czwartek, 27 sierpnia 2026
"Anne z Szumiących Wierzb" Lucy Maud Montgomery
środa, 26 sierpnia 2026
"Godność, proszę. O transpłciowości, gniewie i nadziei" Maja Heban
wtorek, 25 sierpnia 2026
"Płynąc w ciemnościach" Tomasz Jędrowski
poniedziałek, 24 sierpnia 2026
"Teściowa" Moa Herngren
niedziela, 23 sierpnia 2026
"The Circle of Karma" Kunzang Choden
sobota, 22 sierpnia 2026
"Przegryw. Mężczyźni w pułapce gniewu i samotności" Patrycja Wieczorkiewicz, Aleksandra Herzyk
piątek, 21 sierpnia 2026
"Kiedy żurawie odlatują na południe" Lisa Ridzén
piątek, 14 sierpnia 2026
"Półmistrz" Mariusz Czubaj
czwartek, 13 sierpnia 2026
"Rok, w którym nie umarłem" Mikołaj Grynberg
poniedziałek, 10 sierpnia 2026
"Rozwód" Moa Herngren
piątek, 7 sierpnia 2026
"The Pearl Thief" Noor Al Noaimi
Szukając literatury z Bahrajnu trafiłam na tę nowelkę, którą nie dość, że łatwo mogłam kupić, to jej autorką jest kobieta, co dla mnie zawsze jest atutem. Noor Al Noaimi przenosi czytelniczkę w bliżej nieokreśloną przeszłość. Hassan mieszka z rodzinami i ima się różnych prac, by utrzymać rodzinę. Gdy jego chlebodawca wyrzuca go, bo upadając z palmy, zniszczył cały plon daktyli, mężczyzna jest zrozpaczony. Znajomy opowiada mu o pracy przy połowie pereł. To bardzo niebezpieczne zajęcie, śmiałkowie zeskakują ze statku i szukają pereł na dnie morza, ale zapłata jest dobra. Hassan nie potrafi pływać, ale decyduje się podjąć wyzwanie, co wywołuje rozpacz u rodziców. Gdy wyrusza do pracy, żegnają go niemal jak umarłego.
Ta krótka nowelka pokazuje warunki życia w Bahrajnie, prawdopodobnie kilkadziesiąt lat temu. To ciekawa kreacja, interesująca dla mnie, po to sięgam przecież po literaturę z różnych zakątków świata. Niestety to bardzo krótki tekst, postaci nie są zbyt rozbudowane, a język dość prosty. Nie mam poczucia, że poznałam literaturę tego małego wyspiarskiego kraju, zresztą na ile można ją w ogóle po jednej nawet długiej książce poznać?
Moja ocena: 3/6
Noor Al Noaimi, The Peral Thief, 30 str., Robin Barratt 2015.
środa, 5 sierpnia 2026
"Żywe istoty" Iida Turpeinen
Vitus Bering szukał drogi z Azji do Ameryki Północnej, ale utknął gdzieś między Kamczatką i Alaską, a wraz z nim badasz Georg Steller. W 1741 roku życie na bezludnej wyspie oznaczało niemal pewną śmierć. Chyba że znajdzie się jakieś pożywienie i wybuduje łódź. Tym pożywieniem mogą stać się na przykład dziwne zwierzęta, żyjące u wybrzeży i żywiące się trawą morską. To pierwsze spotkanie człowieka z krową morską, która tak zafascynowała Stellera, że próbował ją zbadać. Z jego zapisków wiele nie przetrwało, ale owo zwierzę przed długi czas nosiło przydomek od imienia badacza. Niewiele później krów morskich już nie było, a ich nieliczne kości stały się tak pożądane jak niemal złoto. Około sto lat później nowy gubernator Alaski, Johan Furuhjelm, próbuje udowodnić, że to ziemia bogata i warta zachodu, a jednym ze sposobów jest odnalezienie szkieletu krowy. Równocześnie w Finlandii tworzy się wielkie kolejce szkieletów, ptasich jaj i innych zwierząt, powstają muzea, publikacje, rysunki. Kolejnych sto lat później John Grönvall wraz z braćmi zabiega o stworzenie ptasiego rezerwatu na jednej z fińskich wysp, później staje się specjalistą od ptaków, zajmuje się rekonstrukcją jaja wybitej doszczętnie alki wielkiej, aż w końcu w jego ręce trafia szkielet krowy morskiej.
