środa, 27 marca 2024
"Kurwa, kurwa, kurwa" Linn Strømsborg
wtorek, 26 marca 2024
"Jestem głód" Petra Dvoráková
poniedziałek, 25 marca 2024
"Szczegóły" Ia Genberg
sobota, 23 marca 2024
"Chłopczyce z Kabulu" Jenny Nordberg
czwartek, 21 marca 2024
"Zdobycz" Émile Zola
piątek, 15 marca 2024
"Cudowne lata" Valérie Perrin
Perrin snuje opowieść o trójce przyjaciół, dwóch chłopcach i dziewczynie, których los złączył w wieku dziesięciu lat w szkole. Ta trójka staje się nierozłączna, poznajemy ich życie w wielu szczegółach. Ninę wychowuje dziadek, po tym, jak porzuciła ją matka. Étienne dorasta w dobrze sytuowanej rodzinie jako jeden z trójki rodzeństwa – niekochany jednak przez ojca. Adrien wychowywany jest przez samotną matkę. Wszystkie trzy rodziny traktują przyjaciół jak własne dzieci. Étienne to niezwykle przystojny, dumny chłopak, który nie przepada za nauką, Adrien natomiast to ciche, skryte dziecko, dobry uczeń i syn. Nina to bystra dziewczyna, utalentowana muzykalnie i artystycznie, pełna temperamentu, zadziorna, ale zarazem niepewna siebie i tęskniąca za matką.
Gdy przyjaciele wkraczają w dorosłość, ich relacja się zmienia, każde z nich wbrew snutym przez lata planom podąża inna ścieżką, a przyjaźń nie wytrzymuje próby czasu oraz nieszczęść, które na nich spadają.
Perrin prowadzi narrację dwutorowo. Opowiada historię młodości tych trzech osób, przeplatając ją wspomnieniami nieznanej narratorki, która zarazem opowiada o aktualnym życiu przyjaciół. Autorka zasadziła swoją opowieść na tych dwóch wątkach, by zapewne wprowadzić element niepewności i zaskoczenia, ja jednak już po jednej trzeciej powieści domyśliłam się, kim jest współczesna narratorka. Nie zdradzając zbyt wiele z treści, przyznam, że nie bardzo podobał mi się ten zabieg, wykorzystujący pewien fakt, w takim celu. Nie mogłam się także pozbyć odczucia, że autorka manipuluje moimi emocjami, w taki a nie inny sposób konstruując powieść i dawkując informacje. Podobnie ma się rzecz z zakończeniem – nagle dostajemy całą historię pochodzenia ojca Niny, która w całkiem prosty sposób wychodzi na jaw, a przecież przez całą powieść pozostawała nierozwiązywalną tajemnicą.
Nie zaprzeczę, że Perrin operuje potoczystym językiem i Cudowne lata czyta się dobrze i szybko. I mimo, że wczoraj skończyłam lekturę tych niemal sześciuset stron, to dziś jestem w stanie streścić je w kilku zdaniach. Rozumiem, że wszystkie opisy wydarzeń z dzieciństwa służą budowaniu beztroskiej atmosfery lat 90., ale de facto nie wnoszą nic do narracji. Zadziwiające jest także, jak szybko tak głęboka przyjaźń potrafi zniknąć. W przypadku młodych osób jest to jeszcze zrozumiałe, ale tutaj zaangażowane były całe rodziny – a nagle przyjaciele dzieci przestają odgrywać jakąkolwiek rolę. Nie przekonuje mnie też wątek sprawy dręczącej przez lata Étienne'a oraz jego cudowne i nagłe rozwiązanie po latach. Takiemu cudownemu rozwiązaniu ulega także na przykład wątek męża Niny. Im więcej czasu upływa od lektury, tym mniej przekonuje mnie ta powieść, a ja wyraźniej dostrzegam, jak grubymi nićmi jest szyta ta fabuła.
Cudowne lata to dobre, wciągające czytadło na plażę, ale niestety nic ponad to.
Moja ocena: 3/6
Valérie Perrin, Cudwone lata, tł. Joanna Prądzyńska, 576 str., Wydawnictwo Albatros 2023.
czwartek, 14 marca 2024
"Greenpoint. Kroniki Małej Polski" Ewa Winnicka
wtorek, 12 marca 2024
"Sobremesa" Mikołaj Buczak
Opowieść Mikołaja Buczaka o Hiszpanii to potoczysta gawęda pełna ciekawostek i informacji o tym kraju. Buczak zasadza tę książkę na własnym doświadczeniu – dzieli się swoją historią nauki języka i opisuje wyjazdy do Hiszpanii, a szczególnie spotkania z jej mieszkańcami i mieszkankami, które były dla niego inspiracją do pisania i źródłem wiedzy.
Buczak poruszył wiele tematów, skupiając się jednak na tym, by czytelniczka przede wszystkim poznała styl życia i mentalność mieszkańców tego kraju. Autor zaczyna więc o szeroko pojętym życiu – kulturze jedzenia i chodzenia do barów, pisze o sposobie spędzania wolnego czasu, ale i tego poświęconego na pracę, przy okazji pozwalając sobie na wiele wycieczek językowych. Tak czyni zresztą w wielu rozdziałach, ukazując jak język towarzyszy kulturze. Dla osób nie bardzo zainteresowanych lingwistyką mogą one być zbyteczne, mnie się bardzo podobały.
