wtorek, 21 lipca 2009

"Fioletowy hibiskus" Chimamanda Ngozi Adichie


Spoglądam na pięknie kwitnący hibiskus o fioletowych kwiatach i myślę o książce, którą właśnie skończyłam czytać. Poruszająca, ciekawa, wielostronna.
Kambili wyrasta w bogatej rodzinie nigeryjskiej. Niczego im nie brakuje, mają piękny dom, personel. Kambili i jej brat Jaja mają kochających rodziców. Ich ojciec pojmuje jednak miłość do dzieci inaczej niż przeciętny rodzic. Jest fanatycznym katolikiem i wychowuje dzieci bogobojnie, w strachu przed grzechem, karą i złym słowem. Kambili mówi tylko ściszonym głosem, nie zna muzyki ani telewizji, nigdy się nie uśmiecha, cały czas poświęca nauce i kocha ojca. Ojca przez wszystkich szanowanego, znanego filantropa i przedsiębiorcę.
Po wizycie u ciotki, siostry ojca, dzieci zaczynają się zmieniać.
Potrafię sobie taką rodzinę wyobrazić w każdym zakątku świata: źle pojętą miłość do dziecka, fanatyzm, nietolerancję.
Autorka potrafi jednak nadać książce nigeryjską nutę - dzięki jej opisom choć trochę poznałam zupełnie mi nieznany kraj, który właśnie znajduje się w trudnej sytuacji politycznej. Wraz z nowym rządem członków rodziny Kambili zaczynają nękać prześladowania, rewizje, terror.
Przejmująca książka, zmuszająca do przemyśleń. Polecam!

Wraz z przeczytaniem zwiększa się liczba krajów, które odwiedziłam literacko.

Chimamanda Ngozi Adichie, Blauer Hibiskus, tł. Judith Schwaab, 313 str., Luchterhand.

poniedziałek, 20 lipca 2009

"Talki w podróży" Leszek Talko


Kolejna lekka książka na jeden dzień. Zazdroszczę Talkom, że mieli czas i chęć objechać Polskę, zajrzeć do mało znanych miasteczek, zmagać się z niewygodami, beznadziejnymi jadłodajniami, obskurnymi hotelami a to wszystko w akompaniamencie porykiwań Młodszego. Chciałabym wybrać się na taką wyprawę więc chętnie poczytałam o znanych mi i zupełnie nieznanych zakątkach Polski, o kuriozach i zamczyskach. O duchach, pozostałościach komunizmu i niemieckości Dolnego Śląska. Lekkie pióro Talki czyni lekturę przyjemną, dowcipne rysunki Krzysztofa Ostrowskiego są miłym przerywnikiem, a dialogi z Młodszym i Młodszą są rewelacyjne. Polecam na letni dzień.

Leszek Talko, Talki w podróży, 292 str., Wydawnictwo Otwarte.

niedziela, 19 lipca 2009

"Gringo wśród dzikich plemion" Wojciech Cejrowski


To zdecydowanie książka na jeden dzień - wciąga i fascynuje. Przygody Cejrowskiego są niesamowite, aż niewyobrażalne, spostrzeżenia trafne, opisy ciekawe. Ta książka aż kipi od wiadomości na temat Indian, Amazonii, Ameryki Środkowej - regionów, które z zasady mnie interesują. Jednak było coś, co zepsuło mi lekturę książki. Styl Cejrowskiego. Ja wiem, że miał być rzutki, dowcipny, nietypowy. Wierzę, że można się śmiać czytając jego przeżycia do rozpuku. Ale, ja najpóżniej od strony nr 3 miałam wrażenie, że nieudolnie kopiuje Pratchetta. Około strony trzydiestej Cejrowski to potwierdza. I dlatego mnie ten styl nie bawił. Szkoda. Jest jednak jeden opis, przy którym wybuchnęłam śmiechem. Rzecz ma się o motylach:

"Motyl - bardzo delikatne słowo. Zwiewne; zupełnie jak ... motyl. Po angielsku też jest delikatne - butterfly. Na piśmie niekoniecznie to widać ale proszę mi uwierzyć - ono brzmi jak aksamit. Jest takie ... maślane.
Po francusku, z kolei, śliczne, drobniutkie - papillon.
Po hiszpańsku, urodze - mariposa.
Po rosyjsku, kochane - baboćka.
A po niemiecku SCHMETTERLING!"

Denerwowały mnie jeszcze dwie sprawy: graficzne wyróżnienia w tekście, w celu podkreślenia treści. Moim zdaniem zbyteczne. I papier - kredowy. Nie znoszę książek na takim papierze. No ale za to zdjęcia są piękne. Podsumowując POLECAM! (ale zapomnijcie na czas czytania o Pratchecie).

Wojciech Cejrowski, Gringo wśród dzikich plemion, 260 str., Bernardinum.

piątek, 17 lipca 2009

"Miramar" Nadżib Mahfuz


Akcja toczy się w Aleksandrii. W pensjonacie Greczynki Mariany zamieszkuję kilku mężczyzn - w kolejnych rozdziałam poznajemy wydarzenia z ich perspektywy. Każdy z nich jest zupełnie inny: jest stary, dystyngowany dziennikarz, młody przedsiębiorca, pracownik radia i bogaty "niebieski ptak". Ich zachowania lub myśli w jakiś sposób orbitują wobec pracującej w pensjonacie pięknej Zuchry. Dużo też tu polityki - wspomnień rewolucyjnych, rozważań na temat przyszłości Egiptu oraz retrospekcji. Właśnie owe retrospekcje bardzo utrudniały mi czytanie, nie są one specjalnie wyróżnione w tekście a czytelnikowi trudno domyślić się do czego się odnoszą. Trudno mi zrecenzować tę powieść, bo muszę przyznać, że zupełnie mnie nie zachwyciła. I tematyka, i polityczne konotacje i styl Mahfuza nie trafiły w mój gust. Odczuwałam brak elementarnej wiedzy o historii Egiptu, co przeszkadzało mi w zrozumieniu i umiejscowieniu wspominanych wydarzeń. Nie porwała mnie historia Zuchry i zabiegów o jej względy. I w końcu spodziewałam się bardziej gawędziarskiego stylu - nie wiem czy to za sprawą recenzji na tym blogu czy z powodu mooich własnych wyobrażeń.
Ale nie żałuję czasu poświęconego Mahfusowi, bo jednak moja wiedza na temat Egiptu się powiększyła i poznałam kolejnego Noblistę zwiększając liczbę poznanych do 27.

Nagib Machfus, Miramar, tł. Wiebke Walther, 233 str., Unionsverlag.

czwartek, 16 lipca 2009

Quiz dla moli książkowych

Właśnie odkryłam quiz dla moli książkowych i oto czego się dowiedziałam:

What Kind of Reader Are You?
Your Result: Dedicated Reader

You are always trying to find the time to get back to your book. You are convinced that the world would be a much better place if only everyone read more.

Obsessive-Compulsive Bookworm
Literate Good Citizen
Book Snob
Fad Reader
Non-Reader
What Kind of Reader Are You?
Quiz Created on GoToQuiz


Stosiska

Nie piszę stos, bo nazbierałam już stosiska wręcz. Większość książek pochodzi z wyprzedaży w polskich ksigarniach internetowych, z Tauschticketu, z podaja są dwie (więcej dotąd nie udało mi się upolować i niniejszym oświadczam, że z podaja rezygnuję, bo mnie rozczarował), coś jest z biblioteki, a coś pożyczone.
Oto stosisko w całej okazałości:


i w szczegółach:

- stos islandzki

3 kryminały: dwa razy Stella Blómkvist, Jón Hallur Stefánsson; powieść Jóna Kalmana Stefánssona oraz najnowsza Steinunn Sigurdardóttir oraz felietony Wolfganga Müllera o Islandii.

