piątek, 27 października 2023

"Zmiana" Édouard Louis

 


Zmiana to opis życia autora, a może jego alter ego. Droga z małej mieściny, przemocowego domu, niezrozumienia do Paryża i kariery pisarskiej. Brzmi jak poprzednie książki Louisa? Jasne, bo Francuz pisze ciągle o tym samym, tu nie ma co ukrywać. Co jest jednak siłą i zaletą jego prozy, to fakt, że potrafi o tym pisać z różnych perspektyw, za każdym razem dodając nowe szczegóły i naświetlając nowe aspekty. Jak sam tytuł wskazuje, w tej książce fokus leży na zmianie z nieśmiałego chłopca, popychadła, który ukrywa swoją tożsamość płciową w pełnego sukcesów pisarza? No właśnie, tu nie ma pewności ani u autora, ani u czytelniczki. 

Louis opisuje swoją drogę, a przede wszystkim ludzi, którzy na niej stanęli - bibliotekarki, które podsunęły odpowiednie lektury, koleżanki z pracy w teatrze, Elenę, Didiera Eribona i wielu innych. Elena i jej rodzina miały największy wpływ na nastoletniego Eddy'ego, który został przyjęty ciepło w ich domu. To rodzina z wyższej klasy średniej, w której panują zupełnie inne obyczaje i zasady niż te, które dotąd znał Eddy. Chłopak stopniowo zaczyna je wszystkie kopiować - poczynając od fryzury, stroju, na zachowaniu kończąc. By nadgonić braki w wykształceniu czyta, chodzi do kina, prowadzi wielogodzinne rozmowy z Eleną. Ambicja i parcie w górę nie pozwolą mu jednak pozostać w Amiens, a spotkanie z Eribonem będzie decydującym impulsem do dopuszczenia myśli o swojej homoseksualności i oswojenia się z pomysłem wyprowadzki do Paryża. 

Louis zastanawia się przede wszystkim na tym, czy jego działania były wykorzystaniem przyjaciół i kochanków. Czy faktycznie darzył ich uczuciem, czy byli jedynie jednym ze środków, by osiągnąć założony cel. Przyznaje, że przypadkowość spotkań zaważyła na jego ścieżce. 

Tej powieści można wiele zarzucić - powtarzalność, mało wyrafinowany styl, a nawet pretensjonalność, ale ja Louisa kupuję. Można się też zastanawiać, jaki sens ma czytanie intymnych wyrzygów autora, bo choć to autofikcja, to nie mam wątpliwości, że Louis pisze o sobie, ale i to kupuję. Mam w sobie dużo empatii dla Francuza czy też jego bohatera, odnajduję w tej prozie wiele kwestii, które w jakiś sposób dotyczą mnie lub mnie poruszają, z ciekawością obserwuję, jak rozwija się ta proza. Na pewno sięgnę po kolejną powieść Louisa, choćby po to, by przekonać się, jaki temat czy postać weźmie na tapet.

Moja ocena: 5/6

Édouard Louis, Zmiana, tł. Joanna Polachowska, 288 str., Wydawnictwo Pauza 2023.

czwartek, 26 października 2023

"Moja znikająca połowa" Brit Bennett

 


Mallard to niewielka mieścina w Luizjanie. Jej specyfika polega na tym, że zamieszkana jest przez osoby z definicji czarne, ale o bardzo jasnej karnacji. To właśnie tam dorastają bliźniaczki Stella i Desiree, które jako dzieci są świadkami śmierci ojca. Stał się przypadkową ofiarą białych mężczyzn, którzy napadli na niego tylko dlatego, że był czarny. Dziewczyny duszą się w Mallard i jako szesnastolatki uciekają chyłkiem do Nowego Orleanu. Trzymają się w pionie dzięki pracy fizycznej i uprzejmości starszej koleżanki z miasta, która je przygarnęła. Stella dość szybko odkrywa, że w nieznanej okolicy może funkcjonować jako biała. Wystarczy odrobina tupetu i pewności siebie. W ten sposób dziewczyna zdobywa nową pracę i znika.

To opowieść o dwóch siostrach, bliźniaczkach jednojajowych, które jeden wybór rozdziela na całe życie. Pozornie tylko o tym, bo to przede wszystkim rzecz o kolorze skóry i tym, jak wpływa na nasze życie. Prawda dość trywialna, ale pokazana dość przewrotnie. Bennett rozważa, na ile kolor skóry siedzi w naszych głowach, jak bardzo ogranicza nasze życie, wybory i poczucie własnej wartości. Nikt postronny nie odgadłby, że Stella czy Desiree są czarne, a jednak ten fakt determinuje ich życie i myślenie.  Dokonany mimochodem wybór naznaczy całe życie Stelli, ale i jej rodziny. Bennett opisuje tkwienie w kłamstwie, i to takim na wielu płaszczyznach - bo to dotyczy to nie tylko Stelli, ale i partnera córki Desiree - Jude. Reese to ciekawie poprowadzony wątek transpłciowości, może nie do końca dopracowany, bo zabrakło mi tu większego tła i konkretniejszych informacji, ale świetnie zarysowany.

Ten jeden wybór wywołuje kaskadę kolejnych i odcina praktycznie odwrót. Tak samo jak ucieczka, która dotyczy wielu bohaterów tej powieści - bliźniaczek, ich córek, partnera Desiree i partnera Jude. Każda z tych postaci decyduje się opuścić swój dom lub zostaje porzucona - ich życie to ciągła ucieczka i poszukiwanie. 

Bennett napisała ciekawą fabularnie powieść, ale jest tu jeszcze jedna warstwa, o wiele ważniejsza. Autorka nie stroni od opisu myśli i rozważań poszczególnych bohaterów, które zdecydowanie spowalniają akcję, ale wybitnie wzbogacają tej powieść. Dzięki nim nie jest to kolejne czytadło o życiu Afroamerykanów w USA, a pogłębiona powieść, która pozwala wejść w głowę poszczególnych postaci i lepiej zrozumieć ich motywację działania. Podobała mi się perspektywa tej powieści - nieoczywista, nowatorska, czasem przewrotna. Polecam.

Moja ocena: 5/6

Brit Bennett, Moja znikająca połowa, tł. Jarosław Wastermark, 445 str., Agora 2020.

wtorek, 24 października 2023

"Medgidia, miasto u kresu" Cristian Teodorescu

 


Stefanek Teodorescu wygrał przetarg na prowadzenie przydworcowej restauracji w Medgidii - małym miasteczku w południowo-wschodniej Rumunii. Medgidia to tygiel kulturowy, językowy i religijny. Mieszkają tu Rumunii, Turcy, Tatarzy, chrześcijanie i muzułmanie, zwolennicy prawicy i lewicy, ludzie prawi i kombinatorzy. W tym mikrokosmosie dzieje się wszystko - są spory i kłótnie, miłość i nienawiść, życie i śmierć. Oprócz Stefanka mamy bliższą styczność z jego żoną Virginicą, kelnerem Januszkiem, majorem Scipionem, licznymi dziwkami, żydowską lekarką Leą, sędzią, legionami, Niemcami i Rosjanami.

Wchodzimy bowiem w życie Medgigii w okresie II wojny światowej. Postawę Rumunii świetnie odzwierciedlają układy w miasteczku. Bo najpierw kraj trzymał z Niemcami, a potem trzeba było zmienić front na rosyjski, a co za tym idzie klientów i sojuszników na mieście. 

Teodorescu stworzył powieść nietypową. Poszczególne rozdziały to króciutkie impresje, na jedną-dwie minuty czytania. Nie można ich nawet określić jako opowiadania, bo to dosłownie bardzo krótkie scenki. Z tych niewielkich, czasem melancholijnych, a czasem wesołych opowiastek autor skleja bardzo nostalgiczny obraz życia w Medgidii. To fascynujące świadectwo minionych czasów ukazujące sposób myślenia i rozumowania mieszkańców, ich powiązania i relacje. W swoim wydźwięku powieść Teodorescu często przypominała prozę czeską - nieco absurdalną, ciepłą, dowcipną, ale i mądrą. 

