środa, 17 września 2008

Ogłoszono nominacje do Deutscher Buchpreis 2008

Quelle: deutscher-buchpreis.de

Dziś ogłoszono nominacje do najbardziej prestiżowej niemieckiej nagrody, Deutscher Buchpreis. Finalistów jest sześciu, zwycięzca zostanie ogłoszony 13 października na otwarciu Targów Książki we Frankfurcie. Oto finaliści:


Dietmar Dath "Die Abschaffung der Arten"
W miejscu, gdzie kiedyś była Europa istnieją tylko trzy miasta, w postaci labiryntu. Świat należy do zwierząt. Lew Cyrus, kieruje światem, istnieją teologowie i dyplomaci. Gdy cywilizacji grozi nieznany przeciwnik, lew wysyła dyplomatę wilka w miejsce, gdzie niegdyś była Ameryka Północna. W drodze snuje on rozważania o polityce, wojnie, zagładzie.


Sherko Fatah "Das dunkle Schiff"
Młody Irakijczyk, który uwikłany został wśród religijnych wojowników, ucieka do Niemiec, gdzie pragnie zmienić swoje życie. Powieść o ekstremizmie i jego postaciach w róznych społeczeństwach.


Iris Hanika "Treffen sich zwei"
Powieść o miłości, która spada na ludzi nagle. To powieść o Kreuzbergu, o namiętności i strachu, o seksie i pracy. Autorka wplata teksty piosenek oraz porady, używając lekkiego, dowcipnego języka.


Rolf Lappert "Nach Hause schwimmen"
Wilbur ma 1,50 wzrostu i niezbyt łatwe życie - jego irlandzka matka zmarła przy porodzie, szwedzki ojciec uciekł, a jego pierwszy dom to inkubator. Dopiero gdy dziadkowie zabierają go ze Szwajcarii do Irlandii poznaje co to dom. Wilbur wciąż jednak nie ma szczęscia. To pełna komizmu powieść o dorastaniu chłopca, wątpiącego w świat.


Ingo Schulze "Adam und Evelyn"
Kobiety kochają Adama, który szyje im piękne stroje. Adam kocha piękne koniety i Evelyn. Latem 1989 Evelyn przyłapała Adama in flagranti i zamiast z nim, wyjeżdża z koleżanką nad Balaton. Adam jedzie za nimi, swoim wartburgiem. Gdy okazuje się, że Węgry planują otwarcie granic na zachód, ucieczka i marzenia stają się możliwe, trzeba podjąć dezcyję. Tragikomedia, oparta na toposie Adama i Ewy.


Uwe Tellkamp "Der Turm".
Drezno, powieść o dopasowaniu się do systemu i o marzeniach, o planach wyjazdu. Panorama trzech generacji i ich pozycji w systemie upadającej NRD.


Na pewno nie uda mi się przeczytać żadnej z nich do targów. Największe zainteresowanie wzbudza we mnie powieść Iris Haniki, ze względu na miejsce akcji oraz książki Ingo Schulze i Uwe Tellkampa. Wciąż ciekawi mnie życie w NRD we wszystkich jego aspektach, a szczególnie dylematy prostych ludzi. Powieść Rolfa Lepparta również wydaje się być ciekawa. Najmniej pociąga mnie książka Dietmara Datha.

poniedziałek, 15 września 2008

"Mirandolina" Carlo Goldoni


Claudio Goldoni to osiemnastowieczny włoski komediopisarz, piszący szczególnie komedie charakter ów. Nigdy o nim nie słyszałam i pewnie dalej żyłabym w niewiedzy, gdyby nie "Mirandolina", którą planowałam obejrzeć w teatrze. Popędziłam więc do biblioteki i szybciutko przeczytałam tą króciutką sztukę. Treść jest bardzo prosta. Mirandolina prowadzi gospodę, w której zatrzymało się dwóch śmiertelnie zakochanych w niej szlachciców. Trzeci gość, należący również do wyższych sfer, nienawidzi kobiet i jest odporny na ich uroki. Mirandolina stawia sobie za punkt honoru uwiedzenie owego gościa. Oczywiście udaje się jej to, a na końcu i tak decyduje się na ślub z wybranym dla niej przez ojca służącym. Szalenie byłam ciekawa co zrobi z tą sztuką Deutsches Theater:) I zrobił coś naprawdę świetnego, o czym niebawem zamierzam napiać na innym blogu.

sobota, 13 września 2008

Aktulany stosik

Przedstawiam aktualny stosik, który rośnie i rośnie. Niewiele ubyło od poprzedniego razu, bo książki głównie biblioteczne czytałam. Kiedy ja się z nim uporam? Na zdjęciu nie ma ogromnego stosu czasopism, które niedawno dotarły z Polski. Stale mam konfliktów interesów, co czytać, czasopisma czy książki?

wtorek, 9 września 2008

"Karítas án titils" Kristín Marja Baldursdóttir

Na pewno nie jest to saga, jak twierdzi na okładce książki wydawca. Ale gdyby Kristin Marja opisała dalsze losy Karitas, powieść miałaby szanse stać się sagą, obejmującą conajmniej sto lat życia w Islandii. Lat, które w historii kraju przyniosły największe zmiany, nie tylko polityczne, ale również zmiany standardu życia Islandczyków. Ale nie o tym autorka opowiada. Karitas, główną bohaterkę, poznajemy jako nastolatkę, w latach dwudziestych XX wieku. Wraz z dwiema starszymi siostrami, trzema braćmi i matką prowadzi wciąż jeszcze beztroskie życie w zachodnich fjordach. Steinnun, jej matka, to silna kobieta. Mimo że jest wdową, postanawia umożliwić dzieciom lepsze życie, a drogą jaką obrała jest zapewnienie im edukacji. W tym celu planuje przeprowadzkę do Akureyri. W mieście dzieci pracują, poznają inny świat i faktycznie po kolei zdobywają wykształcenie. Karitas jako jedyna nie została jeszcze wysłana do szkoły - pracuje, by jej bracia mogli zdobywać edukację i marzy o nauce rysunku. W kolejnych rozdziałach autorka dalej opisuje burzliwe losy Karitas. Nie chciałabym jednak zdradzać całej fabuły, z pewnością ciekawej.
Innym, szalenie interesującym, aspektem książki jest opis życia w Islandii - życia trudnego, podporządkowanego naturze, ale również sielskiego, pełnego małych radości. Autorka szczególnie podkreśla rolę kobiet, które nie tylko opiekują się dziećmi, zajmują się wszystkimi pracami domowymi oraz gromadzeniem zapasów na zimę, ale przez większą część roku, gdy mężowie są na połowach, dbają o bezpieczeństwo i wykonują wszystkie męskie prace. To one podejmują decyzje, walczą i organizują każdy dzień, ufając swojej intuicji.
Wraz z Karitas poznajemy niemal całą wyspę - począwszy od zachodnich fjordów, poprzez leżące na północy Akureyri, wschodnie fjordy aż po leżącą u stóp lodowca osadę na południu wyspy. Baldursdóttir starannie opisuje krajobrazy, klimat i wpływ natury na życie ludzi w zależności od miejsca, w którym mieszkają. Wpływ na życie mieszkańców mają także stare wierzenia oraz sagi - wątki z elfami wplecione są bardzo umiejętnie, nienachalnie, nie dominują losów Karitas, ale nadają im pewną dozę tajemniczości.
To trzecia książka tej autorki, którą przeczytałam - na żadnej z nich się nie zawiodłam. Żałuję, że nie są dostępne polskiemu czytelnikowi, sama miałabym ochotę je przetłumaczyć:)
Parę słów jeszcze o stylu aut0rki. Kristin Marja praktycznie wogóle nie używa dialogów, karty powieści pełne są słów, od pierwszej po ostatnią linijkę, ale żadne z nich nie wydaje mi się być zbędne, choć czasami czułam się ich ilo ścią przytłoczona. Wpływ pewnie miały na to cienkie stronice i spora objętość książki. Wydanie, które czytałam, zawiera blisko 480 stron, jestem jednak przekonana, że komfort czytania zwiększyłoby wydanie powieści w innym formacie, obejmującym przynajmniej siedemset stron:)
Nie mogę nie wspomnieć o jednym negatywnym punkcie - tłumaczeniu imion. Ogromną irytację wzbudzała we mnie niekonsekwencja w tłumaczeniu imion i nazw własnych. W większości z nich zachowano oryginalną pisownię, lecz przy kilku, nie wiedzieć czemu, islandzkie litery zostały zmienione, tak że w jednym zdaniu można było napotkać imiona o różnej pisowni. Onomastyka jest moim konikiem, więc tego tłumaczce nie wybaczę:)
Niemniej książkę polecam, zwłaszcza wielbicielom nordyckich klimatów.

niedziela, 31 sierpnia 2008

"Pan Lehmann" Sven Regener


Pan Lehmann mieszka w Berlinie, konkretnie na Kreuzbergu. Już od dziewięciu lat i czuje się tam świetnie. Pracuje w jednej z knajpek Erwina, śpi w dzień i kręci się w swoim mikrokosmosie, który obejmuje tylko Kreuzberg 36. Jego świat jest zaburzony, gdy musi przejść przez jedną z ulic Neukölln, by dostać się do niemiłosiernie nudnego Kreuzbergu 61. Wyjazd do Charlottenburga jest już wyprawą. Franka Lehmann poznajemy tuż przed jego trzydziestymi urodzinami. Znajomi, pracujący w lokalach Erwina nazywają go Panem Lehmannem, ze względu na stateczny wiek, a Frank poznaje Katrin, w której się zakochuje i dowiaduje się, że do Berlina wybierają się rodzice. Ty wszystkie wydarzenia zmieniają uporządkowane życie bohatera. Frank swoje trzydzieste urodziny będzie obchodził 9 listopada, w dniu, w którym rozpadł się berliński mur.
Regener opisuje szczegółowo ulice Kreuzbergu, knajpy, życie bohaterów, które toczy się od jednego piwa, do drugiego piwa. Przez pierwszych niemal sto stron trudno było mi odnaleźć cokolwiek interesującego w tej historii. Jedynie opisy znanych mi miejsc trzymały mnie przy lekturze. Po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do stylu Regnera i doczytałam książkę do końca, nie znajdując w niej jednak niczego dla siebie. Styl Regnera nie jest łatwy - buduje on kolosalnie długie zdania, które mają śledzić tok myślenia Lehmanna. A tok ten często zakłócony jest przez alkohol i różne dziwne wydarzenia. "Głębokie" filozoficzne przemyślenia i dialogi bohaterów były dla mnie często tylko bełkotem podchmielonych błękitnych ptaków żyjących z jednego dnia na drugi:
"Er kommt sich noch großzügig dabei vor, wenn er die Leute zum Schnapstrinkenüberredte, dachte Herr Lehmann, dabei tut er das bloß, um selbst Vorwand zum Saufen zu haben, aber andererseits, dachte er, ist es auch nicht richtig, am Ende ist man immer selber schuld, wenn man Schnaps trinkt."


