czwartek, 23 października 2008

"Upiory spacerują nad Wartą" Ryszard Ćwirlej


Pochorowałam się - leżę w łóżku i na zmianę śpię i czytam. Dziś połknęłam powyższą pozycję.
To polski kryminał, którego akcja dzieje się w Poznaniu w połowie lat osiemdziesiątych. Poznański pener przypadkiem odnajduje nad Wartą ciało kobiety z odrąbaną głową. Równocześnie szyper jednej z barek znajduje w wodzie głowę kobiety, która jednak nie pasuje do wcześniej znalezionego ciała. Dochodzenie prowadzą milicjanci z komendy wojewódzkiej.
Ale to nie tylko kryminał. To ilustracja polskiego świata lat osiemdziesiątych z kartkami, cinkciarzami, z etykietami zastępczymi na oranżadzie, pustymi sklepami, peweksami i załatwianiem wszystkiego na lewo. Ćwirlej bardzo wiernie opisuje ówczesne realia, nie skąpiąc detali, często wyjaśniając niektóre fakty czytelnikowi. Ten zabieg odbierałam jak zamierzony ukłon w kierunku młodych czytelników, nie pamiętających tamtych czasów, mnie raczej irytujący, bo przebrzmiewający tonem jak z podręcznika historii.

"Milicjant podał mu zapalniczkę, reklamówkę Marlboro, zachodnią jednorazówkę z dorobionym zaworkiem do ponownego napełniania. Takie zapalniczki w NRF-ie rozdawano za darmo. U nas były dobrem szczególnie pożądanym. Na bazarach kupowało się je za kilkadziesiąt złotych, w zależności od atrtakcyjności nadruku."

Użycie czasu przeszłego i zaimka "nas" najbardziej mnie w tych fragmentach denerwowało. Odnosiłam wrażenie jakby autor dystansował się od swojej książki. Chętnie jednak przymknęłam na to oko wspominając audycje radiowe, muzykę, wygląd mieszkań i stroje tamtych czasów. Ćwirlej zadbał o każdy szczegół, co wprowadziło mnie w niemal melancholijny nastrój i przypomniało mi niebieskie zeszyty z kryminałami oraz książki Joe Alexa. Czy ktoś je jeszcze pamięta? Przypomniały mi się młynki do kawy, syfony, prohibicja do 13:00.... A propos prohibicji, bohaterowie powieści ciągle piją - piwo, wino, a przede wszystkim wódkę. Przera żające ilości alkoholu płyną na stronach powieści. Zastanawiam się czy tak naprawdę było? Ja tego nie pamiętam, ale też nie miałam kontaktów ze środowiskami milicyjnymi.
A samo śledztwo? Też ciekawe, czasem bardziej przewidywalne, ale mnie akurat trzymało w napięciu. Gdy w końcu dowiedziałam się, kto jest mordercą, zauważyłam wiele zabiegów Ćwirleja, które wcześniej nie rzuciły mi się w oczy. Moge sobie wyobrazić, że wytrawni czytelnicy kryminałów wcześniej niż ja odkryją zabójcę.
Warto jeszcze wspomnieć Poznań - Ćwirlej szczegółowo opisuje budynki i ulice używając poznańskiej gwary. Myślę, że dla osób znających Poznań to dodatkowy atut książki.
Ciekawa jestem jak rozwine się pisarstwo Ćwirleja.

Ryszard Ćwirlej, Upiory spacerują nad Wartą, 281 str., Replika, Zakrzewo 2007

"Mistrz i Małgorzata" Michaił Bułhakow

To moja ostatnia wyznaniowa lektura. Tę książkę czytałam już w liceum, wiele lat temu i postanowiłam odświeżyć lekturę. Poza mglistym wspomnieniem szatana i kota nie pamiętałam z lektury nic. Zupełnie nic. Sądziłam, że podczas czytania nadejdzie olśnienie, ale nie. Nadal pustka. Wiedziałam tylko, iż wtedy powieść bardzo mi się podobała.
Bułhakow splata w swojej książce kilka wątków. Do Moskwy lat trzydziestych ubiegłego wieku zawitał szatan wraz ze swoją świtą. Jako Voland, mistrz czarnej magii, sieje zamęt w całym mieście, a głównie w jego literackim i kulturalnym światku. Kulminacją jego działań jest występ w moskiewskim Variete. Równocześnie wplata Bułhakow swoją wersję ostatniego dnia Jezusa, napisaną z perspektywy Piłata. Powieść taką napisał tytułowy Mistrz, ukochany Małgorzaty. Szatan zawitał w Moskwie by wydać tradycyjny bal, odbywający się zawsze w noc pełni, 14 nisan. Królową balu zostaje zawsze kobieta o imieniu Małgorzata, która w zamian może prosić szatana o spełnienie jej życzenia. Małgorzata prosi o odnalezienie jej ukochanego Mistrza.
Bardzo dobrze czytało mi się tą powieść - piękny język, błyskotliwe opisy, bogactwo charakterów i nietypowa tematyka z pewnością wciągają. Jednak znów mam pewien niedosyt. Zabrakło mi zachwytu absolutnego, słabo przemawia do mnie symbolika powieści, z pewnością bogata. Nie brak tu satyry ówczesnego społeczeństwa sowieckiego, nie brak mistyki, wielu odniesień literackich a nawet wątku kryminalnego - to praktycznie kopalnia znaczeń, symboli i smaczków. Ja jakoś nie odczuwałam ochoty na odkyrwanie ich wszystkich, ale z miłą chęcią przeczytałabym dobrą interpretację powieści Bułhakowa. Przekonana jestem, że nie odkryłam nawet połowy z nich. Mimo to zadowolona jestem, że jeszcze raz (co mi się rzadko zdarza) sięgnęłam po tę książkę.
P.S. Trafiłam na ciekawą stronkę o tej powieści.

Michail Bulgakow, Der Meister und Margarita, tł. Thomas Reschke, 503 str., Deutscher Taschenbuch Verlag 2001.

"Die Juden" Gotthold Ephraim Lessing

Bardzo lubię dramaty Lessinga, jednak nie czytałam jeszcze wszystkich. "Die Juden" wybrałam, jak to zazwyczaj u mnie z dramtami bywa, ze względu na planowane wyjście do teatru. To króciutki dramat opisujący napaść zbójecką na barona. Baron zostaje uratowany z rąk zbójców przez przypadkowo przejeżdżającego podróżnego. Ocalony baron jest tak wdzięczny swemu wybawcy, że zaprasza go do spędzenia kilku dni w jego domu. Podróżny spotyka tam wójta, który będąc jednym ze zbójów, wypytuje gościa o okoliczności uratowania barona, sugerując, iż sprawcami napadu byli Żydzi. Wszyscy bohaterowie dramatu są pełni uprzedzeń i wręcz nienawiści wobec Żydów właśnie. Nie trudno się domyśleć, że nieznany podróżny właśnie jest Żydem. Lessing pozwala podróżnemu rozwiązać zagadkę napadu i zdemaskować wójta i jego kompana, a w końcu ujawnić swoje pochodzenie, ku zdumieniu i zawstydzeniu pozostałych. Ta krótka sztuka nie dosięga kunsztu innych, późniejszych dramatów i komedii Lessinga, ale jej tematyka wciąż jest bardzo aktualna. Zdumiewającym wręcz jest, że przez tyle wieków nie zmieniły się poglądy wielu ludzi. Dziś zobaczyłam inscenizację tej sztuki w Berliner Ensamble, którą niebawem opiszę tu.

Gotthold Ephraim Lessing, Dramen, tu: Die Juden, 38 str., insel taschenbuch 1984.

sobota, 18 października 2008

Zwyczaje czytelnicze - podaję pałeczkę

Myślę, że fajnie byłoby przenieść na polskie blogi miły zwyczaj, który panuje na niemieckich blogach literackich. Pierwsza osoba zadaje kilka pytań lub wymyśla zadanie, odpowiada na nie i przekazuje pałeczkę wybranym blogowiczom.

1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
Czytam praktycznie ciągle i zawsze. Zaczynam od razu przy śniadaniu kilkoma stronniczkami. W ciągu dnia czasu nie mam, ale czasem uda się mi przeczytać choć kilka stron. Niestety odkąd pracuję czas na czytanie przesunął się na wieczór. Niestety nie korzystam z komunikacji miejskiej, która dla mnie jest idelanym miejscem do czytania. Czasem uda mi się trochę poczytać, gdy bawię się z córką. Książka strategicznie ułożona obok, otwarta na odpowiedniej stronie:) Gdyby nie istniały komputery, czytałabym pewnie całe wieczory, a tak zostaje mi tylko chwila przed zaśnięciem. Zdecydowanie najbardziej owocne są wizyty u lekarza - wtedy mogę czytać bez wyrzutów sumienia:)

2. Gdzie czytasz?
Najczęściej w łóżku, czasem w wannie, na podłodze - praktycznie mogę czytać wszędzie.

3. Jeśli czytasz (na leżąco) w łóżku, to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?
Najczęsciej czytam na półleżąco, podparta poduchami, ale też bywa na brzuchu. Zdarzało mi się już czytać leżąc na brzuchu, gdy książka leżała na podłodze.

4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?
Beletrystykę, klasykę, sprawozdania z podróży, kryminały, fantasy, powieści historyczne - niemal wszystko.

5. Jaką książkę ostatni kupiłaś/-eś?
Kupiłam dwie - "Pana Lehmann" Svena Regenera oraz "Das Buch der Toten" Jonathana Kellermana.

6. Co czytałaś/-eś ostatnio?
"Tausend strahlende Sonnen" Khaleda Hosseini

7. Co czytasz aktualnie?
"Mistrza i Małgorzatę" Bułhakowa.

8. Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?
Zakładek, li tylko. Ostatnio sporo dostałam, używam też zakładek dodawanych do książek.

9. Co sądzisz o książkach do słuchania?
Niewiele. Nigdy z nich nie korzystałam ale mocno podejrzewam, że by mnie nie zachwyciły. Na pewno byłyby ciekawą alternatywą do samochodu, bo mam już alergię na reklamy w radio.

10. Co sądzisz o ebookach?
Również niewiele. Nie wyobraźam sobie porzucenia książek na ich rzecz. Warto by przemyśleć tę opcję w ramach wyjazdu, gdy nie ma miejsca na zabranie wielu książek. Nie sądzę jednak, że sprawiałoby mi przyjemność czytanie książek na ekranie.