Każda prowincja Hiszpanii znajdzie w tej książce swoje miejsce, choć widać, że serce autora bije mocniej dla Kraju Basków (tu znów świetna wycieczka na temat języka). Co więcej Buczak zdradza wewnątrzhiszpańskie stereotypy na temat mieszkańców poszczególnych regionów, przy okazji opisując popularne programy telewizyjne czy filmy.
Buczak nie unika też tematów zapalnych – jak na przykład drapieżna turystyka niszcząca miasta i mająca ogromny wpływ na życie Hiszpanów i Hiszpanek. Podobnie jak kolonie, a może nawet getta emigrantów z Wielkiej Brytanii czy Niemiec, które zawłaszczyły całe regiony i niespecjalnie integrują się z hiszpańską kulturą czy językiem.
Sobremesa to nie jest wyczerpujące kompendium na temat Hiszpanii, ale krótkie wprowadzenia na temat feminizmu czy praw kobiet i LGBTQ+ nie tyle podają skondensowaną wiedzę, ale zachęcają do dalszych poszukiwań.
Ta książka uwodzi językiem – prostym, ale i dowcipnym, celnym oraz podejściem autora, który potrafi przekazać swoją miłość do kraju, unikając idealizowania. Hiszpania sama w sobie mnie interesuje, więc z ciekawością sięgam po wszystko, co napisano na jej temat, Buczak mnie nie zawiódł, a przede wszystkim pokazał fakty i informacje, o których nie wiedziałam. I brawa za idealnie dobrany tytuł – ta książka jest jak nie kończąca się sobremesa z autorem.
Moja ocena: 4,5/6
Mikołaj Buczak, Sobremesa, 328 str., Wydawnictwo Poznańskie 2020.
czwartek, 7 marca 2024
"Farerskie kadry" Maciej Brencz
To moja czwarta książka o Wyspach Owczych, więc zawarte w niej wiadomości nie były dla mnie nowe. Brencz opisuje archipelag z perspektywy osoby w nim zakochanej, miłośnika języka i specyfiki wysp. To opowieść o wszelakich aspektach tego regionu, poczynając od języka, poprzez kulturę, zwyczaje, legendy, krajobrazy, pogodę, specyfikę życia, rozwój czy turystykę.
Brencz stara się zachować obiektywizm, choć widać, że wyspy go oczarowały i jest to jego miejsce na ziemi. Swoje obserwacje podpiera źródłami bibliograficznymi, a przede wszystkim rozmowami z Farerami i osobami, które wybrały to miejsce na swój drugi dom. Niestety nie uniknął powtórzeń, wiele faktów z danego rozdziału, powtarza się w kolejnych, co wprowadza nieco chaosu. Bardzo podobało mi się, że Brencz nie unika tematów trudnych takich jak wielorybnictwo, przedstawiając je w szerszym kontekście i tłumacząc przyczyny, a przede wszystkim, sposób łowienia wielorybów. Drugim niełatwym tematem jest pedofilia, który jednak autor zaledwie liznął, zaznaczając jednak, że to kwestia, której Farerzy nie chcą poruszać na forum publicznym.
Farerskie kadry to faktycznie kadry, a nie pogłębiona opowieść. To książka dla kogoś, kto wyspy dopiero poznaje i niewiele o nich wie. Dla mnie była dość powtarzalna, zwłaszcza, że wiele z tych informacji słyszałam od Kingi, którą znam osobiście. Brencz nie ma także tak potoczystego, gawędziarskiego stylu jak Kinga, więc tę książkę czytało się znacznie gorzej niż jej reportaż.
Polecam początkującym w temacie i żałuję, że w wersji elektronicznej nie miałam możliwości zobaczyć fotografii.
Moja ocena: 3,5/6
Maciej Brencz, Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc, 368 str., Wydawnictwo Poznańskie 2019.
niedziela, 3 marca 2024
Statystyka luty 2024
Przeczytane książki: 11
sobota, 2 marca 2024
"Otchłanie" Pilar Quintana
W kolumbijskim Cali mieszka ośmioletnia Claudia, która dorasta jako jedyne dziecko dość dysfunkcyjnej rodziny. W narracji z perspektywy dziecka poznajemy niezbyt szczęśliwą przeszłość rodziców Claudii. Dużo starszy ojciec zakochał się w matce dziewczynki noszącej także imię Claudia, ona zaś wcale nie była przekonana do małżeństwa, ale zgodziła się na nie po namowie nieinteresującej się nią matki.