Ta powieść nie wskoczy na listę moich ulubionych. Ta forma, owszem lekka w lekturze, okazała się być dla mnie dość trudna w całościowych odbiorze. Postaci zjawiają się i znikają, niektóre nie wracają nigdy, inne przewijają się przez niemal wszystkie rozdziały - trudno było mi tu zachować rozeznanie i przywiązać się do któregoś z bohaterów. Wyobrażam sobie jednak, że to wspaniała lektura dla osób znających miasteczko, jego okolice, historię. 

Moja ocena: 4/6

Cristian Teodorescu, Medgidia, miasto u kresu, tł. Radosława Janowska-Lascar, 316 str., Wydawnictwo Amaltea 2015.

poniedziałek, 23 października 2023

"Ale z naszymi umarłymi" Jacek Dehnel


Dziwnie się dzieje w Polsce. Z grobów coś wyłazi - trupy, nie trupy, zombie, nie zombie. Te cudaki zaludniają najpierw Polskę, a potem świat. Polonizują całą ziemię, bo czemu nie, w końcu Polska to zbawicielka narodów. Może podstawowe założenie tej idei było inne, ale skoro nie da się inaczej, to trzeba się zadowolić tym, co się ma.

Dehnel świetnie zarysował grupę głównych bohaterów - parę gejów, nastolatkę, samotne kobiety i mężczyznę. Wszyscy oni nie mogliby być bardziej odmienni, ale połączy ich jeden cel - ucieczka przed zombiakami. Te znowu stanowią alegorię Polski, przed którą nie sposób uciec. Dehnel bawi się tu konwencją i na tapet bierze wszelakie polskie przywary i mity. To satyra na martyrologię, kult historii i jednostki, na wiarę w unikatowość ojczyzny i jedynego słusznego katolicyzmu. 

Przyznam, że o ile perypetie grupy bohaterów faktycznie mnie zainteresowały - tu z naciskiem na związki międzyludzkie, układy między nimi, to cała otoczka w postaci zombie do mnie nie trafiła. Cenię bardzo pióro Dehnela - podziwiam za elokwencję, rzutkość, celność obserwacji i umiejętność wyrażenia ich słowami, ale w moim przypadku z wykonaniem przestrzelił. Ten wątek mnie zwyczajnie nudził i przyćmił smakowitą satyrę i opis polskiej przaśnej polityki. Zakładam, że strona narracyjna miała taka być, a autor celowo skupił się na zombiackiej satyrze, a także na utkaniu w powieści mnóstwa nawiązań do kina i literatury światowej, ja tego jednak nie kupiłam.

To książka z serii: można, ale nie trzeba. Ma zalety, ale nie zachwyciła mnie na tyle, by ją polecić z czystym sercem.

Moja ocena: 4/6

Jacek Dehnel, Ale z naszymi umarłymi, czyt. Łukasz Garlicki, 320 str., Wydawnictwo Literackie 2019.

sobota, 21 października 2023

"Tortilla Flat" John Steinbeck


Tortilla Flat do dzielnica na przedmieściu Monterey - niezbyt elegancka, właściwie taka raczej poślednia. To właśnie tam Danny dziedziczy dom i nagle z włóczęgi i lekkoducha staje się właścicielem. To ogromna zmiana, ale przechodzi ją wraz z kumplami. Ta paczka jednak rośnie i zadomowia się u Danny'ego. To zbieranina przeróżnych typów i charakterów, których głównym celem w życiu jest odpoczynek, kołowanie wina na galony i uciechy z kobietami. 

Steinbeck opisuje przygody tej paczki, każdy rozdział to inne wydarzenie, które najczęściej prowadzi ro rozrośnięcia się grupy. To opowieści pełne komizmu, zwłaszcza sytuacyjnego. Choć wszyscy bohaterowie to rzezimieszki na bakier z prawem, to nie sposób nie zapałać do nich sympatią. Steinbeck wspaniale oddaje ich sposób myślenia, logikę i pokrętne wytłumaczenia, by nie pracować i usprawiedliwić kradzieże. Nie sposób nie śmiać się podczas lektury, choć, przyznam, miałam także sporo refleksji. Każdy z bohaterów nie ma szans na wyrwanie się z kręgu biedy i drobnych wykroczeń - często wpadli w taki rytm przypadkowo lub w takich warunkach się urodzili. Łączy ich jednak przyjaźń i braterstwo.

Bardzo ciekawa jest postać Danny'ego, który w pewnym momencie nie wytrzyma życia bardziej uregulowanego, życia posiadacza domu. Ten melancholijny rys tworzy z tej powieści coś więcej niż tylko lekki opis dwudziestowiecznych sowizdrzałów, a i mnie skłonił do wielu przemyśleń, bynajmniej nie wesołych. 

Steinbeck uwodzi oczywiście językiem - celnym, ostrym, ironicznym. W tej powieści przecież niewiele się dzieje, a i tak trudno się od niej oderwać. Nie poleciłabym jej może na pierwsze spotkanie z noblistą, ale każda fanka i każdy fan Steinbecka na pewno ją doceni.

Moja ocena: 5/6

John Steinbeck, Tortilla Flat, tł. Jan Zakrzewski, czyt. Marcin Popczyński, 287 str., Czytelnik 1980.

czwartek, 19 października 2023

"Księgi Jakubowe" Olga Tokarczuk


Bałam się długo tej książki, odkładałam lekturę, przerażała mnie objętość i tytuł. Tak się jednak złożyło, że została mi wybrana do przeczytania na ten rok, a ja trafiłam na audiobook. Wzięłam ją więc na dwa fronty - uszami i oczami. Bardzo szybko przepadłam w świecie Jakuba Franka i zostałam w nim na blisko dwa miesiące. Nie zawsze było łatwo, nie uniknęłam chwil nudy i zagubienia oraz znużenia, ale były to chwile, które szybko umykały, bo kolejna strona otwierała zupełnie inny świat. Czym są więc Księgi Jakubowe? Eposem, powieścią historyczną, psychologiczną i skarbnicą wiedzy w jednym. Jestem porażona i oczarowana detalami, szczegółami, wiedzą, ciekawostkami, tłem historycznym, kreacją postaci (bardzo licznych), opisem strojów, życia, warunków. To jest nieopisanie gargantuiczna praca, jaką autorka włożyła w stworzenie tej powieści. 

Trudno jednoznacznie powiedzieć, o czym Księgi Jakubowe są, bo dla każdej czytelniczki i każdego czytelnika będą o czymś innym. Dla mnie w pierwszej linii są o kulcie jednostki - o tym, jak powstaje guru i jak tworzy swoją komunę. Tokarczuk mimochodem opisuje mechanizmy powstawania sekty czy grupy wyznaniowej, sposoby finansowania, posłuszeństwo i manipulacje. Frank to bez wątpienia człowiek z charyzmą, ale też erotoman, nie znoszący sprzeciwu despota, jednym słowem guru. Narracja tej powieści jednak jest tak poprowadzona, że nie ma tu ocen ani subiektywnych opinii. To relacja historyczna, obiektywna, dająca czytelnicze ogromne pole do przemyśleń. Jakub Frank może wprawiać w zachwyt, denerwować, odstręczać i wzbudzać całą gamę innych emocji - wpływ na nie jednak będzie miał opis jego poczynań, a nie ocena autorki.

Zarazem ta powieść to szeroki obraz Polski tuż przed rozbiorami, Polski i krajów przygranicznych, bo jest tu i Turcja, i Czechy i Niemcy. Tokarczuk wspaniale opisuje życie w tych rejonach - takie zwykłe codziennie, czyli strawę, strój, dom, stosunki międzyludzkie, handel, zwyczaje itd. To wszystko kryje się gdzieś między wierszami, przemyka mimochodem, ale daje niesamowity obraz tamtych czasów. Nie wyobrażam sobie tego ogromu badań i pracy, który autorka musiała włożyć, by odtworzyć realia osiemnastowiecznej Polski i Europy. Są tu przecież szczegóły i szczególiki - listy, opisy, wspomnienia, zakupy, rozmowy.

I wreszcie cały żydowski i hebrajski kontekst - poczynając od alfabetu, na obyczajach kończąc. Temat dla mnie, słabo obeznanej z tą kulturą, ciekawy, fascynujący i pouczający. I tu ponownie podziw za wiedzę i zapewne ogromną pracę badawczą. 