Pałeczkę przekazuję Zosikowi oraz prowincjonalnej nauczycielce, przejmiecie?:)

poniedziałek, 13 października 2008

Uwe Tellkamp otrzymał Deutscher Buchpreis

Niemiecką nagrodę Deutscher Buchpreis otrzymał Uwe Tellkamp za swoją powieść "Der Turm", opowiadającą o mieszkańcach Drezna i ich mniejszym lub większym dopasowaniu do systemu późnego NRD. Informacje o finalistach po angielsku można znaleźć tu.

czwartek, 9 października 2008

"Tysiąc wspaniałych słońc" Khaled Hosseini

Khaled Hosseini dostał u mnie, po rozczarowaniu "Chłopcem z latawcem" kolejną szansę. Głównie z tego powodu, iż akurat koleżanka miała tę książkę i mi ją pożyczyła. I za to jestem jej wdzięczna, bo ta pozycja podobała mi się znacznie bardziej. To właściwie lekka, mimo poważnej tematyki, lektura - książkę przeczytałam we dwa wieczory, głównie usypiając córkę. Tym razem chyba powinnam być jej wdzięczna, bo mogłam bez wyrzutów sumienia czytać i czytać.
Hosseini znów zabiera nas do Afganistanu, opowiadając życie dwóch kobiet. Pierwsza z nich, Mariam, jest dzieckiem z nieprawego łoża, co praktycznie piętnuje ją na całe życie. Jej matka jest pełna goryczy, której jednak nie udaje się jej przelać na córkę, kochającą bezwarunkowo swojego ojca. Nie chcę jednak zdradzić zbyt wiele z fabuły powieści. Gdy Mariam jest już mężatką od lat mieszkającą w Kabulu, "poznaje" w bardzo nietypowych okolicznościach Lailę, z którą ostrożnie się zaprzyjaźnia.
Hosseini bardzo barwnie, wartko i z dbałością o szczegół opisuje losy kobiet, ich codzienne życie, przemyślenia i obserwacje. Nie są to łatwe losy, pełno w nich przemocy, sponiewierania i pokory. Wiele miejsca autor poświęca szkicowaniu sytuacji politycznej w Afganistanie. Począwszy od monarchii, poprzez wkroczenie Rosjan, a skończywszy na wojnie domowej i panowaniu Talibów. Hosseini skrupulatnie opisuje poszczególne narody, żyjące w Afganistanie, przemiany polityczne oraz stosunek Afgańczyków do aktualnego rządu. Dla mnie to jeden z ciekawszych aspektów powieści, gdyż mimo ciągłej bytności tego kraju w mediach, brak mi podstaw afgańskiej historii. Sporo tej w powieści opisów Kabulu - miasta pełnego zapachów i ludzi, miasta pulsującego życiem, które powoli zamieniane jest w ruinę.
Trudno mi nazwać tę książkę literaturą wysokich losów - Hosseini jest dobrym rzemieślnikiem, wie jak napisać chwytliwą książkę, ale nie oceniam tego faktu negatywnie. Przeczytałam lub próbowałam ostatnio przeczytać książki z innej półki i wcale nie sprawiło mi to przyjemności, a Salman Rushdie wręcz mnie sfrustrował. Miałam ogromną ochotę na książkę, którą lekko się czyta i taką dostałam. W pierwszej powieści Hosseiniego nie podobały mi się "hollywoodzkie" triki oraz nagromadzenie nieszczęśliwych wydarzeń. Tutaj fabuła skontruowana jest tak, że przypadki, mające wpływ na losy bohaterów, nie rażą, są bardziej wiarygodne. Kilka razy natknęłam się znów na zdania w stylu: Złożyła podpis. Kolejny miała złożyć za 27 lat. Bardzo nie lubię takiego sugerowania czytelnikowi losów - odbieram je jako sztuczne budowanie napięcia. To właśnie raziło mnie w "Chłopcu z latawcem". Tutaj tych sformułowań było wyraźnie mniej. Zastanawiałam się czy Hosseini dojrzał pisarsko, czy może tematyka powieści jest dla mnie ciekawsza, czy może zadecydowały mniejsze oczekiwania z mojej strony? Tak, czy inaczej, książkę polecam, choćby tylko ze względów poznawczych.

Khaled Hosseini, Tausend strahlende Sonnen, tł. Michael Windgassen, 382 str., Bloomsbury Berlin 2007, ISBN 978-3-8270-0671-4

Jean-Marie Gustave Le Clézio otrzymał literacką Nagrodę Nobla

Muszę przyznać po raz pierwszy słyszę to nazwisko. Również ze zdumieniem przeczytałam, że to dopiero trzeci literacki Nobel dla Francji. Poprzednie otrzymali Gao Xingjian w 2000 r. oraz Claude Simon w 1985 roku. Na język polski zostały dotychczas przetłumaczone trzy książki świeżego Noblisty: "Protokół", "Pustynia" oraz "Onitsza". Postaram się w najbliższym czasie zapoznać z twórczościa Le Clézio.
Dziękuję Anonimowi za słuszną uwagę, iż noblistów francuskich było więcej - oczywiście! Niepotrzebnie dałam się zwieść angielskiej Wikipedii. Uzupełniam więc jeszcze o te nazwiska: Frédéric Mistral (1904), Romain Rolland (1915), Anatole France (1921), Henri Bergson (1927), Roger Martin du Gard (1927), André Gide (1947), François Mauriac (1952), Albert Camus (1957), Saint-John Perse (1960), Jean-Paul Sartre (1964), Claude Simon (1985), Gao Xingjian (2000).

niedziela, 5 października 2008

"Zima w Lizbonie" Antonio Munoz Molina

Narrator powieści spotyka w Mardycie w jednej z knajpek dawnego znajomego - Santiago Biralbo - pianistę jazzowego. Boralbo gra w podrzędnym lokalu poz zmienionym nazwiskiem. W ciągu wielu, zakraianych bourbonem nocy, Biralbo opowiada swoją historię. Te morczne zwierzenia obracają sie wokół jego miłości do Lucrecii. Miłości praktycznie bez wyjścia, gdyż Lucrecia była mężatką. Jej mąż to podejrzany typ interesujący się sztuką i chorobliwie zazdrosny. Podczas wielu nocy narrator dowiaduje się dlaczego Biralbo zmienił nazwisko, czemu się ukrywa, czemu stale ma przy sobie broń i podejrzliwie spogląda przez okno. Opowieść pianisty przesiąknięta jest mroczną atmosferą, czytelnik wręcz słyszy muzykę. Oczywiście jest to jazz, a zwłascza kawałki napisane przez Biralbo "Lisboa" i "Burma". Wiele stron zajmują opisy atmosfery, nastrojów, muzyki, uczuć - akcja wtedy toczy się niespiesznie, ustępując miejsca melancholii. Skąd jednak w tytule Lizobna, skoro akcja toczy się głównie w San Sebastian i Madrycie? Lizoba to miasto marzeń Lucercii, to miejsce, które wręcz symbolizuje miłość jej i Biralbo. Do samej Lizobny dotrzemy jednak dopiero na 166 stronie książki. To zimowe, melancholijne miasto. Fizycznie nie odgrywa wielkiej roli, ważniejszy jest wyżej wspomniany utwór Biralbo właśnie tak zatytułowany. Narrator słucha go wiele, wiele razy. Książkę przeczytałam dość szybko, ale nie mogę powiedzieć, żeby mnie zachwyciła. To z pewnością wyśmienita powieść, bardzo poetycka, z własnym, niepowtarzalnym klimatem. Mnie jedak do końca nie ujęła.

Antonio Munoz Molina, Der Winter in Lissabon, tł. Heidrun Adler, rowohlt, 280 str., ISBN 3-498-04330-7

poniedziałek, 29 września 2008

"Wieczór Trzech Króli" William Shakespeare

Shakespeare napisał tą sztukę - komedię pomyłek. ok. 1600 roku. Jej akcja toczy się w krainie zwanej Illyrią. Na początku rozbija się statek, rodzeństwo: Viola i Sebastian ratują się, jednak traca ze sobą kontakt i oboje sądzą, że zginęli w morskich toniach. Viola przebiera się za mężczyznę i rozpoczyna służbę na dworze księcia Orsino. Książę kocha damę Olivię, Olivia zakochuje się w Cesario - chłopcu, za którego podaje się Viola. Viola zaś zakochuje się w księciu. Gdy do bohaterów dołącza Sebastian, chaos jest murowany.
Trudno czytało mi się tę sztukę - Shakespeare gra słowami, zwodzi czytelnika, nie stroni od dygresji. Czytałam wydanie dwujęzyczne i ciągle byłam pełna podziwu dla tłumacza. Podsumowując muszę przyznać, że nie zachwyciła mnie ta sztuka, ale wogóle nie jestem fanką dramatu szekspirowskiego. Bardzo jestem ciekawa, co zrobił z nią Michael Thalheimer. Do teatru wybieram się 27 października.

William Shakespeare, Was ihr wollt, dtv klassik, 197 str., ISBN 3-423-02369-4

niedziela, 28 września 2008

"Czarownice z Salem" Arthur Miller

W 1953 roku Arthur Miller opisał wydarzenia z Salem, które miały miejsce w końcu XVII wieku. Grupa dziewcząt wraz z niewolnicą z Barbados, Titubą, tańczy nago w lesie, na czym złapał ich pastor Samuel Parris. Po tych wydarzeniach dwie z nich są chore. Ich choroby nie da się wyjaśnić w sposób naturalny, co sugeruje działanie sił nadprzyrodzonych czyli diabła. Do miasteczka zostaje wezwany egzorcysta pastor Hale. Dziewczęta ogarnięte paniką oskarżają o kontakty z diabłem mieszkańców miasteczka. Dochodzi do rozprawy na sali sądowej, gdzie zostaje oskarżona większość szanowanych obywatelek miasta. Ogromną rolę odgrywa chęć zachowanie autorytetu przez pastora Parrisa oraz sędziego Danfortha. Obaj z nich w pewnym momencie rozpoznają, że wierząc dziewczętom popełniają błąd. Obu z nim jednak osobiste przyczyny nie pozwalają się do tego przyznać. Pastor Parris nie chce stracić ciężko wypracowanego w miasteczku autorytetu, a sędzia dalej brnie w oskarżeniach niewinnych mieszkańców, by nie uznać wcześniej popełnionych przez siebie błędów.
Dramat Millera faktycznie mi się podobał, treść, kontrukcja postaci, język. Czytałam z zapartym tchem, bez poczucia czytania lektury szkolnej. Czytać skończyłam w piątek i w ten sam dzień byłam w teatrze, wrażenie ze sztuki zaraz opiszę tu.

Arthur Miller, Hexenjagd; 120 str., Fischer Taschenbuch Verlag, ISBN 3-596-27108-8

środa, 24 września 2008

"Pozwól, że Ci opowiem" Jorge Bucay

Jorge Bucay to argentyński psychiatra i psychoterapeuta, pracujący techniką Gestalt. Terapia Gestalt ma na celu pomoc pacjentowi w ponownym odkryciu mechanizmów, których używał do kontroli swojej świadomości, a poprzez to osiągnięcie stopnia integracji, który ułatwi własny rozwój. Doświadczenia zebrane podczas swojej pracy Bucay zebrał w kilku pozycjach.

"Pozwól, że Ci opowiem... bajki, kóre nauczyły mnie jak żyć" to powieść opisująca spotkania terapuety z Demiánem. To młody mężczyzna, mający problemy z własną osobowością, który przeszedł już kilka terapii i w końcu trafia na Jorge. Jorge jest terapeutą nietypowym i Demián często zakłopotany jest jego zachowaniem. Sposób prowadzenia przez niego terapii jednak najwyraźniej mu pomaga, więc w każdym rozdziale poznajemy nowe rozterki pacjenta. Na czym polega terapia Jorge? Nie prowadzi on długich rozmów, lecz opowiada bajki. Bajki krótkie, ale mądre, dające do myślenia. Niektóre z nich przypominały mi spirytualne bajki Anthony de Mello. Każda z tych opowiastek może być przyczynkiem do własnych rozważań. Najlepiej byłoby czytać tę książkę powoli, by dać sobie czas na rozmyślania. Ja nie byłam tak cierpliwa i połknęłam ją w dwa wieczory, pewna jednak jestem, że do bajek Jorge wrócę.

