środa, 15 lipca 2009

"Sto odcieni bieli" Preethi Nair

Pierwsza książka z kolorowego wyznania przeczytana. Czytało się lekko, miło i bardzo szybko.
Preethi Nair snuje opowieść o dwóch kobietach i ich rodzinie - matce i córce. Na przemian opowiadają swoje losy - od narodzin córki w Indiach, przez emigrację, asymilację, walkę z problemami po poszukiwanie własnego ja. Troszkę zbyt wiele przypadków, zbyt wiele zbiegów okoliczności i happy endu w tych losach ale czyta się naprawdę dobrze. Bardziej za to podobały mi się smakowite opisy południowoindyjskich potraw, a przede wszystkim powiązanie gotowania z pracą nad własnymi uczuciami, zmartwieniami, troskami oraz wpływ gotowanych potraw na nastrój i uczucia osób je jedzących. To wręcz symfonia smaków! Opisy procesów gotowania, ziół i potraw są tak sugestywne, że wczoraj zapowiedziałam mężowi, że niebawem wybieramy się do restauracji hinduskiej, bo baaardzo dawno nie byliśmy. Wśród opisów kulinarnych autorka serwuje również dozę kultury indyjskiej, szkicuje lekko problemy imigrantów w Londynie - to ciekawe wątki, zdecydowanie najbardziej interesujące.
Bardzo miło czytało mi się tę książkę i polecam zwłaszcza na lato!

P.S. Spójrzcie jak smakowitą okładkę i interesujący tytuł ma wydanie niemieckie:


Preethi Nair, Sto odcieni bieli, tł. Agnieszka Pokojska, 340 str., Muza.

piątek, 10 lipca 2009

"Eine tuwinische Geschichte" Galsan Tschinag


Galsang Tchinag pochodzi z Mongolii, studiował w latach siedemdziesiątych germanistykę w Lipsku. Swoje powieści tworzy najczęściej po niemiecku.
Na początek wypożyczyłam dość cieniutką książeczkę, obejmującą 5 opowiadań. Tschinag należy do grupy etnicznej Tuwinów i właśnie o Tuwinach traktują jego opowiadania. Dominującym tematem jest groźna, surowa natura - akcja toczy się w ałtajskich stepach, w przysypanych śniegiem jurtach, wśród zwierząt. Bohaterami są młodzi mężczyźni, dzieci, którzy walczą o przetrwanie, a czasami uwikłani są w polityczne związki i stawiani przed trudnymi wyborami, tak jak bohater pierwszego opowiadania, który musi zdecydować o lojalności wobec partii czy syna. Opowiadania dają czytelnikowi pierwsze spojrzenie na życie mongloskich nomadów, na ich zwyczaje, wierzenia, pożywienie, wreszcie codzienne życie. Niektóre opowiadania wydały mi się być ciekawsze, inne niezbyt udane ale zdecydowanie warto zajrzeć do książek tego autora, by zapoznać się choć trochę z zupełnie nam odmienną i z pewnością mało znaną kulturą.

Galsan Tschinang, Eine tuwinische Geschiche und neue Erzählungen, 104 str., A1 Verlag.

czwartek, 9 lipca 2009

Projekt Nobliści

Od dawna pomalutku wykonuję "Projekt Nobliści", który, jak łatwo się domyślić, polega na przeczytaniu przynajmniej jednej książki każdego literackiego Noblisty. Przeczytane właśnie "Miasto ślepców" zmobilizowało mnie do uczynienia projektu oficjalnym - czyli do dodania sobie mobilizacji przez obulikowanie go na blogu.
W tym poście będę podkreślać na zielono Noblistów zaliczonych, umieszczać przeczytane tytuły i prowadzić statystykę. Zastanowicie się pewnie dlaczego taki projekt? Nie wiem, chyba tylko z ciekawości, do snobizmu mi daleko;) A może ktoś ma ochotę dołączyć albo podzielić się swoimi uwagami? Mnie nasuwa się od razu mnóstwo, gdy spoglądam na listę. Przede wszystkim jak wiele nazwisk jest mi zupełnie nie znanych. Bardzo by mi było miło, gdybyście dopisali swoje spostrzeżenia.

1901 Sully Prudhomme, Francja
1902, Theodor Mommsen, Niemcy
1903 Björnstherne Björnson, Norwegia
("Dziewczę ze Słonecznego Brzegu", "Marsz weselny")
1904 Frédéric Mistral, Francja
José Echegaray, Hiszpania
1905 Henryk Sienkiewicz, Polska
("Krzyżacy", "W pustyni i w puszczy", "Quo vadis?", "Ogniem i mieczem", "Potop", nowele)
1906 Giosuè Carducci, Włochy
1907 Rudyard Kipling, Wlk. Brytania
1908 Rudolf Eucken, Niemcy
1909 Selma Lagerlöf, Szwecja
("Gösta Berling" - przerwane, "Cudowna podróż")
1910 Paul Heyse, Niemcy

1911 Maurice Maeterlinck, Belgia
1912 Gerhart Hauptmann, Niemcy
("Dróżnik Thiel", "Tkacze", "Szczury")
1913 Rabindranath Tagore, Indie
1914 ------
1915 Romain Rolland, Francja
1916 Verber von Heidenstam, Szwecja
1917 Karl Gjellerup, Dania
Henrik Pontoppidan, Dania
1918 ------
1919 Carl Spitteler, Szwajcaria
1920 Knut Hamsun, Norwegia

1921 Anatole France, Francja
1922 Jacinto Benavente, Hiszpania
1923 William Butler Yeats, Irlandia
1924 Władysław Reymont, Polska
("Chłopi")
1925 George Bernard Shaw, Irlandia
1926 Grazia Deledda, Włochy
1927 Henri Bergson, Francja
1928 Sigrid Undset, Norwegia
1929 Thomas Mann, Niemcy
("Budenbrookowie", "Czarodziejska góra", "Tonio Kröger", "Śmierć w Wenecji")
1930 Sinclair Lewis, USA

1931 Erik Axel Karlfeldt, Szwecja
1932 John Galsworthy, Wlk. Brytania
1933 Iwan Bunin, ZSRR
(opowiadania)
1934 Luigi Pirandello, Włochy
1935 -----
1936 Eugene O'Neill, USA
1937 Roger Marin du Gard, Francja
1938 Pearl S. Buck, USA
(Trylogia "Ziemski dom")
1939 Frans Eemil Sillanpää, Finlandia
1940 -----

1941 -----
1942 -----
1943 -----
1944 Johannes Vilhem Jensen, Dania
1945 Gabriela Mistral, Chile
1946 Hermann Hesse, Szwajcaria
("Wilk stepowy")
1947 André Gide, Francja
1948 Thomas Stearns Eliot, Wlk. Brytania
1949 William Faulkner, USA
("Dzikie palmy")
1950 Bertrand Russel, Wlk. Brytania

1951 Pär Lagerkvist, Szwecja
1952 Francois Mauriac, Francja
("Teresa Desqueyroux")
1953 Winston Churchill, Wlk. Brytania
1954 Ernest Hemingway, USA
("Stary człowiek i morze")
1955 Halldór Laxness, Islandia
("Czysty ton", "Salka Valka")
1956 Juan Ramón Jiménez, Hiszpania
1957 Albert Camus, Francja
("Dżuma")
1958 Boris Pasternak, Rosja
("Doktor Żywago")
1959 Salvatore Quasimodo, Włochy
1960 Saint-John Perse, Francja

1961 Ivo Andrić, Jugosławia
1962 John Steinbeck, USA
("Podróże z Charleyem")
1963 Giorgos Seferis, Grecja
1964 Jean-Paul Sartre, Francja
1965 Michaił Szołochow, ZSRR
1966 Samuel Josef Agnon, Izrael
Nelly Sachs, Szwecja
1967 Miguel Ángel Asturias, Gwatemala
1968 Yasunari Kawabata, Japonia
1969 Samuel Beckett, Irlandia
("Końcówka")
1970 Aleksander Sołżenicyn, ZSRR

1971 Pablo Neruda, Chile
1972 Heinrich Böll, Niemcy
("Zwierzenia klowna", "Uracona cześć Katarzyny Blum")
1973 Patrick White, Australia
1974 Eyvin Johnson, Szwecja
Harry Martinson, Szwecja
1975 Eugenio Montale, Włochy
1976 Saul Bellow, USA
("Korzystaj z dnia")
1977 Vicente Aleixandre, Hiszpania
1978 Isaak Bashevis Singer Polska/USA
("Sztukmistrz z Lublina")
1979 Odysseas Elytis, Grecja
1980 Czesław Miłosz, Polska
("Dolina Issy")