- stos wyzwaniowo-projektowy

Po kolei, od góry: Orhan Pamuk, Young-ha Kia, Loung Ung, Zoe Ferraris, Luan Starova, Chimamanda Ngozi Adichie, Kamila Shamsie, Tash Aw i Pramoedya Aanta Toer.

- stos zakupowy

Dwie cieniutkie książeczki u góry to listy żołnierzy Wehrmachtu z frontu i z niewoli, póżniej historia procesu norymberskiego, od dawna odkładany Waltari, A. Nothomb, której jeszcze nic nie czytałam, Myśliwski, na którego polowałam od dawna, Krajewski w duecie i Krajewski solo, najnowszy Pratchett oczywiście, zachwalany na blogach Cejrowski i na końcu Judith Merkle Riley.

- stos wymianowo-zakupowy

Na samej górze dawno już kupiona na ebayu Undset, póżniej Bruczkowski, Murakami, Piątkowska, Connie Willis, która swego czasu zachwyciła mnie książką "Nie licząc psa", Lemgo, którego książkę o dziecku od dawna chciałam kupić, Tim Krabbé w ramach powrotu do literatury niderlandzkiej, często recenzowana Jodi Picoult, której jeszcze nie miałam przyjemności poznać i w końcu pierwszy kryminał słynnego Sebastiana Fitzka.

A na końcu przyznam się w tajemnicy, że u mamy został jeszcze jeden pokaźny stosik z mnóstwem ciekawych książek.
Każda z książek się do mnie uśmiecha, zawsze trudno mi podjąć decyzję w jakiej kolejności czytać.

środa, 15 lipca 2009

À propos wyzwania peryferyjnego

ostanowiłam sprawdzić z ilu krajów świata poznałam już powieści choćby jednego autora. Wychodzi, że tylko z 41. Bardzo słabo wygląda u mnie Afryka, niewiele lepiej Ameryka Południowa, nie mówiąc już o Oceanii (stamtąd pewnie jednak ciężko zdobyć książki). Oto mapa poglądowa, którą będę systematycznie uaktualniać:

"Sto odcieni bieli" Preethi Nair

Pierwsza książka z kolorowego wyznania przeczytana. Czytało się lekko, miło i bardzo szybko.
Preethi Nair snuje opowieść o dwóch kobietach i ich rodzinie - matce i córce. Na przemian opowiadają swoje losy - od narodzin córki w Indiach, przez emigrację, asymilację, walkę z problemami po poszukiwanie własnego ja. Troszkę zbyt wiele przypadków, zbyt wiele zbiegów okoliczności i happy endu w tych losach ale czyta się naprawdę dobrze. Bardziej za to podobały mi się smakowite opisy południowoindyjskich potraw, a przede wszystkim powiązanie gotowania z pracą nad własnymi uczuciami, zmartwieniami, troskami oraz wpływ gotowanych potraw na nastrój i uczucia osób je jedzących. To wręcz symfonia smaków! Opisy procesów gotowania, ziół i potraw są tak sugestywne, że wczoraj zapowiedziałam mężowi, że niebawem wybieramy się do restauracji hinduskiej, bo baaardzo dawno nie byliśmy. Wśród opisów kulinarnych autorka serwuje również dozę kultury indyjskiej, szkicuje lekko problemy imigrantów w Londynie - to ciekawe wątki, zdecydowanie najbardziej interesujące.
Bardzo miło czytało mi się tę książkę i polecam zwłaszcza na lato!

P.S. Spójrzcie jak smakowitą okładkę i interesujący tytuł ma wydanie niemieckie:


Preethi Nair, Sto odcieni bieli, tł. Agnieszka Pokojska, 340 str., Muza.

piątek, 10 lipca 2009

"Eine tuwinische Geschichte" Galsan Tschinag


Galsang Tchinag pochodzi z Mongolii, studiował w latach siedemdziesiątych germanistykę w Lipsku. Swoje powieści tworzy najczęściej po niemiecku.
Na początek wypożyczyłam dość cieniutką książeczkę, obejmującą 5 opowiadań. Tschinag należy do grupy etnicznej Tuwinów i właśnie o Tuwinach traktują jego opowiadania. Dominującym tematem jest groźna, surowa natura - akcja toczy się w ałtajskich stepach, w przysypanych śniegiem jurtach, wśród zwierząt. Bohaterami są młodzi mężczyźni, dzieci, którzy walczą o przetrwanie, a czasami uwikłani są w polityczne związki i stawiani przed trudnymi wyborami, tak jak bohater pierwszego opowiadania, który musi zdecydować o lojalności wobec partii czy syna. Opowiadania dają czytelnikowi pierwsze spojrzenie na życie mongloskich nomadów, na ich zwyczaje, wierzenia, pożywienie, wreszcie codzienne życie. Niektóre opowiadania wydały mi się być ciekawsze, inne niezbyt udane ale zdecydowanie warto zajrzeć do książek tego autora, by zapoznać się choć trochę z zupełnie nam odmienną i z pewnością mało znaną kulturą.

Galsan Tschinang, Eine tuwinische Geschiche und neue Erzählungen, 104 str., A1 Verlag.

czwartek, 9 lipca 2009

Projekt Nobliści

Od dawna pomalutku wykonuję "Projekt Nobliści", który, jak łatwo się domyślić, polega na przeczytaniu przynajmniej jednej książki każdego literackiego Noblisty. Przeczytane właśnie "Miasto ślepców" zmobilizowało mnie do uczynienia projektu oficjalnym - czyli do dodania sobie mobilizacji przez obulikowanie go na blogu.
W tym poście będę podkreślać na zielono Noblistów zaliczonych, umieszczać przeczytane tytuły i prowadzić statystykę. Zastanowicie się pewnie dlaczego taki projekt? Nie wiem, chyba tylko z ciekawości, do snobizmu mi daleko;) A może ktoś ma ochotę dołączyć albo podzielić się swoimi uwagami? Mnie nasuwa się od razu mnóstwo, gdy spoglądam na listę. Przede wszystkim jak wiele nazwisk jest mi zupełnie nie znanych. Bardzo by mi było miło, gdybyście dopisali swoje spostrzeżenia.

1901 Sully Prudhomme, Francja
1902, Theodor Mommsen, Niemcy
1903 Björnstherne Björnson, Norwegia
("Dziewczę ze Słonecznego Brzegu", "Marsz weselny")
1904 Frédéric Mistral, Francja
José Echegaray, Hiszpania
1905 Henryk Sienkiewicz, Polska
("Krzyżacy", "W pustyni i w puszczy", "Quo vadis?", "Ogniem i mieczem", "Potop", nowele)
1906 Giosuè Carducci, Włochy
1907 Rudyard Kipling, Wlk. Brytania
1908 Rudolf Eucken, Niemcy
1909 Selma Lagerlöf, Szwecja
("Gösta Berling" - przerwane, "Cudowna podróż")
1910 Paul Heyse, Niemcy

1911 Maurice Maeterlinck, Belgia
1912 Gerhart Hauptmann, Niemcy
("Dróżnik Thiel", "Tkacze", "Szczury")
1913 Rabindranath Tagore, Indie
1914 ------
1915 Romain Rolland, Francja
1916 Verber von Heidenstam, Szwecja
1917 Karl Gjellerup, Dania
Henrik Pontoppidan, Dania
1918 ------
1919 Carl Spitteler, Szwajcaria
1920 Knut Hamsun, Norwegia