Jorge Bucay, Pozwól, że Ci opowiem... bajki, które nauczyły mnie jak żyć; 227 str., Wydawnictwo Replika, ISBN 83-917361-9-9

niedziela, 21 września 2008

"Ostatnie westchnienie Maura" Salman Rushdie

Bardzo się cieszyłam na spotkanie z Salmanem Rushdie. Podskórnie czułam, że to będzie to, że to autor na jakiego od dawna czekałam. Pozytywne recenzje tej książki dodatkowo mnie zachęciły. Nastawiłam się na długa przygodę z tym autorem. Czytam "Ostatnie westchnienie Maura" od 12 dni i jestem na stronie 130. Dwa dni temu pierwszy raz pojawiła się myśl o porzuceniu lektury. Postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę, bo sądziłam, że zbyt mało czasu poświęcam lekturze, że nastrój nie ten, że zbyt często przerywam lekturę itd. Ale nie mogę się do niej zabrać, odrzuca mnie wręcz. Czytam czasopisma, przeglądam inne książki, ale Rushdiego w ręce wziąć nie mogę. Czuję wręcz ulgę, że podjęłam taką deczyję. Co mnie odrzuca? Sama nie wiem. Rushdie opisuje historię osiadłej w Indiach rodziny da Gama. Historia pełna niespotykanych wydarzeń, barwnych charakterów i ciekawostek. Styl Rushdiego jest nietypowy, kwiecisty wrecz, pełen historyjek, dygresji, spostrzeżeń. Czyli wszystko gra. Do tego jestem zupełnie świadoma, że to naprawdę świetna literatura. Aż wstyd się przyznać, że dla mnie nie do przejścia. Co gorsze nie potrafię uzasadnić dlaczego. To już moja siódma wyznaniowa książka i jak dotąd nie trafiłam na powieść, która by mnie zachwyciła. Pecha mam:(

środa, 17 września 2008

Ogłoszono nominacje do Deutscher Buchpreis 2008

Quelle: deutscher-buchpreis.de

Dziś ogłoszono nominacje do najbardziej prestiżowej niemieckiej nagrody, Deutscher Buchpreis. Finalistów jest sześciu, zwycięzca zostanie ogłoszony 13 października na otwarciu Targów Książki we Frankfurcie. Oto finaliści:


Dietmar Dath "Die Abschaffung der Arten"
W miejscu, gdzie kiedyś była Europa istnieją tylko trzy miasta, w postaci labiryntu. Świat należy do zwierząt. Lew Cyrus, kieruje światem, istnieją teologowie i dyplomaci. Gdy cywilizacji grozi nieznany przeciwnik, lew wysyła dyplomatę wilka w miejsce, gdzie niegdyś była Ameryka Północna. W drodze snuje on rozważania o polityce, wojnie, zagładzie.


Sherko Fatah "Das dunkle Schiff"
Młody Irakijczyk, który uwikłany został wśród religijnych wojowników, ucieka do Niemiec, gdzie pragnie zmienić swoje życie. Powieść o ekstremizmie i jego postaciach w róznych społeczeństwach.


Iris Hanika "Treffen sich zwei"
Powieść o miłości, która spada na ludzi nagle. To powieść o Kreuzbergu, o namiętności i strachu, o seksie i pracy. Autorka wplata teksty piosenek oraz porady, używając lekkiego, dowcipnego języka.


Rolf Lappert "Nach Hause schwimmen"
Wilbur ma 1,50 wzrostu i niezbyt łatwe życie - jego irlandzka matka zmarła przy porodzie, szwedzki ojciec uciekł, a jego pierwszy dom to inkubator. Dopiero gdy dziadkowie zabierają go ze Szwajcarii do Irlandii poznaje co to dom. Wilbur wciąż jednak nie ma szczęscia. To pełna komizmu powieść o dorastaniu chłopca, wątpiącego w świat.


Ingo Schulze "Adam und Evelyn"
Kobiety kochają Adama, który szyje im piękne stroje. Adam kocha piękne koniety i Evelyn. Latem 1989 Evelyn przyłapała Adama in flagranti i zamiast z nim, wyjeżdża z koleżanką nad Balaton. Adam jedzie za nimi, swoim wartburgiem. Gdy okazuje się, że Węgry planują otwarcie granic na zachód, ucieczka i marzenia stają się możliwe, trzeba podjąć dezcyję. Tragikomedia, oparta na toposie Adama i Ewy.


Uwe Tellkamp "Der Turm".
Drezno, powieść o dopasowaniu się do systemu i o marzeniach, o planach wyjazdu. Panorama trzech generacji i ich pozycji w systemie upadającej NRD.


Na pewno nie uda mi się przeczytać żadnej z nich do targów. Największe zainteresowanie wzbudza we mnie powieść Iris Haniki, ze względu na miejsce akcji oraz książki Ingo Schulze i Uwe Tellkampa. Wciąż ciekawi mnie życie w NRD we wszystkich jego aspektach, a szczególnie dylematy prostych ludzi. Powieść Rolfa Lepparta również wydaje się być ciekawa. Najmniej pociąga mnie książka Dietmara Datha.

poniedziałek, 15 września 2008

"Mirandolina" Carlo Goldoni


Claudio Goldoni to osiemnastowieczny włoski komediopisarz, piszący szczególnie komedie charakter ów. Nigdy o nim nie słyszałam i pewnie dalej żyłabym w niewiedzy, gdyby nie "Mirandolina", którą planowałam obejrzeć w teatrze. Popędziłam więc do biblioteki i szybciutko przeczytałam tą króciutką sztukę. Treść jest bardzo prosta. Mirandolina prowadzi gospodę, w której zatrzymało się dwóch śmiertelnie zakochanych w niej szlachciców. Trzeci gość, należący również do wyższych sfer, nienawidzi kobiet i jest odporny na ich uroki. Mirandolina stawia sobie za punkt honoru uwiedzenie owego gościa. Oczywiście udaje się jej to, a na końcu i tak decyduje się na ślub z wybranym dla niej przez ojca służącym. Szalenie byłam ciekawa co zrobi z tą sztuką Deutsches Theater:) I zrobił coś naprawdę świetnego, o czym niebawem zamierzam napiać na innym blogu.

sobota, 13 września 2008

Aktulany stosik

Przedstawiam aktualny stosik, który rośnie i rośnie. Niewiele ubyło od poprzedniego razu, bo książki głównie biblioteczne czytałam. Kiedy ja się z nim uporam? Na zdjęciu nie ma ogromnego stosu czasopism, które niedawno dotarły z Polski. Stale mam konfliktów interesów, co czytać, czasopisma czy książki?

wtorek, 9 września 2008

"Karítas án titils" Kristín Marja Baldursdóttir

Na pewno nie jest to saga, jak twierdzi na okładce książki wydawca. Ale gdyby Kristin Marja opisała dalsze losy Karitas, powieść miałaby szanse stać się sagą, obejmującą conajmniej sto lat życia w Islandii. Lat, które w historii kraju przyniosły największe zmiany, nie tylko polityczne, ale również zmiany standardu życia Islandczyków. Ale nie o tym autorka opowiada. Karitas, główną bohaterkę, poznajemy jako nastolatkę, w latach dwudziestych XX wieku. Wraz z dwiema starszymi siostrami, trzema braćmi i matką prowadzi wciąż jeszcze beztroskie życie w zachodnich fjordach. Steinnun, jej matka, to silna kobieta. Mimo że jest wdową, postanawia umożliwić dzieciom lepsze życie, a drogą jaką obrała jest zapewnienie im edukacji. W tym celu planuje przeprowadzkę do Akureyri. W mieście dzieci pracują, poznają inny świat i faktycznie po kolei zdobywają wykształcenie. Karitas jako jedyna nie została jeszcze wysłana do szkoły - pracuje, by jej bracia mogli zdobywać edukację i marzy o nauce rysunku. W kolejnych rozdziałach autorka dalej opisuje burzliwe losy Karitas. Nie chciałabym jednak zdradzać całej fabuły, z pewnością ciekawej.
Innym, szalenie interesującym, aspektem książki jest opis życia w Islandii - życia trudnego, podporządkowanego naturze, ale również sielskiego, pełnego małych radości. Autorka szczególnie podkreśla rolę kobiet, które nie tylko opiekują się dziećmi, zajmują się wszystkimi pracami domowymi oraz gromadzeniem zapasów na zimę, ale przez większą część roku, gdy mężowie są na połowach, dbają o bezpieczeństwo i wykonują wszystkie męskie prace. To one podejmują decyzje, walczą i organizują każdy dzień, ufając swojej intuicji.
Wraz z Karitas poznajemy niemal całą wyspę - począwszy od zachodnich fjordów, poprzez leżące na północy Akureyri, wschodnie fjordy aż po leżącą u stóp lodowca osadę na południu wyspy. Baldursdóttir starannie opisuje krajobrazy, klimat i wpływ natury na życie ludzi w zależności od miejsca, w którym mieszkają. Wpływ na życie mieszkańców mają także stare wierzenia oraz sagi - wątki z elfami wplecione są bardzo umiejętnie, nienachalnie, nie dominują losów Karitas, ale nadają im pewną dozę tajemniczości.
To trzecia książka tej autorki, którą przeczytałam - na żadnej z nich się nie zawiodłam. Żałuję, że nie są dostępne polskiemu czytelnikowi, sama miałabym ochotę je przetłumaczyć:)
Parę słów jeszcze o stylu aut0rki. Kristin Marja praktycznie wogóle nie używa dialogów, karty powieści pełne są słów, od pierwszej po ostatnią linijkę, ale żadne z nich nie wydaje mi się być zbędne, choć czasami czułam się ich ilo ścią przytłoczona. Wpływ pewnie miały na to cienkie stronice i spora objętość książki. Wydanie, które czytałam, zawiera blisko 480 stron, jestem jednak przekonana, że komfort czytania zwiększyłoby wydanie powieści w innym formacie, obejmującym przynajmniej siedemset stron:)
Nie mogę nie wspomnieć o jednym negatywnym punkcie - tłumaczeniu imion. Ogromną irytację wzbudzała we mnie niekonsekwencja w tłumaczeniu imion i nazw własnych. W większości z nich zachowano oryginalną pisownię, lecz przy kilku, nie wiedzieć czemu, islandzkie litery zostały zmienione, tak że w jednym zdaniu można było napotkać imiona o różnej pisowni. Onomastyka jest moim konikiem, więc tego tłumaczce nie wybaczę:)
Niemniej książkę polecam, zwłaszcza wielbicielom nordyckich klimatów.

niedziela, 31 sierpnia 2008

"Pan Lehmann" Sven Regener


Pan Lehmann mieszka w Berlinie, konkretnie na Kreuzbergu. Już od dziewięciu lat i czuje się tam świetnie. Pracuje w jednej z knajpek Erwina, śpi w dzień i kręci się w swoim mikrokosmosie, który obejmuje tylko Kreuzberg 36. Jego świat jest zaburzony, gdy musi przejść przez jedną z ulic Neukölln, by dostać się do niemiłosiernie nudnego Kreuzbergu 61. Wyjazd do Charlottenburga jest już wyprawą. Franka Lehmann poznajemy tuż przed jego trzydziestymi urodzinami. Znajomi, pracujący w lokalach Erwina nazywają go Panem Lehmannem, ze względu na stateczny wiek, a Frank poznaje Katrin, w której się zakochuje i dowiaduje się, że do Berlina wybierają się rodzice. Ty wszystkie wydarzenia zmieniają uporządkowane życie bohatera. Frank swoje trzydzieste urodziny będzie obchodził 9 listopada, w dniu, w którym rozpadł się berliński mur.
Regener opisuje szczegółowo ulice Kreuzbergu, knajpy, życie bohaterów, które toczy się od jednego piwa, do drugiego piwa. Przez pierwszych niemal sto stron trudno było mi odnaleźć cokolwiek interesującego w tej historii. Jedynie opisy znanych mi miejsc trzymały mnie przy lekturze. Po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do stylu Regnera i doczytałam książkę do końca, nie znajdując w niej jednak niczego dla siebie. Styl Regnera nie jest łatwy - buduje on kolosalnie długie zdania, które mają śledzić tok myślenia Lehmanna. A tok ten często zakłócony jest przez alkohol i różne dziwne wydarzenia. "Głębokie" filozoficzne przemyślenia i dialogi bohaterów były dla mnie często tylko bełkotem podchmielonych błękitnych ptaków żyjących z jednego dnia na drugi:
"Er kommt sich noch großzügig dabei vor, wenn er die Leute zum Schnapstrinkenüberredte, dachte Herr Lehmann, dabei tut er das bloß, um selbst Vorwand zum Saufen zu haben, aber andererseits, dachte er, ist es auch nicht richtig, am Ende ist man immer selber schuld, wenn man Schnaps trinkt."