Jakoś nie mam szczęścia do wyzwaniowych książek, żadna dotąd mnie nie zachwyciła. Na razie robię przerwę i wracam do literatury islandzkiej.

31 sierpnia Blog Day - Dzień Blogu

Dziś blogowicze mają swoje święto. Tradycją tego dnia jest polecenie pięciu blogów, nie związanych tematycznie z własną dziedziną, które się czyta. Sęk w tym, że czytam li tylko blogi książkowe. Tak więc siłą rzeczy muszę się ograniczyć tylko do nich. Zaglądam na wszystkie, które mam w zakładkach. Zwrócić uwagę muszę jednak na blog prowincjonalnej nauczycielki, dzięki której bardziej zajęłam się swoim blogiem i poznałam świat książkowych blogów. Bardzo lubię również czytelnię, miasto książek, blog chihiro oraz bibliomanię.
Zaglądam jednak chętnie na każdy z zakładkowych blogów i dziękuję wam, że je piszecie. Bez was brakowałoby mi codziennego rytuału przeglądania blogów - jednoznacznego dla mnie niemal z codzienną prasówką. Happy Blog Day!

sobota, 30 sierpnia 2008

"Lekcje pana Kuki" Radek Knapp


Radek Knapp - Polak mieszkający we Wiedniu - opowiada historię i przygody młodego polskiego chłopaka, który po raz pierwszy postanawia wyruszyć na Zachód. Już samo słowo Zachód wzbudza w nim tęskne wizje świata rajskiego, cudwonego, kuszącego od dawna. Do swojej podróży przygotowuje się skrupulatnie, zasięgając rady u obytego z życiem na zachodzie pana Kuki. Uzyskane trzy rady okażą się być nienajlepsze, ale wpierw pomogą podjąć Waldemarowi decyzje o wyjeździe do Wiednia i zapewnić środek transportu, jakim jest autokar firmy Dream Travel. Autokar okaże być się rzęchem pełnym przemytników o podejrzanych zamiarach, a po przyjeździe do stolicy Austrii o życiu Waldemara kierował będzie przypadek oraz szczęście w nieszczęściu:)
Knapp dowcipnie opisuje perypetie Waldemara oraz wielu innych Polaków, szukających szczęścia na Zachodzie. To lekka, pełna humoru lektura, w sam raz na jeden wieczór. Irytującym był dla mnie jednak język książki. Knapp z pewnością celowo użył języka potocznego, prostego, bez wyszukanych metafor i rozbudowanych zdań. Czasem jednak wywierał on na mnie wrażenie wręcz prymitywnego, a niektóre zdania przypominały wymuszoną rozprawkę na poziomie szóstej czy siódmej klasy. Niestety tak się złożyło, że czytałam powieść w polskim tłumaczeniu, więc być może to tylko niedociągnięcia tłumacza. Nie przeszkadzało to jednak w przeczytaniu tej pozycji z uśmiechem na twarzy, zwłaszcza że temat jest mi dość bliski.
Wiedeń i wiedeńczycy odgrywają tu sporą rolę - wraz z Walemarem zwiedzamy zabytki, poznajemy punkty miasta istotne dla nielegalnego imigranta i dziwimy się sposobowi bycia wiedeńczyków. Pierwsze obserwacje Waldemara wyglądają tak:

"Autobus wjechał na Ring i zobaczyłem wreszcie pierwszych wiedeńczyków. Wyglądali na całkiem nieszkodliwych. Tyle że trudno było odróżnić ich od siebie. U nas na pierwszy rzut oka wiadomo, kto jest robotnikiem, a kto dyrektorem banku. A wiedeńczycy byli do siebie zdumiewająco podobni. Nosili prawie identyczne modne ciuchy. Na dodatek wszędzie unosiła się jakaś dziwna powolność."


Tak charakteryzuje wiedeńczyków pani Simackowa, od której Waldemar wynajmuje łóżko:

"Nie mam nic przeciwko obcokrajowcom. Wręcz przeciwnie, uważam, że wiedeńczycy powinni się cieszyć, iż cudzociemcy przyjeżdżają wyręczać nas w najcięższych robotach. Czyszczenie ubikacji, zamiatanie ulic i sprzedawanie gazet, to zajęcia nie dla nas, my jesteśmy na to zbyt wytworni. A mimo to nie przepadamy za obcokrajowcami. (...) To właśnie dla waszego dobra głosuję zawsze na wolnościową partię FPÖ. Żeby do naszego kraju nie przyjeżdżało jeszcze więcej Murzynów i nie zabierało wam pracy."


Polecam jako lekką lekturę na letni dzień.

czwartek, 28 sierpnia 2008

"Chłopiec z latawcem" Khaled Hosseini

To historia dwóch chłopców - wzrastających w Kabulu lat siedemdziesiątych. Chłopców bardzo podobnych - obaj nie mają matki, obaj wychowywani są przez ojców, obaj kochają latawce. Jednak Amir jest synem bogatego ojca, a Hassan jego sługą. I wiernym przyjacielem, na dobre i na złe, w każdej sytuacji. Amir takim przyjacielem nie jest, nie starcza mu odwagi. W końcu Hassan jest tylko Hazarą, członkiem gorszego narodu.
To zaledwie początek długiej historii, którą Hosseini zgrabnie opisuje. Rozpoczyna w roku 2001, gdy Amir snuje wspomnienia, opisuje swoje dzieciństwo i wspólne życie z Hassanem. Podążamy za tą historią do momentu powrotu Amira do Afganistanu.
Nie można odmówić Hosseiniemu talentu pisarskiego, ciekawej kompozycji powieści, umiejętnie skontrułowanych zdań, żywego opisu postaci, miasta i przyrody. Ja jednak ciągle miałam wrażenie, że jestem wodzona za nos, że autor tych wszystkich zabiegów użył celowo, by właśnie skomponować zgrabną i wciągającą powieść (co oczywiście powinno być celem każdego pisarza, tu jednak ciągle się o tą myśl potykałam). Nie mogłam wyzbyć śledzenia warsztatu pisarskiego Hosseiniego, odgadywania celu zabiegów pisarskich. Sama historia, z pewnością ciekawa i wzruszająca, wydaje mi się niewiarygodna. Każde z opisywanych wydarzeń z osobna ma racje bytu, ale przytłacza mnie nagromadzenie ich wszystkich w życiu jednej osoby. Hosseini nie rezygnuje z niczego: jest śmierć, choroba, samobójstwo, gwałt, walka wręcz. A little bit to much.
Bardziej interesowało mnie tło powieści: życie w przedwojennym Kabulu, afga ńskie zwyczaje, stosunek do religii i szczególnie sytuacja imigrantów w Stanach Zjednoczonych. Ten temat wydaje mi się być wartym rozszerzenia i dyskusji, a zwłaszcza takie punkty jak asymilacja, zachowanie zwyczajów czy znajomości języka.
Dużym walorem powieści jest Kabul - przedwojenny, wojenny i ten, zajęty przez Taliban. Sugestywne opisy pozwalają wchłaniać miasto wszystkimi zmysłami - Hosseini opisuje zapachy, rośliny, bazar, życie na ulicy. Nie szczędzi też opisów miasta zniszczonego, zrujnowanego, zamienionego w ruiny, wśród których wegetują ludzie. Opisy obejmują też inne miasta afgańskie i pakistańskie - choćby dla nich warto sięgnąć po tą książkę.
Z pewnością warto sięgnąć po "Chłopca z latawcem", ja jednak chyba zbyt bardzo oczekiwałam "dzieła".

piątek, 22 sierpnia 2008

"Aimée & Jaguar" Erika Fischer

Książka to niezwykła, poruszająca temat trudny i na pierwszy rzut typowy - temat miłości w czasie wojny. Jednak nie jest to zwykła miłość. To uczucie łączy dwie kobiety: Niemkę i Żydówkę, które po raz pierwszy spotykają się w 1942 roku. Elisabeth Wust nazywana Lilly czy Aimée, matka czterech synów jest zwykłą dziewczyną, która zbyt wcześnie wyszła za mąż i zakończyła szaleństwa młodości, wiodąc życie przykładnej żony i matki. Nie interesuje się polityką i wojną. Dzięki przydzielonej jej pomocy domowej, poznaje Felice czyli Jaguara - piękną, młodziutką Żydówkę, żyjącą, mimo trudnych warunków, pełnią życia. Felice uwodzi Lilly i tak rozpoczyna się historia miłości szalonej, bezwarunkowej, pełnej czułości i oddania. Lilly nie wie, że Felice jest Żydówką, dowiaduje się tego od niej samej dopiero później. Od tego momentu ich miłość jest coraz bardziej rozpaczliwa, podświadomie dążąca ku nieuchronnemu.
Jednak nie historia związku dwóch kobiet była dla mie w tej powieści najciekawsza. Zupełnie nieznane mi były losy Żydów, mieszkających w Berlinie - ich próby uniknięcia deportacji, kończące się najczęściej egzystencją w ukryciu. Ale nie w zupełnym ukryciu, jak uczyniła to rodzina Anny Frank. Tutaj Żydzi igrają ciągle z ogniem, podszywają się pod inne osoby, prowadzą na pozór normalne (na ile to w czasie wojny możliwe) życie, ciągle walcząc ze strachem przed odkryciem. Tutaj odnajdujemy wojenny Berlin - wręcz z mapą w ręce można śledzić miejsca, gdzie spotykają się bohaterki, gdzie mieszczą się berlińskie instytucje i bunkry.
Nie są to jednak poetyckie opisy. "Aimée & Jaguar" napisana jest oszczędnym językiem - brak tu długich opisów, rozbudowanych zdań. Pokusiłabym się o nazwanie tej książki reportażem, a nie powieścią. Autorka surowo, wręcz sucho zdaje relacje z wydarzeń, przeplatając je opisem sytuacji w Berlinie oraz cytując wypowiedzi bohaterów i listy Felice oraz Lilly. Długo było mi trudno zaprzyjaźnić się z tym stylem. Oczekiwałam powieści, w całkowitym tego słowa znaczeniu, a trzymałam w rękach suchy opis wydarzeń. Dopiero w momencie aresztowania Felice książka mnie wciągnęła. Aresztowano ją 21 sierpnia 1944 - 21 sierpnia skończyłam czytać książkę. Wzruszył mnie ten zbieg okoliczności. Wzruszjące są zresztą listy obu kobiet - tak przepłnione miłością i czułością, a zarazem pozbawione kiczu, że aż wyjątkowe.
Historia Lilly i Felice stawia wiele pytań - nie tylko tych oczywistych, dotyczących holokaustu. Najbardziej zaciekawiła mnie przemiana w Lilly - z osoby, dla której sytuacja Żydów i propoganada Hitlera w najlepszym przypadku była obojętna w zwolenniczkę judaizmu. Jej początkowa postawa to z pewnością przykład setek, tysięcy osób, które w jakiś sposób umożliwiły to, co się wydarzyło. A jej przemiana jest tylko wynikiem miłości do Felice, obejmuje tylko płaszczyznę emocjonalną, nie sięga do przekonań politycznych. Drugi aspekt warty dyskusji, to życie Lilly po wojnie. Jak wyglądałoby jej życie gdyby Jaguar wrócił? Czy byłyby szczęśliwe? Czy miałaby dość siły na życie w związku homoseksulanym? Pytań i refleksji mam wiele i czekam niecierpliwie na kolejne recenzje tej książki:)

wtorek, 12 sierpnia 2008

Ciekawostki netowe

Buszując w poszukiwaniu ciekawych niemieckich blogów książkowych trafiłam na świetną stronę. Stronę stworzoną w formie portalu społecznościowego dla moli książkowych. Po zalogowaniu się można dodawać książki, tworzyć własne półki, pisać recenzje i co najlepsze w ten sposób odszukiwać innych uczestników, mających np. te same książki na półkach, pochodzących z tego samego miasta, czytających te same książki itd. Za aktywność na portalu zbiera się tzw. "ośle rogi". Funkcji jest sporo, a portal dopiero się rozwija. Jeśli macie ochotę, poznajcie lovely books.
Drugie odkrycie jest w duchu wyznaniowym. Na mapie świata umiejscawia się książki wg miejsca ich akcji. Stronka tu.