Owo łagodne, wielkie zwierzę staje się kanwą tej opowieści. Nikt nie wie, jak dokładnie krowa wyglądała, jakie miała zwyczaje i jak żyła, ale Turpeinen czyni ją wielką królową tej powieści i przyczynkiem do zrelacjonowania historii kilku wielkich odkrywców, botaników i naukowców. Oraz ich żon, rodzin, ale i ukazania ówczesnego świata, realiów życia, sposobu przemieszczania się i zdobywania okazów. To wreszcie opowieść o stosunku do rdzennych mieszkańców danych okolic, tu szczególnie Alaski. Najważniejszym jednak tematem jest tu zagłada zwierząt. Beztroska ludzi, wybijanie dla zabawy, mordowanie dla samego mordowania, niszczenie kolejnych gatunków. Trudno o tym czytać ze spokojem, co ja mówię, czułam złość i obrzydzenie, szczególnie że niektóre z tych praktyk istnieją do dziś.
Książka Turpeinen ma spokojny rytm, nie ma tu zwrotów akcji i fajerwerków, to w zasadzie reportaż ubrany w szaty powieści. "Żywe istoty" spełniły moje oczekiwania – sporo się dowiedziałam i spędziłam wiele czasu na dalszym rozkminianiu krowy morskiej, choć nie słyszałam o niej pierwszy raz (miałam nawet okazję wiele lat temu widzieć manaty).
Moja ocena: 5/6
Iida Turpeinen, Żywe istoty, tł. Sebastian Musielak, 304 str., Wydawnictwo Poznańskie 2025.
wtorek, 4 sierpnia 2026
"Masło" Asako Yuzuki
Masako Kajii wzburzyła opinię publiczną. Ta kobieta uwodziła kochanków swoim kunsztem kulinarnym, gotowała im wyrafinowane potrawy, a następnie mężczyźni ginęli. Policja podejrzewa, że Masako przyczyniała się do tych śmierci, więc kobieta czeka w areszcie na rozprawę. Ta sprawa interesuje Rikę, dziennikarkę, która pracuje w znanym tygodniku. Jako że jest kobietą, nie pisze sama artykułów, ale prowadzi do nich research. Zafascynowana postacią Kajii pisze do niej list i jako jedyna dziennikarka zostaje zaproszona do rozmowy. Ten kontakt będzie dla Riki początkiem zmian.
Dotychczas zabiegana kobieta nie przywiązywała żadnej wagi do jedzenia, żywiła się gotowcami jedzonymi w biegu, w domu nie miała nawet podstawowych urządzeń i sprzętów do gotowania. Rozmowy o potrawach były jednak jedyną metodą na skuszenie Kajii do wywiadu. Szybko jednak okazuje się, że to podejrzana pociąga w tej relacji za sznurki, a Rika poddaje się jej nakazom. Dziennikarka początkowo radziła się swojej przyjaciółki ze studiów Reiko i to właśnie ona podrzuciła pomysł z rozmowami o przepisach, z czasem jednak relacja między kobietami słabnie.
Rika całkowicie wciąga się w analizowanie postawy Masako Kajii, gotuje potrawy, korzystając z jej przepisów, wyjeżdża w region, z którego ona pochodzi, rozmawia z jej rodziną i znajomymi, a przy okazji sama się zmienia. Przede wszystkim przybiera kilka kilogramów, co spotka się z niewybrednymi komentarzami, Rika jednak zaczyna akceptować siebie taką, jaka jest. Przywiązuje więcej wagi do uciech życia, ale też kusi się na głębsze refleksje na temat sytuacji kobiet w Japonii. Asako Yuzuki snując tę powieść, kusi się bowiem na opis wielu typowych zachowań i norm społecznych w Japonii. To w zasadzie cały wachlarz: są przyzwyczajenia jedzeniowe, wcale nie tak zdrowe, jakby się można spodziewać, jest komentowanie wyglądu i ocenianie według niego charakteru, szczególnie kobiet, jest kwestia wychowania dzieci oraz łączenia go z pracą i wiele innych kwestii. Dzięki temu, że autorka dokładnie opisuje wnętrza domów, rytm dnia, przeróżne zachowania, można sobie świetnie wyobrazić codzienne funkcjonowanie Japonek i Japończyków, które mimo dziesiątek lektur z tego kraju, wciąż jest dla mnie zaskakujące.