Małżeństwo nie jest szczęśliwe, dziewczynka jest zaniedbywana przez oboje rodziców – ojciec pracuje, prowadząc rodzinny sklep, a matka popada w depresję. Otchłanie to bardzo sensualna opowieść o tym, jak depresja wpływa na całą rodzinę. Dziewczynka na swój sposób rozumie zachowanie matki i próbuje je kanalizować w zabawach z lalką. Dziecko pojmuje więcej z domowej sytuacji niż wydaje się rodzicom, co także jest ignorowane. Równocześnie matka zafascynowana jest śmiercią – czyta namiętnie magazyny plotkarskie i śledzi doniesienia o samobójstwach szczęśliwych i bogatych. Gdy samobójstwo popełnia jej przyjaciółka, z którą konkurowała w hodowli roślin doniczkowych, jej samopoczucie jeszcze się pogarsza. Wyjazd do górskiej rezydencji zaprzyjaźnionej rodziny ma jej pomóc, ale to dom, nad którym także wisi piętno tragicznej śmierci. Jego właścicielka zaginęła na krętej górskiej drodze nocą, gdy nagle opuściła przyjęcie. Ta fascynacja przenosi się także na małą Claudię, która poszukuje śladów zaginionej Rebeki.
Ta niewielka objętościowo powieść niesie w sobie ogromny ładunek emocjonalny – to wielka samotność dziecka, nieszczęście matki, osaczenie przez uwarunkowania rodzinne i społeczne. Quintana świetnie oddaje psychikę dziecka, równocześnie budując atmosferę niepokoju i zagrożnia.
Polecam!
Moja ocena: 5/6
Pilar Quintana, Otchłanie, tł. Iwona Michałowska-Gabrych, 232 str., Wydawnictwo MOVA 2023.
piątek, 1 marca 2024
Stosikowe losowanie marzec 2024
niedziela, 25 lutego 2024
"Piranesi" Susanna Clarke
sobota, 24 lutego 2024
"Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów" Émile Zola
piątek, 23 lutego 2024
"Słabsi" Sigrid Nunez
wtorek, 20 lutego 2024
"Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę" Ocean Vuong
To opowieść młodego mężczyzny w formie listu do matki – pozornie, bo kryje w sobie wiele więcej. Ten młody mężczyzna jest Wietnamczykiem, który przyjechał do USA jako kilkuletni chłopiec z matką, ciotką i babcią. Matka nigdy nie nauczyła się na tyle angielskiego, by ten list mógł do niej trafić. Piesek (jak nazywany jest w domu) pisze jednak, tworząc niezwykłą panoramę swojego życia, a także w formie autoterapii. To dziecko osaczone przez przemoc wynikającą z traumy wojennej i emigracyjnej, stale z nią konfrontowane, samotne, odrzucone i dręczone. Start w Stanach jest dla Pieska traumatyczny – nie ma w tym świecie przewodnika, trafia natomiast na dręczycieli i niezrozumienie. W domu balansuje między miłością a przemocą, między rzeczywistością, a przeszłością, odkrywając swoją tożsamość.
To powieść o wchodzeniu w dorosłość, o środowisku emigrantów, o wojnie i jej konsekwencjach, o dorastaniu, o samotności, o języku i zagubieniu między słowami. Tu syn emigrantki, która nigdy nie nauczyła się języka nowego kraju, studiuje literaturę i pracuje ze słowami. Osoba, która wyróżnia się kolorem skóry i pochodzeniem, dokłada do tego odmienną od normy tożsamość seksualną. Ta osoba ma jedyną szansę na odnalezienie jakiekolwiek formy kontaktu wśród innych emigrantów lub osób z marginesu. To osoba, która ciągle konfrontowana jest ze śmiercią – tą będącą efektem wojny, ale i narkotyków.
Vuong chwyta się wielu problemów, a jego powieść staje się przez to gęsta i przytłaczająca. Lektury nie ułatwia konstrukcja – to zbiór urywków, myśli, wspomnień bez chronologicznej konsekwencji, bez ciągłości narracji. Wiele tu bardzo trudnych scen – wyznań matki, odkrywania przeszłości, ale i wydarzeń aktualnych o ogromnej mocy rażenia jak śmierć babki, masaż amputowanej nogi czy pierwsze doświadczenia seksualne.
Co mnie nie przekonało w tej powieści to jej język – Vuong stawia na poetyckość, ale niestety na poetyckość pachnącą Coelho. Dużo tu zdań, które na pozór wydają się być głębokie, ale rzucone w przestrzeń tracą głębię i stają się pustymi sloganami. Odniosłam wrażenie, że mogą się bardziej sprzedać po angielsku, po polsku czasem brzmiały śmiesznie.
Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę to ten rodzaj powieści, w której autor starał się upchnąć wszystko, szczególnie jeśli chodzi o epatowanie nieszczęściem i przemocą. Nie twierdzę, że to zła książka – raczej niedopowiedziana, choć poruszająca. Jestem przekonana, że może się bardzo podobać, mnie jednak ten język zbyt przeszkadzał.