"Kradnąc konie" Per Petterson


Kolejna wyznaniowa książka - tym razem Oslo. Nie było łatwo ją zdobyć, ale zapisałam się na listę w bibliotece i za niewielką opłatą książkę mi zarezerwowano.
7 kwietnia 1990 roku wybuchł pożar na promie "Scandinavian Star", na skutek którego zgnięli rodzicie i dwaj młodsi bracia narratora. To powieść z elementami autobiograficznymi. Narrator, kilka lat po tragedii, wciąż boryka się z jej skutkami. Nie radzi sobie z własnymi uczuciami wobec zmarłego ojca, który był osoba diametralnie różną od niego. Nie potrafi znaleźć wspólnego języka ze starszym bratem, który również pochłonięty jest żałobą. Arvida, głównego bohatera spotykamy na jednej z ulic Oslo, gdy stoi przed księgarnią, w której niegdyś pracował. Z urywanych wspomnień, krótko szkicowanych wydarzeń i przemyśleń Arvida pomału wyłania się obraz jego aktualnej sytuacji psychicznej i życiowej. Miota się on między wspomnieniami, miejscami swojego dzieciństwa, a jego mieszkaniem w ponurym bloku. Jego życie po katastrofie uległo diametralnej zmianie - nie jest już poczytnym pisarzem, opuściła go żona i nie ma prawa widzenia swoich córek.
Styl Pettersena jest bardzo surowy, wiele zdań jest bardzo krótkich, wręcz urywanych i wymaga sporej koncentracji czytelnika.
Długo szukałam na kartach książki Oslo - wśród mrocznego, zimnego, wciąż zaśnieżonych lub deszczowych bloków. Bloków, które mogłyby być wszędzie. Dopiero w połowie książki natykamy się na fjordy, nazwy dzielnic, zatłoczone ulice - wciąż zimne, wręcz mroźne, nieprzyjazne. Ja Oslo tu nie odkryłam - odniosłam wrażenie, że miasto nie odgrywa tu istotnej roli.
Nie da się ukryć, że książka mnie rozczarowała, zarówno wyzwaniowo jak i swoją treścią, czy też może sposobem jej przekazania. Sam styl pisania Pettersona jest bardzo ciekawy, zachwycił mnie sposób konstrukcji zdań. Nie wciągnęła mnie jednak historia Arvida i książkę tylko i wyłącznie skończyłam czytać ze względu na wyzwanie i trudności z jej zdobyciem. Nie jestem pewna, czy sięgnę po pierwszą powieść tego autora.

sobota, 9 sierpnia 2008

"Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" Mario Vargas Llosa


To historia wielkiej miłości, miłości grzecznego chłopca do niegrzecznej dziewczynki. Fabuła podzielona jest na siedem części, z których każda opisuje inny etap życia i miłości do niegrzecznej dziewczynki. A owa niegrzeczna dziewcyznka to skandalistka, perfidna osoba, żądna bogactwa i luksusu, gotowa dopuścić się każdego szelmostwa, by osiągnąć swój cel. Nigdy nie zdradza swego pochodzenia, szczegółów ze swojej przeszłości, nigdy nie można być pewnym czy nie wymyśla kolejnej historii. Zarazem jest niesamowicie piękna i świadoma swej urody. Grzceny chłopiec - Ricardo - to skromny chłopak z jednej dzielnic Limy. Poznajemy go jako ucznia, króty pewnego lata poznaje Chilijeczkę - piękną, śmiałą i pewną siebie dziewczynę, która rzekomo przybyła z Chile. Tak nagle jak przybyła, znika, po wykryciu jej oszustwa. Marzeniem Ricarda jest wyjazd do Paryża. I następnym razem spotykamy go właśnie w tym mieście, gdzie po wielu latach biedowania zostaje tłumaczem przy UNESCO. Gdy przypadkiem spotyka Chilijeczkę w innym wcieleniu, jego miłość wraca z całą siłą, romantyzmem i tkliwo ścią, by nie opuścić go już nigdy. W kolejnych etapach autor opisuje wybryki niegrzecznej dziewczynki, skromne życie Ricarda oraz przede wszystkim jego przemyślenia na temat własnych uczuć. Jednak Llosa nie ogranicza się tylko studium psychologicznego historii niezwykłej miłości, a także opisuje sytuację polityczną w Peru, na Kubie a także w Europie. Wiele miejsca poświęca także na opis Paryża - ukochanego miasta Ricarda.
Llosa prowadzi swoją narrację z wielką starannościa, wręcz leniwie, budując długie i niezwykle rozbudowane zdania - zwłascza na początku powieści. Dlatego też czytając pierwszych kilkanaście stron nie byłam przekonana do tej powieści. Jednak mimo tak niespiesznego sposobu przedstawiania wydarzeń, powieść wciągnęła mnie do tego stopnia, że nie mogłam jej odłożyć. To znów książka z kategorii tych, o których trzeba myśleć, gdy się jej akurat nie czyta.
Z wielką uwagą i pieczołowitością autor opisuje sceny erotyczne, wyznania miłosne, "banały" Ricarda, jak je nazywa niegrzeczna dziewczynka - łatwo w takich momentach o otarcie się o kicz, na co akurat bardzo jestem wyczulona. Muszę jednak przyznać, że Llosie udało się to znakomicie.
Przeczytałam już kilka książek Llosy, ale dotąd nie miałam konkretnego zdania na temat jego pisarstwa. Każda z jego powieści wydawała mi się zupełnie inna. Tą niniejszym oceniam jako najlepszą z dotąd przeze mnie przeczytanych.

wtorek, 5 sierpnia 2008

"Pan Norris się przesiada" Christopher Isherwood

Berlin to pierwszy przystanek mojego miejskiego wyzwania. To miasto szczególnie mi bliskie, tak więc moje oczekiwania wobec książki Isherwooda były wysokie.
William Bradshaw - Anglik, mieszkający w Berlinie - poznaje w pociągu pana Norrisa. Osoba to bardzo oryginalna, dystyngowana, posługująca się wyszukanym słownictwem i mająca eleganckie maniery. Nic dziwnego, że od pierwszych chwil fascynuje on narratora powieści. Nawiązana w pociągu znajomość przeradza się w przyjaźń. William, wciąż pozostający pod urokiem Norrisa, przyjmuje zagadkowe wyjaśnienia, dotyczące jego zajęć i finansów, poznaje wraz z nim świat prostytutek oraz angażuje się po troszę w działania partii komunistycznej. Jego zainteresowania i przyjaźni do Norrisa nie zachwieją wskazówki znajomych ani wątpliwe tłumaczenia Arthura dotyczące jego zajęć. Krok po kroku William zbliża jednak się do poznania prawdziwego Arthura.
Isherwood opisuje postaci i wydarzenia bardzo dokładnie, wręcz fotograficznie. Wiele miejsca poświęca na szczegółowe opisy wyglądu i mimiki postaci, szczególnie Arthura Norrisa. Ten styl powoduje, że akcja powieści toczy się powoli, ró∑nocześnie nie nudząc czytelnika.
A co z Berlinem? Berlin tutaj to głównie atmosfera. Atmosfera nienawiści, rewolucji, niepokoju i dochodzenia nazistów do władzy. Czytelnik gdzieś ją miedzy wierszami przeczuwa, ale więcej miejsca na jej opis Isherwood poświęca dopiero w połowie książki oraz w ostatnim rozdziale, który poniekąd jest konkluzją i podsumowaniem całej narracji Bradshawa.
Dla mnie to zbyt mało, odczuwam niedosyt - oczekiwałam bardziej namacalnych opisów miasta, odszukiwania znanych mi ulic i realistycznych opisów stolicy w latach trzydziestych.
Mimo że książka mi się podobała, raczej nie planuje w najbliższym czasie sięgnięcia po kolejne utwory Isherwooda. Raczej sięgnę najpierw po inne książki z Berlinem w tle.

niedziela, 3 sierpnia 2008

"Lexikon der bedrohten Wörter II" Bodo Mrozek

Druga część leksykony słów zagrożonych. Mrozek znów opisuje szereg słów zapomnianych oraz tych, które mają za sobą bardzo krótką karierę. Każdemu z nich poświęca osobną notkę, gdzie dowcipnie i celnie szkicuje użycie, etymologię i przyczyny zniknięcia danego słowa. Wiele ze słów opisanych przez Mrozka, zostało zgłoszonych na specjalnie w tym celu założonej stronie. Jeśli ktoś chce ratować ginące słowa, może to uczynić tu.

piątek, 1 sierpnia 2008

Biblioteka

Tak jest, zapisałam się do biblioteki! Pierwsze podejście, przedwczoraj, było nieudane - wzięłam paszport, ale nie zabrałam potwierdzenia meldunku. Byłyśmy niepocieszone - ja i córka - bo obie nastawiłyśmy się na wypożyczenie książek. Na drugi dzień poszłam sama - wszystko poszło jak po maśle i po paru minutach byłam posiadaczką karty bibliotecznej i bogatsza o wiedzę korzystania z biblioteki. Bardzo podoba mi się katalog online i możliwość zamawiania książek z domu, również z innych bibliotek. Sama biblioteka jest dobrze zorganizowana - mieści się na 3 piętrach, wszystko przestronne, na każdym piętrze stanowisko bibliotekarza i komputerowe, a na samej górze dział dla dzieci i młodzieży. Tam książki posortowane są tematycznie - książki dla maluchów ustawione są w wielkich skrzyniach, które znowu mieszczą się w wielkim kącie do zabawy. Dzieci mają okazję pooglądać książki i samemu wybrać coś dla siebie. Żałuję, że wcześniej nie odkryałam tego miejsca - musimy nadrobić zaległości i wybrać się z córką niebawem. Tymaczasem wypożyczyłam jej kolejną część przygód Elmerka, którą już kilkakrotnie przeczytałyśmy. A po co ja szłam do biblioteki? Miałam nadzieję znaleźć książki wyzwaniowe. Przede wszystkim szukałam Isherwooda, bo ani w amazonie, ani na ebayu nie mogłam "Pana Norrisa" dostać. Akurat tą książkę znalazłam ale poza tym wszystko wypożyczone. Rushdiego próbuję właśnie dostać za rozsądną cenę na ebayu. Jeśli nie dostanę pozostałych, chyba zmienię listę lektur.

wtorek, 29 lipca 2008

Pytania i odpowiedzi podróżniczo-literackie

Chihiro zadała na swoim blogu pytania, inspirując czytleników do odpowiedzi. Pytania arcyciekawe, więc chętnie dodam swoje spostrzeżenia.