Jakoś nie mam szczęścia do wyzwaniowych książek, żadna dotąd mnie nie zachwyciła. Na razie robię przerwę i wracam do literatury islandzkiej.

31 sierpnia Blog Day - Dzień Blogu

Dziś blogowicze mają swoje święto. Tradycją tego dnia jest polecenie pięciu blogów, nie związanych tematycznie z własną dziedziną, które się czyta. Sęk w tym, że czytam li tylko blogi książkowe. Tak więc siłą rzeczy muszę się ograniczyć tylko do nich. Zaglądam na wszystkie, które mam w zakładkach. Zwrócić uwagę muszę jednak na blog prowincjonalnej nauczycielki, dzięki której bardziej zajęłam się swoim blogiem i poznałam świat książkowych blogów. Bardzo lubię również czytelnię, miasto książek, blog chihiro oraz bibliomanię.
Zaglądam jednak chętnie na każdy z zakładkowych blogów i dziękuję wam, że je piszecie. Bez was brakowałoby mi codziennego rytuału przeglądania blogów - jednoznacznego dla mnie niemal z codzienną prasówką. Happy Blog Day!

sobota, 30 sierpnia 2008

"Lekcje pana Kuki" Radek Knapp


Radek Knapp - Polak mieszkający we Wiedniu - opowiada historię i przygody młodego polskiego chłopaka, który po raz pierwszy postanawia wyruszyć na Zachód. Już samo słowo Zachód wzbudza w nim tęskne wizje świata rajskiego, cudwonego, kuszącego od dawna. Do swojej podróży przygotowuje się skrupulatnie, zasięgając rady u obytego z życiem na zachodzie pana Kuki. Uzyskane trzy rady okażą się być nienajlepsze, ale wpierw pomogą podjąć Waldemarowi decyzje o wyjeździe do Wiednia i zapewnić środek transportu, jakim jest autokar firmy Dream Travel. Autokar okaże być się rzęchem pełnym przemytników o podejrzanych zamiarach, a po przyjeździe do stolicy Austrii o życiu Waldemara kierował będzie przypadek oraz szczęście w nieszczęściu:)
Knapp dowcipnie opisuje perypetie Waldemara oraz wielu innych Polaków, szukających szczęścia na Zachodzie. To lekka, pełna humoru lektura, w sam raz na jeden wieczór. Irytującym był dla mnie jednak język książki. Knapp z pewnością celowo użył języka potocznego, prostego, bez wyszukanych metafor i rozbudowanych zdań. Czasem jednak wywierał on na mnie wrażenie wręcz prymitywnego, a niektóre zdania przypominały wymuszoną rozprawkę na poziomie szóstej czy siódmej klasy. Niestety tak się złożyło, że czytałam powieść w polskim tłumaczeniu, więc być może to tylko niedociągnięcia tłumacza. Nie przeszkadzało to jednak w przeczytaniu tej pozycji z uśmiechem na twarzy, zwłaszcza że temat jest mi dość bliski.
Wiedeń i wiedeńczycy odgrywają tu sporą rolę - wraz z Walemarem zwiedzamy zabytki, poznajemy punkty miasta istotne dla nielegalnego imigranta i dziwimy się sposobowi bycia wiedeńczyków. Pierwsze obserwacje Waldemara wyglądają tak:

"Autobus wjechał na Ring i zobaczyłem wreszcie pierwszych wiedeńczyków. Wyglądali na całkiem nieszkodliwych. Tyle że trudno było odróżnić ich od siebie. U nas na pierwszy rzut oka wiadomo, kto jest robotnikiem, a kto dyrektorem banku. A wiedeńczycy byli do siebie zdumiewająco podobni. Nosili prawie identyczne modne ciuchy. Na dodatek wszędzie unosiła się jakaś dziwna powolność."


Tak charakteryzuje wiedeńczyków pani Simackowa, od której Waldemar wynajmuje łóżko:

"Nie mam nic przeciwko obcokrajowcom. Wręcz przeciwnie, uważam, że wiedeńczycy powinni się cieszyć, iż cudzociemcy przyjeżdżają wyręczać nas w najcięższych robotach. Czyszczenie ubikacji, zamiatanie ulic i sprzedawanie gazet, to zajęcia nie dla nas, my jesteśmy na to zbyt wytworni. A mimo to nie przepadamy za obcokrajowcami. (...) To właśnie dla waszego dobra głosuję zawsze na wolnościową partię FPÖ. Żeby do naszego kraju nie przyjeżdżało jeszcze więcej Murzynów i nie zabierało wam pracy."


Polecam jako lekką lekturę na letni dzień.

czwartek, 28 sierpnia 2008

"Chłopiec z latawcem" Khaled Hosseini

To historia dwóch chłopców - wzrastających w Kabulu lat siedemdziesiątych. Chłopców bardzo podobnych - obaj nie mają matki, obaj wychowywani są przez ojców, obaj kochają latawce. Jednak Amir jest synem bogatego ojca, a Hassan jego sługą. I wiernym przyjacielem, na dobre i na złe, w każdej sytuacji. Amir takim przyjacielem nie jest, nie starcza mu odwagi. W końcu Hassan jest tylko Hazarą, członkiem gorszego narodu.
To zaledwie początek długiej historii, którą Hosseini zgrabnie opisuje. Rozpoczyna w roku 2001, gdy Amir snuje wspomnienia, opisuje swoje dzieciństwo i wspólne życie z Hassanem. Podążamy za tą historią do momentu powrotu Amira do Afganistanu.
Nie można odmówić Hosseiniemu talentu pisarskiego, ciekawej kompozycji powieści, umiejętnie skontrułowanych zdań, żywego opisu postaci, miasta i przyrody. Ja jednak ciągle miałam wrażenie, że jestem wodzona za nos, że autor tych wszystkich zabiegów użył celowo, by właśnie skomponować zgrabną i wciągającą powieść (co oczywiście powinno być celem każdego pisarza, tu jednak ciągle się o tą myśl potykałam). Nie mogłam wyzbyć śledzenia warsztatu pisarskiego Hosseiniego, odgadywania celu zabiegów pisarskich. Sama historia, z pewnością ciekawa i wzruszająca, wydaje mi się niewiarygodna. Każde z opisywanych wydarzeń z osobna ma racje bytu, ale przytłacza mnie nagromadzenie ich wszystkich w życiu jednej osoby. Hosseini nie rezygnuje z niczego: jest śmierć, choroba, samobójstwo, gwałt, walka wręcz. A little bit to much.
Bardziej interesowało mnie tło powieści: życie w przedwojennym Kabulu, afga ńskie zwyczaje, stosunek do religii i szczególnie sytuacja imigrantów w Stanach Zjednoczonych. Ten temat wydaje mi się być wartym rozszerzenia i dyskusji, a zwłaszcza takie punkty jak asymilacja, zachowanie zwyczajów czy znajomości języka.
Dużym walorem powieści jest Kabul - przedwojenny, wojenny i ten, zajęty przez Taliban. Sugestywne opisy pozwalają wchłaniać miasto wszystkimi zmysłami - Hosseini opisuje zapachy, rośliny, bazar, życie na ulicy. Nie szczędzi też opisów miasta zniszczonego, zrujnowanego, zamienionego w ruiny, wśród których wegetują ludzie. Opisy obejmują też inne miasta afgańskie i pakistańskie - choćby dla nich warto sięgnąć po tą książkę.
Z pewnością warto sięgnąć po "Chłopca z latawcem", ja jednak chyba zbyt bardzo oczekiwałam "dzieła".

piątek, 22 sierpnia 2008

"Aimée & Jaguar" Erika Fischer

Książka to niezwykła, poruszająca temat trudny i na pierwszy rzut typowy - temat miłości w czasie wojny. Jednak nie jest to zwykła miłość. To uczucie łączy dwie kobiety: Niemkę i Żydówkę, które po raz pierwszy spotykają się w 1942 roku. Elisabeth Wust nazywana Lilly czy Aimée, matka czterech synów jest zwykłą dziewczyną, która zbyt wcześnie wyszła za mąż i zakończyła szaleństwa młodości, wiodąc życie przykładnej żony i matki. Nie interesuje się polityką i wojną. Dzięki przydzielonej jej pomocy domowej, poznaje Felice czyli Jaguara - piękną, młodziutką Żydówkę, żyjącą, mimo trudnych warunków, pełnią życia. Felice uwodzi Lilly i tak rozpoczyna się historia miłości szalonej, bezwarunkowej, pełnej czułości i oddania. Lilly nie wie, że Felice jest Żydówką, dowiaduje się tego od niej samej dopiero później. Od tego momentu ich miłość jest coraz bardziej rozpaczliwa, podświadomie dążąca ku nieuchronnemu.
Jednak nie historia związku dwóch kobiet była dla mie w tej powieści najciekawsza. Zupełnie nieznane mi były losy Żydów, mieszkających w Berlinie - ich próby uniknięcia deportacji, kończące się najczęściej egzystencją w ukryciu. Ale nie w zupełnym ukryciu, jak uczyniła to rodzina Anny Frank. Tutaj Żydzi igrają ciągle z ogniem, podszywają się pod inne osoby, prowadzą na pozór normalne (na ile to w czasie wojny możliwe) życie, ciągle walcząc ze strachem przed odkryciem. Tutaj odnajdujemy wojenny Berlin - wręcz z mapą w ręce można śledzić miejsca, gdzie spotykają się bohaterki, gdzie mieszczą się berlińskie instytucje i bunkry.
Nie są to jednak poetyckie opisy. "Aimée & Jaguar" napisana jest oszczędnym językiem - brak tu długich opisów, rozbudowanych zdań. Pokusiłabym się o nazwanie tej książki reportażem, a nie powieścią. Autorka surowo, wręcz sucho zdaje relacje z wydarzeń, przeplatając je opisem sytuacji w Berlinie oraz cytując wypowiedzi bohaterów i listy Felice oraz Lilly. Długo było mi trudno zaprzyjaźnić się z tym stylem. Oczekiwałam powieści, w całkowitym tego słowa znaczeniu, a trzymałam w rękach suchy opis wydarzeń. Dopiero w momencie aresztowania Felice książka mnie wciągnęła. Aresztowano ją 21 sierpnia 1944 - 21 sierpnia skończyłam czytać książkę. Wzruszył mnie ten zbieg okoliczności. Wzruszjące są zresztą listy obu kobiet - tak przepłnione miłością i czułością, a zarazem pozbawione kiczu, że aż wyjątkowe.
Historia Lilly i Felice stawia wiele pytań - nie tylko tych oczywistych, dotyczących holokaustu. Najbardziej zaciekawiła mnie przemiana w Lilly - z osoby, dla której sytuacja Żydów i propoganada Hitlera w najlepszym przypadku była obojętna w zwolenniczkę judaizmu. Jej początkowa postawa to z pewnością przykład setek, tysięcy osób, które w jakiś sposób umożliwiły to, co się wydarzyło. A jej przemiana jest tylko wynikiem miłości do Felice, obejmuje tylko płaszczyznę emocjonalną, nie sięga do przekonań politycznych. Drugi aspekt warty dyskusji, to życie Lilly po wojnie. Jak wyglądałoby jej życie gdyby Jaguar wrócił? Czy byłyby szczęśliwe? Czy miałaby dość siły na życie w związku homoseksulanym? Pytań i refleksji mam wiele i czekam niecierpliwie na kolejne recenzje tej książki:)