1981 Elias Canetti, Wlk. Brytania
("Pochodnia w uchu")
1982 Gabriel Garcá Márquez, Kolumbia
("Sto lat samotności")
1983 William Golding, Wlk. Brytania
1984 Jaroslav Seifert, Czechosłowacja
1985 Claude Simon, Francja
1986 Wole Soyinka, Nigeria
1987 Joseph Brodsky, USA
1988 Nagib Mahfuz, Egipt
("Miramar", "Radubis")
1989 Camilo José Cela, Hiszpania
1990 Octavio Paz, Meksyk

1991 Nadine Gordimer, RPA
1992 Derek Walcott, St. Lucia
("The Star-Apple Kingdom")
1993 Toni Morrison, USA
("Tar Baby")
1994 Kenzaburo Oe, Japonia
("Zerwać pąki, zabić dzieci")
1995 Seamus Heaney, Irlandia
1996 Wisława Szymborska, Polska
(wiersze)
1997 Dario Fo, Włochy
1998 José Saramago, Portugalia
("Miasto ślepców")
1999 Günter Grass, Niemcy
("Blaszany bębenek", "Z dziennika ślimaka", "Spotkanie w Telgte", "Wróżby kumaka", "Moje stulecie", "Przy obieraniu cebuli")
2000 Gao Xingjian, Francja

2001 V.S. Naipaul, Trynidad i Tobago
("Masażysta cudotwórca")
2002 Imre Kertész, Węgry
("Los utracony")
2003 J.M. Coetzee, RPA
("Hańba")
2004 Elfriede Jelinek, Austria
("Amatorki")
2005 Harold Pinter, Wlk. Brytania
("Party Time", "Moonlight", "Ashes to Ashes")
2006 Orhan Pamuk, Turcja
("Nazwam się Czerwień")
2007 Doris Lessing, Wlk. Brytania
("Szczelina", "Piąte dziecko", "Podróż Bena")
2008 Jean-Marie G. le Clézio, Francja
("Fisch aus Gold", "Revolutionen")
2009 Herta Müller, Niemcy
("Sercątko")
2010 Mario Vargas Llosa, Peru
("Ciotka Julia i skryba", "Gawędziarz", "Raj tuż za rogiem", "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki")

Stan: 40/108

wtorek, 7 lipca 2009

Łańcuszek wrócił

Cieszę się, że tak wiele osób opowiedziało o swoich zwyczajach czytelniczych i że tak wiele osób wymyśliło ciekawe, nowe pytania. I miło mi, że zostałam zaproszona do zabawy przez Anię.
Oto jakie pytania Ania zadała:

1. Czy lubisz pożyczać książki? Robisz to chętnie? Jeśli pożyczasz - to komu?

Bardzo lubię! Uważam, że książka musi być czytana i chętnie pożyczam. Ale zawsze notuję co, komu pożyczyłam, bo wiem, że nie zawsze książki lubią wracać. Mam jednak kilka sprawdzonych "Pożyczaczek", które zawsze oddają. Już jako dziecko marzyłam o posiadaniu biblioteki - miałam stempelek i kajecik, każda książka miała numer i kartę i każde wypożyczenie skrzętnie notowałam. Teraz pożyczam koleżankom z pracy i mamie. Przy oddawaniu książki obowiązkowo pytam o wrażenia z lektury, próbuję wywołać dyskusję. Tutaj świetne są dwie pracowe koleżanki, które zawsze dzieląs się spostrzeżeniami.

2. Czy czytasz tylko poważne lektury, czy może zdarza Ci się sięgnąć po literaturę popularną, lekką? Dlaczego?

Nie, zdecydowanie nie. Zresztą trudno określić, która książka jest poważną lekturą. Czasem pozornie lekka książka może stać się przyczynkiem do całkiem poważnych rozważań. Właściwie chętnie czytam książki poważne, dobrze napisane. Tak, to właśnie jest jednym z ważniejszych punktów. Nie potrafię przeczytać z przyjemnością książki o dobrej treści, jeśli jest nieudolnie napisana, ma błędy stylistyczne lub merytoryczne lub jest źle przetłumaczona. Jako przerywnik do lektur poważniejszych służą u mnie kryminały (te jednak dzielę także na "lepsze" i gorsze"), lżejsze książki obyczajowe, fantasy. Prawie nigdy nie sięgam po romanse, chick-lit.
Takiego lekkiego przerywnika potrzebuję po książce, której czytanie zajęło mi dużo czasu. Mam wtedy niepohamowaną potrzebę przeczytania czegoś bardzo szybko. Szukam wtedy książki, która wciągnie mnie bez reszty.

3. Jeśli mogłabyś odbyć podróż literacką, to dokąd byś się udała?

Do Włoch. Marzę od tym od kiedy przeczytałam książkę "Oksana" Odojewskiego. Nigdy nie byłam w tym kraju i bardzo chciałam odwiedzić miejsca opisane w tej powieści. Teraz już treści nie pamiętam ale chęć wyjazdu do Włoch pozostała. Chętnie odbywam inny rodzaj podróży literackich - odwiedzam domy pisarzy.
Jednak często sięgam po książki dopiero po odwiedzeniu jakiegoś kraju, wtedy dominuję chęć powrotu do danego kraju.

Ja nowych pytań już nie wymyślam, nadal aktualne są te z ostatniego łańcuszkowego postu więc jeśli ktoś ma ochotę podzielić się swymi myślami, zapraszam!

niedziela, 5 lipca 2009

Blogosfera literacka

Czy się mylę, czy faktycznie ostatnio powstało całe mnóstwo nowych blogów literackich? Przy okazji wyzwań i łańcuszka odnalazłam całkiem pokaźną ilość nowych (dla mnie) blogów a moja lista z zakładkami wydłużyła się do nieprzyzwoitych rozmiarów. Cieszę się, szalenie lubię do was zaglądać i mam na kogo zwalać winę za ilość książek w stosie:)

"Frostnacht" Arnaldur Indriðason


Uff, na razie mam dość Arnaldura, choć ten kryminał był naprawdę wciągający. Tematyka świetna, do ostatnich stron trudno było się domyślić kto dokonał morderstwa. Tym razem akcja dzieje się mroźną zimą - jest tak jak Erlendur lubi - ciemno, zimno, szaleją śnieżyce a ludziom doskwiera przejmujący ziąb. Zamordowany zostaje dziesięciolatek, pół-Tajlandczyk. To morderstwo staje się przyczynkiem do rozważań na temat integracji i napływu obcokrajowców - od nauki języka, bo nastawienie społeczeństwa islandzkiego. Dla mnie to tematyka wielce interesująca i choć z wieloma opiniami w książce się nie zgadzałam, to szczególnie zwracałam uwagę na tę problematykę właśnie w tak małym społeczeństwie, jakie tworzą Islandzczycy. Ponadto znam te rozważania z bezpośrednich rozmów z Islandczykami, więc tematyka nie jest mi obca.
Dużo miejsca zajmują również osobiste problemy Erlendura - ciężka chorba byłego szefa Mariana Briema, nieustające wspomnienia, dotyczące zaginięcia jego brata, problemy z dziećmi itd. Poznajemy wreszcie też trochę przeszłości i problemów współpracowników Erlendura - Sigurðura Óliego i Elínborg.
Z ostatnio przeczytnych kryminałów Arnaldura, ten jest zdecydowanie najlepszy.
Teraz przerzucam się na zupełnie inny rodzaj literatury.

Arnaldur Indriðason, Frostnacht, tł. Coletta Bürling, 395 str., Lübbe.

piątek, 3 lipca 2009

"Kältezone" Arnaldur Indriðason


Szósty kryminał z Erlendurem Sveinssonem w roli głównej zaczyna się dość zagadkowo - jezioro na południe od Reykjaviku traci wodę. To zagadaka hydrologiczno-geologiczna. Dlatego też poziom wody regularnie sprawdzany jest przez hydrologów. Pewnego dnia jednak ustępująca woda ukazuje leżący na dnie szkielet. Co więcej szkielet przywiązany jest do starego rosyjskiego urządzenia podsłuchowego, a w czaszce jest dziura. Erlendur postanawia rozwikłać tę zagadkę i trafia na niewyjaśnione przypadki zaginięć z lat sześćdziesiątych. Tematyka zaginięć od dawna go interesuje ze względu na wydarzenia z dzieciństwa więc niezmordowanie próbuje dowiedzieć się prawdy o szkielecie i mężczyźnie, który kiedyś nie wrócił do ukochanej. Śledztwo prowadzi go do byłego NRD, jest zmuszony zagłębić się w mody szpiegowskie Stasi i środowisko islandzkich socjalistów. Równocześnie dręczą go myśli, dotyczące jego dzieci, szcególnie Evy. Dużo tu prywatności Erlendura - myśli o życiu, losie, wpływie na wydarzenia. Podobało mi się. Zagadka ciekawa, bo z szerokim tłem historycznym a tożsamość szkieletu do końca niemal pozostaje tajemnicą.