1. Czy zdarza Ci się wybierać książki ze względu na miejsce akcji?
Czasem tak. Najczęściej po powrocie z kraju, który mnie zaciekawił kupuję książki powiązane z danym krajem, by jeszcze smakować atmosferę miejsca i oczywiście, by dowiedzieć się czegoś więcej o mieszkańcach i kulturze. Tak było z Tajlandią, USA, Karaibami. Świetne są tu książki Jamesa A. Michenera, który w swoich "cegłach" ciekawie opisuje historię kraju powiązując ją z losami fikcyjnych bohaterów. Mam na półce jeszcze sporo nieprzeczytanych książek tego wyjątkowo płodnego autora, ale fascynacja jego prozą ostatnio mi minęła.

2. Książki o których krajach czytasz najczęściej?
Ostatnio czytam mnóstwo prozy islandzkiej - nie są to książki stricte podróżnicze, ale niemal każda islandzka powieść jest mocno powiązana z wyspą, więc siłą rzeczy pozostawia czytelnika bogatszym o wiedzę o wyspie. Bardzo chętnie czytam książki opisujące wyprawy - czy to żeglarskie dookoła świata, czy wędrówki po jakimś małym obszarze czy wyprawy do dalekich krajów. Na pierwszym miejscu zdecydowanie jednak są wyprawy żeglarskie - czyli świat oglądany z pokładu.

3. Czy dzięki książkom chciałabyś odwiedzić jakieś konkretne miejsca?
Tak, zdecydowanie chciałabym zobaczyć kiedyś Wiszącą Skałę, przejść trasę do Santiago de Compostelli, pojechać na Zielone Wzgórze, powędrować w Great Smoky Mountains i pożeglować w Oceanii.

4. Czy są miejsca/kraje, o których lubisz czytać, ale do których nie miałabyś ochoty się wybrać?
Chyba nie....nic mi nie przychodzi na myśl.

5. W jaki sposób dobierasz książki do podróży?
Ostatnio biorę mnóstwo zaległych czasopism, które po przeczytaniu wyrzucam oraz książki, które zostawiam w miejscu urlopu. Nasze podróże często były bardzo dalekie i trudno było wozić ze sobą ciegle kilka książek. Tematycznie raczej nie mam szczególnych preferencji - najczęściej dobieram książki z aktualnego stosu.

6. Czy książki w jakikolwiek sposób zmieniły Twoje postrzeganie danego kraju?
Tak, zdecydowanie wykształciły jakiekolwiek postrzeganie kraju w stosunku do krajów, na temat których nie wiedziałam nic poza faktami geograficznymi. Praktycznie cała moja wiedza na temat Chin, Japonii czy krajów Ameryki Płd. (czyli krajów, w których nie byłam) bazuje na książkach.

7. W jaki sposób Twoje czytanie o innych krajach i kulturach zmieniło twoje postrzeganie świata?
Wyczuliły na różnice, pomagają zrozumieć inne sposoby myślenia i z pewnością pomagają żyć w społeczeństwie wielokulturowym. Niemal namacalnie czuję to jak z każdą przeczytaną powieścią poszerzam własne horyzonty, zaczynam rozumieć pewne zachowania społeczne.
Zdecydowanie największy komfort daje mi jednak poczucie, że książki dotyczącej właściwie
każdej kultury są w zasięgu ręki.

8. Czy są kraje, o których chciałabyś się wiecej dowiedzieć z książek?
Chętnie przeczytałabym coś o takich krajach jak Gruzja, Armenia, Kazachstan, pociągają mnie tematycznie Karaiby i na samym szczycie są kraje Azji Płd.-Wsch., koniecznie Filipiny i Malezja. Z Europy ostatnio Portugalia.

9. A podróżowanie w czasie? Czy jakaś epoka interesuje Cię bardziej niż inne?
Średniowiecze - odbieram jako najciekawszą epokę i chętnie sięgam po książki, których akcja dzieje się w tym czasie lub których akcja do tej epoki nawiązuje. Ponadto dwudziestolecie międzywojenne. Może odwrócę trochę pytanie - bardzo lubię pewne epoki literackie. Najciekawszy jest dla mnie naturalizm i realizm. Swego czasu pochłaniałam tylko literaturę tych epok. Nie mogłam odżałować, że tylko kilka pozycji z dwudziestotomowego cyklu Emila Zoli o Rougon-Macqartach było dla mnie osiągalnych. Tak więc gdy wreszcie zaczęłam czytać książki w innych językach, cały cykl kupiłam. Ale od tego czasu stoi i się kurzy. Powinnam zdecydowanie wrócić do Zoli! Najmniej interesuje mnie chyba przyszłość. Prkatycznie wogóle nie czytam sf, za to bardzo lubię fantasy czyli światy tworzone poza naszym czasem:)

niedziela, 27 lipca 2008

"Weź moją duszę" Yrsa Sigurðardóttir


Kolejny kryminał Yrsy, którego główną bohaterką jest prawniczka Dóra. Tym razem Dóra rozwiązuje zupełnie inną zagadkę. Jónas, właściciel ezoterycznego hotelu, prosi Dórę o wspracie, gdyż w jego nowo wybudowanym hotelu straszy. Twierdzi iż sprzedawcy zataili przed nim ten fakt. Gdy Dóra zgadza się na współpracę zostaje zamordowana architektka hotelu Birna. Dóra trafia na zdjęcia z przeszłości, związane z byłymi mieszkańcami dwóch gospodarstwach, w miejscu których powstał hotel. Jej śledztwo obejmuje duchy, dwa morderstwa, nazistowską przeszłość i tajemnice dwóch rodzin. Tym razem znów wspiera ją Matthias - Niemiec, z którym współpracowała przy wykryciu morderców Haralda - studenta z Niemiec.

Ta powieść Yrsy jest bardziej islandzka - więcej tu obyczajów i realiów tej wyspy. Alcja koncentruje się wokół losów dwóch rodzin. Nie ma tu ekskursów historycznych, co jednak nie ma wpływu na walory czytlenicze książki. Powieść przeczytałam jednym tchem - ostatnie sto stron już ciurkiem, skulona w łazience, w środku nocy - żeby nikogo nie obudzić:) Odniosłam wrażenie, że Yrsa stała się troszkę dojrzalsza - z jeszcze większą pieczołowitością szkicuje postaci, jeszcze bardziej gmatwa historię. Trochę niedopracowany wydaje mi się wątek osobisty Dóry. W poprzednim tomie dzieci oraz ex-mąż odgrywali bardziej istotną rolę. Teraz mam wrażenie, że Yrsa trochę ciągnie nieoptarzne wprowadzony wątek. Nierealny wydaje się być stosunek matki do dzieci, spokój z jakim przyjmuje wybryk syna oraz absolutna nieświadomość nastolatków względem ciąży i porodu.
Wielką zaletą jest dla mnie styl pisania Yrsy - szczegółowy, sugestywny, trzymający w napięciu.
To zdecydowanie warta przeczytania powieść. Ja z niecierpliwością czekam na kolejny tom przygód Dóry, który ma ukazać się w listopadzie.

czwartek, 24 lipca 2008

Miejskie czytanie

Dziś rozpoczęło się nowe wyzwanie czytelnicze - należy wybrać cztery miasta i cztery książki, na których przeczytanie są trzy miesiące. Padma zebrała mnóstwo tytułów - wybór jest bardzo trudny. Z zadowoleniem stwierdziłam, że wiele z podanych tytułów jest mi znanych, choć w kilku przypadkach niestety treść już uleciała. Wtedy jeszcze nie pisałam bloga:(
Po długich rozważaniach, przeczytaniu informacji o autorach i pobieżnym przejrzeniu kilku recenzji zdecydowałam się na te pozycje:

BERLIN Christopher Isherwood "Pan Norris się przesiada"

BOMBAJ Salman Rushdie "Ostatnie westchnienie Maura"

KABUL Khaled Hosseini "Chłopiec z latawcem"

LIZBONA: Antonio Molina Munoz "Zima w Lizbonie"

Berlin wybrałam z przyczyn wiadomych - dobrze się chyba będzie czytało powieść, dziejącą się w mieście, które tak dobrze znam. Bombaj nie jest moim miastem marzeń, ale Salman Rushdie i jego "Szatańskie wersety" od dawna są na liście książek do przeczytania. Tak więc zacznę od innej książki tego autora. Podobnie rzecz ma się z Kabulem. Miasta bym nie wybrała, gdyby nie chęć poznania Khaleda Hosseini. I w końcu Lizbona - którą odwiedziłam w tym roku i którą pewnie jeszcze nie raz odwiedzę. Czas bliżej poznać to miasto od strony literackiej. Nie wykluczę, że sięgnę po inne książki z listy. Na drugi ogień wybrałam:

BERLIN Erica Fischer "Aimee i Jaguar"

MOSKWA Michaił Bułhakow "Mistrz i Małgorzata"

OSLO Per Petterson "In the wake"

Znowu Berlin - pamiętam film na podstawie książki Fischer. Ciekawił mnie, w Berlinie było mnóstwo plakatów, ale jednak go nie widziałam. Mam nadzieję sięgnąć teraz po książkę. Bułhakowa chcę sobie odświeżyć. Stoi na półce już kilku lat ale jakoś dotąd czasu mi na niego brakowało. Ostatni raz "Mistrza i Małgorzatę" czytałam pewnie piętnaście lat temu i niewiele pamiętam. A czemu Oslo? Sama nie wiem. Chyba udzieliła mi się fascynacja koleżanki, która właśnie w Oslo studiowała.

Zabieram się za kupowanie książek!

"Elmer" David McKee

To znów lektura mojej córki, która Elmerka bardzo lubi. Bo jest w kratkę, bo ma dużo kolorów i zawsze jest wesoły! Można się nawet oblepiać plasteliną, żeby zmienić kolor, głośno obwieszcając: Mamo, bawię się w Elmerka! A mamie książka też się podoba, bo ma piękne ilustracje, bo treść ciekawa i co ważne dająca dobrą podstawę do rozmów o inności. Kilka dni temu odkryłam w księgarni kolejne książeczki o Elmerze. Kupiłam tę o tęczy i dziś wieczór została przeczytana i opowiedziana kilka razy. Mamo co to jest tęcza, a czemu nie ma kolorów? Co się z nią stało? Oj mamy tematy do rozmów na wiele najbliższych dni!

