sobota, 5 września 2026

Podsumowanie sierpnia 2026

 


Przeczytane książki: 20

Liczba stron: 5410

Przeczytane książki:

– "Masło" Asako Yuzuki
– "Żywe istoty" Iida Turpeinen
– "The Pearl Thief" Noor Al Noaimi
– "Rozwód" Moa Herngren
– "Rok, w którym nie umarłem" Mikołaj Grynberg
– "Półmistrz" Mariusz Czubaj
– "Kiedy żurawie odlatują na południe" Lisa Ridzén
– "Przegryw" Patrycja Wieczorkiewcz, Aleksandra Herzyk
– "The Circle of Karma" Kunzang Choden
– "Teściowa" Moa Herngren
– "Płynąć w ciemnościach" Tomasz Jędrowski
– "Godność, proszę" Maja Heban
– "Anne z Szumiących Wierzb" Lucy Maud Montgomery
– "Któregoś dnia okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko" Omar El Akkad
– "Rok magicznego myślenia" Joan Didion
– "Doggerland" Agnes Ravatn
– "Die Aufdrängung" Ariane Koch
– "The Fisherman King" Kathrina Mohd Daud
– "Błękitne dni" Fernando Vallejo
– "Suriname, to ja" Bea Vianen

czwartek, 3 września 2026

"Surinamie, to ja" Bea Vianen


 

Sita dorasta w samotności. Bez matki, która zmarła, gdy dziewczyna była mała. Bez wiedzy o swoim pochodzeniu. Bez uwagi i troski ojca. Bez szerokiej sieci rodzinnej. Zagubiona, wyalienowana, przeraźliwie samotna. Bea Vianen stworzyła powieść o dorastaniu, które alegorycznie przedstawia całe surinamskie społeczeństwo.

Są lata 50. XX wieku, Surinam zamieszkuje zlepek różnych narodowości – są potomkowie niewolników, są sprowadzeni z Indii robotnicy, są Holendrzy, choć o nich autorka nie wspomina. Z tą różnorodnością narodową wiąże się różnorodność religijna. Rodzina Sity pochodzi z Indii, ale kontakt z muzułmanami jest bliski, ludzie ze sobą sąsiadują, przyjaźnią się, żenią. 
Dziewczyna chciałaby wiedzieć więcej o swojej przeszłości, zrozumieć fatum ciążące nad rodziną, ale jest to misja niewykonalna. Milczący ojciec nie jest odpowiednim kompanem do rozmów, a raczej źródłem lęku dziewczyny, zapijaczona kobieta, która mogłaby coś wiedzieć, daje jej tylko kilka fotografii. 
Sita porzuca ten plan, uczy się, opiekuje młodszym bratem i marzy o studiach. Brakuje jej kobiecej ręki, bliskości, a gdy dom opuszcza zatrudniona przez ojca opiekunka, a potem wyjeżdża jedyna przyjaciółka, tę samotność wykorzystuje mężczyzna. 

Vianen wspaniale opisuje patriarchat i męską opresję. Niedoświadczona, bezwolna dziewczyna staje się marionetką w rękach mężczyzn. Jej marzenia o studiach odchodzą na dalszy plan, dziewczyna najpierw musi przejść przemianę wewnętrzną, znaleźć siłę, nabrać wiary w siebie i zdefiniować jasno swoje cele. I zacząć nazywać samą siebie pełnym imieniem, a nie tylko inicjałem. Zresztą właśnie ta zbieżność pierwszych liter imienia i nazwy kraju narzuca tę alegoryczną interpretację, o której wspominałam.

Autorka barwnie opisuje okoliczności dorastania Sity – przyrodę, domy, otoczenie, choć momentami, szczególnie w dialogach ten język wydawał się być infantylny. Niemniej nie przeszkadzało mi to w odbiorze książki, która świetnie pokazuje Surinam bardziej współczesny niż ten, który poznałam z powieści Cynthii McLeod. 

Świetne jest także posłowie Bożeny Czarneckiej, którą pamiętam z moich studiów na filologii niderlandzkiej.

Moja ocena: 4/6

Bea Vianen, Surinamie, to ja, tł. Alicja Oczko, 176 str., ArtRage 2026.

środa, 2 września 2026

"Błękitne dni" Fernando Vallejo


Fernando Vallejo urodził się w Medellin, w 1942 roku, jednak opuścił Kolumbię w 1971 roku po problemach z cenzurą swoich filmów i przyjął obywatelstwo meksykańskie. 
Jego książki osadzone są jednak w pierwszej ojczyźnie, a swoje dorastanie opisał w cyklu "Rzeka czasu". 

Pierwszy tom "Błękitne dni" opowiada o najmłodszych latach i życiu w okolicach Medellin. Vallejo snuje relację o licznych członkach rodziny, dziadkach, dziecięcych psotach, przygodach, problemach i przerażającej katolickiej szkole. Nie jest to jednak zwykła opowieść linearna i chronologiczna. Vallejo przytacza te wspomnienia, wplatając liczne dygresje, przeskakując w czasie, dodając anegdotki, gawędząc po prostu. I niestety to się źle czyta. Nawet nie chodzi mi tu o kwestię uwagi i śledzenia linii czasowej, ale o sam styl autora. Z założenia miała to pewnie być gawęda, z elementami krytyki społecznej, ale wyszło coś niestrawnego. Ta książka jest objętościowo niewielka, a czytałam ją bardzo długo. Zupełnie nie interesowały mnie przejścia i losy narratora, ciekawe anegdotki tonęły w rozmemłanych opisach, nie poczułam kolorytu miasta i okolic, które przecież odwiedziłam, ani nie potrafiłam docenić humoru.