Moja ocena: 4/6
Ocean Vuong, Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę, tł. Adam Pluszka, 288 str., W.A.B. 2021.
czwartek, 15 lutego 2024
"Księga" José Luís Peixoto
środa, 14 lutego 2024
"Łaska" Anna Kańtoch
Sześcioletnia Marysia znika na tydzień w 1955 roku. Pokrytą krwią dziewczynkę znajduje grzybiarz, a wychowująca ją ciotka decyduje się na zawieszenie śledztwa. W 1985 roku Maria nadal nie wie, co się z nią stało w lesie, wróciła jednak do miasteczka, gdzie pracuje w szkole jako nauczycielka. Gdy jeden z uczniów oddaje jej rysunek dzieci i Kartoflanego Człowieka, wracają wspomnienia i potęgują się lęki kobiety. Autor rysunku Wojtek w ten sam dzień wiesza się w pobliskim parku. Następie lawinowo rusza seria morderstw czternastoletnich dzieci. Maria ma wiele przesłanek, by sądzić, że te wydarzenia ściśle wiążą się z tym, co przeżyła trzydzieści lat wcześniej. Śledztwo prowadzi zdeterminowany komisarz, który wreszcie chce się wykazać i rozwiązać jak najszybciej zagadkę, co oczywiście sprowadzi go na manowce, na szczęście u boku ma inteligentną sierżantkę, która potrafi zaufać swojej intuicji.
Kańtoch przedstawia kompleksowy obraz mało miasteczka skutego lutowym mrozem. W sprawę zamieszanych jest tak wiele osób, że taki obraz jest konieczny, by dobrze zrozumieć tło zaginięć i morderstw dzieci. Największą rolę odgrywają tu portrety psychologiczne wielu osób, które wychodzą autorce świetnie. Przede wszystkim udał się jej obraz cierpiącej na depresję Marii – to naprawdę udana kreacja i opis zmagań z codziennym życiem i efektu nieprzepracowania traumy z dzieciństwa. Zresztą traumy z dzieciństwa wydają się być tu tematem przewodnim – dzieci dorastają w domach, gdzie rządzi przemoc i alkohol albo bieda lub rozwód. Mało który bohater ma tu rodziców – wydaje się, ze większość dorosłych osób to sieroty. To nagromadzenie jest moim zdaniem trochę przesadne, ale dobrze wpisuje się w klimat kryminału. To lata 80. – wszędzie rządzi szarość, brzydota i brak perspektyw, a do tego pogoda koresponduje z tym obrazem. Zresztą za te udane kreacje peerelowskich realiów szczególnie cenię Kańtoch.
A same śledztwo – sprawa okazuje się być bardzo zagmatwana, ale klucz do jej rozwiązania jest stosunkowo łatwy do odgadnięcia i był dla mnie dość szybko oczywisty. Mimo to książkę przeczytałam z zainteresowaniem i szybko – bardziej ciekawiły mnie szczegóły niż faktyczne rozwiązanie zagadki morderstw. Ta delikatna sieć powiązań, braku miłości, samotności, osamotnienia, która decyduje o tym, czy ktoś przejdzie na złą stronę jest najlepszą stroną tego kryminału. To co robimy swoim dzieciom ma często decydujący wpływ na to, jakie podejmą decyzję i jakimi dorosłymi będą. A tytułowa łaska? To możliwość zapomnienia, które jednak tylko pozornie przynosi ukojenie. Natura ludzka chce przecież wiedzieć i dociec szczegółów.
Moja ocena: 4/6
Anna Kańtoch, Łaska, 400 str., Wydawnictwo Czarne 2016.
poniedziałek, 12 lutego 2024
"Babcia 19 i sowiecki sekret" Ondjaki
Lata 80. XX wieku były dla Angoli trudne – wojna domowa, obecność sowieckich żołnierzy i kubańskich emigrantów mają znaczny wpływ na życie obywateli. Nawet tych najmłodszych jak główny bohater i jego przyjaciele. Urodzony w 1977 roku Ondjaki niewątpliwe zasadził tę powieść na własnych wspomnieniach z dzielnicy Luandy – Praia do Bispo. To właśnie tam dorasta chłopak, którego oczami widzimy tę historię. Zrujnowana, brudna, zaniedbana dzielnica jest w jego oczach najpiękniejszym miejscem na ziemi. To tu zna każdą dziurę, płot i kryjówkę. To tu spędza godziny, ganiając po zapylonych ulicach i kąpiąc się w morzu. Przymiotniki, którymi opisuje swoją okolicę, to przepiękne epitety pełne kolorów i światła. Dla dziecka Praia do Bispo to magiczny mikrokosmos, mieszkają tam zresztą takie indywidua jak Piana Morska, który rzekomo trzyma w domu krokodyla czy Sprzedawca Benzyny, który nalewa do kanistrów tylko wodę. Ramy tego mikrokosmosu tworzą babcie – to one wychowują, zakazują, żywią i stawiają granice.
Babcia Agnette to instytucja, środek ciężkości dzielnicy, pewna niezmienna stała. Babcia jednak musi się poddać operacji i zostać babcią 19, nawet jeśli zasmuci to Rosjanina Biliardowa, który się w niej podkochuje. Podobnie zresztą jak kubański doktor Puk-Puk.