Księgi Jakubowe to wreszcie książka o tolerancji, o tym, że wielkie religie więcej łączy, niż dzieli. To hymn na cześć ich połączenia, ujednolicenia, zrównania i międzyludzkiego zrozumienia. Ten wniosek tak oczywisty wciąż na nowo skłania do refleksji.

Przekonana jestem, że ta książka kryje w sobie o wiele więcej i jak pisałam, wierzę, że każda osoba znajdzie w niej dla siebie coś innego albo skupi uwagę na innym aspekcie. To powieść do wielokrotnego czytania, odkrywania i kontemplacji.

Moja ocena: 5/6

Olga Tokarczuk, Księgi Jakubowe, 912 str., Wydawnictwo Literackie 2014.

środa, 18 października 2023

"Na / pół" Jasmin B. Frelih


Sięgając po tę książkę, wiedziałam, że będzie to niełatwa i być może eksperymentalna lektura. Kusił mnie jednak kraj pochodzenia autora (Słowenia), nagroda Unii Europejskiej, zapowiedź dystopijnych tematów.
Przeczytałam te ponad pięćset stron, mam jednak wrażenia, że ta lektura była w moim przypadku raczej zbieraniem słów niż rozumieniem ich przesłania. Znalazłam wprawdzie recenzje, które analizują przesłanie i samą treść, ale nawet one nie pomagają mi w zrozumieniu tej książki. Co więcej, czytając je, zastanawiam się, gdzie dana osoba takie informacje wyczytała, bo ja w tym zbiorze słów nie byłam w stanie ich wyłuskać. 

Frelih prowadzi trzy osobne narracje - artystki Zoi, reżysera Evana i Krasa - ojca licznej rodziny. Nie jestem jednak w stanie napisać, jaki jest ich cel, ani nawet streścić, czego się o tych osobach dowiadujemy. Autor opisuje jakieś dziwne wydarzenia, do niczego nie prowadzące rozmowy, a to wszystko podlane jest wykwitami w stylu męskiego kryzysu wieku średniego i sileniem się na oryginalność. Frelih konstruuje bowiem wykwintne zdania, przeplata je erudycyjnymi wstawkami, miesza style i rejestry, ale nie odniosłam wrażenia, że te wszystkie zabiegi mają jakiś inny cel niż pochwalenie się własną elokwencją. 

Wspomniana dystopia jest w Na/pół wprawdzie widoczna, ale zupełne nieczytelna. Jaki to rodzaj kraju i zmian - nie wiem? Gdzieś przewijają się roboty, obszary niedostępne, samotność, zagubienie, ale nie widzę tu żadnej ścisłej koncepcji. 

Owszem można się podczas lektury skupić na błyskotliwych zdaniach, jakichś odkrywczych stwierdzeniach, ale, szczerze, nie chciało mi się ich wyłuskiwać spośród tego bełkotu. Nie mogę wyjść ze zdumienia, że taka książka dostała nagrodę, bo nawet jeśli to dobra powieść, to zupełnie nieprzystępna dla czytelniczki. 

Moja ocena: 2/6

Jasmin B. Frelih, Na/pół, tł. Marlena Gruda, 510 str., Wydawnictwo Wyszukane 2020.

niedziela, 15 października 2023

"Siódemka" Ziemowit Szczerek


 

Droga krajowa numer siedem do kwintesencja Polski - nie trzeba zjeżdżać kraju wzdłuż i wszerz, wystarczy siódemka, by doznać wszystkiego i poznać najbrudniejsze i najciemniejsze sekrety ojczyzny. Szczerek z językową dezynwolturą opisuje to wszystko, co jest tak bardzo polskie - wszechobecny syf, reklamy, billboardy i banery, alkohol lejący się z każdej strony, dziwne policyjne zagrywki, koszmar architektury, kostka, gips, pasteloza, motywy katolickie i historyczne, a do tego jesienna listopadowa pogoda. Karty książki zaludniają janusze i grażyny, cwaniaczki, kombinatorzy, małomiasteczkowi potentaci, zagubiona cudzoziemka, odklejeni od rzeczywistości studenci, czyli cała gama różnorodnych postaci. 

Główny bohater dzięki wiedźmińskim eliksirom produkcji fanów tej postaci zaprawionym alkoholem wpada w swoisty trans, dzięki któremu spotka choćby polskich królów jako żywych spod pędzla Matejki. Szczerek świetnie łączy fantazję z rzeczywistością, tworząc szalony, ale wcale nie bardzo oddalony od prawdy obraz polskiej prowincji. Trafnie przedstawia i punktuje słabości tego regionu, czyniąc to dowcipnie i ironicznie zarazem. Ta językowa sprawność mnie zachwyca, a jeszcze bardziej podoba mi się umiar, z jakim Szczerek stosuje stylistyczne triki. Bardzo nie lubię, gdy one przeważają i książka opiera się tylko na nich. W Siódemce zachowany został balans, tak że językowe smaczki cieszą, a nie przytłaczają.

Podobnie jest z diagnozą polskiej rzeczywistości - mimo że książka ukazała się w 2014, w wielu aspektach wciąż aktualną. Szczerek dobitnie i celnie wypunktował te słabości i charakterystyczne elementy miast i wiosek przyklejonych do drogi krajowej, która je żywi i trzyma przy życiu. Przynajmniej dopóki była główną trasą łączącą Kraków z Warszawą. Ponadto sięgnął po wrodzony lęk Polaków przed inwazją Rosji - w momencie akcji powieści to właśnie zagrożenie wisi nad Polską. Rosja grupuje swoje wojska w obwodzie kaliningradzkim, co będzie miało swoją kulminację w finale. 

Siódemka to świetne świadectwo obrazu Polki w latach 2010-2020, podane dowcipnie, celnie, ale i z fantastycznym twistem. 

Moja ocena: 4,5/6

Ziemowit Szczerek, Siódemka, 250 str., Wydawnictwo Ha!art2014.

czwartek, 12 października 2023

"Die Straußenfeder" Eugenio Montale


 

Cieszę się, że trafiłam na opowiadania włoskiego noblisty i w ten sposób mogłam bliżej poznać jego twórczość. Same poezje są dla mnie trudne do oceny, ale i do zrecenzowania. Ten zbiór to teksty miniaturki, które bazują na wspomnieniach i przeżyciach autora z okresu dzieciństwa w Ligurii, a następnie lat dorosłych w Genui, Florencji i Mediolanie. Autor nie jest tu na pierwszym planie, nie jest oczywisty, ale gdzieś tam zawsze ukrywa się w tle. Te nowelki skrzą się od humoru, ironii, służą bardziej rozrywce, ale nie pozbawionej refleksji.

W tych tekstach przewija się wiele podobnych motywów - bardzo widoczna jest włoska natura, czy to pod postacią zwierząt (węgorzy chociażby) czy bujnej roślinności (wawrzyn). Montale chętnie podejmuje motyw wspomnienia i zapomnienia, który symbolizują dość ulotne rekwizyty jak np. tytułowe pawie pióro. Każde opowiadania zabiera czytelniczkę w inną sytuację, wrzuca w środek wydarzeń i zaskakuje pointą. Bardzo mi pasuje taka lakoniczność, podobają się nietuzinkowe postaci, które Monate wykreował, ale także delikatna nuta pesymizmu, która przy całej ironii pobrzmiewa w tych tekstach. Widać w nich także echa wojen - nigdy na pierwszym planie, ale zawsze obecnych.

Z tego, co udało mi się znaleźć, te nowele nie ukazały się po polsku, jeśli jednak czytacie w innych językach, polecam.


Moja ocena: 4,5/6


Eugenio Montale, Die Straußenfeder, tł. Alice Vollenweider, 145 str., Piper 1990.

środa, 11 października 2023

"Ewa ze swych zgliszcz" Ananda Devi


 

Ewa ze swych zgliszcz to dramat - w przenośni i po części konstrukcyjnie. Poszczególne postaci niczym w teatrze pojawiają się na scenie, by pokazać swoją rzeczywistość. Tytułowa Ewa, niczym pramatka, korzysta ze swojej seksualności, by dominować nad resztkami swojego życia, by, paradoksalnie, zachować choć odrobinę godności, by wyrwać się z piekła. Jej przyjaciółka Savita stanowi jej przeciwieństwo - wygładzoną, delikatniejszą wersję. Nieszczęśliwie zakochany w Ewie Sadiq, szuka ucieczki w poezji, by uciec od zawartego w swym imieniu smutku. Clélio natomiast kanalizuje swoją beznadzieję w przemocy, agresji i śpiewie. 