Moja ocena: 2/6

Fernando Vallejo, Błękitne dni, tł. Marta Szafrańska-Brandt, 189 str., Wydawnictwo Muza 2006.

wtorek, 1 września 2026

"The Fisherman King" Kathrina Mohd Daud


Kathrina Mohd Daud postawiła w swojej powieści na narrację dwutorową. Na początku każdego rozdziału przenosi czytelniczkę wstecz, gdy państwo Brunei dopiero się formowało, a Nabau, bóg wąż decydował o jego losie. 
Współczesny wątek opowiada historię Lisana i Bhatii – mieszkańców Water Village. Ta wioska faktycznie istnieje, tuż obok stolicy państwa, Bandar Seri Begawan. Lisan i Bhatia stanowili zgraną parę, ale po ślubie Lisan nagle opuścił żonę i zniknął na kilka lat. Gdy rozpoczyna się akcja, Lisan wraca, ale Bhatia ma już nowego męża. Stopniowo poznajemy przyczyny wjazdu Lisana. Jako podrzutek wierzył, że jego pochodzenie jest wyjątkowe i opuścił żonę gnany głęboką potrzebą wyjaśnienia tej kwestii. Blisko z tym powiązany jest skarb mieszczący się na dnie morza w jednej z zatopionych łodzi. Bhatia początkowo odrzuca byłego męża, ale gdy poznaje jego historię, stopniowo zmienia zdanie.

Autorka łączy te dwie płaszczyzny czasowe, wplatając w swoją historię elementy magiczne, ale przede wszystkim opowieści ludowe, legendy i tradycję mówioną. Współczesna opowieść ma jednak także wiele aktualnego lokalnego kolorytu. Mohd Daud barwnie opisuje wioskę, świat podwodny, krajobraz, ale i stosunki międzyludzkie, czyli to, co mnie najbardziej interesuje. Bhatia jest tu wykreowana na silną kobietę, która mimo porzucenia potrafi zrozumieć wagę misji Lisana i poświęcić jej wiele. Lisan natomiast to charakter dość irytujący, choć autorka wiarygodnie tłumaczy jego zachowanie. 

To ciekawa powieść, która daje wgląd w legendy Brunei oraz dobrze łączy je ze współczesnością. Autorce udało się mnie przenieść do tego kraju i pokazać mi jego wycinek, przede wszystkim dzięki potoczystemu językowi i sprawnej narracji.

Moja ocena: 4/6

Kathrina Mohd Daud, The Fishermen King, 208 str., Epigram Books 2020.


poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Stosikowe losowanie – wrzesień 2026

 


Marta wybiera numer książki dla Anny (w stosie 264 książki) – 1
Anna wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) – 98
ZwL wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 11 książek) – 7
Agnes wybiera numer książki dla Gucimal  (w stosie 15 książek) – 10
Guciamal wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 250 książek) – 77
McDulka wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 19 książek) – 11
Maniaczytania wybiera numer książki dla Katarzyny (w stosie 13 książek) – 9
Katarzyna wybiera numer książki dla Marty (w stosie 190 książek) – 103

"Gość" Ariane Koch


 

Debiutancka powieść Ariane Koch przenosi czytelniczkę do małej wioski gdzieś w Szwajcarii. Główna bohaterka obraca się między dziesięciopokojowym domem, barem i dworcem. Pewnego dnia mimochodem przyjmuje gościa. Gościa, o którym czytelniczka nie wie nic i do końca pozostanie z domysłami. Kobieta udostępnia mu jeden pokój – ten najgorszy, nieużywany. Gość zamieszkuje wraz z rurami odkurzaczy i przejmuje w domu wiele prac – poddaje się narratorce, która przyjmuje postawę wyższościową. Gość sprząta i pieli, masuje i zaplata warkocze i zostaje na dłużej. Gospodyni z jednej strony ma go dość, a z drugiej wpada w pewną zależność od niego. 

Powieść Koch pełna jest niejednoznaczności i skłania do domysłów i czytania jej jako parabolę, alegorię. Pierwszym skojarzeniem było dla mnie czytania gościa jako uchodźcy, a zachowania narratorki jako przykładu gościnności. Tej na pokaz, wymuszonej, która szybko się nudzi i która pozwala nam poczuć się dobrze. Autorka pozostawia zresztą w narracji sporo tropów idących w tym kierunku.
Nie jest to jednak jedyna możliwa interpretacja. Ja czytam tę książkę jako pewną krytykę szwajcarskości. Koch pokazuje niewielkie miasteczko lub wioskę, w którym wszyscy wszystko wiedzą, narratorka jest zamknięta w tym mikrokosmosie, nigdy go nie opuszcza, a liczne retrospekcje pokazują, jak łatwo przypina się już dzieciom etykietki, które pozostają na zawsze. To także społeczeństwo dobrobytu, które niechętnie otwiera się na innych, czyli gości. 

Ta powieść przede wszystkim jednak uwodzi językiem – bardzo wyszukanym, pełnym nietypowych form (autorka sięga nad wyraz często po Genitiv), szwajcarskich słów. Jej zręczność w tej kwestii jest niesamowita. Jednak, mimo że czytam "Gościa" (przy okazji polski tytuł w pewien sposób spłyca przesłanie, ale niemiecki jest nieprzetłumaczalny) jako groteskę, wyżej wspomnianą alegorię, to nie kupuję tego konceptu. Zabrakło mi to jakiegokolwiek tropu, zagubiłam się w tym tekście i pozostawił mnie on ze zbyt wieloma domysłami.

W Polsce powieść ukazała się nakładem wydawnictwa Drzazgi, w przekładzie Zofii Sucharskiej.

Moja ocena: 3,5/6

Ariane Koch, Die Aufdrängung, 160 str., Suhrkamp Verlag 2021.

niedziela, 30 sierpnia 2026

"Doggerland" Agnes Ravatn


Rodzina Høstów stoi przed wyzwaniem – seniorka rodu chce ustąpić z zarządzania wydawnictwem z tradycjami, a spuściznę ma przejąć jedno z dzieci-bliźniaków: Filip lub Hennie. Wszystko dzieje się w okolicy siedemdziesiątych urodzin matki, która z tej okazji zaprasza rodzinę na wyspę. To tam, z pomocą psychologa i coacha, rodzina ma się dogadać co do przyszłości. Wydarzenia relacjonuje Edda, żona Filipa, która także pracuje w wydawnictwie. 
Podczas kolejnych rozmów Ravatn pozwala czytelniczce poznawać kolejne osoby i zależności między nimi. Oczywiście okazuje się, że nie ma tu jednoznacznie białych lub czarnych charakterów, każdy ma swoje racje i stara się ich bronić. 