Tuż obok pod pieczą Biliardowa, zwanego Brywieczerowem (od słynnego brywieczer, ponieważ Rosjanin po dziesięciu latach w Angoli wciąż kaleczy portugalski) powstaje ogromne mauzoleum na cześć pierwszego prezydenta Angoli – Agostinha Neto. Któż, jak nie Rosjanie, wybuduje przecież najlepsze mauzoleum? Owa budowla zagraża jednak całej dzielnicy, która, jak się szepcze w kuluarach, ma zostać zrównana z ziemią. Pierwszym krokiem jest zakaz zbliżania się do plaży, co dla żyjących z rybołówstwa mieszkańców oznacza głód.
Dzieci postanawiają więc wziąć sprawę w swoje ręce i wysadzić mauzoleum za pomocą skradzionego dynamitu, a zarazem uratować świat ich dzieciństwa.
To pełna humoru, świetnie przełożona powieść (zwłaszcza dialogi między dziećmi), ale to przede wszystkim powieść melancholijna i nostalgiczna. To tęsknota za światem minionym, za światem widzianym oczyma dziecka, które rozumie go na swój sposób. Bardzo polecam.
Moja ocena: 5/6
Ondjaki, Babcia 19 i sowiecki sekret, tł. Michał Lipszyc, 216 str., Karakter 2013.
niedziela, 11 lutego 2024
"Revolverherz" Simone Buchholz
W hamburskim porcie znaleziono zamordowaną dziewczynę – uduszoną, nagą i oskalpowaną. To nie jest przyjemna sprawa dla prokuratorki Chastity Riley. Kobieta ściśle współpracuje z policją, bo sprawa robi się skomplikowana – oskalpowanych kobiet jest więcej, a w ponurym i deszczowym Hamburgu wrze. Nie będzie tu jednak szczegółów śledztwa, policyjnych detali i opisów pracy detektywów.
Riley to kobieta po przejściach. Gdy miała dwa lata zostawiła ją matka, która wybrała szczęście u boku innego mężczyzny w Stanach, a załamany tą decyzją ojciec popełnił samobójstwo, gdy Chas miała dwadzieścia lat. Nie ma co ukrywać – idealny i dość stereotypowy obraz głównej bohaterki kryminału. Kobieta ma problemy z relacjami, wciąż nie przepracowała przeszłości (nawet nie wiadomo, czy podjęła próbę), jej siłą jest jednak intuicja, która pozwala się wczuć w sprawcę i odkryć jego tok myślenia.
To wszystko brzmi dość trywialnie, ale Revolverherz to porządny kryminał, a to za sprawą języka. Buchholz postawiła na krótkie, dobitne zdania oraz świetne, jednozdaniowe, a czasem nawet krótsze dialogi. W warstwie językowej dzieje się tu bardzo dużo – autorka gra z językiem, utartymi sloganami, dialektem hamburskim i chętnie nawiązuje do lokalnych powiedzonek. Tekst jest wręcz naszpikowany aluzjami i odniesieniami do niemieckich i regionalnych wydarzeń, sytuacji czy oczywistości jak piłka nożna. Do tego Buchholz stawia na czarny humor, który tu się bardzo dobrze sprzedaje.
Ten język ratuje powieść, bo kto stoi za morderstwami jest oczywiste niemal od początku – czytelniczka nie ma więc tutaj większej frajdy z dedukowania, kto jest przestępcą, natomiast autorka buduje napięcie w inny sposób, tworząc dość bliską relację miedzy główną bohaterką, a mordercą i jego otoczeniem.
Dużo się tu także dzieje w tak zwanym tle – relacja Chas z sąsiadem i komisarzem, przyjaźń z ognistą Portugalką, jej przeszłość. Hamburg, a zwłaszcza dzielnica portowa, także stoi w centrum tego kryminału i dla osób znających miasto będzie tu sporo fajnych smaczków.
Ciekawym zabiegiem jest przerwanie normalnej narracji po ujęciu przestępcy i wprowadzenie impresji z życia każdej z osób zamieszanych czy uwikłanych w przestępstwo – te krótkie rozdziały pozwalają złapać oddech i oddać się refleksji. Zresztą ta ostatnia wydaje się być dla autorki ważna, często bowiem pozwala głównej bohaterce na takowe w najmniej oczekiwanych momentach.
Nie żałuję lektury, co więcej nie wykluczam kontynuacji tego cyklu, bo faktycznie autorka uwiodła mnie językiem, a i hamburskie klimaty bardzo lubię.
Moja ocena: 4/6
Simone Buchholz, Revolverherz, 304 str., Knaur 2009.
niedziela, 4 lutego 2024
"Sezon na truskawki" Marta Dzido
Dziewięć opowiadań Marty Dzido pokazuje różne obszary kobiecej seksualności. Bohaterki tych tekstów są przeróżne – dziewczynki, nastolatki, mężatki, matki, kochanki, dojrzałe kobiety, wszystkie borykają się w jakiś sposób ze swoją intymnością. To może być nastolatka, która odkrywa swoją seksualność i jej działanie na mężczyzn i kobiety albo dojrzała kobieta, która nawiązuje kontakt z byłym chłopakiem. Lub kobieta, która znajduje spełnienie w ramionach kochanka, mimo że jest szczęśliwa w małżeństwie. Jest też matka i babka, które odkrywają inne wymiary intymności.