Wszyscy mieszkają na przedmieściach maurytyjskiej stolicy Port Louis - tam, gdzie nie ma perspektyw, czułości, zadbania, stabilności. To zagubione nastolatki, pozostawione same sobie, pełne rozterek, walczące z niezrozumieniem i demonami własnego dorastania. Ich problemy nikogo nie obchodzą, dorośli sami balansują między alkoholem i pracą ponad siły, bez perspektyw i nadziei. Kto wskaże takim dzieciom drogę? Komu warto zaufać, a kto je wykorzysta? 

Ta powieść jest o tym, jak miejsce urodzenia determinuje nasz los. Niby banalne, niby oczywiste, ale myślę, że wciąż zbyt rzadko zdajemy sobie sprawę, jak ogromny wpływ ma to na nasz los i szanse życiowe. Devi pozostawia w swojej powieści cień nadziei, ale mnie tego optymizmu brakuje. 
Siłą prozy Devi jest jej język - czasem wręcz poetycki, a ta poetyckość wyostrza brutalizm i brzydotę. Tu każde zdanie trafia w trzewia i porusza. 

Ogromne brawa dla tłumacza i jego posłowie, które nakreśla szeroki kontekst i pozwala lepiej zrozumieć powieść. Bardzo wartościowa rzecz, doceniam!

Moja ocena: 5/6

Amanda Devi, Ewa ze swych zgliszcz, tł. Krzysztof Jarosz, 192 str., Wydawnictwo w Podwórku 2019.

poniedziałek, 9 października 2023

"Nikt tak nie tańczył, jak mój dziadek" Kateryna Babkina


Niezwykła, niewielka książka, która mnie całkowicie oczarowała. Książka, do której warto wrócić, bo każde zdanie, każda postać skrywa w sobie tak wiele, że nie sposób odkryć wszystko podczas pierwszej lektury. 

W pierwszym opowiadaniu Babkina wprowadza bohaterów kolejnych rozdziałów, o czym nie wiedziałam (nie czytam blurbów i streszczeń), więc miałam przyjemność stopniowego odkrywania zamysłu autorki. Piątka dzieci spotyka się w pierwszej klasie i ta znajomość będzie trwała do dorosłości.
To pierwsze pokolenie po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości. Pokolenie, które ma nadzieję na nowe, na suwerenne życie, bez cienia Związku Radzieckiego. Babkina szkicuje skomplikowane powiązania rodzinne, wujków, babcie, dziadków i ciocie. Tu trzeba rozrysować drzewo genealogiczne, by połapać wszystkie powiązania. To w zasadzie książka o trudnych relacjach rodzinnych z szerokim ukraińskim tłem, bo przewija się tu i wojna, i ZSRR i głód. 

Każdy rozdział to inna opowieść, sekret rodzinny, który zasadza się na jakimś przedmiocie, drobnostce - to może być pierścionek czy basen albo cukier. Ta pozornie błaha historia pozwala odkryć traumatyczne przeżycia, nierozwiązane sprawy, tajemnice, o których się nie mówi, a jeśli już trzeba, to tylko szeptem. 

Te krótkie teksty są tak treściwe, tak zaskakujące, postaci tak wyraziste i ludzkie, że nie sposób uwierzyć, jak można nakreślić tak wiele na niespełna stu stronach. Babkina operuje delikatnym językiem, snuje historie jakby mimochodem, bez patosu i ozdobników. Piękna proza, polecam!

Moja ocena: 5/6

Kateryna Babkina, Nikt tak nie tańczył, jak mój dziadek, tł. Bohdan Zadura, 100 str., Wydawnictwo Warsztaty Kultury 2020.

niedziela, 8 października 2023

"Dzienniki raka" Audre Lorde

 


Rak piersi to diagnoza, która niewątpliwie wywraca całe życie osoby chorej do góry nogami i skłania do przemyśleń, przewartościowania siebie i swoich przekonań, ale w przypadku autorki też do przyjrzenia się sytuacji kobiet pod tym aspektem. Lorde w swojej książce zamieściła fragmenty swojego pamiętnika oraz eseje, które powstały w okresie choroby. 

To bardzo osobiste zapiski i spostrzeżenia dotyczące jej ciała, zmian, seksualności, postrzegania siebie, które prędko jednak rozszerzają się na opis obrazu kobiety w społeczeństwie w ogóle. Lorde dostrzega ozdobną rolę kobiety, która po mastektomii jak najprędzej musi nosić protezę, by zachować estetyczny wygląd, by cieszyć oko innych. To doświadczenie jest punktem wyjścia do poruszenia całej gamy tematów. Lorde wychodzi z głęboko osobistego doświadczenia, z ogromną dozą empatii, delikatności, poetycko opisuje swoje przeżycia, zmagania wewnętrzne, cierpienie fizyczne czy proces podejmowania decyzji. Te prywatne zmagania szybko jednak nabierają szerokiej perspektywy - doświadczenia ogólnokobiecego. Lorde spotyka kobiety, które doświadczyły tej samej choroby, ale inaczej ją przeżywają, inaczej kanalizują swoje przeżycia. Ogromną rolę odgrywa w jej procesie rekonwalescencji przyjaźń i siostrzeństwo. 

Ten szerszy wymiar książki, który tematyzuje dyskryminację ze względu na płeć, kolor skóry czy nawet orientację seksualną jest wciąż bardzo aktualny, a przecież Dzienniki raka powstały w latach 70.! Lorde apeluje tu o sprawczość, o przekuwaniu złości w czyny, o działanie i głoszenie swoich bolączek, niesprawiedliwości, spostrzeżeń. Ale i tu jest to język ciepły, delikatny, ale na pewno nie pozbawiony mocy. To właśnie w tej poetyckości i wyczuciu leży największa siła. Warto!

Moja ocena: 5/6

Audre Lorde, Dzienniki raka, tł. Anna Dzierzgowska, 160 str. FameArt 2022.

piątek, 29 września 2023

Stosikowe losowanie - październik 2023

 


Maniaczytania wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) - 80
ZwL wybiera numer książki dla Anny (w stosie 288 książek) - 113
Anna wybiera numer książki dla Guci (w stosie 38 książek) - 3
Gucia wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 259 książek) - 111
McDulka wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 12 książek) - 5
Agnes wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 3 książki) - 1

"W lasach ludzkiego serca" Antje Rávik Strubel


 

Tę autorkę mam na oku, odkąd została laureatką Deutscher Buchpreis. Gdy ukazała się po polsku jej wcześniejsza powieść, poczułam się zmotywowana do sięgnięcia wreszcie po nią. W lasach ludzkiego serca to powieść epizodyczna, przypomina bardziej zbiór opowiadań, w których przewijają się te same osoby. To zawsze pary w różnych konstelacjach, choć często jednopłciowe lub z osobami po tranzycji. Spotykamy je zawsze w sytuacji wyjazdu - w szwedzkim lesie, w Nowym Jorku, na północy Skandynawii, nad Bałtykiem, na wyspie, na pustyni. To przeważnie miejsca oddalone od cywilizacji lub bardzo mocno związane z naturą, która odgrywa ogromną rolę. Jej pierwotna siła wydaje się wpływać na bohaterów i na ich zachowanie. Widzimy te pary w momencie konfliktu, kryzysu, niezrozumienia. Nie są to jednak sytuacje na tyle poruszające, by zapadły w pamięć. Podobnie jest z samymi bohaterkami i bohaterami - nie są to postaci wyraziste, wyróżniające się, autorka nie przedstawia ich przeszłości, więc trudno znaleźć z nimi emocjonalną więź. Po pewnym czasie zaczynają się zlewać. Początkowo starałam się wyszukiwać je w kolejnych rozdziałach, to zresztą fajna konstrukcja, gdy można zobaczyć, jak dana postać się rozwinęła, ale bardzo szybko straciłam rozeznanie i nie miałam nawet ochoty wkładać wysiłku, by zrozumieć co, kto i kiedy. Nie ułatwiają też tego imienia - niektóre zupełnie neutralne, inne unisex, co w lekturze w języku niemieckim bardzo długo jest czynnikiem mylącym, dokładającym kolejną cegiełkę do utrudnionej identyfikacji kolejnych postaci. 