Oprócz kwestii rodzinnej, Ravatn wplata w tę powieść bardzo ważny problem, z jakim mierzy się świat wydawniczy – obecność sztucznej inteligencji. Filip i Hennie jako potencjalni nowi dyrektorzy będą musieli się zmierzyć z tą kwestią i oboje mają różne wyobrażenia. Sporo więc tu dyskusji i potencjalnych rozwiązań proponujących wdrożenie AI lub całkowite się odcięcie. Ciekawym przykładem użycia sztucznej inteligencji jest też dziecko Filipa i Eddy, które ciągle korzysta ze wsparcia rozwojowego na nim opartego.

Autorka wplata też kilka innych wątków – Jasper organizator i wsparcie psychologiczne rozmów ma swoje za uszami, a cała sytuacja wygląda bardziej na wyciąganie pieniędzy niż faktyczną pomoc. Drugą kwestią jest awans społeczny, który dotyczy Eddy, ale i nowego partnera Hennie. Edda zresztą nie ukrywa, że małżeństwo z Filipem jest dla niej szansą na wybicie się z marazmu i nizin. 
I wreszcie tytułowy Doggerland – mityczna kraina, o której nie wiedziałam, więc te informacje są świetnym dodatkiem do narracji.

Przy wszystkich tych arcyciekawych kwestiach Ravatn wplata wiele rodzinnych tajemnic, które odkrywa stopniowo, czyniąc z tej książki klasyczny page turner. "Doggerland" to książka idealna – wartka, wciągająca, a zarazem dająca do myślenia i ze świetnymi portretami psychologicznymi.

Moja ocena: 6/6

Agens Ravatn, Doggerland, tł. Karolina Drozdowska, 240 str., Wydawnictwo Pauza 2026.

sobota, 29 sierpnia 2026

"Rok magicznego myślenia" Joan Didion


 

Rok, który nastąpił po nagłej śmierci męża Joan Didion i ciężkiej chorobie jej córki, stał się dla niej tytułowym rokiem magicznego myślenia. Ta publikacja zaczyna się relacją z momentu śmierci Johna Dunne'a 30 grudnia 2003, w mieszkaniu małżeństwa. Niewiele wcześniej córka pary wylądowała w szpitalu z szokiem septycznym po zachorowaniu na grypę. Didion odtwarza ten okres, opisując swoje uczucia, funkcjonowanie, radzenie sobie z żałobą, a przeplata te myśli wspomnieniami. Didion i Dunne tworzyli bardzo mocno związaną parę, więc życie w pojedynkę jest początkowo bardzo trudne – autorka co rusz odczuwa brak męża, brakuje jej kompana, rozmówcy, wsparcia, szczególnie w chorobie córki.

Równocześnie poznajemy środowisko Didion – uprzywilejowany świat artystyczny. Na porządku dziennym są liczne loty na chwilę, wyjścia, spotkania. To hermetyczny świat, który jest tu anturażem, ale i pozwala lepiej zrozumieć życie autorki i jej przeżywanie żałoby. 

Didion operuje bardzo pięknym językiem, przez tę książkę się płynie, jej doświadczenia są ciężkie, to nie ulega wątpliwości, ale czyta się tę relację lekko, z zainteresowaniem. Niestety ta proza nie wywołała we mnie emocji – owszem, współczułam Didion, ale na poziomie kognitywnym. Może to ta wyżej wspomniana hermetyczność, może erudycja autorki, może tak inne od znanego mi tło, ale nie potrafiłam się zaangażować emocjonalnie w tę historię. Miałam też odczucie, że Didion wprawdzie relacjonuje te ciężkie wydarzenia, opowiada o swoich odczuciach, ale nie dopuszcza mnie do nich, stawia pewną barierę. Ja jej nie potrafiłam przebić i czytam tę książkę jako autoterapię, najlepiej odczytywalną dla samej autorki i jej bliskich.

Moja ocena: 4/6

Joan Didion, Rok magicznego myślenia, tł. Hanna Pasierska, 251 str., Wydawnictwo Relacja 2021.

piątek, 28 sierpnia 2026

"Któregoś dnia okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko" Omar El Akkad


 

Omar El Akkad to dziennikarz i reporter egipskiego pochodzenia, wychowany w Kuwejcie i Kanadzie. Ta książka została wydana już po rozpoczęciu wojny w Palestynie i błędnie założyłam, że będzie przede wszystkim tego konfliktu dotyczyć. Tymczasem Gaza jest tylko punktem wyjścia, przyczynkiem do rozważań o postrzeganiu ludzi o brązowym kolorze skóry czy arabskim wyglądzie na Zachodzie. Autor rozprawia się z wszelakimi uprzedzeniami, z małymi kwestiami dnia codziennego, zapewne niedostrzegalnymi dla ludzi, których to nie dotyczy. Jego celem krytyki są także działania rządów w kwestii wojen w krajach arabskich, postawa poszczególnych polityków i polityczek oraz wreszcie stanowisko innych, łącznie z jego znajomymi wobec wojny w Palestynie i postawy Izraela. Właśnie do tego odnosi się ten, bardzo wymowny, tytuł. Mnie kojarzy się on też z sytuacją po II wojnie światowej – bo zamykanie oczu i przyjmowanie postawy niedowierzania lub biernej to nie jest najnowsza taktyka.