Dzido operuje niezwykle pięknym językiem, którym potrafi oddać intymność swoich bohaterek. Udaje jej się dostrzec i ukazać najskrytsze elementy kobiecej seksualności, korzystając z bardzo subtelnego i zarazem trafnego pióra. Autorka sięga po chyba każdy aspekt seksualności, zarazem ustrzegając się wulgarności. To niełatwe zadanie – Dzido wielokrotnie opisuje akty seksualne, orgazm, onanizm, ale także myśli, odczucia, rozterki kobiet – i jak wspomniałam czyni to naturalnie i bez zadęcia.
To nie jest jednak tylko książka o seksualności, to także książka o szukaniu wolności, samostanowieniu, pozbywaniu się konwenansów i siły przyzwyczajenia. Dzido świetnie opisuje moment, w którym dojrzewające dziewczynki odkrywają ich działanie na mężczyzn i to, w jaki sposób muszą sobie radzić z napaściami i komentarzami seksualnymi.
Te opowiadania odkrywają intymny świat kobiet, o którym się publicznie nie mówi, a jedynie szepcze za zamkniętymi drzwiami, o ile w ogóle. To rzecz o sile wspólnoty, bardzo cennej i kruchej. O pierwotnym sile macierzyństwa, nieuchwytnej i trwałej. I wreszcie o miłości na gruzach wyrastającej ze zła i okrucieństwa.
Warto!
Moja ocena: 5/6
Marta Dzido, Sezon na truskawki, 224 str., Wydawnictwo Relacja 2021.
sobota, 3 lutego 2024
"Leben bis Männer" Thomas Brussig
piątek, 2 lutego 2024
Statystyka styczeń 2024
Przeczytane książki: 7
czwartek, 1 lutego 2024
"Za ścianą" Sarah Waters
Frances mieszka z matką w podupadającym niegdyś eleganckim domu. Jej bracia zginęli podczas I wojny światowej, ojciec zmarł niedługo później, pozostawiając kobietom długi. Matka Frances mimo swoich pięćdziesięciu pięciu lat zachowuje się i wygląda jak staruszka. Los nie obszedł się z nią łagodnie, a utrzymywanie przynajmniej pozorów życia na poziomie swojej strefy także jest męczące. Frances przejęła wszystkie czynności służby, co oczywiście jest wstydliwe i co należy ukrywać przed wysoko postawionymi sąsiadami. By poradzić sobie z długami, kobiety postanawiają wynająć dwa pokoje na górze. Do domu wprowadza się młode małżeństwo Barberów – zupełnie odmienne w zachowaniu od tego, do czego przyzwyczajone są kobiety. Mr Barber to wesoły człowiek, który nie stroni od uwag z seksualnym podtekstem, stawia na karierę i rozrywki. Mrs Barber natomiast lubi dekoracje, kiczowate ozdoby, kolorowe stroje i ma artystyczne zacięcie. Oboje jednak nie wydają się tworzyć szczęśliwego małżeństwa.
Frances stopniowo zaprzyjaźnia się z Lilian Barber i kobiety zaczyna łączyć głębsza relacja, która wnosi do monotonnego i pozbawionego perspektyw życia Frances nieco koloru i radości. Ale tylko pozornie. Powieść Waters bardzo długo jest spokojną narracją o dość nudnym życiu na londyńskich obrzeżach. Autorka poświęca mnóstwo czasu na opisanie okoliczności, przeszłości, uwarunkowań kolejnych postaci. Waters zasadza tę powieść na dokładnym rysie charakterologicznym nie tylko Lilian i Frances, ale także wielu postaci pobocznych – licznej rodziny Frances na przykład. I mimo że doceniam takie psychologiczne zacięcie, to w pewnym momencie ta narracja zaczęła nużyć, a ja miałam wątpliwości, do czego ona zmierza. Około połowy jednak akcja przyspiesza i to tak bardzo, że ostatnie trzydzieści procent tej opasłej przecież powieści przeczytałam jednym tchem. Warto więc nastawić się na ten spokojny i wydłużony wstęp, by zobaczyć, co Waters potrafi zrobić z tej pozornie lekkiej powieści.
Za ścianą to rzecz o pozorach, o ich utrzymywaniu, o dopasowaniu do konwencji, ale to także powieść głęboko psychologiczna i feministyczna. Sytuacja kobiet w okresie międzywojennym wyznaczała im konkretną rolę, od której praktycznie nie było odstępstw, a próba wyłamania się z tej konwencji wymagała ogromnej odwagi i siły, ale także oznaczała zrujnowanie życia osobom postronnym. Nie zdradzę chyba zbyt wiele, pisząc, że to także niezła powieść kryminalna, która trzyma w napięciu nie tylko biorąc pod uwagę samą akcję, ale rozwój charakterów. Waters umiejętnie pokazuje sytuacje pozornie bez wyjścia, które mają nieunikniony wpływ na psychikę osób w nie uwikłanych. Równie sprawne jest jej pióro w opisie namiętności i miłości. Najciekawsze chyba jednak są spostrzeżenia dotyczące zmian w życiu po wojnie i mieszania się konkretnych warstw – czy to na przykładzie nowych lokatorów w eleganckiej dzielnicy czy wydarzeń na sali sądowej. Dorównują one psychologicznym rysom bohaterek i ukazaniu, jak obezwładniający lęk potrafi doprowadzać niemal do szaleństwa.
