czasu, nauka Koranu, języków, opowiadanie powieści. Oczyma Salima obserwujemy zachowanie współtowarzyszy, ich umieranie i wpadanie w obłęd. Salim opisuje każdego z nich, ich sposoby na przetrwanie, charaktery, umiejętności.

Najwięcej miejsca zajmują jednak myśli Salima. Czytelnik dowiaduje się jak wypracowuje sobie swoje sposoby na przetrwanie, jak zajmuje myśli, pogrąża się w swoistej medytacji, recytacji Koranu, modlitwie  i wspomnieniach. Dzięki nim poznajemy jego przeszłość, rodzinę i życie przed uwięzieniem.

Jeśli myślicie, że "To oślepiające, nieobecne światło" to powieść napisana surowym, dosadnym językiem, to się mylicie. Od pierwszych stron z kart książki aż bucha od poetyckich porównań. Dla mnie to był szok, że tak kolokwialnie się wyrażę. Spodziewałam się niemal reporterskiej relacji, porażającej w swojej prostocie, a dostałam delikatny, poetycki język, którym autor oddał jedne z najmroczniejszych, najtragiczniejszych scen, jakie zdarzyło mi się czytać.

Lektura obowiązkowa!

Moja ocena: 6/6

Tahar Ben Jelloun, Das Schweigen des Lichts, tł. Christiane Kayser, 256 str., BvT 2007.