Ta książka utrzymana jest w formie esejów, zawierających bardzo duży komponent osobisty. Omar El Akkad powołuje się na swoje doświadczenia, przytaczając chronologicznie swoje życie, a szczególnie pracę. Te fakty i konkretne przykłady uwiarygodniają te teksty, są także ciekawe i nadają tej trudnej książce, paradoksalnie, lekkości oraz, co ważne, jakiejś struktury. Podkreślam ten fakt, bo poza tym kolejne rozdziały nie wydają się od siebie bardzo różnić. Mam wrażenie, że autorowi nie udało się nadać tej książce struktury i ciągle kręci się w kółko. Nie bardzo jest dla mnie jasny podział na rozdziały, przez co książka jest chaotyczna. Rozumiem owszem, że to ważkie tematy i nie dość je powtarzać, ale do mnie ta forma zupełnie nie trafiła. A gdy tak się dzieje, najbardziej dosadne cytaty umykają mojej uwadze. Zadawałam sobie więc pytanie, do kogo skierowana jest ta książka – również z tego powodu, że nie wniosła ona u mnie wiele nowego. Argumenty przytaczane przez autora są mi znane, podobnie jak opisane problemy, oczywiście na tyle, na ile osoba o białym kolorze skóry może je rozumieć. Dzięki tej książce jednak nie zrozumiałam niczego bardziej, ani nie dowiedziałam się niczego nowego. Nie podważam zasadności pisania o wyżej wymienionych problemach. Jak długo będą istnieli ludzie, którzy nie rozumieją takich kwestii, tak długo warto, niemniej obawiam się, że takie osoby po tę książkę nie sięgną.

Autor praktycznie pomija stanowisko krajów arabskich wobec wojny w Palestynie, wprawdzie wspomina tę kwestię, ale jej nie rozpracowuje, co moim zdaniem jest dość karkołomne. W ten sposób wręcz podkłada się ewentualnej krytyce. Ja go za to nie krytykuję, ale brakowało mi tego aspektu, bo akurat właśnie on jest mi mniej znany i chętnie lepiej poznałabym zawiłości rządzące światem arabskim, jeśli chodzi o poparcie i działanie na rzecz Palestyny.

Omar El Akkad stworzył książkę ważną, przyciągającą tytułem, ale nie doskonałą. Trudno krytykować publikacje dotyczące tak ważkich tematów, w moim przypadku jednak jest rozczarowanie. 

Moja ocena: 4/6

Omar El Akkad, Któregoś dnia okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko, tł. Agata Ostrowska, 208 str., Wydawnictwo Obroty 2026.

czwartek, 27 sierpnia 2026

"Anne z Szumiących Wierzb" Lucy Maud Montgomery

 


Anne skończyła studia i otrzymała posadę dyrektorki szkoły w Summerside. Przeprowadzka do nowego miejsca jest ekscytująca, a Anne udaje się znaleźć w lokum w uroczym domu – w Szumiących Wierzbach. Dwie przesympatyczne wdowy i pracująca u nich Rebecca Dew staną się rodziną Anne na kolejne trzy lata. O jej przygodach, zmartwieniach i radościach czytelniczka dowiaduje się z listów do Gilberta, który studiuje medycynę. 

Największą przeszkodą w życiu zawodowym Anne jest rodzina Pringle'ów, a przecież ona nahbardziej na świecie chce być lubiana i mieć ze wszystkimi dobre stosunki. Listy Anne to opisy kolejnych szkolnych perypetii, spacerów, jesiennej i zimowej scenerii i gospodyń z Szumiących Wierzb. Mnóstwo tu anegdotek i relacji o przeróżnych osobach – zawsze takich, które terroryzują swoje otoczenie licznymi przywarami. Gdy czytałam tę książkę w dzieciństwie, akceptowałam te opisy, teraz te toksyczne osoby były dla mnie trudne do przełknięcia. Montgomery naturalnie portretuje je fantastycznie, ale ciężko znieść te zachowania, obrażanie rodziny, podporządkowywanie sobie najbliższych, robienie z siebie ofiary. To są tak obrzydliwe zachowania, że mnie aż trzęsło.

Ten tom niewiele opowiada o samej Anne – wiemy, że te trzy lata to okres czekania na ślub z Gilbertem, to marzenia o przyszłości i własnym domu i letnie wyjazdy do Zielonych Szczytów. Cała narracja zasadza się na wyżej wspomnianych anegdotkach i kolorycie opisywanych miejsc. Widzę tę książkę jako świadectwo czasu – obraz ówczesnych stosunków, mentalności, edukacji. Anne jest jak zawsze – serdeczna, rozmarzona, rozpoetyzowana. To jednak tom dla fanek, nie wnoszący niczego wielkiego do samego cyklu. 

Ja oczywiście sięgnęłam po tę książkę ze względu na nowy przekład Anny Bańkowskiej, którego jestem fanką.

Moja ocena: 4/6

Lucy Maud Montgomery, Anne z Szumiących Wierzb, tł. Anna Bańkowska, 368 str., Wydawnictwo Marginesy 2023.

środa, 26 sierpnia 2026

"Godność, proszę. O transpłciowości, gniewie i nadziei" Maja Heban


 
Maja Heban to jedna z najbardziej znanych transpłciowych działaczek – choć ja nie śledzę mocno działalności tego środowiska i o autorce niewiele wiedziałam. A że "Godność, proszę" to reportaż ze sporym wymiarem osobistym, było to dla mnie zaletą. Dowiedziałam się bowiem tyle, ile sama autorka chciała mi pokazać. Na swoim przykładzie opowiada o sytuacji osób transpłciowych w Polsce i na świecie, poruszając chyba każdy możliwy aspekt tej kwestii. 

Heban bardzo konkretnie i w wyważony sposób porusza przeróżne problemy i bariery, na jakie trafiają osoby transpłciowe. Tytułowy gniew nie gra tu pierwszych skrzypiec, choć oczywiście jest obecny. Zwycięża go jednak rozsądek i chęć walki o zmiany, ale i wyjaśnienia problematycznych kwestii. Jak autorka zaznacza, osoby cispłciowe nie zrozumieją tego, co przechodzą osoby trans i ja to całkowicie przyjmuję. Z tego względu zresztą sięgnęłam po tę książkę, bo chcę zrozumieć na tyle, na ile mogę. I faktycznie Heban potrafi wyjaśnić wiele spraw, zdecydowanie ma talent edukacyjny, tak że w wielu momentach mogłam zmienić perspektywę i zadać sobie z autorką różne pytania, np. te dotyczące medykalizacji procesu tranzycji czy choćby tak przyziemnych kwestii jak toalety publiczne. Bardzo rozumiem postulat, że nie każda osoba trans musi mieć odpowiedź na pytania osób cis. 