Arnaldur Indriðason, Kältezone, tł. Coletta Bürling, Lübbe.

czwartek, 2 lipca 2009

Nowy łańcuszek?

Znowu podłapałam ciekawy łańcuszek z niemieckiej blogosfery literackiej. Może macie ochotę odpowiedzieć na kilka pytań?

Zasady:

Osoba przyjmująca łańcuszek odpowiada na zadane pytania, następnie wymyśla trzy nowe pytania i podaje łańcuszek do trzech nowych osób. Nowe osoby odpowiadają na nowe pytanie, wymyślają kolejne pytania i podają łańcuszek dalej itd.....

1. Czy masz ulubioną książkę, której nikt nie zna?

Spontanicznie wpadają mi do głowy tytuły z lat dziecięcych i młodzieżowych. Mam wrażenie, że wiele z tych książek, zostało kompletnie zapomnianych. Myślę, że jest jednak wiele książek znanych-nieznanych czy może nieczytanych, np. "Germinal" Zoli czy "Cóż dalej mały człowieku?" Fallady. Bardzo podobała mi się również książka "Over het IJ" Keesa van Beijnum ale o ile wiem nie została przetłumaczona ani na polski, ani na niemiecki.

2. Czy masz stosik i czy jego wielkość cię martwi?

Jasne, że mam stosik! A nawet więcej. Mam stosik pilny w sypialni i mam mnóstwo książek do przeczytania poukładanych w biblioteczce, które czekają cierpliwie na moje zmiłowanie:) Ksiażek w stosiku sypilanianym normalnie nie liczę ale czasem ich ilość mnie martwi. Akurat teraz, podczas pisania tego postu, listonosz dostarczył mi paczkę z książkami, u mamy czeka kolejna już dostarczona paczka, a wczoraj zamówiłam kolejną. Tak więc liczba książek pilnych zmienia się jak w kalejdoskopie, aktualnie naliczyłam 27 tytułów.

3. Chciałaś/-eś kiedyś być taka sama / taki sam jak bohater czytanej przez Ciebie książki?

Tak! Jako dziecko chciałam być Anią z Zielonego Wzgórza:) Teraz już mi się nie zdarza aż tak bardzo związywać się z książkowymi bohaterami ale często, pewnie jak wiele z was, staję się bohaterem książkowym na czas czytania. Odkładając już przeczytaną książkę autentycznie czuję smutek z rozstania.

Pałeczkę pragnę przekazać Bazylowi, Chihiro oraz Quaffery. Jeśli jednak ktoś inny ma ochotę wziąć udział, to chętnie!
Pytania możecie wybrać z tych, na które już opowiedziałam lub następujące:

1. Dlaczego piszesz bloga literackiego?
2. Czy zdarzyło Ci się płakać nad książką?
3. Jakiego rodzaju literatury nigdy nie czytasz i dlaczego?

Jesteście chętni?

środa, 1 lipca 2009

Plany peryferyjne

Nie pochwalę się jeszcze listą lektur, ale na pewno planuję odwiedzenie Azji Południowo-Wschodniej. Niedawno przeczytałam opowiadania tajlandzkie, teraz na pewno zapoznam się z Malezją (dwa tytuły są w bibliotece) i Kambodżą (jedną książkę mam w domu) i będę szukała autorów z Filipin. Na razie moje krótkie badania pozostały bez efektu, więc jeśli ktoś zna literaturę filipińską będę wdzieczna za wskazówki.

Planowane kraje: Malezja, Filipiny, Kambodża. Jeśli będę miała jeszcze czas i chęć to Indonezja, Laos, Myanmar.

"Todesrosen" Arnaldur Indriðason


To drugi kryminał tego autora, ale ja niestety czytam go dopiero teraz, bo niestety niemieckie wydawnictwo nie tłumaczyło książek po kolei. Zaczęto od powieści "W bagnnie", podobnie jak w Polsce, która została uhonorwana nagrodami. To trzecia część.
W tym kryminale mamy ciało już na pierwszych stronach - ciało młodej dziewczyny zostaje podrzucone na grób narodowego bohatera Islandii Jóna Sigurðssona. Erlendur rozpoczyna śledztwo, które obejmuje środowisko handlu nakrotykami, boom budowlany w Reykjavíku oraz problematykę odławiania ryb. Znajdziemy też powiązania z uzależnioną od narkotyków córką Erlendura, co będzie przyczynkiem do rozważań na temat konsumpcji narkotyków przez młodych ludzi, jej powodów i skutków. Erlendura trawią wyrzuty sumienia, próbuje "ratować" swoje dzieci, niestety bezskutecznie. Dosyć szybko czytelnik pozornie poznaje mordercę i intryga dotyczy właściwie jedynie odszukania motywów zabójstwa. Chyba nie zdradzę zbyt wiele, gdy powiem, że wszystko jednak kończy się inaczej.
Nie jest to moim zdaniem najlepszy kryminał Arnaldura ale warto przeczytać.

A tu jeszcze ku mojej pamięci a i może ku czyjejś informacji kolejność poswtawania książek z Erlendurem w głównej roli:

  1. Synir Duftsins. 1997, Menschensöhne,
  2. Dauðarósir. 1998, Todesrosen,
  3. Mýrin. 2000, Nordermoor, W bagnie,
  4. Grafarþögn. 2001, Todeshauch,
  5. Röddin. 2002, Engelsstimme,
  6. Kleifarvatn. 2004, Kältezone,
  7. Vetrarborgin. 2005, Frostnacht,
  8. Harðskafi. 2007, Kälteschlaf,
  9. Myrká. 2008.

Oraz inne powieści tego autora:

  • Napóleonsskjölin. 1999, Gletschergrab,
  • Bettý. 2003, Tödliche Intrige,
  • Konungsbók. 2006, Codex Regius.

Nie przeczytałam jeszcze tylko trzech tytułów, co niebawem nadrobię:)

Arnaldur Indriðason, Todesrosen, tł. Coletta Bürling, 300 str., Lübbe.

wtorek, 30 czerwca 2009

Literatura na peryferiach - kolejne wyzwanie czytelnicze.

Dla mnie szalenie ciekawe, bo od dawna staram się poznawać literaturę krajów dla nas egzotycznych. Z ogromną chęcią wezmę więc udział w tym wyzwaniu.
A o to jak opisuje wyzwanie organizatorka:

Literatura na peryferiach to bardzo osobiste wyzwanie literackie. Osobiste, ponieważ wybór lektur może być bardzo różny. Celem wyzwania jest poznanie literatury krajów, z których nic nie czytaliśmy dotychczas. Każdy uczestnik powinien przeczytać przynajmniej 3 książki, każdą z innego kraju. Przykładowo - czytałam już książki z RPA, Nowej Zelandii i Indonezji, więc w ramach wyzwania nie sięgnę po kolejnych autorów z tych krajów, ale może to zrobić kto inny. Ja natomiast mogłabym przeczytać coś z Malezji, Birmy albo choćby Chorwacji.

Listy tytułów mogą służyć jako podpowiedź, ale nie są w żaden sposób wiążące. Można czytać w różnych językach - może recenzje książek wydanych po niemiecku albo hiszpańsku zainteresują polskich wydawców?

Czas trwania - od 1 lipca do 21 grudnia 2009. Czasu jest aż nadto! Przyłączyć się do wyzwania można także później, na przykład po wakacjach, gdy zakończy się Kolorowe czytanie.

Zgłoszenia do wyzwania proszę zostawiać tutaj lub na moim blogu. Pozostałe zasady jak zawsze: przyłączyć się może każdy, nie trzeba mieć swojego bloga, trzeba tylko założyć konto na gazeta.pl. Kluczyki do osób, które zgłaszały się wcześniej zaraz wysyłam!