1921 Anatole France, Francja
1922 Jacinto Benavente, Hiszpania
1923 William Butler Yeats, Irlandia
1924 Władysław Reymont, Polska
("Chłopi")
1925 George Bernard Shaw, Irlandia
1926 Grazia Deledda, Włochy
1927 Henri Bergson, Francja
1928 Sigrid Undset, Norwegia
1929 Thomas Mann, Niemcy
("Budenbrookowie", "Czarodziejska góra", "Tonio Kröger", "Śmierć w Wenecji")
1930 Sinclair Lewis, USA

1931 Erik Axel Karlfeldt, Szwecja
1932 John Galsworthy, Wlk. Brytania
1933 Iwan Bunin, ZSRR
(opowiadania)
1934 Luigi Pirandello, Włochy
1935 -----
1936 Eugene O'Neill, USA
1937 Roger Marin du Gard, Francja
1938 Pearl S. Buck, USA
(Trylogia "Ziemski dom")
1939 Frans Eemil Sillanpää, Finlandia
1940 -----

1941 -----
1942 -----
1943 -----
1944 Johannes Vilhem Jensen, Dania
1945 Gabriela Mistral, Chile
1946 Hermann Hesse, Szwajcaria
("Wilk stepowy")
1947 André Gide, Francja
1948 Thomas Stearns Eliot, Wlk. Brytania
1949 William Faulkner, USA
("Dzikie palmy")
1950 Bertrand Russel, Wlk. Brytania

1951 Pär Lagerkvist, Szwecja
1952 Francois Mauriac, Francja
("Teresa Desqueyroux")
1953 Winston Churchill, Wlk. Brytania
1954 Ernest Hemingway, USA
("Stary człowiek i morze")
1955 Halldór Laxness, Islandia
("Czysty ton", "Salka Valka")
1956 Juan Ramón Jiménez, Hiszpania
1957 Albert Camus, Francja
("Dżuma")
1958 Boris Pasternak, Rosja
("Doktor Żywago")
1959 Salvatore Quasimodo, Włochy
1960 Saint-John Perse, Francja

1961 Ivo Andrić, Jugosławia
1962 John Steinbeck, USA
("Podróże z Charleyem")
1963 Giorgos Seferis, Grecja
1964 Jean-Paul Sartre, Francja
1965 Michaił Szołochow, ZSRR
1966 Samuel Josef Agnon, Izrael
Nelly Sachs, Szwecja
1967 Miguel Ángel Asturias, Gwatemala
1968 Yasunari Kawabata, Japonia
1969 Samuel Beckett, Irlandia
("Końcówka")
1970 Aleksander Sołżenicyn, ZSRR

1971 Pablo Neruda, Chile
1972 Heinrich Böll, Niemcy
("Zwierzenia klowna", "Uracona cześć Katarzyny Blum")
1973 Patrick White, Australia
1974 Eyvin Johnson, Szwecja
Harry Martinson, Szwecja
1975 Eugenio Montale, Włochy
1976 Saul Bellow, USA
("Korzystaj z dnia")
1977 Vicente Aleixandre, Hiszpania
1978 Isaak Bashevis Singer Polska/USA
("Sztukmistrz z Lublina")
1979 Odysseas Elytis, Grecja
1980 Czesław Miłosz, Polska
("Dolina Issy")

1981 Elias Canetti, Wlk. Brytania
("Pochodnia w uchu")
1982 Gabriel Garcá Márquez, Kolumbia
("Sto lat samotności")
1983 William Golding, Wlk. Brytania
1984 Jaroslav Seifert, Czechosłowacja
1985 Claude Simon, Francja
1986 Wole Soyinka, Nigeria
1987 Joseph Brodsky, USA
1988 Nagib Mahfuz, Egipt
("Miramar", "Radubis")
1989 Camilo José Cela, Hiszpania
1990 Octavio Paz, Meksyk

1991 Nadine Gordimer, RPA
1992 Derek Walcott, St. Lucia
("The Star-Apple Kingdom")
1993 Toni Morrison, USA
("Tar Baby")
1994 Kenzaburo Oe, Japonia
("Zerwać pąki, zabić dzieci")
1995 Seamus Heaney, Irlandia
1996 Wisława Szymborska, Polska
(wiersze)
1997 Dario Fo, Włochy
1998 José Saramago, Portugalia
("Miasto ślepców")
1999 Günter Grass, Niemcy
("Blaszany bębenek", "Z dziennika ślimaka", "Spotkanie w Telgte", "Wróżby kumaka", "Moje stulecie", "Przy obieraniu cebuli")
2000 Gao Xingjian, Francja

2001 V.S. Naipaul, Trynidad i Tobago
("Masażysta cudotwórca")
2002 Imre Kertész, Węgry
("Los utracony")
2003 J.M. Coetzee, RPA
("Hańba")
2004 Elfriede Jelinek, Austria
("Amatorki")
2005 Harold Pinter, Wlk. Brytania
("Party Time", "Moonlight", "Ashes to Ashes")
2006 Orhan Pamuk, Turcja
("Nazwam się Czerwień")
2007 Doris Lessing, Wlk. Brytania
("Szczelina", "Piąte dziecko", "Podróż Bena")
2008 Jean-Marie G. le Clézio, Francja
("Fisch aus Gold", "Revolutionen")
2009 Herta Müller, Niemcy
("Sercątko")
2010 Mario Vargas Llosa, Peru
("Ciotka Julia i skryba", "Gawędziarz", "Raj tuż za rogiem", "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki")

Stan: 40/108

wtorek, 7 lipca 2009

Łańcuszek wrócił

Cieszę się, że tak wiele osób opowiedziało o swoich zwyczajach czytelniczych i że tak wiele osób wymyśliło ciekawe, nowe pytania. I miło mi, że zostałam zaproszona do zabawy przez Anię.
Oto jakie pytania Ania zadała:

1. Czy lubisz pożyczać książki? Robisz to chętnie? Jeśli pożyczasz - to komu?

Bardzo lubię! Uważam, że książka musi być czytana i chętnie pożyczam. Ale zawsze notuję co, komu pożyczyłam, bo wiem, że nie zawsze książki lubią wracać. Mam jednak kilka sprawdzonych "Pożyczaczek", które zawsze oddają. Już jako dziecko marzyłam o posiadaniu biblioteki - miałam stempelek i kajecik, każda książka miała numer i kartę i każde wypożyczenie skrzętnie notowałam. Teraz pożyczam koleżankom z pracy i mamie. Przy oddawaniu książki obowiązkowo pytam o wrażenia z lektury, próbuję wywołać dyskusję. Tutaj świetne są dwie pracowe koleżanki, które zawsze dzieląs się spostrzeżeniami.

2. Czy czytasz tylko poważne lektury, czy może zdarza Ci się sięgnąć po literaturę popularną, lekką? Dlaczego?

Nie, zdecydowanie nie. Zresztą trudno określić, która książka jest poważną lekturą. Czasem pozornie lekka książka może stać się przyczynkiem do całkiem poważnych rozważań. Właściwie chętnie czytam książki poważne, dobrze napisane. Tak, to właśnie jest jednym z ważniejszych punktów. Nie potrafię przeczytać z przyjemnością książki o dobrej treści, jeśli jest nieudolnie napisana, ma błędy stylistyczne lub merytoryczne lub jest źle przetłumaczona. Jako przerywnik do lektur poważniejszych służą u mnie kryminały (te jednak dzielę także na "lepsze" i gorsze"), lżejsze książki obyczajowe, fantasy. Prawie nigdy nie sięgam po romanse, chick-lit.
Takiego lekkiego przerywnika potrzebuję po książce, której czytanie zajęło mi dużo czasu. Mam wtedy niepohamowaną potrzebę przeczytania czegoś bardzo szybko. Szukam wtedy książki, która wciągnie mnie bez reszty.