Autorka idealnie łączy osobistą perspektywę z ogólnym dyskursem, dobrze argumentuje, świetnie wyprowadza wiele kwestii, otwiera oczy, edukuje, a jej wrażliwość i styl idealnie współgrają z moją percepcją, więc była to dla mnie świetna lektura. 

Moja ocena: 5/6

Maja Heban, Godność, proszę. O transpłciowości, gniewie i nadziei, 208 str., Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2023.

wtorek, 25 sierpnia 2026

"Płynąc w ciemnościach" Tomasz Jędrowski


 

Jędrowski urodził się w Niemczech, w polskiej rodzinie, a jego ścieżka życiowa uczyniła z niego prawdziwego kosmopolitę. Tę książkę od dawna miałam na radarze w wersji oryginalnej, czyli angielskiej, była rozważana nawet przez mój angielski klub książkowy. Sięgnęłam jednak po nią w wersji polskiego audiobooka, dzięki abonamentowi. 

To opowieść o Ludwiku, który kończy studia na początku lat 80. w Polsce. Podczas wakacyjnego obowiązkowego wyjazdu w ramach czynu pracy poznaje Janusza. Między mężczyznami stopniowo rodzi się uczucie. Ludwik, gdy relacjonuje tę historię, mieszka w Nowym Jorku i obserwuje doniesienia o stanie wojennym w Polsce. Jest to więc relacja dość świeżych wydarzeń – pierwszej, wielkiej miłości i rozstania, przeplatana opisami dorastania i poznawania swojej tożsamości. Ludwik rezygnuje z tego uczucia i opuszcza Polskę, bo nie potrafi żyć w socjalistycznej opresji. Nie dla niego doktorat, bo nie ma pleców i odpowiedniego wsparcia, nie dla niego lawirowanie i kombinowanie, które poznaje dzięki Januszowi właśnie. Ten nie ma oporów, by przyjąć pracę w cenzurze. To on poznaje Ludwika ze swoimi wysoko postawionymi znajomymi. To młodzież, której dzięki ojcu dygnitarzowi nie brak niczego – są zachodnie samochody i alkohole, kolorowe stroje, bogate wnętrza, luz i zbytek. Narrator nie potrafi żyć w zakłamaniu, korzysta jednak ze wsparcia, by dostać paszport i zamyka za sobą polskie drzwi.

"Płynąc w ciemnościach" to opowieść o dorastaniu i odkrywaniu swojej tożsamości, to gejowska miłość w PRL-u, z politycznymi kulisami. Jędrowski stawia na metaforyczny język, dba o zgrabne porównania, ma pretensje do poetyckości, która ma zapewne stać w kontraście do siermiężnej rzeczywistości. Problem w tym jednak, że opis ówczesnej Polski jest jak z podręcznika dla cudzoziemców. Autor ślizga się po stereotypach i odhacza kolejne kratki z peerelowskiego binga – cenzura, policja, ulotki, kolega z partii, czyn społeczny. Nie widzę tu niuansowania, ale rozumiem, że to książka pisana dla czytelniczki spoza Polski i taki obraz kraju jest wystarczający. Zapewne gdybym nie była Polką, kupiłabym go bez problemów i zakładam, że wiele razy tak się dzieje, gdy czytam książki z mniej znanych mi krajów, mające tło historyczne, nawet tylko to schematyczne. 

Moim drugim problemem z tą książką jest to, że nie wzbudziła we mnie żadnych emocji. Nie kibicowałam Ludwikowi, nie czułam go jako postaci, nie rozważałam wraz z nim sytuacji i nie zagłębiałam się w dylematach. "Płynąć w ciemnościach" trafia u mnie na półkę z lekturami, które niestety szybko ulecą z mojej pamięci.

Moja ocena: 3,5/6

Tomasz Jędrowski, Płynąć w ciemnościach, tł. Robert Sudół, 264 str., Wydawnictwo OsnoVa 2020.

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

"Teściowa" Moa Herngren


 

Po lekturze "Rozwodu" sięgnęłam po kolejny tom cyklu, czyli po "Teściową". To jednak wcale nie jest cykl w stricte tego słowa znaczeniu. Nie ma tu tych samych bohaterów, nawet najmniejszej styczności – dla mnie to określenie okazało się więc być mylące. Nie umniejszyło to jednak odbiorowi książki. Herngren ponownie postawiła na sprawdzony sposób – pokazuje rodzinę z wszystkimi relacjami międzyludzkimi, oddając głos różnym zaangażowanym osobom. 

Åsa samotnie wychowała Andreasa po tym, jak zostawił ją partner. Matka i syn tworzyli zgraną drużynę i mimo wielu trudności Åsa ma poczucie, że dobrze wychowała syna. Wszystko się jednak zmienia, gdy Andreas związuje się z Josephin, córkę przyjaciółki Åsy. Jospehin ma dość trudny charakter, trudno z nią nawiązać więź, a sytuacja się komplikuje, gdy para ze względu na zmianę mieszkania tymczasowo wprowadza się do Åsy. Ta próbuje bliżej poznać przyszłą synową, ale trafia na mur. Z jej perspektywy poznajemy całą sytuację, dalsze losy pary, szczególnie po narodzinach wnuka. Następnie swoją perspektywę przedstawia Andreas, Jospehin, ale i były partner Åsy.

Herngren ponownie tak prowadzi narrację, że czytając perspektywę każdej z osób, jesteśmy skłonni przyjąć jej stronę i rozumiemy jej punkt widzenia. Gdy jednak cały obraz rodziny układa się i wszystkie puzzle wskakują na swoje miejsce, perspektywa się zmienia. Już wiadomo, że nic nie jest czarno-białe, jak chcemy wierzyć, że nikt nie jest bez winy, ale i też, że nie warto podejmować ostateczne decyzje i zatrzaskiwać furtkę na zawsze. Warto powalczyć o kompromis i nie przypisywać innym tylko i wyłącznie złej woli. 

Szwedka ponownie pokazała, jak świetnie obrazuje zwykłe rodziny, rozmowy, a przede wszystkim, jak rodzą się konflikty. Umiejętnie wskazuje na błahostki, które mogą zadecydować o całej relacji, ale też na brak elastyczności w układaniu sobie życia z innymi. Zwykłe kwestie, które dotyczą wszystkich z nas, zwykłe błędy, którzy wszyscy popełniamy.