Zapraszam do udziału. To prawdziwe wyzwanie, coś, co może nam pomóc odkryć zupełnie nowe ścieżki czytelnicze!

poniedziałek, 29 czerwca 2009

Kolorowe czytanie - lektury wybrane

CZERWONY

"Nazywam się czerwień" (bo mam i od dawna chciałam przeczytać),

BIAŁY

"Sto odcieni bieli" (również stoi na półce),

FIOLETOWY

"Fioletowy hibiskus" (zainteresował mnie autor, który zresztą nadaje się także do wyzwania peryferyjnego, książkę już zamówiłam na niemieckim podaju).


Zachęcam wszystkich, którzy jeszcze nie zgłosili się do udziału w wyzwaniu!

"Der einsame Weg" Arthur Schnitzler


Rodzina Wegratów nie jest zwyczajna - matka cierpi na śmiertelną chorobę, córka kocha innego, niż ten, któremu jest przeznaczona, a syn okazuje nie być się synem swego ojca. Matka umiera, syn odkrywa prawdę ale za ojca uznaje człowieka, który go wychował a córka popełnia samobójstwo, gdy dowiaduje się, że jej wybranek jest nieuleczalnie chory i niebawem czeka go śmierć.
Schnitzler ukazje samotne wybory tych postaci. Sztuka przesycona jest smutkiem, melancholią, rezygnacją wręcz. Podejrzewam, że duch dekadentyzmu (premiera sztuki była w 1904 roku) odgrywa tu sporą rolę. W sobotę zobaczę iscenizację, której bardzo jestem ciekawa.

Arthur Schnitzler, Der einsame Weg, 92 str., Reclam.

Kolorowe czytanie - nowe wyzwanie literackie!

"Kolorowe czytanie" to otwarty projekt czytelniczy, dostępny dla wszystkich, którzy kochają książki. Jeśli macie ochotę przyłączyć się do nas, podejmijcie wyzwanie - przeczytajcie przynajmniej trzy książki, które w tytule mają nazwę koloru. Zapraszam do przyłączenia się już po raz piąty! Zasady:

1. Wyzwanie może podjąć każdy, kto lubi czytać. Aby zostać uczestnikiem, należy zgłosić swój udział w komentarzach na tej stronie lub na blogu http://miastoksiazek.blox.pl. Żeby zamieszczać recenzje na blogu Kolorowe czytanie, konieczne jest posiadanie konta pocztowego na gazeta.pl. Nie trzeba prowadzić własnego bloga!

2. Wyzwanie trwa od 29 czerwca 2009 do 30 września 2009.

3. W tym czasie należy przeczytać przynajmniej 3 książki, każda z innym kolorem w tytule. Książki wybieramy z list lektur podanych na tym blogu. Inne książki, które mają nazwę koloru w tytule, też są dopuszczone.

4. Tytuły wybranych przez siebie lektur podajemy na bloguhttp://koloroweczytanie.blox.pl(niektórzy weterani wyzwań zapewne postanowią ten punkt pominąć;))

5. Na tym samym blogu umieszczamy recenzje przeczytanych książek, lub odnośniki do recenzji na swoim blogu.

Link dający dostęp do pisania na tym blogu może być wysłany tylko na pocztę na gazeta.pl. Sprawdźcie więc proszę skrzynkę jakiś czas po zgłoszeniu chęci uczestnictwa! Osobom, które zgłosiły się podczas wstępnej dyskusji wysyłam zaproszenia od razu. Wszyscy, którzy dostaną uprawnienia administratora, mogą oczywiście dodawać książki do list lektur. Proszę, dodajcie swój nick i ewentualnie link do swojego bloga w zakładce Wyzwanie podjęli. Jeśli nie wiecie, jak to zrobić, dajcie znać w komentarzach, wtedy ja Was dodam.

Zapraszam serdecznie!

niedziela, 28 czerwca 2009

"Don Carlos" Friedrich Schiller


Don Carlos jest następcą hiszpańskiego tronu. Jego ojciec Filip II poślubił jego wybrankę serca, kierując się dogodnymi rozwiązaniami politycznymi. Don Carlos zwierza się przybyłemu z Brukseli przyjacielowi Markizowi Posie. Don Carlos kocha za to księżniczka Eboli a podejrzewający zdradę król czyni markiza swoim proetgowanym, którego zadaniem jest odnalezienie prawdy. Markiz, który chce pozostać wierny przyjacielowi, zaplątuje się w próbach sprostania wszystkim zadaniom. Tymczasem zależna od Hiszpanii Flandria próbuje walczyć o autonomię, a na ulicach Madrytu wybuchają zamieszki.
Trzeba być konserem, by znaleźć przyjemność w czytaniu takich dramatów. Dla mnie była ona wątpliwa, jednak czytałam ten daramt, by przygotować się do spektaklu teatralnego, o którym niebawem napiszę na moim drugim blogu.

Don Carlos, Friedrich Schiller, 217 str., Fackelverlag.

czwartek, 25 czerwca 2009

"Wilt w drodze donikąd" Tom Sharpe


To już któraś z kolei książka o Wilcie. Poprzednie czytałam blisko dziesięć lat temu, nie planowałam dalszych ale przypadkowo wpadła mi w ręce ta książka. Nie jest zbyt opasła więc przeczytałam i się setnie ubawiłam. Potraktowałam kolejny przygód perypetii Wilta jako dobrą rozrwykę i taką dostałam, przy niektórych rozdziałam śmiałam się do łez.
Jeśli nie znacie Wilta, to warto się z nim zapoznać latem, w czasie wakacji, gdy ma się ochotę na lekturę lekką. Wilt jest nauczycielem i mężem niezwykle otyłej, zajmującej swą osobowością całą przestrzeń Evy i ojcem czternastoletnich czworaczek o diabolicznych pomysłach. Ciotka Evy, żona bogatego Amerykanina zaprasza Wiltów na wakacje. Eva ma nadzieję na spadek dla czworaczek więc bardzo jej zależy na udanej wizycie. Wilt nie ma ochoty na spotkanie z nielubianą rodziną i zostaje w domu, planując wędrówkę w celu odnalezienia prawdziwej Anglii. Eva i czworaczki wplątują ciotkę i wujka w aferę narkotykową, a Wilt ląduje z ciężkim wstrząsem mózgu i amnezją w szpitalu. Niesamowite sploty okoliczności, komplikacje i powiązania, które opisuje Sharpe są nie tyle przekomiczne, co mistrzowsko ze sobą połączone i w końcu rozwiązane. Nie jest to książka, którą trzeba przeczytać ale można sobie zapewnić dobrą rozrywkę bez obawy, że trafi się na zły styl czy prostackie dowcipy.

Tom Sharpe, Der Einfaltspinsel, tł. Hans M. Herzog, 253 str., Godmann.

wtorek, 23 czerwca 2009

"I wstali z martwych" Fred Vargas


Naczytałam się sporo o Fred Vargas. Że świetna, że wybitna, że czarująca i nieprzewidywalna. Od dawna zamierzałam się zapoznać z jej kryminałami choć obawiałam się, że wpadnę w kolejną serię i będę musiała przeczytać wszystko. Na niemieckim podaju wyłapałam pierwszy tom z cyklu o trzech historykach. Każdy z nich zajmuje się inną epoką, zawodowo wręcz się zwalczają ale prywatnie bardzo się lubią. Wszyscy trzej są w tarapatach życiowych i finansowych i zamieszkują razem na jednej z elegnackich ulic Paryża w zrujonowanym domu, którego remontu się podejmują. I sąsiadką jest słynna śpiewaczka Sophia Simeonidis.
Pewnego ranka Sophia zauważa w ogrodzie drzewo, którego dzień wcześniej jeszcze tam nie było. Czternaście dni później znika.
Historycy wraz z wujkiem jednego z nich - byłym policjantem - rozpoczynają prywatne śledztwo.
I mimo, że jest ono zawikłane i do końca bardzo zagadkowe, nie ono wydaje się być głównym celem Vargas. Sporo tu rozmyślań, opisów, krótkich uwag i rozważań charakterologicznych. Bardzo kobiecych i pewnie udanych. Mnie one jednak wadziły. W moim odczuciu nie dopełniały kryminału a raczej tworzyły samą w sobie istotną płaszczyznę powieści. Podejrzewam, że właśnie ten sposób konstruowania akcji zapewnił autorce rzesze fanów, mnie niestety nie ujął. Nie jestem pewna czy sięgnę jeszcze po kolejny kryminał Vargas.