3. Jeśli mogłabyś odbyć podróż literacką, to dokąd byś się udała?

Do Włoch. Marzę od tym od kiedy przeczytałam książkę "Oksana" Odojewskiego. Nigdy nie byłam w tym kraju i bardzo chciałam odwiedzić miejsca opisane w tej powieści. Teraz już treści nie pamiętam ale chęć wyjazdu do Włoch pozostała. Chętnie odbywam inny rodzaj podróży literackich - odwiedzam domy pisarzy.
Jednak często sięgam po książki dopiero po odwiedzeniu jakiegoś kraju, wtedy dominuję chęć powrotu do danego kraju.

Ja nowych pytań już nie wymyślam, nadal aktualne są te z ostatniego łańcuszkowego postu więc jeśli ktoś ma ochotę podzielić się swymi myślami, zapraszam!

niedziela, 5 lipca 2009

Blogosfera literacka

Czy się mylę, czy faktycznie ostatnio powstało całe mnóstwo nowych blogów literackich? Przy okazji wyzwań i łańcuszka odnalazłam całkiem pokaźną ilość nowych (dla mnie) blogów a moja lista z zakładkami wydłużyła się do nieprzyzwoitych rozmiarów. Cieszę się, szalenie lubię do was zaglądać i mam na kogo zwalać winę za ilość książek w stosie:)

"Frostnacht" Arnaldur Indriðason


Uff, na razie mam dość Arnaldura, choć ten kryminał był naprawdę wciągający. Tematyka świetna, do ostatnich stron trudno było się domyślić kto dokonał morderstwa. Tym razem akcja dzieje się mroźną zimą - jest tak jak Erlendur lubi - ciemno, zimno, szaleją śnieżyce a ludziom doskwiera przejmujący ziąb. Zamordowany zostaje dziesięciolatek, pół-Tajlandczyk. To morderstwo staje się przyczynkiem do rozważań na temat integracji i napływu obcokrajowców - od nauki języka, bo nastawienie społeczeństwa islandzkiego. Dla mnie to tematyka wielce interesująca i choć z wieloma opiniami w książce się nie zgadzałam, to szczególnie zwracałam uwagę na tę problematykę właśnie w tak małym społeczeństwie, jakie tworzą Islandzczycy. Ponadto znam te rozważania z bezpośrednich rozmów z Islandczykami, więc tematyka nie jest mi obca.
Dużo miejsca zajmują również osobiste problemy Erlendura - ciężka chorba byłego szefa Mariana Briema, nieustające wspomnienia, dotyczące zaginięcia jego brata, problemy z dziećmi itd. Poznajemy wreszcie też trochę przeszłości i problemów współpracowników Erlendura - Sigurðura Óliego i Elínborg.
Z ostatnio przeczytnych kryminałów Arnaldura, ten jest zdecydowanie najlepszy.
Teraz przerzucam się na zupełnie inny rodzaj literatury.

Arnaldur Indriðason, Frostnacht, tł. Coletta Bürling, 395 str., Lübbe.

piątek, 3 lipca 2009

"Kältezone" Arnaldur Indriðason


Szósty kryminał z Erlendurem Sveinssonem w roli głównej zaczyna się dość zagadkowo - jezioro na południe od Reykjaviku traci wodę. To zagadaka hydrologiczno-geologiczna. Dlatego też poziom wody regularnie sprawdzany jest przez hydrologów. Pewnego dnia jednak ustępująca woda ukazuje leżący na dnie szkielet. Co więcej szkielet przywiązany jest do starego rosyjskiego urządzenia podsłuchowego, a w czaszce jest dziura. Erlendur postanawia rozwikłać tę zagadkę i trafia na niewyjaśnione przypadki zaginięć z lat sześćdziesiątych. Tematyka zaginięć od dawna go interesuje ze względu na wydarzenia z dzieciństwa więc niezmordowanie próbuje dowiedzieć się prawdy o szkielecie i mężczyźnie, który kiedyś nie wrócił do ukochanej. Śledztwo prowadzi go do byłego NRD, jest zmuszony zagłębić się w mody szpiegowskie Stasi i środowisko islandzkich socjalistów. Równocześnie dręczą go myśli, dotyczące jego dzieci, szcególnie Evy. Dużo tu prywatności Erlendura - myśli o życiu, losie, wpływie na wydarzenia. Podobało mi się. Zagadka ciekawa, bo z szerokim tłem historycznym a tożsamość szkieletu do końca niemal pozostaje tajemnicą.

Arnaldur Indriðason, Kältezone, tł. Coletta Bürling, Lübbe.

czwartek, 2 lipca 2009

Nowy łańcuszek?

Znowu podłapałam ciekawy łańcuszek z niemieckiej blogosfery literackiej. Może macie ochotę odpowiedzieć na kilka pytań?

Zasady:

Osoba przyjmująca łańcuszek odpowiada na zadane pytania, następnie wymyśla trzy nowe pytania i podaje łańcuszek do trzech nowych osób. Nowe osoby odpowiadają na nowe pytanie, wymyślają kolejne pytania i podają łańcuszek dalej itd.....

1. Czy masz ulubioną książkę, której nikt nie zna?

Spontanicznie wpadają mi do głowy tytuły z lat dziecięcych i młodzieżowych. Mam wrażenie, że wiele z tych książek, zostało kompletnie zapomnianych. Myślę, że jest jednak wiele książek znanych-nieznanych czy może nieczytanych, np. "Germinal" Zoli czy "Cóż dalej mały człowieku?" Fallady. Bardzo podobała mi się również książka "Over het IJ" Keesa van Beijnum ale o ile wiem nie została przetłumaczona ani na polski, ani na niemiecki.

2. Czy masz stosik i czy jego wielkość cię martwi?

Jasne, że mam stosik! A nawet więcej. Mam stosik pilny w sypialni i mam mnóstwo książek do przeczytania poukładanych w biblioteczce, które czekają cierpliwie na moje zmiłowanie:) Ksiażek w stosiku sypilanianym normalnie nie liczę ale czasem ich ilość mnie martwi. Akurat teraz, podczas pisania tego postu, listonosz dostarczył mi paczkę z książkami, u mamy czeka kolejna już dostarczona paczka, a wczoraj zamówiłam kolejną. Tak więc liczba książek pilnych zmienia się jak w kalejdoskopie, aktualnie naliczyłam 27 tytułów.

3. Chciałaś/-eś kiedyś być taka sama / taki sam jak bohater czytanej przez Ciebie książki?

Tak! Jako dziecko chciałam być Anią z Zielonego Wzgórza:) Teraz już mi się nie zdarza aż tak bardzo związywać się z książkowymi bohaterami ale często, pewnie jak wiele z was, staję się bohaterem książkowym na czas czytania. Odkładając już przeczytaną książkę autentycznie czuję smutek z rozstania.

Pałeczkę pragnę przekazać Bazylowi, Chihiro oraz Quaffery. Jeśli jednak ktoś inny ma ochotę wziąć udział, to chętnie!
Pytania możecie wybrać z tych, na które już opowiedziałam lub następujące:

1. Dlaczego piszesz bloga literackiego?
2. Czy zdarzyło Ci się płakać nad książką?
3. Jakiego rodzaju literatury nigdy nie czytasz i dlaczego?

Jesteście chętni?

środa, 1 lipca 2009

Plany peryferyjne

Nie pochwalę się jeszcze listą lektur, ale na pewno planuję odwiedzenie Azji Południowo-Wschodniej. Niedawno przeczytałam opowiadania tajlandzkie, teraz na pewno zapoznam się z Malezją (dwa tytuły są w bibliotece) i Kambodżą (jedną książkę mam w domu) i będę szukała autorów z Filipin. Na razie moje krótkie badania pozostały bez efektu, więc jeśli ktoś zna literaturę filipińską będę wdzieczna za wskazówki.