Moja ocena: 5/6

Moa Herngren, Teściowa, tł. Wojciech Łygaś, 384 str., Wydawnictwo Albatros 2024.

niedziela, 23 sierpnia 2026

"The Circle of Karma" Kunzang Choden


Tsomo rodzi się jako trzecie dziecko na bhutańskiej prowincji. Jej ojciec jest lamą, nauczycielem i praktykującym buddystą, matka zajmuje się domem. Przy porodzie dwunastego dziecka matka umiera, a Tsomo jako najstarsza córka zajmuje się domem i rodzeństwem. Jeśli wcześniej miała jakieś marzenie o nauce czytania i pisania, to w tym momencie rozsypuje się ono w proch. Dziewczynka ma mnóstwo obowiązków, na takie fanaberie nie ma czasu. Zresztą bhutańskie społeczeństwo zasadza się, cóż za niespodzianka, na władzy mężczyzn. Tsomo doświadczy tego boleśnie, gdy podczas wyprawy do świątyni, by zapalić lampkę dla zmarłej matki, poznaje mężczyznę. Teraz stanie się, chcąc nie chcąc, jego niemal własnością. Choden opisuje dalsze losy Tsomo, która opuszcza wioskę, wyrusza w daleką pielgrzymkę, dociera do Indii, związuje się z kolejnym mężczyzną, choruję i w końcu zostaje zakonnicą. Wciąż i wciąż skazana jest na wolę i łaskę mężczyzn, a wszystkie niepowodzenia przypisuje złej karmie. Tsomo jest głęboko wierzącą buddystką, wiara daje jej oparcie, a tłumaczenie przeciwności losu karmą, pociechę. 

To nie jest książka, której akcja dzieje się w zamierzchłych czasach. Choć autorka nie podaje czasu akcji, można się domyślić, że to XX wiek. Bhutan się rozbudowuje, powstają drogi, pojawiają się pierwsze auta, podróżuje się pociągami. Stare lokalne stroje są w cenie u zbieraczy z zagranicy, a w Indiach mieszka wiele Bhutańczyków, którzy trzymają się razem. Ta książka jest pierwszą napisaną po angielsku powieścią przez Bhutankę. I to widać. Na początku miałam wrażenie, że autorka za bardzo poszła w styl przewodnikowo-informacyjny. Opowiada wprawdzie o życiu Tsomo, ale przy okazji opisuje bhutańskie rytuały, stroje, zwyczaje, potrawy. Owszem, jest to bardzo cenne, po to zresztą po tę książkę sięgnęłam, ale miałam poczucie, że to powieść pisana dla cudzoziemki. Gdy doczytałam, że ta książka została napisana do angielsku, moje poczucia się potwierdziły. Nie sądzę bowiem, że Bhutanka tak dokładnie opisywałaby te kwestie lokalnym czytelniczkom. 

Dzięki temu podejściu miałam jednak możliwość naprawdę drobiazgowo poznać lokalny koloryt, ale i różnice z krajami ościennymi, nieco problematyki politycznej (Tybet), a w końcu kulturę i mentalność Bhutanek. Nie jest to jednak powieść tylko informacyjna, losy Tsomo mnie wciągnęły i poruszyły, a także skłoniły do smutnych wniosków na temat wszechobecności mizogini i patriarchatu. 

Moja ocena: 4/6

Kunzang Choden, The Circle of Karma, 316 str., Penguin Global 2005.

sobota, 22 sierpnia 2026

"Przegryw. Mężczyźni w pułapce gniewu i samotności" Patrycja Wieczorkiewicz, Aleksandra Herzyk


 

Patrycja Wieczorkiewicz i Aleksandra Herzyk zatopiły się w incelowski świat – czyli w uczęszczane przez nich fora dyskusyjne. Przez wiele miesięcy śledziły rozmowy, brały w nich udział, nawiązały kontakty z osobami z przeróżnych środowisk i podjęły próbę pokazania różnorodności tej niszy. Piszę nisza, ale to odrębny świat, ze swoim żargonem, grupami, hierarchią i regułami. 

Autorki przeprowadziły wiele rozmów, a niektóre z nich znalazły się w książce. Dzięki nim widać, że w tej bańce nie ma różnorodności – przedstawieni mężczyźni pochodzą z różnych środowisk, mają różne poglądy, są wśród nich osoby nieheteronormatywne, antynataliści, osoby o poglądach lewicowych, wiele z nich ma jakieś, często niezdiagnozowane do końca, zaburzenia. Można jednak także znaleźć punkty wspólne – wczesne wykluczenie, bieda, trudny dom, a w przypadku wszystkich przeraźliwa samotność.

Nie ma tu recepty na ten stan rzeczy, ale autorki cytują statystyki, poszerzają analizę, próbują znaleźć przyczyny tego stanu rzeczy w społeczeństwie, ale jednoznacznej odpowiedzi tu nie ma. Na pewno pisanie tej książki wiązało się dla nich z dużym samozaparciem, odpornością na wysłuchiwanie inwektyw, tolerancją na zmienność rozmówców. Wiele z rozmów ciężko się czyta, choć u mnie nad złością przeważało współczucie. Ta lektura pokazała mi, co z ludźmi robi samotność, brak wymiany z osobami spoza bański, spoza komputera, wykluczenie, beznadzieja i brak widoku na zmianę perspektyw. 

"Przegryw" dał mi dużo do myślenia, wzbudził we mnie wiele emocji. Mam poczucie, że warto mieć świadomość istnienia tej grupy społecznej, warto wiedzieć o niej coś więcej niż memy i niewybredne żarty. Po lekturze jednak nadal nie mam pomysłu, jak zaradzić temu stanowi rzeczy.