środa, 23 lipca 2008

"Trzeci znak" Yrsa Sigurðardóttir


Yrsa to bardzo ciekawa postać - z wykształcenia jest inżynierem, pracuje na wschodzie Islandii przy pełnej kontrowersji tamie Kárahnjúka i pisze książki dla dzieci. To jej pierwsza powieść dla dorosłych. Wraz z nią dołączyła do Islandczyków, piszących kryminały: Arnaldura Indriðasona i Viktora Arnara Ingólfssona. Obu bardzo z resztą lubię!
Powieść Yrsy ma wszystko, co według mnie dobry kryminał/thriller mieć powinien - główną sympatyczną bohaterkę, prowadzącą śledztwo; wyjątkowo brutalne morderstwo i szeroko pojęte jego okoliczności. I te są tu najciekawsze - obejmują tematykę inkwizycji, palenia czarownic oraz historię Islandii. Mnóstwo tu odwołań to starych manuskryptów, kontrowersyjnych i mało zbadanych faktów historycznych oraz do ciemnych kart historii kościoła czli to, co tygrysy lubią najbardziej. Powieść Yrsy jest z gatunku tych, które wciągają i nie pozwalają się od książki oderwać. Niestety nie jest mi dane czytać bez przerwy, zazwyczaj skubnę parę stron rankiem, kilka tu i tam, a wieczorem dopiero mogę się zatopić w powieści. W tej sytuacji bardzo cenię sobie książki, które w momencie gdy biorę je do ręki zabierają mnie w inny świat. Wtedy dosłownie zmienia się moje postrzeganie świata, jestem zupełnie gdzie indziej, myślę inaczej, a bohaterowie powieści to moi znajomi. Yrsie wyszło to znakomicie. Muszę koniecznie dodać, że tłumaczenie Tiny Flecken również jest świetne.
Bardzo się cieszę, że tuż obok leży kolejny tom, którego bohaterką jest prawniczka Dóra. Zaraz zaczynam czytać.

niedziela, 20 lipca 2008

"Früher war noch viel mehr Lametta"


To zbiór opowiadań świątecznych. Pewnie to śnieszne, ale tak, w środku lipca czytałam opowiadania bożonoarodzeniowe. Jako że mam urodziny w grudniu, na początku stycznia mój zapas książek do przeczytania jest conajmniej o połowę większy. Wśród tych książek miałam lektury, które mnie bardziej pociągały, tak więc opowiadania czekały na lepsze czasy. Czyli na lipiec.
Zbiór zawiera opowiadania autorów mi mniej i bardziej znanych, są wśród nich Joyce, Lodge, Loriot, Noll, Green, Kästner etc. Same historie nie są opowiadaniami typowo świątecznymi. Opowiadaniami skrzącymi się śniegiem i kapiącymi miłością, nadmiernie wyrażaną w tym okresie. Wiele z nich jest bardzo przewrotnych i ze świętami ma niewiele wspólnego. Choć muszę przyznać, że jednak najbardziej spodobały mi się te, które w jakiś sposób odkrywają obłudę i pustość świąt. Jedno z nich to pamiętnik mężyczyzny, pracującego w okresie przedświątecznym w ogromnych domach towarowych jako krasnoludek i pomocnik Mikołaja. Autorem jest dotąd nieznany mi David Sedaris. Bohater opowiadania obserwuje szał rodziców upychających dzieci w kilkugodzinnej kolejce, a potem na kolanach Mikołaja, w celu zdobycie TEGO zdjęcia.
Podobne przesłanie ma opowiadanie Dina Buzzati, który opisuje wyprawę na ziemię duchów osiołka i woła, którzy onegdaj stali przy żłobku.
Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam opowiadania Ingrid Noll i Doris Dörrie, bo to autorki, których książki znajdują się na liście do przeczytania. Podobał mi się styl i pomysł na historię w obu przypadkach czyli nadal zachwouję ich nazwiska w pamięci.
Zupełnie za to nie podobała mi się historia Stevensona i Joyce. Tej ostatniej nawet do końca nie przeczytałam.
Z ulgą zakończyałam czytanie tej książki, bo należy do katergorii takich, których bym nigdy sama nie kupiła. Wędruje już do biblioteczki, a ja już czytam pierwszy kryminał Yrsy Sigurðardóttir.

czwartek, 17 lipca 2008

Blogi i wyzwania

Niedawno dzięki prowincjonalnej nauczycielce odkryłam inne blogi książkowe i zatonęłam w ich świecie: zaglądam, przeglądam, potem szukam interesujących mnie książek na amazonie i delektuję się biblioteczną atmosferą. Czemu biblioteczną? Nie wiedzieć czemu gdy przeglądam blogi czuję się tak, jakbym przeglądała katalogi biblioteczne, wręcz namacalnie otacza mnie atmosefra starej bliblioteki. Do bibliotek już nie chodzę, książki, które chcę przeczytać kupuję w amazonie albo na ebayu, a tamtej atmosfery mi brak. Szkoda, że zwycięża wygoda. Na szczęście pracuję wśród książek, gdyż moje biuro to nasza pracowa biblioteka:) Ale miało być o blogach. Dzięki nim odkryłam wyzwania padmy i na nie zachorowałam. W dotychczasowych dwóch już udziału nie wezmę, pewnie posłużą mi za inspirację do dalszych lektur. Pozostaje mi się cieszyć, że przegapiłam tylko dwa i z niecierpliwością czekać na rozpoczęcie kolejnego!

"Cztery życia wierzby" Shan Sa


Bardzo lubię literaturę związaną z Chinami, szczególnie opowieści pełne tradycji i zwyczajów oraz opisów chińskich krajobrazów. Książka Shan Sa powinna mnie więc zachwycić ale niecałe dwieście stron czytałam niemal trzy dni. Autorka zawarła w swojej książce cztery opwieści. Każda z nich toczy się w innej epoce ale każda w jakiś sposób dotyczy samotności i ludzkich wyborów. Autorka stara się szczegółowo opisywać otoczenie bohaterów, krajobrazy, wspomina chińskie zwyczaje. Każda historia sama w sobie jest ciekawa ale... No właśnie długo zastanawiałam się, co mi nie pasuje. Przy pierwszej historii na pewno przeszkadzał mi styl - przez chwilę nawet zastanawiałam się czy to może wina niezbyt udanego tłumaczenia. W drugiej historii autorka pisze jednak w sposób bardziej rzutki a i zdania są zgrabniejsze. Ponadto po przeczytaniu książki nie mogę się oprzeć wrażeniu, że postacie są płaskie, bez wyrazu. Podsumowując skończyałam czytać kilka godzin temu i już nie jestem w stanie szczegółowo opisać fabuły. Dla mnie niestety to niewypał.

poniedziałek, 14 lipca 2008

"Sarna albo rozmowa Szatana z chłopcem, aniołem i Lucyferem" Julian Stryjkowski

To nie jest rodzaj literatury, po który sięgam codziennie i który mnie fascynuję. Książkę dostałam ponad dwa lata temu od Marysi, której jest ona pracą dyplomową. I właśnie dlatego to bardziej książka do oglądania i smakowania niż do czytania. Przeglądałam ją wiele razy, ale dopiero teraz przeczytałam. To lektura właściwie na jeden wieczór i na pewno dla wielu tygodni interpretacji. Tej ostatniej się tu nie podejmuję, bo pisać zamierzam o tym, co Marysia z książką zrobiła. A zrobiła wiele ciekawego. Niemal każda strona upstrzona jest dopiskami, między kartami poutykane są karteluszki, informacje, artykuły. Strony roją się od podkreśleń i cytatów, często rozmazanych i nieczytelnych. Gdzie niegdzie znaleźć można ilustracje w formie pieczątek - mam nadzieję, że dobrze rozumuję. Jeśli nie, Marysiu nie zabijaj:) Wszystkie dopiski związane są w jakiś sposób z treścią powieści - na stronach wręcz roi się od diabła we wszystkich wcieleniach. Ciekawam ile razy jeszcze przejrzę książkę zanim zrozumiem, co Marysia chciała powiedzieć:) Dziękuję bardzo za ten egzemplarz, to świetne uczucie wiedzieć, że ma się w domowej biblioteczce taki unikat!

niedziela, 13 lipca 2008

"Lexikon der bedrohten Wörter" Bodo Mrozek


Kolejna książka czytana przeze mnie w ramach pasji językoznawczej. Mrozek stworzył słowniczek słów zapomnianych, takich, które właśnie wychodzą z użytku lub zawitały do języka tylko na chwilkę. Bardzo interesująca lektura! Słowa opisane sa w bardzo dowcipny sposób, autor przypomina socjologiczne i polityczne okoliczności użytkowania niektórych z nich oraz powiązuje opisywane słowa ze sobą. Bardzo chętnie przczytałabym podobną książkę o języku polskim, ale obawiam się, że takiej ze świecą szukać, a może się mylę?? Na nocnym stoliku w stosie książek, leży drugi tom leksykonu. Będzie jednak musiał chwilę poczekać, bo właśnie zabieram się za arcyciekawą lekturę;)

piątek, 11 lipca 2008

Wydawnictwo Nowa Era

Polubiłyśmy Nową Erę. Za książeczki dla dzieci a głównie za baśnie. "Polskie baśnie i legendy" oraz "Baśnie z całego świata" to nowe, świeże zestawienie różnych baśni. Baśnie ułożone są chronologicznie, a oko cieszy nietuzinkowa szata graficzna.
Naszą ulubioną książeczką tego wydawnictwa jest "Alfabet z obrazkami" Małgorzaty Strzałkowskiej. Każda literka zilustrowana jest w inny sposób, ale zawsze przy pomocy przedmiotów codziennego użytku. Przedmiotów nietypowych, bo takich jak sprężynka, pudełko zapałek, kora, drucik czy kabel. Zaskakujące teksty autorki ilustrują każdą literkę, np. literka "e" to:
"Eryk z Ełku jak wieść niesie, zgubił kiedyś uśmiech w lesie".
Nasz ulubiony to:
"Grzyb z Gigantem w gęstym gąszczu gwarzą głośno o chrabąszczu".
Polecamy!