Fred Vargas, Die schöne Diva von Saint-Jacques, tł. Tobias Scheffel, 298 str., aufbau.

niedziela, 21 czerwca 2009

"Lektor" Bernhard Schlink

Niepozorna książeczka, ledwie dwieście stron ale treści w niej sporo.
Piętnastolatek poznaje przypadkiem kobietę dwadzieścia lat straszą od niego. Początkowa fascynacja seksualna zamienia się w uczucie. Chłopak spędza z nią wolne chwile, kochając się i czytając jej książki. Do dnia, gdy kochanka nagle, bez zapowiedzi, znika.
Kilka lat później spotyka ją jako student prawa na sali sądowej. Hanna siedzi na ławie oskarżonych jako była strażniczka obozu koncentracyjnego. Jej obrona i zachowanie w sądzie są zupełnie nieprzewidywalne, wręcz nieudolne.
Powieść tę można rozważać na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze mamy miłość. Miłość uzależniającą, zmuszającą do poniżania się, destrukcyjną. Ale przede wszystkiem miłość, która wiąże na całe życie. Czasem główny płomień przygasa, ale zawsze się czai i niewinne wspomnienie pozwala wybuchnąć mu na nowo.
Z drugiej strony historia Hanny pozwala Schlinkowi, a właściwie jego bohaterowi, snuć rozważania na temat winy, odpowiedzialności, rozrachunku z rodzicami, współwiny - bo pokochał Hannę. Temat do dziś w Niemczech aktualny choć z pewnością nie tak, jak w latach siedemdziesiątych. Warto jednka zauważyć, że w niemieckich szkołach to lektura obowiązkowa.
A jak mi się podobało? Jakoś niebardzo. Pierwszą część książki odbierałam wręcz jako nużącą, autor wydaje się nabierać rozpędu od momentu relacji z sali sądowej. Za najlepszą uważam część trzecią - zaskakujące wypadki, dojrzalsze rozważania bohatera i postawa Hanny. Dopiero te sytuacje dają czytelnikowi do myślenia. Przede wszystkim na temat postawy Hanny - bo do końca nie poznajemy jej odczuć, jej myśli, jej spostrzeżeń.
Nie przemawia do mnie styl Schlinka, niezwykle krótkie rozdziały odbierałam jak rwanie rozpoczętych myśli. Gdyby nie ostatnia część odłożyłabym książkę rozczarowana.
Musze przyznać, że bardzo ciekawa jestem filmu - rzadko mi się to zdarza, bo literaturę przedkładam nad film, bez wyjątku. Tu jednak mam wrażenie, że to niezwykle dobry materiał filmowy.

Bernhard Schlink, Der Vorleser, 207 str., Diogenes.

"Błogosławieni, którzy robią ser" Sarah-Kate Lynch


Czyta się tę książkę, tak jak się ogląda hollywoodzki film. Nie można oczekiwać ciekawego języka, wyrafinowanej treści czy głębokich przemyśleń. Lepiej się nastawić na bardzo lekką lektuę, idealną na plażę albo czytanie, nie wymagające nadmiernej koncentracji.
Na począku książki poznajemy bohaterów, każdego w innym rozdziale: dwóch straszych panów, wyrabiających na irlandzkiej prowincji najlepszy ser świata; wpadającego w alkoholizm yuppie, który właśnie stracił żonę i dziecko oraz młodą kobietę po przejściach, mieszkającą wraz z niekochającym ją mężem na odległej wyspie na Pacyfiku. Losy tych bohaterów są przewidywalne jak pogoda w tegorocznym czerwcu i naturlanie mniej więcej w połowie książki splatają się na wyżej wspomnianiej irlandzkiej farmie. Zbiegów okoliczności nie sposób zliczyć, tak samo jak niespodziewanych przeszkód, nie pozwalających na skonsumowanie związku głównym bohaterom. Żeby całkiem nie zniechęcić do książki oszczędzę cytowania popisów literackich pani Lynch i pochwalę ciekawe opisy produkcji sera. Podsumowując, można przeczytać ale nie mówcie, że nie ostrzegałam!

Sarah-Kate Lynch, Błogosławieni, którzy robią ser, tł. Dorota Malinowska-Grupińska, 319 str., Prószyński i S-ka.

piątek, 19 czerwca 2009

"Sightseeing" Rattawut Lapcharoensap


Po długich poszukiwaniach książek i autorów z krajów Azji Południowo-Wschodniej trafiłam na opowiadania Rarrawuta Lapcharoensapa. Tem młody Tajlandczyk urodził się w Chicago ale wychował w Bangkoku a za swoje opowiadania otrzymał wiele wyróżnień. I słusznie, bo czyta się je jednym tchem, a po zakończeniu tej dość szupłej książki chce się więcej i więcej.
Autor opisuje rodziny biedne, żyjące jednak w różnych warunkach i różnych miejsach. Mamy tu chłopca - pół-Amerykanina, który wraz z matką prowadzi niewielki motel na jednej z odwiedzanych masowo przez turystów wysp. Same spostrzeżenia chłopca już są szalenie ciekawe: każda nardowość dostaje etykietkę. Ów nastolatek jednak ma słabość do Amerykanek, ciągle zakochuje się na zabój w amerkańskich dziewczynach, dla których jest tylko wakacyjną przygodą.
W kolejnym opowiadaniu dwóch chłopców, żyjących po śmierci ojca na skraju nędzy poznaje życie na ulicy: pierwsze spotkanie z klejem do wąchania i prostytutkami.
Inne opowiadania traktują o podróży syna i jego matki, która traci wzrok. W innych autor opisuje problemtykę uciekinierów z Kambodży - tu zaskakuje tok myślenia Tajlandczyków, niemal taki sam jak niezadowolonych z imigrantów Europejczyków.
Najdłuższe opowiadanie opisuje jeden z narodowych sportów Tajlandczyków - walkę kogutów a także podziały wśród mieszkańców - hegomonię lokalnego bogacza i opryszka.
Każde z opowiadań jest inne ale każde w jakiś sposób przybliża nam warunki życia i sposób myślenia Tajlandczyków. Mam ogromną ochotę na więcej i będę dalej prowadzić poszukiwania literatury z tego zakątka świata.

Sightseeing, Rattawut Lapcharoensap, tł. Ingo Herzke, 233 str., Kiepenheuer & Witsch.

wtorek, 16 czerwca 2009

"Die wunderbare Welt der Namen" Rosa i Volker Kohlheim


Pozycja popularnonaukowa z dziedziny onomastyki czyli nauki będącej moim hobby od wielu, wielu lat. Z racji tego zainteresowanie sięgam również po książki skrojone na potrzeby przeciętnego czytelnika. W pierwszej części autorzy opisują imiona. Zaczynają od imion, które kiedyś miały zmylić złych bogów swą brzydotą, następnie opisują imiona, które otrzymywały niechciane córki i w końcu koncentrują się na imionach z przeróżnych kategorii znaczeniowych - wojenne, kwiatowe, pochodzące od kamieni szlachetnych, religijne, odnazwiskowe, międzynarodowe. Ciekawy jest rozdział o imionach wyjątkowo nietypowych, nadanych w różnych krajach.
W drugiej części czytelnik zapoznaje się z nazwiskami - ich pochodzeniem i genezą. Autorzy wskazują znaczenie wielu nazwisk, które aktualnie wzbudzają zupełenie odmienne skojarzenia niż ich prawdziwa etymologia. Opisują także nazwiska zlatanizowane, niemieckie nazwiska, które uległy anglicyzacji, a także nazwiska wyjątkowo długie i nadzwyczaj krótkie.
Kolejna część książki poświęcona jest badaniom o wpływie imion i nazwisk na życie, wybór zawodu, charakter człowieka.
Na końcu odnalazłam rozdział szczególnie ciekawy dla językoznawców, dotyczący mianowicie idiomów pochodzących od imion i nazwisk a także słów, które powstały od nazwisk.
Książka na jedno popołudnie, daje ogólny pogląd onomastyczny dla zupełnych laików, dla mnie nic nowego. Denerowały mnie drobne błędy, dotyczące imion polskich (nie wiem jak to wygląda w przypadku innych imion, tu na pewno mogłam je zweryfikować).

Die wunderbare Welt der Namen, Rosa und Volker Kohlheim, 117 str., Duden.