Są w tej powieści świetne sceny, szczególnie te związane z naturą. Bardzo fajne jest tło niemieckie, zwłaszcza to wschodnioniemieckie - sporo tu smaczków jak nawiązania kulturowe, dialekt, typowy koloryt tego regionu, słownictwo. Niestety jako całość tej książki nie kupuję. Nie widzę tu zamysłu, nie widzę, do czego ta powieść prowadzi. Rozumiem, że nie każda fabuła musi mieć punkt kulminacyjny i konkretny cel, ale tu nawet konstrukcja nie ratuje całości. Niestety, rozczarowałam się prozą Strubel, ale wciąż planuję lekturę jej powieści, która otrzymała nagrodę. 

Moja ocena: 3/6

Antje Rávik Strubel, In den Wälder des menschlichen Herzens, 272 str., S. Fischer 2016.

poniedziałek, 18 września 2023

"Pigmalion" Bernard Shaw

 


Nie wiedzieć czemu, nigdy nie czytałam tej sztuki, choć oczywiście o niej słyszałam. Co więcej, treść zupełnie mnie zaskoczyła, nie miałam zupełnie świadomości, o czym ta komedia jest. Spodziewałam się klimatów antyczno-mitologicznych, tymczasem wylądowałam w Londynie.

Henry Higgins to profesor, specjalista od języka i fonetyki, który w lot rozpoznaje akcent współrozmówców. Gdy przypadkowo spotyka kwiaciarkę, Elizę Doolittle, jest zafascynowany jej językiem i zakłada się z innym pasjonatem tego tematu, pułkownikiem Pickeringiem, że nauczy dziewczynę poprawnej angielszczyzny, manier i konwenansów, by mogła wystąpić na salonach. Początkowo Eliza jest podejrzliwa, przyzwyczajona jest bowiem do samostanowienia i niezależności. Wie także, że za każdą propozycją może stać fortel lub chęć wykorzystania jej. 
Dziewczyna jednak w końcu przystaje na propozycję Higginsa, a plan się udaje. Eliza w lot łapie akcent i staje się prawdziwą damą. Problem zaczyna się po eksperymencie. Eliza jest pozornie wolna, może opuścić swojego chlebodawcę, ale jest świadoma, że nie przystaje już do swojego środowiska. 

W posłowiu autor rozwodzi się nad tematem miłości - Higgins rzekomo podświadomie zakochuje się w Elizie i rozumie to dopiero, gdy dziewczyna chce odejść. To obcesowy, impertynencki człowiek, mimo swojego pochodzenia. I to właśnie on uczy dziewczynę manier, aż ona sama zaczyna rozumieć, że dobre wychowanie i zachowanie nie jest zależne od miejsca urodzenia. A o uznaniu świadczy to jak dana osoba jest traktowana przez inne. Bardzo mi się podoba ten, wręcz feministyczny, aspekt - Eliza ceni sobie swoją niezależność i jest bardzo świadoma, że  po tym, jak zmienił się jej sposób mówienia i zachowania, nie ma już powrotu do poprzedniego życia ulicznej kwiaciarki. Wie też, że zamążpójście oznaczałoby wygodne życie, ale życie zależne od kogoś. Ta rezolutność, poczucie własnej wartości i samoświadomość są świetne i nawet jeśli mają być komediowe, ja odbieram je jako pozytywny aspekt tej sztuki. Wszystkie męskie postaci wypadają tu blado - brak im perspektyw, empatii, zrozumienia. Zarówno matka Higginsa, jego służąca jak i Eliza są o niebo bardziej wyraziste i pewne siebie. Cieszę się, że przeczytałam tę sztukę i mam nadzieję, że uda mi się ją kiedyś zobaczyć w teatrze.

Moja ocena: 5/6

Bernard Shaw, Pygmalion, tł. Harald Mueller, 127 str., Suhrkamp Verlag 1990.

niedziela, 17 września 2023

"Głusza" Anna Goc


 

Miałam głuchą koleżankę. Koleżankę nota bene wybitną, bo znała polski, angielski, esperanto i była tłumaczką. Przeprowadziłam z nią na gadu-gadu dziesiątki rozmów, kilka razy spotkałam się na żywo, ale nigdy nie wpadłam na pomysł, by dopytać o kwestie poruszane w tym reportażu. Przyznaję to ze wstydem, na pewno rozmawiałyśmy dużo o językach i wielu sprawach światopoglądowych i społecznych, w których się różniłyśmy, ale nie przypominam sobie rozmów na temat głuchości. Bardzo żałuję, że wykazałam się takim brakiem zainteresowania i ignorancją. Jak wielka była ta ignorancja, pokazała mi w swoim reportażu Anna Goc.

Goc opisuje chyba wszystkie aspekty życia osób głuchych, słyszących i niesłyszących dzieci głuchych i osób z nimi pracujących. Bardzo mnie usatysfakcjonowała ta wielowymiarowość i różnorodność aspektów poruszonych przez autorkę. Po lekturze mam poczucie, że dużo lepiej rozumiem trudności i problemy, z jakimi boryka się ta społeczność, choć oczywiście mam świadomość, że jako osoba słysząca nigdy nie zrozumiem ich do końca.

Goc opisuje szkoły dla głuchych oraz dzieci, które po raz pierwszy trafiały do środowiska, w którym spotykały głuchych rówieśników. Niestety odgórnie przyjęte założenie zakazywało im jedynego sposobu komunikacji, jaki mieli - migania. Stworzony sztuczny system językowy dla głuchych zamiast stanowić ułatwienie, na wiele lat wprowadził zamieszanie, bo znacznie różni się od języka migowego, z którego korzystają głusi w domach. Goc uświadamia, że głusi rodzą się i często dorastają bez znajomości jakiegokolwiek języka, bez żadnej możliwości komunikacji, zwłaszcza jeśli ich rodzicami są ludzie słyszący. To przerażająca wizja, która jednak pozwala zrozumieć, dlaczego język polski jest dla nich językiem obcym, który często znają bardzo słabo. 
Z tego wynika trudna rola słyszących dzieci głuchych rodziców, którzy od małego funkcjonują jako tłumacze - bardzo przypomina mi to sytuację dzieci emigrantów, które często są wykorzystywane przez rodziców w podobny sposób. 
Ważnym aspektem jest brak dostępu do wiadomości - tłumacze w telewizji często są albo upchnięci w malutki kwadracik albo niezrozumiali, bo ten zawód nie jest w zasadzie uregulowany. Głusi mają słabą dostępność do wiadomości, praktycznie zero możliwości zadzwonienia na pogotowie, do przychodni czy porozmawiania z nauczycielką dziecka. To grupa żyjąca na krawędzi społeczeństwa, na którą nie zwraca się uwagi i której nie uwzględnia się w administracji czy funkcjonowaniu państwa. Takich problemów jest więcej i autorka dzięki rozmowom i spotkaniom wspaniale je pokazuje. Goc zachowuje bezstronność, nie komentuje tych faktów, co odbieram bardzo na plus.

Oprócz tych wszystkich aspektów formalnych jest jeszcze czynnik ludzki - i to najbardziej przerażająca kwestia. Traktowanie głuchych jako dziwolągów, wyśmiewanie, wyzywanie, zakazywanie używania języka migowego, absolutny brak zrozumienia i empatii - koszmar. Niezrozumiały dla mnie koszmar. To z jaką oczywistością oczekujemy, by to głusi dostosowali się do nas, nauczyli naszego języka i czytali choćby z ust, jest przerażające. Głusza otwiera oczy i uszy.

Moja ocena: 6/6

Anna Goc, Głusza, 248 str., Wydawnictwo Dowody na Istnienie 2022.

sobota, 16 września 2023

"Poeci Nobliści"

 


Jest wśród noblistów wielu poetów i wiele poetek. Jeśli są to osoby, które nagrodę otrzymały stosunkowo niedawno, bez problemu można dostać tom ich wierszy. Jeśli jednak chcemy poznać poezję z początków czy połowy XX wieku robi się trudno. Wiersze można wyszukiwać w antologiach i zbiorach, ale nawet po niemiecku było mi dość trudno znaleźć odpowiednie publikacje. Dodatkowo poezji nie czytam i czytać nie umiem. To niestety zupełnie nie moja bajka, choćbym nie wiem, jak się starała, więcej niż kilku wierszy nie dam rady przeczytać. 