Planowane kraje: Malezja, Filipiny, Kambodża. Jeśli będę miała jeszcze czas i chęć to Indonezja, Laos, Myanmar.

"Todesrosen" Arnaldur Indriðason


To drugi kryminał tego autora, ale ja niestety czytam go dopiero teraz, bo niestety niemieckie wydawnictwo nie tłumaczyło książek po kolei. Zaczęto od powieści "W bagnnie", podobnie jak w Polsce, która została uhonorwana nagrodami. To trzecia część.
W tym kryminale mamy ciało już na pierwszych stronach - ciało młodej dziewczyny zostaje podrzucone na grób narodowego bohatera Islandii Jóna Sigurðssona. Erlendur rozpoczyna śledztwo, które obejmuje środowisko handlu nakrotykami, boom budowlany w Reykjavíku oraz problematykę odławiania ryb. Znajdziemy też powiązania z uzależnioną od narkotyków córką Erlendura, co będzie przyczynkiem do rozważań na temat konsumpcji narkotyków przez młodych ludzi, jej powodów i skutków. Erlendura trawią wyrzuty sumienia, próbuje "ratować" swoje dzieci, niestety bezskutecznie. Dosyć szybko czytelnik pozornie poznaje mordercę i intryga dotyczy właściwie jedynie odszukania motywów zabójstwa. Chyba nie zdradzę zbyt wiele, gdy powiem, że wszystko jednak kończy się inaczej.
Nie jest to moim zdaniem najlepszy kryminał Arnaldura ale warto przeczytać.

A tu jeszcze ku mojej pamięci a i może ku czyjejś informacji kolejność poswtawania książek z Erlendurem w głównej roli:

  1. Synir Duftsins. 1997, Menschensöhne,
  2. Dauðarósir. 1998, Todesrosen,
  3. Mýrin. 2000, Nordermoor, W bagnie,
  4. Grafarþögn. 2001, Todeshauch,
  5. Röddin. 2002, Engelsstimme,
  6. Kleifarvatn. 2004, Kältezone,
  7. Vetrarborgin. 2005, Frostnacht,
  8. Harðskafi. 2007, Kälteschlaf,
  9. Myrká. 2008.

Oraz inne powieści tego autora:

  • Napóleonsskjölin. 1999, Gletschergrab,
  • Bettý. 2003, Tödliche Intrige,
  • Konungsbók. 2006, Codex Regius.

Nie przeczytałam jeszcze tylko trzech tytułów, co niebawem nadrobię:)

Arnaldur Indriðason, Todesrosen, tł. Coletta Bürling, 300 str., Lübbe.

wtorek, 30 czerwca 2009

Literatura na peryferiach - kolejne wyzwanie czytelnicze.

Dla mnie szalenie ciekawe, bo od dawna staram się poznawać literaturę krajów dla nas egzotycznych. Z ogromną chęcią wezmę więc udział w tym wyzwaniu.
A o to jak opisuje wyzwanie organizatorka:

Literatura na peryferiach to bardzo osobiste wyzwanie literackie. Osobiste, ponieważ wybór lektur może być bardzo różny. Celem wyzwania jest poznanie literatury krajów, z których nic nie czytaliśmy dotychczas. Każdy uczestnik powinien przeczytać przynajmniej 3 książki, każdą z innego kraju. Przykładowo - czytałam już książki z RPA, Nowej Zelandii i Indonezji, więc w ramach wyzwania nie sięgnę po kolejnych autorów z tych krajów, ale może to zrobić kto inny. Ja natomiast mogłabym przeczytać coś z Malezji, Birmy albo choćby Chorwacji.

Listy tytułów mogą służyć jako podpowiedź, ale nie są w żaden sposób wiążące. Można czytać w różnych językach - może recenzje książek wydanych po niemiecku albo hiszpańsku zainteresują polskich wydawców?

Czas trwania - od 1 lipca do 21 grudnia 2009. Czasu jest aż nadto! Przyłączyć się do wyzwania można także później, na przykład po wakacjach, gdy zakończy się Kolorowe czytanie.

Zgłoszenia do wyzwania proszę zostawiać tutaj lub na moim blogu. Pozostałe zasady jak zawsze: przyłączyć się może każdy, nie trzeba mieć swojego bloga, trzeba tylko założyć konto na gazeta.pl. Kluczyki do osób, które zgłaszały się wcześniej zaraz wysyłam!

Zapraszam do udziału. To prawdziwe wyzwanie, coś, co może nam pomóc odkryć zupełnie nowe ścieżki czytelnicze!

poniedziałek, 29 czerwca 2009

Kolorowe czytanie - lektury wybrane

CZERWONY

"Nazywam się czerwień" (bo mam i od dawna chciałam przeczytać),

BIAŁY

"Sto odcieni bieli" (również stoi na półce),

FIOLETOWY

"Fioletowy hibiskus" (zainteresował mnie autor, który zresztą nadaje się także do wyzwania peryferyjnego, książkę już zamówiłam na niemieckim podaju).


Zachęcam wszystkich, którzy jeszcze nie zgłosili się do udziału w wyzwaniu!

"Der einsame Weg" Arthur Schnitzler


Rodzina Wegratów nie jest zwyczajna - matka cierpi na śmiertelną chorobę, córka kocha innego, niż ten, któremu jest przeznaczona, a syn okazuje nie być się synem swego ojca. Matka umiera, syn odkrywa prawdę ale za ojca uznaje człowieka, który go wychował a córka popełnia samobójstwo, gdy dowiaduje się, że jej wybranek jest nieuleczalnie chory i niebawem czeka go śmierć.
Schnitzler ukazje samotne wybory tych postaci. Sztuka przesycona jest smutkiem, melancholią, rezygnacją wręcz. Podejrzewam, że duch dekadentyzmu (premiera sztuki była w 1904 roku) odgrywa tu sporą rolę. W sobotę zobaczę iscenizację, której bardzo jestem ciekawa.

Arthur Schnitzler, Der einsame Weg, 92 str., Reclam.

Kolorowe czytanie - nowe wyzwanie literackie!

"Kolorowe czytanie" to otwarty projekt czytelniczy, dostępny dla wszystkich, którzy kochają książki. Jeśli macie ochotę przyłączyć się do nas, podejmijcie wyzwanie - przeczytajcie przynajmniej trzy książki, które w tytule mają nazwę koloru. Zapraszam do przyłączenia się już po raz piąty! Zasady:

1. Wyzwanie może podjąć każdy, kto lubi czytać. Aby zostać uczestnikiem, należy zgłosić swój udział w komentarzach na tej stronie lub na blogu http://miastoksiazek.blox.pl. Żeby zamieszczać recenzje na blogu Kolorowe czytanie, konieczne jest posiadanie konta pocztowego na gazeta.pl. Nie trzeba prowadzić własnego bloga!

2. Wyzwanie trwa od 29 czerwca 2009 do 30 września 2009.

3. W tym czasie należy przeczytać przynajmniej 3 książki, każda z innym kolorem w tytule. Książki wybieramy z list lektur podanych na tym blogu. Inne książki, które mają nazwę koloru w tytule, też są dopuszczone.

4. Tytuły wybranych przez siebie lektur podajemy na bloguhttp://koloroweczytanie.blox.pl(niektórzy weterani wyzwań zapewne postanowią ten punkt pominąć;))

5. Na tym samym blogu umieszczamy recenzje przeczytanych książek, lub odnośniki do recenzji na swoim blogu.

Link dający dostęp do pisania na tym blogu może być wysłany tylko na pocztę na gazeta.pl. Sprawdźcie więc proszę skrzynkę jakiś czas po zgłoszeniu chęci uczestnictwa! Osobom, które zgłosiły się podczas wstępnej dyskusji wysyłam zaproszenia od razu. Wszyscy, którzy dostaną uprawnienia administratora, mogą oczywiście dodawać książki do list lektur. Proszę, dodajcie swój nick i ewentualnie link do swojego bloga w zakładce Wyzwanie podjęli. Jeśli nie wiecie, jak to zrobić, dajcie znać w komentarzach, wtedy ja Was dodam.