"Walküren" Thráinn Bertelsson


Kolejny islandzki kryminał, po który sięgnęłam. Przcezytałambardzo szybko, bo rozdziały krótkie, zręcznie napisane i wciągające. Przede wszystkim interesujące dla osób, znających realia islandzkie. Thráinn odnosi się wciąż do islandzkiej rzeczywistości - do feminizmu, przestępczości, rządu, działania policji, grubych ryb i ich karier. Bez pewnej dozy wiedzy o Islandii trudno zrozumieć wszystkie smaczki. A rozważania na te tematy snuje autor wokół morderstwa Freyji Hilmarsdóttir - znanej feministki, byłej poseł, która napisała szczerą książkę, pełną seksulaności i właśnie pracuje nad drugą, opartą na wywiadach z byłymi żonami znanych islandzkich osobistości - polityka i założyciela największej sieci tanich supermarketów. Morderstwo Freyji upozorowane zostało na samobójstwo - bystra pracwoniczka policji okdrywa jednak ten fakt i prowadzi dochodzenie. Policja jednak nie może w pełni skoncentrować się na tym przypadku, bo równocześnie poszukuje ciała zamordowanej przez męża byłej żony oraz ujmuje szalonego piromana. Każde z tych przestępstw za bazę ma stosunku damsko-męskie. Również prowadząca śledztwo policjantka odkrywa zdradę męża. I ten temat wydaje się być przewodni w powieści Thráinna. Wciąż spotykamy silne kobiety (szef policji krajowej), które muszą walczyć o swoją pozycje z szowinistami. Nie znajduje tu jednak jednoznacznej postawy autora, a i nie widzę pointy. Brak dopracowania tematu czyni z tego kryminału przyjemne czytadło z ciekawym tłem, jakim z pewnością jest mała społeczność islandzka.

Thráinn Bertelsson, Walküren, tł. Tina Flecken, 364 str., dtv.

niedziela, 14 czerwca 2009

"Dom na pustkowiu" Andrea Maria Schenkel


W 2007 roku "Tannöd" uhonorowany został niemiecką nagrodą dla najlepszego kryminału. Jednocześnie to pierwsza książka Schenkel - gospodyni domowej z małej wioski nieopodal Ratyzbony. Ciekawa byłam tego debiutu, zwłaszcza, że słyszałam pochlebne opinie o jej kolejnej powieści. Schenkel w dość nietypowy sposób opisuje morderstwo, jakie wydarzyło się w latach pięćdziesiątych w bawarskiej wiosce - brutalnie zamordowano całą rodzinę - dziadka, babcię, ich córkę z dwojgiem dzieci oraz pracującą w gospodarstwie dziewczynę. Co robi Schenkel? Podaje nam relacje, prawdopododbnie zeznania policyjne, mieszkańców wioski i rodziny ofiar. Tym sposobem otrzymujemy przekrój wioskowej sołeczności - od wójta, po nauczyciela. Każda z osób ma inny sposób mówienia i dla każdej z nich, co innego jest ważne. Poznajemy wioskowe plotki, spojrzenie najważniejszych we wiosce osób (księdza, wójta) a także zahaczamy o przeżycia wojenne i stosunek do nich. Czyta się bardzo szybko i okazuje, że samo spojrzenie prostych mieszkańców jest ciekawsze od rozwiązania zagadki. Nie ma tu komisarza, śledztwa, pobierania próbek i szukania śladów. Kryminał Schenkel sprawia wrażenie pracy reportera. Ciekawe podejście, interesująca lektura. Dla mnie bez fajerwerków ale raczej sięgnę po kolejne kryminały tej autorki.

Andrea Maria Schenkel, Tannöd, 125 str., btb.

"Rewolucje" J.M.G. Le Clézio


Długa i wymagająca uwagi lektura. Powieść Le Clézio od pierwszych stron sprawia wrażenie sagi - poznajemy rodzinę Morro, która z początkiem XX wieku musiała opuścić Mauritius, gdzie osiedliła się ponad sto lat wcześniej. Głównym bohaterem jest Jean Morro, abiturient z Nicei, który odwiedzając swoją starą ciotkę Catherine, poznaje losy rodziny i przyczyny wyjazdu z wyspy. Taki początek brzmiał niezywkle zachęcająco i z przyjemnością zagłębiłam się w lekturę. Le Clézio jednak nie podaje nam sagi, początkowe wrażenie jest mylące. Okazuje się, że powieść Le Clezio to układanka - autor nie tyle koncentruje się na chronologicznym przedstawieniu czytelnikowi losów Jeana i jego przodków, a na opisaniu epizodów, związanych z rewolucjami, przewrotami czy buntami w różnych miejscach na świecie. Począwszy od Rewolucji Francuskiej autor zapoznaje czytelnika z życiem emigrantów w Londynie, wojną w Algierii czy buntami meksykańskich studentów. Le Clézio wraca również do niewolnictwa na Mauritiusie - posługuj ę się tu historią przykładowej dziewczynki, skradzionej rodzicom w Afryce i sprzedanej na Mauritiusie. Historię tą podaje w kawałkach, między rozdziałami o pobycie Jeana w Meksyku.
Pierwszy członek rodziny Marro zgłasza się dobrowolnie do wojska by wziąć udział w Rewolucji Francuskiej. Ten młody chłopak poznaje życie żołnierza i zamienia się w pacyfistę, by w końcu emigrować na Mauritius. Tam małżeństwo Marro jest jedyną rodziną sprzeciwiającą się niewolnictwu, współcześnie żyjący Jean z trwogą rejestruje wypadki w Algierii i stara się uniknąć zaciągu do wojska i udziału w wojnie. W czasie swoich podróży obserwuje walkę w różnych zakątkach świata. Opis losów rodziny Marro to właściwie tylko przyczynek do rozważań nad równouprawnieniem niewolników czy emigrantów, nad sensem wojny, nad sensem buntu i o poszukiwaniu własnej życiowej ścieżki. Ilość poruszanych przez Le Clézio wątków nieco mnie przytłaczała, czyniła powieść nieco chaotyczną - dopiero po zakończeniu czytania odgaduję sens, odszukuję znaczenia, wątki, myśli. Le Clézio nie pomija losów żadnej z postaci - koncentruje się niemal na wszystkich, których spotyka Jean - od kochanki po szkolnego przyjaciela.
Chyba jednak wolałabym gdyby autor pozostał przy głównej linii, czuję niedosyt i przytłoczenie ilością niedokończonych wątków, naszkicowanych zaledwie myśli. Niespecjalnie mam ochotę rozważać każdy z nich, choć pewnie takie było zamierzenie autora. Mnie zabrakło uporządkowania. Mimo to warto sięgnąć po tę książkę.

J.M.G. Le Clézio, Revolutionen, tł. Uli Wittmann, 556 str., Kiepenheuer & Witsch.

niedziela, 7 czerwca 2009

"Przy obieraniu cebuli" Günter Grass


Co to była za lektura!! Po ostatnich książkach, napisanych językiem, powiedzmy, prostym, miałam trudności na początku powieści Grassa. Musiałam się rozsmakować w jego stylu, by zatopić się całkowicie we wspomnieniach, spisanych przez tego wybitnego pisarza. Grass opisuje swoje życie od wybuchu II wojny światowej po wydanie swojej pierwszej powieści czyli "Blaszanego bębenka". Okazało się, że nie miałam pojęcia o losach Grassa. Autor opisuje swoje dzieje szczerze, do bólu szczerze, oceniając, stawiając pytania, naświetlając wydarzenia z różnych perspektyw. Zafascynowana jestem ogromem jego przeżyć, zbiegami okoliczności, a także zajęciami, których się imał, nigdy nie zapominając o swoim życiowym celu czyli o sztuce. Grass konstruuje swoją powieść bardzo ciekawie - wygrzebuje, wykopuje, wyciąga najskrytsze wspomnienia, ocala je przed zapomnieniem, dokopuje się do ich głębi, tak jak obiera się cebulę z łupin, tak jak odkrywa się uchwyconego owada w kawałku bursztynu. Zaimponował mi gotowością do oddarcia swoich przeżyć z tajemnicy, do ukazania swoich dylematów i niepopularnych wyborów. Kolorytu wspomnieniom nadają liczne przeskoki do współczesności - odniesienia z innej perspektywy, a przede wszystkim powiązania opisywanych wydarzeń z jego powieściami. Grass ukazuje w jaki spopsób wykorzystał poszczególne wydarzenia w swoich powieściach. Żałowałam, że tak mało pamiętam z tych kilku przeczytanych przeze mnie jego książek.
Ciagle pozostaje pod wrażeniem języka Grassa - konstrukcja zdań, opisy, porównania są dla mnie majsterszykiem. Nie czyta się Grassa rzutko ale za to jak dogłębnie!
Książka z kategorii - należy przeczytać! Mnie zachwyciła.