Ta antologia była więc dla mnie wyborem idealnym - przedstawia wielu laureatów i laureatki, także tych tworzących głównie prozę. Każda postać poprzedzona jest krótką notą biograficzną, a następnie umieszczono kilka wierszy. Autor wyboru, Andrzej K. Waśkiewicz, w obszernym wstępie dochodzi do podobnej konkluzji jak ja - bardzo trudno o przekłady całych tomów poezji poszczególnych laureatów. Ten wstęp, choć pisany na początku lat 90. w wiele kwestiach jest wciąż aktualny. Autor rozważa bowiem pytanie, które zadaje sobie z pewnością wielu, zasadności nagrody. Nie jest tajemnicą poliszynela, że wielu laureatów (celowo używam maskulatywu, bo na początku byli to głównie mężczyźni) na tak wielkie wyróżnienie niekoniecznie zasłużyło, a równocześnie wielu wspaniałych pisarzy i pisarek nigdy nie zostało uhonorowanych. Autor słusznie zwraca uwagę na dominację pisarzy europejskich, podkreślając pierwsze nagrody dla autorów z innych kontynentów. 

Same wiersze są tak różne jak ich autorzy i autorki. Niektóre bardziej, inne mniej przystępne. Żeby jednak nie popadać w banały, nie będę analizować poezji kilkunastu noblistów. Ja skupiłam się oczywiście na autorach, którzy tworzyli właściwie tylko lirykę i te wiersze czytałam z większą uwagę. Myślę tu o następujących autorach: Sully Proudhomme, Giousè Carducci, Erik Alex Karlfeldt, Juan Ramon Jiménez, Saint-John Perse, Giorgos Seferis, Pablo Neruda, Vicente Aleixandre czy Odysseas Elytis. Przyjrzałam się też bliżej Gabrieli Mistral (choć czytałam już jej wersje baśni dla dzieci) oraz Nelly Sachs, bo nie jestem pewna, czy znajdę inne utwory.

Poezja żadnego z tych laureatów nie zachwyciła mnie na tyle, by sięgać po dalsze utwory, ale, jak wspominałam wyżej, ja z zasady nie czytam poezji, więc niestety nie potrafię jej też docenić.

Polecam ten tomik wszystkim zainteresowanym Nagrodą Nobla, bardzo udana publikacja.

Moja ocena: 5/6

Poeci Nobliści 1901-1993 Antologia, red. Andrzej K. Waśkiewicz, 348 str., Wydawnictwo Anagram 1994.

piątek, 15 września 2023

"L'Arrabbiata", "Das Mädchen von Treppi" Paul Heyse


Nie wiedzieć czemu, ten niemiecki noblista całkowicie mnie ominął na studiach. Chyba że czytałam, ale nie pamiętam. Sięgnęłam więc po słynną żółtą książeczkę wydawnictwa Reclam z dwoma nowelami Heysego. Akcja obu rozgrywa się we Włoszech. W pierwszym tekście tytułowa L'Arrabbiata to młoda, piękna dziewczyna, która odrzuca konkury wszystkich zalotników. Podczas przeprawy na wyspę Capri zwierza się księdzu, że przyczyną tego jest przemocowy ojciec, który maltretował jej matkę. Tymczasem przewoźnik od dawna podkochuje się w dziewczynie. Jak się można domyślić, wszystko będzie zmierzać do happy endu, czyli przekonania niechętnej małżeństwu dziewczyny do tego kroku.

Akcja drugiej noweli natomiast umiejscowiona jest w Apeninach, w trudno dostępnej wiosce, w której skrywają się przemytnicy i rewolucjoniści. Tam mieszka energiczna, ognista kobieta, która uchodzi za kogoś w rodzaju czarownicy. Gdy w góry przybywa pewien prawnik, ona wyjawia mu, że pamięta go sprzed lat i od tamtego czasu kocha. Mężczyzna nie jest zainteresowany kobietą, ale ta pragnie postawić na swoim i wymyśla pewien fortel, by zatrzymać ukochanego przy sobie.

Heyse przedstawia tu dwie pozornie przeciwstawne kobiety - jedną przeciwną miłości, drugą pełną pasji. Obie piękne, tajemnicze, pełne emocji. Heyse stworzył tym pierwszym tekstem podwaliny noweli idealnej. Ten gatunek literacki interesował go od zawsze, parał się kolekcjonowaniem nowel, wydawał je i katalogował, próbując zarazem stworzyć wyraźne rozróżnienie między nowelą, a powieścią. W obu tekstach widać więc wyraźną linię narracyjną, charakterystyczną bohaterkę, dramatyczny punkt kulminacyjny i rozwiązanie, a nawet pointę. Oba teksty bardzo mocno osadzone są w konkretnych miejscach, natura koresponduje z wydarzeniami i ma na nie wielki wpływ - w pierwszym tekście jest to morze, w drugim urwiste góry. Heyse przypisuje naturze wielką rolę, opisując ją szczegółowo, począwszy od wyglądu danej okolicy, pogody, a na roślinach skończywszy. Bardzo wyraźne są tu romantyczne inspiracje i wpływy.

Dla współczesnej czytelniczki te teksty są nieco naiwne - sprowadzanie roli kobiety do namiętnej kochanki i przedstawianie małżeństwa jako jej nadrzędnego nie zadowoli krytycznego oka. Podobnie będzie z emocjonalnymi rozwiązaniami fabularnymi - nagły skok do wody, upadek ze skały itd. Doradcza rola podśmiechującego się w duchu księdza także może wyjść niejednym bokiem. Te teksty to świadkowie dawno minionych czasów, choć czyta się je zadziwiająco dobrze. 

Moja ocena: 3/6

Paul Heyse, L'Arrabbiata, Das Mädchen von Treppi, 103 str., Reclam Verlag 2002.

środa, 13 września 2023

"Pamiętniki i opowieści. Moje początki" Frédéric Mistral


 

Ta książka to wspomnienia noblisty z dzieciństwa i okresu szkolnego aż do zdania matury, które spędził w Prowansji. Mistral opisuje swoją rodzinę (ojca, matkę, dziadków, ich pochodzenie, zawody) i najwcześniejsze wspomnienia. To beztroskie dzieciństwo pośród natury, wypełnione zabawami i psotami. Autor opisuje wiele z nich dość szczegółowo, przy okazji odmalowując piękno natury - kwiatów, łąk, drzew, ale i zapachów i krajobrazów. Noblista przedstawiając swoje perypetie w domu, a potem w kolejnych miejscach, gdzie pobierał nauki, skupia się przede wszystkim na swojej małej ojczyźnie.

Te opowieści przetykane są mnóstwem legend, baśni, opowieści głęboko osadzonych w prowansalskiej kulturze. Mistral przytacza pieśni i powiedzonka, szczególnie podkreślając wagę języka prowansalskiego oraz jego historyczne znaczenie. Można tu znaleźć opisy obchodzenia Bożego Narodzenia czy innych świąt oraz typowych dla tego regionu zwyczajów.

To bardzo nostalgiczna relacja, pozwalająca wyobrazić sobie życie na południu Francji w XIX wieku, ale także przekazująca ogromną miłość do Prowansji. Językowo nie jest to trudna lektura, co w przypadku noblisty z początku XX wieku jest ważną rzeczą. Cieszę się, że wybrałam tę książkę, bo faktycznie dzięki niej poznałam bliżej mało mi znany region, a przede wszystkim jego folklor i kulturę.