Zapraszam serdecznie!

niedziela, 28 czerwca 2009

"Don Carlos" Friedrich Schiller


Don Carlos jest następcą hiszpańskiego tronu. Jego ojciec Filip II poślubił jego wybrankę serca, kierując się dogodnymi rozwiązaniami politycznymi. Don Carlos zwierza się przybyłemu z Brukseli przyjacielowi Markizowi Posie. Don Carlos kocha za to księżniczka Eboli a podejrzewający zdradę król czyni markiza swoim proetgowanym, którego zadaniem jest odnalezienie prawdy. Markiz, który chce pozostać wierny przyjacielowi, zaplątuje się w próbach sprostania wszystkim zadaniom. Tymczasem zależna od Hiszpanii Flandria próbuje walczyć o autonomię, a na ulicach Madrytu wybuchają zamieszki.
Trzeba być konserem, by znaleźć przyjemność w czytaniu takich dramatów. Dla mnie była ona wątpliwa, jednak czytałam ten daramt, by przygotować się do spektaklu teatralnego, o którym niebawem napiszę na moim drugim blogu.

Don Carlos, Friedrich Schiller, 217 str., Fackelverlag.

czwartek, 25 czerwca 2009

"Wilt w drodze donikąd" Tom Sharpe


To już któraś z kolei książka o Wilcie. Poprzednie czytałam blisko dziesięć lat temu, nie planowałam dalszych ale przypadkowo wpadła mi w ręce ta książka. Nie jest zbyt opasła więc przeczytałam i się setnie ubawiłam. Potraktowałam kolejny przygód perypetii Wilta jako dobrą rozrwykę i taką dostałam, przy niektórych rozdziałam śmiałam się do łez.
Jeśli nie znacie Wilta, to warto się z nim zapoznać latem, w czasie wakacji, gdy ma się ochotę na lekturę lekką. Wilt jest nauczycielem i mężem niezwykle otyłej, zajmującej swą osobowością całą przestrzeń Evy i ojcem czternastoletnich czworaczek o diabolicznych pomysłach. Ciotka Evy, żona bogatego Amerykanina zaprasza Wiltów na wakacje. Eva ma nadzieję na spadek dla czworaczek więc bardzo jej zależy na udanej wizycie. Wilt nie ma ochoty na spotkanie z nielubianą rodziną i zostaje w domu, planując wędrówkę w celu odnalezienia prawdziwej Anglii. Eva i czworaczki wplątują ciotkę i wujka w aferę narkotykową, a Wilt ląduje z ciężkim wstrząsem mózgu i amnezją w szpitalu. Niesamowite sploty okoliczności, komplikacje i powiązania, które opisuje Sharpe są nie tyle przekomiczne, co mistrzowsko ze sobą połączone i w końcu rozwiązane. Nie jest to książka, którą trzeba przeczytać ale można sobie zapewnić dobrą rozrywkę bez obawy, że trafi się na zły styl czy prostackie dowcipy.

Tom Sharpe, Der Einfaltspinsel, tł. Hans M. Herzog, 253 str., Godmann.

wtorek, 23 czerwca 2009

"I wstali z martwych" Fred Vargas


Naczytałam się sporo o Fred Vargas. Że świetna, że wybitna, że czarująca i nieprzewidywalna. Od dawna zamierzałam się zapoznać z jej kryminałami choć obawiałam się, że wpadnę w kolejną serię i będę musiała przeczytać wszystko. Na niemieckim podaju wyłapałam pierwszy tom z cyklu o trzech historykach. Każdy z nich zajmuje się inną epoką, zawodowo wręcz się zwalczają ale prywatnie bardzo się lubią. Wszyscy trzej są w tarapatach życiowych i finansowych i zamieszkują razem na jednej z elegnackich ulic Paryża w zrujonowanym domu, którego remontu się podejmują. I sąsiadką jest słynna śpiewaczka Sophia Simeonidis.
Pewnego ranka Sophia zauważa w ogrodzie drzewo, którego dzień wcześniej jeszcze tam nie było. Czternaście dni później znika.
Historycy wraz z wujkiem jednego z nich - byłym policjantem - rozpoczynają prywatne śledztwo.
I mimo, że jest ono zawikłane i do końca bardzo zagadkowe, nie ono wydaje się być głównym celem Vargas. Sporo tu rozmyślań, opisów, krótkich uwag i rozważań charakterologicznych. Bardzo kobiecych i pewnie udanych. Mnie one jednak wadziły. W moim odczuciu nie dopełniały kryminału a raczej tworzyły samą w sobie istotną płaszczyznę powieści. Podejrzewam, że właśnie ten sposób konstruowania akcji zapewnił autorce rzesze fanów, mnie niestety nie ujął. Nie jestem pewna czy sięgnę jeszcze po kolejny kryminał Vargas.

Fred Vargas, Die schöne Diva von Saint-Jacques, tł. Tobias Scheffel, 298 str., aufbau.

niedziela, 21 czerwca 2009

"Lektor" Bernhard Schlink

Niepozorna książeczka, ledwie dwieście stron ale treści w niej sporo.
Piętnastolatek poznaje przypadkiem kobietę dwadzieścia lat straszą od niego. Początkowa fascynacja seksualna zamienia się w uczucie. Chłopak spędza z nią wolne chwile, kochając się i czytając jej książki. Do dnia, gdy kochanka nagle, bez zapowiedzi, znika.
Kilka lat później spotyka ją jako student prawa na sali sądowej. Hanna siedzi na ławie oskarżonych jako była strażniczka obozu koncentracyjnego. Jej obrona i zachowanie w sądzie są zupełnie nieprzewidywalne, wręcz nieudolne.
Powieść tę można rozważać na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze mamy miłość. Miłość uzależniającą, zmuszającą do poniżania się, destrukcyjną. Ale przede wszystkiem miłość, która wiąże na całe życie. Czasem główny płomień przygasa, ale zawsze się czai i niewinne wspomnienie pozwala wybuchnąć mu na nowo.
Z drugiej strony historia Hanny pozwala Schlinkowi, a właściwie jego bohaterowi, snuć rozważania na temat winy, odpowiedzialności, rozrachunku z rodzicami, współwiny - bo pokochał Hannę. Temat do dziś w Niemczech aktualny choć z pewnością nie tak, jak w latach siedemdziesiątych. Warto jednka zauważyć, że w niemieckich szkołach to lektura obowiązkowa.
A jak mi się podobało? Jakoś niebardzo. Pierwszą część książki odbierałam wręcz jako nużącą, autor wydaje się nabierać rozpędu od momentu relacji z sali sądowej. Za najlepszą uważam część trzecią - zaskakujące wypadki, dojrzalsze rozważania bohatera i postawa Hanny. Dopiero te sytuacje dają czytelnikowi do myślenia. Przede wszystkim na temat postawy Hanny - bo do końca nie poznajemy jej odczuć, jej myśli, jej spostrzeżeń.
Nie przemawia do mnie styl Schlinka, niezwykle krótkie rozdziały odbierałam jak rwanie rozpoczętych myśli. Gdyby nie ostatnia część odłożyłabym książkę rozczarowana.
Musze przyznać, że bardzo ciekawa jestem filmu - rzadko mi się to zdarza, bo literaturę przedkładam nad film, bez wyjątku. Tu jednak mam wrażenie, że to niezwykle dobry materiał filmowy.

Bernhard Schlink, Der Vorleser, 207 str., Diogenes.