Wątek kryminalny nie jest w tej książce najważniejszy, w zasadzie wcale nie jest ważny. To raczej powieść o poznawaniu samej siebie, o akceptacji własnej osoby, odnajdywaniu ścieżki, zrozumieniu swoich potrzeb. Nie jestem jednak całkiem zadowolona z lektury – mam wrażenie, że mogłaby zostać przycięta, bo miejscami mi się dłużyła. Ponadto powieść nie wzbudziła we mnie emocji – wszystkie bohaterki i bohaterowie pozostawili mnie zupełnie neutralną wobec ich losów.
Moja ocena: 4/6
Asako Yuzuki, Masło, tł. Anna Wołcyrz, 520 str., Wydawnictwo Literackie 2024.
niedziela, 2 sierpnia 2026
Podsumowanie lipca 2026
Przeczytane książki: 17
piątek, 31 lipca 2026
"Pedro Páramo" Juan Rulfo
czwartek, 30 lipca 2026
"Dobre i złe" Samanta Schweblin
środa, 29 lipca 2026
Stosikowe losowanie – sierpień 2026
"Dom Drzwi" Tan Twan Eng
wtorek, 28 lipca 2026
"Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję" Mateusz Pakuła
Książek o umieraniu i śmierci rodzica powstało już sporo. Trend ten zapoczątkował bodajże Tadeusz Różewicz tomem "Matka odchodzi". Do dziś pamiętam tę lekturę. Potem sięgałam jeszcze po wiele książek, w których autor czy autorka rozprawia się ze śmiercią rodzica. To nigdy nie będzie temat oklepany, bo to wydarzenie trudne niemal dla każdej osoby i trudno odmawiać innym potrzeby literackiego opracowania własnych przeżyć. Mając jednak w pamięci tyle różnych utworów tematyzujących ten sam proces, nie spodziewałam się, że Pakuła pokaże mi coś innego. Jego książka była dla mnie jednak wielkim zaskoczeniem, przede wszystkim formalnym.
Ojciec autora choruje na raka trzustki, więc szanse wyleczenia są minimalne. Pakuła opisuje więc jego kilkumiesięczny proces chorowania i umierania. Czyni to bardzo dosadnie, bez ogródek, skupiając się przede wszystkim na własnych odczuciach, wśród których dominuje złość, żeby nie użyć bardziej ostrego określenia. Złość na system, na lekarzy, na oddziały paliatywne, na kościół, na niemoc. To sytuacja, gdy człowiek nie ma najmniejszej szansy uleczenia, ale też nie może otrzymać pomocy, by skrócić męczarnie i oczekiwanie na śmierć. Ten temat pewnie każdemu z nas choć raz przemknął przez głowę, ale walka o prawo do eutanazji raczkuje, bo przecież sami zainteresowani w końcu umierają, a rodzina wyczerpana obserwowaniem tego procesu zapewne nie ma już na nią sił.
Pakuła jest reżyserem, więc sporo tu jego pracy, w treść wkomponował nawet sztukę, którą w tamtym okresie pisał. Sporo także rodzinnych opowieści, cudowny wywiad z babcią, która jako dziecko była z rodzicami na robotach w Niemczech – w audiobooku wspaniały! Czasami miałam poczucie, że wchodzę z butami w życie autora, ale skoro zdecydował się ze mną podzielić tymi historiami, to z radością ich wysłuchałam.
Wspaniała książka, poruszająca, zostanie ze mną na zawsze.
Moja ocena: 6/6
Mateusz Pakuła, Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję, 280 str., Wydawnictwo Nisza/Agora 2025.













.jpg)