To dobra powieść, jeśli przebrnie się przez pierwszą część. Waters tworzy bowiem podwaliny i bazę dalszych wydarzeń. Duże brawa natomiast za zakończenie – bardzo w moim stylu.
Moja ocena: 4,5/6
Sarah Waters, Fremde Gäste, tł. Ute Leibmann, 688 str., Bastei Lübbe 2014.
środa, 24 stycznia 2024
"Neger, Neger.... Opowieść o dorastaniu czarnoskórego chłopca w nazistowskich Niemczech" Hans-Jürgen Massaquoi
Hans-Jürgen urodził się w 1926 roku w Hamburgu jako syn niemieckiej pomocy pielęgniarskiej i syna liberyjskiego dyplomaty. Dziadek Hansa był pierwszym afrykańskim konsulem w Niemczech, byłym królem i osobą wyjątkowo ciekawą. To właśnie z nim chłopczyk spędzał najwięcej czasu. Niestety ta sielanka prędko się skończyła, gdy do władzy zaczęła się dobierać partia nazistowska. Liberyjski dyplomata zabrał rodzinę i wrócił do ojczyzny, a pozbawiona finansowego wsparcia matka Hansa przeprowadziła się z nim do robotniczej dzielnicy Hamburga – Barmbek. Dla dorastającego w przekonaniu o wyjątkowości czarnego kolory skóry chłopca był to szok. Po raz pierwszy skonfrontowany został z rasizmem, ciekawością i stał się najbardziej wyróżniającym się dzieckiem. Wraz z dojściem do władzy Hitlera jego niearyjskie pochodzenie stało się problemem. Równocześnie Hans-Jürgen poddawany był systematycznej indokrynacji w szkole i podziwiał Hitlera i jego popleczników.
Opowieść Massaquoia to bezpretensjonalna gawęda o życiu, o tym, jak jako chłopiec postrzegał swoje otoczenie. Dziennikarz opisuje swoje doświadczenia, spotkania, nauczycieli, kolegów, znajome mamy, dorastanie, wypadki w czasie wojny, bombardowania i jego dalsze losy. Tę książkę czyta się fenomenalnie dobrze, bo autor potrafi opowiadać, wrócić do swojego punktu widzenia i poddać go refleksji, wyjaśnić ówczesne poglądy, nakreślić kontekst historyczny. Oczywiście jego życie to wspaniały materiał na książkę – nie tylko okres dzieciństwa, ale także wyjazd do Afryki oraz do USA i stopniowa dekonstrukcja jego wyidealizowanego obrazów Stanów Zjednoczonych. Massaquoi podchodzi do swoich poglądów z dużą dozą samokrytyki, nie ma problemu z nakreślaniem swoich błędów i opisaniem ewolucji myślenia.
Tę relację czyta się także dobrze dzięki potoczystemu tłumaczeniu Anny Bańkowskiej, jednak ta publikacja nie uniknęła problemu, jakim jest brak redakcji niemieckich fragmentów, którymi tekst jest siłą rzeczy naszpikowany. Są tu nieścisłości i błędy, które mi zdecydowanie psuły lekturę.
Moja ocena: 5/6
Hans-Jürgen Massaquoi, Neger, Neger.... Opowieść o dorastaniu czarnoskórego chłopca w nazistowskich Niemczech, tł. Anna Bańkowska, 550 str., Ośrodek KARTA 2016.
poniedziałek, 15 stycznia 2024
Stosikowe losowanie – luty 2024
"Zostań ze mną" Ayọ̀bámi Adébáyọ̀
Yejide i Akim to para niemal idealna. Oboje wykształceni, zdecydowani, odnoszący sukcesy, a przede wszystkim zakochani w sobie. Brakuje im do szczęścia tylko ciąży. Rodzina Akima wywiera na parę ogromną presję, zwłaszcza na Yejide i zmusza Akima do wzięcia drugiej żony. Dla Yejide wierzącej w miłość i nowoczesność ich małżeństwa to ogromny cios, a presja na zajście w ciążę staje się nie zniesienia. Tym bardziej, że jej matka zmarła przy porodzie i kobieta nie ma żadnego wsparcia. Jej macochy nigdy nie traktowały jej dobrze i dziewczynka wychowała się z poczuciem odrzucenia. Pragnie dziecka, by móc przelać na nie swoją miłość i zbudować tę szczególną więź między matką a potomkiem, której nie było jej dane doznać.