"Błogosławieni, którzy robią ser" Sarah-Kate Lynch


Czyta się tę książkę, tak jak się ogląda hollywoodzki film. Nie można oczekiwać ciekawego języka, wyrafinowanej treści czy głębokich przemyśleń. Lepiej się nastawić na bardzo lekką lektuę, idealną na plażę albo czytanie, nie wymagające nadmiernej koncentracji.
Na począku książki poznajemy bohaterów, każdego w innym rozdziale: dwóch straszych panów, wyrabiających na irlandzkiej prowincji najlepszy ser świata; wpadającego w alkoholizm yuppie, który właśnie stracił żonę i dziecko oraz młodą kobietę po przejściach, mieszkającą wraz z niekochającym ją mężem na odległej wyspie na Pacyfiku. Losy tych bohaterów są przewidywalne jak pogoda w tegorocznym czerwcu i naturlanie mniej więcej w połowie książki splatają się na wyżej wspomnianiej irlandzkiej farmie. Zbiegów okoliczności nie sposób zliczyć, tak samo jak niespodziewanych przeszkód, nie pozwalających na skonsumowanie związku głównym bohaterom. Żeby całkiem nie zniechęcić do książki oszczędzę cytowania popisów literackich pani Lynch i pochwalę ciekawe opisy produkcji sera. Podsumowując, można przeczytać ale nie mówcie, że nie ostrzegałam!

Sarah-Kate Lynch, Błogosławieni, którzy robią ser, tł. Dorota Malinowska-Grupińska, 319 str., Prószyński i S-ka.

piątek, 19 czerwca 2009

"Sightseeing" Rattawut Lapcharoensap


Po długich poszukiwaniach książek i autorów z krajów Azji Południowo-Wschodniej trafiłam na opowiadania Rarrawuta Lapcharoensapa. Tem młody Tajlandczyk urodził się w Chicago ale wychował w Bangkoku a za swoje opowiadania otrzymał wiele wyróżnień. I słusznie, bo czyta się je jednym tchem, a po zakończeniu tej dość szupłej książki chce się więcej i więcej.
Autor opisuje rodziny biedne, żyjące jednak w różnych warunkach i różnych miejsach. Mamy tu chłopca - pół-Amerykanina, który wraz z matką prowadzi niewielki motel na jednej z odwiedzanych masowo przez turystów wysp. Same spostrzeżenia chłopca już są szalenie ciekawe: każda nardowość dostaje etykietkę. Ów nastolatek jednak ma słabość do Amerykanek, ciągle zakochuje się na zabój w amerkańskich dziewczynach, dla których jest tylko wakacyjną przygodą.
W kolejnym opowiadaniu dwóch chłopców, żyjących po śmierci ojca na skraju nędzy poznaje życie na ulicy: pierwsze spotkanie z klejem do wąchania i prostytutkami.
Inne opowiadania traktują o podróży syna i jego matki, która traci wzrok. W innych autor opisuje problemtykę uciekinierów z Kambodży - tu zaskakuje tok myślenia Tajlandczyków, niemal taki sam jak niezadowolonych z imigrantów Europejczyków.
Najdłuższe opowiadanie opisuje jeden z narodowych sportów Tajlandczyków - walkę kogutów a także podziały wśród mieszkańców - hegomonię lokalnego bogacza i opryszka.
Każde z opowiadań jest inne ale każde w jakiś sposób przybliża nam warunki życia i sposób myślenia Tajlandczyków. Mam ogromną ochotę na więcej i będę dalej prowadzić poszukiwania literatury z tego zakątka świata.

Sightseeing, Rattawut Lapcharoensap, tł. Ingo Herzke, 233 str., Kiepenheuer & Witsch.

wtorek, 16 czerwca 2009

"Die wunderbare Welt der Namen" Rosa i Volker Kohlheim


Pozycja popularnonaukowa z dziedziny onomastyki czyli nauki będącej moim hobby od wielu, wielu lat. Z racji tego zainteresowanie sięgam również po książki skrojone na potrzeby przeciętnego czytelnika. W pierwszej części autorzy opisują imiona. Zaczynają od imion, które kiedyś miały zmylić złych bogów swą brzydotą, następnie opisują imiona, które otrzymywały niechciane córki i w końcu koncentrują się na imionach z przeróżnych kategorii znaczeniowych - wojenne, kwiatowe, pochodzące od kamieni szlachetnych, religijne, odnazwiskowe, międzynarodowe. Ciekawy jest rozdział o imionach wyjątkowo nietypowych, nadanych w różnych krajach.
W drugiej części czytelnik zapoznaje się z nazwiskami - ich pochodzeniem i genezą. Autorzy wskazują znaczenie wielu nazwisk, które aktualnie wzbudzają zupełenie odmienne skojarzenia niż ich prawdziwa etymologia. Opisują także nazwiska zlatanizowane, niemieckie nazwiska, które uległy anglicyzacji, a także nazwiska wyjątkowo długie i nadzwyczaj krótkie.
Kolejna część książki poświęcona jest badaniom o wpływie imion i nazwisk na życie, wybór zawodu, charakter człowieka.
Na końcu odnalazłam rozdział szczególnie ciekawy dla językoznawców, dotyczący mianowicie idiomów pochodzących od imion i nazwisk a także słów, które powstały od nazwisk.
Książka na jedno popołudnie, daje ogólny pogląd onomastyczny dla zupełnych laików, dla mnie nic nowego. Denerowały mnie drobne błędy, dotyczące imion polskich (nie wiem jak to wygląda w przypadku innych imion, tu na pewno mogłam je zweryfikować).

Die wunderbare Welt der Namen, Rosa und Volker Kohlheim, 117 str., Duden.

"Walküren" Thráinn Bertelsson


Kolejny islandzki kryminał, po który sięgnęłam. Przcezytałambardzo szybko, bo rozdziały krótkie, zręcznie napisane i wciągające. Przede wszystkim interesujące dla osób, znających realia islandzkie. Thráinn odnosi się wciąż do islandzkiej rzeczywistości - do feminizmu, przestępczości, rządu, działania policji, grubych ryb i ich karier. Bez pewnej dozy wiedzy o Islandii trudno zrozumieć wszystkie smaczki. A rozważania na te tematy snuje autor wokół morderstwa Freyji Hilmarsdóttir - znanej feministki, byłej poseł, która napisała szczerą książkę, pełną seksulaności i właśnie pracuje nad drugą, opartą na wywiadach z byłymi żonami znanych islandzkich osobistości - polityka i założyciela największej sieci tanich supermarketów. Morderstwo Freyji upozorowane zostało na samobójstwo - bystra pracwoniczka policji okdrywa jednak ten fakt i prowadzi dochodzenie. Policja jednak nie może w pełni skoncentrować się na tym przypadku, bo równocześnie poszukuje ciała zamordowanej przez męża byłej żony oraz ujmuje szalonego piromana. Każde z tych przestępstw za bazę ma stosunku damsko-męskie. Również prowadząca śledztwo policjantka odkrywa zdradę męża. I ten temat wydaje się być przewodni w powieści Thráinna. Wciąż spotykamy silne kobiety (szef policji krajowej), które muszą walczyć o swoją pozycje z szowinistami. Nie znajduje tu jednak jednoznacznej postawy autora, a i nie widzę pointy. Brak dopracowania tematu czyni z tego kryminału przyjemne czytadło z ciekawym tłem, jakim z pewnością jest mała społeczność islandzka.