Moja ocena: 5/6

Patrycja Wieczorkiewicz, Aleksandra Herzyk, Przegryw. Mężczyźni w pułapce gniewu i samotności, 336 str., Wydawnictwo W.A.B. 2023.

piątek, 21 sierpnia 2026

"Kiedy żurawie odlatują na południe" Lisa Ridzén


Bo stoi na końcu swojego życia, mieszka sam, towarzyszy mu tylko pies, codziennie odwiedzają go także pracownicy opieki domowej oraz regularnie syn. Rutynę dni przerywają rozmowy telefoniczne z przyjacielem. Bo relacjonuje swoje dni, które spędza głównie na odpoczynku, drzemkach i krótkich wyjściach z psem. Jako że tych wydarzeń nie jest dużo, to sporo tu wspomnień, przemyśleń, ale i lęków oraz mniej lub bardziej świadomego przygotowywania się na śmierć. Staruszek wspomina swoje małżeństwo, życie, wychowanie swoje i syna, a jego wspomnienia nie są pozbawione autorefleksji.

Mężczyznę zajmują bardzo przyziemnie sprawy, do których w zasadzie sprowadza się życie – jedzenie, toaleta, podstawowe czynności codzienne. Najważniejszym odnośnikiem dla Bo jest jego pies – ale opieka nad zwierzęciem zaczyna go stopniowo przerastać, co jest dla niego bardzo trudne do zaakceptowania. 

Ridzén przeplata monolog Bo, krótkimi notatkami, jakie zostawiają opiekunki i opiekunowie oraz rozmowami z synem. Narracja to jednak przede wszystkim perspektywa starego człowieka, świadomego końca, czekającego na odejście. Szwedka wspaniale przenosi czytelniczkę do jego głowy, pozwalając zrozumieć punkt widzenia, odczucia, świadomość degradacji ciała i umysłu. Obserwujemy stopniową stagnację, zapadanie się w siebie, żegnanie ze światem oraz akceptację tego stanu rzeczy.

To z założenia smutna książka. Surowy, typowy dla Skandynawek, styl autorki podkreśla emocje, które bez wątpienia rodzą się w czytelniczce. Ridzén bez ogródek, epitetów i ozdobników opisuje codzienność Bo, pokazując starość szczerze, ale i bez sensacji. Ja jednak nie odbieram tej powieści do końca jako wyciskacza łez, bo odchodzenie Bo jest wprawdzie smutne, ale pogodzone z losem, w domu, z godnością, bez bólu i rozpaczy. Myślę, że to taki rodzaj śmierci, którego wiele z osób by sobie życzyło. 

Ta powieść nie bez przyczyny jest bestsellerem, naprawdę warto po nią sięgnąć.

Moja ocena: 5/6

Lisa Ridzén, Kiedy żurawie odlatują na południe, tł. Wojciech Łygaś, 368 str., Wydawnictwo Albatros 2025.

piątek, 14 sierpnia 2026

"Półmistrz" Mariusz Czubaj


Sierpień 1939 roku, na pokładzie transatlantyku do Buenos Aires wyrusza polska drużyna szachowa na olimpiadę w Buenos Aires. Oprócz nich na statku jest wiele innych ciekawych person, np. Witold Gombrowicz. Atmosfera jest nieco nerwowa, wydarzenia polityczne są jednym z ważnych tematów rozmów, szachiści trenują, goście zapoznają się ze sobą, a wszystkich obserwuje niejaki Edward Abramowski, który ma do spełnienia pewną misję. 

Gdy jeden z gości zostaje brutalnie zamordowany, sytuacja robi się napięta. Wszyscy są zaniepokojeni i czują, że nie są informowani o wszystkim, załoga ukrywa morderstwo, a Edward ma pewne podejrzenia, szczególnie gdy nawiązuje kontakt z jedną z pasażerek – Niną. Samo śledztwo nie jest jednak clou tej książki – nawet mnie szczególnie nie ciekawiło. Najważniejsza jest tu atmosfera – w Europie wybucha wojna, wiadomości na statek, który tworzy swoisty mikrokosmos, dochodzą z opóźnieniem. goście różnej proweniencji muszą ze sobą współżyć, a dyskusje bywają ogniste. Szachiści mają swoje zwyczaje, rośnie napięcie w oczekiwaniu rozgrywek, a Gombrowicz to postać wyjątkowo oryginalna, która chętnie i soczyście komentuje ludzi i wydarzenia, sypiąc cytatami z przyszłych książek. Równie pyszne są nawiązania do wydarzeń współczesnych, delikatnie utkane w różnych wypowiedziach. Tropienie takich smaczków to sama przyjemność.

Po "Półmistrza" sięgnęłam tylko ze względu na szachy, jako że mam w domu mistrza, i to całego, ale nie one tu grają pierwsze skrzypce, podobnie jak zagadka kryminalna. To raczej świetny portret epoki, uchwycenie atmosfery niepokoju tuż przed wybuchem II wojny światowej, podgrzanej zamkniętym miejscem, w którym znaleźli się pasażerowie. 

Moja ocena: 4/6

Mariusz Czubaj, Półmistrz, 320 str., Wydawnictwo Znak 2023.

czwartek, 13 sierpnia 2026

"Rok, w którym nie umarłem" Mikołaj Grynberg


 

Proza autobiograficzna, rozprawienie się z poczuciem własnej nieśmiertelności, przewrócenie życia do góry nogami po granicznym doświadczeniu – to wszystko w literaturze już było. Grynberg pisze właśnie o tym i tworzy coś nowatorskiego, choć trudno na pierwszy rzut oka dostrzec, w czym ta nowatorskość się kryje. Autor ma zawał, ląduje na kardiologii, lekarze ratują mu życie, po szeregu szpitalnych doświadczeń wraca do dawnego życia – brzmi banalnie, ale nie w słowach Grynberga. 