wtorek, 12 sierpnia 2008

Ciekawostki netowe

Buszując w poszukiwaniu ciekawych niemieckich blogów książkowych trafiłam na świetną stronę. Stronę stworzoną w formie portalu społecznościowego dla moli książkowych. Po zalogowaniu się można dodawać książki, tworzyć własne półki, pisać recenzje i co najlepsze w ten sposób odszukiwać innych uczestników, mających np. te same książki na półkach, pochodzących z tego samego miasta, czytających te same książki itd. Za aktywność na portalu zbiera się tzw. "ośle rogi". Funkcji jest sporo, a portal dopiero się rozwija. Jeśli macie ochotę, poznajcie lovely books.
Drugie odkrycie jest w duchu wyznaniowym. Na mapie świata umiejscawia się książki wg miejsca ich akcji. Stronka tu.

"Kradnąc konie" Per Petterson


Kolejna wyznaniowa książka - tym razem Oslo. Nie było łatwo ją zdobyć, ale zapisałam się na listę w bibliotece i za niewielką opłatą książkę mi zarezerwowano.
7 kwietnia 1990 roku wybuchł pożar na promie "Scandinavian Star", na skutek którego zgnięli rodzicie i dwaj młodsi bracia narratora. To powieść z elementami autobiograficznymi. Narrator, kilka lat po tragedii, wciąż boryka się z jej skutkami. Nie radzi sobie z własnymi uczuciami wobec zmarłego ojca, który był osoba diametralnie różną od niego. Nie potrafi znaleźć wspólnego języka ze starszym bratem, który również pochłonięty jest żałobą. Arvida, głównego bohatera spotykamy na jednej z ulic Oslo, gdy stoi przed księgarnią, w której niegdyś pracował. Z urywanych wspomnień, krótko szkicowanych wydarzeń i przemyśleń Arvida pomału wyłania się obraz jego aktualnej sytuacji psychicznej i życiowej. Miota się on między wspomnieniami, miejscami swojego dzieciństwa, a jego mieszkaniem w ponurym bloku. Jego życie po katastrofie uległo diametralnej zmianie - nie jest już poczytnym pisarzem, opuściła go żona i nie ma prawa widzenia swoich córek.
Styl Pettersena jest bardzo surowy, wiele zdań jest bardzo krótkich, wręcz urywanych i wymaga sporej koncentracji czytelnika.
Długo szukałam na kartach książki Oslo - wśród mrocznego, zimnego, wciąż zaśnieżonych lub deszczowych bloków. Bloków, które mogłyby być wszędzie. Dopiero w połowie książki natykamy się na fjordy, nazwy dzielnic, zatłoczone ulice - wciąż zimne, wręcz mroźne, nieprzyjazne. Ja Oslo tu nie odkryłam - odniosłam wrażenie, że miasto nie odgrywa tu istotnej roli.
Nie da się ukryć, że książka mnie rozczarowała, zarówno wyzwaniowo jak i swoją treścią, czy też może sposobem jej przekazania. Sam styl pisania Pettersona jest bardzo ciekawy, zachwycił mnie sposób konstrukcji zdań. Nie wciągnęła mnie jednak historia Arvida i książkę tylko i wyłącznie skończyłam czytać ze względu na wyzwanie i trudności z jej zdobyciem. Nie jestem pewna, czy sięgnę po pierwszą powieść tego autora.

sobota, 9 sierpnia 2008

"Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" Mario Vargas Llosa


To historia wielkiej miłości, miłości grzecznego chłopca do niegrzecznej dziewczynki. Fabuła podzielona jest na siedem części, z których każda opisuje inny etap życia i miłości do niegrzecznej dziewczynki. A owa niegrzeczna dziewcyznka to skandalistka, perfidna osoba, żądna bogactwa i luksusu, gotowa dopuścić się każdego szelmostwa, by osiągnąć swój cel. Nigdy nie zdradza swego pochodzenia, szczegółów ze swojej przeszłości, nigdy nie można być pewnym czy nie wymyśla kolejnej historii. Zarazem jest niesamowicie piękna i świadoma swej urody. Grzceny chłopiec - Ricardo - to skromny chłopak z jednej dzielnic Limy. Poznajemy go jako ucznia, króty pewnego lata poznaje Chilijeczkę - piękną, śmiałą i pewną siebie dziewczynę, która rzekomo przybyła z Chile. Tak nagle jak przybyła, znika, po wykryciu jej oszustwa. Marzeniem Ricarda jest wyjazd do Paryża. I następnym razem spotykamy go właśnie w tym mieście, gdzie po wielu latach biedowania zostaje tłumaczem przy UNESCO. Gdy przypadkiem spotyka Chilijeczkę w innym wcieleniu, jego miłość wraca z całą siłą, romantyzmem i tkliwo ścią, by nie opuścić go już nigdy. W kolejnych etapach autor opisuje wybryki niegrzecznej dziewczynki, skromne życie Ricarda oraz przede wszystkim jego przemyślenia na temat własnych uczuć. Jednak Llosa nie ogranicza się tylko studium psychologicznego historii niezwykłej miłości, a także opisuje sytuację polityczną w Peru, na Kubie a także w Europie. Wiele miejsca poświęca także na opis Paryża - ukochanego miasta Ricarda.
Llosa prowadzi swoją narrację z wielką starannościa, wręcz leniwie, budując długie i niezwykle rozbudowane zdania - zwłascza na początku powieści. Dlatego też czytając pierwszych kilkanaście stron nie byłam przekonana do tej powieści. Jednak mimo tak niespiesznego sposobu przedstawiania wydarzeń, powieść wciągnęła mnie do tego stopnia, że nie mogłam jej odłożyć. To znów książka z kategorii tych, o których trzeba myśleć, gdy się jej akurat nie czyta.
Z wielką uwagą i pieczołowitością autor opisuje sceny erotyczne, wyznania miłosne, "banały" Ricarda, jak je nazywa niegrzeczna dziewczynka - łatwo w takich momentach o otarcie się o kicz, na co akurat bardzo jestem wyczulona. Muszę jednak przyznać, że Llosie udało się to znakomicie.
Przeczytałam już kilka książek Llosy, ale dotąd nie miałam konkretnego zdania na temat jego pisarstwa. Każda z jego powieści wydawała mi się zupełnie inna. Tą niniejszym oceniam jako najlepszą z dotąd przeze mnie przeczytanych.

wtorek, 5 sierpnia 2008

"Pan Norris się przesiada" Christopher Isherwood

Berlin to pierwszy przystanek mojego miejskiego wyzwania. To miasto szczególnie mi bliskie, tak więc moje oczekiwania wobec książki Isherwooda były wysokie.
William Bradshaw - Anglik, mieszkający w Berlinie - poznaje w pociągu pana Norrisa. Osoba to bardzo oryginalna, dystyngowana, posługująca się wyszukanym słownictwem i mająca eleganckie maniery. Nic dziwnego, że od pierwszych chwil fascynuje on narratora powieści. Nawiązana w pociągu znajomość przeradza się w przyjaźń. William, wciąż pozostający pod urokiem Norrisa, przyjmuje zagadkowe wyjaśnienia, dotyczące jego zajęć i finansów, poznaje wraz z nim świat prostytutek oraz angażuje się po troszę w działania partii komunistycznej. Jego zainteresowania i przyjaźni do Norrisa nie zachwieją wskazówki znajomych ani wątpliwe tłumaczenia Arthura dotyczące jego zajęć. Krok po kroku William zbliża jednak się do poznania prawdziwego Arthura.
Isherwood opisuje postaci i wydarzenia bardzo dokładnie, wręcz fotograficznie. Wiele miejsca poświęca na szczegółowe opisy wyglądu i mimiki postaci, szczególnie Arthura Norrisa. Ten styl powoduje, że akcja powieści toczy się powoli, ró∑nocześnie nie nudząc czytelnika.
A co z Berlinem? Berlin tutaj to głównie atmosfera. Atmosfera nienawiści, rewolucji, niepokoju i dochodzenia nazistów do władzy. Czytelnik gdzieś ją miedzy wierszami przeczuwa, ale więcej miejsca na jej opis Isherwood poświęca dopiero w połowie książki oraz w ostatnim rozdziale, który poniekąd jest konkluzją i podsumowaniem całej narracji Bradshawa.
Dla mnie to zbyt mało, odczuwam niedosyt - oczekiwałam bardziej namacalnych opisów miasta, odszukiwania znanych mi ulic i realistycznych opisów stolicy w latach trzydziestych.
Mimo że książka mi się podobała, raczej nie planuje w najbliższym czasie sięgnięcia po kolejne utwory Isherwooda. Raczej sięgnę najpierw po inne książki z Berlinem w tle.

niedziela, 3 sierpnia 2008

"Lexikon der bedrohten Wörter II" Bodo Mrozek

Druga część leksykony słów zagrożonych. Mrozek znów opisuje szereg słów zapomnianych oraz tych, które mają za sobą bardzo krótką karierę. Każdemu z nich poświęca osobną notkę, gdzie dowcipnie i celnie szkicuje użycie, etymologię i przyczyny zniknięcia danego słowa. Wiele ze słów opisanych przez Mrozka, zostało zgłoszonych na specjalnie w tym celu założonej stronie. Jeśli ktoś chce ratować ginące słowa, może to uczynić tu.

piątek, 1 sierpnia 2008

Biblioteka

Tak jest, zapisałam się do biblioteki! Pierwsze podejście, przedwczoraj, było nieudane - wzięłam paszport, ale nie zabrałam potwierdzenia meldunku. Byłyśmy niepocieszone - ja i córka - bo obie nastawiłyśmy się na wypożyczenie książek. Na drugi dzień poszłam sama - wszystko poszło jak po maśle i po paru minutach byłam posiadaczką karty bibliotecznej i bogatsza o wiedzę korzystania z biblioteki. Bardzo podoba mi się katalog online i możliwość zamawiania książek z domu, również z innych bibliotek. Sama biblioteka jest dobrze zorganizowana - mieści się na 3 piętrach, wszystko przestronne, na każdym piętrze stanowisko bibliotekarza i komputerowe, a na samej górze dział dla dzieci i młodzieży. Tam książki posortowane są tematycznie - książki dla maluchów ustawione są w wielkich skrzyniach, które znowu mieszczą się w wielkim kącie do zabawy. Dzieci mają okazję pooglądać książki i samemu wybrać coś dla siebie. Żałuję, że wcześniej nie odkryałam tego miejsca - musimy nadrobić zaległości i wybrać się z córką niebawem. Tymaczasem wypożyczyłam jej kolejną część przygód Elmerka, którą już kilkakrotnie przeczytałyśmy. A po co ja szłam do biblioteki? Miałam nadzieję znaleźć książki wyzwaniowe. Przede wszystkim szukałam Isherwooda, bo ani w amazonie, ani na ebayu nie mogłam "Pana Norrisa" dostać. Akurat tą książkę znalazłam ale poza tym wszystko wypożyczone. Rushdiego próbuję właśnie dostać za rozsądną cenę na ebayu. Jeśli nie dostanę pozostałych, chyba zmienię listę lektur.

wtorek, 29 lipca 2008

Pytania i odpowiedzi podróżniczo-literackie

Chihiro zadała na swoim blogu pytania, inspirując czytleników do odpowiedzi. Pytania arcyciekawe, więc chętnie dodam swoje spostrzeżenia.