Ale to nie wszystkie tematy, które Nigeryjka zawarła w swoim debiucie. Mamy tu i wychowanie dzieci i tajemnice rodzinne, relacje międzyludzkie, ale i sporo nigeryjskiej polityki. To okres, gdy na ulicach grasują bandy przestępcze, a rządem wstrząsa co rusz nowy przewrót. Ayọ̀bámi Adébáyọ̀ świetnie wplata te wydarzenia w powieść. To nie jest historia zawieszona w próżni, bohaterowie słuchają radia, obawiają się przemian, dyskutują o polityce. Ogromną rolę odgrywają tu także wierzenia, baśnie, przesądy – to do nich chętnie sięgają kobiety, by pomóc sobie w kłopotach. Baśnie natomiast opowiada się dzieciom, czego pozbawiona matki Yejide nigdy nie zaznała.
To bardzo smutna powieść, pełna nieszczęść i trudnych wyborów. I mimo że głównym bohaterom przydarza się ich aż tyle, nie miałam poczucia epatowania nieszczęściem czy przekombinowania. Autorka zręcznie naszkicowała swoje charaktery – z łatwością można się wczuć w ich rozterki i problemy, przyznam, że z drżącym sercem kibicowałam Yejide i nie byłam w stanie odłożyć tej książki. Zostań ze mną czyta się świetnie, język jest potoczysty, dialogi dobrze napisane, a cała historia angażująca. Co więcej nie domyśliłam się całego tła problemów Akima i Yejide, więc fabuła miała dla mnie spory efekt zaskoczenia.
To naprawdę dobry debiut, który ciekawie kreśli nigeryjskie tło i uwarunkowanie kulturowe, których wpływ na losy bohaterów jest przemożny.
Moja ocena: 5/6
Ayọ̀bámi Adébáyọ̀, Zostań ze mną, tł. Karolina Iwaszkiewicz, 304 str., Wydawnictwo Marginesy 2019.
piątek, 12 stycznia 2024
"Przewodnik stada" Connie Willis
środa, 10 stycznia 2024
"Chłopki" Joanna Kuciel-Frydryszak
To książka, o której pisali już chyba wszyscy. Nie spieszyłam się więc z lekturą, ale właśnie tę lekturę wybrał mój klub czytelniczy, więc siłą rzeczy przeczytałam i ja ten bestseller. Ten ostatni fakt zresztą wcale mnie nie dziwi, bo większość z nas od chłopów i chłopek się wywodzi i zapewne wiele słyszało od babć czy prababć (zapewne dużo rzadziej od dziadków i pradziadków). I ja do tej grupy należę, pasjonuję się genealogią, więc za życia babci zadałam wiele pytań, choć teraz byłyby one zapewne inne. Niestety możliwość pytania minęła. W Chłopkach odnalazłam wiele z tego, co słyszałam, i właściwie nie było tu dla mnie nowości, bo temat nie jest mi obcy. Dzięki wielogodzinnemu przeglądaniu ksiąg i mikrofilmów wiedziałam, jak wyglądały losy chłopek i chłopów. To niby tylko dane i fakty, ale nietrudno odczytać kryjące się za nimi historie. Autorka kilka razy wspomina o odmienności Śląska i faktycznie główny nacisk leży na historiach z obszarów polskich – i faktycznie, te różnice były dla mnie widoczne.
Chłopki to książka utkana z opowieści. Kuciel-Frydryszek przeprowadziła setki rozmów, przeszukała archiwa, dokumenty, zdjęcia, by stworzyć obraz kobiet wsi i wszelakich aspektów ich życia. Jest więc dzieciństwa, praca, zamążpójście, rozrywki, choroby, ciąża i poród, jedzenie, wyjazdy zagranicę, kształcenie, emancypacja. Każdy z kolejnych rozdziałów naświetla poszczególne problemy bazując na opowieściach zwykłych kobiet, ich córek i wnuczek. Tak to perspektywa wybitnie kobieca, więc mężczyźni przeważnie nie wychodzą tu dobrze, z naciskiem na przeważnie, bo życie pisze różne scenariusze. Bardzo łatwo w gawędach i opowieściach dostrzec własną babkę czy prababkę, więc książka wybitnie angażuje emocjonalnie.
Myślę, że warto czytać Chłopki w wersji papierowej, by mieć dostęp do fotografii, móc przekartkować, wrócić do pewnych fragmentów. Wersja audiobooka niestety jest wybitnie nieudana. Maria Peszek czyta z dziwną emfazą, siląc się na wiejskość?, ludowość?, robiąc pauzy w nietypowych miejscach – zupełnie nieudana interpretacja.
Dla mnie nie jest to książka wybitna, książka życia czy nawet roku, ale przeczytałam ją z ciekawością, bo wspaniale wpisuje się w moje badania, a i przyznam, że wiele razy miałam przed oczyma własne babcie czy prababcie, gdy słuchałam niektórych opowieści. Bardzo doceniam kobiecy wymiar, postawienie emfazy na kobiecą wersję i spojrzenie, bo przecież w opisywanych czasach zajmowały one najniższą pozycję w hierarchii rodzinnej, a co za tym idzie ich przekaz i ich opowieść była najmniej istotna.
Moja ocena: 5/6
Joanna Kuciel-Frydryszak, Chłopki, czyt. Maria Peszek, 496 str., Wydawnictwo Marginesy 2023.

























.jpg)