"Der Schwan" Guðbergur Bergsson


Od dawna miałam chęć na przeczytanie "czegokolwiek" tego słynnego Islandczyka. Soffía zarekomendowała mi "Łabędzia". Ale nie zaprzyjaźniłam się z Bergssonem. Jego proza jest bardzo poetycka, pozostawia posmak sennej niepewności. Bergsson misternie buduję pełną niedomówień atmosferę, szczegółowo opisuje dziwaczne sny, poświęca wiele stron na opis krajobrazu. Wszystko to pozwala się czytelnikowi zatopić w jego świecie po uszy. Czytelnikowi, ale nie mnie. Dla mnie książka musi być realna. Proza to proza. Poezja to poezja. Tej drugiej nie czytam. Potrafię sobie wyobrazić, że można być bezkrytycznym wielbicielem Bergssona, jestem przekonana, że jego proza jest wysoko ceniona ale mnie nie porwała. Mimo to przeczytałam książkę do końca. Była krótka:) Niecałe dwieście stron. I dla zagorzałej fanki islandzkich klimatów poniekąd poznawcza. Ta cała ultona, wręcz górnolotna atmosfera oplata bowiem bardzo przyziemną tematykę. Dziewięcioletnia dziewczynka zostaje wysłana przez rodziców na....Polak powiedziałby...wieś. Ale wieś islandzka, to gospodarstwo gdzieś w samotnej dolinie, gdzie jedynymi rozmówcami są konie i krowy. W tym otoczonym bagnami miejscu "mała" ma dorosnąć i zmienić się. Wysłana została za karę, bo kradła w sklepach. Dziewczynka jest świetną obserwatorką - z dziecięcą naiwnością obserwuje wypadki w gospodarstwie: niechcianą ciążę córki i aborcję, zabijanie cielaka czy święto dla gospodarstw z okolicy. Najmeny parobek wprowadza ją w świat seksulany - dzieczynka niewiele zdaje się rozumieć z jego rad i przemyśleń. I tak Bergsson snuje swą opowieść, aż po niejasne zakończenie.

czwartek, 10 lipca 2008

Nadmiar książek

Programowo właściwie takie pojęcie nie istnieje - mogłabym mieszkać w domu zapchanym książkami. Ale niestety nie mieszkam sama i niebawem nie będę miała gdzie składować kolejnych książek. Forumowa koleżanka książki przeczytane rozdaje - świetny pomysł pomyślałam, ale jakoś nie mogę wprowadzić go w życie. Mam mnóstwo książek, które przeczytałam raz i na pewno do nich już nie wrócę. Nadają się do oddania. Dojrzewam wciąż do tej decyzji. Ale chyba najpierw pozbędę się innych zaśmiecających dom przedmiotów. Książki niech poczekają:)

wtorek, 8 lipca 2008

Dziecięce lektury

Cieszy mnie już od dawna fakt, że wreszcie mogę czytać córci. Od kiedy zaczęło ją interesować słuchanie, słyszę setki razy dziennie "Mama śpiewaj". Półeczka z książeczkami zmieniła się już w trzy półeczki, a książeczek przybywa. Głównie dzięki Marysi, która poleca nam lektury nietuzinkowe i wartościowe. Bardzo lubimy "Jajuńćka" Pawła Pawlaka, wszelkie książeczki wydawnictwa Muchomor i wydawnictwa Wytwórnia. Codziennie zaglądamy do "Nieobliczalnych owieczek", Tuwima i "Troniku", wydanych właśnie przez to ostatnie wydawnictwo. Lubimy nietypową szatę graficzną, nieagresywne kolory i przede wszystkim brak kiczu:) Dziękujemy Marysiu!

poniedziałek, 7 lipca 2008

"Die dritte Bitte" Ingibjörg Hjartardóttir


Zachwalana jako kryminał, dla mnie wcale nim ta książka nie była. To bardziej rozwiązywanie zagadki z nutką psychologii w tle. Akcja prowadzona jest wielowątkowo - mimo że powieść czyta się lekko, stale trzeba zwracać uwagę na narratora.

Główna bohaterka opiekująca się umierającym Hrafnem pragnie spełnić jego ostatnią prośbę przed śmiercią. Wybiera się w podróż, by okdryć zagadkę kobiety, robiącej swetry na drutach. Brzmi niewiarygodnie i takim przez kilkanaście pierwszych stron pozostaje. Autorka opisuje w krótkich rozdziałach urywki wspomnień wielu osób, z których powoli składa się ta historia. Dodać trzeba, że akcja mocno osadzona jest w Islandii, ograniczona jest małym światem zagubionej w północnych fjordach wioski. Większość postaci naszkicowana jest bardzo dokładnie, a każdy z tych typów uwikłanych jest w jakiś sposób w islandzkie realia.

środa, 2 lipca 2008

Nowy etap książkowy

Zmuszona byłam zrobić sobie dłuższą przerwę w czytaniu. Ale nie w czytaniu wogóle:) Wreszcie się zawzięłam i przeczytałam ogromny stos gazet zalegający na nocnym stoliku i przykrywający stos książek, czekających na pilne przeczytanie. Czasopism nazbierało się sporo, bo i kilkanaście wydań "Dużego Formatu" i "Wysokich Obcasów" a także zaległe magazyny Towarzystwa Hansa Fallady. Od dziś książki sa wyeksponowane w pełni, całe 21 egzemplarzy - trochę literatury islandzkiej, trochę powieści, parę książek popularnonaukowych. Czas się za nie zabrać. Zaczynam od Ingibjörg Hjartardóttir, którą ostatnio poznałam osobiście:)

"Fizycy" Friedrich Dürrenmatt

Odświeżyłam sobie ten dramat, tym razem czytając go w oryginale. Przczyną jak zwykle był wypad do teatru. Było warto, sztuka nadal aktualna, a inscenizacja.... wspaniała!

"Viva Polonia" Steffena Möllera

Autor znany mi już od dawna z opowieści rodziców, fakt napisania przez niego powieści był mi zupełenie obcy. Aż ujrzałam powyższy tytuł na liście bestsellerów Spiegla. Kupiłam i się zachwyciłam. Möller ma niewiarygodnie trafne spostrzeżenia, dotyczące Polaków i Niemców, spostrzeżenia korelujące niemal całkowicie z moimi. Tyle, że ja moich obserwacji nie potrafiłam tak zgrabnie ująć w słowa, jak to się udało Möllerowi. Trafne, pełne dowcipu pointy nie pozwalały mi odłożyć książki. Polacy winni są wdzięczność Möllerowi, że w tak rzutki sposób przybliża ich kraj niemieckiemu czytelnikowi, dodatkowo zachowując lekkość, humor i łamiąc stereotypy. Fakt, że książka znalzała się na liście bestsellerów tak szacownego czasopisma tym bardziej cieszy i pozwala mieć nadzieję na głębsze zrozumienie obu narodów.

"Das Hiroshima-Tor" Ilkka Remes

Kolejny prezent, tym razem mężowski. Podobnie przeczytany na urlopie, wciągający ale nie wnoszący nic do mojego dorobku intelektualnego. Polecam tylko na plażę.

"Die Gerechten" Sam Bourne

Na pewno nigdy bym nie kupiła tej książki. Nie lubuję się w thrillerach, do tego zachwalanych jako lepszych od "Kodu Leonarda da Vinci". Ale książkę dostałam, wzięłam na urlop i w plażowej scenerii przeczytałam. Nawet mnie wciągnęła, dowiedziałam się sporo o ortodoksyjnych Żydach, co akurat było największą zaletą tej powieści. I książkę podałam dalej.

"Harry Potter i Insygnia śmierci" J. K. Rowling

I na mnie przyszedł czas:) Wreszcie dostałam nowego Harry'ego w polskim tłumaczeniem. Na dodatek się rozchorowałam i wreszcie miałam czas na czytanie. W niecałe dwa dni uwinęłam się z ostatnim tomem. Jeśli chodzi o Harry'ego jestem bezkrytyczna. Nie interesuje mnie analiza stylu ani treści, po prostu książkę pożeram. Podobało mi się, ale teraz, ponad miesiąc po przcezytaniu nie wiele z treści pamiętam. Mam nadzieję, że to na skutek choroby, a nie sklerozy:) Gdyby Rowling napisała kolejny tom, to na pewno bym przeczytała. Bezkrytycznie.

sobota, 19 kwietnia 2008

"Poszukiwania przodków" Małgorzaty Nowaczyk

Kolejny poradnik genealogiczny - mojemu smakowi bardziej odpowiada od kompendium Prinkego. Autorka ciekawie opisuje sposoby poszukiwań genealogicznych, od zupełnych podstaw, nie szczędząc najbardziej pedantycznych wskazówek i ilustrując je przykładami z własnych poszukiwań.

"Rogoźna przez wieki" Leokadii Buchman i Eweliny Gwóźdź

Monografia wioski Rogoźna - dla mnie szczególnie istotne są wiadomości, dotyczące historii i byłych mieszkańców wsi, a takich w monografii nie jest zbyt wiele. Niemniej kilka istotnych faktów znalazłam, a pozycja jest zdecydowanie niezbędna w mojej genealogicznej biblioteczce.

"Poradnik genealoga amatora" Rafała T. Prinke

Dla mnie bardzo istotna lektura, pozwalająca usystematyzować więdzę. Szkoda tylko, że nie obejmuje pomocy internetowych. Zdecydowanie książka tylko dla pasjonatów genealogii.

"Das Endspiel" Samuela Becketta

Trudno coś napisać - to rodzaj literatury, której właściwie nie rozumiem:) Może sztuka w teatrze troszkę mi rozjaśni;)

czwartek, 10 kwietnia 2008

"Rachuba świata" Daniel Kehlmann

Książka niezmiernie ciekawa - zarówno treść, jak i styl autora. Kehlmann opisuje życie dwóch wielkich naukowców niemieckich Gaussa i Humboldta. Ale to nie zywkły, suchy opis. Gauss i Humbodlt to postaci z krwi i kości, pełne wad, dziwactw i słabości. Są bardzo różni w stylu życia i rodzaju pracy naukowej i tak podobni u kresu życia. Kehlmann opisuje ich historie w krótkich, zdecydowanych zdaniach, również dialogi nie mają klasycznej postaci. Ten sposób prowadzenia narracji czyni ją rzutką i przyjemną dla czytelnika. Może sam koniec powieści trochę spowolnił akcję, troszkę mnie znudził, ale to niewątpliwie sympatyczna lektura.

"Dzika kaczka" Henrika Ibsena

I kolejna sztuka czytana w ramach przygotowywania się do wyjścia do teatru i odświeżania treści. Sama treść to znów niekoniecznie mój świat - choć kwestia decyzji o życiu w prawdzie absolutnej czy w zakłamaniu z pewnością zawsze aktualna. Powtórzę się - inscenizacja znowuż o niebo lepsza!

"Szczury" Gerhart Hauptmann

Dramta czytałam w ramach przygotowywania się do wizyty w teatrze. I dobrze zrobiłam. Blisko 80% wypowiedzi napisana jest w dialekcie berlińskim, dla mnie zrozumiałym, choć niewygodnym do czytania. Sama akcja, i dziś aktualna, nie zachwyciła mnie aż tak bardzo. Raczej warto przecyztać w ramach poszerzania horyzontów lietarckich:) Za to sztuka wspaniała.