Jego proza zasadza się na krótkich scenach, wspaniałych portretach ludzi, których napotyka na swojej drodze i niebanalnej autorefleksji. Grynberg chronologicznie opowiada historię swojej choroby – od wezwania karetki pogotowia, wyjazdu do szpitala, zabiegu, pobytu w szpitalu po wyjście do domu, rehabilitację i życie po zawale. I właśnie w tych wszystkich miejscach trafia na przeróżnych ludzi – ratowników, lekarzy, pielęgniarki, rehabilitantki i współpacjentki i pacjentów. To pyszne historie o ludziach, którzy przeszli kilka zawałów, rutynowcach szpitalnych, o podjadaniu karpatki, kombinowaniu ze zdrowiem, stosunku do własnego życia. Te ludzkie obserwacje autor przeplata swoimi refleksjami, które jednak dalekie są od banału, a jego chęć klękania przed lekarzami w podzięce jest mi bardzo bliska i mocno rezonuje z moimi doświadczeniami. Szczerość Grynberga nie jest żenująca czy niewygodna lub egocentryczna, jest po prostu szczera – prosta, ujmująca. Porusza się on literacka na takim poziomie wrażliwości, który współgra z moimi, więc była to dla mnie książka idealna. Dobra, przeplatana humorem i autoironią, nie robiąca z memento mori dramatu ani prawdy objawionej.

Moja ocena: 5/6

Mikołaj Grynberg, Rok, w którym nie umarłem, 144 str., Wydawnictwo Agora 2025.


poniedziałek, 10 sierpnia 2026

"Rozwód" Moa Herngren


 

Bea i Niklas są małżeństwem z bardzo długim stażem, rodzicami szesnastoletnich bliźniaczek, prowadzą życie jak wszyscy, nudne, poukładane, bez spektakularnych wydarzeń, choć taka sytuacja spowodowała, że stali się parą. Śmierć brata Bei i przyjaciela Niklasa popchnęła oboje do zbliżenia się do siebie. Bea w ramionach Niklasa, ale przede wszystkim w jego rodzicach, znalazła pociechę. Teściowa jest jej bardzo bliska, kobiety świetnie się rozumieją, a spędzanie wszystkich urlopów w domu rodziny Niklasa na Gotlandii jest dla Bei szczytem szczęścia. Pewnego dnia kłótnia, jakich w małżeństwie wiele, coś przełamuje w Niklasie. Wychodzi z domu bez słowa i nie wraca. Bea zamartwia się, a potem nie rozumie, co się stało. Ta sprzeczka jest jednak pierwszym krokiem do rozwodu. Inicjatywa wychodzi od Niklasa, który dotychczas był bierny i uległy. Mężczyzna angażował się całkowicie w pracę jako pediatra, w domu przejmował tylko kwestię finansową. Bea natomiast skupiła się na organizacji życia rodzinnego, remontach, porządkach, zakupach, wychowaniu dzieci. 

Moa Herngren przedstawia najpierw punkt widzenia Bei, która relacjonuje historię małżeństwa, ale i swoje zmartwienia, troski, żale. Analizuje swoje błędy, zachowania, a także postawę męża. Gdy czytelniczka już kupuje punkt widzenia kobiety, autorka przekazuje głos Niklasowi, który relacjonuje trochę inną stronę wydarzeń. Nie jest wizja całkowicie odmienna, tu nie ma dobrych i złych, nie ma jednej strony medalu. "Rozwód" to analiza małżeństwa i wszystkich aspektów, które doprowadziły do jego rozpadu. To analiza dobra i ciekawa, choć przyznam, że zakończenie mnie rozczarowało, choć zapewne jest bardzo życiowe.

Proza Herngren wpisuje się w skandynawski styl – oszczędny, analizujący, skupiony na relacjach. Taka powieść oczywiście wciąga, bo każda czytelniczka znajdzie choć jeden punkt wspólny albo będzie mogła odnieść opisywane doświadczenia do własnych. Wcale nie dziwi mnie, że ta powieść stała się popularna, dobrze się czyta o problemach innych, które jednak nie są wydumane, a raczej bardzo realistyczne, także w aspekcie praktycznym. Herngren sporo pisze o problemach finansowych, rozterkach powiązanych z inwestycjami, wyjazdami, utrzymaniem rodziny, co na pewno rezonuje z wieloma czytelniczkami, choć oczywiście dotyczy szwedzkiego podwórka.

Tej powieści słuchałam w formie audiobooka i ponownie nie mogłam zdzierżyć beztroski z jaką lektorka i lektor traktowali język szwedzki. Nie znam tego języka, początkowo miałam wrażenie, że widać u osób czytających starania w kwestii wymowy, ale gdy po raz pierwszy padło imię brata Bei – Jacoba – straciłam to wrażenie. Ów Szwed przez całą książkę był dżejkobem

Będę kontynuować cykl Moi Herngren – szczególnie, że kolejne książki rzekomo są lepsze.

Moja ocena: 4/6

Moa Herngren, Rozwód, tł. Wojciech Łygaś, 416 str., Wydawnictwo Albatros 2024.

piątek, 7 sierpnia 2026

"The Pearl Thief" Noor Al Noaimi


 

Szukając literatury z Bahrajnu trafiłam na tę nowelkę, którą nie dość, że łatwo mogłam kupić, to jej autorką jest kobieta, co dla mnie zawsze jest atutem. Noor Al Noaimi przenosi czytelniczkę w bliżej nieokreśloną przeszłość. Hassan mieszka z rodzinami i ima się różnych prac, by utrzymać rodzinę. Gdy jego chlebodawca wyrzuca go, bo upadając z palmy, zniszczył cały plon daktyli, mężczyzna jest zrozpaczony. Znajomy opowiada mu o pracy przy połowie pereł. To bardzo niebezpieczne zajęcie, śmiałkowie zeskakują ze statku i szukają pereł na dnie morza, ale zapłata jest dobra. Hassan nie potrafi pływać, ale decyduje się podjąć wyzwanie, co wywołuje rozpacz u rodziców. Gdy wyrusza do pracy, żegnają go niemal jak umarłego.

Ta krótka nowelka pokazuje warunki życia w Bahrajnie, prawdopodobnie kilkadziesiąt lat temu. To ciekawa kreacja, interesująca dla mnie, po to sięgam przecież po literaturę z różnych zakątków świata. Niestety to bardzo krótki tekst, postaci nie są zbyt rozbudowane, a język dość prosty. Nie mam poczucia, że poznałam literaturę tego małego wyspiarskiego kraju, zresztą na ile można ją w ogóle po jednej nawet długiej książce poznać? 

Moja ocena: 3/6

Noor Al Noaimi, The Peral Thief, 30 str., Robin Barratt 2015.