Moja ocena: 4/6

Frédéric Mistral, Kindheit und Jugend in der Porvance, tł. Noa Kiepenhauer, 159 str., Anaconda 2014.

niedziela, 10 września 2023

"Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli" Radek Rak


 

Ta książka znalazła się na mojej liście do przeczytania ze względu na Nagrodę Nike. Spodziewałam się powieści utrzymanej w popularnej ostatnio konwencji chłopsko-wiejskiej, opowiadającej o życiu Jakuba Szeli, tymczasem otrzymałam powieść niemal fantasy, wzbogaconą o folklor chłopski, o wierzenia, o postaci i wydarzenia fantastyczne. Nie mogę powiedzieć, że nie jestem fanką fantasy, bo sięgam czasem po takie książki i zazwyczaj czytam je z przyjemnością i podziwiem dla wyobraźni autora, tutaj jednak Radek Rak nie trafił w mój gust. Owszem, podziwiam jego kunszt literacki, inwencję, wyobraźnię, pióro. To wspaniała, dobrze przemyślana powieść i wizja życia Szeli, ale i opis ówczesnej wsi, wierzeń, stosunków międzyludzkich. Autor fantastycznie opisuje ludzi, wydarzenia, okoliczności, a przede wszystkim kreuje niesamowity świat ludzko-zwierzęcy. Są tu węże, diabli, szeptuchy i wiedźmy, eremici i dziwacy, którzy zaskakują swoimi mocami. 
Niestety ta wizja nie rezonuje zupełnie z moją wrażliwością, nie potrafiłam zaangażować się w lekturę, jak to się potocznie mówi - nie wciągnęła mnie. Nie jest także dla mnie zrozumiała koncepcja tej powieści, jej przesłanie. Nie bardzo rozumiem celu zamiany miejsc Szeli z panem. 

Rak wziął na siebie rzecz trudną - opisać życie Szeli to ciężki orzech do zgryzienia. Postać niejednoznaczna, o której aż tak wiele przecież nie wiemy nie jest najłatwiejszym materiałem na powieść i to długą powieść. Potrzeba tu ogromnej fantazji i znajomości realiów. Te ostatnie zresztą najbardziej mi przypadły do gustu w Baśni o wężowym sercu. Te rozmowy, zachowania, brutalizm, warunki życia, jedzenie, pańszczyzna, zachowanie panów i poddanych - samo złoto. Bardzo żałuję, że nie zachwyciłam się tą książką, bo to naprawdę kawał dobrej literatury, ale jednak trudno mi polubić książkę, której przesłania, zasadności nie rozumiem. 

Moja ocena: 3/6

Radek Rak, Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli, czyt. Piotr Grabowski, 464 str., Wydawnictwo Powergraph 2019.


czwartek, 7 września 2023

"Dom z dwiema wieżami" Maciej Zaremba Bielawski


 
Sięgając po tę powieść, nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Nie czytam blurbów ani recenzji, wchodzę w nową powieść bez nastawienia i wyobrażeń, stąd moje zaskoczenie treścią. A to w pewnym sensie powieść terapeutyczna dla Bielawskiego. Na jej kartach szuka bowiem swojej przeszłości, rozpoczynając od wspomnień z dzieciństwa. Mały chłopiec, który dorasta w specyficznym domu. Oboje rodzice są psychiatrami, ojciec dużo starszy od matki. W domu panuje chłód, nie rozmawia się o przeszłości, poprzednia rodzina ojca nie jest ulubionym tematem, natomiast szlacheckie pochodzenie jest gloryfikowane. Autor opisuje wiele migawek, rozmów, wydarzeń, swoje dorastanie, a wreszcie eksodus Żydów w latach 60. Wtedy jeszcze nie spodziewa się, że jako siedemnastolatek usłyszy od matki, że jest Żydówką i że muszą opuścić Polskę.

Zaremba Bielawski podejmuje próbę rekonstrukcji przeszłości rodziców. Ojciec to polski szlachcic, którego los nie mógł być bardziej różny od matczynego. Ona to zasymilowana Żydówka, dla której to pochodzenie nie odgrywa żadnej roli. Jej ojciec był sędzią, ona pobiera dobre wykształcenie i czuje się inna od biednych, wierzących Żydów. W pewnym momencie to wszystko jednak przestaje odgrywać rolę, a dla niej rozpoczyna się gra zwana walką o przeżycie w czasie II wojny światowej. Śledzenie losów rodziców stanie się dla Bielawskiego lekcją historii, przypadkiem trafi w archiwach na informacje zaskakujące, otrzeźwiające, pokazujące mniej znane oblicze Polski. Antysemityzm, który objawiał się w najmniej oczekiwanych sytuacjach - dostęp do studiów, dostęp do konkretnych zajęć na tych studiach, szufladkowanie, podkreślanie inności. Z każdym nowym faktem, Bielawski lepiej rozumie swoją rodzinę, rozumie, dlaczego małżeństwo jego rodziców nie mogło przetrwać. Te poszukiwanie to jak odkrywanie dwóch różnych światów, które nie przystają do siebie, dwóch wież, które nigdy się nie połączą i nigdy się nie zrozumieją. Milczenie matki, ukrywanie przeżyć nie pomogło w zrozumieniu jej postawy, ale i nie ułatwiło dorastania synom. 

O ile odkrycia i opisy antysemityzmu w przedwojennej Polsce nie były dla mnie nowe, to przeżycia ojca w oflagu zupełnie mnie zaskoczyły. Sposób, w jaki przeżył wojnę, praktycznie bez większych szkód, jest wręcz kuriozalny. On nie mógł zrozumieć matki, a ona jego, szczególnie biorąc pod uwagę wojnę i biorąc pod uwagę, skąd się wywodzili i jakie dziedzictwo nieśli. Rozumiem, że dorastanie dla autora nie było łatwe, choć nie zdawał sobie jeszcze sprawy ze swojego pochodzenia, ale szok, jaki przeżył, wyjeżdżając z Polski i tracąc ojca musiał być ogromny. To poruszająca powieść, pozbawiona sentymentalizmu i egocentryzmu. 

Moja ocena: 5/6

Maciej Zaremba Bielawski, Dom z dwoma wieżami, tł. Mariusz Kalinowski, 320 str., Wydawnictwo Karakter 2018.

wtorek, 5 września 2023

"Zmagania i metamorfozy kobiety" Édouard Louis

 


Czwarta książka Louisa to czwarte oblicze jego samego i jego rodziny. Monique to matka, o której wspominał w innych książkach, ale dopiero w tej opisuje dokładniej jej życie i tytułową metamorfozę. Louis porusza się w tym samym kręgu tematów - różnicach klasowych, biedzie, trudnościach związanych z wyrwaniem się ze środowiska, ale w każdej swojej książce nakreśla je z innej strony. W tej książce dominującym tematem jest wstyd, ale i to, że można coś ze swoim życiem zrobić. Tak jak Monique, która w wieku czterdziestupięciu lat porzuca przemocowego (kolejnego) partnera i stawia na siebie. Syn jej kibicuje i wspiera, co nadaje tej książce niewyczuwalny dotąd ton czułości. 

Niech to jednak nie będzie odczuciem mylnym. Louis jest, jak zawsze, szczery do bólu i zawarł w Zmaganiach sceny trudne i chwytające za serce, jak ta gdy matka neguje i ignoruje jego chorobę, bo zwijanie się z bólu to zachowania przynależące do wyższej klasy. To znowu obrazy z dzieciństwa, które nie tak powinno wyglądać, naznaczonego biedą, niezrozumieniem i poczuciem niższości.

Monique udaje się wyrwać z prowincji, rozpocząć nowe, inne życie w Paryżu, które jednak nie oznacza awansu do wyższej klasy. Jest jednak dla niej wyzwoleniem, uwolnieniem od przemocy i biedy.

To bardzo krótka książka, ale niosąca wiele emocji, każde zdanie to czysta treść. Tu nie ma wypełniaczy, opisów, zbędnych słów. Największą siłą jest osobisty aspekt tej prozy i szczerość autora.


Moja ocena: 5/6

Édouard Louis, Zmagania i metamorfozy kobiety, tł. Joanna Polachowska, 80 str., Wydawnictwo Pauza 2022.

poniedziałek, 4 września 2023

"Fotograf utraconych wspomnień" Sanaka Hiiragi

 



Wizja tego, co dzieje się z człowiekiem po śmierci, fascynuje od wieków. Sanaka Hiiragi wzięła na tapet właśnie ten temat, tworząc dość oryginalny obraz i bazując na w zasadzie dość oklepanym motywie życia przelatującego w postaci klatek filmowych na moment przed śmiercią. Tu życie to stos fotografii, a przybywający do punktu przejściowego zmarli muszą wybrać po jednej na każdy rok życia. Pomaga w tym pan Hirasaka, któremu przypadła rola fotografa. Autorka przedstawia trzy osoby, które przybywają do jego mikrokosmosu i którym pomaga wybrać to jedno najbardziej znaczące zdjęcie i wrócić do tego momentu w ich życiu.