"Lux perpetua" Andrzeja Sapkowskiego

Ciężko było mi wciągnąć się w książkę. Od przeczytania poprzednich tomów minęło już dużo czasu, nie pamiętałam nawet szczegółów dotyczących głównych bohaterów. Ale Sapkowski znów uwiódł mnie detalami historycznymi, bezbłędnie naszkicowanym tłem, odnośnikami, szeroką wiedzą. Wszystko to czyni dla mnie akcję powieści więc dugorzędną. Ciekawa lektura, choć nie koniecznie coś, co trzeba przeczytać.

poniedziałek, 10 marca 2008

"Na szlaku do Composteli" Hape Kerkeling

Książkę kupiłam z przypadku - nie znając właściwie skeczy Kerkelinga i tylko pobieżnie wiedząc z czym się je Camino de Santiago i wciągnęło mnie kompletnie. Cały czas kombinuję jak to zrobić, żeby tam być i iść. Kerkeling zaskoczył mnie stylem, przemyśleniami, układem książki. Wszystko świetne, nie brakuje opisów praktycznego życia pielgrzyma, jak i przemyśleń, uczuć, zwątpień i radości oraz wyważonej ilości retrospekcji z jego własnego życia. Dla mnie jedna z lepszych ostatnio przeczytanych książek.

"Zimistrz" Terry Pratchett



Będzie krótko - bardzo lubię serię z Feeglami! Duża dawka fantazji, humoru i jak zwykle świetne tłumaczenie.

piątek, 8 lutego 2008

"Happy Aua" Bastian Sick

Kolejna książka Sicka - tym razem jednak nie zawiera dowcipnych rozprawek na temat częstych błędów językowych lecz nadesłane autorowi zdjęcia owych błędów. Lektura ogranicza się więc do trafnych i dowcipnych komentarzy i do przecierania oczu ze zdumienia. Dziwoloągi językowe produkowane przez użytkowników języka zapierają dech w piersiach:)

"Małe trzęsienia ziemi" Jennifer Weiner

Zacznę od pozytywów: lektura łatwa, lekka i przyjemna, głównie dla młodych matek. Hmm, mnie jakoś nie zadawala. Historie są dość płytkie, opisywane problemy są wprawdzie realne i na pewno bliskie wielu matkom, ale przedstawione czasem wręcz żenująco prosto. Nie będę twierdzić, że książkę warto przeczytać ale na pewno jest miłą lekturą na wolny wieczór czy na plażę.

"Dżuma w Breslau" Marek Krajewski



Mam ostatnio szczęście do ciekawych książek, a choroba umożliwia mi czytanie większych ilości. Po "odpracowaniu" kilkunastu czasopism, przyszedł czas na ogromny stos książek piętrzący się na nocnym stoliku. Zaczęłam od Krajewskiego i jak zwykle książka była świetna - "wciągnęłam" ją w jeden dzień. Ciekawa historia, świetny Eberhard Mock, tylko....książka jakaś krótka. Zaledwie ok. 250 stron, które dały mi wrażenie, że Krajewski się spieszył, że od strony ok. 150 gnał ku końcowi, że książka mogła pomieścić więcej. A może to tylko mój smutek, że czas pożegnać się z Mockiem?

środa, 2 stycznia 2008

"Po słowiczej podłodze", "Na posłaniu z trawy", "W blasku księżyca" Lian Hearn



"Po słowiczej podłodze", "Na posłaniu z trawy" oraz "W blasku księżyca" - to opowieści w konwencji fantasy dziejące się w średniowiecznej Japonii. Tematyka japońska jest mi praktycznie nieznana a Lian Hearn udało się mnie zafascynować. Trylogia czyta się szybko i niesamowicie wciąga. Wszystkie postaci są bardzo ciekawie naszkicowane, a ich przygody oraz realia, w których żyją, sa przedstawione bardzo realistycznie. Dla mnie te książki to absolutna niespodzianka - nie spodziewałam się tak ciekawej lektury. Autorka narobiła mi smaku na więcej japońskich klimatów.

wtorek, 1 stycznia 2008

"Kwiat pustyni" Waris Dirie



Dopiero teraz wpadła mi w ręce ta znana pozycja i bardzo mnie wciągnęła. Interesujący jest nie tyle problem (obrzezanie kobiet), z którego powodu książka zdobyła popularność, lecz fascynuje opis somalijskich Nomadów: ich życia, pustynnych krajobrazów, ich zwyczajów i tradycji. Wręcz niewyobrażalnym jest w jak odmienny sposób żyją oni w porównaniu do warunków życia przeciętnego Europejczyka. Pamiętając o tym, aż trudno uwierzyć w historię Dirie - w ten niesamowity splot przypadków, który doprowadził ją do kariery modelki. Jej opowieść zaciekawiła mnie Afryką, nabrałam chęci na kolejną pozycję o Czarnym Kontynencie.

środa, 21 listopada 2007

"Tajemna historia" Donna Tartt

Opasła książka, mocno zareklamowana mi przez koleżankę - zagłębiłam się z zapałem w lekturę i na początku trochę się rozczarowałam. Książka owszem wciąga, ale czyta się ja raczej z "długim oddechem" - autorka wplata w akcję wiele opisów, przemyśleń, których zadaniem jest niewąpliwie budowanie atmosfery powieści. Ja odbierałam je w większości jako przydługie bądź zbyteczne. Sama intryga i pomysł na książkę są ciekawe i interesujące. Mimo że czytelnik od początku właściwie wie, co się wydarzy, to jednak autorka tak skontrułowała powieść, że warto przeczytać ponad 650 stron. A zakończenie na pewno to wynagradza - dla mnie zaskakujące.

piątek, 16 listopada 2007

"Złodziej czasu" Terry Pratchett



Pierwsze strony książki pozostawiły we mnie, jak to zazwyczaj u Pratchetta bywa, mieszane odczucia. To zadziwiająca historia o czasie, jego upływie i o zegarze absolutnym. Wprawia czytelnika w osłupienie i podziw dla fantazji autora. Jak zwykle dowcipna i pełna zaskoczeń lektura.

"Prawda" Terry Pratchett



Kilkanaście pierwszych stron, jak zwykle u Pratchetta, mnie zniechęciło, ale gdy zawiązała się akcja, książka okazała się być cudeńkiem! Tym razem Pratchett opisuje powstanie druku i pierwszej w Ankh-Morpork gazety. Najlepszym duetem w książce są jednak Pan Szpila i Pan Tulipan - absolutna parodia "Pulp Fiction", jednego z moich ulubionych filmów.

"Tajmenice kobiet. Z matki na córkę" Bertrand Cramer



Bertrand Cramer to znany szwajcarski psychiatra dziecięcy. W swojej książce przedstawia historie trzech matek i ich córek opisując ich problemy oraz genezę ich powstania. Koncentruje się na wpływie wychowania na kształtowanie się kobiecości córek oraz na próbie wyjaśnienia probelmów dzieci ze spaniem czy jedzeniem. Sama idea książki jest bardzo ciekawa, wiele spostrzeżeń autora jest również godnych uwagi, jednak same opisane przez niego przypadki wydają mi się zbyt "proste" - geneza problemów dzieci wręcz sama narzuca się czytelnikowi. Niemniej warto po tę książkę sięgnać.

"Ex libris" Anne Fadiman



To wręcz wymarzona dla mnie książka! To zbiór felietonów o czytaniu i wszystkich z nim związanych maniach: od zbieractwa po natarczywe szukanie błędów. Wiele z tych "chorób" też mnie dopadło i z ogromną rozkoszą czytałam te dwocipnie napisane felietony, dodatkowo naszpikowane mnóstwem ciekawych faktów. Na pewno wrócę do tej książki!

"Die Schachspielerin" Bertina Hinrichs



Niedługa, lekko napisana historia prostej Greczynki. Bohaterka mieszka na Naxos, gdzie spędziliśmy w zeszłym roku kilka dni, więc tym bardziej miło czytało mi się tą książkę. Autorka opowiada historię fascynacji szkicami, robi to bardzo ciepło, darząc główną bohaterkę wielką sympatią. Dla mnie to idealna książka na plażę, najlepiej grecką.

sobota, 29 września 2007

"Synowie" oraz "Dom w ruinie" Pearl S. Buck



Kolejne dwa tomy trylogii Pearl S. Buck już mnie tak nie zafascynowały. W drugim tomie autorka opisuje dzieje najmłodszego syna Wanga Lunga, a w trzecim tomie jego syna. Nadal ciekawią opisywane realia, rozwój Chin, otwieranie się państwa na świat, ale książkom brakuje świeżości, którą urzekł mnie pierwszy tom.

"Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci" Faber/Mazlish

Wrażenie dużo bardziej pozytywne, głównie dzięki tłumaczeniu. Sądzę, że właściwie najpierw powinno się przeczytać tą książkę. Autorki bardziej ogólnie, opisując rodzinę wymyśloną na własnych przykładach, opisują ideę komunikacji z dziećmi. Bardzo przekonująco, ciepło i realnie. Jak dla mnie lektura, z której warto korzystać na codzień.

niedziela, 16 września 2007

"Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" A. Faber i E. Mazlish

Sceptycznie podeszłam do tego poradnika, bo nie zachwycają mnie odkrywcze metody amerykańskie na każdy aspekt życia. Już nie jestem taka jednostronna, bo książka mnie przekonała. Sposób rozmawiania z dzieckiem przedstawiony przez autorki bardzo mnie przekonuje i odpowiada moim przekonaniom na temat wychowania. Autorki opisują w kilku rozdziałach sposoby na rozmowę zachęcającą do współpracy, do samodzielności, metody wychowawcze pozwalające unikać kar, radzą jak chwalić i uwolnić dzieci od grania ról. Wszystko podane jasno, prosto, opatrzone obrazkami i wieloma przykładami z życia. Polskie wydanie zawiera również doświdczenia polskich rodziców. Książka ma jednak jedną ogromną wadę - koszmarne wręcz tłumaczenie. Przeraża nie tylko styl i dobór słownictwa, co dosłowne kalki językowe z angielskiego. Gdyby ktoś mnie o tym uprzedził przeczytałabym książkę po angielsku. Dodam jeszcze, że ilustracje również nie zachwycają:(
Teraz zabieram się za kolejną pozycję tych autorek, na szczęscie w innym tłumaczeniu.