1. Czy zdarza Ci się wybierać książki ze względu na miejsce akcji?
Czasem tak. Najczęściej po powrocie z kraju, który mnie zaciekawił kupuję książki powiązane z danym krajem, by jeszcze smakować atmosferę miejsca i oczywiście, by dowiedzieć się czegoś więcej o mieszkańcach i kulturze. Tak było z Tajlandią, USA, Karaibami. Świetne są tu książki Jamesa A. Michenera, który w swoich "cegłach" ciekawie opisuje historię kraju powiązując ją z losami fikcyjnych bohaterów. Mam na półce jeszcze sporo nieprzeczytanych książek tego wyjątkowo płodnego autora, ale fascynacja jego prozą ostatnio mi minęła.

2. Książki o których krajach czytasz najczęściej?
Ostatnio czytam mnóstwo prozy islandzkiej - nie są to książki stricte podróżnicze, ale niemal każda islandzka powieść jest mocno powiązana z wyspą, więc siłą rzeczy pozostawia czytelnika bogatszym o wiedzę o wyspie. Bardzo chętnie czytam książki opisujące wyprawy - czy to żeglarskie dookoła świata, czy wędrówki po jakimś małym obszarze czy wyprawy do dalekich krajów. Na pierwszym miejscu zdecydowanie jednak są wyprawy żeglarskie - czyli świat oglądany z pokładu.

3. Czy dzięki książkom chciałabyś odwiedzić jakieś konkretne miejsca?
Tak, zdecydowanie chciałabym zobaczyć kiedyś Wiszącą Skałę, przejść trasę do Santiago de Compostelli, pojechać na Zielone Wzgórze, powędrować w Great Smoky Mountains i pożeglować w Oceanii.

4. Czy są miejsca/kraje, o których lubisz czytać, ale do których nie miałabyś ochoty się wybrać?
Chyba nie....nic mi nie przychodzi na myśl.

5. W jaki sposób dobierasz książki do podróży?
Ostatnio biorę mnóstwo zaległych czasopism, które po przeczytaniu wyrzucam oraz książki, które zostawiam w miejscu urlopu. Nasze podróże często były bardzo dalekie i trudno było wozić ze sobą ciegle kilka książek. Tematycznie raczej nie mam szczególnych preferencji - najczęściej dobieram książki z aktualnego stosu.

6. Czy książki w jakikolwiek sposób zmieniły Twoje postrzeganie danego kraju?
Tak, zdecydowanie wykształciły jakiekolwiek postrzeganie kraju w stosunku do krajów, na temat których nie wiedziałam nic poza faktami geograficznymi. Praktycznie cała moja wiedza na temat Chin, Japonii czy krajów Ameryki Płd. (czyli krajów, w których nie byłam) bazuje na książkach.

7. W jaki sposób Twoje czytanie o innych krajach i kulturach zmieniło twoje postrzeganie świata?
Wyczuliły na różnice, pomagają zrozumieć inne sposoby myślenia i z pewnością pomagają żyć w społeczeństwie wielokulturowym. Niemal namacalnie czuję to jak z każdą przeczytaną powieścią poszerzam własne horyzonty, zaczynam rozumieć pewne zachowania społeczne.
Zdecydowanie największy komfort daje mi jednak poczucie, że książki dotyczącej właściwie
każdej kultury są w zasięgu ręki.

8. Czy są kraje, o których chciałabyś się wiecej dowiedzieć z książek?
Chętnie przeczytałabym coś o takich krajach jak Gruzja, Armenia, Kazachstan, pociągają mnie tematycznie Karaiby i na samym szczycie są kraje Azji Płd.-Wsch., koniecznie Filipiny i Malezja. Z Europy ostatnio Portugalia.

9. A podróżowanie w czasie? Czy jakaś epoka interesuje Cię bardziej niż inne?
Średniowiecze - odbieram jako najciekawszą epokę i chętnie sięgam po książki, których akcja dzieje się w tym czasie lub których akcja do tej epoki nawiązuje. Ponadto dwudziestolecie międzywojenne. Może odwrócę trochę pytanie - bardzo lubię pewne epoki literackie. Najciekawszy jest dla mnie naturalizm i realizm. Swego czasu pochłaniałam tylko literaturę tych epok. Nie mogłam odżałować, że tylko kilka pozycji z dwudziestotomowego cyklu Emila Zoli o Rougon-Macqartach było dla mnie osiągalnych. Tak więc gdy wreszcie zaczęłam czytać książki w innych językach, cały cykl kupiłam. Ale od tego czasu stoi i się kurzy. Powinnam zdecydowanie wrócić do Zoli! Najmniej interesuje mnie chyba przyszłość. Prkatycznie wogóle nie czytam sf, za to bardzo lubię fantasy czyli światy tworzone poza naszym czasem:)

niedziela, 27 lipca 2008

"Weź moją duszę" Yrsa Sigurðardóttir


Kolejny kryminał Yrsy, którego główną bohaterką jest prawniczka Dóra. Tym razem Dóra rozwiązuje zupełnie inną zagadkę. Jónas, właściciel ezoterycznego hotelu, prosi Dórę o wspracie, gdyż w jego nowo wybudowanym hotelu straszy. Twierdzi iż sprzedawcy zataili przed nim ten fakt. Gdy Dóra zgadza się na współpracę zostaje zamordowana architektka hotelu Birna. Dóra trafia na zdjęcia z przeszłości, związane z byłymi mieszkańcami dwóch gospodarstwach, w miejscu których powstał hotel. Jej śledztwo obejmuje duchy, dwa morderstwa, nazistowską przeszłość i tajemnice dwóch rodzin. Tym razem znów wspiera ją Matthias - Niemiec, z którym współpracowała przy wykryciu morderców Haralda - studenta z Niemiec.

Ta powieść Yrsy jest bardziej islandzka - więcej tu obyczajów i realiów tej wyspy. Alcja koncentruje się wokół losów dwóch rodzin. Nie ma tu ekskursów historycznych, co jednak nie ma wpływu na walory czytlenicze książki. Powieść przeczytałam jednym tchem - ostatnie sto stron już ciurkiem, skulona w łazience, w środku nocy - żeby nikogo nie obudzić:) Odniosłam wrażenie, że Yrsa stała się troszkę dojrzalsza - z jeszcze większą pieczołowitością szkicuje postaci, jeszcze bardziej gmatwa historię. Trochę niedopracowany wydaje mi się wątek osobisty Dóry. W poprzednim tomie dzieci oraz ex-mąż odgrywali bardziej istotną rolę. Teraz mam wrażenie, że Yrsa trochę ciągnie nieoptarzne wprowadzony wątek. Nierealny wydaje się być stosunek matki do dzieci, spokój z jakim przyjmuje wybryk syna oraz absolutna nieświadomość nastolatków względem ciąży i porodu.
Wielką zaletą jest dla mnie styl pisania Yrsy - szczegółowy, sugestywny, trzymający w napięciu.
To zdecydowanie warta przeczytania powieść. Ja z niecierpliwością czekam na kolejny tom przygód Dóry, który ma ukazać się w listopadzie.

czwartek, 24 lipca 2008

Miejskie czytanie

Dziś rozpoczęło się nowe wyzwanie czytelnicze - należy wybrać cztery miasta i cztery książki, na których przeczytanie są trzy miesiące. Padma zebrała mnóstwo tytułów - wybór jest bardzo trudny. Z zadowoleniem stwierdziłam, że wiele z podanych tytułów jest mi znanych, choć w kilku przypadkach niestety treść już uleciała. Wtedy jeszcze nie pisałam bloga:(
Po długich rozważaniach, przeczytaniu informacji o autorach i pobieżnym przejrzeniu kilku recenzji zdecydowałam się na te pozycje:

BERLIN Christopher Isherwood "Pan Norris się przesiada"

BOMBAJ Salman Rushdie "Ostatnie westchnienie Maura"

KABUL Khaled Hosseini "Chłopiec z latawcem"

LIZBONA: Antonio Molina Munoz "Zima w Lizbonie"

Berlin wybrałam z przyczyn wiadomych - dobrze się chyba będzie czytało powieść, dziejącą się w mieście, które tak dobrze znam. Bombaj nie jest moim miastem marzeń, ale Salman Rushdie i jego "Szatańskie wersety" od dawna są na liście książek do przeczytania. Tak więc zacznę od innej książki tego autora. Podobnie rzecz ma się z Kabulem. Miasta bym nie wybrała, gdyby nie chęć poznania Khaleda Hosseini. I w końcu Lizbona - którą odwiedziłam w tym roku i którą pewnie jeszcze nie raz odwiedzę. Czas bliżej poznać to miasto od strony literackiej. Nie wykluczę, że sięgnę po inne książki z listy. Na drugi ogień wybrałam:

BERLIN Erica Fischer "Aimee i Jaguar"

MOSKWA Michaił Bułhakow "Mistrz i Małgorzata"

OSLO Per Petterson "In the wake"

Znowu Berlin - pamiętam film na podstawie książki Fischer. Ciekawił mnie, w Berlinie było mnóstwo plakatów, ale jednak go nie widziałam. Mam nadzieję sięgnąć teraz po książkę. Bułhakowa chcę sobie odświeżyć. Stoi na półce już kilku lat ale jakoś dotąd czasu mi na niego brakowało. Ostatni raz "Mistrza i Małgorzatę" czytałam pewnie piętnaście lat temu i niewiele pamiętam. A czemu Oslo? Sama nie wiem. Chyba udzieliła mi się fascynacja koleżanki, która właśnie w Oslo studiowała.

Zabieram się za kupowanie książek!

"Elmer" David McKee

To znów lektura mojej córki, która Elmerka bardzo lubi. Bo jest w kratkę, bo ma dużo kolorów i zawsze jest wesoły! Można się nawet oblepiać plasteliną, żeby zmienić kolor, głośno obwieszcając: Mamo, bawię się w Elmerka! A mamie książka też się podoba, bo ma piękne ilustracje, bo treść ciekawa i co ważne dająca dobrą podstawę do rozmów o inności. Kilka dni temu odkryłam w księgarni kolejne książeczki o Elmerze. Kupiłam tę o tęczy i dziś wieczór została przeczytana i opowiedziana kilka razy. Mamo co to jest tęcza, a czemu nie ma kolorów? Co się z nią stało? Oj mamy tematy do rozmów na wiele najbliższych dni!