Günter Grass, Beim Häuten der Zwiebel, 479 str., dtv.

wtorek, 2 czerwca 2009

"Candy" Kevin Brooks

W jeden dzień przeczytałam:) I co my tu mamy: jest nieśmiały chłopak spod Londynu i jest Candy, tajemnicza dziewczyna, którą przypadkowo poznał przy stacji metra. Krok po kroku Joe odkrywa tajmeniczą Candy - dziewczynę półświatka, uwikłaną w prostytucję i narkotyki. Jej urok przyciąga go do tego stopnia, iż postanawia jej pomóc. Akcja toczy się wartko i z każdą stroną książki śpieszymy do finału. Z założenia jest to powieść dla nastolatków i myślę, że ma szansę na sporą popularność wśród nich. Dla mnie było to tylko czytadło, które połyka się przy śniadaniu i w metrze. Ale czasem miło przeczytać taką książkę.

Kevin Brooks, Candy, tł. Anna i Miłosz Urban, 352 str., Media Rodzina.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

"Tajemnica" Jurij Andruchowycz


Nie bardzo wiem, jak zrecenzować tę książkę. Nie żałuję, że przeczytałam - w końcu to moje pierwsze spotkanie z literaturą ukraińską. Nie żałuję również ze względu na sporą obecność Berlina. Jurij Andruchowycz tworzy właściwie autobiografię ale czyni to w pomysłowy sposób, w formie wywiadu-rzeki, prowadzonego przez wymyśloną przez niego postać. Osoba ta zna więc Jurija jak nikt inny i stawia pytania, których ktoś obcy z pewnością by nie postawił. Poznajemy więc życie w ZSRR, studia, czas wojska i wreszcie podróży. Opowieści Jurija przeplatane są dygresjami o życiu, o twórczości, co tu pisać o wszystkim niemal. Czasem ciężko jest podążać za chronolgią wydarzeń, wśród niedokończoncyh wątków szukać trzeba kontynuacji ale przekonana jestem, że owa ciągłość wcale nie była zamierzona. Nie jest to wszakże typowa bopgrafia, z której dowiadujemy się, kiedy i co robił autor, a raczej rozważania o szukaniu miejsca na ziemi, o fascynacji Europą Środkowo-Wschodnnią czy o istocie tworzenia. Musze przyznać, że pod koniec książka utraciła rozpęd a zagubiła się w niejsanych dygresjach i wątkach, które trudno mi było zrozumieć, które nawet nie zawasze chciałam zrozumieć. Wyraźnym plusem jest język - czasem dosadny, wręcz soczysty, gawędziarski, dzięki któremu udało mi się ukończyć czytanie.

Jurij Andruchowycz, Tajmenica, tł. Michał Petryk, 339 str., Czarne.

piątek, 29 maja 2009

"Engin spor" Viktor Arnar Ingólfsson


Kolejny kryminał Viktora Arnara - w mooim odczuciu to jednak bardziej niemal saga rodzinna i dobry kawałek historii dwudziestowiecznej Islandii niż kryminał. Swoją opowieść oplata autor wokół wątku morderstwa Jacoba Kielera juniora - potomka znanej i szanowanej rodziny mieszczańskiej. Ciało Jacoba odnajduje jego gospodyni i w tym momencie rozpoczyna się zadziwiające śledztwo. Akcja powieści toczy się na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Pełna podziwu śledziłam drobiazgowe opisy ówczesnych metod śledczych - sposobu analizy odcisków palców i innych obiektów znalezionych w miejscu zbrodni. Jestem pełna podziwu wobec wiedzy autora. Rozdziały, dotyczące śledztwa przelatane są fragmentami dziennika, jaki przez całe swoje życie prowadził ojciec ofiary. Był on wybitnym inżynierem, którego pasją i idee fixe było wybudowanie na Islandii kolei. Dzięki zapiskom z dziennika poznajemy jego życie, walkę o realizcję marzeń, warunki życia w Isladnii, aktualne wydarzenia polityczne i ich odbiór a także życie codzienne. Akcja nabiera rumieńców gdy dowiadujemy się, iż Jacob Kieler senior czyli ojciec ofiary zginał w niemal identyczny sposób. Viktor Arnar również szczegółowo opisuje policjantów biorących udział w śledztwie - każdy z nich ma zupełnie inną osobowość i mam wrażenie, że można było poświęcić więcej czasu na jeszcze bliższe ich naszkicowanie. Dla miłośników Islandii piękne zapewne będą również opisy przyrody islandzkiej. Bardzo podobała mi się ta powieść i podziwiam autora za wiedzę i z pewnością drobiazgowe badania, które poprzedziły pisanie.

Viktor Arnar Ingólfsson, Haus ohne Spuren, tł. Coletta Bürling, 366 str., Lübbe.

wtorek, 26 maja 2009

"Afturelding" Viktor Arnar Ingólfsson


Miałam ochotę na coś lekkiego i przyjemnego więc przyniosłam sobie kilka islandzkich kryminałów. Zaczęłam od Viktora Arnara, którego "Rätsel von Flatey" (Zagadka wyspy Flatey) szalenie mi się swego czasu podobała. "Bevor der Morgen graut" to drugi kryminał tego autora - niestety nie pamiętam imienia policjanta, prowadzącego śledztwo w pierwszej książce ale mam wrażenie, że nie ma tu postaci łączącej obie powieści.
Tutaj mamy do czynienia z moderstwami osób polujących na gęsi - morderca osacza je wczesnym rankiem i urządza polowanie na myśliwych. Śledztwo prowadzi dwóch policjantów - oboje są na swój sposób ciekawi. Jeden z nich pochodzi z Wietnamu, a drugi został wychowany przez samotną matkę Niemkę. Rózni ich niemal wszystko - wygląd, sylwetka, zwyczaje, sposób bycia - mimo to tworzą zgrany zespół i świetnie się uzupełniają.

Viktor Arnar dość ciekawie szkicuje tło morderstw, postaci w nie uwikłane - ich pochodzenie, uwikłanie środowiskowe, problemy. Wszystko mocno osadzone w Islandii - czuć klimat, naturę, problemy. To akurat dla mnie bardzo istotny aspekt. Dość szybko zaczęłam podejrzewac, kto jest mordercą myśliwych, ale autor potrafił tak zagmatwać zagadkę, źe po pewnym czasie nie byłam pewna. Samo zakończenie wydaje się być dość pospieszne i momentami wręcz niewiarygodne ale nie ujęło to w moim przypadku ani krzty przyjemności czytania. Powieść połknęłam dosłownie w niecałe dwa dni. Zabieram się czym prędzej za trzeci kryminał Viktora Arnara.


Viktor Arnar Ingólfsson, Bevor der Morgen graut, tł. Coletta Bürling, 335 str., Lübbe.

niedziela, 24 maja 2009

"Skugga-Baldur" Sjón


Sjón jest tajemniczy, pisze pod pseudonimem wiersze, teksty piosenek, scenariusze i powieści. Powieści bardzo poetyckie. "Skugga-Baldur" to powieść skąpa w słowa, bardzo poetycka ale nie nudna! Nie przepadam za poetyckimi powieściami i dlatego nie zachwyciła mnie Steinunn ale Sjón jest po prostu świetny! Zbyt szybko przeczytałam tę książkę - śledziłam akcję i zagadkę Abby nie koncentrując się należycie na doborze słów, wyrafinowanych, poetyckich porównaniach i szkicu islandzkiej natury.
Co tak mnie wciągnęło? Historia pastora Baldura, który zatraca się w szaleńczej pogonii za lisicą przez pustkowia i góry, gdzie walczy o przeżycie zaskoczony przez groźną islandzką naturę. Zaciekawiła mnie historia Abby - dziewczyny odnalezionej na statku, który uległ katastrofie u wybrzeży Islandii. Abba jest upośledzona i okrutnie traktowana. Przypadkiem zostaje odnaleziona przez Friðrika Friðjónssona, który właśnie wrócił do Islandii po ukończonych w Danii studiach przyrodniczych. Co łączy Abbę i Baldura? Jaką rolę odgrywa tu natura i lisica? Odpowiedzi, a także szerokie pole do rozmyślań daje czytelnikowi autor. Mnie interesowały również opisy dziwiętnastowiecznej Islandii oraz warunków życia ówczesnych mieszkańców. Fascynująca lektura!!
P.S. Mam pytanie, do osób, które czytały powieść w polskim tłumaczeniu. Jakiego koloru jest lisica, którą próbuje ustrzelić Baldur? Jak przyjeśliście tytuł powieści? Czy tłumacz wyjaśnia znaczenie tego tytułu? I wreszcie kto przetłumaczył tę powieść na polski? Dziękuję z góry!