"Psychologie der Liebe" Jürg Willi

Po długiej przerwie wypełnionej lekturą czasopism, poradnikówi gazet mam do opisania dwie pozycje. Pierwsza z nich to "Psychologie der Liebe" - książka z polecenia. Sama bym pewnie nigdy tego tytułu nie odszukała. Autor jest szwajarskim psychologiem i terapeutą. Część wstępną książki poświęca na teoretyczny opis fenomenu miłości, jej faz i rodzajów. Trochę się ten wstęp dłuży, ale warto przez niego przebrnąć, by dotrzeć do opisów konkretnych przypadków, na które Willi trafił podczas terapii. Na tej podstawie opisywane są kolejne stadia rozwoju miłości, problemy wraz z wyjaśnieniem ich genezy i propozycjami rozwiązania. Warto do tej książki zajrzeć, by choć trochę lepiej zrozumieć mechanizmy jakimi kieruje się miłość.

poniedziałek, 25 czerwca 2007

Professor Udolphs Buch der Namen



To popularnonaukowa pozycja dotycząca onomastyki - profesor Udolph to niemiecka sława imiennictwa. W książce podaje w bardzo przystępny sposób informacje dotyczące pochodzenia nazwisk oraz objaśnia znaczenie nazwisk wielu niemieckich sław i postaci historycznych, nie brakuje wśród nich Mozarta, Adenauera, Heidi Klum i Hitlera. Ponadto autor koncentruje się na nazwiskach potencjalnie pochodzących od wulgaryzmów oraz wszelkich rzadkich i kuriozalnie brzmiących nazwiskach. Na koniec szczegółowow opisuje sposób poszukiwania znaczenia własnego nazwiska, podając wiele linków i odsyłaczy do dalszej literatury. To naprawdę aryciekawa lektura, nie tylko dla pasjonatów onomastyki!

wtorek, 12 czerwca 2007

"Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" Lisa See



Świetna książka, przeczytana jednym tchem. Autorka bardzo dokładnie i ciekawie opisuje życie chińskich kobiet, konwencje, którym podlegały oraz ich zwyczaje: od krępowania stóp przez wesele po śmierć. Lisa See opisuje przyjaźń - związek laotong - dwóch dziewczyn, która trwa przez całe życie, przy okazji przedstawiając przebieg dnia chińskiej kobiety, jej powinności, obowiązki i troski. To naprawdę fascynująca lektura!

niedziela, 10 czerwca 2007

"Raj tuż za rogiem" Mario Vargas Llosa



Książka ciekawa, ale też niełatwa w czytaniu. Trzeba się rozsmakować w języku Llosy i wciągnąć w kosntrukcję powieści, żeby czytać z podziwem i rozkoszą. Autor opisuje naprzemiennie życie Flory Tristán oraz Paula Gauguina. Flora jest babką malarza, kobietą, która poświęciła życie walce o prawa kobiet i robotników. Llosa opisując ostatnie lata życia postaci wplata ich wspomnienia - ten ciekawy sposób narracji czyni akcję wartką. Treść książki jest ciekawa nie tylko dla wielbicieli malarstwa Gauguina - Llosa opisuje koleje życia człowieka szukającego, odkrywającego swoje prawdziwe ja. Podobnie w przypadku Flory, autor ukazuje ewolucję jej charakteru i osobowości. Zakończenie nie może zaskakiwać, bo to swojego rodzaju biografie, jednak ciekawość nie opuszcza czytelnika do ostatnich stron.

piątek, 25 maja 2007

Książki roku 2005

Dan Brown "Kod Leonarda da Vinci",
Charles Bukowski "Hot Water Music",
Terry Pratchett "Wiedźmomikołaj",
Henning Mankell "Die Brandmauer",
James A. Michener "Alaska",
Wojciech Kurczok "Gnój",
Dorota Terakowska "Ono",
Kristin Maria Baldursdóttir "Hinter fremden Türen",
Arturo Pérez-Reverte "Cmentarzysko bezimiennych statków",
Terry Pratchett "Wolni ciutludzie",
Milan Kundera "Die unerträgliche Leichtigkeit des Seins",
Bastian Sick "Der Dativ ist dem Genitiv sein Tod" Folge 1,
Arturo Pérez-Reverte "Ostatnia bitwa Templariusza",
Steffi von Wolff "Aufgetackelt",
Heribert Illig "Wer hat an der Uhr gedreht",
Gernot Gricksch "Wir sind schwanger",
Arturo Pérez-Reverte "Królowa Południa",
Ursula L. Guin "Erdsee",
Viktor A. Ingólfsson "Das Rätsel von Flatey",
Kristof Magnusson "Zuhause",
Bastian Sick "Der Dativ ist dem Genitiv sein Tod" Folge 2,
Tracy Hogg "Babyflüsterer",
Nick Hornby "Długa droga w dół",
Leszek Talko "Talki w wielkim mieście",
Terry Pratchett "Kot w stanie czystym".

środa, 23 maja 2007

"Diabeł ubiera się u Prady" Lauren Weisberger



Typowa łatwa i przyjemna lektura. Autorka opisuje pierwsze doświadczenia bohaterki w pracy jako asystentka redaktorki czasopisma o modzie. Każda strona pełna jest dowcipnych opisów, interesujących spostrzeżeń i pośredniej krytyki świata mediów i mody. Fajna lektura na letni wieczór.

niedziela, 20 maja 2007

"Der Dativ ist dem Genitiv sein Tod" Folge 3 Bastian Sick



Trzeci tom rozważań o języku - kolejna ciekawa lektura. Sick w każdym rozdziale opisuje inny współczesny fenomen czy problem językowy. Bezlitośnie a zarazem dowcipnie wytyka użykownikom języka niemieckiego podstawowe, notoryczne błędy, często je dopiero uświadamia. Wiele rozdziałów poświęconych jest różnicom regionalnym i dialektycznym. Dla mnie aryciekawa i pouczająca lektura!

sobota, 12 maja 2007

Książki roku 2004

Terry Pratchett "Ostatni bohater",
Elke Heidenreich "Wörter aus 30 Jahren",
Halldór Kiljan Laxness "Czysty ton",
Manuela Gretkowska/Piotr Pietucha "Sceny z życia pozamałżeńskiego",
Mikael Torfason "Der dümmste Vater der Welt",
Toni Morrisson "Tearbaby",
J. K. Toole "A confederacy of Dunces",
Roman Paszke "Ptaki oceanów",
J. K. Rowling "Harry Potter i Zakon Feniksa",
Haruki Murakami "Sputnik Sweetheart",
Peter Hoeg "Miss Smilla feeling for snow",
Arnaldur Indridason "Todeshauch",
Barbara Mujica "Frida",
Terry Pratchett "Zadziwiający Maurycy",
Anna Brzezińska "Opowieści z Wilżyńskiej Doliny",
Connie Willis "Nie licząc psa",
Elżbieta Tabakowska "O przekładzie na przykładzie",
Henning Mankell "Die fünfte Frau",
Małgorzata Musierowicz "Język Trolli",
Lisa Marklund "Olympisches Feuer",
Terry Pratchett "Na glinianych nogach",
R. Wagner "Kokosnüsse satt",
Donna Leon "Uniformed justice",
J. M. Coetzee "Hańba",
Isaac B. Singer "Sztukmistrz z Lublina",
Milda Drüke "Die Gabe der Seenomaden",
Haruki Murakami "Der Tanz mit dem Schafsmann",
Alex Garland "Manila",
Ken Kesey "Einer flog über das Kuckucksnest",
Hennig Mankell "Mitsommermord",
James A. Michener "Endstation Florida",
Banana Yoshimoto "Tsugumi",
Fannie Flagg "Smażone zielone pomidory",
E. Mendoza "Przygoda fryzjera damskiego",
E. Mendoza "Historia zaginionej pensjonarki",
Stanisław Lem "Kongres futurologiczny",
Henning Mankell "Rückkehr des Tanzlehrers",
Andryej Sapkowski "Boży bojownicy".

"Salka Valka" Halldór Kiljan Laxness

Już od dawna ta książka czekała na mnie na półce. Pierwsze strony jednak mnie nie zachęciły, musiałam posmakowac atmosfery książki, przyzwyczaić się do dość starego tłumaczenia z kilku języków, by zachwycić się opisami Laxnessa. Autor znów na miejsce akcji wybiera biedną, zapomnianę wioskę na północnym krańcu Islandii a na główną bohaterkę młodą dziewczynę o niezwykle silnym charakterze. Postać Salki Valki z pewnością jest największą zaletą powieści, ale czytelnika zaciekawia także opis życia i mentalności biednych rybaków, które podlega surowemu klimatowi tego zakątka. Laxness wprowadza do swojej powieści także wątek polityczny - do Islandii docierają wpierw pogłoski o powstaniu bolszewizmu, który w końcu zawita w maleńkim Osteyri, wprowadzając w życie mieszkańców zamieszanie, którzy po wielu perypetiach wracją do poprzedniego biednego i skromnego życia.

czwartek, 3 maja 2007

"Festung Breslau" Marek Krajewski



Właśnie skończyłam, przeczytałam jednym tchem i żałuję, że to ostatni tom przygód Eberharda Mocka. Dla mnie rewelacja - zaskakująca historia, realia historyczne, szkic sylwetek - wszystko gra. Bardzo jestem ciekawa, czy Krajewski napisze coś jeszcze.

piątek, 27 kwietnia 2007

"Fototapeta" Michał Witkowski



To pierwsza książka Witkowskiego, która wpadła mi w ręce. Na początku zaskoczył mnie styl - nie całkiem "mój". Musiałam się z nim oswoić, żeby docenić zaskakującą dbałość o szczegóły oraz fakty i realia, które kiedyś też były mi bliskie i określały moje życie, a które zupełnie wyparłam z pamięci. Miło mi było przypomnieć sobie realia komunistycznej Polski, uśmiechnąć się nad wspomnieniem, poczytać o Wrocławiu, ale Witkowski moim ulubionym pisarzem raczej nie będzie.

wtorek, 3 kwietnia 2007

Książki roku 2003

I znów mała przerwa spowodowana prasówką. Dla urozmaicenia rok 2003:
David Lodge "Myśląc",
Zadie Smith "Białe zęby",
Trees van Rijsewijk "Kumari",
Miles Harvey "Gestohlene Welten",
Joanna Chmielewska "(Nie)boszczyk mąż",
Terry Pratchett "Muzyka duszy",
Kristín Marja Baldursdóttir "Möwengelächter",
Anna Bojarska "Ja",
Mike Horn "Breitengrad 0",
Mario Vargas Llosa "Ciotka Julia i Skryba",
Stanisław Lem "Solaris",
Andrzej Sapkowski "Narrenturm",
Terry Pratchett "Ciekawe czasy",
Imre Kertész "Roman eines Schicksallosen",
Claudia Metz/Klaus Schubert "Abgefahren",
Henning Mankell "Mörder ohne Gesicht",
Haruki Murakami "Gefährliche Geliebte",
Redmond O'Hanlon "Ins Innere von Borneo",
Henning Mankell "Hunde von Riga",
Jerome K. Jerome "3 Männer im Boot",
Henning Mankell "Die weiße Löwin",
Henning Mankell "Der Mann, der lächelte",
Einar Kárason "Törichter Männer Rat",
Arnaldur Indridasson "Nordermoor",
Aleksander Dumas "Dama Kameliowa",
Wladimir Kaminer "Russendisko",
Henning Mankell "Die falsche Fährte",
Haruki Murakami "Naokos Lächeln",
Terry Pratchett "Maskarada",
John Steinbeck "Meine Reise mit Charly",
James Clavell "Tai-Pan",
Wisława Szymborska "Rymowanki dla dużych dzieci",
Wojciech Kmita "Cztery lata na huśtawce".