To zupełnie różne osoby, mają odmienne historie, tło, żyły w różnych czasach, Hiiragi jednak wspaniale i subtelnie łączy losy niektórych z nich. Te powiązania nie są bardzo ważne dla narracji, ale dodają książce smaku. Mimo że bohaterami dwóch pierwszych spotkań są osoby dorosłe, to jednak dzieci wysuwają się na pierwszy plan. Chodzi o ich dobro, los, zapewnienie przeszłości, co ma kulminację w ostatniej, najbardziej zaskakującej historii, która nie tylko potrafi emocjonalnie wzburzyć, ale pozwoli Hirasace zrozumieć swoją przeszłość. 
Pierwsza postać, była przedszkolanka przenosi czytelniczkę do powojennej Japonii, gdy formowano pierwsze przedszkole - to czasy ciężkiej pracy, braku czasu dla dzieci, biedy. Ta historia bazuje na faktach i jest niezwykle ujmująca. Druga postać to członek Yakuzy, człowiek brutalny, ale nie pozbawiony ludzkich odruchów. Nie trafimy jednak w świat porachunków, a do zakładu, w którym autystyczny chłopiec realizuje swoją pasję, co ciekawe głęboko powiązaną z życiem i śmiercią. Trzecia postać to dziecko, którego los nie był szczęśliwy - nie napiszę jednak więcej, by nie zepsuć lektury.

Hiiragi uwodzi melancholijnym, ujmującym stylem, pięknie kreuje obrazy i zachęca do własnych przemyśleń. To krótka lektura, która może szybko ulecieć, ale w moim przypadku dzięki intensywnej dyskusji na klubie książkowym pozostanie na dłużej w pamięci.

Moja ocena: 4/6

Sanaka Hiiragi, Fotograf utraconych wspomnień, tł. Barbara Słomka, 176 str., Wydawnictwo Relacja 2023.

niedziela, 3 września 2023

"Syrena z zatoki Czarnej Conchy" Monique Roffey

 


Mała wyspa Black Conch w latach siedemdziesiątych jest celem wypraw wędkarskich Amerykanów. Podczas jednej z nich, polowaniu na merlina, dwóch Amerykanów na wędkę łapię syrenę. Syrenę wcześniej już zwabioną w te okolice przez głos i muzykę Davida. Gdy usłyszała dźwięk motoru łódki Davida jej czujność została uśpiona i dała się złapać łowiącym z innej jednostki przybyszom. Amerykanie chcą spieniężyć cenny i rzadki łup, sprzedać stworzenie do muzeum, zyskać sławę i rozgłos. Zawieszoną w porcie syrenę ratuje jednak David, który ukrywa ją w swoim domu. Zanim jednak zdąży ją oddać oceanowi, syrena zmieni się w kobietę. 

Roffey stworzyła powieść głęboko osadzoną w karaibskich wierzeniach. Syrena to kobieta przeklęta, która musiała zamieszkać w morzu, bo była zbyt piękna. To kobieta z przeszłości, która pamięta wyspy sprzed kolonizacji, gdy zamieszkane były przez pierwotny lud. Pamięta zwyczaje i język. Teraz, w latach siedemdziesiątych, nie uda się jej uciec od przeznaczenia - zawiść kobiet będzie ją prześladować, chciwość mężczyzn podobnie. David jest tu wyjątkiem, spotkanie z syreną zmienia go, pozwala odkryć inną stronę swojej natury, zrozumieć, że dla kobiety można zmienić siebie i swoje życie. Kontakt z syreną będzie miał także wpływ na inne osoby. Mieszkająca w rezydencji na wzgórzu Arcadia Rain to posiadaczka połowy wyspy, potomkini właścicieli niewolników i matka samotnie wychowująca niemego syna. Arcadia byłaby jak inni mieszkańcy wyspy, bo włada tym samym językiem, zna zwyczaje i przynależy do tego regionu od pokoleń, gdyby nie była biała i nie miała takiego dziedzictwa, jakie ma. Jej syn nawiązuje świetny kontakt z syreną, a dzięki temu Arcadia zbliża się do Davida, swojego kuzyna. 

Roffey opowiada w swojej powieści o niewolnictwie, o zwyczajach, o dziedzictwie, o porozumieniu, o żądzy i tradycji, o rodzącej się turystyce, a także o życiu w zależności od natury. Wprowadzając motyw zazdrosnej sąsiadki, która zadba o nieszczęście Aycayi (syreny), autorka nie oprze się jednak stereotypom. To Priscilla i jej kompanion, policjant, są tak stereotypowi i przerysowani, że wyłamują się z nieoczywistego obrazu Black Conch i czynią tę powieść przewidywalną. Pomijając jednak tę narracyjną słabość, z przyjemnością przeczytałam tę powieść. Dzięki niej poznałam bliżej kulturowe tło Trynidadu i Tobago, co jest dla mnie zawsze największą wartością lektury.

Moja ocena: 4/6

Monique Roffey, Die Meerjungfrau von Black Conch, tł. Gesine Schröder, 240 str., Tropen Verlag 2022.

piątek, 1 września 2023

"Elmet" Fiona Mozley

 


Gdzieś w północnej Anglii ojciec buduje nielegalny dom dla siebie i dwójki nastoletnich dzieci. Cathy i Daniel nie chodzą do szkoły, spędzają dni na włóczeniu się po lesie, pomaganiu ojcu, paleniu skrętów i piciu cydru. To według ich idylliczne i wolne życie nie może jednak trwać wiecznie, bo cała okolica zależy od lokalnego posiadacza ziemskiego, który daje pracę, domy, ale i wymaga posłuszeństwa i poddaństwa. Ojciec dzieci to potężny człowiek, bokser, który dorabia nielegalnymi walkami, tej siły i krzepy oczywiście potrzebuje pan Price, który jest właścicielem ziemi należącej niegdyś do matki dzieci.

Co się z matką stało, do końca nie wiemy. Wspominana jest zaledwie kilka razy, nie wiemy też, jak dokładnie potoczyły się losy rodziny i dlaczego ojciec wybrał taki styl życia. Po pewnym czasie dzieci zaczynają pobierać lekcje u sąsiadki, która jednak nie jest nauczycielką i zajęcia z nią z pewnością nie są ekwiwalentem szkolnej edukacji. 

Mozley kreuje świat niedopowiedziany, tajemniczy, podszyty lękiem i niepokojem. Jeśli spoglądając na okładkę tej książki, sądziliście, że to pozytywna, ciepła powieść, to muszę was rozczarować. Enigmatyczna historia rodziny pozostawia wiele pola do popisu, ale myśli czytelniczki nie będą biegły w kierunku pozytywnym, a raczej przemocowym, traumatycznym, nawet jeśli autorka nie mówi niczego wprost. Między wierszami można zobaczyć obraz dzieci opuszczonych, zaniedbanych emocjonalnie, zagubionych. Cathy kanalizuje swoje braki przez brutalność, siłę, odrzucanie kobiecości, Daniel wręcz odwrotnie jest delikatny, dziewczęcy. 

Mozley tytułem powieści nawiązuje do średniowiecznego królestwa celtyckiego, które rządziło się swoimi prawami. Wydaje się, że w rodzinie Cathy i Daniela Elmet nadal trwa, a feudalne stosunki i siłowe rozwiązywanie problemów jest na porządku dziennym. To powieść o przemocy i o tym, że nie sposób się z tego zamkniętego kręgu wyrwać, bardzo wyczerpująca emocjonalnie, ale napisana pięknym, czasem wręcz poetyckim językiem.

Moja ocena: 4,5/6

Fiona Mozley, Elmet, tł. Łukasz Witczak, 256 str., Wydawnictwo Pauza 2023.

Stosikowe losowanie wrzesień 2023

 


Anna wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) - 16
ZwL wybiera numer książki dla Guci (w stosie 44 książki) - 16
Gucia wybiera numer książki dla Oli (w stosie 85 książek) - 33
Ola wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 20 książek) - 13
Maniaczytania wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 15 książek) - 6
Agnes wybiera numer książki dla Anny (w stosie 293 książki) - 158