środa, 23 lipca 2008

"Trzeci znak" Yrsa Sigurðardóttir


Yrsa to bardzo ciekawa postać - z wykształcenia jest inżynierem, pracuje na wschodzie Islandii przy pełnej kontrowersji tamie Kárahnjúka i pisze książki dla dzieci. To jej pierwsza powieść dla dorosłych. Wraz z nią dołączyła do Islandczyków, piszących kryminały: Arnaldura Indriðasona i Viktora Arnara Ingólfssona. Obu bardzo z resztą lubię!
Powieść Yrsy ma wszystko, co według mnie dobry kryminał/thriller mieć powinien - główną sympatyczną bohaterkę, prowadzącą śledztwo; wyjątkowo brutalne morderstwo i szeroko pojęte jego okoliczności. I te są tu najciekawsze - obejmują tematykę inkwizycji, palenia czarownic oraz historię Islandii. Mnóstwo tu odwołań to starych manuskryptów, kontrowersyjnych i mało zbadanych faktów historycznych oraz do ciemnych kart historii kościoła czli to, co tygrysy lubią najbardziej. Powieść Yrsy jest z gatunku tych, które wciągają i nie pozwalają się od książki oderwać. Niestety nie jest mi dane czytać bez przerwy, zazwyczaj skubnę parę stron rankiem, kilka tu i tam, a wieczorem dopiero mogę się zatopić w powieści. W tej sytuacji bardzo cenię sobie książki, które w momencie gdy biorę je do ręki zabierają mnie w inny świat. Wtedy dosłownie zmienia się moje postrzeganie świata, jestem zupełnie gdzie indziej, myślę inaczej, a bohaterowie powieści to moi znajomi. Yrsie wyszło to znakomicie. Muszę koniecznie dodać, że tłumaczenie Tiny Flecken również jest świetne.
Bardzo się cieszę, że tuż obok leży kolejny tom, którego bohaterką jest prawniczka Dóra. Zaraz zaczynam czytać.

niedziela, 20 lipca 2008

"Früher war noch viel mehr Lametta"


To zbiór opowiadań świątecznych. Pewnie to śnieszne, ale tak, w środku lipca czytałam opowiadania bożonoarodzeniowe. Jako że mam urodziny w grudniu, na początku stycznia mój zapas książek do przeczytania jest conajmniej o połowę większy. Wśród tych książek miałam lektury, które mnie bardziej pociągały, tak więc opowiadania czekały na lepsze czasy. Czyli na lipiec.
Zbiór zawiera opowiadania autorów mi mniej i bardziej znanych, są wśród nich Joyce, Lodge, Loriot, Noll, Green, Kästner etc. Same historie nie są opowiadaniami typowo świątecznymi. Opowiadaniami skrzącymi się śniegiem i kapiącymi miłością, nadmiernie wyrażaną w tym okresie. Wiele z nich jest bardzo przewrotnych i ze świętami ma niewiele wspólnego. Choć muszę przyznać, że jednak najbardziej spodobały mi się te, które w jakiś sposób odkrywają obłudę i pustość świąt. Jedno z nich to pamiętnik mężyczyzny, pracującego w okresie przedświątecznym w ogromnych domach towarowych jako krasnoludek i pomocnik Mikołaja. Autorem jest dotąd nieznany mi David Sedaris. Bohater opowiadania obserwuje szał rodziców upychających dzieci w kilkugodzinnej kolejce, a potem na kolanach Mikołaja, w celu zdobycie TEGO zdjęcia.
Podobne przesłanie ma opowiadanie Dina Buzzati, który opisuje wyprawę na ziemię duchów osiołka i woła, którzy onegdaj stali przy żłobku.
Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam opowiadania Ingrid Noll i Doris Dörrie, bo to autorki, których książki znajdują się na liście do przeczytania. Podobał mi się styl i pomysł na historię w obu przypadkach czyli nadal zachwouję ich nazwiska w pamięci.
Zupełnie za to nie podobała mi się historia Stevensona i Joyce. Tej ostatniej nawet do końca nie przeczytałam.
Z ulgą zakończyałam czytanie tej książki, bo należy do katergorii takich, których bym nigdy sama nie kupiła. Wędruje już do biblioteczki, a ja już czytam pierwszy kryminał Yrsy Sigurðardóttir.

czwartek, 17 lipca 2008

Blogi i wyzwania

Niedawno dzięki prowincjonalnej nauczycielce odkryłam inne blogi książkowe i zatonęłam w ich świecie: zaglądam, przeglądam, potem szukam interesujących mnie książek na amazonie i delektuję się biblioteczną atmosferą. Czemu biblioteczną? Nie wiedzieć czemu gdy przeglądam blogi czuję się tak, jakbym przeglądała katalogi biblioteczne, wręcz namacalnie otacza mnie atmosefra starej bliblioteki. Do bibliotek już nie chodzę, książki, które chcę przeczytać kupuję w amazonie albo na ebayu, a tamtej atmosfery mi brak. Szkoda, że zwycięża wygoda. Na szczęście pracuję wśród książek, gdyż moje biuro to nasza pracowa biblioteka:) Ale miało być o blogach. Dzięki nim odkryłam wyzwania padmy i na nie zachorowałam. W dotychczasowych dwóch już udziału nie wezmę, pewnie posłużą mi za inspirację do dalszych lektur. Pozostaje mi się cieszyć, że przegapiłam tylko dwa i z niecierpliwością czekać na rozpoczęcie kolejnego!

"Cztery życia wierzby" Shan Sa


Bardzo lubię literaturę związaną z Chinami, szczególnie opowieści pełne tradycji i zwyczajów oraz opisów chińskich krajobrazów. Książka Shan Sa powinna mnie więc zachwycić ale niecałe dwieście stron czytałam niemal trzy dni. Autorka zawarła w swojej książce cztery opwieści. Każda z nich toczy się w innej epoce ale każda w jakiś sposób dotyczy samotności i ludzkich wyborów. Autorka stara się szczegółowo opisywać otoczenie bohaterów, krajobrazy, wspomina chińskie zwyczaje. Każda historia sama w sobie jest ciekawa ale... No właśnie długo zastanawiałam się, co mi nie pasuje. Przy pierwszej historii na pewno przeszkadzał mi styl - przez chwilę nawet zastanawiałam się czy to może wina niezbyt udanego tłumaczenia. W drugiej historii autorka pisze jednak w sposób bardziej rzutki a i zdania są zgrabniejsze. Ponadto po przeczytaniu książki nie mogę się oprzeć wrażeniu, że postacie są płaskie, bez wyrazu. Podsumowując skończyałam czytać kilka godzin temu i już nie jestem w stanie szczegółowo opisać fabuły. Dla mnie niestety to niewypał.

poniedziałek, 14 lipca 2008

"Sarna albo rozmowa Szatana z chłopcem, aniołem i Lucyferem" Julian Stryjkowski

To nie jest rodzaj literatury, po który sięgam codziennie i który mnie fascynuję. Książkę dostałam ponad dwa lata temu od Marysi, której jest ona pracą dyplomową. I właśnie dlatego to bardziej książka do oglądania i smakowania niż do czytania. Przeglądałam ją wiele razy, ale dopiero teraz przeczytałam. To lektura właściwie na jeden wieczór i na pewno dla wielu tygodni interpretacji. Tej ostatniej się tu nie podejmuję, bo pisać zamierzam o tym, co Marysia z książką zrobiła. A zrobiła wiele ciekawego. Niemal każda strona upstrzona jest dopiskami, między kartami poutykane są karteluszki, informacje, artykuły. Strony roją się od podkreśleń i cytatów, często rozmazanych i nieczytelnych. Gdzie niegdzie znaleźć można ilustracje w formie pieczątek - mam nadzieję, że dobrze rozumuję. Jeśli nie, Marysiu nie zabijaj:) Wszystkie dopiski związane są w jakiś sposób z treścią powieści - na stronach wręcz roi się od diabła we wszystkich wcieleniach. Ciekawam ile razy jeszcze przejrzę książkę zanim zrozumiem, co Marysia chciała powiedzieć:) Dziękuję bardzo za ten egzemplarz, to świetne uczucie wiedzieć, że ma się w domowej biblioteczce taki unikat!

niedziela, 13 lipca 2008

"Lexikon der bedrohten Wörter" Bodo Mrozek


Kolejna książka czytana przeze mnie w ramach pasji językoznawczej. Mrozek stworzył słowniczek słów zapomnianych, takich, które właśnie wychodzą z użytku lub zawitały do języka tylko na chwilkę. Bardzo interesująca lektura! Słowa opisane sa w bardzo dowcipny sposób, autor przypomina socjologiczne i polityczne okoliczności użytkowania niektórych z nich oraz powiązuje opisywane słowa ze sobą. Bardzo chętnie przczytałabym podobną książkę o języku polskim, ale obawiam się, że takiej ze świecą szukać, a może się mylę?? Na nocnym stoliku w stosie książek, leży drugi tom leksykonu. Będzie jednak musiał chwilę poczekać, bo właśnie zabieram się za arcyciekawą lekturę;)

piątek, 11 lipca 2008

Wydawnictwo Nowa Era

Polubiłyśmy Nową Erę. Za książeczki dla dzieci a głównie za baśnie. "Polskie baśnie i legendy" oraz "Baśnie z całego świata" to nowe, świeże zestawienie różnych baśni. Baśnie ułożone są chronologicznie, a oko cieszy nietuzinkowa szata graficzna.
Naszą ulubioną książeczką tego wydawnictwa jest "Alfabet z obrazkami" Małgorzaty Strzałkowskiej. Każda literka zilustrowana jest w inny sposób, ale zawsze przy pomocy przedmiotów codziennego użytku. Przedmiotów nietypowych, bo takich jak sprężynka, pudełko zapałek, kora, drucik czy kabel. Zaskakujące teksty autorki ilustrują każdą literkę, np. literka "e" to:
"Eryk z Ełku jak wieść niesie, zgubił kiedyś uśmiech w lesie".
Nasz ulubiony to:
"Grzyb z Gigantem w gęstym gąszczu gwarzą głośno o chrabąszczu".
Polecamy!