Thráinn Bertelsson, Walküren, tł. Tina Flecken, 364 str., dtv.

niedziela, 14 czerwca 2009

"Dom na pustkowiu" Andrea Maria Schenkel


W 2007 roku "Tannöd" uhonorowany został niemiecką nagrodą dla najlepszego kryminału. Jednocześnie to pierwsza książka Schenkel - gospodyni domowej z małej wioski nieopodal Ratyzbony. Ciekawa byłam tego debiutu, zwłaszcza, że słyszałam pochlebne opinie o jej kolejnej powieści. Schenkel w dość nietypowy sposób opisuje morderstwo, jakie wydarzyło się w latach pięćdziesiątych w bawarskiej wiosce - brutalnie zamordowano całą rodzinę - dziadka, babcię, ich córkę z dwojgiem dzieci oraz pracującą w gospodarstwie dziewczynę. Co robi Schenkel? Podaje nam relacje, prawdopododbnie zeznania policyjne, mieszkańców wioski i rodziny ofiar. Tym sposobem otrzymujemy przekrój wioskowej sołeczności - od wójta, po nauczyciela. Każda z osób ma inny sposób mówienia i dla każdej z nich, co innego jest ważne. Poznajemy wioskowe plotki, spojrzenie najważniejszych we wiosce osób (księdza, wójta) a także zahaczamy o przeżycia wojenne i stosunek do nich. Czyta się bardzo szybko i okazuje, że samo spojrzenie prostych mieszkańców jest ciekawsze od rozwiązania zagadki. Nie ma tu komisarza, śledztwa, pobierania próbek i szukania śladów. Kryminał Schenkel sprawia wrażenie pracy reportera. Ciekawe podejście, interesująca lektura. Dla mnie bez fajerwerków ale raczej sięgnę po kolejne kryminały tej autorki.

Andrea Maria Schenkel, Tannöd, 125 str., btb.

"Rewolucje" J.M.G. Le Clézio


Długa i wymagająca uwagi lektura. Powieść Le Clézio od pierwszych stron sprawia wrażenie sagi - poznajemy rodzinę Morro, która z początkiem XX wieku musiała opuścić Mauritius, gdzie osiedliła się ponad sto lat wcześniej. Głównym bohaterem jest Jean Morro, abiturient z Nicei, który odwiedzając swoją starą ciotkę Catherine, poznaje losy rodziny i przyczyny wyjazdu z wyspy. Taki początek brzmiał niezywkle zachęcająco i z przyjemnością zagłębiłam się w lekturę. Le Clézio jednak nie podaje nam sagi, początkowe wrażenie jest mylące. Okazuje się, że powieść Le Clezio to układanka - autor nie tyle koncentruje się na chronologicznym przedstawieniu czytelnikowi losów Jeana i jego przodków, a na opisaniu epizodów, związanych z rewolucjami, przewrotami czy buntami w różnych miejscach na świecie. Począwszy od Rewolucji Francuskiej autor zapoznaje czytelnika z życiem emigrantów w Londynie, wojną w Algierii czy buntami meksykańskich studentów. Le Clézio wraca również do niewolnictwa na Mauritiusie - posługuj ę się tu historią przykładowej dziewczynki, skradzionej rodzicom w Afryce i sprzedanej na Mauritiusie. Historię tą podaje w kawałkach, między rozdziałami o pobycie Jeana w Meksyku.
Pierwszy członek rodziny Marro zgłasza się dobrowolnie do wojska by wziąć udział w Rewolucji Francuskiej. Ten młody chłopak poznaje życie żołnierza i zamienia się w pacyfistę, by w końcu emigrować na Mauritius. Tam małżeństwo Marro jest jedyną rodziną sprzeciwiającą się niewolnictwu, współcześnie żyjący Jean z trwogą rejestruje wypadki w Algierii i stara się uniknąć zaciągu do wojska i udziału w wojnie. W czasie swoich podróży obserwuje walkę w różnych zakątkach świata. Opis losów rodziny Marro to właściwie tylko przyczynek do rozważań nad równouprawnieniem niewolników czy emigrantów, nad sensem wojny, nad sensem buntu i o poszukiwaniu własnej życiowej ścieżki. Ilość poruszanych przez Le Clézio wątków nieco mnie przytłaczała, czyniła powieść nieco chaotyczną - dopiero po zakończeniu czytania odgaduję sens, odszukuję znaczenia, wątki, myśli. Le Clézio nie pomija losów żadnej z postaci - koncentruje się niemal na wszystkich, których spotyka Jean - od kochanki po szkolnego przyjaciela.
Chyba jednak wolałabym gdyby autor pozostał przy głównej linii, czuję niedosyt i przytłoczenie ilością niedokończonych wątków, naszkicowanych zaledwie myśli. Niespecjalnie mam ochotę rozważać każdy z nich, choć pewnie takie było zamierzenie autora. Mnie zabrakło uporządkowania. Mimo to warto sięgnąć po tę książkę.

J.M.G. Le Clézio, Revolutionen, tł. Uli Wittmann, 556 str., Kiepenheuer & Witsch.

niedziela, 7 czerwca 2009

"Przy obieraniu cebuli" Günter Grass


Co to była za lektura!! Po ostatnich książkach, napisanych językiem, powiedzmy, prostym, miałam trudności na początku powieści Grassa. Musiałam się rozsmakować w jego stylu, by zatopić się całkowicie we wspomnieniach, spisanych przez tego wybitnego pisarza. Grass opisuje swoje życie od wybuchu II wojny światowej po wydanie swojej pierwszej powieści czyli "Blaszanego bębenka". Okazało się, że nie miałam pojęcia o losach Grassa. Autor opisuje swoje dzieje szczerze, do bólu szczerze, oceniając, stawiając pytania, naświetlając wydarzenia z różnych perspektyw. Zafascynowana jestem ogromem jego przeżyć, zbiegami okoliczności, a także zajęciami, których się imał, nigdy nie zapominając o swoim życiowym celu czyli o sztuce. Grass konstruuje swoją powieść bardzo ciekawie - wygrzebuje, wykopuje, wyciąga najskrytsze wspomnienia, ocala je przed zapomnieniem, dokopuje się do ich głębi, tak jak obiera się cebulę z łupin, tak jak odkrywa się uchwyconego owada w kawałku bursztynu. Zaimponował mi gotowością do oddarcia swoich przeżyć z tajemnicy, do ukazania swoich dylematów i niepopularnych wyborów. Kolorytu wspomnieniom nadają liczne przeskoki do współczesności - odniesienia z innej perspektywy, a przede wszystkim powiązania opisywanych wydarzeń z jego powieściami. Grass ukazuje w jaki spopsób wykorzystał poszczególne wydarzenia w swoich powieściach. Żałowałam, że tak mało pamiętam z tych kilku przeczytanych przeze mnie jego książek.
Ciagle pozostaje pod wrażeniem języka Grassa - konstrukcja zdań, opisy, porównania są dla mnie majsterszykiem. Nie czyta się Grassa rzutko ale za to jak dogłębnie!
Książka z kategorii - należy przeczytać! Mnie zachwyciła.

Günter Grass, Beim Häuten der Zwiebel, 479 str., dtv.

wtorek, 2 czerwca 2009

"Candy" Kevin Brooks

W jeden dzień przeczytałam:) I co my tu mamy: jest nieśmiały chłopak spod Londynu i jest Candy, tajemnicza dziewczyna, którą przypadkowo poznał przy stacji metra. Krok po kroku Joe odkrywa tajmeniczą Candy - dziewczynę półświatka, uwikłaną w prostytucję i narkotyki. Jej urok przyciąga go do tego stopnia, iż postanawia jej pomóc. Akcja toczy się wartko i z każdą stroną książki śpieszymy do finału. Z założenia jest to powieść dla nastolatków i myślę, że ma szansę na sporą popularność wśród nich. Dla mnie było to tylko czytadło, które połyka się przy śniadaniu i w metrze. Ale czasem miło przeczytać taką książkę.

Kevin Brooks, Candy, tł. Anna i Miłosz Urban, 352 str., Media Rodzina.