Sjón, Schattenfuchs, tł. Betty Wahl, 126 str., Fischer.

sobota, 23 maja 2009

Północ w ogrodzie dobra i zła" John Berendt


Od czasu do czasu należy poczytać w innych językach niż zazwyczaj - trafiło więc na Johna Berendta i jego bestseller. Rzecz dzieje się w Georgii w mieście Savannah. Nowojorski dziennikarz zafascynowany tym miastem, przeprowadza się tam i opisuje najprzeróżniejszych mieszkańców - poczynając od nieprzyzwoicie bogatego Jima Williamsa, poprzez czarnoskórą drug queen na właścicielu klubu muzycznego kończąc. Berendt opisuje błyskotliwie, przytaczając wiele anekdot i dykteryjek, przy okazji opisując szczegółowo miasto i życie w nim. Praktycznie cała pierwsza część powieści to zbiór charakterów z Savannah w roli głównej. Akcja przyspiesza gdy Williams zabija swojego współpracownika - niedojrzałego, uzależnionego od alkoholu furiata - Dannyego. Druga część książki to opisy procesów sądowych i działań Williamsa. Berendt nie porzuca jednak mieszkańców Savannah i stale informuje czytelnika o ich rozmowach, poczynaniach i ich stosunku do morderstwa. Z pewnością jest to błyskotliwa książka ale na pewno o wiele ciekawsza do osób, mających emcjonalny stosunek do Savannah - a przynajmniej do tych, którzy odwiedzili to miasto i znają słynny Mercer House (rezydencję Williamsa). Wprawdzei byłam w Georgii ale niestety nie w Savannah i niezliczone opisy po jakimś czasie mnie nużyły. Podejrzewam również, że gdybym czytała tę książkę w bliższym mi języku , bardziej bym ją doceniła. Niestety mimo że nie miałam problemów ze zrozumieniem, nie jestem w stanie ocenić stylu i narracji autora. Dla mnie to było li tylko ćwiczenie. Przerzucam się na razie na niemiecki;)

John Berendt, Midnight in the garden of good and evil, 386 str., Random House.

piątek, 22 maja 2009

"Filary ziemi" Ken Follet


Dałam sobie kilka dni oddechu ale nie ciągnie mnie zupełnie do powrotu do Folleta. Mnóstwo ciekawych lektur uśmiecha się do mnie s niebotycznego stosu, a Follet leży porzucony na podłodze obok biurka i nawet nie poszeptuje. Czas więc na parę słów i próbę podsumowania dlaczego właściwie nie? Bo zaczyna się nieźle - mamy kamieniarza, który wędruje przez średniowieczną Anglię w poszukiwaniu pracy. Prowadzi ze sobą rodzinę: dwoje dzieci i żonę w ciąży. Zbliża się zima, rodzina nie ma środków do życia i niestety marne widoki na pracę. Mamy klasztor i mnicha, który wychował się wśród murów klasztornych po tym jak zamordowano jego rodziców, mamy rozgrywki o władzę po śmierci króla. I co jeszcze? Mamy drobniutki druk, blisko 1200 stron i kilometrowe opisy. Opisy szczegółów, które ani nic nie wnoszą do akcji, ani nie dodają kolorytu powieści. Mamy długaśne retrospekcje, które równie rozwlekle wspominają losy nowo poznanych postaci. I nawet mimo tych tasiemców doczytałabym książkę, gdybym miała w perspektywie 300 może 400 stron, ale ten dalszy tysiąc mnie dosłownie przytłaczał. Ciągle zastanawiałam się czy redaktor w ogóle coś przyciął z oryginały, a jeśli tak to ile tysięcy stron opisów wyprodukował Follet i właściwie po co? Rozumiem, źe "Filary ziemi" to z załoźenia czytadło - ale jednak mam inne pojęcie o lekkich powieściach. Nie sądzę, źe mam ochotę poświęcać więcej czasu Folletowi, to juź wolę przeczytać dobry kryminał.


Ken Follet, Filary ziemi, tł. Gabriele Conrad, Till Lohmeyer, Christel Rost, 1165 str., Bastei Lübbe

poniedziałek, 18 maja 2009

Ratunku!

Czytam, a właściwie męczę "Filary ziemi" - przeczytałam 250 str. z blisko 1200. I nie wiem co zrobić - czarno widzę perspektywę czytania kolejnego niemal tysiąc stron tych nud. Zastanawiam się, co ludzie w tej książce widzą, że taka słynna i obdarzona ochami i achami? Czytaliście? Warto się dalej męczyć? Gdy czytam to jeszcze jakoś leci, mimo rozwlekłych opisów i retrospekcji, ale jak odłożę książkę, to leży i czeka na zlitowanie. W międzyczasie rozpoczęłam "Midnight in the garden od good and evil" Johna Berendta, choć nigdy nie czytam dwóch książek na raz. Co robić, co robić????

poniedziałek, 11 maja 2009

Podsumowanie wyzwania historycznego

Miałam ambitne plany, naprawdę chciałam przeczytać kilka książek historycznych, a niestety nie przeczytałam nic - ani jednej książki. Straciłam serce do wyzwania, mimo że trzy z zaplanowanych lektur mam w domu. Będą musiały, biedaczki, poczekać na lepsze czasy. Być może niebawem, bo będę miała duuuuużo więcej czasu na czytanie. Za to znacznie zredukowałam stosik najbliższy memu łóżku, co mnie bardzo cieszy:)

"Candy" Kevin Brooks

Nigdy nic nie słyszałam o Kevinie Brooksie, nie miałam pojęcia, że produkowane są zajawki nowych książek podobne do filmowych. Uświadomiło mnie wydawnictwo Media Rodzina, które właśnie wydaje podobno kultową książkę tegoż autora pt. "Candy". Zajawka wzbudziłą moją ciekawość, więc wrzucam link do filmiku i mam nadzieję niebawem zapoznać się z prozą Brooksa. A wy już Brooksa czytaliście?

niedziela, 10 maja 2009

"Lala" Jacek Dehnel


Przeczytałam, a właściwie niespiesznie wysmakowałam wspomnieniową książkę Jacka Dehnela. Nie jestem w stanie powiedzieć czy mi się podobała - są elementy, które mnie zachwyciły, ale brakuje mi czego ś, co uczyniło by tę książkę genialną. Sama tematyka jest bardzo bliska memu sercu - genealogią mojej rodziny zajmowałam się intensywnie i przez rozmowy z babcią próbowałam nadać życia suchym faktom.
Jacek Dehnel nie prowadzi wprawdzie badań genealogicznych ale notuje wspomnienia, przypowiastki i anegdoty babci. Babcia jego to kobieta zdumiewająca - energiczna, wyedukowana, zaskakująca. Babcia snuje swoje opowiadanai stale, rozpoczyna przy śniadaniu, przerywa, by skomentować rzeczywistość i kontynuuje w zupełnie innym miejscu. Chronologia dla nie jest - wraca, wspomina, odbiega, operuje mnóstwem nazwisk. Jacek stara się kontrolować ten potok wspomnień, nawraca babcię na "poprawną" drogę, notuje, uśmiecha się i cierpliwie wysłuchuje tej samej historii po raz enty. Właśnie te babcine wspominki czytałam wolno, odkładając raz po raz lekturę, wracając, ale też odczuwająć znużenie.
Za dużo ciekawszą część odbieram rozdziały, w których wnuk opisuje starzenie się babci - jej stopniową zapominalskość, plątanie faktów, złośliwe zachowania, aż wreszcie fizyczno ść, która zaczyna dominować czas spędzany z babcią. Babcia dziecinnieje, utrudnia opiekę nad sobą czyniąc z niej próbę nerwów dla córki czy wnuka. Ujął mnie sposób w jaki Dehnel to opisuje, zachowując takt ale nie upiększając niczego, ujęła mnie jego szczerość i odwaga w ukazaniu odchodzenia osoby kochanej. Mam wrażenie, że to temat poniekąd tabu, nieczęsto brany na warsztat pisarski, a już na pewno nie przez tak młodego pisarza.
Podoba mi się polszczyzna Dehnela ale trochę denerwowały mnie poetyckie dygresje, które niekoniecznie muszą być złe. Ja akurat takich poetyckich wtrętów nie lubię.
Mimo że nie stałam się fanką Dehnela po tej książce, ciekawa jestem jego "Balzakiany".

Jacek Dehnel, Lala, 403 str., W.A.B.