"Der Schwan" Guðbergur Bergsson


Od dawna miałam chęć na przeczytanie "czegokolwiek" tego słynnego Islandczyka. Soffía zarekomendowała mi "Łabędzia". Ale nie zaprzyjaźniłam się z Bergssonem. Jego proza jest bardzo poetycka, pozostawia posmak sennej niepewności. Bergsson misternie buduję pełną niedomówień atmosferę, szczegółowo opisuje dziwaczne sny, poświęca wiele stron na opis krajobrazu. Wszystko to pozwala się czytelnikowi zatopić w jego świecie po uszy. Czytelnikowi, ale nie mnie. Dla mnie książka musi być realna. Proza to proza. Poezja to poezja. Tej drugiej nie czytam. Potrafię sobie wyobrazić, że można być bezkrytycznym wielbicielem Bergssona, jestem przekonana, że jego proza jest wysoko ceniona ale mnie nie porwała. Mimo to przeczytałam książkę do końca. Była krótka:) Niecałe dwieście stron. I dla zagorzałej fanki islandzkich klimatów poniekąd poznawcza. Ta cała ultona, wręcz górnolotna atmosfera oplata bowiem bardzo przyziemną tematykę. Dziewięcioletnia dziewczynka zostaje wysłana przez rodziców na....Polak powiedziałby...wieś. Ale wieś islandzka, to gospodarstwo gdzieś w samotnej dolinie, gdzie jedynymi rozmówcami są konie i krowy. W tym otoczonym bagnami miejscu "mała" ma dorosnąć i zmienić się. Wysłana została za karę, bo kradła w sklepach. Dziewczynka jest świetną obserwatorką - z dziecięcą naiwnością obserwuje wypadki w gospodarstwie: niechcianą ciążę córki i aborcję, zabijanie cielaka czy święto dla gospodarstw z okolicy. Najmeny parobek wprowadza ją w świat seksulany - dzieczynka niewiele zdaje się rozumieć z jego rad i przemyśleń. I tak Bergsson snuje swą opowieść, aż po niejasne zakończenie.

czwartek, 10 lipca 2008

Nadmiar książek

Programowo właściwie takie pojęcie nie istnieje - mogłabym mieszkać w domu zapchanym książkami. Ale niestety nie mieszkam sama i niebawem nie będę miała gdzie składować kolejnych książek. Forumowa koleżanka książki przeczytane rozdaje - świetny pomysł pomyślałam, ale jakoś nie mogę wprowadzić go w życie. Mam mnóstwo książek, które przeczytałam raz i na pewno do nich już nie wrócę. Nadają się do oddania. Dojrzewam wciąż do tej decyzji. Ale chyba najpierw pozbędę się innych zaśmiecających dom przedmiotów. Książki niech poczekają:)

wtorek, 8 lipca 2008

Dziecięce lektury

Cieszy mnie już od dawna fakt, że wreszcie mogę czytać córci. Od kiedy zaczęło ją interesować słuchanie, słyszę setki razy dziennie "Mama śpiewaj". Półeczka z książeczkami zmieniła się już w trzy półeczki, a książeczek przybywa. Głównie dzięki Marysi, która poleca nam lektury nietuzinkowe i wartościowe. Bardzo lubimy "Jajuńćka" Pawła Pawlaka, wszelkie książeczki wydawnictwa Muchomor i wydawnictwa Wytwórnia. Codziennie zaglądamy do "Nieobliczalnych owieczek", Tuwima i "Troniku", wydanych właśnie przez to ostatnie wydawnictwo. Lubimy nietypową szatę graficzną, nieagresywne kolory i przede wszystkim brak kiczu:) Dziękujemy Marysiu!

poniedziałek, 7 lipca 2008

"Die dritte Bitte" Ingibjörg Hjartardóttir


Zachwalana jako kryminał, dla mnie wcale nim ta książka nie była. To bardziej rozwiązywanie zagadki z nutką psychologii w tle. Akcja prowadzona jest wielowątkowo - mimo że powieść czyta się lekko, stale trzeba zwracać uwagę na narratora.

Główna bohaterka opiekująca się umierającym Hrafnem pragnie spełnić jego ostatnią prośbę przed śmiercią. Wybiera się w podróż, by okdryć zagadkę kobiety, robiącej swetry na drutach. Brzmi niewiarygodnie i takim przez kilkanaście pierwszych stron pozostaje. Autorka opisuje w krótkich rozdziałach urywki wspomnień wielu osób, z których powoli składa się ta historia. Dodać trzeba, że akcja mocno osadzona jest w Islandii, ograniczona jest małym światem zagubionej w północnych fjordach wioski. Większość postaci naszkicowana jest bardzo dokładnie, a każdy z tych typów uwikłanych jest w jakiś sposób w islandzkie realia.

środa, 2 lipca 2008

Nowy etap książkowy

Zmuszona byłam zrobić sobie dłuższą przerwę w czytaniu. Ale nie w czytaniu wogóle:) Wreszcie się zawzięłam i przeczytałam ogromny stos gazet zalegający na nocnym stoliku i przykrywający stos książek, czekających na pilne przeczytanie. Czasopism nazbierało się sporo, bo i kilkanaście wydań "Dużego Formatu" i "Wysokich Obcasów" a także zaległe magazyny Towarzystwa Hansa Fallady. Od dziś książki sa wyeksponowane w pełni, całe 21 egzemplarzy - trochę literatury islandzkiej, trochę powieści, parę książek popularnonaukowych. Czas się za nie zabrać. Zaczynam od Ingibjörg Hjartardóttir, którą ostatnio poznałam osobiście:)

"Fizycy" Friedrich Dürrenmatt

Odświeżyłam sobie ten dramat, tym razem czytając go w oryginale. Przczyną jak zwykle był wypad do teatru. Było warto, sztuka nadal aktualna, a inscenizacja.... wspaniała!

"Viva Polonia" Steffena Möllera

Autor znany mi już od dawna z opowieści rodziców, fakt napisania przez niego powieści był mi zupełenie obcy. Aż ujrzałam powyższy tytuł na liście bestsellerów Spiegla. Kupiłam i się zachwyciłam. Möller ma niewiarygodnie trafne spostrzeżenia, dotyczące Polaków i Niemców, spostrzeżenia korelujące niemal całkowicie z moimi. Tyle, że ja moich obserwacji nie potrafiłam tak zgrabnie ująć w słowa, jak to się udało Möllerowi. Trafne, pełne dowcipu pointy nie pozwalały mi odłożyć książki. Polacy winni są wdzięczność Möllerowi, że w tak rzutki sposób przybliża ich kraj niemieckiemu czytelnikowi, dodatkowo zachowując lekkość, humor i łamiąc stereotypy. Fakt, że książka znalzała się na liście bestsellerów tak szacownego czasopisma tym bardziej cieszy i pozwala mieć nadzieję na głębsze zrozumienie obu narodów.

"Das Hiroshima-Tor" Ilkka Remes

Kolejny prezent, tym razem mężowski. Podobnie przeczytany na urlopie, wciągający ale nie wnoszący nic do mojego dorobku intelektualnego. Polecam tylko na plażę.

"Die Gerechten" Sam Bourne

Na pewno nigdy bym nie kupiła tej książki. Nie lubuję się w thrillerach, do tego zachwalanych jako lepszych od "Kodu Leonarda da Vinci". Ale książkę dostałam, wzięłam na urlop i w plażowej scenerii przeczytałam. Nawet mnie wciągnęła, dowiedziałam się sporo o ortodoksyjnych Żydach, co akurat było największą zaletą tej powieści. I książkę podałam dalej.

"Harry Potter i Insygnia śmierci" J. K. Rowling

I na mnie przyszedł czas:) Wreszcie dostałam nowego Harry'ego w polskim tłumaczeniem. Na dodatek się rozchorowałam i wreszcie miałam czas na czytanie. W niecałe dwa dni uwinęłam się z ostatnim tomem. Jeśli chodzi o Harry'ego jestem bezkrytyczna. Nie interesuje mnie analiza stylu ani treści, po prostu książkę pożeram. Podobało mi się, ale teraz, ponad miesiąc po przcezytaniu nie wiele z treści pamiętam. Mam nadzieję, że to na skutek choroby, a nie sklerozy:) Gdyby Rowling napisała kolejny tom, to na pewno bym przeczytała. Bezkrytycznie.

sobota, 19 kwietnia 2008

"Poszukiwania przodków" Małgorzaty Nowaczyk

Kolejny poradnik genealogiczny - mojemu smakowi bardziej odpowiada od kompendium Prinkego. Autorka ciekawie opisuje sposoby poszukiwań genealogicznych, od zupełnych podstaw, nie szczędząc najbardziej pedantycznych wskazówek i ilustrując je przykładami z własnych poszukiwań.

"Rogoźna przez wieki" Leokadii Buchman i Eweliny Gwóźdź

Monografia wioski Rogoźna - dla mnie szczególnie istotne są wiadomości, dotyczące historii i byłych mieszkańców wsi, a takich w monografii nie jest zbyt wiele. Niemniej kilka istotnych faktów znalazłam, a pozycja jest zdecydowanie niezbędna w mojej genealogicznej biblioteczce.

"Poradnik genealoga amatora" Rafała T. Prinke

Dla mnie bardzo istotna lektura, pozwalająca usystematyzować więdzę. Szkoda tylko, że nie obejmuje pomocy internetowych. Zdecydowanie książka tylko dla pasjonatów genealogii.

"Das Endspiel" Samuela Becketta

Trudno coś napisać - to rodzaj literatury, której właściwie nie rozumiem:) Może sztuka w teatrze troszkę mi rozjaśni;)

czwartek, 10 kwietnia 2008

"Rachuba świata" Daniel Kehlmann

Książka niezmiernie ciekawa - zarówno treść, jak i styl autora. Kehlmann opisuje życie dwóch wielkich naukowców niemieckich Gaussa i Humboldta. Ale to nie zywkły, suchy opis. Gauss i Humbodlt to postaci z krwi i kości, pełne wad, dziwactw i słabości. Są bardzo różni w stylu życia i rodzaju pracy naukowej i tak podobni u kresu życia. Kehlmann opisuje ich historie w krótkich, zdecydowanych zdaniach, również dialogi nie mają klasycznej postaci. Ten sposób prowadzenia narracji czyni ją rzutką i przyjemną dla czytelnika. Może sam koniec powieści trochę spowolnił akcję, troszkę mnie znudził, ale to niewątpliwie sympatyczna lektura.

"Dzika kaczka" Henrika Ibsena

I kolejna sztuka czytana w ramach przygotowywania się do wyjścia do teatru i odświeżania treści. Sama treść to znów niekoniecznie mój świat - choć kwestia decyzji o życiu w prawdzie absolutnej czy w zakłamaniu z pewnością zawsze aktualna. Powtórzę się - inscenizacja znowuż o niebo lepsza!

"Szczury" Gerhart Hauptmann

Dramta czytałam w ramach przygotowywania się do wizyty w teatrze. I dobrze zrobiłam. Blisko 80% wypowiedzi napisana jest w dialekcie berlińskim, dla mnie zrozumiałym, choć niewygodnym do czytania. Sama akcja, i dziś aktualna, nie zachwyciła mnie aż tak bardzo. Raczej warto przecyztać w ramach poszerzania horyzontów lietarckich:) Za to sztuka wspaniała.

"Lux perpetua" Andrzeja Sapkowskiego

Ciężko było mi wciągnąć się w książkę. Od przeczytania poprzednich tomów minęło już dużo czasu, nie pamiętałam nawet szczegółów dotyczących głównych bohaterów. Ale Sapkowski znów uwiódł mnie detalami historycznymi, bezbłędnie naszkicowanym tłem, odnośnikami, szeroką wiedzą. Wszystko to czyni dla mnie akcję powieści więc dugorzędną. Ciekawa lektura, choć nie koniecznie coś, co trzeba przeczytać.

poniedziałek, 10 marca 2008

"Na szlaku do Composteli" Hape Kerkeling

Książkę kupiłam z przypadku - nie znając właściwie skeczy Kerkelinga i tylko pobieżnie wiedząc z czym się je Camino de Santiago i wciągnęło mnie kompletnie. Cały czas kombinuję jak to zrobić, żeby tam być i iść. Kerkeling zaskoczył mnie stylem, przemyśleniami, układem książki. Wszystko świetne, nie brakuje opisów praktycznego życia pielgrzyma, jak i przemyśleń, uczuć, zwątpień i radości oraz wyważonej ilości retrospekcji z jego własnego życia. Dla mnie jedna z lepszych ostatnio przeczytanych książek.

"Zimistrz" Terry Pratchett



Będzie krótko - bardzo lubię serię z Feeglami! Duża dawka fantazji, humoru i jak zwykle świetne tłumaczenie.